1

Beskid Niski
WSCHODNIA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 1        rozdział 1
Hej, las rymanowski za mgłą,
a mnie dzisiaj jechać do Krakowa
czemuż mi to oczy zaszły łzą,
czemuż słońce za chmury się chowa?
Hej, gospodarz myje powóz na drogę,
spakowane koszyska już stoją,
jeno rozpierzchłych myśli sprząc nie mogę
ni w podróżny tobołek związać żałość moją.
Jeden mi się podobał ten las, jako ściana
stał przede mną posępny, dumny, tajemniczy...
W tenże sposób żegnał się z rymanowskimi zdrojami Stanisław Wyspiański – po 114 latach w ostatnią niedzielę lata w tenże sam sposób żegnamy również my to zaciszne miasteczko. Godzina 16.00 – odjazd: Do zobaczenia łemkowska kraino! Niech wiatr gra o tobie opowieść – „Bądźcie zdrowe, przeszłości uroczyste cienie”.

Zacznijmy jednak od początku naszą opowieść. Zaczęła się ona 18 września 2015 roku w cudownie słoneczny dzień, jeden z ostatnich, pożegnalnych dni lata. Przez Nowy i Stary Żmigród, Duklę, Daliową dotarliśmy do Jaślisk na stary trakt zwany traktem węgierskim. Stamtąd tymże traktem w górę doliny Bełczy, jak najbliżej źródlisk potoku spływającego z południowo-zachodnich stoków góry Kamień nad Jaśliskami. Zatrzymujemy się tuż przed drewnianym mostkiem w dawnej wsi łemkowskiej Lipowiec. Dalej już nie pojedziemy, bo mostek nie zniósłby masy trzyosiowego autokaru. Jest godzina 11.40. Wysiadamy.

TRASA:
Lipowiec Rezerwat przyrody „Kamień nad Jaśliskami” Kamień nad Jaśliskami (857 m n.p.m.) Kamień, rozstaj na granicy Czereniny, cmentarz wojenny Kamień Kamień, rozstaj na granicy Czeremcha Czeremcha, cerkwisko Lipowiec

OPIS:
Nie ma tutaj już żadnych łemkowskich chyży. Tylko zielone łąki, wśród nich rzędy starych drzew, ograniczone od wschodu i zachodu leśnymi wzniesieniami. Jedyną zabudową w dolinie jest gospodarstwo agroturystyczne „Ostoja” stworzone w 1998 roku przez Józefa Kuśnierza, stworzone z pasji do koni i miłości do Beskidu Niskiego, którego doliny takie jak te poskromione zostały przez przyrodę i leżą dziś jak na końcu świata. Nie zawsze jednak tak tu było, jeszcze nie tak bardzo dawno temu tętniło w niej życie wioski liczącej ponad 500 mieszkańców, założonej na prawie wołoskiej w 1527 roku.

Była to wioska, która leżąc przy handlowym trakcie systematycznie rozwijała się. Położenie to niosło korzyści, ale też było przyczyną zniszczeń i rabunków. Trakt handlowy stanowił bowiem dogodne przejście przez puszczę pokrywającą grzbiet Karpat, co wykorzystywali nie tylko kupcy, ale też wojskowi podczas wojennych zawieruch. Wioska niszczona była nie jeden raz: kilkakrotnie w 1657 roku przez wojska Rakoczego, w 1849 - wojska carskie śpieszące na pomoc Austrii w stłumieniu powstania węgierskiego, podczas I wojny światowej w bitwach o przełęcze została zniszczona 1/3 zabudowy wioski. Z kolei we wrześniu 1944 roku w wyniku toczonych tu ciężkich walk zostało zniszczonych ponad 60 budynków. Po tej kolejnej utracie swoich dóbr mieszkańcy ulegli agitacji Radzieckiej Komisji Przesiedleńczej i opuścili te tereny przenosząc się na tereny ówczesnego Związku Radzieckiego. Reszty dopełniła sotnia „Hrynia” paląc w 1946 roku niemal całkowicie to co we wsi pozostało, pozostawiając jedynie 3 budynki i cerkiew.

Spośród łemkowskich wiosek Lipowiec wyróżnia się liczbą cerkwi jakie posiadał w tym samym czasie. Pierwszą unicką cerkiew wzniesiono tutaj w 1640 roku. Jej ślady można znaleźć po północno-wschodniej stronie od drogi. Gdy wysłużyła się po blisko trzech wiekach funkcjonowania mieszkańcy postanowili wznieść nową. Nie spotkało się to jednak z aprobatą przemyskiego biskupstwa greckokatolickiego, oczywiście przekładało się na brak funduszy. Mieszkańcy zbuntowali się przechodząc w tym samym momencie na prawosławie i sami wznieśli niewielki baraczek pełniący funkcję prawosławnej cerkwi. Przy starej wierze pozostała jedynie jedna siedmioosobowa rodzina. Po tych wydarzeniach bardzo szybko biskupstwo greckokatolickie znalazło pieniądze na budowę nowej cerkwi licząc na powrót mieszkańców do starej wiary. Tak się jednak nie stało i odtąd przez pewien czas stały we wsi trzy cerkwie.

Przechodzimy przez drewniany mostek nad Bełczą podążając za zielonymi znakami szlaku gminnego przychodzącego tu z Dukli, a prowadzącego na Kamień nad Jaśliskami. Wnet schodzimy z traktu na wschód i przez krótki czas podchodzimy łąką do lasu, w którym dalej spokojnym tempem zdobywamy zbocze wzniesienia. Ścieżka przeciska się początkowo przez mieszany gąszcz. Omijamy powalony konar, mijamy dziwacznie poskręcane drzewo z uczepioną hubą, po czym wkraczamy w piękny bukowy las skropiony promieniami słońca.

Lipowiec, łąki nad doliną Bełczy.
Lipowiec, łąki nad doliną Bełczy. W dali widoczne budynki po byłym PGR.

Mijamy dziwacznie poskręcane drzewo z uczepioną hubą.
Mijamy dziwacznie poskręcane drzewo z uczepioną hubą.

Bukowy las skropiony promieniami słońca.
Bukowy las skropiony promieniami słońca.

Bukowy las.
Bukowy las.

Mija godzina marszu gdy szlak prowadzi nas blisko krawędzi wyrobisk po kamieniołomach ogarniętych lasem. Powstały w okresie świetności pobliskich Jaślisk, kiedy mieszkańcy okolicznych wsi mieli obowiązek zwożenia do nich kamienia na budowę i utrzymanie murów miejskich. Znajdujemy się już w obszarze przywierzchołkowym objętym rezerwatem przyrody „Kamień nad Jaśliskami” chroniącym fragmenty typowej rzeźby Beskidu Niskiego wraz z porastającym ją lasem bukowym i bukowo-jodłowym, a także interesujące formy skalne i unikatowe bagniska zwane przez miejscową ludność „berezedniami”. O godzinie 13.00 docieramy do ścieżki odchodzącej od naszego szlaku na szczyt góry.

Ścieżka nad wyrobiskiem kamieniołomu.
Ścieżka nad wyrobiskiem kamieniołomu.

Kamieniołom.
Kamieniołom.

Luźne kamienie pokrywające ścieżkę.
Luźne kamienie pokrywające ścieżkę.

Ścieżka tuż przed odejściem na szczyt Kamienia.
Ścieżka tuż przed odejściem na szczyt Kamienia.

Gminny szlak nie przechodzi przez wierzchołek góry, lecz idzie na granicę państwową. Na szczyt wiedzie wyraźna ścieżka, na którą kieruje nas drogowskaz. Ścieżką tą po kilku minutach dochodzimy do pierwszego niższego wierzchołka góry, a zaraz potem do drugiego, gdzie znajduje się ułożone usypisko kamieni, a na drzewie przyczepiona jest tabliczka szczytowa.

Przed ścieżką na szczyt Kamienia.
Przed ścieżką na szczyt Kamienia.

Wierzchowina Kamienia nad Jaśliskami.
Wierzchowina Kamienia nad Jaśliskami.

Kamień nad Jaśliskami (857 m n.p.m.).
Kamień nad Jaśliskami (857 m n.p.m.).
Kamień nad Jaśliskami (857 m n.p.m.).

Krzyż poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II na szczycie Kamienia nad Jaśliskami.
Krzyż poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II na szczycie Kamienia nad Jaśliskami.

Krzyż poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II na szczycie Kamienia nad Jaśliskami.
Kilkanaście metrów na zachód znajdujemy krzyż wychodzący ze stożka usypanych kamieni. Pod krzyżem umieszczono tablicę upamiętniającą beatyfikację Jana Pawła II, a poniżej niej drugą z napisem: „Wzgórze ‘Kamień’. Na tym wzgórzu, przed laty, stanęły stopy przyszłego papieża Jana Pawła II. Na pamiątkę tego wydarzenia ten głaz kładziemy, ku pamięci potomnych poprzez wieki i pokolenia. Jaśliska 2005 roku.”

Odpoczywamy około godzinę na szczycie Kamienia nad Jaśliskami (857 m n.p.m.), najwyższym w paśmie granicznym ciągnącym się między Przełęczą Łupkowską na wschodzie i Przełęczą Beskid nad Czeremchą na zachodzie. Granica jest bliziutko. Stoi na niej słowacki słupek z nazwą góry. Granicą przebiega czerwony szlak słowacki i polski niebieski. Kierujemy się w lewo na wschód.

Podążamy granicą na wschód obniżając nieco swoją wysokość. Po kilku minutach po słowackiej stronie mijamy ogrodzoną drewnianymi żerdziami skromną nekropolię, potem jakiś bezimienny grób ułożony z kamieni, a za nim kolejną ogrodzoną nekropolię, a za jakiś czas mamy jeszcze kolejne. Łącznie sześć po słowackiej stronie.

Ścieżka szlaku granicznego prowadząca na Czereniny.
Ścieżka szlaku granicznego prowadząca na Czereniny.

Bezimienny grób.
Bezimienny grób.

Czereniny. Nekropolia po słowackiej stronie. Czereniny. Nekropolia po słowackiej stronie.
Czereniny. Nekropolia po słowackiej stronie. Czereniny. Nekropolia po słowackiej stronie (nr 6).
Nekropolie po słowackiej stronie.

Na wysokości ostatniej (szóstej z kolei) nekropoli po słowackiej stronie, w pobliżu słupka granicznego nr 134/2 mamy również cmentarz wojenny po polskiej stronie. Kto na nim spoczywa?... 
   Za życia skłóceni
Śmiercią pogodzeni
   Razem złożyli tu kości
Nie ważne kim byli
   Co dotychczas znaczyli
Lecz że dochowali wierności
Te napotkane leśne nekropolie położone w miejscu zwanym Czereniny od czasu ostatniej wojny długo były zapomniane, mało kto o nich wiedział, mało kto potrafił je odnaleźć. Zarastały przez wiele lat chaszczami i borówczyskami, aż do roku 2003, kiedy zostały uporządkowane przez leśników i turystów. Są miejscem spoczynku żołnierzy armii rosyjskiej i austriackiej, poległych podczas walk zimowych o główny grzbiet Karpat na przełomie lat 1914-1915, podczas tzw. bitw o przełęcze.

Podczas nich na szczycie Kamienia doszło do krwawej walki na bagnety. W toczonych tutaj starciach zginęły setki żołnierzy walczących armii, zaś teren góry stał się rozległym pobojowiskiem. Trudno było ustalić liczbę usypanych wówczas mogił z kamieni. Cmentarz ten nie został objęty akcją budowy cmentarzy przez Wydział Grobów Wojennych (niem. Kriegsgraber Abteilung) utworzonym w 1915 roku w wiedeńskim Ministerstwie Wojny, który na terenie Galicji Zachodniej dokonywał pochówku ofiar I wojny światowej. Nie ma pewności dlaczego tak się stało. Miejscem tym w okresie międzywojennym opiekowała się młodzieżowa organizacja „Sokół”, ale po II wojnie światowej nikło ono w otchłani zapomnienia tak jak wszystko w Beskidzie Niskim.

Zaglądamy dzisiaj na teren cmentarza przez drewnianą bramę z sentencją „Każda wojna jest ostatnia. Z nadzieją czekając na stwórcę”. Na pobliskim drzewie wisi dzwon wykonany z oryginalnej łuski armatniej. Jego głuchy dźwięk ledwie niesie leśna głusza:
PODZWOŃ… nam poległym w walce i cierpieniu
Na KAMIENIU powstała sława naszego życia i śmierci
Cmentarz wojenny Kamień znajdujący się po polskiej stronie granicy.
Cmentarz wojenny Kamień znajdujący się po polskiej stronie granicy.

Cmentarz wojenny Kamień znajdujący się po polskiej stronie granicy.
Cmentarz wojenny Kamień.

Wracamy trzymając się niebieskich znaków polskiego szlaku. Kilka minut przed godziną 14.00 mijamy odejście gminnego szlaku przez górę Kamień nad Jaśliskami. Podążamy dalej granicą państwową za niebieskimi znakami. Schodzimy zboczem porośniętym młodymi bukami i dorodnym paprociami. Niebawem opuszczamy rezerwat „Kamień nad Jaśliskami”. Pokonujemy niewielki garb, za nieco przerzedzonym od południa fragmentem lasu opuszczamy granicę. Niebieski szlak odchodzi na prawo zostawiając czerwony słowacki, który biegnie dalej granicą na Przełęcz Beskid nad Czeremchą. Schodzimy do doliny, w której rodzi się potok Bełcza. Po niedługim czasie, osiągamy ciąg drogi wyprowadzającej z doliny. Pół godziny później, o godzinie 15.55 docieramy nią na trakt z którego rozpoczynaliśmy tą wędrówkę, lecz znajdujemy się nieco bardziej na południe niż wówczas, na granicy wsi Lipowiec i wyludnionej wsi Czeremcha.

Wracamy trzymając się niebieskich znaków polskiego szlaku.
Wracamy trzymając się niebieskich znaków polskiego szlaku.

Na grzbiecie granicznego pasma.
Na grzbiecie granicznego pasma.

Dorodne paprocie.
Dorodne paprocie.

Zejście z Kamienia nad Jaśliskami w kierunku Przełęczy Beskid nad Czeremchą.
Zejście z Kamienia nad Jaśliskami w kierunku Przełęczy Beskid nad Czeremchą.

Dolina Bełczy.
Dolina Bełczy.

Drogowskaz szlaków na trakcie węgierskim.
Drogowskaz szlaków na trakcie węgierskim.

Stoi tu nietypowy drogowskaz szlaków: Barania Góra 76 h, Rabka-Zdrój 53 h, Certizne 1 h, Sátoraljaújhely 69 h, Tokaj 78 h, ul. Starowiślna w Krakowie 64 h, Howerla 128 h, Pop Ivan 136 h, Hnitessa 149 h.

Kierujemy się w stronę wsi Czeremcha. Mijamy tablice drogowe: po prawej z nazwą wsi Czeremcha, zaś po lewej z nazwą rumuńskiego miasta Babadag i odległością do niego 1034 km. Dlaczegóż akurat do tego miasta ktoś podał odległość z Czeremchy? W oryginalnym brzmieniu tureckim Babadağ oznacza „góra ojca”. Nazwa ta pierwszy raz miała pojawić się w pracach arabskiego podróżnika Ibn Battuty i w legendzie jest wiązana z postacią Baba Sary Saltuka, który w XIII wieku sprowadził w jego rejon wielu Turków. Babadag jednak bardziej jest nam znany z twórczości Andrzeja Stasiuka, współczesnego prozaika mieszkającego niedaleko stąd w łemkowskiej wiosce. Napisał on książkę „Jadąc do Babadag” o zapomnianych miejscach Europy Środkowej, uważanych powszechnie za brzydsze i gorsze, opowiadającą także o ich mieszkańcach niesłusznie uznawanych przez zamożniejszą część świata za prymitywnych i zacofanych.

Do Babadag mamy stąd 1034 km.
Do Babadag mamy stąd 1034 km.

Przechodzimy kilka kroków dalej. Oglądamy się za siebie, na tajemniczą tablicę drogową i z jej drugiej strony widzimy inny zaskakujący i zastanawiający napis: Nordkapp 3190 km. Dlaczego na tej starej drodze właśnie Przylądek Północny, ten najdalej wysunięty na północ punkt świata, do którego można dojechać drogą kontynentalną został wyróżniony? Leży w trudno dostępnej Arktyce 2100 km od bieguna północnego, za najdalej na północ wysuniętym miastem świata. Gdy w 1664 roku po dwuletniej podróży włoski ksiądz Francesco Negri dotarł do niego jako pierwszy człowiek, napisał:
I oto jestem na Przylądku Północnym, na skraju Finnmarku, i ośmielę się stwierdzić, że jednocześnie na końcu świata, jako że nie ma zamieszkanych miejsc dalej na północ. Ten fakt dopełnia moją satysfakcję. Przybyłem tutaj, zobaczyłem i czuję się spełniony i zaspokojony. Tutaj kończy się moja ciekawość.
To odległe miejsce uważane wówczas za niegodne bliższej uwagi opisał również pewien dziennikarz, który towarzyszył księdzu Negri w podróży. Jego artykuł wzbudził spore zainteresowanie, przyciągnął uwagę ku miejscu, za którym ciągnie się tylko bezkresna przestrzeń oceanu, nad którym latem unosi się niezachodzące słońce. Jakaż metafora niosą drogowe informacje na drodze do Czeremchy, niezbyt dobrej dla zwyczajnych samochodów, aczkolwiek wygodnej dla wędrowca.

W przeciwną stronę do Nordkapp mamy 3190 km.
W przeciwną stronę do Nordkapp mamy 3190 km.

Idziemy na południe w górę potoku Beskid, który zasila swymi wodami Bełczę. Wędrujemy przez tereny łemkowskiej wioski Czeremcha... ale nie ma w niej domów, nie ma mieszkańców. Czy coś pozostało po dawnych mieszkańcach tej doliny? Jakiś kruszejący krzyż przy drodze, a za nim rozległa i wciąż zielona łąka (widać przez kogoś koszona - nie wiadomo przez kogo). Bardziej spodziewać się można tutaj ducha dawnych mieszkańców niż żywego człowieka. Nieco dalej mijamy kolejny krzyż, a trochę dalej cokół ogołocony ze zwieńczenia. Nad doliną unosi się dziś bezkres spokoju, a przecież idziemy drogą wzdłuż której niegdyś sadowiły się chyże, pasły się krowy, a od czasu do czasu przejeżdżały powozy kupców poruszających się tym starym traktem handlowym do Jaślisk i z powrotem.

Czeremcha tuż przed cerkwiskiem. Widok w stronę Przełęczy Beskid nad Czeremchą.
Czeremcha tuż przed cerkwiskiem. Widok w stronę Przełęczy Beskid nad Czeremchą.

Krzyż po wschodniej stronie drogi.
Krzyż po wschodniej stronie drogi.

Krzyż po zachodniej stronie drogi.
Krzyż po zachodniej stronie drogi.

Wioska została założona w roku 1527. Położenie przy trakcie na Węgry zapewniło jej szybki rozwój i w połowie XVIII mieszkało w niej już prawie 500 Łemków wyznania greckokatolickiego. Głównym zajęciem włościan Czeremchy był wypas bydła. Oprócz domostw, w wiosce stała cerkiew. Nie wiadomo kiedy dokładnie ją wzniesiono, ale w 1761 roku napisano, że „Wystawiono tu cerkiew niezgorszą, przez węgierskiego kapłana i miejscowych chłopów, która od zewnątrz była gontem podbita.” W roku 1883 wzniesiono kolejną świątynię Opieki Matki Bożej (Pokrowy). Dzisiaj nie ma już ani pierwszej, ani drugiej cerkwi. W miejscu gdzie stała druga cerkiew stoi obecnie (od 2011 roku) obelisk z ikoną przedstawiającą Matkę Boską Pokrowy. Odnotowano na nim:
Zniszczona cerkiew Przenajświętszej Pokrowy wsi Czeremcha na zawsze pozostanie w pamięci wypędzonych z ojczystych stron w 1947 roku mieszkańców i ich potomków. Czeremcha, 20.09.2011 r.
     sponsorzy:
     Welykanycz Jan, Anna - Toronto, Kanada
     Lechocki Antoni - Olsztyn, Polska
     Łac Maria - Wolwohampton, Anglia
     Rodzina Łac - Anglia
     Rodzina Welykanycz - Kanada
Za obeliskiem, w głębi cerkwiska stoi krzyż. Po drugiej stronie drogi znajdował się cmentarz. Stoi na nim jeszcze kilka starych nagrobków, ale jeden jest z czasów współczesnych. Spoczywa w nim Żaneta Fucziła (Janet Fuchila). W lutym 2008 zmarła w Stanach Zjednoczonych. Urodzona za granicą wieś Czeremchę znała tylko z opowiadań, ale to wystarczyło - jej życzeniem było spocząć na ziemi jej matki. Jej prochy zostały pochowana tutaj latem 2008 roku.

Obelisk z ikoną Matki Boskiej Pokrowy postawiony na cerkwisku.
Obelisk z ikoną Matki Boskiej Pokrowy postawiony na cerkwisku.

Cmentarz.
Tutaj na ziemi swych przodków spoczywa Żaneta Fucziła (Janet Fuchila).

Wracamy do Lipowca. Po kilkunastu minutach marszu mijamy ruiny budynków działającego tu w latach powojennych Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Lipowcu (PGR). Zaraz dalej po przeciwległej stronie drogi widzimy tabliczki z nazwami ulic - ustawione przy polnych drogach, wskazują ulicę Babciną i ulicę Dziadkową. Cała ta wędrówka traktem pamiętającym najstarsze czasy życia w dolinie przepełniona jest refleksją nad bytem i przemijaniem. Droga przetrwała, ale zniknęło życie jakie było kiedyś przy niej. Dzisiaj prowadzą po niej znaki żółtego szlaku turystycznego, prowadzą przez wspomnienie tamtych dziejów.

Ulica Dziadkowa. Ulica Babcina.
Ulice: Babcina i Dziadkowa

Wracamy do Lipowca.
Wracamy do Lipowca.

„Umarłe wsie, pogrzebani mieszkańcy, martwi żołnierze nieistniejących armii – to wszystko w zasięgu półgodzinnego spaceru. A jednocześnie pustka gór, zieleń, upał, cisza i drapieżne ptaki stojące nieruchomo w rozgrzanym powietrzu nad dolinami. Świat przypomina wtedy wielki, spokojny cmentarz całkowicie pozbawiony grozy śmierci. Wtedy prawie czuć pod stopami kolejne warstwy historii, ruin i kości. Bardzo jednak możliwe, że to specyfika tych stron, tego dziwnego rozdroża między Wschodem, który obcuje ze śmiercią jeszcze intensywniej, a Zachodem, który stara się w śmierć nie wierzyć” – tak pisze Stasiuk w książce „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” podejmując tematykę Beskidu Niskiego, gdzie jest czas by obejrzeć się za siebie, zastanowić się bez pośpiechu nad tym co było i co będzie, zatrzymać się w pędzie współczesnego życia.

Lipowiec.
Tu przy drodze stały kiedyś domy wsi Lipowiec.

Pozostałości po PGR w Lipowcu.
Pozostałości po PGR w Lipowcu.
Pozostałości po PGR.

Lipowiec - mostek nad Bełczą.
Lipowiec - mostek nad Bełczą.

Po pół godziny marszu z Czeremchy o godzinie 16.45 docieramy do autokaru zaparkowanego pod gospodarstwem agroturystycznym „Ostoja” w Lipowcu. Trakt prowadzi dalej doliną Bełczy do Jaślisk. Podjedziemy nim do tego starego miasteczka...


Komentarze do wpisu

2 komentarze :

2 komentarze :

  1. Z Kary Turysty: Przeczytaj o tym co zwiedziłeś. Niniejszym to uczyniłem. Tak było,
    Czesław

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje okolice! Jak miło, że przemierzacie piękny i niedoceniany Beskid Niski, tu często na szlaku nie spotyka się żywego ducha.

    OdpowiedzUsuń

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas