Dzisiaj udamy się w miejsce, gdzie rzeczywistość miesza się z magią, a potężne
formacje skalne zdają się szeptać zapomniane, baśniowe historie. To kraina tak
przedziwna, że może zdawać się zaczarowaną. Rzadziej gości na pierwszych
stronach przewodników, mimo że magia tego miejsca jest niezaprzeczalna i nikt
stamtąd nie wraca taki sam, jakim był wcześniej. Wystarczy postawić zaledwie
jeden krok za kurtynę splecionych zagajników i starego lasu, aby przekonać
się, że wszystko tam, nawet twarda skała i kamień potrafią ożywać. W dawnych
czasach wierzono, że mieszkają tam istoty nie z tego świata. W gęstej mgle,
która często otula te wapienne turnie, pasterze dopatrywali się sylwetek
uwięzionych w kamieniu olbrzymów. Miejscowi szeptali też o ukrytych głęboko w
krasowych jamach skarbach zbójnickich. Dostępu do nich miały bronić strzegące
labiryntu górskie duchy. Do dziś surowy, poszarpany krajobraz tamtych skał
sprawia wrażenie, jakby został przeniesiony wprost z powieści fantasy.
Czeka nas fascynująca wędrówka przez niezwykłe, zapierające dech w piersiach
skalne miasto, wyniesione na wysokość ponad 1600 m n.p.m. Tworzy ono niezwykły
labirynt wapiennych turni, baszt i iglic, niosący skojarzenia z krajobrazem
Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wkracza się do niego nagle, zamieniając
spokojny leśny trekking w emocjonującą przygodę w której brak jakiejkolwiek
nudy, bo szlak ciągle kluczy tam między skalnymi formacjami, zmuszając czasami
do przeciskania się przez wąskie szczeliny, a nawet krótkiej wspinaczki. Na
koniec czeka nas nagroda.
Poranna mgła odeszła już z dolin, a ciepły promień słońca pokazuje początek
szlaku. Ruszamy zatem...
Akt I: Bariera zielonego lasu, czyli pierwsze kroki ku nieznanemu
Nasza przygoda zaczyna się o godzinie 8.40 na leśnym parkingu przy leśniczówce
Biała Skała na wysokości około 940 m n.p.m. Wyżnia Huciańska Przełęcz (słow.
Vyšné Hutianske sedlo) - to tu zakładamy plecaki i wkraczamy na
czerwony szlak. Wzdłuż szosy rośnie las, ale szybko ścieżka szlaku
przeprowadza nas przez zagajniki rosnące wyżej wzdłuż gruntowej drogi.
Początek szlaku nie daje czasu na rozgrzewkę. Ścieżka od razu pnie się stromo
w górę, zmuszając płuca do mocniejszej pracy. Wyżej zbocze porasta wysoka
trawa, a zaraz dalej po przecięciu wyschniętego potoku pochłania nas las.
Górskie ptaki intonują w nim swój poranny koncert. Wartko zdobywamy kolejne
metry wysokości. Powietrze o poranku jest rześkie, przesiąknięte zapachem
wilgotnej ściółki i żywicy.
|
|
Leśniczówka Biała Skała (słow. Horáreň Biela skala).
|
|
|
W dali pod chmurami majaczą się Rozsutce.
|
Idziemy zakosami wśród potężnych świerków i jodeł. Trzeba uważać na wystające,
omszałe korzenie, które przypominają macki ukrytych w ziemi leśnych olbrzymów.
Las testuje naszą determinację. Powoli, miarowym tempem synchronizowanym z
równym oddechem przedzieramy się przez lesiste gęstwiny, zdobywając kolejne
metry wysokości. Co 100 metrów przewyższenia mamy tabliczkę z informacją
mówiącą, jaką wysokość w danym miejscu przekraczamy. Nigdzie indziej, na żadnym
szlaku, nie spotkaliśmy się z taką informacją. To ciekawe rozwiązanie.
Akt II: Strażnik grani, czyli Biała Skała
Po kilkudziesięciu minutach intensywnego podejścia korony drzew rzedną, a
las zaczyna karłowacieć. Wkrótce wkroczymy w piętro kosodrzewiny, a nad
naszymi głowami eksploduje malownicza przestrzeń, o czym doskonale wiemy,
kiedyś tedy już wędrowaliśmy. Nagle spomiędzy zielonych gałęzi wyłania się
ona – majestatyczna, wapienna baszta Białej Skały (słow.
Biela skala). Jej blada, pionowa ściana odcina się ostro od błękitu
nieba, kojarząc się z ruiną starego, zapomnianego zamczyska. Mamy godzinę
9.45.
|
|
Biała Skała (słow. Biela skala; 1316 m n.p.m.).
|
|
|
Las za przełęczą Białe Wrótka (ok. 1316 m n.p.m.).
|
Szlak trawersuje zbocze, wprowadzając nas w odmienny mikroklimat od
wcześniejszego. Na ścieżce pojawiają się kamyki i wapienny szuter. Nagle
wychodzimy z lasu wprost na skraj przepaścistego stoku. Znajdujemy się
na wysokości 1400 m n.p.m. Przed nami wapienna skała, przed którą ścieżka skręca ostro w lewo. Wchodzimy ostrożnie na skałę i po raz pierwszy
dostrzegamy malowniczość pejzaży i ogrom długiego grzbietu Gór Choczańskich, przeciętych dolinami, w tym tej jakże uroczej Doliny Kwaczańskiej, w
której niegdyś zabraliśmy mnóstwo wspaniałych wspomnień. Na lewo od Wielkiego
Chocza widzimy skupisko szczytów północnej części Wielkiej Fatry, a za Wielkim
Choczem rozciąga się wspaniała Mała Fatra. Przed nią rozciąga się Kotlina
Turczańska z miastem Martin. Zaś w dolinie rzeki Wag na południowym zachodzie
majaczą w oddali wody Liptowskiej Mary. Czujemy, że prawdziwa wysokogórska
przygoda właśnie się zaczyna. Bierzemy głęboki oddech.
|
| Pierwsze panoramy. |
|
|
Grzbiet Małej Fatry Krywańskiej.
|
|
|
Wielki i Mały Rozsutec.
|
|
|
Strome zbocze opadające do Suchej Doliny.
|
|
Widok na dolinę Wagu, w której rozlewa się Liptovská Mara. Horyzont
zamykają Niżne Tatry, Wielka Fatra i Mała Fatra.
|
Las szybko ustępuje miejsca kosodrzewinie, otwierając jeszcze szersze
spektakularne widoki. Pęka kolejne 100 metrów przewyższenia. Wapienne podłoże
masywu Siwego Wierchu odkrywa przed nami swoje najcenniejsze skarby – górskie
kwiaty. Niemal każdy metr szlaku zmusza nas do zatrzymania. Skupisko barw
różnych gatunków roślin jest tu wyjątkowe, wręcz nietypowe w porównaniu do
innych części Tatr. Według dawnych podań wyrosły z łez tęsknoty górskiej
wróżki, która zakochała się w śmiertelnym pasterzu. Każdej nocy, gdy jej
ukochany przemierzał niebezpieczne szlaki, wróżka zostawiała świetliste krople
łez na skałach, aby wskazywały mu bezpieczną drogę.
|
Goździk lśniący (Dianthus nitidus).
|
Fioletowo-różowe goździki wyglądają jakby ktoś celowo rozsypał je pośród
wapieni. To rzadki gatunek lśniącego goździka (Dianthus nitidus) –
kwiatu, który nie rośnie nigdzie indziej. Te małe, kolorowe klejnoty natury
przypominają, że znajdujemy się w prawdziwym górskim raju. Lśniący goździk
zawdzięcza swoją magię nie tylko srebrzystemu blaskowi płatków, które
oświetlają drogę zagubionym wędrowcom, ale też niezwykłej mocy. Ponoć jeden
płatek tego kwiatu wrzucony do źródła potrafi ukoić największy ból i
przywrócić nadzieję w nawet najbardziej zachmurzone dni.
|
Piaskowiec górski (Arenaria montana).
|
Piaskowiec górski (Arenaria montana) to zjawiskowa, mrozoodporna
bylina. Wiosną i latem okrywa skały śnieżnobiałymi, puszystymi poduszkami,
tworzonymi przez zwarte skupiska drobnych kwiatów. Wyglądają jak magiczny,
baśniowy dywanik utkany z białych gwiazd, które usypała noc. Dawno temu,
wysoko w niedostępnych szczytach gór, mieszkała samotna gwiazda, która
zakochała się w śmiertelniku. Z pragnienia jego ciepła wymknęła się z nocnego
nieba i zstąpiła na ziemię. Przeznaczenie było jednak okrutne – na surowych,
skalistych zboczach gwiazda rozpadła się na kawałeczki, zaczęła gasnąć i
tracić swój blask. Widząc jej cierpienie, bogini gór zlitowała się i
przemieniła ją w piaskowiec górski. Od tamtej pory roślina ta wiernie odtwarza
fragment nieba na skalistych urwiskach. Wiosną rozkwita tysiącem drobnych,
pięciopłatkowych kwiatów, które niczym małe gwiazdki tworzą gęste poduszeczki.
Mówi się, że każdy, kto w świetle księżyca odnajdzie nieskazitelny kwiat
piaskowca, zazna czystej i trwałej miłości.
|
Kukułka Fuchsa (Dactylorhiza fuchsii). Podobnie jak w
Polsce, również na Słowacji jest to gatunek objęty ścisłą ochroną.
Nie wolno go zrywać.
|
Z kępy traw i mchów wyrasta wysoko dziki, leśny storczyk. Wiele ich tutaj
rośnie, ale ten wyróżnia się nakrapianymi liśćmi oraz puszystym kłosem
liliowo-różowych kwiatów ozdobionych tajemniczym, bordowym rysunkiem. Nie jest
to zwyczajny storczyk, a rośnie tu od dawnych czasów, kiedy w wilgotnych
ostępach karpackich puszcz wędrowały elfy i wróżki, i żyła też leśna nimfa.
Nazywano ją Fuchsa. Była tak zakochana w śpiewie kukułek, że całe dnie
spędzała naśladowaniem ich głosu. Wiosną, na skraju torfowiska, urządzała dla
ptaków zachwycające tańce. Jej suknia była jasnoróżowa, a w dłoniach trzymała
pędzelki nasączone ciemnym nektarem. Zazdrosny o jej talenty zły duch lasu
rzucił na nią zaklęcie, zamieniając tancerkę w roślinę. Ostatecznie jednak
natura zlitowała się nad jej losem, dzięki której zachowała nakrapianą suknię
oraz czarujący kwiatostan. Do dziś, gdy w letnie popołudnie spojrzysz na
kukułkę Fuchsa rosnącą wśród paproci, możesz dostrzec jej uderzające piękno.
Fioletowy rysunek na płatkach przypomina ptasie skrzydła, a liście wciąż noszą
ślady dawnych łez tęsknoty za minionym światem.
|
|
Oset łopianowaty (Carduus personata).
|
Cała nasza górska trasa obstawiona jest strażnikiem ścieżek i górskich
potoków. Wyróżnia się purpurowofioletowymi kwiatostanami otoczonymi
kolczastymi łuskami oraz kłującymi liśćmi. W baśniowym świecie jego pancerz
uważa się za zbroję, która chroni jego delikatne piękno przed innymi. Dawno
temu leśne wróżki potrzebowały kwiatu, który obroni ich sekretne kryjówki
przed chłodem, ale też przed ciekawskimi spojrzeniami. Wtedy właśnie Matka
Natura powołała do życia oset łopianowaty. Dała mu potężną, wysoką łodygę,
ostry pancerz i liście, które miały odstraszać każdego wędrowca. W zamian za
surowy wygląd, ukryła w jego wnętrzu miękkie, purpurowe serce – aksamitne
kwiaty, które po przekwitnieniu uwalniają puszyste, baśniowe spadochrony
nasion. Ponoć ten wyjątkowy oset nocami zamienia się w opiekuna leśnych
zwierząt. Mówi się, że jeśli w bezksiężycową noc przyłożysz ucho do jego
łodygi, usłyszysz cichy szept – to zaklęcie cierpliwości i niezłomności,
którym oset dzieli się z tymi, którzy mają czyste serce.
|
|
Brodawnik tatrzański (Scorzoneroides pseudotaraxaci), siedzi na nim
bzyga (Syrphidae).
|
Głęboko w tatrzańskich skałach, tam, gdzie chmury podczas wichury całują
poszarpane granie, ukryty jest prastary skarb wykuty przez dawnych bogów.
Strzeże go dzielny, acz milczący wojownik zaklęty w kwiat o czarnym kołnierzu
i koronie ze szczerego złota – brodawnik tatrzański. Jego kwiaty są jak
gwiazdy, które mają oświetlać drogę zagubionym wędrowcom. Kiedy w środku lata
spotkasz tę samotną roślinę, wiedz, że przy nich prowadzi bezpieczna ścieżka.
Gdy nad Tatry nadciąga sroga zima, płatki rośliny znikają, a w powietrze
ulatuje iskra jej niezwykłej magii. Brodawnik tatrzański (Scorzoneroides pseudotaraxaci) to unikalny endemit o wysokości do 20 cm. Wyróżnia się nagą, rozdętą łodygą
z puszystym, żółtym kwiatem na szczycie oraz czarniawym owłosieniem pod
koszyczkiem. Rośnie naturalnie tylko w Tatrach, najchętniej na wapiennych
skałach i halach.
|
|
|
Lilia złotogłów (Lilium martagon).
|
Pod kosówkami, gdzie leśne elfy rozstawiają swoje kryjówki, rośnie królowa
kwiatów – lilia złotogłów (Lilium martagon), arystokratka tutejszej
flory. Wyrasta na ponad metr wysokości, kryjąc w ziemi złocistą cebulkę, a jej
różowe, nakrapiane kwiaty przypominają zwieszone turbany. Te urokliwe kwiaty o
płatkach wywiniętych w kształt małych turbanów nie wyrosły z pospolitej ziemi.
Powiadają, że gdy bogini księżyca schodziła deszczową nocą na polany, aby
czesać swe srebrne włosy. Spadające z jej włosów krople zamieniały się w
krople rosy, a tam gdzie spadały ziemia rozbłyskiwała tysiącem barw.
Krople zamieniały się w cebule, z których wystrzeliwały w górę łodygi z
urodziwym kwiatem. Jego pąki zawsze zwisają ku ziemi, aby ukryć przed
ciekawskimi spojrzeniami czar, który roślina roztacza podczas pełni księżyca.
Dziś, otulona aurą baśniowości i objęta ścisłą ochroną, przypomina wędrowcom,
że najcenniejsze dary natury wymagają zachwytu i szacunku z bezpiecznej
odległości. Jest rośliną dość rzadką. Objęta jest ochroną prawną i uznawana za
jedną z najpiękniejszych roślin.
|
|
Tojad mocny (Aconitum firmum).
|
Uwaga, teraz przed nami inna górska piękność o aksamitnych,
szafirowo-fioletowych kwiatach, która znalazła sobie miejsce pod kosodrzewiną
nieopodal dostojnych lilii. Zaciekawia i zachwyca swoim wyglądem, lecz skrywa
śmiertelną tajemnicę. Jest jedną z najbardziej trujących roślin w Europie,
przez co w ludowych podaniach zyskała mrożące krew w żyłach miano mordownika.
W dawnych czasach, gdy szczyty Tatr były jeszcze nietknięte ludzką stopą, w
cieniu potężnych turnii żyła samotna, leśna wróżka. Aby chronić swój sekretny
ogród przed chciwymi istotami z dolin, poprosiła króla wiatrów o potężny czar.
Ten uderzył swoim berłem w ziemię, a z chłodu i górskiej rosy wyczarował
kwiaty o niespotykanej barwie, która była jak głębia wieczornego nieba. Ich
płatki przyjęły niezwykły kształt rycerskiego hełmu, aby przypominały
intruzom, że wstęp do krainy wróżek jest wzbroniony. Od tamtej pory rośliny
wiernie strzegą górskich ścieżek.
W polskim folklorze roślina nosi również inną, bardzo wdzięczną nazwę
„Pantofelków Matki Boskiej”. Według legendy, kwiaty te użyczyły swoich
szafirowych płatków na buty dla Maryi, gdy ta zdarła swoje trzewiki podczas
ucieczki do Egiptu. Lud wierzył, że to właśnie dzięki tej świętej ochronie
zyskała ona swój niezwykły, głęboki odcień.
|
|
Wrotycz baldachogroniasty (Tanacetum corymbosum).
|
Gdy turnie Siwego Wierchu były jeszcze zamieszkane przez krasnale, a groźne
smoki strzegły wejść do podziemnych jaskiń, w Tatrach panował wieczny chłód.
Pasterze z Orawy i Liptowa bali się wchodzić w wysokie partie gór, zwłaszcza w
rejon dzisiejszych Rzędowych Skał. Te skalne labirynty, pełne głębokich
szczelin i ostrych grani, uchodziły za królestwo złych mocy. Wśród tych
niedostępnych skał żyła tajemnicza, świetlista istota – Pani Złotego
Blasku. Była ona władczynią górskich roślin, a jej zadaniem było również
chronić wędrowców, którzy zapuścili się zbyt daleko, bądź gdy zaskoczyła ich
mgła. Pani Złotego Blasku rozsiała po wapiennych urwiskach i murawach
naskalnych niezwykłe kwiaty, aby ludzie mogli bezpiecznie wędrować stromymi
ścieżkami ku szczytom. Nazwano je wrotyczami baldachogroniastymi. Każdy kwiat
tej rośliny składa się ze śnieżnobiałych płatków, które niczym małe tarcze
odbijają światło. Środek tego kwiatu jest złocisty i przypomina miniaturowe
słońce. Nocą kwiaty te gromadzą ciepło i blask, aby o świcie oddawać je
wędrowcom spragnionym siły. Cuda natury pojawiają się tutaj na każdym kroku.
Każdy opowiada nam swoją baśniową historię.
|
|
W dali Mała Fatra, a z prawej Kubínska hoľa.
|
|
|
Widok na grzbiet Gór Choczańskich z Siwej Kopy.
|
|
|
Rusałka admirał (Vanessa atalanta).
|
|
|
|
Ciemiężyca zielona (Veratrum lobelianum).
|
Dorastający do półtora metra pęd ciemiężycy zielonej
(Veratrum lobelianum), niczym zielona włócznia wbita w
tatrzańską ziemię, stoi przy wejściu na ścieżkę prowadzącą do gęstwiny
kosodrzewin. Góralska legenda głosi, że ciemiężyca wyrosła z łez dawnego
pasterza, który zapomniał, że największym skarbem są zielone hale, i w
pogoni za zwodniczymi światłami elfów wdarł się zbyt głęboko w niedostępne
turnie. Roślina do dziś stoi tu jak zaczarowany strażnik, dumnie kiwając się
na wietrze i ostrzegając wędrowców przed zgubnym urokiem. Przypomina, aby
wspinając się dalej w kierunku Siwego Wierchu, pozostawić nietknęte piękno
tej drogi.
|
|
Ostrożeń głowacz (Cirsium eriophorum).
|
Puszysta okrywa kwiatu ostrożenia głowacza (
Cirsium eriophorum) jest
utkana z przędzy przez tatrzańskie elfy. Te niezwykłe kwiaty były kiedyś
posłańcami dawnych władców Tatr. Kiedy wiatr z szumem wdziera się w szczeliny,
uśpione głowy ostrożenia mają szeptać pradawne historie o wędrowcach, którzy
odważyli się przekroczyć próg skalnego miasta. Kiedyś, dawno temu zły olbrzym
próbował skraść słońce z Siwego Wierchu, ale małe duszki rzuciły na jego
drodze nasiona ostrożenia. Ziemia natychmiast wydała kolczaste kwiaty o
potężnych głowach, podparte kolczastymi liścmi i koszyczkiem ze
srebrną pajęczyną, przez które olbrzym nie miał szans przedzeć się. Srebrzysta
kulka pajęczyny pod kwiatem do dziś chroni kwiaty ostrożenia przed chłodem.
|
|
Kozibród wschodni (Tragopogon orientalis) z muchą (Musca).
|
Kozibród wschodni (Tragopogon orientalis) to niezwykły mieszkaniec
tatrzańskich hal, które ożywia surowe, górskie szlaki. Rozkwita w słońcu, by
później zmienić je w puszyste dmuchawce, które chętnie zabierane są w podróż
przez górskie wiatry. Bóg wiatrów swoim oddechem roznosi ich nasiona daleko
po turniach i graniach, czyniąc kozibród symbolem bezkresnej wolności.
|
|
Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare).
|
Zerwa kulista (
Phyteuma orbiculare) zakwita tam, gdzie surowy
górski wiatr styka się z niebem. W spękaniach wapiennych baszt i jasnych
turni, uwięzione światło zamienia się w te ciemnoniebieskie, drobne
kwiatostany. Ta rzadka roślina przypomina wędrowcom, że nawet pośród surowych,
z pozoru martwych skał, tętni baśniowe życie. Kto odnajdzie tutaj ten
kwiat, temu Rzędowe Skały nie będą straszne, a Siwy Wierch odsłoni
najpiękniejsze widoki. Idziemy więc dalej śmiało, gdzie sterczą wapienne
baszty przypominające skamieniałe olbrzymy i zamek wykuty przez siły natury,
lecz znowu zatrzymują nas...
|
|
Modrzyk górski (Cicerbita alpina).
|
...fioletowo-niebieskie płatki kwiatu modrzyka górskiego (Cicerbita alpina), które niczym iskry z dawnego ognia rozkwitają w cieniu zarośli. Ponoć są
to okruchy nieba, które kiedyś spadły między turnie. To roślina o łodydze
czerwonej jak zachodzące słońce i płatkach błękitnych niczym letnie niebo. Mówi się, że gdy opadają mgły, a szlak staje się śliski i stromy, modrzyk
zaczyna jarzyć się delikatnym, wewnętrznym światłem. Tak wskazuje bezpieczną
drogę tym, którzy w sercu noszą szacunek do gór, a ich intencje są czyste.
Jednak kto zerwie choćby jeden kwiat, tego spotka sroga burza. Natomiast
ten, kto pochyli się nad nim i cicho poprosi o opiekę, bez przeszkód pokona
skalny labirynt. Kto w czasie wędrówki spojrzy w kielich modrzyka, tego góry
przyjmą jak przyjaciela, a on sam zapamięta tę baśniową grań na zawsze.
Dotrze na sam szczyt Siwego Wierchu, by ujrzeć świat rozciągający się u
stóp, jakby z zaczarowanej krainy.
Kroczymy przez botaniczny raj. Tutejsze gleby bogate w węglan wapnia tworzą
idealne warunki dla bardzo rzadkiej, ciepłolubnej roślinności muraw
naskalnych. Siwy Wierch i jego okolice uważane są za jeden z najbogatszych
botanicznie zakątków całych Tatr.
|
Modrzyk górski (Cicerbita alpina) przed rozkwitnięciem.
|
|
|
Szyszki kosodrzewiny (Pinus mugo).
|
|
Ścieżka schodząca z Siwej Kopy (słow. Sivá kopa; 1600 m
n.p.m.).
|
|
|
Łany kosówek przeplatane górskimi ziołoroślami.
|
Mija godzina 11.00. Osiągamy kluczow punkt wędrówki, za którym nic nie
będzie takie samo. Wchodzimy na wapienne wypiętrzenie Siwej Kopy (słow.
Sivá kopa; 1600 m n.p.m.) porośnięte kosodrzewiną. Moglibyśmy jeszcze
zawrócić, ale nie możemy oderwać oczu od pleneru, który mamy
przed sobą. Ukazuje się nam fantastyczny grzbiet wznoszący się po sam szczyt
Siwego Wierchu. Naszpikowany jest na swej długości rzędami białych
turniczek, baszt i różnych innych formacji skalnych. Mamy nadzieję, że nie
zbłądzimy w ich labyryncie, a jeśli nawet przytrafi się to nam, wówczas
odnajdziemy kępę wrotyczu, która dzięki swojemu wyrazistemu, korzennemu
zapachowi, oczyszcza górskie powietrze z czarów, a jej jasne kwiaty wskazują
dobrą, bezpieczną drogę. Zatem śmiało idziemy dalej przed siebie.
Akt III: Labirynt przez Skalne Miasto, czyli Rzędowe Skały
Oto co najpiękniejsze, zaczyna się powyżej siodła Siwego Przechodu, który
znajduje się pod Siwą Kopą. Z przełączki Siwego Przechodu wkraczamy wprost
do krainy Rzędowych Skał (słow. Radové skaly), gdzie krajobraz
gwałtownie się zmienia. Odtąd trzeba zapomnieć o łagodnych zboczach Tatr
Zachodnich, bo wchodzimy do królestwa dolomitowych formacji, które
wyglądają, jakby żywcem przeniesiono je z włoskich Alp. Na początek
obchodzimy kopkę porośniętą kosówką, przechodząc wąskim gzymsem po jej
zachodnim urwistym stoku. Dalej płasko ścieżką przemieszczamy się pod
pierwsze skalne iglice, za którymi ścieżka zamienia się w fascynujący,
naturalny labirynt.
|
|
Wtem odsłania się widok na poszarpane turnie Rzędowych Skał (słow.
Radové skaly).
|
|
|
Widok na grzbiet pasma Skoruszyńskich Wierchów (słow.
Skorušinské vrchy).
|
|
|
Miłosna górska (Adenostyles alliariae).
|
Pniemy się wyżej, do miejsca, gdzie pewna roślina zsyła miłość do gór
każdemu, kto z pokorą zdobywa jej królestwo. Kto dostrzeże jej kwiatostan
podczas wspinaczki, odnajdzie nie tylko miłość, ale i siłę, by pokonać
wszelkie przeciwności. Miłosna górska
(Adenostyles alliariae) to tatrzański
kwiat o sercowatych liściach i pięknych liliowych kwiatowych gronach, które
prowadzą nas dalej w tej baśniowej opowieści.
A dalej ziemia wita nas wesołymi kwiatami posłonka rozesłanego (Helianthemum nummularium), który wyrosł z okruchów słonecznego blasku zgubionych przez dawnego wędrowca. Posłonek rozesłany jest jak jasny drogowskaz, który budzi się
wraz z pierwszym promieniem porannego słońca. Jest też jak drogowskaz pogody.
Kiedy nadciągają chmury, które zwiastują górską burzę, jego pięciopłatkowe
kwiaty zamykają się, ostrzegają tym samym piechura, by czym prędzej szukał
schronienia u podnóża.
|
|
Posłonek rozesłany (Helianthemum nummularium).
|
|
Kopkę porośniętą kosówką przechodzimy wąskim gzymsem. Odtąd
każdy krok zdaje się prowadzić głębiej w krainę rzeźbioną przez wodę i
wiatr.
|
|
Dolomitowe baszty wyrastają z dywanów kosówek. Przypominają
monumentalne ruiny zapomnianego zamku.
|
 |
Przejście przez ten labirynt jest jak zapomniana baśń, w której każda skała ma swoją duszę. |
|
Nie do wiary, jak kształty mijanych skał nieustannie zmieniają się,
przybierając formy przypominąjace zastygłe postacie.
|
|
Z jednej formacji dostrzec można zarys twarzy, która zdaje się
uważnie obserwować nadchodzących wędrowców.
|
Wkraczamy w ciasne przejście pomiędzy białe iglice. Ścieżka zaczyna
lawirować między nimi, wchodząc powyżej, gdzie jedna z formacji przynosi
wyobrażenie wielbłąda. Wędrujemy wierzchowiną grani, lawirując pomiędzy
fantazyjnymi turniami, iglicami i skalnymi oknami o przedziwnych kształtach.
W kilku miejscach będzie trzeba złożyć kijki trekkingowe i przypiąć do plecaka, bo do gry wchodzą ręce. Przed nami jedna z kilku krótkich,
emocjonujących wspinaczek, w tym słynne kominki, które umożliwiają wejście
na wyższy poziom grzbietu. Pierwszy kominek jest niewysoki, ale ciasny.
Większy plecak pewnie troszkę utrudniałby przeciśnięcie się z nim, ale z
naszymi nie ma większych problemów.
 |
| Za tą skalną bramą otwiera się kolejny magiczny skalny amfiteatr. |
|
Pomiędzy turniami kryją się tajemne przejścia. Labirynt zmusza do
skupienia, każąc szukać znaków na białych ścianach.
|
|
Oto kamienny wielbłąd dumnie wpatrujący się w horyzont. Mówią,
że to karawana kupiecka ukarana za chciwość przez tutejszego ducha
gór. Zwierzę i jego opiekunowie skamienieli w tym miejscu w akcie
wiecznej pokuty. Dziś wielbłąd jest strażnikiem tajemnic ukrytych
w cieniu Siwego Wierchu.
|
|
|
Labirynt wciąga nas w swoją grę, kusząc kolejnymi, nieodkrytymi
miejscami.
|
|
|
Kozłek lekarski (Valeriana officinalis).
|
Hipnotyzująca ścieżka ku szczytowi Siwego Wierchu bywa wymagająca. Warto na
niej wypatrywać tej niezwykłej rośliny – kozłek lekarski (Valeriana officinalis), zwany walerianą, to tatrzański strażnik spokoju. W jego korzeniach
drzemie magia uciszania lęków, a gdy wędrowiec wkracza w pełne
przepaści i turni Rzędowe Skały, kozłek uwalnia słodką woń, by chronić
strudzonych przed zawrotem głowy i dodać im tchu w drodze na Siwy Wierch.
Na stromych zboczach kozłek rozpościera swoje drobne baldachy, które
według tatrzańskiej opowieści powstały z kropli potu pasterza, który
niegdyś zgubił drogę w skałach. Zmęczony i przerażony usiadł na półce
skalnej, a wdychając zapach dzikiego kozłka, poczuł jak lęk opuszcza jego
serce, a w jego żyły wstępuje nowa, górska siła.
|
Chropowata skała daje oparcie stopom, choć jej powierzchnia może
wydawać się nienaturalnie wygładzona. Wchodzimy do pierwszego
kominka na szlaku.
|
 |
Jedyną drogą przejścia do podniebnego ogrodu była wąska, niemal pionowa szczelina, rozcinająca monumentalną ścianę turni niczym ślad po uderzeniu tytanicznego topora.
|
|
Czas spędzony pomiędzy turniami pozostanie w pamięci jako niezwykła
przygoda. Widok na Góry Choczańskie.
|
O godzinie 11.35 pierwszy kominek jest za nami. Na prawo jest tu wygodna
miejscówka na odpoczynek. Szlak powyżej kominka skręca w lewo. Przechodzimy
kolejny labirynt, następnie szutrowymi ścieżkami wspinamy się wyżej na
wierzchowinę szerszej formacji. Opuszczamy ją ześlizgując się po drugiej
stronie po wyszczerbionych skałkach. Dalej ścieżka schodzi krótko w dół
ciasno między skałkami po czym wchodzimy na bardziej otwarty fragment
grzbietów. Przez kosówki przechodzimy pod następne formacje i jednocześnie
przenosimy się nieco na zachodnią stronę grzbietu. Ścieżka przeprowadza nas
niewielkim zagłębieniem, a następnie zatacza łuki odwróconym „S” wyprowadza
wyżej.
|
|
Nad kominkiem. Tam jest całkiem dobre miejsce na odpoczynek.
|
|
|
Szlak powyżej kominka prowadzi do kolejnych skalnych formacji.
|
|
|
Każda turnia czy iglica zdają się skrywać sekret stworzenia tego
miejsca.
|
|
|
Podszczytowy bastion strzeże drogę na grani.
|
|
|
Na skalistym stoku szutrowe ścieżki zdają się rozmywać.
|
Chropowaty, suchy wapień idealnie trzyma się podeszwy buta, a każdy krok
dostarcza potężnej dawki adrenaliny. Widoki zrobiły się niebotyczne. Są
bardzo rozległe. Mamy przez chwilkę spokojny fragment grzbietu, aż do
kolejnego kominka. Docieramy do niego o godzinie 12.10. Znajduje się po
zachodniej stronie formacji skalnej. Jest w niej łańcuch i klamry, które
ułatwiają jego pokonanie. Kominek ten jest szerszy od poprzedniego, ale
dłuższy. U dołu dość pionowy, pewnie też lekko przewieszony, bo trzeba nieco
sił, aby podciągnąć się. Pod koniec jest okap, który mimo zainstalowanej
klamry sprawia trochę trudności osobom niższym. Znajdujące się tutaj
trudności techniczne są umiarkowane (łatwiejsze niż na Orlej Perci czy
Rohaczach), ale osoby z silnym lękiem wysokości lub przestrzeni mogą poczuć
dyskomfort. Eksponowane miejsca wymagają pełnego skupienia. Dotyczy to
zarówno pierwszego kominka, jak też kolejnych miejsc na grzbiecie masywu.
 |
| Tutaj królestwo skał rozdzielił wąski płaskowyż, smagany delikatnym wiatrem. |
 |
| Gdzie orle skrzydła muskają poszarpane granie ciągnie się ta niezwykła ścieżka. |
 |
| Tutaj biel wapiennych turni lśni niczym kości olbrzymiego smoka. |
 |
| Buty szukają oparcia na stopniach, które dawno temu wyżłobiły tu górskie trolle. |
|
Niczym wilk wyjący z uniesioną głową to jeden z najbardziej
rozpoznawalnych symboli dzikiej przyrody.
|
|
|
Zaciszna kotlinka, skąd ścieżka wychodzi zakolami w kształcie
odwóconej litery S.
|
|
|
W kotlince można na chwilę przywrócić balans między rzeczywistością i
fikcją.
|
|
|
Bastiony sterczą nad kotlinką.
|
|
Wzrok kierujemy na zapierający dech w piersiach widok rozległej Doliny Wagu, w której spoczywa lśniąca tafla Liptovskiej Mary.
|
|
Mała Ostra (słow. Malá Ostrá; 1710 m n.p.m.) i Ostra (słow.
Ostrá; 1764 m n.p.m.) w południowej grani odchodzącej od
Siwego Wierchu.
|
|
Magia tego miejsca dodaje nam skrzydeł do samego końca.
|
|
Wspinaczka drugim, wyższym kominkiem dostarcza dreszczyku emocji, przypominając
o potędze skał.
|
|
|
Czas na grani płynie wolniej i podporządkowany jest rytmowi stawianych
kroków.
|
Powyżej wąską i płaską wierzchowiną porośniętą niską kosówką zbliżamy się do
Siwego Wierchu. Jednak do szczytu czekają nas zygzaki podejścia do kolejnych
skał, które znajdują się na wysokości 1700 m n.p.m. Tę wysokość przekraczamy
o godzinie 12.20, wspinając się owymi zygzakami. Wkrótce przechodzimy na
wschodnią stronę skał, gdzie półką przechodzimy na ostre skały, po których
musimy wspiąć się jeszcze wyżej na niewielkie upłazy pod masywną ścianą
skalnej baszty. I dalej szerszym międzyskalnym korytarzem przechodzimy na
drugą stronę grzbietu. Tam czeka nas kolejna niespodzianka.
Rynna ubezpieczona łańcuchem, o której zupełnie już nie myśleliśmy, widząc z
bliska szczyt Siwego Wierchu. Wydawało się, że mamy go już w zasięgu
zwykłego marszu. Jednak czeka nas jeszcze jedna, nietrudna wspinaczka
ciągiem szerokiej rynny, w której ulokował się duży głaz tuż przed końcowym
progiem. Kilkoma sprawnymi chwytami wydostajemy się wkrótce z rynny z
powrotem na grzbiet. Spoglądając z tego miejsca za siebie mamy cały przegląd
Rzędowych Skał. Przed nami szczyt.
|
|
Przekraczamy wysokość 1700 m n.p.m.
|
|
|
Panoramiczny taras stworzony przez naturę.
|
|
|
Pszeniec zwyczajny (Melampyrum pratense).
|
Pszeniec zwyczajny (Melampyrum pratense) oplata inne rośliny.
Pasożytuje. Opiekę nad jego nasionami sprawują pracowite mrówki, którym
pszeniec w zamian ofiaruje słodkie krople. Roznoszą je i rozsiewają tworząc
sekretną nić życia pośród skał. Kiedy mgły spowijają strome podejścia na
Siwy Wierch, wśród dolomitowych iglic i naturalnych skalnych okien ożywa
stara baśń. Według niej, złote płatki pszeńca to zagubione iskry dawnych
olbrzymów, którzy strzegą wejścia do podziemnych krain. Roślina ta,
czerpiąca potajemnie soki z okolicznych krzewów, symbolizuje twardy, górski
żywot i spryt.
|
|
Dębik ośmiopłatkowy (Dryas octopetala).
|
Wspinamy się stromymi ścieżkami, pod ścianami turni, których szczeliny
zajmuje dębik ośmiopłatkowy (Dryas octopetala), arktyczno-alpejska
krzewinka rodem z epoki lodowcowej. Jego liście przypominają miniaturowe
liście dębu. Kwitnie na biało, po czym przekształca się w puszyste
pióropusze, będąc symbolem przetrwania w surowych, wysokogórskich warunkach.
Legenda niesie, że gdy dawno temu surowy lądolód cofał się na północ, w
tatrzańskich szczelinach zostawił okruchy swoich śnieżnych czarów. Z tych
okruchów wyrosły maleńkie, płożące dęby – dębiki. Przez lata uczyły się one
rozmawiać z wiatrem i chmurami, otulając ziemię warkoczami drobnych liści i
chroniąc w nich najjaśniejszą, perłową biel swoich płatków. Wędrując surowym
szlakiem przez Rzędowe Skały na Siwy Wierch, uważać trzeba na każdy krok. W
tych skalnych labiryntach, dębiki pilnują pradawnych tajemnic turni. Wiosną
ich osiem płatków odbija najjaśniejsze słońce, a latem puszyste główki
nasion unoszą się na wietrze niczym pióra w baśniowym tańcu.
|
| Zakosy upłazami. |
|
|
Przejście upłazem pod skałą wymaga schylenia głowy i wsłuchania się we
własne tętno.
|
|
|
Ogniwa łańcucha prowadzą ostro w górę na kolejene wyzwanie.
|
|
|
Wspinaczka rynną.
|
|
|
Ostatnia walka z urokiem skalnego otoczenia.
|
|
W dole, hen daleko, zostawiliśmy wioski odcięte od skalnego miasta.
|
|
Ostatnie metry na szczyt. Tu powietrze staje się chłodniejsze
i niesie zapach nieznanych, zachwycających przestrzeni.
|
Akt IV: Wspaniała nagroda, czyli zdobycie Siwego Wierchu
Po pokonaniu rynny stajemy na wierzchowinie, a przestrzeń nagle otwiera
się. Przed nami wyrasta kopuła szczytowa Siwego Wierchu (1805 m
n.p.m.). Ostatnie metry podejścia ścieżką lekko lawirującą po skałach
wąskiego grzbietu to już czysta euforia radości. Znowu tu jesteśmy, a
dzięki wymarzonej aurze świat wokół kładzie się dosłownie u naszych stóp.
O godzinie 13.00 stajemy na wierzchołku obok tabliczki z nazwą szczytu.
|
Osiągamy szczyt, skąd panorama wynagradza nam wszelkie trudy wędrówki.
Z perspektywy szczytu przejście Rzędowych Skał jawi się jako
tajemniczy sen.
|
|
|
Widok na drugą stronę na Palenicę Jałowiecką (słow.
Sedlo Pálenica).
|
|
Grzbiet urokliwych Skoruszyńskich Wierchów (słow.
Skorušinské vrchy) na północy. Dalej jawi się masyw Babiej
Góry i pasma Policy.
|
|
|
Grzbiet Ostrej i Babek. Na końcu horyzontu rozciągają się Niżne Tatry.
|
|
|
Góry Choczańskie.
|
Stojąc na poszarpanym, wapiennym wierzchołku Siwego Wierchu, świat wydaje
się należeć do ciebie. Krajobraz wyraźnie różni się od reszty Tatr, a
panorama z Siwego Wierchu zapiera dzisiaj dech w piersiach. Na wschodzie
pysznią się potężne, trawiaste i skaliste grzbiety Tatr Zachodnich z
Brestovą i Salatynem na czele, współtworzące z innymi wspaniałymi
szczytami koronę wokół znanej Doliny Rohackiej. W dali na horyzoncie
majaczą ostre zęby Tatr Wysokich. Zaś na południu rozciąga się Kotlina
Liptowska i grzebień Niżnych Tatr, a na zachodzie Góry Choczańskie,
Wielka i Mała Fatra, i wiele, wiele innych obiektów, które prezentują się
nam dzisiaj cudownie. Gwarno dzisiaj na Siwym Wierchu, więc znajdujemy
sobie zaciszne miejsce nieco pod szczytem.
|
|
Widok na Tatry Zachodnie. Tędy będziemy schodzić ze szczytu.
|
Szczęście nas dzisiaj rozpiera i radość bycia na wspaniałym szczycie, który
olśniewa nas panoramą i przywodzi z pamięci najstarsze nasze tatrzańskie
wędrówki. Stoimy na krawędzi dwóch światów – surowego kamienia, który
właśnie pokonaliśmy, i zielonych dolin, które czekają teraz na nas po drugiej
stronie, w drodze do Zuberca. O godzinie 13.45 musimy pożegnać się ze
szczytem Siwego Wierchu.
Akt V: Pożegnanie z Siwym Wierchem
Spoglądamy jeszcze raz za siebie, na uroczy, a zarazem zapierający dech w
piersiach – labirynt turni, baszt i iglic, obok których przechodziliśmy,
wspinając się od strony Białej Skały. Wygląda stąd jak zaklęte, kamienne
miasto. Słońce powoli przesuwa się po niebie, rzucając długie cienie na
wapienne ściany. Zostawiamy teraz za sobą wierzchołek Siwego Wierchu. Wiele
radości przyniosło nam bycie tutaj znowu.
|
|
Początek ścieżki zejściowej prowadzi nad spadziste zbocze.
|
Przechodzimy w kierunku wschodniej skały, za którą grań obrywa się dużą
stromizną. Wąską, piarżystą ścieżką zaczynamy ostrożnie i powoli schodzić w
dół. Z uwagą stawiamy kolejne kroki na stromym szlaku.
Schodzenie w stronę przełęczy wymaga dużego skupienia. Skały, które tak
zachwycały nas podczas podejścia, teraz musimy pokonać w dół. Ścieżka trochę
kluczy, często opada gwałtownie, a dłonie wtedy szukają oparcia na
chropowatym dolomicie. Na poszarpanej płycie mamy długi łańcuch do pomocy.
Jednak z każdym krokiem surowy, wysokogórski krajobraz zaczyna łagodnieć, a
skała ustępuje miejsca zielonym dywanom kosodrzewiny, która zdaje się
falować na lekkim górskim wietrze niczym zielone morze.
|
Dzwonek drobny (Campanula cochleariifolia) - niska bylina
górska, często spotykana na piargach i w szczelinach skalnych.
|
Dawno temu, gdy Tatry dopiero uczyły się śpiewać wiatrem, pośród szarych
grani Siwego Wierchu rozrzucono garść szafirowych gwiazd. To nie były zwykłe
klejnoty – to okruchy nieba porzuconego przez anioły, które zamieniły się w
drobne, niebieskie kielichy. Tak skalne szczeliny pokryły się fioletowymi
dzwonkami, które nie boją się niczego. Każdy, kto w trudzie wędrówki zatrzyma
się przy tych delikatnych kwiatach, usłyszeć może ich cichy szept. Wystarczy
delikatny wiatr, aby poruszyć ich zwisające jasnoniebieskie dzwonki, a wówczas
wydobędzie się z nich szept opowieści o dawnych zbójnikach. Kiedy wiatr smaga
silniej po urwiskach, płatki tych kwiatów delikatnie drżą. Górale
mawiają, że to nie podmuchy powietrza poruszają roślinę, a zaklęte w niej echo
dawnych pieśni.
|
|
|
Fragment ubezpieczony łańcuchem.
|
|
|
Ścieżka wije się stromo w dół.
|
|
|
Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida).
|
Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida) to niezwykła, wysokogórska
roślina. Jej fioletowe kwiaty przypominają miniaturowe, baśniowe korony, które
według legend zostały rozsypane przez tatrzańskie elfy. Każda z nich kryje ten
sekret z dawnych czasów, gdy strome turnie zamieszkiwały górskie duszki. Wiatr
rozrzucił wówczas wśród ostrych skał skrzące się, fioletoworóżowe klejnoty, a
z każdego z nich wyrosła driakiew lśniąca. Jej liście błyszczą w słońcu niczym
wypolerowany miecz. Kwiat ten jest zaklętą strażniczką szlaku. Gdy wokół roztacza się mgła, a wędrowec zgubi w niej drogę, płatki
driakwi zaczynają lśnić własnym, ciepłym światłem. Wystarczy podążyć za ich
blaskiem, by iść dalej bezpieczną drogą.
|
|
Poszarpane szczyty Siwego Wierchu.
|
|
| Rozległa przełęczy.
|
Wtem wchodzimy na rozległe, trawiaste siodło – to Sedlo Pálenica (1573 m
n.p.m.). To idealne miejsce na odpoczynek. Zdejmujemy plecaki i siadamy na
kamieniu. Pozwalamy chłodnemu wiatrowi osuszyć ciało.
Akt VI: Przystanek na granicy światów – Sedlo Pálenica
Przełęcz Pálenica jest jak brama między dwoma światami. Gdy spojrzysz
wstecz, widzimy dumną, poszarpaną sylwetkę Siwego Wierchu, z której przed
chwilą zeszliśmy. Z kolei przed nami, na wschodzie, piętrzy się masyw
Brestovej. Tutaj podejmujemy decyzję. Chciałoby się iść dalej za czerwonymi
znakami na Brestovą i dalej, aby zobaczyć znowu to piękno, które niegdyś
podziwialiśmy podczas wspólnej wędrówki, przepełnionej prawdziwym
romantyzmem. Dawno, czy niedawno to było, jakże trudno określić to, bo w
międzyczasie działo się mnóstwo innych wspaniałych rzeczy. Doznawaliśmy
wspaniałych przeżyć i radości życia. Jednak musimy pożegnać czerwony szlak
graniowy i skręcamy w lewo, na żółte znaki, aby zanurzyć się w zieloną
otchłań doliny.
|
|
Sedlo Pálenica (1573 m n.p.m.).
|
Akt VII: Zielona otchłań doliny
Ścieżka z przełęczy opada w dół. Wkrótce przecinamy polanę, za którą
gęstnieje las. Otwarta przestrzeni ustępuje miejsca ciszy leśnej. Po pewnym
czasie wchodzimy na szczyt bocznego grzbietu. Przechodzimy pod szczytem
Ostrý grúň (1216 m n.p.m.), który wyrasta z lasu dolomitowymi skałami.
Obchodzimy go od zachodniej strony, po czym otwartymi zboczami z wyciętym
lasem schodzimy kamienistą drogą na Zadný Ivanov. Stoi tu drewniana wiata
odpoczynkowa, w której łapiemy oddech. Schodzą się w tym miejscu różne drogi
i ścieżki. Łatwo się pomylić, ale na szczęście stoi tu słupek z drogowskazami.
Pokazuje nam na niepozorną, słabo widoczną ścieżkę, która sprowadza nas wprost do łożyska doliny potoku Pribišská.
|
|
Polana pod Palenicą Jałowiecką.
|
|
Ostrý grúň (1216 m n.p.m.) i widoki z jego partii szczytowych. W
głębi widać szczyt Osobitá (1687 m n.p.m.).
|
Niebawem dolina rozszerza się, otwierając się przed nami szeroko zielonymi łąkami.
Nogi czują już trudy całego dnia, lecz płaska droga przez dolinę daje
wytchnienie zmęczonym stawom. Nabieramy z powrotem sił i gdyby padło hasło:
wracamy! – Zawrócilibyśmy, choć dnia zostało już niewiele. Jednak nikt nie
woła. Otacza nas błogi spokój doliny.
Akt VIII: Powrót do cywilizacji – Zuberec
Las już ostatecznie ustępuje miejsca rozległym, górskim łąkom, a szlak
zamienia się w wygodną drogę szutrową, a dalej w asfaltową. Pojawiają się
pierwsze dachy tradycyjnych, drewnianych i murowanych domów. Wokół zauważyć
można bogatą bazę obiektów wypoczynkowych, idealną zarówno dla par, grup czy
rodzin z dziećmi. Pribišská to malowniczy przysiółek z bogatą rekreacyjną
infrastrukturą. Znajduje się na obrzeżach Zuberca. Miejsce to jest świetną
bazą wypadową do pieszych wędrówek.
|
|
Droga do osiedla Pribišská.
|
Wkraczamy na szosę. Przychodzi ona od centrum Zuberca, ale kierujemy się w
przeciwną stronę. Umówiliśmy się zajrzeć do miejsca, które od dawna
chcieliśmy zobaczyć z jego atrakcjami. Na główne jego atrakcje jest już
dzisiaj za późno, ale tam właśnie nas ciągnie. Spoglądamy na prawo w stronę
grzbietu gór, gdzie wciąż widoczna jest skalista korona Siwego Wierchu.
Idziemy lasem wygodną dróżką wzdłuż szosy. Studený potok, ten który rodzi
się w urokliwych Stawach Rohackich, szumi nam po lewej. Jakże miły spacer na
koniec.
|
| Masyw Brestowej. |
|
|
Pożegnalne spojrzenie na Siwy Wierch.
|
W końcu docieramy do miejsca, gdzie górskie powietrze wypełnia się zapachami
regionalnej kuchni, ulatniającymi się z lokalnych kolib. Jednak o tej porze
nie ma tu już innych turystów oprócz nas. Zanurzamy się w romantycznej,
orawskiej atmosferze. Muzeum Wsi Orawskiej jest już zamknięte, ale składamy sobie obietnicę powrotu tutaj. Wycieczka rozpoczęta rano pod Białą Skałą
właśnie dobiegła końca.
Drewniane koliby kuszą zapachem pieczonych mięs i innych lokalnych przysmaków.
Siadamy przy ławie przed jedną z nich. Wciąż jest gorąco i przyjemniej zjeść
coś na zewnątrz. Ogarnia nas zupełny relaks i odprężenie. To świetne miejsce,
aby przy kuflu zimnego piwa czy Kofoli snuć opowieść o górskich przygodach,
takich jak te dzisiejsze, które pozostają na długo w pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.