-->

Twoja przystań przed kolejną wędrówką i dziennik turystycznych przedsięwzięć.

Sentymentalny powrót do Malagi. Czy 5 godzin wystarczy?

Dlaczego to za mało, by się nasycić, ale dość, by znowu zatęsknić za powrotem.

Rozpoczął się kolejny piękny dzień, choć żal było nam żegnać La Línea de la Concepción i Gibraltar. Wracamy do domu, ale samolot mamy dopiero wieczorem. Plan mamy prosty. Jedziemy pierwszym możliwym autobusem do Malagi, zobaczyć to miasto ponownie. Tam spędzimy ostatnie godziny w Hiszpanii, zanim ruszymy w drogę powrotną. Nie mamy wiele czasu do zagospodarowania, bo tylko około 5 godzin, a więc nasz plan nie jest skomplikowany, taki, jakby to miasto było dla nas czymś oczywistym, w którym widzieliśmy już wszystko. To oczywiście nieprawda, choć widzieliśmy już niemal wszystkie najważniejsze miejsca, które turysta w nim odwiedza.

Gdy tylko wysiedliśmy z pociągu na Málaga-Centro-Alameda, ciągnąc za sobą walizki po rozgrzanym andaluzyjskim słońcem chodniku, oboje wiedzieliśmy, co chcielibyśmy robić dalej:

– To jak, żadnych muzeów tym razem?
– Tak, żadnych! Dzisiaj tylko szwendamy się po Maladze.

I tak uznaliśmy, że najmilej będzie po prostu wmieszać się w życie miasta. Spacerować niespiesznie uliczkami, bez mapy, bez presji, dokładnie tak, jakbyśmy byli w tym mieście stałymi bywalcami. Bo poniekąd tak się tu czujemy - jakbyśmy byli tu od zawsze, jakby każda część tej przestrzeni była dla nas czymś codziennym, oswojonym i bliskim. Pokochaliśmy Malagę całym sercem. Czujemy z nią jakąś przedziwną, silną więź, choć przecież nigdy nie wpadliśmy tu wcześniej na dłuższą gościnę, a co najwyżej dzień lub dwa.

Pierwsze kroki kierujemy do przechowalni bagażu, która znajduje się zaledwie 3 minuty pieszo od stacji kolejowej Málaga-Centro-Alameda, której nazwa idealnie komponuje się z naszym planem - „Lock And Relax” przy Calle Casas de Campos 22. Nasze dwie podręczne walizki idealnie zmieściły się do jednej skrytki, a więc wyszło jeszcze taniej niż na lotnisku, a my – lżejsi o bagaż i beztrosko wyluzowani ruszyliśmy dalej.

Wąska ulica Calle Casas de Campos w Maladze w pełnym słońcu
Calle Casas de Campos.

Na zewnątrz panuje pełna słońca pogoda i choć tutaj nic w tym dziwnego, my wciąż jesteśmy tym zachwyceni. Idąc dalej rozglądamy się nieco, aby odnaleźć ślady naszych wspomnień z lat, kiedy tu byliśmy. Cicha ciekawość pyta nas: co się zmieniło? Czy pachnie tu tak samo? A może palmy przy promenadzie urosły? I tak z lekką nutą nostalgii i ekscytacji zaczynamy pisać nowy, krótki rozdział naszej historii, w którym zamiast zabytków zbieramy wyłącznie wspólne chwile.

Przecinamy Paseo del Parque – szeroką, ruchliwą i pełną życia – jedną z głównych arterii miasta, którą znamy, zwłaszcza na tym fragmencie, bo gdy w 2021 roku przyjechaliśmy tu po raz pierwszy, była to chyba pierwsza ulica, którą zapamiętaliśmy od razu. To ona prowadziła nas wtedy do słynnej twierdzy, pięknego parku miejskiego i na wybrzeże portowe, za którym ciągną się najsłynniejsze plaże. Mieszkaliśmy wówczas w Torremolinos i właśnie stamtąd dotarliśmy do centrum Malagi dokładnie w to samo miejsce co dzisiaj. Dziś pociąg z lotniska był dla nas oczywistością, wygodnym standardem, który bezstresowo wrzucił nas w sam środek Malagi. Pierwszy raz czuliśmy się nieco zagubieni – kupno biletu w automacie, bramki na zejściach do stacji, ale Hiszpanie spieszący się do pracy zatrzymali się i pokazali nam jak i jaki bilet kupić w automacie. Dzisiaj to pestka, wszystko jest proste, oczywiste i intuicyjne.

Dajemy się ponieść wspomnieniom, ale musimy pomyśleć o czymś bardziej przyziemnym. Jest już po 13:00, a my wciąż nie jedliśmy śniadania. Rano nie mieliśmy czasu, bo trzeba było się spakować, pożegnać z La Línea i Gibraltarem i nie spóźnić się na autobus, którym dojechaliśmy prosto na lotniskowy dworzec. Głód zaczyna dawać o sobie znać, więc kierujemy się gdzieś, gdzie można coś przekąsić. Idziemy w stronę rzeki i Plaza de Arriola.

Zabytkowy budynek targu Mercado Central de Atarazanas w Maladze
Mercado Central de Atarazanas.

Przechodzimy do samego końca ulicy, docierając prawie pod sam zabytkowy kościół - Iglesia de Santo Domingo de Guzmán. Świątynia dumnie wznosi się po drugiej stronie rzeki, a właściwie... betonowego, szerokiego koryta.

– Dlaczego takie wielkie koryto, kiedy rzeka jest taka wyschnięta? – zastanawiamy się, patrząc na rzekę.

– To Guadalmedina, czyli „rzeka miasta” w języku arabskim. Przez wieki potrafiła tak gwałtownie przybierać i zalewać miasto, że w połowie XX wieku uregulowano ją potężną zaporą i betonowymi murami. Jednak dziś woda płynie tu tylko po rzadkich, ulewnych deszczach, na tyle rzadkich, że powstał nawet projekt zazielenienia i przemiany koryta rzeki w miejski park.

Iglesia de Santo Domingo de Guzmán.

Odwracamy wzrok od rzeki, gdzie widzimy budynek Hotel ibis Malaga Centro Ciudad. Stoi całkowicie pusty, a jego widok jest zaskakujący: wypalone okna, ściany osmolone czarnym dymem na wyższych piętrach.

– Co się stało? Zniszczenia wyglądają na jeszcze świeże.

Szybki rzut oka do netu i wszystko już wiemy – pożar wybuchł niedawno, bo w poniedziałek nad ranem, 25 maja 2026 roku. Cała akcja i dogaszanie budynku trwały długo – strażacy ostatecznie zakończyli swoje działania i wycofali się stamtąd dopiero po 30 godzinach. Ogień pojawił się około godziny 1:20 w nocy w popularnej kawiarni Le Grand Café, która znajdowała się na parterze tego samego budynku. Z powodu drewnianych elementów konstrukcyjnych i specyficznych materiałów izolacyjnych pożar błyskawicznie przeniósł się na wyższe piętra hotelu. Ponad 100 gości musiało uciekać z pokojów tak, jak stali – w samych piżamach, zostawiając w środku dokumenty i cały dobytek.

Na szczęście nikt nie zginął ani nie odniósł ciężkich obrażeń, ogień strawił aż 70% obiektu. Przez unikalną konstrukcję budynku pożar ciągle tlił się w ukrytych szczelinach i co jakiś czas wybuchał na nowo, przez co strażacy z Malagi musieli kontrolować ruiny przez kolejne tygodnie, aż do lipca 2026 roku. Ostatecznie budynek został przeznaczony do całkowitej rozbiórki.

Spalony budynek hotelu Ibis Centro Ciudad w Maladze po pożarze
Hotel ibis Malaga Centro Ciudad.

Jest już dobrze po trzynastej, a spóźnione śniadanie wciąż gdzieś czeka na nas. Skręcamy na Plaza Enrique García-Herrera. Plac ten ma niezwykle oryginalny, asymetryczny kształt, a jego przestrzeń urozmaicają charakterystyczne instalacje – metalowe konstrukcje i designerskie pergole tworzące nowoczesne, geometryczne zadaszenia. Plac skręca na północ w swoistą zatoczkę, gdzie znajduje się dokładnie to, czego potrzebujemy: polecaną nam kawiarnię Santa Canela Coffee.

Nowoczesne metalowe pergole i zadaszenia na placu Enrique Garcia-Herrera w Maladze
Plaza Enrique García-Herrera.

Santa Canela Coffee.

Kawa latte w kultowym kubku na stoliku w kawiarni Santa Canela
Kawa podana.

Rozgaszczamy się w jej klimatyzowanym wnętrzu. Bierzemy do ręki menu. Zaskakuje nas kreatywnością tak bardzo, że trudno się na coś zdecydować. Na nasz stolik wjechały legendarne Huevos Revueltos, czyli jajecznica, ale nie taka prosta, zwyczajna, jaką mamy na co dzień w  domu.
 
– Ech, serio? Jajka z boczkiem, awokado, szpinakiem i... maślanym brioche zamiast zwykłego chleba? – patrzyliśmy na talerz jak na kulinarne dzieło sztuki, a przecież to było zwyczajne hiszpańskie śniadanie, nie żadna restauracja „haute cuisine”.
– Nie pytaj, tylko bierz widelec i jedz! – zapach grillowanego boczku i hiszpańskiego jamónu unoszący się z talerza nie znosił zastanowienia.

Widok talerza z potrawą legendarne Huevos Revueltos
Legendarne Huevos Revueltos.

Połączenie aksamitnych, puszystych jajek ze słonawy boczkiem, kremowym awokado, delikatnym serem kozim z karmelizowaną cebulą, odrobiną truflowej oliwy i ze słodkawą, idealnie opieczoną maślaną bułką brioche - to był absolutny kulinarny majstersztyk. Do tego kremowe Caffè Latte podane w ich kultowych, markowych kubkach oraz świeżo wyciskane soki pomarańczowe na orzeźwienie. Siedzimy celebrując każdy kęs. Tak właśnie andaluzyjski chillout zaczyna przejmować nad nami kontrolę.
 
Po zjedzeniu pysznego śniadania ruszamy dalej, ale tak jak z góry założyliśmy, nie kierujemy się w stronę pięknego historycznego centrum miasta. Nie da się w tak krótkim dostępnym czasie nawet porządnie wczuć w klimat starówki, a co dopiero mówić o świadomym zwiedzaniu czegokolwiek. Coś o tym wiemy – mając doświadczenie z poprzednich podróży, podczas których spędziliśmy w tych rejonach znacznie więcej czasu, pamiętamy, jak fascynujący jest ten labirynt.

Piękne azulejos na fasadzie kościoła.

Fasada kościoła Iglesia de Santo Domingo de Guzmán nad betonowym korytem rzeki Guadalmedina
Kościół św. Jana Chrzciciela.
Nasza trasa omijała ścisłe serce Centro Histórico, ale na jego obrzeżach i tak czekały na nas historyczne akcenty. Przechodziliśmy tuż obok urokliwego Kościoła św. Jana Chrzciciela (Iglesia de San Juan Bautista). To jedna z najstarszych świątyń w mieście, wzniesiona tuż po rekonkwiście w 1487 roku na polecenie Królów Katolickich. Stanęliśmy przed wejściem prowadzącym nietypowo przez nawę boczną – to efekt przebudowy po potężnym trzęsieniu ziemi z XVII wieku, które zniszczyło dawną fasadę.

Gdy tak przyglądaliśmy się wieży, obok nas pewna para przymierza się do selfie. Słyszymy znajomy, polski język: – Zrobimy wam piękną fotkę na tle fasady tego kościoła! Szybko wywiązała się rozmowa Oni też nie mają wiele czasu na zobaczenie wszystkiego, więc skupiają się tylko na kilku wybranych fragmentach miasta. Znowu obudziły się w nas wspomnienia, które zaczynamy opowiadać, całą historię tego miejsca i innych, i szczyptę wiedzy, którą mamy w pamięci z czasu, gdy przyjechaliśmy tu z całą grupą turystów.

Reprezentacyjny deptak handlowy Calle Marques de Larios wyłożony marmurem
Calle Puerta del Mar; ta charakterystyczna ulica słynie z gęstego szpaleru wysokich palm, które tworzą nad głowami przechodniów zielony baldachim. Ulica łączy główne arterie handlowe miasta i jest popularnym miejscem spacerów ze względu na liczne kawiarnie, restauracje oraz sklepy zlokalizowane w zabytkowych budynkach.

Calle Marqués de Larios (potocznie Calle Larios) - główna, reprezentacyjna i w pełni wyłączona z ruchu kołowego ulica handlowa miasta, wyłożona błyszczącym marmurem i otoczona XIX-wieczną, piękną zabudową.

Po serdecznym pożegnaniu z rodakami zmieniamy kierunek spaceru. Zmierzamy prosto na popularną Calle Marqués de Larios. To handlowe serce Malagi, reprezentacyjny deptak, na którym szybko odnajdujemy sklep naszej lubianej marki „Koala Bay”. Ta hiszpańska sieć skradła nasze serca już dawno – słynie z lekkich, typowo letnich ubrań, krojonych w śródziemnomorskim stylu, który leżą na nas idealnie. Skończyło się na zakupach zdecydowanie większych niż planowaliśmy.

– Czy to nam się zmieści do bagażu podręcznego? – takie pytanie nasuwa widok wielka torba z zakupami.
– Nie mam pojęcia. Najwyżej założymy wszystko na siebie przed samym lotem, bo w kraju z pewnością będzie chłodniej! – tak właśnie skwitowaliśmy wizję przechodzenia przez kontrolę bezpieczeństwa i spotkania z obsługą Ryanair w trzech warstwach letnich koszul i sukienek, która szczerze nas rozbawia. Sami byliśmy ciekawi, jak to będzie faktycznie na lotnisku.

Calle Marqués de Larios.

Brązowy pomnik Hansa Christiana Andersena siedzącego na ławce w Maladze
Pomnik Hansa Christiana Andersena w Plaza de la Marina.

Wychodząc z Calle Marqués de Larios widzimy mężczyznę w kapeluszu siedzącego na ławce pod palmą. To pomnik, ale kogo przedstawia? Słynnego Hansa Christiana Andersena! Odwiedził Malagę w październiku 1862 roku. Andersen zamieszkał w hotelu tuż przy tętniącej życiem Alameda Principal.Miasto uderzyło go swoją intensywnością. W swoim dzienniku podróżnym „W Hiszpanii” napisał słowa, które do dziś cytują wszyscy mieszkańcy Malagi:
W żadnym innym hiszpańskim mieście nie czułem się tak szczęśliwy, tak swojsko i tak swobodnie jak w Maladze.
Pisarz spędzał dnie na niespiesznych spacerach. Fascynował go port, zapach morza zmieszany z aromatem pieczonych kasztanów oraz wszechobecne, intensywne światło. Spacerował pod palmami, przyglądał się rybakom i handlarzom owoców. Zachwycały go andaluzyjskie kobiety noszące we włosach żywe kwiaty, a także otwartość i życzliwość tutejszych ludzi. Dla człowieka z chłodnej, zdystansowanej Skandynawii, andaluzyjska ekspresja i ciepło były jak balsam na duszę.

Z Malagi Andersen ruszył dalej, w głąb Andaluzji, szukając kolejnych inspiracji. Szczególnie zachwyciły go Granada i Alhambra, gdzie był oczarowany mauretańską architekturą. Przebywając w pałacach Alhambry, czuł się jak wewnątrz jednej ze swoich baśni. Pisał o marmurowych zamkach i ogrodach Generalife, gdzie szum wody i zapach mirtu budziły w nim poetyckie wizje. Pojechał do Sewilli. Miasto zachwyciło go swoją elegancją, potężną katedrą i gwarem wąskich uliczek dzielnicy Santa Cruz. To tam podziwiał pokazy flamenco, które opisywał jako pełne pasji i dramatyzmu.  W Kordobie Andersen odwiedził słynny Wielki Meczet (Mezquita). Chodząc wśród lasu kolumn, rozmyślał o przemijaniu kultur i potędze ludzkiej wyobraźni. Co Andaluzja dała Andersenowi? Choć Andersen nie napisał w Andaluzji żadnej nowej, klasycznej bajki o elfach czy syrenach, pobyt ten głęboko zmienił jego stan ducha. Wyjechał z Hiszpanii odmieniony, pełen energii i zdrowszy. Południowe słońce, uprzejmość Andaluzyjczyków i piękno krajobrazów sprawiły, że na kilka miesięcy zapomniał o swoich głębokich lękach i samotności. Andaluzja stała się dla niego symbolem utraconego raju, do którego wracał we wspomnieniach przez resztę swojego życia.

Paseo del Parque.

Egzotyczne palmy i roślinność w parku miejskim Paseo del Parque w Maladze

Z torbami pełnymi hiszpańskiej mody przechodzimy do uroczego Parku Miejskiego (Parque de Málaga), który tutaj jest zwyczajnością, a dla nas jak ogród botaniczny. Przemierzamy jego alejki powoli, spacerem, na całej jego długości. Naprawdę, to prawdziwy ogród botaniczny w środku miasta, gdzie pomiędzy palmami i tropikalnymi roślinami ukryte są miejsca odpoczynkowe obok pięknych fontann. Chłoniemy tam chłód cienia, który daje wytchnienie od słońca.


Ten park zauroczył nas swoją egzotyką już podczas pierwszego wspólnego przyjazdu do Malagi.  Z głównej alei zerkamy w boczne alejki, wypatrując tego, co skrywają.

– Spójrz na tę ławkę! – To prawdziwa Andaluzja.

W głębi zieleni przechodzimy do słonecznego, urokliwego zakątka zwanego Glorieta del Fiestero. Ten obiekt z początku XX wieku idealnie wpisuje się w klasyczny, regionalny styl zdobniczy Południowej Hiszpanii. Znajdujące się tutaj instalacje pokryte są tradycyjnymi płytkami ceramicznymi azulejos. W przeciwieństwie do niebiesko-białych portugalskich kafelków, tutaj – w Andaluzji – uderzają hiszpańską wielobarwnością i mauretańskimi wzorami. Widzimy tu piękną mozaikę z herbem Malagi oraz wkomponowaną w ceglany mur pamiątkową tablicę z malowanego w odcieniach błękitu i bieli kafelka z napisem: „Se construyo esta glorieta en el año 1922”, przypominającą, że ta mała altana ogrodowa powstała dokładnie w 1922 roku.

Kolorowa andaluzyjska altana ogrodowa Glorieta del Fiestero z pamiątkową tablicą z 1922 roku
Glorieta del Fiestero.

Tuż obok, w otoczeniu subtropikalnych liści, wznosi się Monumento al Fiestero – wykonany z brązu pomnik z 1998 roku autorstwa rzeźbiarza Miguela Garcíi Navasa. Przedstawia on muzyka w tradycyjnym stroju, zatrzymanego w ekspresyjnym ruchu podczas wykonywania verdiales – dawnego, skocznego stylu muzyki i tańca, który stanowi absolutną esencję folkloru prowincji Malaga. Pod rzeźbą wczytaliśmy się w tekst hiszpańskiego wiersza wypalonego na kafelkach:
Ponle atención y respeto,
aunque no se oiga su voz,
aunque no suene el pandero,
que guarda el Fiestero esencias
de los campos malagueños.
Przetłumaczyć go można na polski  tak: „Obdarz go uwagą i szacunkiem, chociaż nie słychać jego głosu, chociaż nie brzmi bębenek (pandero), gdyż Fiestero strzeże esencji pól Malagi”. W ten oto sposób w nowoczesnym dziś mieście drzemie pamięć o dawnych, wiejskich tradycjach.

Pomnik rzeźba muzyka grającego verdiales Monumento al Fiestero w parku
Monumento al Fiestero.

Klasyczna fontanna z rzeźbą Nimfa z muszlą w parku w Maladze
Ninfa de la Caracola (Nimfa z muszlą).


– Chodźmy dalej – ciągnęła nas radość i satysfakcja z obecności w ładnym miejscu.

I po chwili znowu zatrzymujemy się na kolejnym placyku przy uroczej, uwielbianej przez dzieci i turystów rzeźbie przedstawiającej osiołka Platero. Został odlany z brązu w 1968 roku przez Jaimego Fernándeza Pimentela dla upamiętnienia literackiego bohatera z poetyckiej opowieści „Platero i ja” autorstwa hiszpańskiego noblisty Juana Ramóna Jiméneza.
 
– No patrz, zupełnie nic a nic się nie zmienił od naszej ostatniej wizyty – zwierzak wygląda tak sympatycznie, że nie można się oprzeć, by pogłaskać jego lśniący, wytarty od tysięcy rąk pyszczek.

Słynny pomnik osiołka Platero z brązu w Maladze chętnie odwiedzany przez turystów
Osiołek Platero.



Nowoczesna biała pergola na promenadzie Palmeral de las Sorpresas w porcie
Palmeral de las Sorpresas.

Zabytkowa XIX-wieczna biała latarnia morska La Farola w porcie w Maladze
La Farola - latarnia morska w Maladze, zbudowana między 1813 a 1817.

W końcu wychodzimy na szerokie, otwarte Paseo del Muelle Uno. To już nabrzeże nowoczesnego portu, gdzie cumują nie tylko małe, ale również ogromne statki pasażerskie. Po drugiej stronie zatoki portowej znajduje się port przeładunkowy. To rodzaj deptaka, gdzie na wolnym powietrzu, rozstawione są urokliwe, kolorowe stoiska i małe sklepiki, a po drugiej stronie ciągną się eleganckie sieciówki i gwarne restauracje. Spacerujemy niespiesznie, z niedzielnym luzem. Oczywiście nie omieszkaliśmy zatrzymać się przy stoiskach oferujących nieco inny, bardziej kurortowy asortyment odzieżowy niż ten, w którym obkupiliśmy się chwilę wcześniej.

Mała zabytkowa kaplica Capilla de la Virgen del Puerto przy nabrzeżu portowym
Capilla de la Virgen del Puerto.

Wielki prom pasażerski zacumowany w porcie Muelle Uno w Maladze
Prom pasażerski w porcie Malaga.

Widok z portu na wzgórze z mauretańską twierdzą Castillo de Gibralfaro
Widok na Gibralfaro.

Paseo del Muelle Uno.

Przemysłowa wieża wkomponowana w krajobraz wybrzeża Costa del Sol w Maladze
Wybrzeże Costa del Sol w Maladze i charakterystyczna przemysłowa wieża
wkomponowana w nabrzeżny krajobraz wschodnich przedmieść miasta.

I cóż dalej? Bardzo chcemy zobaczyć ją znowu, a więc robimy szybki skręt na słynną Playa de la Malagueta. Gdy tylko wyszliśmy zza załamania portowego molo, ujrzeliśmy widok, który jest kwintesencją andaluzyjskiego lata. Plaża była usiana kolorowymi ręcznikami, parasolami i setkami plażowiczów chłonących słońce. Szum fal mieszał się z radosnym gwarem i zapachem pieczonych na grillu ryb z pobliskich chiringuitos. Wszystko, co potrzebne do plażowania mamy ze sobą w plecaku – koc, ręcznik, stroje kąpielowe… Byliśmy gotowi, by rzucić wszystko, rozłożyć się pod palmą, dokładnie tak, jak zrobiliśmy to dwa lata temu, gdy spędziliśmy na tym piasku ostatnie godziny przed odlotem. Jednakże stajemy na granicy piasku tylko po to, by spojrzeć na szumiące morze, popatrzeć na plażujących ludzi, bo wskazówki zegarka były nieubłagane. Cóż, czas płynie niesamowicie szybko. 

Słynna piaszczysta plaża Playa de la Malagueta pełna turystów i kolorowych parasoli
Plaża Malagueta.

Palmy i turyści wypoczywający na plaży Malagueta w andaluzyjskim słońcu
Plaża Malagueta.

Plaża Malagueta.

Szeroka promenada spacerowa wzdłuż miejskiej plaży Malagueta w Maladze
Promenada przy plaży.

Wracamy. Obchodzimy wokół zabytkową latarnię morską La Farola, a następnie wchodzimy na Paseo de la Farola, biegnącą równolegle do promenady, którą szliśmy wcześniej. Cudownie zrelaksowani, zatrzymujemy się na ostatnie chwile w pierwszej napotkanej restauracji z bezpośrednim, wspaniałym widokiem na wzgórze z twierdzą mauretańską. To rewelacyjny punkt widokowy. Zamawiamy ostatniego drinka przed odlotem i wpatrujemy się w majestatyczną panoramę Gibralfaro.

Słowo Gibralfaro brzmi w naszych uszach niemal identycznie jak nazwa miejsca, w którym spędziliśmy ostatnie dni – Gibraltar.

– Czy to przypadek, czy te nazwy naprawdę mają ze sobą coś wspólnego? – sączymy powoli chłodny napój.
– To nie przypadek! Obie mają arabskie korzenie. „Gibr” lub „Jabal” to po arabsku góra. Gibraltar to Góra Tarika (Jabal al-Tarik), a Gibralfaro to Góra z Latarnią Morską, bo Arabowie połączyli swoje słowo ze starym greckim „pharos”. Obie nazwy do dziś niosą w sobie tę samą historię.


Siedząc tam i patrząc na mury obronne mauretańskiej twierdzy na wzgórzu, zlewające się z błękitem nieba, czujemy uderzenie nostalgii i pewien żal, że za niedługo opuścimy Słoneczne Wybrzeże. 
Caminante, son tus huellas
el camino y nada más;
caminante, no hay camino,
se hace camino al andar.
Al andar se hace el camino,
y al volver la vista atrás
se ve la senda que nunca
se ha de volver a pisar.
Caminante no hay camino
sino estelas en la mar.
… mówi jeden z wierszy autorstwa Antonio Machado, którego tekst w Hiszpanii zna niemal każdy, w Polsce jest prawie nieznany, a tak idealnie współgra z duchem naszego wędrowania. W wolnym tłumaczeniu jego wersy mogą brzmieć tak:
Podróżniku, drogą są twoje ślady,
ścieżką i niczym więcej;
Podróżniku, nie ma gotowej drogi:
drogę tworzy się wędrując.
Gdy odwrócisz wzrok za siebie, zobaczysz,
że nie trzeba jej wydeptywać ponownie.
Podróżniku, nie ma żadnej drogi,
są tylko ślady na morzu.

Ta podróż mija już, a my zostawiamy za sobą kolejne ścieżki, których nie będziemy musieli wydeptywać, gdy andaluzyjski wiatr jeszcze przywieje nas tu z powrotem, by pisać nowe, inne historie, oraz cieszyć się chwilami, które są nam dane.



Udostępnij:
Location: Malaga, Prowincja Malaga, Hiszpania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas