Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antałówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antałówka. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Muzeum Jana Kasprowicza [żółty szlak] Bachledzki Wierch [żółty szlak] Antałówka (937 m n.p.m.) [żółty szlak] Zakopane

OPIS:
Zbliża się już godzina piętnasta. Słońce widoczne nisko za drzewami niemal dotyka horyzontu. Pani Małgosia - kustosz Muzeum Jana Kasprowicza mówi nam, że przebieg żółtego szlaku został niedawno zmieniony. Po przejściu przez rzekę skręca w lewo i prowadzi na przejście dla pieszych przez ruchliwą szosę, w miejscu gdzie od „Zakopianki” odbija Droga do Olczy. Stamtąd dopiero wspina się wśród pól na stoki Bachledzkiego Wierchu. Jednak możemy iść starym przebiegiem szlaku, którego znaki nie zostały zamalowane - tak też czynimy.

O godzinie 15.00 przechodzimy mostkiem na drugi brzeg Zakopianki. Skręcamy w prawo na szosę, gdzie na białym cokole stoi żelazny krzyż przydrożny. Zanim zbudowano znaną nam „Zakopiankę” to właśnie tą szosą przejeżdżały kiedyś korowody turystów do Zakopanego, widoczne z okien Domu Kasprowiczów.

Wejście do Muzeum Jana Kasprowicza.
Wejście do Muzeum Jana Kasprowicza przy dawnym trakcie do Zakopanego,
który obecnie zastąpiła droga krajowa nr 47 („Zakopianka”).

Idziemy starym oznakowaniem żółtego szlaku. Zaraz po przejściu nad potokiem zasilającym wody Zakopianki. Skręcamy w lewo na boczną drogę, która doprowadza nas na „Zakopiankę”. Wyczekujemy dogodnego momentu na jej bezpieczne przejście.

Po drugiej stronie „Zakopianki” od razu wspinamy się zaśnieżoną ścieżką na rozległy grzbiet Bachledzkiego Wierchu. Przecinamy torowisko - tu też trzeba uważać i wcześniej rozejrzeć się, by odbyło się to bezpiecznie. Nieco wyżej po lewej ukazuje się nam Giewont. Słońce jest już poniżej jego szczytów. Harendę zapewne spowija już cień. Po ośnieżonych polach Bachledzkiego Wierchu przeciągają się jeszcze długie słoneczne promienie.

Wierch Grapa (973 m n.p.m.) na Paśmie Gubałowskim.
Po przekroczeniu „Zakopianki”.
Widzimy stąd Wierch Grapa (973 m n.p.m.) na Paśmie Gubałowskim.

Wchodzimy na Bachledzki Wierch.
Zaśnieżoną ścieżką wchodzimy na Bachledzki Wierch.

Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.

Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.
Po ośnieżonych polach Bachledzkiego Wierchu przeciągają się jeszcze długie słoneczne promienie.

Na północnym wschodzie widać już tarczę księżyca bliską pełni. W dolinie Olczyskiego Potoku zaległa już wieczorna szarówka. Przed sobą widzimy dużą przydrożną kapliczkę. Ongiś biegła przy niej ruchliwa tzw. „hamerska droga”, zwana Homolacką. Dziś jest to już tylko zwyczajna polna droga, ale wówczas przemieszczały się tędy wozy zaprzężone w woły i konie, którymi przewożono hutnicze wyroby do Chabówki, gdzie przeładowywano je na kolej żelazną.

Przed przydrożną kapliczką przy dawnej drodze hamerskiej.
Przed przydrożną kapliczką przy dawnej drodze hamerskiej.

Tatry Bielskie.
Tatry Bielskie.

Na północnym wschodzie widać już tarczę księżyca bliską pełni.
Na północnym wschodzie widać już tarczę księżyca bliską pełni.

Szarzejący krajobraz zamyka fragmentarycznie już oświetlana tatrzańska grań - wspaniałe, obielone szczyty Tatr. Takich emocji jeszcze nie przeżywaliśmy i to nie będąc wcale w wysokich partiach gór. Ostatnie promienie słoneczne wędrujące po zachodnich zboczach wywołują niecodzienny spektakl. Ich czerwień miesza się ze śnieżną bielą i szarzejącym otoczeniem.

Panorama słowackich Tatr Bielskich i Tatr Wysokich.

Panorama słowackich Tatr Bielskich i Tatr Wysokich.
Panorama słowackich Tatr Bielskich i Tatr Wysokich.
Panorama słowackich Tatr Bielskich i Tatr Wysokich.

Widok na Lodowy Szczyt.
Zbliżenie na Lodowy Szczyt.

Po wejściu na tą dawną „hamerską drogę” skręcamy w prawo. Tutaj też spotykają się oba żółte szlaki: nowy i stary. Idziemy nieco na wyczucie. Praktycznie w pobliżu nie ma drzew na których można by znaleźć namalowany znak, a drogę maskuje śnieg. Jednak bez obaw, nie powinniśmy zbłądzić, a poza tym jesteśmy niedaleko od ludzkich osad. Idziemy w górę Bachledzkiego Wierchu (904 m n.p.m.), ale jego szczyt pozostawiamy nieco po prawej.

Przy kapliczce skręcamy w prawo na dawną hamerską drogę.
Przy kapliczce skręcamy w prawo na dawną hamerską drogę.

Na hamerskiej drodze.
Na hamerskiej drodze.

Słońce jakby przyspiesza swoją wędrówkę po sklepieniu. O godzinie 15.09 jego tarcza dotyka skalnej grani. Staje się jeszcze bardziej gorejące niż wcześniej. Rozchodzący się wokół niego blask skupia się w sześciu symetrycznych promieniach. Zza grani unosi się łuna barwnego światła. Żółta poświata ponad słońcem miesza się z resztkami błękitu nieba. Po chwili zachodzące za grań słońce przybiera kształt poziomej łezki, albo może raczej przymykającego się oka. Wszystko dzieje się już błyskawicznie. Pożegnalne widowisko dnia trwa chyba nie dłużej niż trzy minuty. Po nim pozostaje tylko barwna zorza, ostatnie tchnienie światła.

Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.

Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.

Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.
Zachód słońca z Bachledzkiego Wierchu.

Na zachodnim, rozpalonym jeszcze horyzoncie pojawiają się samoloty pozostawiające na sklepieniu rysy ze smug kondensacyjnych. Słońce zniknęło już zupełnie, ale widnokrąg wciąż pokryty jest feerią nieprawdopodobnych barw. O dziwo, również na wschodzie, nad widnokręgiem unosi się barwna poświata, jakby miało tam zaraz słońce się ukazać, ale przecież dopiero co zaszło. Nad wschodnim widnokręgiem wisi jedynie srebrzysty księżyc, który za dzień lub dwa będzie w pełni. Niedługo na niebie pojawią się też gwiezdne punkciki.

Na wschodzie nad widnokręgiem unosi się barwna poświata.
Na wschodzie nad widnokręgiem unosi się barwna poświata.

W górę Bachledzkiego Wierchu.
W górę Bachledzkiego Wierchu.

Panorama polskich Tatr Wysokich z Bachledzkiego Wierchu.

Panorama polskich Tatr Wysokich z Bachledzkiego Wierchu.
Panorama polskich Tatr Wysokich z Bachledzkiego Wierchu.
Panorama polskich Tatr Wysokich.

Zupełnie na południu na grani kreśli się Orla Perć - cała jej długość, wszystkie szczyty od Zawratu aż po Krzyżne. Wydaje się że gdybyśmy wyciągnęli w jej kierunku dłonie moglibyśmy dotykać jej ośnieżonych granitów. Kierując wzrok na południowy zachód widzimy kolejno Kasprowy Wierch, Pośredni Wierch Goryczkowy, Goryczkową Czubę, Giewont, Kominiarski Wierch i odległe słowackie szczyty z Rohaczami, Hrubym Wierchem i Trzema Kopami. Jan Kasprowicz lubił tędy wędrować ze swej ukochanej willi na Harendzie do Zakopanego - „w obliczu Tatr, na codziennych samotnych przechadzkach” - jak mawiał, powstawała jego „Księga ubogich”.
Jagnięcy Szczyt.
Jagnięcy Szczyt.
Kołowy Szczyt.
Kołowy Szczyt.
Durny Szczyt i Baranie Rogi.
Durny Szczyt i Baranie Rogi.
Lodowy Szczyt.
Lodowy Szczyt.
Kominiarski Wierch.
Kominiarski Wierch.

Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!

Dzielili mnie od was ludzie,
Wrzaskliwy rozgwar miasta,
I owa śmieszna cierpliwość,
Co z wyrzeczenia wyrasta.

Oddalne to są przestrzenie,
Pustkowia, bezpłodne głusze,
Przerywa je tylko tęsknota,
Co ku wam pędzi duszę.

(fragment wiersza I
z tomu „Księgi ubogich”)


Niespostrzeżenie nabieramy wysokości brodząc w płytkim śniegu, skrzypiącym pod butami co raz bardziej. Z lewej strony w dolinie Olczyskiego Potoku widzimy co raz więcej zabudowań największej z zakopiańskich dzielnic - Olczy z efektowną świątynią Sanktuarium Matki Boskiej Objawiającej Cudowny Medalik. Świątynia ta zaprezentowała się już nam, gdy byliśmy na grzbiecie Pasma Gubałowskiego. Jej patronką jest Matka Boska, która w 1830 roku objawiła się św. Katarzynie Labouré ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Św. Wincentego a Paulo, ukazując medalik z postacią Maryi na awersie, wyciągającą ręce ku ziemi, z których emanują promienie oznaczające łaski zlewane na ludzi. Maryję otacza napis: O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy. Na rewersie znajduje się znak krzyża, pod którym znajdują się litery „I. M.” (Immaculata Maria - Niepokalana Maryja). Poniżej liter są dwa serca - jedno z koroną cierniową, drugie z koroną z róż. Symbole na rewersie otacza 12 gwiazd. Cudowny Medalik jest obecnie najpopularniejszym medalikiem noszonym przez katolików. Jest symbolem oddania Niepokalanej Matce Bożej i świadectwem pokładania w niej wiary i ufności, które przyczynia się do różnych łask, jakie doznają osoby noszące ten medalik.

Bachledzki Wierch.
Nabieramy wysokości brodząc w płytkim śniegu.

Z prawej strony na zachodzie widzimy Gubałówkę, na której rozpoczynaliśmy wędrówkę Szlakiem Jana Kasprowicza. Szczyt Bachledzkiego Wierchu zastawiliśmy już za sobą. Tereny wokół nas znane są pod nazwą Ugory. O godzinie 15.35 docieramy do kilku drzew wyrastających niemal z jednego miejsca. Pomiędzy nimi stoi metalowy krzyż. Wisi na nim drewniana tabliczka z napisem „Od powietrza, głodu, ogniwa i wojny - wybaw nas Panie”. Przed krzyżem znajduje się ławka, z której można oddać się duchowym kontemplacjom, a sprzyjać im będą cisza i przepiękne widoki.

Gubałówka z Bachledzkiego Wierchu.
Gubałówka.

Krzyż na Bachledzkim Wierchu.
Krzyż na Bachledzkim Wierchu...

Krzyż na Bachledzkim Wierchu.
...stojący między drzewami rosnącymi niemal z jednego miejsca.

Tatry z Bachledzkiego Wierchu.
Tatry.

Zbliżenie na Nosal.
Zbliżenie na Nosal. Powyżej niego wznosi się Świnica.

Kościelec.
Kościelec.

Wielki Giewont.
Wielki Giewont.

Wkrótce przechodzimy szczyt wzniesienia i schodzimy już na jego drugą stronę. Spoglądamy po raz kolejny za siebie na księżyc i zapadające w sen góralskie domy. Przed sobą widzimy już zabudowania Antałówki, która dawniej była nazywana Jantałówką, zapewne od nazwisk Jantoł, Antoł czy może Antał, które były znane na Podhalu już na początku XV wieku.

Widok na wschód.
Widok na wschód.

Tatry Bielskie.
Tatry Bielskie.

Od strony Antałówki zbliża się w naszą stronę kilka osób, które ten piękny wieczór postanowili wykorzystać na cudowny spacer. Daleko na zachodzie ponaddźwiękowe samoloty ciągną za sobą smugi na niebie, niczym komety swe warkocze. Jednak mimo, iż widzimy przed sobą ludzi, których za chwilę miniemy i domostwa w oddali czujemy się, jakbyśmy byli na pustkowiu, gdzie cisza jest wszechogarniająca. Szczególnie jeśli spojrzymy za siebie na wschód, gdzie widnokrąg zrobił się czerwono krwisty - zastanawiamy się co to oznacza, czy jakieś zmiany pogodowe jutro nastąpią?

Ostatnie spojrzenie na wschód.
Ostatnie spojrzenie na wschód.

Księżyc.
Księżyc.

Tam gdzie słońce się schowało.

Tam gdzie słońce się schowało.
Tam gdzie słońce się schowało.

Przed nami zabudowania Antałówki.

Giewont.

O godzinie 15.55 dochodzimy do asfaltowej drogi. Po lewej mijamy kościół Najświętszej Maryi Panny Matki Zbawiciela OO. Salwatorianów. Pięć minut później skręcamy w prawo na uliczkę Antałówka na Wiech, która wiedzie pod szczyt Antałówki (937 m n.p.m.). Docieramy do niego 3 minuty później.

Na szczycie Antałówki stoi maszt telekomunikacyjny. Jest też nieduży wyciąg narciarski. Z otwartej polany szczytowej roztacza się ładny widok na Zakopane. Schodzimy najpierw wzdłuż krótkiego stoku narciarskiego, a schodząc dalej zboczem mijamy kolejne zabudowania: opustoszały pensjonat „Sanato” wybudowany w 1912 roku, potem dużo młodszy ośrodek wypoczynkowy „Panorama” i inne. W końcu o godzinie 16.15 docieramy do ulicy Jagiellońskiej, kilkadziesiąt metrów powyżej Aqua Parku, gdzie kończy się żółty Szlak Jana Kasprowicza. Stąd już blisko do centrum Zakopanego: w prawo 700 metrów mamy dworzec autobusowy i kolejowy, w lewo przez ulicę Witkiewicza po 500 metrach docieramy na początek Krupówek.

Antałówka (937 m n.p.m.).
Antałówka (937 m n.p.m.).

Zejście z Antałówki.

Kończy się nasza wycieczka śladami Jana Kasprowicza. Zajęła nam dwa dni, ale bez problemu pokonaną przez nas trasę można w całości, wraz ze zwiedzaniem Muzeum Jana Kasprowicza, zrealizować w ciągu jednego dnia. Wystarczy tylko wcześniej wstać, wcześniej od nas, ale nie koniecznie o świcie. Mamy nadzieję, że ten często niedoceniany szlak poszerzy grono swoich sympatyków, nie wspominając już o Kasprowiczu i jego wspaniałej poezji.

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas