Hel u schyłku lata najpiękniej opowiada swoje tajemnice tam, gdzie ląd ostatecznie ustępuje miejsca bezkresnej toni wód Bałtyku. Nasza wędrówka na koniec Polski dociera do miejsc, gdzie czas odmierzają dwaj milczący strażnicy cypla, skryci pod postacią światła i kamienia. Czas tuż przed zachodem słońca to nastrojowe spotkanie z latarnią morską, rozświetlającą nocny mrok, oraz potężnym, kamiennym posągiem Neptuna, władającym helskim brzegiem również po zachodzie słońca. Spacerując tu po sezonie, pośród wieczornych cieni i chłodnego wiatru, można najpełniej ulec tych dwóch symboli, trwających na straży bałtyckich tajemnic.
Złoty promień całuje spienione morze; Neptun unosi trójząb w gasnącym
świetle; samotna latarnia morska wkrótce zapali snop światła.
Letni
czas odchodzi do wspomnień. Ciepłe noce ustępują chłodnym wiatrom; wkrótce
zakończą tę opowieść mijającego lata. Lato odejdzie, zostawiając nas z
muszlami w kieszeniach i nostalgią w sercu.
Cypel helski miał zawsze ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa na morzu. Obszar
tych wód jest intensywnie wykorzystywany przez statki kursujące do portu w
Gdańsku i Gdyni, a także inne jednostki pływające mające swoje przystanie w
Zatoce Gdańskiej. Obecna latarnia morska wybudowana została przez Kaszubów w 1942
roku. Jej wysokość wynosi 41,5 m (do górnej krawędzi radaru). Jej światło, a
zarazem taras widokowy, są umieszczone na wysokości 39 m. Blask latarni widać
nawet z odległości 17 mil morskich, czyli ponad 30 kilometrów. Z tarasu
latarni rozciąga się panorama na otwarte morze, Zatokę Gdańską z portami i
pobliską wygaszoną latarnię morską na Górze Szwedów.
Na polskim wybrzeżu Bałtyku znajduje się 15 czynnych latarni morskich.
Większość z nich jest dostępna dla zwiedzających. Można z nich podziwiać
piękne nadmorskie pejzaże, jak również są okazją do poznawania ich
konstrukcji, które od wieków są integralną częścią wspaniałego polskiego
wybrzeża. Kiedyś chyba udamy się w wielką nadmorską podróż, aby odwiedzić
wszystkie polskie latarnie morskie. W helskiej latarni pozyskaliśmy
paszporty, które zachęcają do uzyskania w wyniku takiej podróży Odznak
Miłośnika Latarń Morskich BLIZA. Kartkując je, poczuliśmy niesłychaną
potrzebę powrotu na nadmorski szlak, aby kontynuować podróż, którą bardzo
dawno temu podjęliśmy, ale wciąż nie została dokończona.
Latarnia Hel.
Co dziś widać na morzu?
Słońce jest już nisko nad horyzontem.
Plaża miejska.
Neptun - strażnik Helu skryty w kamieniu.
Zleciał nam szybko ten dzień, choć jego program był niezwykle bogaty. Jest
już godzina 18.30. Wieczór nadchodzi. Kierujemy się do pensjonatu przez
promenadę przy miejskiej plaży. Słońce zniża się do zachodu. Zostało mu już
tylko pół godziny. Na jego pożegnanie wyszedł Pan Wód - Neptun wykonany z
białego marmuru. Stoi tu od 15 maja 2020 roku. Wizerunek helskiego Neptuna
jest kopią rzeźby z Bolonii (Włochy) wykonanej w 1564 roku. Ten boloński
Neptun jest wykonany z brązu, a helski został odkuty z bloku białego granitu
(Blanco Salinas) przez rzeźbiarza Tadeusza Biniewicza. Helski posąg
Neptuna jest jedyną na świecie tak dużą rzeźbą uwieczniającą władcę mórz,
którą wykonano z kamienia. Ma ona 3,4 m wysokości, a licząc od podstawy
cokołu do szczytu trójzębu pomnik ma 5,5 m wysokości. Posąg Neptuna
w Helu otoczony jest kutą balustradą w kształcie sieci rybackich, jakby
opleciony linami. Stoi tu tak niedługo i już spotkała go pewna przygoda: w
nocy 3 sierpnia 2020 roku pewien turysta urwał posągowi przyrodzenie. Na
szczęście oderwany fragment udało się odzyskać. Już następnego dnia rzeźba
została naprawiona… klejnot przyklejono i władca na nowo odzyskał męskość.
Podobno, jeśli dwa razy obejdzie się Neptuna w kierunku przeciwnym do
wskazówek zegara, to ma się zagwarantowane szczęście.
Tymczasem słońce skrywa się za zasłoną chmur. Jego światło blaknie, w
końcu zupełnie niknie, a nas czeka już tylko smakowita kolacja w smażalni
ryb. Kończymy kolejny dzień wspaniałej helskiej przygody.
Cała seria opowiadań z cyklu „Hel u schyku lata”:
🔲 dzień 1:
W pubie Kapitana Morgana
🔲 dzień 2:
Na Górę Szwedów przez Helskie
Fortyfikacje
🔲 dzień 3:
Przez Helskie Fortyfikacje ku
Helskim Wydmom
🔲 dzień 4/1:
Ścieżki, które opowiadają historię i
przestrzegają
🔲 dzień 4/2:
Kaszubski rodowód
🔲 dzień 4/3:
Strażnicy cypla skryci w świetle i
kamieniu ← tutaj jesteś teraz
Hel u schyłku lata pozwala dotknąć nie tylko wojennych historii, ale i głęboko ukrytej tożsamości tego regionu. Zaraz po odkryciu wojennych śladów, nasza wędrówka zmierza ku korzeniom, które od wieków kształtowały życie na Półwyspie Helskim. Dzisiejsza opowieść to sentymentalna podróż w głąb tradycji, odkrywająca autentyczny kaszubski rodowód dawnych mieszkańców mierzei. Wędrując po sezonie pustymi uliczkami pośród zabytkowej architektury, odkrywamy sekrety rybackich rodzin, których rytm codzienności od pokoleń wyznaczał Bałtyk.
Intensywne słońce jarzy blaskiem na całego, obiecując letnią aurę. Jednak
jego gorąc jest już tylko iluzją – jego światło nie niesie dawnej mocy, a
jedynie estetyczną jasność, bo powietrze niesie chłodem. To czas, gdy
natura powoli zwalnia, tworząc wyjątkowy, pełen nostalgii kontrast między
ciepłem słońca a chłodem wiatru. Wystarczy na chwilę wejść w cień starego
drzewa lub pozwolić, by słońce schowało się za chmurę, aby poczuć prawdę tej
chwili przed progiem jesieni. Ten kontrast ma w sobie niesamowitą magię, gdy
ciepło na twarzy miesza się z rześką bryzą, pachnącą jesienną wilgocią. Ten
czas uczy nas tego, czego uczył naszych przodków: doceniania każdego
ciepłego promienia, bo wiemy, że zostało ich już mało.
Schyłek lata to idealny moment na zwolnienie tempa i oddania pełnemu uroku
balansowi między odchodzącym ciepłem a nadchodzącą rześkością.
Myśleliśmy o nich już pierwszego dnia po przyjeździe, gdy stanęliśmy przed Kopcem Kaszubów. Jacy oni są, ci którzy mieszkają tutaj na stałe? Jaka łączy ich
tożsamość? Wyjatkowa grupa etnograficzna - Kaszubi, którzy tu żyją i pracują,
ich kultura ciekawiła nas od lat, tym bardziej że tak naprawdę nigdy nie
mieliśmy okazji przyjrzeć się im z bliska. Niezwykle interesująca, szczególnie dla
nas, bo osadzona w zupełnie innym środowisku niż to, w którym się wychowaliśmy.
Muzeum Helu.
Całkiem niedawno, bo w 2015 roku, otwarte zostało Muzeum
Przyrodniczo-Etnograficzne, stanowiące oddział Muzeum Obrony Wybrzeża.
Umiejscowione zostało na terenie obiektu wojskowego B-1 „Anton”, zbudowanego
przez Niemców w 1941 roku jako stanowisko kolejnej armaty 406 mm. Jednak tym
razem zupełnie odsuńmy się od wojny i militarystyki, tematyki, która na Półwyspie Helskim doczekała się bogatej ekspozycji. Skupmy się na tym, co tutaj
najpiękniejsze. Nadmorska przyroda i kultura Kaszubów są naprawdę unikalne.
Ulicą Helską przemieszczamy się do betonowego bunkra z napisem „Muzeum Helu”.
Wokół niego zaaplikowano nieduży, aczkolwiek niezwykle uroczy ogródek
botaniczny. Rośnie w nim ponad 1000 roślin, zarówno rzadkich i endemicznych,
jak również tych popularnych, przy których można rozkoszować się gamą
zapachów. Zanurzamy się głębiej w przestrzeń ogrodu przechodząc poprzez drewniane
przedstawienia figuralne wyłaniające się z klombów kwiatowych. To miejsce
emanuje spokojem. Nie ma tu innych ludzi, ale nie ma się co temu dziwić, wszak
jesteśmy tu po sezonie turystycznym. W tej nadmorskiej krainie sezon ten trwa
krótko, kiedy gorące słońce rządzi niebem, a wiatr znad morza nie zwiastuje
jeszcze zmian. U schyłku lata kraina ta robi się pusta, bo tylko nieliczni
decydują się, aby przybyć tu w odwiedziny. Prawie nikogo już tu nie ma, tylko
rdzenni, stali mieszkańcy Półwyspu.
Alejka otoczona roślinnością i drewnianymi rzeźbami.
W głębi siedzi Chrystus Frasobliwy.
Po kilku stopniach wchodzimy pod pergolę.
Miło odpocząć korzystając z ławeczki przy alejce spacerowej. Cały obszar
ogrodu i muzeum to cudowne miejsce na relaks i odpoczynek przeplatany
spacerem. Wśród roślinności powstała tu piękna ptaszarnia, niewątpliwie bardzo
atrakcyjna, gdyż pozwala na bliskie podziwianie różnego ptactwa hodowanego
przez ludzi. Po alejkach spacerują z nami pawie, bażanty i
różne odmiany kur ozdobnych. Niektóre z nich pozwalają się nawet dotknąć czy
pogłaskać. W przestronnej wolierze obserwować można również inne gatunki
ptaków, np. papugi.
Bażant złocisty (Chrysolophus pictus).
Bażant srebrzysty (Lophura nycthemera).
Karzełek łapciasty (Gallus gallus domesticus).
Paw indyjski, zwany również królewskim (Pavo cristatus).
Paw królewski, mutacja biała.
Spotkanie z sułtanką.
Po spacerze wokół dawnego bunkra odszukujemy wejście do jego wnętrza, gdzie
przygotowano ekspozycję muzealną. Najpierw trafiamy do pomieszczeń, w których
przedstawione są dawne sprzęty i narzędzia rybackie, a także wyposażenie gospodarstwa kaszubskiej rodziny. W odtworzonym wnętrzu chaty kaszubskiej z
jej wyposażeniem można poczuć, jak wyglądało dawne życie Kaszubów. Hel zmieniał się oczywiście na przestrzeni swoich dziejów, jak
każdy inny region na świecie. Jak wyglądał dawniej, można zobaczyć dzięki misternie wykonanej makiecie Starego Helu z początków XVI wieku. Uliczki, domy,
kościół, drewniane mola przystani z zacumowanymi łodziami, plaże i ludzie zajęci swoimi obowiązkami.
Doświadczamy fascynującej podróży do przeszłości regionu i dziejów
zamieszkujących go ludzi. Kaszuby (kaszub. Kaszëbë lub
Kaszëbskô) to charakterystyczny region kulturowy, który położony jest w północnej Polsce. Kaszubi od zawsze zajmowali się przede
wszystkim rybołówstwem. Żyli i pracowali wedle rocznego rytmu obrzędowego, w
którym wydzielane były trzy główne okresy: wiosenny (łososiowy),
letnio-jesienny (węgorzowy), zimowy (czas połowów podlodowych).
W okresach tych zmieniał się sposób pracy kaszubskich rybaków. Pracowali oni w zorganizowanych grupach zwanych maszoperiami, stanowiącymi rodzaj spółek rybackich, których członkowie wspólnie prowadzili połowy na Bałtyku. Ułatwiało to pracę i wpływało
na bezpieczeństwo podczas trudnej pracy rybaków na morzu. Brzeg morski na czas
takich połowów dzielony był na odcinki zwane toniami, tak, aby grupy
maszoperii nie przeszkadzały sobie wzajemnie. Stąd też maszopi, czyli
członkowie maszoperii, związani byli między innymi zasadami równości i
solidarności. Zawiązywanie się takiej współpracy podczas połowów widoczne było
przede wszystkim podczas wiosennego połowu łososi niewodem oraz jesiennego
połowu węgorzy za pomocą żaków. Solidarność kaszubskich rybaków miała
przełożenie na ich rodziny, np. jeśli ktoś był ciężko chory nadal brał udział
w podziale zysku, tak jakby był całkowicie sprawnym członkiem maszoperii, a dopiero po powrocie do zdrowia i pracy jego udział w zysku zmniejszony zostawał do
połowy przez czas adekwatny do czasu absencji. Jeśli jednak choroba wynikała z
pijaństwa, to jego udział przeznaczano dla biednych. Z kolei wdowa po członku
maszoperii, dopóki nie sprzedała sieci, łodzi i innego sprzętu zmarłego męża,
udostępniała je maszoperii, w której mąż miał swój udział, za co otrzymywała
pewien zysk. Istniały sytuacje, w których odstępowano od zasady równości, np.
żonaty maszop otrzymywał zysk o 25% większy, również właściciel łodzi
otrzymywał większy zysk, gdyż o jej ewentualne naprawy musiał zadbać sam.
Maszoperie rybackie na kaszubskim wybrzeżu funkcjonowały jeszcze w latach
70. XX wieku.
Stary Hel z XIV wieku.
W salach ekspozycyjnych Muzeum Helu zobaczyć można makietę Kurhausu, a więc
fragment Helu z czasów, gdy zaczął on rozwijać się jako miejscowość
wycieczkowo-wypoczynkowa. Impulsem w tym kierunku stało się oddanie przystani
wycieczkowej w Helu w roku 1893, która umożliwiła odwiedziny osady, która
znajdowała się na samym skraju wąskiego półwyspu. Liczba pragnących odwiedzić
Hel była na tyle znacząca, że armator floty wycieczkowej (Towarzystwo Żeglugi
Parowej „Wisła” z Gdańska) zdecydował się stworzyć w Helu bazę letniskową.
Wykupiono w tym celu niezbędne tereny, aby na przełomie 1895/96 roku wybudować
pierwsze helskie obiekty kąpieliskowe, w tym przebieralnie oddzielne dla
panów oraz pań z dziećmi. Po rozwiązaniu problemów z pozyskiwaniem wody pitnej
przystąpiono do budowy kolejnych obiektów: domu zdrojowego, czyli Kurhausu
(1899) oraz trzech pensjonatów ze stołówkami: „Zum Waldhäuschen”, „Löwengrube”
i „Strandhotel”. Kurhaus stał się obiektem reprezentacyjnym na Helu, który
mógł spełnić najwybredniejsze wymogi bawiących się gości. Wzniesiony został na
wydmie zwanej Wietrzną, tuż przy zatokowym brzegu. Parter Kurhausu otoczony
był werandą, która prowadziła prosto na 150-metrowy pomost, przy którym
cumowały statki pasażerskie. Na wewnętrznym dziedzińcu znajdowały się łazienki
oferujące ciepłe kąpiele w wodzie morskiej. Ponadto funkcjonowały tam korty
tenisowe, sezonowy zakład fotograficzny i fontanna. Do dyspozycji gości
budynek posiadał 25 pokoi z balkonami. Na parterze działała jadalnia, a w
przylegającym do niej pokoju znajdowała się siedzoba Gdańskiego Klubu Żeglarskiego
„Godewind” słynący z oryginalnego wystroju. W kolejnych latach w Helu powstały
kolejne pensjonaty i wille wypoczynkowe, choć w rzeczywistości liczba osób
przybywających na dłuższy wypoczynek nie była aż tak imponująca i w sezonie
wynosiła od 200 do 400 osób.
Makiety Starego Helu i Kurhausu wyzwalają zainteresowanie historią tej
osady.
Bitwę pod Górą Szwedów w 1628 roku.
Na ścianie uwagę przyciąga obraz przedstawiający Bitwę pod Górą Szwedów w 1628
roku, a poniżej różne modele okrętów z tamtego okresu. W tamtych czasach dla
Helu był to okres wojen i najazdów, podobnie zresztą jak w całej
Rzeczypospolitej. Najtrudniejsze chwile nadeszły we wrześniu 1626 roku, gdy na
helskim wybrzeżu pojawiła się flota dowodzona przez admirała Carla Carlssona.
Szwedzi zażądali wówczas od mieszkańców Helu przysięgi na wierność królowi
Gustawowi Adolfowi. Hel został wówczas zniszczony i zrabowany m.in. Szwedzi
skradli dzwony z helskiego kościoła. We wrześniu 1628 roku podczas silnego
sztormu utknął na mieliźnie szwedzki okręt „Christine” dowodzony przez
admirała Klausa Flemminga. Polska piechota dowodzona przez pułkownika Baka
Lanckorońskiego próbowała go przejąć od strony lądu. Walki trwały kilka dni i
przyniosły tylko częściowy sukces wojskom polskim. Od tego czasu wydma
o wysokości 19,1 m n.p.m. znajdująca się w miejscu walk nazywana jest Górą
Szwedów.
Kaszubska kultura kojarzy się ze specyficznym zdobnictwem porcelany i fajansu.
Szczególne zaciekawia kolekcja ręcznie malowanych talerzy z motywami
roślinnymi, pochodzące z lat 60. i 70. XX wieku. W ekspozycji możemy
zobaczyć wiele innych naczyń zdobionych charakterystycznymi kaszubskimi
motywami, filiżanki, dzbanuszki, pojemniki, a nawet skarbonkę. Taka porcelana
byłaby z pewnością świetną pamiątką z pobytu w Helu.
Kolejne pomieszczenie przeznaczone zostało na przybliżenie historii helskich
latarni morskich, a w następnym mamy pomieszczenie z dawnymi zabawkami dla
dzieci. Podobnie jak w innych nadbałtyckich wystawach i muzeach nie mogło i tu zabraknąć również kolekcji bursztynu, z którą zapoznajemy się w dziale
przyrodniczym. Bogactwo ekspozycyjne w kolejnych odwiedzanych pomieszczeniach
wykracza ponad naszą wyobraźnię.
Kaszubi posługują się swoistym językiem kaszubskim, który ma w Polsce od 2005
status języka regionalnego. Na koniec naszego spotkania z kaszubską kulturą
możemy posłuchać brzmienia kaszubskiego języka w zabawnej kaszubskiej
śpiewance. Nieodłącznym elementem folkloru kaszubskiego są tzw. Kaszëbsczé
nótë (Kaszubskie nuty), zwane także abecadłem, alfabetem, bądź
hieroglifami kaszubskimi. Ich twórca nigdy nie został jednoznacznie ustalony.
Pieśń ta znana jest na całych Kaszubach. Była śpiewana podczas zabaw i wesel, a dzisiaj kaszubskie nuty są przede wszystkim piękną formą prezentowania i przybliżania kultury kaszubskiej. Do ich
wykonania niezbędna jest plansza z obrazkami na pięciolinii i wskaźnik.
Prowadzący chór lub solista śpiewa tekst, wskazując przy tym kolejne obrazki,
po czym powtarza na wyrywki wszystkie nazwy wymienione w ostatniej i
poprzednich zwrotkach.
Ważną i popularną pieśnią na Kaszubach jest Zemia Rodnô (tłum.
Ziemio Ojczysta). Jest to popularna pieśń patriotyczna, uznawana przez
wielu Kaszubów za hymn regionalny:
Zemia Rodnô
Tekst w języku kaszubskim
Tekst w języku polskim
Zemia Rodnô, pëszny kaszëbsczi kraju,
Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!
Të jes snôżô, jak kwiat rozkwitłi w maju.
Ce, Tatczëznã, jô lubòtną tu móm.
Sambòrów miecz i Swiãtopôłka biôtczi
W spòsobie Ce dlô nas ùchòwałë.
Twòje jô w przódk bëlné pòcyskóm kwiôtczi.
Òdrodë cél Kaszëbóm znôw brënie.
Tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł,
Skądka zôczątk rodnô naj rózga mô.
Tu mdã dali domôcëznë sã jimôł
Jaż zajasni i nama brzôd swój dô.
Ziemio Ojczysta, piękny kaszubski kraju,
Od Gdańska tu, aż do Roztoki bram!
Tyś jest piękna jak kwiat rozkwitły w maju.
Cię, kochaną Ojczyznę tutaj mam.
Sambora miecz i Świętopełka bitwy
Chroniły i zachowały dla nas Cię.
Do przodu więc Twe piękne rzucam kwiatki.
Idea odrodzenia Kaszubom znów dojrzewa.
Tutaj dalej straż nad ziemią będę trzymał,
Gdzie naszych korzeni początek jest.
Tutaj dalej będę naszą kulturę wzbogacał
Aż rozbłyśnie i owoc swój nam da.
Pracownia bursztynnika.
Kończymy zwiedzanie muzeum. Pozostała jeszcze jedna rzecz, która pojawiała się
nam w krajobrazie muzeum. Ponad teren urządzonego muzeum wznosi się naturalnej
wielkości model najstarszej helskiej blizy, czyli helskiej latarni, jak
zbudowana została po 1647 roku. Miała formę żurawia z długim, drewnianym
ramieniem, które unosiło żelazny kosz wypełniony żarzącym się węglem, a czasami
kocioł ze smołą. Jej światło ostrzegało przepływających żeglarzy o płyciznach
wokół Helu. Latarnia ta usytuowana była w okolicach cypla na wysokiej wydmie
umocnionej kamieniami. Często bywała niszczona przez sztormy, czy ogień,
ale zawsze była odbudowywana przez mieszkańców. Przy okazji zmieniała swój
wygląd. W 1702 roku przyjęła wygląd wieży przypominającej współczesne
latarnie morskie. Dopiero na początku XIX wieku postanowiono zaprzestać jej
odbudowy i postawić w jej miejscu bardziej wytrzymałą latarnię murowaną.
Chodźmy ją zobaczyć! – ruszamy w kierunku współczesnej latarni morskiej w
Helu.
Cała seria opowiadań z cyklu „Hel u schyku lata”:
🔲 dzień 1:
W pubie Kapitana Morgana
🔲 dzień 2:
Na Górę Szwedów przez Helskie
Fortyfikacje
🔲 dzień 3:
Przez Helskie Fortyfikacje ku
Helskim Wydmom
🔲 dzień 4/1:
Ścieżki, które opowiadają historię i
przestrzegają
🔲 dzień 4/2:
Kaszubski rodowód ← tutaj jesteś teraz
🔲 dzień 4/3:
Strażnicy cypla skryci w świetle i
kamieniu
17-19.05.2019 - wyprawa 9 Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów BAZA: Markowe Szczawiny, Hala MiziowaODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019 odcinek: Bieszczady Wschodnieczyli... od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej
termin 2. wyprawy: wrzesień 2023 odcinek: Gorganyczyli... od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej
termin 3. wyprawy: wrzesień 2024 odcinek: Czarnohoraczyli... od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich
Koszulka Beskidzka
Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu -
koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”. Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności, ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju, pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!
19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3 Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.
I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.
7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4 bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.
Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi! Dziękujemy cudownym ludziom, z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki Słowackiego Raju. Byliście wspaniałymi kompanami.
Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!
15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5 Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol - - Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)
519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce
Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -
WYRÓŻNIENIE prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na
za dostrzeżenie piękna wokół nas.
Dziękujemy i cieszymy się bardzo, że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu, ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na Navigator Festival 2013.