-->

Twoja przystań przed kolejną wędrówką i dziennik turystycznych przedsięwzięć.

Baśniowa kraina skał rozciąga się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa

Dzisiaj udamy się w miejsce, gdzie rzeczywistość miesza się z magią, a potężne formacje skalne zdają się szeptać zapomniane, baśniowe historie. To kraina tak przedziwna, że może zdawać się zaczarowaną. Rzadziej gości na pierwszych stronach przewodników, mimo że magia tego miejsca jest niezaprzeczalna i nikt stamtąd nie wraca taki sam, jakim był wcześniej. Wystarczy postawić zaledwie jeden krok za kurtynę splecionych zagajników i starego lasu, aby przekonać się, że wszystko tam, nawet twarda skała i kamień potrafią ożywać. W dawnych czasach wierzono, że mieszkają tam istoty nie z tego świata. W gęstej mgle, która często otula te wapienne turnie, pasterze dopatrywali się sylwetek uwięzionych w kamieniu olbrzymów. Miejscowi szeptali też o ukrytych głęboko w krasowych jamach skarbach zbójnickich. Dostępu do nich miały bronić strzegące labiryntu górskie duchy. Do dziś surowy, poszarpany krajobraz tamtych skał sprawia wrażenie, jakby został przeniesiony wprost z powieści fantasy.

Czeka nas fascynująca wędrówka przez niezwykłe, zapierające dech w piersiach skalne miasto, wyniesione na wysokość ponad 1600 m n.p.m. Tworzy ono niezwykły labirynt wapiennych turni, baszt i iglic, niosący skojarzenia z krajobrazem Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Wkracza się do niego nagle, zamieniając spokojny leśny trekking w emocjonującą przygodę w której brak jakiejkolwiek nudy, bo szlak ciągle kluczy tam między skalnymi formacjami, zmuszając czasami do przeciskania się przez wąskie szczeliny, a nawet krótkiej wspinaczki. Na koniec czeka nas nagroda.

Poranna mgła odeszła już z dolin, a ciepły promień słońca pokazuje początek szlaku. Ruszamy zatem...


Akt I: Bariera zielonego lasu, czyli pierwsze kroki ku nieznanemu


Nasza przygoda zaczyna się o godzinie 8.40 na leśnym parkingu przy leśniczówce Biała Skała na wysokości około 940 m n.p.m. Wyżnia Huciańska Przełęcz (słow. Vyšné Hutianske sedlo) - to tu zakładamy plecaki i wkraczamy na czerwony szlak. Wzdłuż szosy rośnie las, ale szybko ścieżka szlaku przeprowadza nas przez zagajniki rosnące wyżej wzdłuż gruntowej drogi.

Początek szlaku nie daje czasu na rozgrzewkę. Ścieżka od razu pnie się stromo w górę, zmuszając płuca do mocniejszej pracy. Wyżej zbocze porasta wysoka trawa, a zaraz dalej po przecięciu wyschniętego potoku pochłania nas las. Górskie ptaki intonują w nim swój poranny koncert. Wartko zdobywamy kolejne metry wysokości. Powietrze o poranku jest rześkie, przesiąknięte zapachem wilgotnej ściółki i żywicy.

Leśniczówka Biała Skała (słow. Horáreň Biela skala).

W dali pod chmurami majaczą się Rozsutce.

Idziemy zakosami wśród potężnych świerków i jodeł. Trzeba uważać na wystające, omszałe korzenie, które przypominają macki ukrytych w ziemi leśnych olbrzymów. Las testuje naszą determinację. Powoli, miarowym tempem synchronizowanym z równym oddechem przedzieramy się przez lesiste gęstwiny, zdobywając kolejne metry wysokości. Co 100 metrów przewyższenia mamy tabliczkę z informacją mówiącą, jaką wysokość w danym miejscu przekraczamy. Nigdzie indziej, na żadnym szlaku, nie spotkaliśmy się z taką informacją. To ciekawe rozwiązanie.

Akt II: Strażnik grani, czyli Biała Skała


Po kilkudziesięciu minutach intensywnego podejścia korony drzew rzedną, a las zaczyna karłowacieć. Wkrótce wkroczymy w piętro kosodrzewiny, a nad naszymi głowami eksploduje malownicza przestrzeń, o czym doskonale wiemy, kiedyś tedy już wędrowaliśmy. Nagle spomiędzy zielonych gałęzi wyłania się ona – majestatyczna, wapienna baszta Białej Skały (słow. Biela skala). Jej blada, pionowa ściana odcina się ostro od błękitu nieba, kojarząc się z ruiną starego, zapomnianego zamczyska. Mamy godzinę 9.45.

Biała Skała (słow. Biela skala; 1316 m n.p.m.).

Las za przełęczą Białe Wrótka (ok. 1316 m n.p.m.).

Szlak trawersuje zbocze, wprowadzając nas w odmienny mikroklimat od wcześniejszego. Na ścieżce pojawiają się kamyki i wapienny szuter. Nagle wychodzimy z lasu wprost na skraj przepaścistego stoku. Znajdujemy się na wysokości 1400 m n.p.m. Przed nami wapienna skała, przed którą ścieżka skręca ostro w lewo. Wchodzimy ostrożnie na skałę i po raz pierwszy dostrzegamy malowniczość pejzaży i ogrom długiego grzbietu Gór Choczańskich, przeciętych dolinami, w tym tej jakże uroczej Doliny Kwaczańskiej, w której niegdyś zabraliśmy mnóstwo wspaniałych wspomnień. Na lewo od Wielkiego Chocza widzimy skupisko szczytów północnej części Wielkiej Fatry, a za Wielkim Choczem rozciąga się wspaniała Mała Fatra. Przed nią rozciąga się Kotlina Turczańska z miastem Martin. Zaś w dolinie rzeki Wag na południowym zachodzie majaczą w oddali wody Liptowskiej Mary. Czujemy, że prawdziwa wysokogórska przygoda właśnie się zaczyna. Bierzemy głęboki oddech.

Pierwsze panoramy.

Grzbiet Małej Fatry Krywańskiej.

Wielki i Mały Rozsutec.

Strome zbocze opadające do Suchej Doliny.

Widok na dolinę Wagu, w której rozlewa się Liptovská Mara.
Horyzont zamykają Niżne Tatry, Wielka Fatra i Mała Fatra.

Las szybko ustępuje miejsca kosodrzewinie, otwierając jeszcze szersze spektakularne widoki. Pęka kolejne 100 metrów przewyższenia. Wapienne podłoże masywu Siwego Wierchu odkrywa przed nami swoje najcenniejsze skarby – górskie kwiaty. Niemal każdy metr szlaku zmusza nas do zatrzymania. Skupisko barw różnych gatunków roślin jest tu wyjątkowe, wręcz nietypowe w porównaniu do innych części Tatr. Według dawnych podań wyrosły z łez tęsknoty górskiej wróżki, która zakochała się w śmiertelnym pasterzu. Każdej nocy, gdy jej ukochany przemierzał niebezpieczne szlaki, wróżka zostawiała świetliste krople łez na skałach, aby wskazywały mu bezpieczną drogę.

Goździk lśniący (Dianthus nitidus).

Fioletowo-różowe goździki wyglądają jakby ktoś celowo rozsypał je pośród wapieni. To rzadki gatunek lśniącego goździka (Dianthus nitidus) – kwiatu, który nie rośnie nigdzie indziej. Te małe, kolorowe klejnoty natury przypominają, że znajdujemy się w prawdziwym górskim raju. Lśniący goździk zawdzięcza swoją magię nie tylko srebrzystemu blaskowi płatków, które oświetlają drogę zagubionym wędrowcom, ale też niezwykłej mocy. Ponoć jeden płatek tego kwiatu wrzucony do źródła potrafi ukoić największy ból i przywrócić nadzieję w nawet najbardziej zachmurzone dni.

Piaskowiec górski (Arenaria montana).

Piaskowiec górski (Arenaria montana) to zjawiskowa, mrozoodporna bylina. Wiosną i latem okrywa skały śnieżnobiałymi, puszystymi poduszkami, tworzonymi przez zwarte skupiska drobnych kwiatów. Wyglądają jak magiczny, baśniowy dywanik utkany z białych gwiazd, które usypała noc. Dawno temu, wysoko w niedostępnych szczytach gór, mieszkała samotna gwiazda, która zakochała się w śmiertelniku. Z pragnienia jego ciepła wymknęła się z nocnego nieba i zstąpiła na ziemię. Przeznaczenie było jednak okrutne – na surowych, skalistych zboczach gwiazda rozpadła się na kawałeczki, zaczęła gasnąć i tracić swój blask. Widząc jej cierpienie, bogini gór zlitowała się i przemieniła ją w piaskowiec górski. Od tamtej pory roślina ta wiernie odtwarza fragment nieba na skalistych urwiskach. Wiosną rozkwita tysiącem drobnych, pięciopłatkowych kwiatów, które niczym małe gwiazdki tworzą gęste poduszeczki. Mówi się, że każdy, kto w świetle księżyca odnajdzie nieskazitelny kwiat piaskowca, zazna czystej i trwałej miłości.

Kukułka Fuchsa (Dactylorhiza fuchsii).
Podobnie jak w Polsce, również na Słowacji jest to gatunek
objęty ścisłą ochroną. Nie wolno go zrywać.

Z kępy traw i mchów wyrasta wysoko dziki, leśny storczyk. Wiele ich tutaj rośnie, ale ten wyróżnia się nakrapianymi liśćmi oraz puszystym kłosem liliowo-różowych kwiatów ozdobionych tajemniczym, bordowym rysunkiem. Nie jest to zwyczajny storczyk, a rośnie tu od dawnych czasów, kiedy w wilgotnych ostępach karpackich puszcz wędrowały elfy i wróżki, i żyła też leśna nimfa. Nazywano ją Fuchsa. Była tak zakochana w śpiewie kukułek, że całe dnie spędzała naśladowaniem ich głosu. Wiosną, na skraju torfowiska, urządzała dla ptaków zachwycające tańce. Jej suknia była jasnoróżowa, a w dłoniach trzymała pędzelki nasączone ciemnym nektarem. Zazdrosny o jej talenty zły duch lasu rzucił na nią zaklęcie, zamieniając tancerkę w roślinę. Ostatecznie jednak natura zlitowała się nad jej losem, dzięki której zachowała nakrapianą suknię oraz czarujący kwiatostan. Do dziś, gdy w letnie popołudnie spojrzysz na kukułkę Fuchsa rosnącą wśród paproci, możesz dostrzec jej uderzające piękno. Fioletowy rysunek na płatkach przypomina ptasie skrzydła, a liście wciąż noszą ślady dawnych łez tęsknoty za minionym światem.

Oset łopianowaty (Carduus personata).

Cała nasza górska trasa obstawiona jest strażnikiem ścieżek i górskich potoków. Wyróżnia się purpurowofioletowymi kwiatostanami otoczonymi kolczastymi łuskami oraz kłującymi liśćmi. W baśniowym świecie jego pancerz uważa się za zbroję, która chroni jego delikatne piękno przed innymi. Dawno temu leśne wróżki potrzebowały kwiatu, który obroni ich sekretne kryjówki przed chłodem, ale też przed ciekawskimi spojrzeniami. Wtedy właśnie Matka Natura powołała do życia oset łopianowaty. Dała mu potężną, wysoką łodygę, ostry pancerz i liście, które miały odstraszać każdego wędrowca. W zamian za surowy wygląd, ukryła w jego wnętrzu miękkie, purpurowe serce – aksamitne kwiaty, które po przekwitnieniu uwalniają puszyste, baśniowe spadochrony nasion. Ponoć ten wyjątkowy oset nocami zamienia się w opiekuna leśnych zwierząt. Mówi się, że jeśli w bezksiężycową noc przyłożysz ucho do jego łodygi, usłyszysz cichy szept – to zaklęcie cierpliwości i niezłomności, którym oset dzieli się z tymi, którzy mają czyste serce.

Brodawnik tatrzański (Scorzoneroides pseudotaraxaci), siedzi na nim bzyga (Syrphidae).

Głęboko w tatrzańskich skałach, tam, gdzie chmury podczas wichury całują poszarpane granie, ukryty jest prastary skarb wykuty przez dawnych bogów. Strzeże go dzielny, acz milczący wojownik zaklęty w kwiat o czarnym kołnierzu i koronie ze szczerego złota – brodawnik tatrzański. Jego kwiaty są jak gwiazdy, które mają oświetlać drogę zagubionym wędrowcom. Kiedy w środku lata spotkasz tę samotną roślinę, wiedz, że przy nich prowadzi bezpieczna ścieżka. Gdy nad Tatry nadciąga sroga zima, płatki rośliny znikają, a w powietrze ulatuje iskra jej niezwykłej magii. Brodawnik tatrzański (Scorzoneroides pseudotaraxaci) to unikalny endemit o wysokości do 20 cm. Wyróżnia się nagą, rozdętą łodygą z puszystym, żółtym kwiatem na szczycie oraz czarniawym owłosieniem pod koszyczkiem. Rośnie naturalnie tylko w Tatrach, najchętniej na wapiennych skałach i halach.

Lilia złotogłów (Lilium martagon).

Pod kosówkami, gdzie leśne elfy rozstawiają swoje kryjówki, rośnie królowa kwiatów – lilia złotogłów (Lilium martagon), arystokratka tutejszej flory. Wyrasta na ponad metr wysokości, kryjąc w ziemi złocistą cebulkę, a jej różowe, nakrapiane kwiaty przypominają zwieszone turbany. Te urokliwe kwiaty o płatkach wywiniętych w kształt małych turbanów nie wyrosły z pospolitej ziemi. Powiadają, że gdy bogini księżyca schodziła deszczową nocą na polany, aby czesać swe srebrne włosy. Spadające z jej włosów krople zamieniały się w krople rosy, a tam gdzie spadały ziemia rozbłyskiwała tysiącem barw. Krople zamieniały się w cebule, z których wystrzeliwały w górę łodygi z urodziwym kwiatem. Jego pąki zawsze zwisają ku ziemi, aby ukryć przed ciekawskimi spojrzeniami czar, który roślina roztacza podczas pełni księżyca. Dziś, otulona aurą baśniowości i objęta ścisłą ochroną, przypomina wędrowcom, że najcenniejsze dary natury wymagają zachwytu i szacunku z bezpiecznej odległości. Jest rośliną dość rzadką. Objęta jest ochroną prawną i uznawana za jedną z najpiękniejszych roślin.

Tojad mocny (Aconitum firmum).
Uwaga, teraz przed nami inna górska piękność o aksamitnych, szafirowo-fioletowych kwiatach, która znalazła sobie miejsce pod kosodrzewiną nieopodal dostojnych lilii. Zaciekawia i zachwyca swoim wyglądem, lecz skrywa śmiertelną tajemnicę. Jest jedną z najbardziej trujących roślin w Europie, przez co w ludowych podaniach zyskała mrożące krew w żyłach miano mordownika. W dawnych czasach, gdy szczyty Tatr były jeszcze nietknięte ludzką stopą, w cieniu potężnych turnii żyła samotna, leśna wróżka. Aby chronić swój sekretny ogród przed chciwymi istotami z dolin, poprosiła króla wiatrów o potężny czar. Ten uderzył swoim berłem w ziemię, a z chłodu i górskiej rosy wyczarował kwiaty o niespotykanej barwie, która była jak głębia wieczornego nieba. Ich płatki przyjęły niezwykły kształt rycerskiego hełmu, aby przypominały intruzom, że wstęp do krainy wróżek jest wzbroniony. Od tamtej pory rośliny wiernie strzegą górskich ścieżek.

W polskim folklorze roślina nosi również inną, bardzo wdzięczną nazwę „Pantofelków Matki Boskiej”. Według legendy, kwiaty te użyczyły swoich szafirowych płatków na buty dla Maryi, gdy ta zdarła swoje trzewiki podczas ucieczki do Egiptu. Lud wierzył, że to właśnie dzięki tej świętej ochronie zyskała ona swój niezwykły, głęboki odcień.

Wrotycz baldachogroniasty (Tanacetum corymbosum).

Gdy turnie Siwego Wierchu były jeszcze zamieszkane przez krasnale, a groźne smoki strzegły wejść do podziemnych jaskiń, w Tatrach panował wieczny chłód. Pasterze z Orawy i Liptowa bali się wchodzić w wysokie partie gór, zwłaszcza w rejon dzisiejszych Rzędowych Skał. Te skalne labirynty, pełne głębokich szczelin i ostrych grani, uchodziły za królestwo złych mocy. Wśród tych niedostępnych skał żyła tajemnicza, świetlista istota – Pani Złotego Blasku. Była ona władczynią górskich roślin, a jej zadaniem było również chronić wędrowców, którzy zapuścili się zbyt daleko, bądź gdy zaskoczyła ich mgła. Pani Złotego Blasku rozsiała po wapiennych urwiskach i murawach naskalnych niezwykłe kwiaty, aby ludzie mogli bezpiecznie wędrować stromymi ścieżkami ku szczytom. Nazwano je wrotyczami baldachogroniastymi. Każdy kwiat tej rośliny składa się ze śnieżnobiałych płatków, które niczym małe tarcze odbijają światło. Środek tego kwiatu jest złocisty i przypomina miniaturowe słońce. Nocą kwiaty te gromadzą ciepło i blask, aby o świcie oddawać je wędrowcom spragnionym siły. Cuda natury pojawiają się tutaj na każdym kroku. Każdy opowiada nam swoją baśniową historię.

W dali Mała Fatra, a z prawej Kubínska hoľa.

Widok na grzbiet Gór Choczańskich z Siwej Kopy.


Rusałka admirał (Vanessa atalanta).


Ciemiężyca zielona (Veratrum lobelianum).

Dorastający do półtora metra pęd ciemiężycy zielonej (Veratrum lobelianum), niczym zielona włócznia wbita w tatrzańską ziemię, stoi przy wejściu na ścieżkę prowadzącą do gęstwiny kosodrzewin. Góralska legenda głosi, że ciemiężyca wyrosła z łez dawnego pasterza, który zapomniał, że największym skarbem są zielone hale, i w pogoni za zwodniczymi światłami elfów wdarł się zbyt głęboko w niedostępne turnie. Roślina do dziś stoi tu jak zaczarowany strażnik, dumnie kiwając się na wietrze i ostrzegając wędrowców przed zgubnym urokiem. Przypomina, aby wspinając się dalej w kierunku Siwego Wierchu, pozostawić nietknęte piękno tej drogi.

Ostrożeń głowacz (Cirsium eriophorum).

Puszysta okrywa kwiatu ostrożenia głowacza (Cirsium eriophorum) jest utkana z przędzy przez tatrzańskie elfy. Te niezwykłe kwiaty były kiedyś posłańcami dawnych władców Tatr. Kiedy wiatr z szumem wdziera się w szczeliny, uśpione głowy ostrożenia mają szeptać pradawne historie o wędrowcach, którzy odważyli się przekroczyć próg skalnego miasta. Kiedyś, dawno temu zły olbrzym próbował skraść słońce z Siwego Wierchu, ale małe duszki rzuciły na jego drodze nasiona ostrożenia. Ziemia natychmiast wydała kolczaste kwiaty o potężnych głowach, podparte kolczastymi liścmi i koszyczkiem ze srebrną pajęczyną, przez które olbrzym nie miał szans przedzeć się. Srebrzysta kulka pajęczyny pod kwiatem do dziś chroni kwiaty ostrożenia przed chłodem.
Kozibród wschodni (Tragopogon orientalis) z muchą (Musca).

Kozibród wschodni (Tragopogon orientalis) to niezwykły mieszkaniec tatrzańskich hal, które ożywia surowe, górskie szlaki. Rozkwita w słońcu, by później zmienić je w puszyste dmuchawce, które chętnie zabierane są w podróż przez górskie wiatry. Bóg wiatrów swoim oddechem roznosi ich nasiona daleko po turniach i graniach, czyniąc kozibród symbolem bezkresnej wolności.

Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare).

Zerwa kulista (Phyteuma orbiculare) zakwita tam, gdzie surowy górski wiatr styka się z niebem. W spękaniach wapiennych baszt i jasnych turni, uwięzione światło zamienia się w te ciemnoniebieskie, drobne kwiatostany. Ta rzadka roślina przypomina wędrowcom, że nawet pośród surowych, z pozoru martwych skał, tętni baśniowe życie. Kto odnajdzie tutaj ten kwiat, temu Rzędowe Skały nie będą straszne, a Siwy Wierch odsłoni najpiękniejsze widoki. Idziemy więc dalej śmiało, gdzie sterczą wapienne baszty przypominające skamieniałe olbrzymy i zamek wykuty przez siły natury, lecz znowu zatrzymują nas...
Modrzyk górski (Cicerbita alpina).

...fioletowo-niebieskie płatki kwiatu modrzyka górskiego (Cicerbita alpina), które niczym iskry z dawnego ognia rozkwitają w cieniu zarośli. Ponoć są to okruchy nieba, które kiedyś spadły między turnie. To roślina o łodydze czerwonej jak zachodzące słońce i płatkach błękitnych niczym letnie niebo. Mówi się, że gdy opadają mgły, a szlak staje się śliski i stromy, modrzyk zaczyna jarzyć się delikatnym, wewnętrznym światłem. Tak wskazuje bezpieczną drogę tym, którzy w sercu noszą szacunek do gór, a ich intencje są czyste. Jednak kto zerwie choćby jeden kwiat, tego spotka sroga burza. Natomiast ten, kto pochyli się nad nim i cicho poprosi o opiekę, bez przeszkód pokona skalny labirynt. Kto w czasie wędrówki spojrzy w kielich modrzyka, tego góry przyjmą jak przyjaciela, a on sam zapamięta tę baśniową grań na zawsze. Dotrze na sam szczyt Siwego Wierchu, by ujrzeć świat rozciągający się u stóp, jakby z zaczarowanej krainy.

Kroczymy przez botaniczny raj. Tutejsze gleby bogate w węglan wapnia tworzą idealne warunki dla bardzo rzadkiej, ciepłolubnej roślinności muraw naskalnych. Siwy Wierch i jego okolice uważane są za jeden z najbogatszych botanicznie zakątków całych Tatr.

Modrzyk górski (Cicerbita alpina) przed rozkwitnięciem.

Szyszki kosodrzewiny (Pinus mugo).

Ścieżka schodząca z Siwej Kopy (słow. Sivá kopa; 1600 m n.p.m.).

Łany kosówek przeplatane górskimi ziołoroślami.

Mija godzina 11.00. Osiągamy kluczow punkt wędrówki, za którym nic nie będzie takie samo. Wchodzimy na wapienne wypiętrzenie Siwej Kopy (słow. Sivá kopa; 1600 m n.p.m.) porośnięte kosodrzewiną. Moglibyśmy jeszcze zawrócić, ale nie możemy oderwać oczu od pleneru, który mamy przed sobą. Ukazuje się nam fantastyczny grzbiet wznoszący się po sam szczyt Siwego Wierchu. Naszpikowany jest na swej długości rzędami białych turniczek, baszt i różnych innych formacji skalnych. Mamy nadzieję, że nie zbłądzimy w ich labyryncie, a jeśli nawet przytrafi się to nam, wówczas odnajdziemy kępę wrotyczu, która dzięki swojemu wyrazistemu, korzennemu zapachowi, oczyszcza górskie powietrze z czarów, a jej jasne kwiaty wskazują dobrą, bezpieczną drogę. Zatem śmiało idziemy dalej przed siebie.

Akt III: Labirynt przez Skalne Miasto, czyli Rzędowe Skały


Oto co najpiękniejsze, zaczyna się powyżej siodła Siwego Przechodu, który znajduje się pod Siwą Kopą. Z przełączki Siwego Przechodu wkraczamy wprost do krainy Rzędowych Skał (słow. Radové skaly), gdzie krajobraz gwałtownie się zmienia. Odtąd trzeba zapomnieć o łagodnych zboczach Tatr Zachodnich, bo wchodzimy do królestwa dolomitowych formacji, które wyglądają, jakby żywcem przeniesiono je z włoskich Alp. Na początek obchodzimy kopkę porośniętą kosówką, przechodząc wąskim gzymsem po jej zachodnim urwistym stoku. Dalej płasko ścieżką przemieszczamy się pod pierwsze skalne iglice, za którymi ścieżka zamienia się w fascynujący, naturalny labirynt.

Wtem odsłania się widok na poszarpane turnie Rzędowych Skał (słow. Radové skaly).

Widok na grzbiet pasma Skoruszyńskich Wierchów (słow. Skorušinské vrchy).

Miłosna górska (Adenostyles alliariae).

Pniemy się wyżej, do miejsca, gdzie pewna roślina zsyła miłość do gór każdemu, kto z pokorą zdobywa jej królestwo. Kto dostrzeże jej kwiatostan podczas wspinaczki, odnajdzie nie tylko miłość, ale i siłę, by pokonać wszelkie przeciwności. Miłosna górska (Adenostyles alliariae) to tatrzański kwiat o sercowatych liściach i pięknych liliowych kwiatowych gronach, które prowadzą nas dalej w tej baśniowej opowieści.

A dalej ziemia wita nas wesołymi kwiatami posłonka rozesłanego (Helianthemum nummularium), który wyrosł z okruchów słonecznego blasku zgubionych przez dawnego wędrowca. Posłonek rozesłany jest jak jasny drogowskaz, który budzi się wraz z pierwszym promieniem porannego słońca. Jest też jak drogowskaz pogody. Kiedy nadciągają chmury, które zwiastują górską burzę, jego pięciopłatkowe kwiaty zamykają się, ostrzegają tym samym piechura, by czym prędzej szukał schronienia u podnóża.

Posłonek rozesłany (Helianthemum nummularium).

Kopkę porośniętą kosówką przechodzimy wąskim gzymsem.
Odtąd każdy krok zdaje się prowadzić głębiej w krainę rzeźbioną przez wodę i wiatr.

Dolomitowe baszty wyrastają z dywanów kosówek.
Przypominają monumentalne ruiny zapomnianego zamku.

Przejście przez ten labirynt jest jak zapomniana baśń,
w której każda skała ma swoją duszę.

Nie do wiary, jak kształty mijanych skał nieustannie zmieniają się,
przybierając formy przypominąjace zastygłe postacie.

Z jednej formacji dostrzec można zarys twarzy,
która zdaje się uważnie obserwować nadchodzących wędrowców.


Wkraczamy w ciasne przejście pomiędzy białe iglice. Ścieżka zaczyna lawirować między nimi, wchodząc powyżej, gdzie jedna z formacji przynosi wyobrażenie wielbłąda. Wędrujemy wierzchowiną grani, lawirując pomiędzy fantazyjnymi turniami, iglicami i skalnymi oknami o przedziwnych kształtach. W kilku miejscach będzie trzeba złożyć kijki trekkingowe i przypiąć do plecaka, bo do gry wchodzą ręce. Przed nami jedna z kilku krótkich, emocjonujących wspinaczek, w tym słynne kominki, które umożliwiają wejście na wyższy poziom grzbietu. Pierwszy kominek jest niewysoki, ale ciasny. Większy plecak pewnie troszkę utrudniałby przeciśnięcie się z nim, ale z naszymi nie ma większych problemów.

Za tą skalną bramą otwiera się kolejny magiczny skalny amfiteatr.

Pomiędzy turniami kryją się tajemne przejścia. Labirynt zmusza do skupienia,
każąc szukać znaków na białych ścianach.

Oto kamienny wielbłąd dumnie wpatrujący się w horyzont.
Mówią, że to karawana kupiecka ukarana za chciwość przez tutejszego ducha gór.
Zwierzę i jego opiekunowie skamienieli w tym miejscu w akcie wiecznej pokuty.
Dziś wielbłąd jest strażnikiem tajemnic ukrytych w cieniu Siwego Wierchu.


Labirynt wciąga nas w swoją grę, kusząc kolejnymi, nieodkrytymi miejscami.

Kozłek lekarski (Valeriana officinalis).

Hipnotyzująca ścieżka ku szczytowi Siwego Wierchu bywa wymagająca. Warto na niej wypatrywać tej niezwykłej rośliny – kozłek lekarski (Valeriana officinalis), zwany walerianą, to tatrzański strażnik spokoju. W jego korzeniach drzemie magia uciszania lęków, a gdy wędrowiec wkracza w pełne przepaści i turni Rzędowe Skały, kozłek uwalnia słodką woń, by chronić strudzonych przed zawrotem głowy i dodać im tchu w drodze na Siwy Wierch. Na stromych zboczach kozłek rozpościera swoje drobne baldachy, które według tatrzańskiej opowieści powstały z kropli potu pasterza, który niegdyś zgubił drogę w skałach. Zmęczony i przerażony usiadł na półce skalnej, a wdychając zapach dzikiego kozłka, poczuł jak lęk opuszcza jego serce, a w jego żyły wstępuje nowa, górska siła.

Chropowata skała daje oparcie stopom, choć jej powierzchnia może wydawać się
nienaturalnie wygładzona. Wchodzimy do pierwszego kominka na szlaku.

Jedyną drogą przejścia do podniebnego ogrodu była wąska, niemal pionowa szczelina,
rozcinająca monumentalną ścianę turni niczym ślad po uderzeniu tytanicznego topora.

Czas spędzony pomiędzy turniami pozostanie w pamięci jako niezwykła przygoda.
Widok na Góry Choczańskie.

O godzinie 11.35 pierwszy kominek jest za nami. Na prawo jest tu wygodna miejscówka na odpoczynek. Szlak powyżej kominka skręca w lewo. Przechodzimy kolejny labirynt, następnie szutrowymi ścieżkami wspinamy się wyżej na wierzchowinę szerszej formacji. Opuszczamy ją ześlizgując się po drugiej stronie po wyszczerbionych skałkach. Dalej ścieżka schodzi krótko w dół ciasno między skałkami po czym wchodzimy na bardziej otwarty fragment grzbietów. Przez kosówki przechodzimy pod następne formacje i jednocześnie przenosimy się nieco na zachodnią stronę grzbietu. Ścieżka przeprowadza nas niewielkim zagłębieniem, a następnie zatacza łuki odwróconym „S” wyprowadza wyżej.

Nad kominkiem. Tam jest całkiem dobre miejsce na odpoczynek.

Szlak powyżej kominka prowadzi do kolejnych skalnych formacji.

Każda turnia czy iglica zdają się skrywać sekret stworzenia tego miejsca.

Podszczytowy bastion strzeże drogę na grani.

Na skalistym stoku szutrowe ścieżki zdają się rozmywać.

Chropowaty, suchy wapień idealnie trzyma się podeszwy buta, a każdy krok dostarcza potężnej dawki adrenaliny. Widoki zrobiły się niebotyczne. Są bardzo rozległe. Mamy przez chwilkę spokojny fragment grzbietu, aż do kolejnego kominka. Docieramy do niego o godzinie 12.10. Znajduje się po zachodniej stronie formacji skalnej. Jest w niej łańcuch i klamry, które ułatwiają jego pokonanie. Kominek ten jest szerszy od poprzedniego, ale dłuższy. U dołu dość pionowy, pewnie też lekko przewieszony, bo trzeba nieco sił, aby podciągnąć się. Pod koniec jest okap, który mimo zainstalowanej klamry sprawia trochę trudności osobom niższym. Znajdujące się tutaj trudności techniczne są umiarkowane (łatwiejsze niż na Orlej Perci czy Rohaczach), ale osoby z silnym lękiem wysokości lub przestrzeni mogą poczuć dyskomfort. Eksponowane miejsca wymagają pełnego skupienia. Dotyczy to zarówno pierwszego kominka, jak też kolejnych miejsc na grzbiecie masywu.

Tutaj królestwo skał rozdzielił wąski płaskowyż, smagany delikatnym wiatrem.

Gdzie orle skrzydła muskają poszarpane granie ciągnie się ta niezwykła ścieżka.

Tutaj biel wapiennych turni lśni niczym kości olbrzymiego smoka.

Buty szukają oparcia na stopniach, które dawno temu wyżłobiły tu górskie trolle.

Niczym wilk wyjący z uniesioną głową
to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli dzikiej przyrody.

Zaciszna kotlinka, skąd ścieżka wychodzi zakolami w kształcie odwóconej litery S.

W kotlince można na chwilę przywrócić balans między rzeczywistością i fikcją.

Bastiony sterczą nad kotlinką.

Wzrok kierujemy na zapierający dech w piersiach widok rozległej Doliny Wagu,
w której spoczywa lśniąca tafla Liptovskiej Mary.

Mała Ostra (słow. Malá Ostrá; 1710 m n.p.m.) i Ostra (słow. Ostrá; 1764 m n.p.m.)
w południowej grani odchodzącej od Siwego Wierchu.

Magia tego miejsca dodaje nam skrzydeł do samego końca.

Wspinaczka drugim, wyższym kominkiem dostarcza dreszczyku emocji,
przypominając o potędze skał.

Czas na grani płynie wolniej i podporządkowany jest rytmowi stawianych kroków.

Powyżej wąską i płaską wierzchowiną porośniętą niską kosówką zbliżamy się do Siwego Wierchu. Jednak do szczytu czekają nas zygzaki podejścia do kolejnych skał, które znajdują się na wysokości 1700 m n.p.m. Tę wysokość przekraczamy o godzinie 12.20, wspinając się owymi zygzakami. Wkrótce przechodzimy na wschodnią stronę skał, gdzie półką przechodzimy na ostre skały, po których musimy wspiąć się jeszcze wyżej na niewielkie upłazy pod masywną ścianą skalnej baszty. I dalej szerszym międzyskalnym korytarzem przechodzimy na drugą stronę grzbietu. Tam czeka nas kolejna niespodzianka.

Rynna ubezpieczona łańcuchem, o której zupełnie już nie myśleliśmy, widząc z bliska szczyt Siwego Wierchu. Wydawało się, że mamy go już w zasięgu zwykłego marszu. Jednak czeka nas jeszcze jedna, nietrudna wspinaczka ciągiem szerokiej rynny, w której ulokował się duży głaz tuż przed końcowym progiem. Kilkoma sprawnymi chwytami wydostajemy się wkrótce z rynny z powrotem na grzbiet. Spoglądając z tego miejsca za siebie mamy cały przegląd Rzędowych Skał. Przed nami szczyt.

Przekraczamy wysokość 1700 m n.p.m.

Panoramiczny taras stworzony przez naturę.

Pszeniec zwyczajny (Melampyrum pratense).

Pszeniec zwyczajny (Melampyrum pratense) oplata inne rośliny. Pasożytuje. Opiekę nad jego nasionami sprawują pracowite mrówki, którym pszeniec w zamian ofiaruje słodkie krople. Roznoszą je i rozsiewają tworząc sekretną nić życia pośród skał. Kiedy mgły spowijają strome podejścia na Siwy Wierch, wśród dolomitowych iglic i naturalnych skalnych okien ożywa stara baśń. Według niej, złote płatki pszeńca to zagubione iskry dawnych olbrzymów, którzy strzegą wejścia do podziemnych krain. Roślina ta, czerpiąca potajemnie soki z okolicznych krzewów, symbolizuje twardy, górski żywot i spryt.

Dębik ośmiopłatkowy (Dryas octopetala).

Wspinamy się stromymi ścieżkami, pod ścianami turni, których szczeliny zajmuje dębik ośmiopłatkowy (Dryas octopetala), arktyczno-alpejska krzewinka rodem z epoki lodowcowej. Jego liście przypominają miniaturowe liście dębu. Kwitnie na biało, po czym przekształca się w puszyste pióropusze, będąc symbolem przetrwania w surowych, wysokogórskich warunkach. Legenda niesie, że gdy dawno temu surowy lądolód cofał się na północ, w tatrzańskich szczelinach zostawił okruchy swoich śnieżnych czarów. Z tych okruchów wyrosły maleńkie, płożące dęby – dębiki. Przez lata uczyły się one rozmawiać z wiatrem i chmurami, otulając ziemię warkoczami drobnych liści i chroniąc w nich najjaśniejszą, perłową biel swoich płatków. Wędrując surowym szlakiem przez Rzędowe Skały na Siwy Wierch, uważać trzeba na każdy krok. W tych skalnych labiryntach, dębiki pilnują pradawnych tajemnic turni. Wiosną ich osiem płatków odbija najjaśniejsze słońce, a latem puszyste główki nasion unoszą się na wietrze niczym pióra w baśniowym tańcu.

Zakosy upłazami.

Przejście upłazem pod skałą wymaga schylenia głowy i wsłuchania się we własne tętno.

Ogniwa łańcucha prowadzą ostro w górę na kolejene wyzwanie.

Wspinaczka rynną.

Ostatnia walka z urokiem skalnego otoczenia.

W dole, hen daleko, zostawiliśmy wioski odcięte od skalnego miasta.

Ostatnie metry na szczyt.
Tu powietrze staje się chłodniejsze i niesie zapach nieznanych, zachwycających przestrzeni.


Akt IV: Wspaniała nagroda, czyli zdobycie Siwego Wierchu


Po pokonaniu rynny stajemy na wierzchowinie, a przestrzeń nagle otwiera się. Przed nami wyrasta kopuła szczytowa Siwego Wierchu (1805 m n.p.m.). Ostatnie metry podejścia ścieżką lekko lawirującą po skałach wąskiego grzbietu to już czysta euforia radości. Znowu tu jesteśmy, a dzięki wymarzonej aurze świat wokół kładzie się dosłownie u naszych stóp. O godzinie 13.00 stajemy na wierzchołku obok tabliczki z nazwą szczytu.

Osiągamy szczyt, skąd panorama wynagradza nam wszelkie trudy wędrówki.
Z perspektywy szczytu przejście Rzędowych Skał jawi się jako tajemniczy sen.

Widok na drugą stronę na Palenicę Jałowiecką (słow. Sedlo Pálenica).

Grzbiet urokliwych Skoruszyńskich Wierchów (słow. Skorušinské vrchy) na północy.
Dalej jawi się masyw Babiej Góry i pasma Policy.

Grzbiet Ostrej i Babek. Na końcu horyzontu rozciągają się Niżne Tatry.

Góry Choczańskie.

Stojąc na poszarpanym, wapiennym wierzchołku Siwego Wierchu, świat wydaje się należeć do ciebie. Krajobraz wyraźnie różni się od reszty Tatr, a panorama z Siwego Wierchu zapiera dzisiaj dech w piersiach. Na wschodzie pysznią się potężne, trawiaste i skaliste grzbiety Tatr Zachodnich z Brestovą i Salatynem na czele, współtworzące z innymi wspaniałymi szczytami koronę wokół znanej Doliny Rohackiej. W dali na horyzoncie majaczą ostre zęby Tatr Wysokich. Zaś na południu rozciąga się Kotlina Liptowska i grzebień Niżnych Tatr, a na zachodzie Góry Choczańskie, Wielka i Mała Fatra, i wiele, wiele innych obiektów, które prezentują się nam dzisiaj cudownie. Gwarno dzisiaj na Siwym Wierchu, więc znajdujemy sobie zaciszne miejsce nieco pod szczytem.





Widok na Tatry Zachodnie. Tędy będziemy schodzić ze szczytu.

Szczęście nas dzisiaj rozpiera i radość bycia na wspaniałym szczycie, który olśniewa nas panoramą i przywodzi z pamięci najstarsze nasze tatrzańskie wędrówki. Stoimy na krawędzi dwóch światów – surowego kamienia, który właśnie pokonaliśmy, i zielonych dolin, które czekają teraz na nas po drugiej stronie, w drodze do Zuberca. O godzinie 13.45 musimy pożegnać się ze szczytem Siwego Wierchu.

Akt V: Pożegnanie z Siwym Wierchem


Spoglądamy jeszcze raz za siebie, na uroczy, a zarazem zapierający dech w piersiach – labirynt turni, baszt i iglic, obok których przechodziliśmy, wspinając się od strony Białej Skały. Wygląda stąd jak zaklęte, kamienne miasto. Słońce powoli przesuwa się po niebie, rzucając długie cienie na wapienne ściany. Zostawiamy teraz za sobą wierzchołek Siwego Wierchu. Wiele radości przyniosło nam bycie tutaj znowu.

Początek ścieżki zejściowej prowadzi nad spadziste zbocze.

Przechodzimy w kierunku wschodniej skały, za którą grań obrywa się dużą stromizną. Wąską, piarżystą ścieżką zaczynamy ostrożnie i powoli schodzić w dół. Z uwagą stawiamy kolejne kroki na stromym szlaku.

Schodzenie w stronę przełęczy wymaga dużego skupienia. Skały, które tak zachwycały nas podczas podejścia, teraz musimy pokonać w dół. Ścieżka trochę kluczy, często opada gwałtownie, a dłonie wtedy szukają oparcia na chropowatym dolomicie. Na poszarpanej płycie mamy długi łańcuch do pomocy. Jednak z każdym krokiem surowy, wysokogórski krajobraz zaczyna łagodnieć, a skała ustępuje miejsca zielonym dywanom kosodrzewiny, która zdaje się falować na lekkim górskim wietrze niczym zielone morze.



Dzwonek drobny (Campanula cochleariifolia) - niska bylina górska,
często spotykana na piargach i w szczelinach skalnych.

Dawno temu, gdy Tatry dopiero uczyły się śpiewać wiatrem, pośród szarych grani Siwego Wierchu rozrzucono garść szafirowych gwiazd. To nie były zwykłe klejnoty – to okruchy nieba porzuconego przez anioły, które zamieniły się w drobne, niebieskie kielichy. Tak skalne szczeliny pokryły się fioletowymi dzwonkami, które nie boją się niczego. Każdy, kto w trudzie wędrówki zatrzyma się przy tych delikatnych kwiatach, usłyszeć może ich cichy szept. Wystarczy delikatny wiatr, aby poruszyć ich zwisające jasnoniebieskie dzwonki, a wówczas wydobędzie się z nich szept opowieści o dawnych zbójnikach. Kiedy wiatr smaga silniej po urwiskach, płatki tych kwiatów delikatnie drżą. Górale mawiają, że to nie podmuchy powietrza poruszają roślinę, a zaklęte w niej echo dawnych pieśni.

Fragment ubezpieczony łańcuchem.

Ścieżka wije się stromo w dół.

Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida).

Driakiew lśniąca (Scabiosa lucida) to niezwykła, wysokogórska roślina. Jej fioletowe kwiaty przypominają miniaturowe, baśniowe korony, które według legend zostały rozsypane przez tatrzańskie elfy. Każda z nich kryje ten sekret z dawnych czasów, gdy strome turnie zamieszkiwały górskie duszki. Wiatr rozrzucił wówczas wśród ostrych skał skrzące się, fioletoworóżowe klejnoty, a z każdego z nich wyrosła driakiew lśniąca. Jej liście błyszczą w słońcu niczym wypolerowany miecz. Kwiat ten jest zaklętą strażniczką szlaku. Gdy wokół roztacza się mgła, a wędrowec zgubi w niej drogę, płatki driakwi zaczynają lśnić własnym, ciepłym światłem. Wystarczy podążyć za ich blaskiem, by iść dalej bezpieczną drogą.

Poszarpane szczyty Siwego Wierchu.

Rozległa przełęczy.

Wtem wchodzimy na rozległe, trawiaste siodło – to Sedlo Pálenica (1573 m n.p.m.). To idealne miejsce na odpoczynek. Zdejmujemy plecaki i siadamy na kamieniu. Pozwalamy chłodnemu wiatrowi osuszyć ciało.

Akt VI: Przystanek na granicy światów – Sedlo Pálenica


Przełęcz Pálenica jest jak brama między dwoma światami. Gdy spojrzysz wstecz, widzimy dumną, poszarpaną sylwetkę Siwego Wierchu, z której przed chwilą zeszliśmy. Z kolei przed nami, na wschodzie, piętrzy się masyw Brestovej. Tutaj podejmujemy decyzję. Chciałoby się iść dalej za czerwonymi znakami na Brestovą i dalej, aby zobaczyć znowu to piękno, które niegdyś podziwialiśmy podczas wspólnej wędrówki, przepełnionej prawdziwym romantyzmem. Dawno, czy niedawno to było, jakże trudno określić to, bo w międzyczasie działo się mnóstwo innych wspaniałych rzeczy. Doznawaliśmy wspaniałych przeżyć i radości życia. Jednak musimy pożegnać czerwony szlak graniowy i skręcamy w lewo, na żółte znaki, aby zanurzyć się w zieloną otchłań doliny.

Sedlo Pálenica (1573 m n.p.m.).


Akt VII: Zielona otchłań doliny


Ścieżka z przełęczy opada w dół. Wkrótce przecinamy polanę, za którą gęstnieje las. Otwarta przestrzeni ustępuje miejsca ciszy leśnej. Po pewnym czasie wchodzimy na szczyt bocznego grzbietu. Przechodzimy pod szczytem Ostrý grúň (1216 m n.p.m.), który wyrasta z lasu dolomitowymi skałami. Obchodzimy go od zachodniej strony, po czym otwartymi zboczami z wyciętym lasem schodzimy kamienistą drogą na Zadný Ivanov. Stoi tu drewniana wiata odpoczynkowa, w której łapiemy oddech. Schodzą się w tym miejscu różne drogi i ścieżki. Łatwo się pomylić, ale na szczęście stoi tu słupek z drogowskazami. Pokazuje nam na niepozorną, słabo widoczną ścieżkę, która sprowadza nas wprost do łożyska doliny potoku Pribišská.

Polana pod Palenicą Jałowiecką.

Ostrý grúň (1216 m n.p.m.) i widoki z jego partii szczytowych.
W głębi widać szczyt Osobitá (1687 m n.p.m.).

Niebawem dolina rozszerza się, otwierając się przed nami szeroko zielonymi łąkami. Nogi czują już trudy całego dnia, lecz płaska droga przez dolinę daje wytchnienie zmęczonym stawom. Nabieramy z powrotem sił i gdyby padło hasło: wracamy! – Zawrócilibyśmy, choć dnia zostało już niewiele. Jednak nikt nie woła. Otacza nas błogi spokój doliny.

Akt VIII: Powrót do cywilizacji – Zuberec


Las już ostatecznie ustępuje miejsca rozległym, górskim łąkom, a szlak zamienia się w wygodną drogę szutrową, a dalej w asfaltową. Pojawiają się pierwsze dachy tradycyjnych, drewnianych i murowanych domów. Wokół zauważyć można bogatą bazę obiektów wypoczynkowych, idealną zarówno dla par, grup czy rodzin z dziećmi. Pribišská to malowniczy przysiółek z bogatą rekreacyjną infrastrukturą. Znajduje się na obrzeżach Zuberca. Miejsce to jest świetną bazą wypadową do pieszych wędrówek.

Droga do osiedla Pribišská.

Wkraczamy na szosę. Przychodzi ona od centrum Zuberca, ale kierujemy się w przeciwną stronę. Umówiliśmy się zajrzeć do miejsca, które od dawna chcieliśmy zobaczyć z jego atrakcjami. Na główne jego atrakcje jest już dzisiaj za późno, ale tam właśnie nas ciągnie. Spoglądamy na prawo w stronę grzbietu gór, gdzie wciąż widoczna jest skalista korona Siwego Wierchu. Idziemy lasem wygodną dróżką wzdłuż szosy. Studený potok, ten który rodzi się w urokliwych Stawach Rohackich, szumi nam po lewej. Jakże miły spacer na koniec.

Masyw Brestowej.

Pożegnalne spojrzenie na Siwy Wierch.

W końcu docieramy do miejsca, gdzie górskie powietrze wypełnia się zapachami regionalnej kuchni, ulatniającymi się z lokalnych kolib. Jednak o tej porze nie ma tu już innych turystów oprócz nas. Zanurzamy się w romantycznej, orawskiej atmosferze. Muzeum Wsi Orawskiej jest już zamknięte, ale   składamy sobie obietnicę powrotu tutaj. Wycieczka rozpoczęta rano pod Białą Skałą właśnie dobiegła końca.

Drewniane koliby kuszą zapachem pieczonych mięs i innych lokalnych przysmaków. Siadamy przy ławie przed jedną z nich. Wciąż jest gorąco i przyjemniej zjeść coś na zewnątrz. Ogarnia nas zupełny relaks i odprężenie. To świetne miejsce, aby przy kuflu zimnego piwa czy Kofoli snuć opowieść o górskich przygodach, takich jak te dzisiejsze, które pozostają na długo w pamięci.


Udostępnij:
Location: Siwy Wierch, 027 32 Zuberzec, Słowacja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas