Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kopa Kondracka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kopa Kondracka. Pokaż wszystkie posty
Tatry oferują różne możliwości wycieczek w zależności od zaawansowania turystycznego. Tatry to nie tylko wysokie wierchy, nie tylko one wabią, bo są w nich również piękne doliny ze schroniskiem na końcu, czy z olśniewającymi jeziorkami. Najdłuższe z dolin zbliżają się pod samą grań. Niektóre z nich dostępne są nawet do wycieczek łatwych, bo prowadzą przez nie asfaltowe dróżki pozwalające na rodzinny spacer z wózkiem dziecięcym. Można tam wjechać nawet wózkiem inwalidzkim. Tatry dostępne są dla wszystkich, tylko trzeba dostosować trasy wędrówek do swoich możliwości.

A gdyby ktoś chciał po raz pierwszy w swoim życiu podjąć próbę wejścia na wierchy, zdobyć jakiś tatrzański dwutysięcznik? Który z nich byłby najodpowiedniejszy, dla kogoś, kto jeszcze nie wspiął się nigdy w życiu tak wysoko? Zastanawialiśmy się nie za długo, gdy przyszły nam na myśli Czerwone Wierchy, a więc nie jeden, a cztery aż dwutysięczniki. Pozwalają one zmierzyć się z samym sobą, sprawdzić się czy sprostam wysiłkowo, czy poradzę sobie ze zmęczeniem. Jednocześnie są to szczyty łatwe do pokonania pod względem technicznym. Nie potrzeba na nich umiejętności wspinaczkowych, obycia ze skałą, czy poruszania się w trudnym, eksponowanym terenie. Mogą oczywiście zaskoczyć niekorzystną aurą, jak każde wysokie góry, w których aura rządzi się własnymi prawami. Czerwone Wierchy potrafią jednak odpłacić za trud i wysiłek wspaniałymi panoramami na miarę dwutysięcznych szczytów.

TRASA:
Kiry (927 m n.p.m.) [zielony szlak] Cudakowa Polana (952 m n.p.m.) [czerwony szlak] Chuda Przełączka (1850 m n.p.m.) [czerwony szlak] Ciemniak (2096 m n.p.m.) Krzesanica (2122 m n.p.m.) [czerwony szlak] Małołączniak (2096 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kondracka Kopa (2005 m n.p.m.) [czerwony szlak] Kondracka Przełęcz (1725 m n.p.m.) [żółty szlak] Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki (1163 m n.p.m.) [żółty szlak] Gronik (938 m n.p.m.)

OPIS:
Jest wspaniała pogoda, trochę tylko chłodno, ale to już przecież październik i typowe symptomy jesieni, która tutaj w Tatrach gości wcześniej niż gdzie indziej. Przybyło z nami wiele osób, a chciało być jeszcze więcej, tylko że autokaru nie dało się już zwiększyć. Dla wielu dwutysięczne szczyty tatrzańskie nie są czymś nowym. To dobrze, że grupa integruje nowicjuszy i doświadczonych, istotne ze względów wzajemnej odpowiedzialności za bezpieczeństwo. Grupa znana jest z tego, że ludzie ją tworzący są niezwykle dla siebie życzliwi, wszyscy wnoszą do niej coś wartościowego, coś swojego, ale unikalnego dla innych. I wszyscy oczywiście zestrajają się wokół tych samych reguł zapewniających pełną harmonię i maksymalne bezpieczeństwo. Z taką grupą możemy śmiało i z przyjemnością wyruszyć na podbój tatrzańskich dwutysięczników.

Godzina 9.15. Startujemy w Kirach. Ruszamy w górę Doliny Kościeliskiej, jednej z najpiękniejszych dolin w Tatrach, lecz nie idziemy nią zbyt długo. Przechodzimy przez dolomitową Niżnią Bramę Kościeliską, gdzie mijamy inną grupę, która zatrzymała się przy płytkiej sztolni wykutej w skale, dla wsparcia zapory spiętrzającej wody Kościeliskiego Potoku, którą planowano tutaj zbudować po wojnie. O zaporze takiej myślał już wcześniej niemiecki okupant w czasie II wojny światowej. Plany te jednak porzucono. Za Niżnią Bramą Kościeliską dolina rozszerza się dając miejsce sporej polanie o nazwie Wyżnia Kiera Miętusia, na której niegdyś stał rząd około 10 zabudowań pasterskich, a dziś tylko jedno przy którym prowadzony jest wypas kulturowy owiec. Przecinamy środkiem nasłonecznioną polanę. W jej głębi widoczne są lśniący Błyszcz, za którym piętrzy swe wdzięki Bystra (słow. Bystrá) - najwyższa dostojność Tatr Zachodnich, sięgająca 2248 m n.p.m. wysokości. To szczyt również niezbyt trudny technicznie do zdobycia, choć wymagający nieco więcej wysiłku niż Czerwone Wierchy. Jak się uda pokonać Czerwone Wierchy, może kolejnym celem stanie się właśnie Bystra - królowa Tatr Zachodnich.

Wyżnia Kiera Miętusia
Wyżnia Kiera Miętusia.

Tuż przed mostkiem nad Kościeliskim Potokiem opuszczamy Dolinę Kościeliską. Odbijamy w lewo za czerwonymi znakami szlaku. Wchodzimy w boczną dolinkę, z której spływa wartko Miętusi Potok mieszający się z wodami Kościeliskiego Potoku. Czerwony szlak szybko jednak odtrąca nas od tej dolinkowej sielanki. Wprowadza na lesisty grzbiet Adamicy, zwany gwarowo Jadamicą, kulminuje ona Upłazińskim Wierszykiem ku wysokości 1203 m n.p.m. Podejście chwilowo dość strome rozbiera sukcesywnie turystów z nadmiaru wierzchniego odzienia. Jeśli ktoś tego tutaj jeszcze nie zrobił, zrobi to z pewnością wyżej na Polanie Upłaz, na której figlują z nami promienie słońca.

Zarastająca Polana Upłaz wchodziła dawniej w skład Hali Upłaz. Ślady po pasterstwie zanikają na niej pod kępami pokrzyw, szczawiu alpejskiego, malin, zaś obrzeża hali zniknęły już zupełnie pod poszyciem lasu. Podążamy w górę polany, gdzie rośnie już górnoreglowy las. Z najwyższych części polany widoki są najpiękniejsze, zaskakujące malowniczością. Ładnie widać stąd Kominiarski Wierch, Stoły i Kościeliskie Kopki.

Widok na Zawiesistą Turnię i Przysłop Miętusi
Widok na Zawiesistą Turnię i Przysłop Miętusi.

Polana Upłaz
Wchodzimy na Polanę Upłaz.

Polana Upłaz
Polana Upłaz.
Z lewej widać Kominiarski Wierch. Z Kościeliskie Kopki.

Górne partie Polany Upłaz
Górne partie Polany Upłaz.

Górnoreglowy las szybko przerzedza się, staje się coraz niższy, aż prawie zanika. O godzinie 11.00 docieramy na Siodło za Piecem, położone na wysokości około 1450 m n.p.m. To znakomite miejsce na odpoczynek przed dalszym podejściem. Piec to wapienna skała wznosząca się po północnej stronie około 10 metrów powyżej Siodła za Piecem. Siodło za Piecem to również bardzo widokowe miejsce. Niegdyś, podobnie jak niżej położone polany wchodziło w skład Hali Upłaz. O godzinie 11.25 ruszamy dalej.

Powyżej Siodła za Piecem pokonujemy krótki odcinek ostrego stoku. Rozległa panorama rośnie nam w oczach. Przyspieszonym oddechem pochłaniamy hektolitry soczystego powietrza. Otacza nas cudowna tatrzańska jesień - brązy na halach, wieczna zieleń świerkowych lasów i kosodrzewiny. Stoki Skoruśniaka pokrywa wielobarwna plama innych drzew. Wszędzie poza Tatrami powiedzielibyśmy, że to są właśnie barwy jesieni, ale tutaj i w tym momencie wydają się być zaskakującym odchyleniem od stonowanej równowagi tatrzańskich kolorów. Błękit nieba od paru chwil zasnuwa się cieniutką warstewką chmur. Poprzez Przełączkę przy Kopie uwidaczniają się nam szczyty Tatr Zachodnich: Bystra, Starorobociański Wierch, Rohacze i dalsze, w górnych partiach oprószone śniegiem. Niewielkie ilości śniegu widać też z drugiej strony na stokach Czerwonych Wierchów. Nie powinny być dla nas przeszkodą, choć jeszcze przedwczoraj, a może jeszcze wczoraj na grzbietach panowały warunki zimowe.

Grzbiet Skoruśniaka, a za nim Giewont i Łysanki
Grzbiet Skoruśniaka, a za nim Giewont i Łysanki (po lewej).

Odpoczynek w Siodle za Piecem
Odpoczynek w Siodle za Piecem.

Piec
Piec.

Na Piecu.
Na Piecu.
Z nami snują się pośpiesznie niskie chmurki. Zaczynają czepiać się wierzchołków Tatr Zachodnich. O godzinie 12.30 osiągamy Chudą Przełączkę (1850 m n.p.m.), niewielką przełęcz oddzielającą Twardą Kopę (2026 m n.p.m.) i Chudą Turnię (1856 m n.p.m.). Twarda Kopa jest niczym przed wierzchołek pierwszego z Czerwonych Wierchów.

Podążymy na niego po przerwie. Odpoczywamy na Chudej Przełączce, bo tam wyżej na otwartej przestrzeni może być zbyt chłodno i wietrznie. W rejonie Chudej Przełączki dość często spotkać można kozice, które przyzwyczaiły się do panującego w tym rejonie dużego ruchu turystycznego. Stoki pod Chudą Przełączką porasta uboższa gatunkowo murawa. Widzimy tu pędy sit skuciny, przebarwiające się na czerwono. Nie porastają jednak zbyt gęsto stoków.

Widok na Trzy Korony.
Widok na Trzy Korony.

Łysanki (z prawej) i grzbiet Pasma Gubałowskiego.

Spojrzenie na Piec i Siodło za Piecem
Spojrzenie na Piec i Siodło za Piecem.

Kościeliskie Kopki
Kościeliskie Kopki.

Widok na miasto Nowy Targ.
Widok na miasto Nowy Targ.

Widok w stronę Kotliny Zakopiańskiej
Widok w stronę Kotliny Zakopiańskiej.

Czerwony Grzbiet Małołączniaka
Czerwony Grzbiet Małołączniaka.

Przed nami Ciemniak
Przed nami Ciemniak, za nim skrywa się Krzesanica, a z lewej widać Małołączniaka.

Stok opadający do dolinki Małej Świstówki
Stok opadający do dolinki Małej Świstówki.

Na stoku Upłazińskiej Kopy
Na stoku Upłazińskiej Kopy.

Murawy Upłazińskiej Kopy
Murawy Upłazińskiej Kopy.

W podejściu na Chudą Przełączkę.
W podejściu na Chudą Przełączkę.

Spojrzenie na Dolinę Miętusią
Spojrzenie na Dolinę Miętusią.

Widok na Upłazińską Kopę ze stoku Chudej Turni
Widok na Upłazińską Kopę ze stoku Chudej Turni.

Tatry Zachodnie widoczne przez Przełączkę przy Kopie
Tatry Zachodnie widoczne przez Przełączkę przy Kopie.

Bystra i Błyszcz.
Bystra i Błyszcz.

Starorobociański Wierch (na pierwszym planie).
Za nim z tyłu (od lewej) Raczkowa Czuba i Jarząbczy Wierch.
Ostatni po prawej to Kończysty Wierch.

Na Chudej Przełączce.
Na Chudej Przełączce.

Tatry Zachodnie z Chudej Przełączki.
Tatry Zachodnie z Chudej Przełączki.

Kozice
Kozice.

Widok na północ z Chudej Przełączki.
Widok na północ z Chudej Przełączki.
W centrum fotografii widać ujście Doliny Małej Łąki.

O godzinie 12.50 ruszamy w górę Twardej Kopy. Teraz dopiero zauważamy, że niebo zakryło się znacznie chmurami. Jest ich coraz więcej; są jak gęsta mgła, która wypełnia klarowną przestrzeń. Przy dróżce szlaku leży pierwszy śnieg. Ktoś ulepił z niego bałwanka. Na widok pierwszego śniegu człowiekowi chce się śmiać z radości. Śnieg przywołuje wspomnienia beztroskiego dzieciństwa.

Z góry schodzą Rosjanie. Pytamy się jak tam jest na górze, czy są tam piękne widoki. Odpowiadają, że jest tam Туман. Faktycznie za niedługo otacza nas niewielka mgiełka, nawet fajna, otaczająca nas swoistym klimatem, lecz wkrótce gęstnieje. Słońce tworzy w niej przejaskrawienie, momentami pokazuje się jeszcze błękit nieba, lecz gęsta biała chmura dominuje nad naszymi głowami.

Chuda Turnia widziana z podejścia na Twardą Kopę.
Chuda Turnia widziana z podejścia na Twardą Kopę. Z lewej Kominiarski Wierch.

Giewont
Giewont. Bliżej Czerwony Grzbiet.

W podejściu.
W podejściu.

Podejście na Twardą Kopę.
Mgła wypełnia całą klarowną przestrzeń.

Pierwszy śnieg.
Pierwszy śnieg.

Bałwanek.
Bałwanek.

Grzbiet schodzący z Ciemniaka na Tomanową Przełęcz.
Grzbiet schodzący z Ciemniaka na Tomanową Przełęcz.
W grzbiecie widoczne Stoły, a dalej Tomanowy Wierch Polski.

Chmura zatrzymała się nad nami, gdy o godzinie 13.40 osiągamy szczyt Ciemniaka (słow. Temniak; 2096 m n.p.m.) - najdalej na zachód wysunięty szczyt należący do masywu Czerwonych Wierchów. W XIX wieku Ciemniak nazywany był Czerwonym Wierchem Upłaziańskim, bo dawniej cały jego północny grzbiet należał do Hali Upłaz i wypasany był aż pod sam wierzchołek.

Popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa mgła!
Chcesz do nich dojść, lecz niewiele masz szans,
mgła cię pochłonie, ale wiedz - kiedy przegrasz z nią,
zęby zaciśnij i idź jeszcze raz!

Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,
pamiętaj, że wygrać potrafisz,
byle we mgle wiary nie stracić,
byle we mgle odnaleźć się!

Włodzimierz Wysocki - Mgła (ros. Туман)

Ciemniak leży w grani głównej Tatr, która załamuje się tutaj o 90 stopni. Grań główna Tatr odchodzi stąd w kierunku południowym przechodząc przez Tomanowe Stoły do Tomanowej Przełęczy, a stamtąd pnie się na Tomanowy Wierch Polski (słow. Poľská Tomanová; 1977 m n.p.m.). Tomanowa Przełęcz należy do najniższych po Palenicy Jałowieckiej przełęczy w głównym grzbiecie Tatr. Oferuje łagodne podejścia, co wykorzystywali dawniej kupcy przemieszczający się na Słowację i dalej na Węgry, tam i z powrotem. Chadzali przez nią również tatrzańscy zbójnicy, górnicy poszukujący cennych kruszców w Tatrach, a w czasie drugiej wojny światowej przełęcz wykorzystywana była przez tatrzańskich kurierów. Można ją było przejeżdżać nawet konno. Jeszcze niedawno prowadził przez nią szlak turystyczny, który niestety został zlikwidowany.

Ciemniak (słow. Temniak; 2096 m n.p.m.)
Ciemniak (słow. Temniak; 2096 m n.p.m.).

Udało się nam wejść na pierwszy z Czerwonych Wierchów. Kolejne są już w zasięgu ręki. Mglistość chmur zasłania coraz bardziej okolicę. Zasłania również kolejny Czerwony Wierch, gdy o godzinie 14.00 zaczynamy schodzić w jego kierunku. Urwista ściana Krzesanicy zostaje przysłonięta firaną. Przechodzimy przez krótką Mułową Przełęcz (2067 m n.p.m.). Z jej siodła ściana Krzesanicy prezentuje się imponująco, bywa jednak we mgle bardzo zdradliwa. Podcięte stoki pod przełęczą opadają do Doliny Mułowej wiszącej ponad Doliną Miętusią.

Krótko podchodzimy Krzesanicę idąc blisko północnej ściany opadającej do Doliny Mułowej, położonej około 200 metrów niżej. Góra zawdzięcza nazwę właśnie tej północnej ścianie zwanej krzesaną. Walery Eljasz-Radzikowski w 1891 roku pisał o niej: „Krzesanica ze ścianą od północy gdyby skrzesaną i stąd tak nazwana”. Szlak wiedzie po południowej stronie, gdzie góra opada łagodnym i trawiastym zboczem do Tomanowej Doliny. Wspinamy się pośród dolomitowych skałek na szczyt. Osiągamy go o godzinie 14.15.

Zejście na Mułową Przełęcz.
Zejście na Mułową Przełęcz.

Podejście na Krzesanicę.
Podejście na Krzesanicę.

Krzesanica (słow. Kresanica; 2122 m n.p.m.) zespoliła się z chmurą. Nie ma żadnych widoków, choć jest najwyższa z wszystkich Czerwonych Wierchów. Widać tylko pobliskie skałki wystające spod śniegu, słupek graniczny stojący w kulminacyjnym miejscu i kamienne kopczyki - zapewne ułożone przez świstaki - żartujemy. W zasadzie otacza nas bezkresna biel.

Przez tysiąclecia mgła pomagała nam,
w jej mleczną toń nie śmiał wejść żaden wróg,
dzięki ci, mgło, ale czas dziś już nie ten sam:
tajgę nam daj, daj nam klucz do jej wrót.

Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,
pamiętaj, że wygrać potrafisz,
byle we mgle wiary nie stracić,
byle we mgle odnaleźć się!

Włodzimierz Wysocki - Mgła (ros. Туман)

Zejście na wschód w kierunku kolejnego z Czerwonych Wierchów utrudnia szeroka połać śniegu. Kamienna ścieżka szlaku ginie pod nim. Technicznie nie jest trudno, ale łatwo uślizgnąć się na mokrawym śniegu. Raki nie są konieczne, choć z pewnością dzięki nim każdy krok byłby pewniejszy. Schodzimy powoli na Litworową Przełęcz (słow. Litvorové sedlo; 2037 m n.p.m.). Siodło Litworowej Przełęczy jest znacznie szersze, niż Mułowej Przełęczy.

Krzesanica (słow. Kresanica; 2122 m n.p.m.)
Krzesanica (słow. Kresanica; 2122 m n.p.m.)

Zejście z Krzesanicy.
Zejście z Krzesanicy.

Na krótkim podejściu przed Małołączniakiem widoczność spada do kilkudziesięciu metrów. Słupki drogowskazów stojące na szczycie wyłaniają się z mgły strzegącej przed oczyma tajemnicę góry i dolin położonych głęboko pod nią, i lasów tam rosnących, i całego życia, które zostawiliśmy tam niżej, gdzie człowiekowi jest przeznaczony świat.

Kłęby oparów mącą myśli i wzrok,
oślizgły knebel wpychają do ust,
skarby w zasięgu rąk, ale spowite mgłą -
milcząca mgła strzeże tajgi jak stróż.

Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,
pamiętaj, że wygrać potrafisz,
byle we mgle wiary nie stracić,
byle we mgle odnaleźć się!

Włodzimierz Wysocki - Mgła (ros. Туман)

Dwutysięczne wierchy przyciągają, ale nie są naturalnym środowiskiem człowieka. Człowiek wspina się na nie, ale potem chce wrócić tam gdzie jego dom. Kulminację Małołączniaka (słow. Malolúčniak; 2096 m n.p.m.) osiągamy o godzinie 14.50. Jego stoki opadają do cyrków polodowcowych, stanowiące piętra nad niżej położonymi dolinami: Doliną Tomanową Liptowską leżącą po południowej stronie oraz Doliną Litworową i Doliną Małej Łąki, od której Małołączniąk wziął swą nazwę. Jego murawy po polskiej stronie wchodziły niegdyś w skład Hali Małej Łąki. Był wypasany po sam wierzchołek. Z wierzchołka Małołączniaka rozciągają się szerokie widoki, spowite dzisiaj oparem mgieł i chmur.

Schodzimy z Małołączniaka poniżej 2 tysięcy metrów, na Małołącką Przełęcz (1924 m n.p.m.). Troszkę zwiększa się zasięg widoczności, a nawet słońce przez moment przebija blaskiem chmury budząc nas promykami nadziei... nadziei na rozejście się białej kurtyny. Czekamy na to, co chcieliśmy stąd zobaczyć, bo jakoś nie możemy uwierzyć w to co nas otacza, gdy pomyślimy o poranku, kiedy wychodziliśmy z Kir, a potem wspinaliśmy się na Siodło za Piecem, a potem na Chudą Przełęcz. Ponieśliśmy wysiłek, za który chcielibyśmy, aby góry nam odpłaciły większym pięknem. Tak to jednak już jest, że góry mają swoje twarde prawa, na które człowiek nie ma wpływu. Trzeba zatem umieć czerpać z nich przyjemność, nawet gdy otacza je aura nie taka, jaką sobie wymarzyliśmy.

Małołączniak (słow. Malolúčniak; 2096 m n.p.m.)
Małołączniak (słow. Malolúčniak; 2096 m n.p.m.).

Zejście z Małołączniaka na Małołącką Przełęcz.
Zejście z Małołączniaka na Małołącką Przełęcz.

Podchodzimy łagodnie na Kondracką Kopę wygodnym traktem. Na jednym ze skrawków śniegu stoi nieduży bałwanek z błękitną opaską na głowie. Radośnie unosi śniegowe ręce ku górze, jakby w geście powitania. O godzinie 15.25 wchodzimy na Kopę Kondracką (słow. Kondratova kopa; 2005 m n.p.m.), najniższy z Czerwonych Wierchów, wysunięty najbardziej na wschód. Przysiadamy chwilkę na kamieniach kamiennej ścieżki. Dalej główna grań tatrzańska ciągnie się przez Suchy Wierch Kondracki, Goryczkową Czubę w kierunku Kasprowego Wierchu. Dopiero za Kasprowym Wierchem są kolejne dwutysięczne szczyty, pierwsze dwa Beskid (2012 m n.p.m.) i Skrajna Turnia (2095 m n.p.m.) łatwo dostępne. Potem jest już o wiele trudniejsza do wejścia Świnica wznosząca się na wysokość 2301 m n.p.m. to wszystko i dalej byśmy widzieli, gdyby nie tuman chmur.

Więc wszystko na nic,
wszystko zostać ma tak jak jest?
Mgła będzie górą i radę nam da?
Nigdy bo wiem, że od ciepła człowieczych serc
topnieje mgła, i coś więcej niż mgła...

Zawsze i wszędzie, nawet we śnie,
pamiętaj, że wygrać potrafisz,
byle we mgle wiary nie stracić,
byle we mgle odnaleźć się!

Włodzimierz Wysocki - Mgła (ros. Туман)

Wyczekujemy nie wiadomo czego na szczycie Kondrackiej Kopy. W międzyczasie ostatni dołączają do pierwszych. W końcu ktoś mówi, to schodźmy. No i schodzimy powoli na Kondracką Przełęcz (słow. Kondratovo sedlo; 1725 m n.p.m.).

Kopa Kondracka (słow. Kondratova kopa; 2005 m n.p.m.)
Kopa Kondracka (słow. Kondratova kopa; 2005 m n.p.m.)

Bałwanek z błękitną przepaską.
Bałwanek z błękitną przepaską.

Schodzimy przez rudziejące murawy, ale nie ma zbyt wiele na nich tych najbardziej czerwonych traw sit skucina. O dziwo więcej jest traw zwyczajnych, mniej odpornych na surowe warunki. Coś niedobrego dzieje się z sit skuciną. Z prawej ukazuje się nam Kondratowa Dolina. Widać w niej nitkę szlaku ułożonego z kamieni. Z mgły wyłania się coraz więcej zieleni kosówek. W plecy uderzają nas promienie słoneczne. Co się dzieje? Oczom ukazuje się Kondratowa Przełęcz, wcześniej niż się tego spodziewaliśmy. Z lewej pokazuje się Dolina Małej Łąki. A z tyłu mgły schodzą już z Kondrackiej Kopy. O godzinie 16.25 stajemy na Kondrackiej Przełęczy.

Sit skucina
Sit skucina.

Kondratowa Dolina ze stoku Kopy Kondrackiej.
Kondratowa Dolina ze stoku Kondrackiej Kopy.

Stok Kondrackiej Kopy.

Kondratowa Dolina ze stoku Kondrackiej Kopy.
Kondratowa Dolina ze stoku Kondrackiej Kopy.

Wszystko zmienia się w mgnieniu oka. Na wschodzie z rzedniejących chmur wyłaniają się Tatry Wysokie. Wpierw wierzchołek Świnicy, potem Kościelec i Żółta Turnia, następnie bliżej znajdujący się Kasprowy Wierch, itd. Na północy zaś już w pełnej okazałości Wielki Giewont sterczy niczym nie przysłonięty. Niezwykły to spektakl, którego akcja toczy się błyskawicznie jak w jakimś kinie akcji. Receptory szaleją ze szczęścia, choć trochę też żalu, gdy patrzymy na południe, gdzie wznoszą się okazałe Czerwone Wierchy w pełnej krasie i nie okrywa je już żadna chmura. Oczekiwaliśmy takich chwil na ich szczytach, ale okryły się tajemnicą, gdy byliśmy na nich. Cuda dzieją się też nad Doliną Małej Łąki do której wpływa chmura na tyle nisko, że nie może wydostać się z objęć otaczających wierchów. Długo kotłuje się między nimi próbując wznieść wyżej, ale bezskutecznie.

Kopa Kondracka.
Kopa Kondracka.

Świnica.
Świnica.

Tatry Wysokie ze stoków Kondrackiej Kopy.
Tatry Wysokie ze stoków Kondrackiej Kopy.
Tatry Wysokie ze stoków Kondrackiej Kopy.

Kasprowy Wierch
Kasprowy Wierch.

Wielki Giewont.
Wielki Giewont.

Siodłowa Turnia i Wysoka Giewoncka Baszta.
Siodłowa Turnia (turnia z lewej) i Wysoka Giewoncka Baszta (turnia z prawej).

Słońce nad Czerwonymi Wierchami.
Słońce nad Czerwonymi Wierchami.

Chmury nad Doliną Małej Łąki.
Chmury nad Doliną Małej Łąki.

Ostatnie spojrzenie na Tatry Wysoki.
Ostatnie spojrzenie na Tatry Wysoki.

Szlak na Giewont.
Szlak na Giewont.

Pod Wielkim Giewontem.
Pod Wielkim Giewontem.

Na Kondrackiej Przełęczy.
Na Kondrackiej Przełęczy.

Chmury nad Doliną Małej Łąki.
Chmury nad Doliną Małej Łąki.

Słońce jednak dotyka już swą tarczą krawędzi Czerwonych Wierchów. To sygnał, że trzeba schodzić. Zbliża się siedemnasta. Ruszamy w kierunku Doliny Małej Łąki. Chmura nad doliną tymczasem zdążyła się trochę nagrzać. Unosi się w górę niczym puch i rozpływa w powietrzu. Słońce znika za wierchami, dolinę wypełnia cień.

Słońce dotyka już Czerwonych Wierchów.
Słońce dotyka już Czerwonych Wierchów.

Słońca schowało się za grań.
Słońca schowało się za grań.

Zejście jest strome, momentami bardzo kruche. Gdzieniegdzie szlak jest uszkodzony. Słonecznymi promieniami okrywa się jeszcze wierzchołek Wielkiego Giewontu i krzyż stojący na nim. Pokazuje się nam na pożegnanie, zanim nikniemy w leśnych zaroślach. Droga zaczyna dłużyć się. Gdy o godzinie 18.20 wchodzimy na trawiastą połać doliny zapada szybko szarówka, a gdy jesteśmy na drugim końcu polany ogarnia nas ciemność. Zapalamy sztuczne światła i oświetlamy sobie dalszą drogę. Przed dziewiętnastą wychodzimy z doliny na osiedle Gronik należące do wsi Kościelisko.

Zejście do Doliny Małej Łąki.
Zejście do Doliny Małej Łąki.

Giewont.
Słonecznymi promieniami okrywa się jeszcze wierzchołek Wielkiego Giewontu.

Na zejściu.
Na zejściu.

Dolina Małej Łąki.
Dolina Małej Łąki.

Ostatnie spojrzenie w górę Doliny Małej Łąki.
Ostatnie spojrzenie w górę Doliny Małej Łąki.

Wiele w tej wycieczce było ekspresji, zmienności przenoszącej nas w skrajności. Aura była bardzo zróżnicowana, ale ciekawa i sprzyjająca tatrzańskiej wędrówce. Czerwone Wierchy pozwoliły się trochę zmęczyć, ale też naładowały pozytywną energią. Były przygodą, która pozostawi miłe wspomnienie, z pewnością szczególnie u osób, które dzisiaj zaliczyły swoje pierwsze w życiu dwutysięczniki. Tatry lada dzień zabielą się już. Zagości na nich zima. Będziemy czekać do wiosny, by powrócić na kolejne TD.

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas