TRASA:
Rožnov pod Radhoštěm (378 m n.p.m.) Rožnov pod Radhoštěm, skanzen (385 m n.p.m.) - Wołoska wioska, Valašská dědina (450 m n.p.m.) - Młyńska dolina, Mlýnská dolina (402 m n.p.m.) - Drewniane miasteczko, Dřevěné městečko (385 m n.p.m.) - Rožnov pod Radhoštěm, skanzen (385 m n.p.m.) Rožnov pod Radhoštěm, autokemp (390 m n.p.m.) Pod chatou "MIR" (646 m n.p.m.) Černá hora, Razcestie (885 m n.p.m.) Radhošť (1129 m n.p.m.) Horský hotel Radegast Radegast (1105 m n.p.m.) Pustevny (1018 m n.p.m.) Ráztoka, lanovka (610 m n.p.m.) Trojanovice Ráztoka (585 m n.p.m.) Trojanovice, Malá Ráztoka, Můstek (565 m n.p.m.) - Chata Koksař (550 m n.p.m.)

OPIS:
DREWNIANE MIASTECZKO Dřevěné městečko
Mapa Drewnianego miasteczka (źródło: http://www.vmp.cz/). 
Morawska Wołoszczyzna to region gdzie nastąpił kres wieloletniej wędrówki wołoskich pasterzy. Wielu z nich już wcześniej zdecydowała się na osiadły tryb życia, asymilując się z miejscową ludnością m.in. na terenach dzisiejszej Polski i Słowacji. Ci, co dotarli aż tu, na kraniec Beskidu Śląsko-Morawskiego również zaczęli przestawiać się ku osiadłej gospodarce rolniczej. Powstawały wioski,  a później też miasta. Wołoskie Muzeum w Przyrodzie przybliża życie i architekturę niewielkiego podgórskiego miasteczka. Przenosimy się teraz do niego. Przechodzimy na drugą stronę ulicy Františka Palackého pod kolejne wrota czasu. Wsuwamy do czytnika bilet wstępu i po chwili znów teleportujemy się do dawnych czasów, do małego prowincjonalnego miasteczka z okresu XIX i początku XX wieku.
Wchodzimy na kamienną wąską drogę, która przechodzi nad małym strumykiem po betonowym mostku. Za mostkiem stoi figura św. Jana Nepomucena z Valašského Meziříčí. Figury tego świętego można spotkać jeszcze w wielu miejscach do dzisiaj, właśnie w takich lub podobnych miejscach - przy drogach i mostach, czy rzekach, a także na placach publicznych i kościelnych. W tradycji ludowej ludzie wierzyli, że święty ten chronił pola i zasiewy przed powodzią i suszą.





Przydrożna figura św. Jana Nepomucena z Valašského Meziříčí.
Za mostkiem nasz kamienny trakt dochodzi do innego. Skręcamy w prawo, w kierunku obrzeży miasteczka. Wchodzimy do spichlerza z Prostřední Suché. Dziś trafiliśmy tam na niecodzienną wystawę, na którą wprowadzają nas słowa:
Nic mě netěší jak řeznické řemeslo,
Ráno vstanu jdu do krámu, uříznu si kus salámu.
Řezník chodí po dědině, poplácává hospodyně,
Nic mě tak netěší, jak řeznické řemeslo.
co w wolnym tłumaczeniu znaczy:
Nic mnie tak nie cieszy jak rzeźnickie rzemiosło,
raną wstanę i idę do sklepu, odetnę sobie kęs kiełbasy.
Rzeźnik chodzi po wiosce, poklepuje gospodynie,
Nie ma to jak być rzeźnikiem.
Wystawa prezentuje cały proces produkcji rzeźniczej, zaczynając od uboju, a kończąc na sklepie mięsnym.
Pod drugiej stronie uliczki zatrzymujemy się przy szpalerze punktów gastronomicznych, znajdujących się w stylizowanych drewnianych budkach. Może by w końcu coś zjeść. Eeee... tam, kubeczek z lodem powinien wystarczyć i idziemy dalej.
Dalej na trasie mijamy stodółkę ze Štramberka. Stodółki takie występowały również na terenie miasteczek, bo Wołoscy drobnomieszczanie oprócz własnego rzemiosła zazwyczaj posiadali drobne małe gospodarstwa rolne, a takie stodółki umożliwiały im przechowywanie zbiorów.

Stodoła z Heřmanic.
Z drugiej strony ulicy, we wnętrzu stodoły z Heřmanic, ustawiony jest warsztat sukienniczy z Bojkovic. Umożliwia on przerabianie owczej wełny na sukno. Stoją tu: zgrzeblarka do rozczesywania wełny, maszyna wyciągająca, która rozdziela wełnę na pasma i oczywiście maszyna do przędzenia, za pomocą której z wełny powstawała przędza. Jest tu też maszyna skręcająca, która umożliwia skręcenie z dwóch włókien cieńszych jedno grubsze.

Warsztat sukienniczy z Bojkovic.
Tragac.




Robimy teraz nawrót wokół małego stawku i zmierzamy do centrum miasteczka. Mijamy kolejną stodółkę, która zwie się Janíková stodola. Zbudowana została w 1990 roku w zgodzie z architekturą tradycyjną miasteczka, ale w środku nie znajdziemy niczego, czego byśmy się spodziewali znaleźć w stodole, gdyż znajduje się w niej teatr i sala konferencyjna dla 260 widzów. Odbywają się w niej występy folklorystyczne, a na co dzień wyświetlane są filmy dokumentalne o tematyce etnograficznej.


Dalej przechodzimy obok szeregu unikalnych uli kłodowych. Ozdabiają je rzeźby twarzy ludzkich. Wykwintność, z jaką Wołosczanie wykonali te ule tylko potwierdza ich ogromną pasję i zamiłowanie do hodowli pszczół.
Ule kłodowe z rzeźbami twarzy ludzkich.

Dom Billa.
Dom Billa.
W końcu stajemy przed najprawdziwszym domem mieszczańskim. Jest to autentyczny dom z rynku w Rożnowie z roku 1750. Jego właściciel o nazwisku Bill, oprócz rolnictwa, zajmuje się również krawiectwem. Jego rodzina zamieszkuje parter domu. Nieogrzewane pomieszczenia na piętrze zostały z czasem przebudowane na pokoje gościnne dla kuracjuszy, zjeżdżających do otwartego w Rożnowie w 1820 roku uzdrowiska klimatycznego. Wnętrze domu wygląda jakby jego domownicy wyszli gdzieś na chwilę. Na stole leży bochen chleba, obok niego przygotowany nóż do krojenia i kubki z czymś ciepłym. Wydaje się, że gospodarze zaraz pojawią się tu z powrotem. Pod ścianą stoi łóżko, które na dzień spełnia inną funkcję, zamieniając się w podstawę do długiego stołu krawieckiego (trzeba przyznać, że jest to bardzo pomysłowe rozwiązanie i nie pierwszy raz spotykamy się z nim w wołoskiej izbie). Leży na nim sfastrygowana marynarka, która zapewne zaraz znajdzie się pod igłą stojącej obok maszyny do szycia.




W domu Billa.
Widok z tarasu domu Billa.
Pokój gościnny w domu Billa.
Górne pokoiki domu Billa są chyba obecnie zajęte, bo na stole leży niedawno czytana gazeta oraz dwie używane szklanki, a na oparciu krzesła wisi niedbale koszula. Po pozostawionych butach i ubraniach poznać można, że w drugim pokoju mieszka kobieta z dwójką dzieci. Jedno z nich musi być jeszcze bardzo małe, bo obok łóżka stoi mała drewniana kołyska. Przypuszczać można, że są teraz na spacerze, być może gdzieś nad brzegiem Rożnowskiej Beczwy, ale kto to wie... może przechadzają się po rożnowskim rynku?... Człowiek traci tutaj zmysły, zupełnie traci kontrolę nad czasem rzeczywistym.
Pokój gościnny w domu Billa.

Wołoskie miasteczko na starym rysunku.
Po wyjściu z domu Billa zastanawiamy się chwilkę gdzie iść dalej. Jesteśmy na skraju placu otoczonego budynkami. Postanawiamy zatoczyć krąg przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Wchodzimy do Rożnowskiego Ratusza z 1770 roku. Na parterze mamy miejski punkt handlowy oraz pomieszczenie urzędu pocztowego. Na piętrze znajduje się duża izba obrad rady miejskiej i małe pomieszczenie dla zakwaterowania urzędników państwowych. W tym małym pomieszczeniu wygląda tak, jakby ktoś dopiero wstał z łóżka - zadziwieni patrzymy na zegarek, upewniając się co do pory dnia (jest przecież już 15.00 - co ten urzędas robił w nocy?). Trochę bałaganu jest też na poczcie, ale jak się okazuje to taki roboczy bałagan. Pani urzędniczka nie ma najmniejszego problemu ze znalezieniem pośród stert listów, gazet i innych papierów unikatowych pieczątek, które odbija w naszych książeczkach GOT.

Rożnowski Ratusz z 1770 roku.
Kontynuując wędrówkę po drewnianym miasteczku przechodzimy obok studni z Horní Lidče, a następnie zaglądamy przez chwilkę do Gospody u Wacka (czes. Hostinec U Vašků), wybudowanej najprawdopodobniej w XVI wieku. Za gospodą stoi budynek kręgielni z 1967 roku, która obok niedzielnych wycieczek i organizowanych balów, była jedną z form rozrywek mieszkańców miasteczka. Dalej mamy kolejną gospodę „Na ostatnim groszu” (czes. Na posledním groši), w której podobnie jak we wcześniejszej można spróbować tradycyjnych lokalnych potraw.

Gospoda u Wacka (czes. Hostinec U Vašků).
Gospoda „Na ostatnim groszu” (czes. Na posledním groši).

Przechodzimy przez drewniany amfiteatr.

Zataczamy krąg wokół mieszczańskiego placu. Przechodzimy przez drewniany amfiteatr, potem obok przydrożnego krzyża Porubského, mijamy nieco oddaloną dzwonnicę z Horní Lidče i docieramy do siedziby najzamożniejszego mieszkańca - wójta z Wielkich Karlowic. Na parterze domu znaczną część powierzchni zajmuje duża izba, służąca nie tylko jako pomieszczenie mieszkalne. Była też miejscem spotkań chłopów podczas rozdzielania pańszczyzny. Szynkowano tutaj także piwo i odbywały w niej zabawy taneczne. Na piętrze pierwotnie przechowywano zgromadzone zapasy, ale z biegiem czasu zaadaptowano je do celów mieszkalnych.
Za wójtostwem mamy gorzelnię z Lačnova. Tu można zapoznać się z technologią wyrobu gorzałki na Wołoszczyźnie Morawskiej. Można też się w niej zaopatrzyć w trunki.

Wójtostwo z Velkých Karlovic.




Docieramy z powrotem do centralnego punktu miasteczka, gdzie stoi drewniany kościół św. Anny z Větřkovic. Jego wnętrze odpowiada wizerunkowi świątyni katolickiej małego miasteczka w połowie XIX wieku. Znajdują się tu cenne rzeźby Madonny z Dzieciątkiem z XVI wieku, obraz świętej Anny Samodrugiej autorstwa Františka Hlavici, na którym św. Anna i Maryja są ubrane w ludowe wołoskie stroje.

Wnętrze Kościoła św. Anny z Větřkovic.

Panteon Wołoski (czes. Valašský Slavín).
Koło kościoła znajduje się cmentarz z kamiennymi nagrobkami bogatych chłopów i wójtów.  W roku 1969 powstał tu tzw. Panteon Wołoski (czes. Valašský Slavín), na którym spoczywają prochy założycieli skansenu - rodzeństwa Jaroňków oraz wielu innych ważnych osobistości Wołoszczyzny Morawskiej. Za kościołem znajduje się zadaszenie, w którym stoi wóz pogrzebowy.

O godzinie 15.50 kończymy tą niezwykłą przechadzkę po dawnym świecie Wołoszczyzny Morawskiej, zamrożonym dla potomnych w drewnianych domach, wnętrzach, strojach, akcesoriach życia codziennego, przy krętych ścieżkach i dróżkach Wołoskiego Muzeum w Przyrodzie w Rożnowie pod Radhoszczem.

Wyjście z Drewnianego Miasteczka.

A gdzie się podzieli sami Wołosi. Etnicznie ludność wołoska właściwie dziś zanikła, asymilując się z ludnością miejscową. Niegdyś cały czas wędrowali, przemierzając Karpaty, wpływając na obecną w nich góralszczyznę. Cząstka Wołocha płynie dziś zapewne w każdej góralskiej krwi, na każdym skrawku Karpat. Być może drobina wołoskiej krwi płynie również w nas, przywiązanych do gór jak oni.
Wołoskie Muzeum w Przyrodzie w Rożnowie pod Radhoszczem zauroczyło nas i olśniło. Znaliśmy wiele wspaniałych skansenów architektury, ale nigdy nie mieliśmy okazji spotkać się z tak dużym konglomeratem i do tego tak ożywionym.
Aura wciąż dopisuje. W tak cudowną pogodę nie chce się stąd wcale wychodzić, ale wędrówka musi trwać.


Komentarze do wpisu

Brak komentarzy :

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas