| Jakże przedziwne jest Twoje milczenie
we wszystkim, czym zewsząd przemawia
stworzony świat...
JP II, Tryptyk rzymski - Zdumienie
|
TRASA:
Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej
Łabowczański Wierch (1040 m n.p.m.)
Hala Jawor (1015 m n.p.m.)
Jaworczyk (980 m n.p.m.)
Siodełko Izworyki (948 m n.p.m.)
Kopiec Izworyki (975 m n.p.m.)
Hola (978 m n.p.m.)
Rozdroże pod Holą (950 m n.p.m.)
Rozdroże Juchówki (920 m n.p.m.)
Przełęcz Potasznia (900 m n.p.m.)
Runek, rozdroże wschodnie (1040 m n.p.m.)
Runek (1080 m n.p.m.)
Runek, rozdroże Czubakowska (1070 m n.p.m.)
Jaworzyna Krynicka (1114 m n.p.m.)/Schronisko Górskie PTTK Jaworzyna Krynicka (1050 m n.p.m.)
Dolina Czarnego Potoku (638 m n.p.m.)
Przełęcz Krzyżowa (768 m n.p.m.)
Krynica-Zdrój (587 m n.p.m.)
OPIS:
wtorek, 7 lipca 2020 r.
Wiatr szumiał całą noc, ale przespaliśmy ją twardo. Pogoda pod psem utrzymywała się również o poranku. Schronisko wciąż zatopione było w mleku chmur, a za oknem powiewało i mżyło. Nie kwapi nam się wyjść na zewnątrz. W jadalni turyści niezbyt ochoczo zbierają się do drogi. Krzątają się przy plecakach, coś w nich przekładają, dopinają troki, tak jakby to było bardzo potrzebne. O ósmej gospodarz otwiera kuchnię. Zamawiamy jajecznicę na śniadanie. Jesteśmy gotowi do drogi, ale wyczekujemy na lepszy moment, żeby choć przestało padać. Niech wieje, niech będzie zimno, ale niech choć przestanie padać, bo nam się nie chce peleryn wyciągać. Nie mogąc się doczekać poprawy aury niektórzy wychodzą. W końcu i my powinniśmy wyjść, zakończyć te miłe poranne pogawędki z innymi, bo za chwilę zostaniemy tu sami.
Ze schroniska na Hali Łabowskiej wychodzimy o godzinie 10.00. Przestało padać, lekko jeszcze wieje. Jest chłodno, ledwie kilka stopni Celsjusza, pięć, może osiem. W marszu jednak jest ciepło, a więc już bez dalszej zwłoki ruszamy. Zresztą tak naprawdę żadna aura, za wyjątkiem burzowej zawieruchy, nie zabiera nam przyjemności wędrowania. Lubimy doświadczać trudów wędrówki, czujemy się przez to zdrowsi i silniejsi. Jednak ta dzisiejsza aura daje symptomy ocieplenia, wiatr niemalże ustał. Od czasu do czasu tylko jakieś krótkotrwałymi zrywami popycha nas od tyłu. Przed nami chmury ocierają się o grzbiety, rozczesywane przez drzewa lasów. Można stracić świadomość tego czy jesteśmy w dalszym ciągu na ziemi, czy może raczej przechadzamy się wśród obłoków podniebnymi ścieżkami. Otacza nas zdumiewające piękno, wydające się poniekąd nierealną abstrakcją.
|
Na Hali Łabowskiej. |
|
Łabowczański Wierch. |
|
Łabowczański Wierch. |
Nim spostrzegliśmy się za sobą mamy Łabowczański Wierch (1040 m n.p.m.). Schodzimy z niego łagodnie lasem przeciętym niedużą polaną. Mijamy duży kamień z tablicą upamiętniającą śmierć partyzanta w 1944 roku. Spotkamy przy szlaku jeszcze wiele takich pamiątek, bowiem w czasie II wojny światowej lasy Beskidu Sądeckiego były kryjówką dla partyzantów przeciwstawiających się niemieckiej okupacji. Dalej dróżka przecina resztki dawnej Hali Jawor (1015 m n.p.m.), po czym wraca do lasu. Obniża się przechodząc częściowo przez rzadki las, z którego pokazują się nam ujmujące widoki na malownicze południowe wzniesienia. Wśród nich jest Pusta Wielka wznosząca się jak wiele innych tutejszych szczytów ponad starymi łemkowskimi wioskami. Po wojnie zmieniło się tu wiele. Im bardziej na wschód, tym większe spustoszenie spotkało tutejsze wioski i uderzyć się trzeba tu w pierś, bo przecież to nasz naród to sprawił - ludzie ludzi pozbawili odwiecznej ojcowizny. Czas w znacznym stopniu zabliźnił już tamte rany, ale gorycz pozostała. W dzisiejszych czasach patrzymy na to z żalem, lecz czy z takim samym, jaki odczuwali wędrowcy, którzy przemierzali te szlaki kilka lat po akcji „Wisła”. Ledwie minęła pożoga wojenna, niespodziewanie przyszły przymusowe wysiedlenia ludności. Takimi myślami będziemy co raz bardziej błądzić po okolicy, tym bardziej, im bardziej przesuniemy się na wschód.
|
Jawor. |
|
|
Pozostałości dawnej Hali Jawor. |
Mijamy Jaworczyk, którego szczyt porośnięty jest bukami, z wyjątkiem fragmentu południowo-zachodniego zbocza, którym podchodziliśmy. Ostatnim razem, gdy przemierzaliśmy Główny Szlak Beskidzki, odpoczywaliśmy właśnie na skraju tej polanki. Tym razem leżące, mokre konary nie posłużą nam jako ławeczki. Dróżka przechodzi tuż pod wierzchołkiem Jaworczyka, który znajduje się około 100 m na północ od naszego szlaku.
Na Jaworczyku skręcamy nieco bardziej na południowy wschód. Dróżka szybko schodzi na wąską przełęcz Siodełko Izworyki (948 m n.p.m.). Za siodełkiem zdobywamy kolejny szczyt na grzbiecie o trochę wydłużonym kształcie - Hola (978 m n.p.m.) ciągnie się od północnego zachodu na południowy wschód, zaś jej najwyższy punkt znajduje się na południowo-wschodnim krańcu. Przechodzimy go o godzinie 10.50 i wnet trafiamy na Rozdroże pod Holą (950 m n.p.m.), skąd odchodzi nieznakowana dróżka do Uhrynia i dalej do Łabowej. My trzymamy się oczywiście grzbietu pasma i czerwonego szlaku. Przecinamy polankę porośniętą wysokim trawami, potem przechodzimy dwa niewielkie wybrzuszenia na grzbiecie, nieposiadające jeszcze żadnej nazwy, za którymi mamy obszar porośnięty małymi, młodymi świerkami. Dróżka delikatnie obniża się, w końcu wchodzi w las, w którym po lewej mamy obszerną wiatę.
|
Ze stoków Jaworczyka na południowy wschód. |
|
Jaworczyk. |
|
Hola. |
Wyczekiwaliśmy tej wiaty od pewnego czasu. Dwa lata temu była jeszcze obrośnięta krzakami. Teraz jest widna, aż przyjemnie w niej zasiąść. Jest w niej tak dużo miejsca, że bez problemu zmieściłby się w niej nasz namiot. Słychać pracujących w pobliżu leśników. Warkot pił nie trwa jednak długo i nie jest donośny. Przyjemnie jest tutaj posiedzieć i napić się kawy. Czas jednak leci i wydaje się, że ledwie tutaj siedliśmy sobie, a już minęła blisko godzinka. O godzinie 12.05 składamy sprzęt kuchenny i wracamy na ścieżkę, aby kontynuować marsz na najwyższy szczyt pasma Jaworzyny Krynickiej.
|
Przed nami Rozdroże Juchówki (z lewej widać wiatę). |
Poniżej wiaty mamy rozstaj – Rozdroże Juchówki (920 m n.p.m.), z którego odchodzi kolejna dróżka do Uhrynia. Niedaleko mamy kolejne znaki, tym razem na Przełęczy Potasznia (900 m n.p.m.). Trzeba przyznać, że na tym szlaku pojawiło się mnóstwo nowych znaków. Ułatwiają one orientację w ustaleniu położenia na grzbiecie pasma, które w przeważającej części porośnięte jest lasem, a kolejne zarysowane na nim niewybitne wypiętrzenia są do siebie podobne.
|
Po przerwie schodzimy na przełęcz z Rozdrożem Juchówki. |
|
Przełęcz Potasznia. |
Słońce zaczyna pokazywać się między rozchodzącymi się chmurami. W las wpadają jego ciepłe, jaskrawe promienie. Dzień zaczyna uśmiechać się do nas. A przed nami Runek i chyba najdłuższe podejścia dnia, lecz niewymagające dużego wysiłku mimo cięższych plecaków. Taki z założenia miał być ten dzień i to nie przez cięższe niż zwykle plecaki. Z plecakami to już chyba zrośliśmy się, a może żyjemy z nimi w symbiozie. Niezbyt dobrze czujemy się, gdy ich nie mamy na plecach, z wyłączenie jedynie postojów i noclegów, ale pod warunkiem, że są one wciąż na szlaku. Taki byt bardzo nam odpowiada. Jest w nim trochę samotności (też potrzebnej człowiekowi), ale jest też mnóstwo radosnych spotkań na szlaku, nawet teraz, gdy ludzi na szlakach mniej . Nie da się ukryć tego, że jest mniej turystów i to jest chyba jedyna smutna rzecz na szlaku. Zrozumiałe są w tej kwestii obawy, ale zdaje się, że nie uchronimy się od wirusa. Prędzej, czy później, każdy będzie musiał się z nim zetknąć. To chyba nieuniknione. Trzeba zatem dbać o zdrowie i kondycję, by organizm silny był.
|
Runek, rozdroże wschodnie. |
Mijamy rozdroże wschodnie pod Runkiem i po kilkunastu minutkach, po przejściu przez kolejne rozdroże zachodnie, jesteśmy na Runku (1080 m n.p.m.). Mija nam godzina 12.50. Runek składa się z dwóch wierzchołków. Idziemy dalej dość płasko, przez ledwie widoczną na grzbiecie przełączkę, za którą mamy szczyt Czubakowskiej (1082 m n.p.m.). Ścieżka schodzi za nim nieco stromiej na zarośniętą Polanę Czubakowską. Przechodzimy pod szczytem Bukowej (1077 m n.p.m.) i niejako odbijając się od jej stoków skręcamy na południowy wschód. Przełączkę za Bukową porasta młody las. Ponad młodymi drzewkami pokazuje się nam już maszt antenowy stojący na szczycie Jaworzyny Krynickiej. Jest już bardzo blisko. Zaraz potem zaczynamy łagodnie zwiększać wysokość.
|
Runek, rozdroże zachodnie. |
|
Runek. |
|
Runek, rozdroże Czubakowska. |
|
Zejście z Czubakowskiej. |
|
Pod Bukową. |
Na szlaku spotykamy coraz częściej grupki turystów, często rodzinnie przemierzających ten szlak. To bardzo popularny odcinek spacerowy i łatwo dostępny dzięki kolejce gondolowej kursującej na szczyt Jaworzyny Krynickiej. Na drugim końcu tego odcinka znajduje się malowniczo ulokowana Bacówka PTTK nad Wierchomlą. Wtem o godzinie 13.40 wychodzimy z lasu na szeroką przecinkę, która ciągnie się już do szczytu Jaworzyny Krynickiej. Wcześnie mamy rozdroże ze szlakiem odchodzącym do Schroniska PTTK na Jaworzynie Krynickiej, położonym na wysokości 1050 m n.p.m. Udajemy się do niego na obiad. Przerwę obiadową rozpoczynamy o godzinie 13.45, a kończymy godzinę później.
|
|
Buki na bezimiennym wierzchołku poprzedzającym szczyt Jaworzyny Krynickiej. |
|
Widok z polanki, na której stoi Schronisko PTTK na Jaworzynie Krynickiej. |
Pierwsze schronisko na Jaworzynie Krynickiej oddano do użytku w 1937 roku. Jeszcze przed wojną obiekt stał się atrakcją turystyczną, choć nie było jeszcze wówczas kolei gondolowej na Jaworzynę Krynicką. Gościli w nim wówczas m.in. Jan Kiepura, księżniczka Juliana (przyszła królową Holandii). lotnicy ze Szkoły Orląt. W październiku 1944 roku schronisko to zostało spalone przez oddziały niemieckie w czasie obławy na partyzantów. Nowy obiekt schroniska postawiono tutaj w 1960 roku. Posiadał on wówczas tylko 20 miejsc noclegowych, lecz z czasem został on rozbudowany. Obecnie w wyniku gruntownej przebudowy w latach 90-tych XX wieku schronisko posiada 45 miejsc noclegowych. Poniżej schroniska, w dawnych budynkach gospodarczych pierwszego schroniska i powojennego schronu dla turystów urządzono Ośrodek Kultury Turystyki Górskiej. Mieści się w nim muzeum PTTK. Obok schroniska znajduje się budynek dyżurki Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Tuż poniżej drogi kapliczka z figurą papieża Jana Pawła II, z sentencją „Zawsze chciałem zatrzymać się przy każdym z osobna, każdego wysłuchać i pobłogosławić, by okazać, że każdy z nich jest przedmiotem bożej czułości. JPII.”. Ksiądz Karol Wojtyła wielokrotnie przemierzał tutejszy szlak. Szczególnego rodzaju turystyka refleksyjna zrodziła się podczas jego dłuższych wypraw w ramach grupy tzw. „środowiska”, które zawiązało się w latach 50-tych XX wieku. Były to przejścia przez Bieszczady, Beskid Niski, z których szlaki łączyły się z Beskidem Sądeckim. Krynica była wówczas dla nich pomostem pomiędzy krainą zupełnej pustki, jakim był wówczas wysiedlony Beskid Niski, czy Bieszczady, z krainą Sądecczyzny, w której kończył się obszar wysiedleń. Karol Wojtyła często zatrzymywał się w Krynicy, odprawiał msze święte w kościele zdrojowym, zaś na nocleg zostawał w pensjonatach „Lwigród", „Miła" lub w domu Sióstr Służebniczek. Kalendarium tutejszej górskiej aktywności „Wujka”, jak go nazywali współtowarzysze tych wędrówek odnaleźć można w opracowaniu „Zapis drogi. Wspomnienia o nieznanym duszpasterstwie księdza Karola Wojtyły”. Jest to swoisty zbiór opowiadań i relacji uczestników wędrówek „środowiska”: Danuty Ciesielskiej, Marii Pikul, Danuty Rybickiej, Stanisława Nagy.
|
Schronisko Górskie PTTK Jaworzyna Krynicka. |
|
|
Kapliczka z figurą papieża Jana Pawła II. |
Wracamy na czerwony szlak, do miejsca, w którym go opuściliśmy godzinę temu i kilka minut później zdobywamy szczyt Jaworzyny Krynickiej (1114 m n.p.m.). Szczyt zmienił się bardzo od czasów wędrówek „środowiska”. Po wysiedleniu Łemków liczne polany użytkowane na stokach góry zostały zalesione. W latach 90-tych XX wieku podjęto realizację projekt budowy kolei linowej na Jaworzynę Krynicką, o którym myślano już pod koniec lat 50-tych XX wieku. Powstanie kolejki zainicjowało powstanie kolejnych obiektów noclegowo-gastronomicznych.
Jaworzyna Krynica jest w ogóle najwyższym wzniesieniem podczas obecnej wyprawy. Widać z niej krainę, do której zmierzamy wstąpić jutrzejszego dnia. To przepiękna panorama Beskidu Niskiego, który od pierwszego wejrzenia stał się na zawsze naszym sercom bliski. To kraina niedoceniana, pomimo unikatowych walorów górskich wędrownych. W żadnej innej krainie nie znajdziecie tyleż spokoju i wyciszenia jak w tej, w wielu miejscach wydającej się bezludną, oddaną w pełni objęciom przyrody. Iść już nam się do nie chce, ale przed nami jeszcze grzbiet Góry Krzyżowej, dolina Kryniczanki z Krynicą-Zdrojem i jeszcze Huzary.
|
Jaworzyna Krynicka, szczyt. |
|
|
Panorama na Beskid Niski ze stoków Jaworzyny Krynickiej. |
O godzinie 15.20 ruszamy w dół po nartostradach Jaworzyny Krynickiej. Trafia się nam sympatyczne towarzystwo, więc czas szybko nam zlatuje na zejściu. Zatrzymujemy się właściwie tylko w jednym miejscu – przy osobliwości skalnej zwanej Diabelskim Kamieniem. Wyróżnia się oryginalnym kształtem przypominającym dużego grzyba o wysokości około 6 m i obwodzie w zależności od wysokości pomiaru pomiędzy 3 a 8 m. Niezwykła forma skalna swój kształt uzyskała w wyniku czynników atmosferycznych (zmiany temperatury, zamarzaniu wody, działaniu wiatru), które powodowały erozję tej skały usuwając z niej mniej odporne warstwy piaskowca. Przedziwny i nieprawdopodobny kształt tej samotnej skały dawał miejscowej ludności zapewne wiele do myślenia na temat tego jak powstała, czy skąd tutaj się wzięła. Stąd też przylgnęła do niej legenda o miłości pomiędzy księciem z Muszyny i ubogą krynicką pasterką. Przeciwny tej miłości był ojciec młodzieńca i nie godził się na ich ślub. Dlatego wysłał syna daleko stąd, aby zapomniał o ukochanej dziewczynie. Po jakimś czasie powrócił, lecz gdy był już blisko rodzinnej Muszyny, na górze znanej dzisiaj jako Góra Parkowa napadli go zbójcy. Pobili go barbarzyńsko i pozostawili konającego. Jęki jego usłyszała przechodząca tedy dziewczyna, ta sama pasterka, którą ów młodzian darzył miłością. I ona również nigdy nie zapomniała o tej miłości. Rozpłakała się, upadła na kolana i zaczęła modlić się do Matki Bożej z prośbą o uzdrowienie ukochanego. Chwilę potem u stóp modlącej się dziewczyny wytrysło źródełko. Dziewczyna zaczęła obmywać wodą rany księcia. Książę ozdrowiał, a gdy o tym wszystkim dowiedział się jego ojciec, zmienił zdanie i wyraził zgodę na ślub syna z pasterką. Żyli długo i szczęśliwie, lecz z całej tej historii pewne wątki zapoczątkowały bieg innych wydarzeń.
Otóż cudowna woda ze źródełka na krynickiej Górze Parkowej wciąż tryskała. Ludzie dostrzegli jej życiodajne właściwości. Wieść o nim dotarła również do samego piekła, a wtedy moce piekielne postanowiły je zniszczyć. Wybrano do tego zadania najsilniejszego z diabłów, aby mógł ogromnym tatrzańskim głazem zatkać otwór źródełka. Tenże wyrwał taki głaz z Tatr i począł nieść go do Krynicy. Musiał to jednak zrobić zanim nastanie nowy dzień. Był już tutaj na stokach Jaworzyny Krynickiej, gdy zapiał kur, a nowy dzień obudził się. Przestraszony diabeł w tej samej chwili upuścił głaz, w miejscu, w którym obecnie zatrzymaliśmy się. Głaz ten leży po dzisiejszy dzień, a cudowne źródełko wciąż tryska na zboczach Góry Parkowej.
|
|
Diabelski Kamień. |
Kontynuujemy zejście do Doliny Czarnego Potoku. Wkrótce widzimy ją z obiektami dolnej stacji kolejki gondolowej na Jaworzynie Krynickiej. Po drugiej stronie doliny wznosi się grzbiet Góry Krzyżowej (812 m n.p.m.). Grzbiet Góry Krzyżowej oddziela dolinę Kryniczanki od doliny Czarnego Potoku będącego jej dopływem. Jest prawie w całości porośnięta lasem, z wyjątkiem części stoków na których znajdują się zabudowania Krynicy-Zdroju. O godzinie 16.10 zaczynamy podejście tego grzbietu. Zielony szlak prowadzi nas na Przełęcz Krzyżową (768 m n.p.m.), znajdująca się na północnym zachodzie od szczytu Góry Krzyżowej. Wchodzimy na nią o godzinie 16.30. Na przełęczy krzyżują się różne ścieżki. Jedną z nich prowadzi nas dalej zielony szlak.
|
Dolina Czarnego Potoku i Góra Krzyżowa. |
|
Nartostrady na Jaworzynie Krynickiej z Góry Krzyżowej. |
|
Przełęcz Krzyżowa. |
|
Popiersie dr Józefa Dietla. |
Droga sprowadza nas niemal do centrum Krynicy-Zdroju, na ulicę Zieloną, którą przed siedemnastą godziną dochodzimy pod hotel Rzymianka. Kwaterujemy się, odświeżamy i wychodzimy na spacer po Krynicy-Zdroju. Lubimy to miasto i nie możemy doczekać się już, kiedy zakończy się jego rewitalizacja. Od kilku lat w okolicach Krynickiego Deptaka prowadzone są niekończące się roboty. Szpetnie to wygląda. Nie mniej nie zamiera nasz sentyment, który pojawił się kiedyś. Z miasteczkiem tym związanych jest wiele postaci, które leżą głęboko w naszych sercach, szczególnie tacy jak Józef Dietl, Jan Kiepura, czy Nikifor Krynicki. Osób, które zasłużyły się w rozwój wymienić można wiele więcej, lecz te postacie są najbardziej żywe tutaj współcześnie.
|
Pomnik Nikifora Krynickiego. |
|
Pomnik Jana Kiepury. |
|
Pensjonat Wisła. |
|
Węgierska Korona (z lewej Willa Romanówka). |
W „Węgierskiej Koronie” przy dźwiękach jazzowej muzy żegnamy dzień. Niezbyt późnym wieczorem wracamy do naszego hotelu. Jutro powinniśmy wstać wcześnie, bo nie wiadomo jak długo i daleko będziemy musieli iść, aby dotrzeć na miejsce następnego noclegu. Nie wiemy gdzie zatrzymamy się na noc. Nie mamy zielonego pojęcia. Wędrować będziemy, dopóty, dopóki nie napotkamy na naszej drodze wygodnego i bezpiecznego posłania, aby spędzić w nim kolejną noc. To będzie jak wędrówka ku nieznanemu, której cel wyznaczy los.
Kolekcjonerska Karta Etapu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz