TRASA:
Dursztyn <czerwony szlak> Żar (882 m n.p.m.) <czerwony szlak> Przełęcz Przesła (675 m n.p.m.) - Niedzica-Zamek

OPIS:
Znajdujemy się w cichej, jakby zapomnianej wsi Dursztyn, położonej w malowniczym miejscu, w siodle pomiędzy pienińskimi grzbietami, z którego za zachód spływa potok Dursztyński, a na wschód, - potok Przeczny. Dursztyn to niewielka, ale stara spiska wieś (jedna z 14-tu), założona w 1469 roku. Jej nazwa pochodzi od niemieckiego słowa „durstein”, które oznacza twarde przejście lub trudny przejazd przez skały.

Dursztyn nie posiada cennych zabytków. Stoi tu franciszkański kościółek pw. Jana Chrzciciela wybudowany w latach 80-tych na miejscu dawnej kaplicy. Koło tego kościółka, o godzinie 9.50 rozpoczynamy wędrówkę na najwyższy szczyt Pienin Spiskich. Przed kościółkiem przebiega czerwony szlak, który skręca na wschód za jego rogiem na ul. Pienińską. Tędy schodzimy na wschodnią stronę dursztyńskiego siodła na drogą polną. Momentalnie zaczyna otaczać nas typowy krajobraz pienińskich wzniesień, spiczaste zalesione górki, rozległe łąki. Po lewej dominuje zalesiony stożek Gajnej Skały.

Dursztyn, Wnętrze kościółka pw. Jana Chrzciciela.
Dursztyn. Wnętrze kościółka pw. Jana Chrzciciela.

Zaraz za wsią rozciągają się tzw. jurgowskie hale. W dolnej części hali stoi budynek mieszkalny i ostatnia z bacówek, słynąca z bardzo dobrych oscypków i bundzu. Dawniej było ich więcej. Stały tu też stajnie i pomieszczenia gospodarcze, wchodzących w skład osiedla zwanego Jurgowskimi Stajniami. Tereny te były kiedyś wykupione przez górali z pobliskiego Jurgowa, po tym jak w 1902 roku zlikwidowano wypas we wschodnich rejonach Tatr, gdzie Jurgowianie mieli swoje pastwiska. Po dawnym pasterskim osiedlu niewiele dziś pozostało, a jedynie ostatni góralski gospodarz ze stadem owiec.

Jurgowskie Hale. Po lewej dominuje zalesiony stożek Gajnej Skały.
Jurgowskie Hale. Po lewej dominuje zalesiony stożek Gajnej Skały.

Naszej wędrówce towarzyszy ogłuszający spokój. Śpiewa tylko natura, ptaki, świerszcz w trawie, ledwo słyszalny szum niedaleko płynącego potoku Przeczny, delikatny powiew wiatru niosący zapach łąki i lasu. Wydaje się jakby znany nam na co dzień zgiełk oddalony był o tysiące kilometrów. Można tu stracić rachubę czasu - nie ma się gdzie spieszyć, bo pokusą jest tylko natura, z którą tak bardzo chce się obcować, że staje się w końcu jedynym pragnieniem. Czyste bezchmurne niebo, gorąc płynący z promieniejącego słońca, tak otumania umysł, iż wydaje się, że bieżący czas jest już latem, a nie początkiem wiosny.

Droga polna osiąga najniższy punkt, krzyżując się z nurtem potoku, po czym wznosi się pod budynek mieszkalny i bacówkę. W tym miejscu skręcamy w lewo podążając chwilę wzdłuż meandrów potoku, przy którym o tej porze rośnie mnóstwo kaczeńców. Przed sobą mamy teraz głęboko wciętą w grzbiet górski dolinę, przez którą przepływa nasz potok. Dolina ta nazywana jest przełomem Piekiełko. Nasza droga wiedzie jednak w innym kierunku. Po przekroczeniu potoku, skręcamy na prawo, zgodnie z biegiem naszej drogi. Lekko pniemy się wzdłuż grzbietu. Po niedługim czasie za prawym ramieniem widzimy rozległość jurgowskich łąk, a na ich końcu skupioną zabudowę Dursztyna. Nieco po lewej od Dursztyna widać charakterystyczny maszt przekaźnika na szczycie Grandeus (795 m n.p.m.).

Widok z drogi na Jurgowskie Hale. W głębi po prawej widać zabudowania Dursztyna
Widok z drogi na Jurgowskie Hale. W głębi po prawej widać zabudowania Dursztyna.

położonej w malowniczym miejscu, w siodle pomiędzy pienińskimi grzbietami
Zbliżenie na Dursztyn, położony w siodle pomiędzy pienińskimi grzbietami.

W pewnym momencie nasz szlak skręca ostro na lewo i biegnie dalej w górę ostrego zbocza, wchodząc w ciasny żleb. Stromizna jest spora, wymuszająca przystanki na złapanie oddechu. Robimy to jednak z przyjemnością, chyba częściej niż potrzeba, bo za nami na północy mamy coś pięknego dla oka - białe jeszcze Tatry. Z każdym pokonanym metrem pokazują się nam Tatry w coraz większej rozciągłości, począwszy od Bielskich, aż po dalekie zachodnie krańce Tatr Zachodnich. Widać je bez jakiejkolwiek skazy, nie ma żadnej chmurki, która mogłaby przysłonić ten widok. To coś wspaniałego, a jednocześnie zadziwiającego, kontrastującego w krajobrazie (aby nie powiedzieć nie pasującego), bo żar słońca wylewa z nas ostatnie poty, a nie tak odległe Tatry są wciąż zimowe. Tu roślinność obudziła się już do życia, a tam pewnie czeka jeszcze uśpiona pod kobiercem śnieżnym.

Wchodzimy w ciasny żleb, który pnie się po zboczu góry Żar.

Z każdym pokonanym metrem pokazują się nam Tatry w coraz większej rozciągłości
Z każdym pokonanym metrem pokazują się nam Tatry w coraz większej rozciągłości.

Zbliżenie na Gerlach (słow. Gerlachovský štít, 2655 m n.p.m. - lewy masyw) i Rysy (słow. Rysy, 2503 m n.p.m. - prawy masyw).
Zbliżenie na Gerlach (słow. Gerlachovský štít, 2655 m n.p.m. - lewy masyw)
i Rysy (słow. Rysy, 2503 m n.p.m. - prawy masyw).

Po około 10 minutach wspinaczki zanika żlebik i ścieżka nasza pnie się przez zieleniący się zagajnik. W dalszym ciągu jest bardzo stromo. Trudno jest sobie wyobrazić jak można pokonać to zbocze po deszczu. Na pewno jest tu wtedy bardzo ślisko.

Ostre podejście po stoku góry Żar
Ostre podejście po stoku góry Żar.

Wokół rośnie wiele kwiatów. Mamy tu zawilce, pierwiosnki, kaczeńce, barwinek, żywiec gruczołowaty i kokorycz pustą.

Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.)
Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.).

Pierwiosnek wyniosły (Primula elatior)
Pierwiosnek wyniosły (Primula elatior).

Knieć błotna (Caltha palustris)
Knieć błotna (Caltha palustris).

Barwinek pospolity (Vinca minor)
Barwinek pospolity (Vinca minor).

Kukułka bzowa, storczyk bzowy (Dactylorhiza sambucina)
Kokorycz pusta (Corydalis cava).

Kukułka bzowa, storczyk bzowy (Dactylorhiza sambucina)
Kokorycz pusta (Corydalis cava).

O godzinie 11.00 osiągamy wąski grzbiet góry, którym dalej biegnie ścieżka w kierunku wschodnim, ale zajmiemy się tym później. Tymczasem robimy sobie półgodzinną przerwę, sielankę w niezwykle widokowym miejscu, które na mapach nosi dziwną nazwą Lós. Zachwyt wyrazistym tatrzańskim grzebieniem wciąż trwa. Stąd widać go znakomicie. Na zachodzie świetnie widoczne są stoki Kotelnicy Białczańskiej pokryte resztkami śniegu.


Panorama Tatr z grzbietu góry Żar
Panorama Tatr z grzbietu góry Żar.

W miejscu, które na mapach nosi dziwną nazwą Lós
W miejscu, które na mapach nosi dziwną nazwą Lós.

Na zachodzie świetnie widoczne są stoki Kotelnicy Białczańskiej pokryte resztkami śniegu
Na zachodzie świetnie widoczne są stoki Kotelnicy Białczańskiej pokryte resztkami śniegu.

Panorama w kierunku południowo-zachodnim
Panorama w kierunku południowo-zachodnim.

Po południowej stronie grzbietu na którym jesteśmy mamy równie wykwintną panoramę. W dole mamy wschodnią część Kotliny Nowotarskiej i Dunajec rozlewający się w Jezioro Czorsztyńskie. Zanim Dunajec zamieni się w jezioro przepływa pomiędzy dwoma wioskami: Dębno od południa i Szlembark od północy. Dalej przy północnym brzegu Jeziora Czorsztyńskiego mamy wieś Maniowy przeniesioną w to miejsce w całości z dna obecnego zbiornika wodnego, a obok leżą dwie kolejne Mizerna i Kluszkowice. Wioski te położone są na zboczach gorczańskiego Pasma Lubania, które prezentuje się nam pełnej rozciągłości. Zaś najbliżej nas, po południowej stronie Jeziora Czorsztyńskiego, gdzie uchodzi rzeka Białka leży jedna z najbardziej atrakcyjnych wsi polskiego Podtatrza, pochodzący z przełomu XIII i XIV wieku Frydman. W jej centralnej części wystaje niecodzienna wieża zwieńczona późnorenesansową attyką, będąca elementem wczesnogotyckiego kościoła św. Stanisława.

Na początkowym fragmencie Jeziora Czorsztyńskiego widoczna jest mała, sztucznie usypana Wyspa Ptasia, na której ptaki wodne zakładają gniazda lęgowe.

Po południowej stronie grzbietu
Po południowej stronie grzbietu.

Panorama w kierunku północno-zachodnim
Panorama w kierunku północno-zachodnim

Panorama na południe, gdzie Dunajec rozlewa się w Jezioro Czorsztyńskie
Panorama na południe, gdzie Dunajec rozlewa się w Jezioro Czorsztyńskie.

Zbliżenie na początek Jeziora Czorsztyńskiego
Zbliżenie na początek Jeziora Czorsztyńskiego.

Najcięższy fragment drogi mamy już za sobą. Odpoczęliśmy też od żaru słonecznego korzystając z cienia drzew na grzbiecie góry Żar. Jej wierzchołek wznoszący się na wysokość 882 m n.p.m. położony jest na trasie naszej dalszej wędrówki ok. 600 metrów dalej. Przechodzimy go kilka minut później. Porastają go zarośla i nie oferuje widoków na otoczenie. Niedaleko za szczytem znajduje się skalna ambona - wychodnia skalna wystająca z północnych stoków góry. Nie ma problemów, aby na nią wyjść, gdyż jej płaski wierzchołek znajduje się na wysokości naszej ścieżki. Warto to zrobić, zachowując oczywiście ostrożność, by spojrzeć powtórnie na taflę Jeziora Czorsztyńskiego, Gorce z Pasmem Lubania, i te malowniczo położone wioski w dolinie. Przy dzisiejszej pogodzie panorama sięga znacznie dalej, sięga na zachodzie Beskidu Żywieckiego z Babią Górą i Pasmem Polic, a na wschodzie Beskidu Sądeckiego z jego Pasma Radziejowej.

Panorama północna ze skalnej ambony
Panorama północna ze skalnej ambony.
Grzbietowa ścieżka przechodząca przez szczyt góry Żar (882 m n.p.m.)
Grzbietowa ścieżka przechodząca przez szczyt góry Żar (882 m n.p.m.).

Schodzimy łagodnie z grzbietu, który stopniowo rozszerza się. Wkrótce kończą się chaszcze zarastające wąską ścieżkę szlaku. To dowód na to, że szlak ten jest mało uczęszczany. Przed godziną 11.50 przy szlaku rzednie drzewostan. Mijamy pień drzewa z wbitą siekierą, zastanawiając się czy to stały element przy szlaku, czy też akcesorium pozostawione przez jednego z tutejszych górali. Dziwne rodzi to skojarzenia, gdyż chwilę potem wychodzimy na rozległą łąkę, pokrywającą grzbiet na wysokości 794-830 m n.p.m. O ile cała ta polana nosi nazwę Pastwisko Wapienne, to jej górna część, na której się znajdujemy, a gdzie dawniej znajdowały się pola uprawne, nosi nazwę Hramcowe Sprzeczki. Czyż siekiera wbita w pień drzewa może coś znaczyć? Trudno powiedzieć. Polana szybko jednak usuwa z głowy sugestywne myśli, gdyż jej monolityczna, trawiasta połać oszałamia osobliwością walorów widokowych na Tatry i Zamagurze Spiskie (słow. Zamagurie).

Siekiera wbita w pień drzewa przy Hramcowych Sprzeczkach
Siekiera wbita w pień drzewa przy Hramcowych Sprzeczkach.

Pastwisko Wapienne z widokiem na Tatry i Zamagurze Spiskie (słow. Zamagurie)
Pastwisko Wapienne z widokiem na Tatry i Zamagurze Spiskie (słow. Zamagurie).

Osobliwość na Pastwisku Wapiennym
Na Pastwisku Wapiennym.

Po drugiej stronie polany znajduje się ciąg dalszy szlaku
Po drugiej stronie polany znajduje się ciąg dalszy szlaku.

Ciąg dalszy szlaku łatwo znajdujemy po drugiej stronie polany. Wchodzi on na leśną drogę, która po kilkunastu metrach rozwidla się. Nie idziemy prosto, ale skręcamy na ścieżkę odbijającą w lewo. W tym miejscu łatwo przeoczyć znaki czerwonego szlaku. Schodzimy w dół, początkowo trochę stromiej niż wcześniej, a potem już bardzo łagodnie. W pewnym momencie dochodzimy do ostrego zakosu w boczną ścieżkę na prawo. Znów trzeba uważnie patrzeć na znaki, bo te giną na drzewach.

Teraz wędrujemy trochę podmokłą drogą. Za niedługo przechodzimy przez małą polankę ze szkółką leśną, gdzie natykami się na kłosy zarodonośne skrzypów polnych (Equisetum arvense). Jest to roślinka lecznicza, której pędy płonne mają właściwości remineralizujące, dostarcza organizmowi niezbędnych jonów oraz mikroelementów. Ma też właściwości moczopędne i przeciwzapalne. I jakby wbrew wymienionym właściwościom skrzyp polny spożyty w większych ilościach jest rośliną trującą dla zwierząt, głównie koni i świń, które są najbardziej wrażliwe na działanie tej rośliny. Duży udział skrzypu w sianie obniża również mleczność krów.

Skrzyp polny (Equisetum arvense)
Skrzyp polny (Equisetum arvense).

Na godzinę 12.25 docieramy na Przełęcz Przesła (675 m n.p.m.). Tutaj nasz czerwony szlak przecina żółty, łączący Łapsze Niżne z Falsztynem.

Skrzyżowanie z żółtym szlakiem
Skrzyżowanie z żółtym szlakiem.

Przełęcz Przesła (675 m n.p.m.)
Przełęcz Przesła (675 m n.p.m.).

I tutaj widzimy ostatni czerwony znak. Przed nami szutrowa droga, którą podążamy przed siebie szukając czerwonych znaków, jednak bezskutecznie. Nie udaje się wejść z powrotem na grzbiet Pienin Spiskich i zmierzamy do Niedzicy owa szutrową drogą. Droga ta przez niedługi czas lekko wznosi się po czym już cały czas opada trawersując południowe zbocza Cisówki (777 m n.p.m.), smażąc nas w słońcu. Niejako na pocieszenie w kilku prześwitach pokazują nam się Trzy Korony, aż w końcu docieramy do ul. Nadwodnej w Niedzicy. Stąd mamy jeszcze spory odcinek pod czorsztyńską zaporę i Zamek w Niedzicy.

Droga na południowych zboczach Cisówki (777 m n.p.m.)
Droga na południowych zboczach Cisówki (777 m n.p.m.).

Widoki z drogi pod Cisówką
Widoki z drogi pod Cisówką.

Przed nami widać Trzy Korony (słow. Tri Koruny, 982 m n.p.m.)
Przed nami widać Trzy Korony (słow. Tri Koruny, 982 m n.p.m.).

Trzy Korony (słow. Tri Koruny, 982 m n.p.m.)
Trzy Korony (słow. Tri Koruny, 982 m n.p.m.).

Wycieczkę kończymy u wschodnich podnóży Pienin Spiskich, gdzie na wysokiej, stromej skale o wysokości 566 m n.p.m. stoi pięknie położony nad Dunajcem zamek nazywany „Dunajcem”. Ten węgierski niegdyś zamek oraz pobliska polska warownia w Czorsztynie były typowymi górskimi „orlimi gniazdami”, które efektownie górowały nad okolicą. Rozdzielała je jeszcze nie tak dawno głęboka dolina z płynącym pośrodku Dunajcem. Dziś oba zamki przeglądają się w tafli Jeziora Czorsztyńskiego, utworzonego na Dunajcu w 1997 roku.

W drodze do Zamku w Niedzicy
W drodze do Zamku w Niedzicy.

Przed Zamkiem w Niedzicy
Przed Zamkiem w Niedzicy.

Zamek „Dunajec” w Niedzicy
Zamek „Dunajec” w Niedzicy.

Warownia w Czorsztynie
Warownia w Czorsztynie.

Zaporę ziemną spiętrzającą wody Dunajca o długości ponad czterystu metrów i wysokości 56 metrów zbudowano tu w latach 1975-1995. Umożliwia ona piętrzenie wód Dunajca do wysokości 534,5 m n.p.m., przy czym normalny poziom piętrzenia wynosi 529,00 m n.p.m. Głębokość zbiornika w okolicach zapory w Niedzicy osiąga 50 metrów. Poniżej zapory Zbiornika Czorsztyńskiego znajduje się drugi, znacznie mniejszy Zbiornik Sromowski pełniący rolę zbiornika wyrównawczego dla zbiornika Czorsztyńskiego.

Zapora ziemna spiętrzająca wody Dunajca
Zapora ziemna spiętrzająca wody Dunajca.

Wracamy do domu podekscytowani malowniczością Pienin Spiskich, zastanawiając się, czy aby nie za bardzo stoją one w cieniu rozreklamowanych Trzech Koron, Sokolicy, Przełomu Dunajca. Pieniny Spiskie dały nam najwspanialsze stanowisko widokowe na Tatry, a także wewnętrzne wyciszenie i relaksacyjny spokój.



TRASA:
Łomnica-Zdrój (366 m n.p.m.) [żółty szlak] Hala Łabowska (1061 m n.p.m.) [niebieski szlak] Łomnica-Zdrój/Leśniczówka

OPIS:
Wędrówkę na Halę Łabowską rozpoczynamy w wiosce Łomnica-Zdrój, położonej wzdłuż ujściowego odcinka potoku Łomniczanka. Była ona wsią królewską, założoną przez króla Kazimierza Wielkiego. Własnością królewską pozostała do czasu rozbiorów. Pergaminy królewskie zdradzają, że była ona lokowana wcześniej niż znajdujące się w sąsiedztwie miasto Piwniczna-Zdrój. Zamieszkiwana była przez ludność polską. Dalej na wschód od niej, począwszy od Wierchomli rozpoczynała się już inna kultura - Łemkowszczyzna.

Dolny odcinek potoku Łomniczanka
Dolny odcinek potoku Łomniczanka.

Do Łomnicy przyjeżdżamy o godzinie 9.30. Wysiadamy koło kościoła wzniesionego tu w latach 1912-1915. Słychać szum płynącej wzdłuż drogi Łomniczanki. Po gołych rękach mrowi orzeźwiające, chłodne powietrze. Słońca jednak mamy wiele, temperatura zapewne będzie rosła. Zresztą w marszu taki chłód jaki mamy bywa bardziej przyjemny niż skwar rozgrzanego powietrza.

Na Łabowską Halę udajemy się żółtym szlakiem, który wraz z czerwonym, rozpoczynającym się Łomnicy wyprowadza na wznoszący się na wschodzie grzbiet górski.

Przy Ośrodku Wypoczynkowym „Łomniczanka” znajdujemy żółte znaki
Przy Ośrodku Wypoczynkowym „Łomniczanka” znajdujemy żółte znaki.

Do naszego żółtego szlaku musimy zejść kawałek w dół biegu potoku Łomniczanka. Zaraz za budynkiem Ośrodka Wypoczynkowego „Łomniczanka” znajdujemy znaki żółtego szlaku, które wchodzą na kamienistą drogę, biegnącą na wschód pomiędzy domami. Wcześniej oczywiście przekraczamy Łomniczankę. Droga szybko zaczyna piąć się w górę wcinając się w wąwóz pomiędzy łąkami. Kamieniste podłoże, mieszające się z błotem i ciurczącym ciekiem szybko pozbawiają buty wytworności. Po 20 minutach od zejścia z szosy w Łomnicy docieramy na grzbiet z rozległymi pastwiskami, gdzie stoi kapliczka. W poprzek kierunku naszego marszu przebiega droga wyłożona pasami betonowych płyt. Skręcamy na niej w lewo i dalej wspinamy się, ale już bardzo wygodnie. Otrzepując oblepione wokół butów błoto.

W wąwozie
W wąwozie.

Kapliczka na grzbiecie pokrytym rozległymi pastwiskami
Kapliczka na grzbiecie pokrytym rozległymi pastwiskami.

Otaczają nas cudowne górskie widoki. Wspaniale prezentuje się stąd końcowa część doliny Łomniczanki, zasilającej wody Popradu. Na zachodzie widać oczywiście Radziejową (1266 m n.p.m.), łatwo rozpoznawalną dzięki wieży widokowej wystającej ponad wierzchołkami drzew. Zaś tam gdzie kończy się Pasmo Radziejowej, a zaczyna Pasmo Jaworzyny Krynickiej, w dość szerokim przesmyku widać w oddali kawałeczek Beskidu Wyspowego. Tam niespodzianka - jego królowa Mogielica (1171 m n.p.m.). Cóż to za niezwyczajne otoczenie.

Ciepło się robi za sprawą padających promieni słonecznych, a może raczej dzięki emocjonującemu otoczeniu. Takich cudowności z pewnością nie spodziewaliśmy się, a na pewno nie aż tak wspaniałego ranka. Ciągle nabieramy wysokości i rozciągłość panoramy cały czas rośnie. Tak będzie, aż do granicy lasu, do którego za niedługo wejdziemy. Do tego te z wolna płynące, bajeczne obłoki, które stanowią niezwykłą ozdobę krajobrazu, dodając mu majestatycznego ruchu. Niestety - obłoki te przypominają również o wczorajszych prognozach, zapowiadających deszcz i gwałtowne burze. Wierzyć się nie chce, że taka przyszłość czeka nas dzisiaj.

anorama na dolinę Łomniczanki w kierunku północno-zachodnim
Panorama na dolinę Łomniczanki w kierunku północno-zachodnim.

Dolina Łomniczanki (widok w kierunku południowo-zachodnim)
Dolina Łomniczanki (widok w kierunku południowo-zachodnim).

Wciąż idziemy w górę bocznego grzbietu odchodzącego na północny zachód od głównej grani Pasma Jaworzyny Krynickiej. Kiedyś biegła tędy granica między polską ludnością zamieszkująca dolinę Łomniczanki, a łemkowską zamieszkująca dolinę Wierchomlanki. Dziś na grzbiecie, po którym wędrujemy znajduje się kilka zabudowań tworzących osiedla o nazwie Króle na zachodnich zboczach i Wapiennik na wschodnich. Jesteśmy coraz bliżej pierwszego zalesionego szczytu. Za nim nieco na prawo widać wznoszącą się na 1004 m n.p.m. Parchowatkę.

W górę grzbietu
W górę grzbietu.

Pośród rozległych pastwisk
Pośród rozległych pastwisk.

Osiedle Króle
Osiedle Króle.

Kończą się na drodze betonowe płyty, rozpoczyna zwykła polna droga. Mijamy osiedle Króle i mijamy przydrożny krzyż, gdzie czerwone znaki odchodzą na wschód do Wierchomli Wielkiej. Wciąż idziemy grzbietem, aż do skraju lasu, gdzie o godzinie 10.45 przystajemy na kilkuminutową przerwę. I tu dostrzegamy kolejne nowości. Tam, gdzie widać było skrawek Beskidu Wyspowego, pomiędzy nim, a pasmem Radziejowej pokazały się Gorce. To nie wszystko, bo bardziej na południe, po lewej stronie szczytu Radziejowej ukazały się ośnieżone Tatry. Nie do wiary, jakież to wszystko nieprawdopodobnie malownicze. Być może znakomity malarz potrafiłby otaczający nas świat przenieść na płótno, gdyby tylko tu był z nami, ale cóż można zrobić mając do dyspozycji tylko słowa. Nie ma chyba takiego pisarza i poety, który potrafiłby oddać w słowach to co nas otacza i wyrazić kotłujące się w głębi uczucia i zauroczenie.

Tu zrobimy sobie przerwę
Tu zrobimy sobie przerwę.

Widok w stronę tego co już za nami
Widok w stronę tego co już za nami.

Panorama z miejsca naszego postoju w kierunku południowo-zachodnim
Kompletna panorama z miejsca naszego postoju w kierunku południowo-zachodnim.

Pasmo Radziejowej. W przesmyku z prawej widać Beskid Wyspowy
Pasmo Radziejowej. W przesmyku z prawej widać Beskid Wyspowy.

Zbliżenie na Radziejową (1266 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego
Zbliżenie na Radziejową (1266 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego.

Masyw Mogielicy (1171 m n.p.m.)
Masyw Mogielicy (1171 m n.p.m.).
Jego wierzchołkowa część jest nazywana przez miejscową ludność Kopą,
ze względu na charakterystyczny kształt.

Zbliżenie na Mogielicę (1171 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego
Zbliżenie na Mogielicę (1171 m n.p.m.) - najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego.

O godzinie 11.00 ruszamy dalej w górę. Wchodzimy do lasu. Po chwili droga rozwidla się na dwie pod niewielkim kątem. Wchodzimy na prawą odnogę, która po niedługim czasie łagodnieje. Zaczynamy obchodzić szczyt Parchowatki. Od czasu do czasy przecinamy niewielkie polany, na których atrakcją są drewniane szałasy. Polany zachwycają również malowniczymi widoczkami. Generalnie jednak idziemy przez ładny las, wygodną drogą.

Obejście szczytu Parchowatki (1004 m n.p.m.)
Obejście szczytu Parchowatki (1004 m n.p.m.).

O godzinie 11.45 kończymy obejście szczytu Parchowatki i przechodzimy przez Siodło pod Parchowatką, położone na wysokości 900 m n.p.m. Za siodłem zataczamy krótki łuk w pobliżu szczytu kolejnego wzniesienia o nazwie Łaziska (941 m n.p.m.). Szlak zawija od północno-zachodniej strony tego wzniesienia. Na szlaku przez chwilę pojawiają się pozostałości po zimie - trochę śniegu.

Siodło pod Parchowatką (900 m n.p.m.)
Siodło pod Parchowatką (900 m n.p.m.).

Zataczamy krótki łuk w wokół szczytu wzniesienia o nazwie Łaziska (941 m n.p.m.)
Zataczamy krótki łuk wokół szczytu wzniesienia o nazwie Łaziska (941 m n.p.m.).

Zaraz potem wracamy na grzbiet. Za Łaziskami wchodzimy na ciąg polan nazywanych Lichoniowymi Górami (od nazwiska rodziny zamieszkującej w Łomnicy). Stąd znowu mamy wspaniałe widoki na równoległe grzbiety. Szczególnie pięknie prezentuje się ten, północno-zachodni, po którym będziemy wracać z Hali Łabowskiej. Są tam śliczne polany - Hala Skotarki i Hala Groń. Widoki z tamtej strony zamykają Tatry i niestety... kłębiące się ciemne chmury. Nie są to już niewinnie wyglądające obłoki.

Widok na Gorce z Lichoniowych Gór
Widok na Gorce z Lichoniowych Gór.

Widok na Tatry z Lichoniowych Gór
Widok na Tatry z Lichoniowych Gór.

Ruszamy pośpiesznym krokiem. Pokonujemy krótki, ale stromy odcinek wyprowadzający nas na kolejne wzniesienie - Wargulszańskie Góry. Jego partię szczytową porasta bukowy las.

Wargulszańskie Góry
Wargulszańskie Góry.

Do Hali Łabowskiej jest już bardzo blisko, ale im bliżej jesteśmy tym w większym tłumie maszerujemy. Na szlakach turystycznych dochodzących do Hali Łabowskiej tworzą się prawdziwe sznury turystów, bo jest ona dziś miejscem turystycznego święta – IX Małopolskie Rozpoczęcie Sezonu Turystycznego.

Na Halę Łabowską wychodzimy o godzinie 12.20. Znajduje się tu schronisko, położone jest na wysokości 1061 m n.p.m. Pierwszy budynek schroniska powstał tu w 1953 roku. Składał się on z pokoju i kuchni. Po dwukrotnej rozbudowie jest to obecnie duży budynek, z kamienia i drewna. Zjemy w nim ciepły obiadek, a na deser szarlotkę.

chronisko PTTK na Hali Łabowskiej (1061 m n.p.m.)
Schronisko PTTK na Hali Łabowskiej (1061 m n.p.m.).

O godzinie 13.00 następuje oficjalne otwarcie sezonu turystycznego, potem msza św. dla zgromadzonych turystów, w czasie której przygrywa góralska kapela. Dla większości uczestników uroczystość ta ma duchowy i symboliczny charakter, gdyż tak naprawdę przed zimą wielu z nas nie zakończyło sezonu wędrówek po górach.

Hala Łabowska. Fotografia naszej grupy turystycznej
Hala Łabowska. Fotografia naszej grupy turystycznej.

Hala Łabowska jest dobrym punktem widokowym w kierunku północnym i północno-wschodnim. Widać stąd wzniesienia Beskidu Niskiego i pobliskie szczyty Beskidu Sądeckiego. Pobyt na Hali Łabowskiej uwieczniamy fotografią naszej grupy turystycznej. Najmłodsi uhonorowani zostają pamiątkowymi dyplomami. O godzinie 15.00 zbieramy się do powrotu. Do Łomnicy schodzić będziemy inną drogą - niebieskim szlakiem.

Ledwo ruszyliśmy i zaczęło padać. No cóż, spodziewaliśmy się tego. Nad nami zawisła ciemna chmura, ale nie zawracamy do schroniska, bo jeszcze nie leje jak z cebra. Niebieskie znaki wprowadzają nas do lasu, który osłania nas nieco przed deszczem. Zaniosło się, ale nie zatrzymujemy się.

Po kilkunastu minutach wychodzimy na polanę. Szkoda, że pada, bo można by przystanąć rozejrzeć się dokoła. Cieszy jednak widziany w dali błękit nieba. Chmura przesuwa się powoli za nas. Równolegle z nią po wschodniej stronie przesuwa się jednak większa i ciemniejsza chmura burzowa. Pogrzmiewa z niej donośnie. Oby nie przypłynęła do nas.

Pada, ale w dali pojawia się optymistyczny błękit nieba
Pada, ale w dali pojawia się optymistyczny błękit nieba.

Znów na krótko wchodzimy w las, po czym wychodzimy na kolejną polanę - Hala Skotarka. Stoją na niej pozostałości opuszczonych domostw po dawnych mieszkańcach polany - pasterzach, którzy z racji nieopłacalności swojej profesji, nie tak dawno przenieśli się w doliny. Hala Skotarka jest dobrym punktem widokowym. Polana opada stromymi stokami na południowy wschód, gdzie po drugiej stronie widać grzbiet po którym wcześniej wędrowaliśmy.

Hala Skotarka
Hala Skotarka.

Widok z Hali Skotarka na grzbiet po którym wcześniej wędrowaliśmy
Widok z Hali Skotarka na grzbiet po którym wcześniej wędrowaliśmy.
Po prawej wznosi się Parchowatka (1004 m n.p.m.).

Deszczowa chmura przesuwa się za nas, a przed nami widać coraz wyraźniejszy błękit nieba. Deszcz traci na intensywności, aż w końcu ustaje, lecz wciąż niepokoją odgłosy nieodległej burzy na wschodzie. Wchodzimy znów w gąszcz lasu, by po chwili wyjść na Halę Groń, a potem znów ścieżka wchodzi do lasu.

Hala Groń
Hala Groń.

Idzie się wygodnie i stabilnie mimo mokrego gruntu. Jednak wkrótce leśne zbocze załamuje się wraz z naszą ścieżką. Oj, trzeba przyhamować, bo zbocze może ponieść w dół, co zakończyć się może bolesnym kontaktem z jednym z drzew. Schodzić trzeba zakosami. Pełno tu kamieni, błota i wystających korzeni. Jest bardzo ślisko. Mimo zachowania pełnej uwagi wiele osób zalicza uślizgi i upadki. Na szczęście kończy się jedynie ubłoceniem ubrania. Pokonanie tego karkołomnego fragmentu szlaku zajmuje nam około 20 minut. Doprowadza nas on na brzeg potoku Łomniczanka.

Miejsce, gdzie leśne zbocze z naszą ścieżką załamuje się w dół
Miejsce, gdzie leśne zbocze z naszą ścieżką załamuje się w dół.

Zejście niebieskim szlakiem do doliny Łomniczanki
Zejście niebieskim szlakiem do doliny Łomniczanki.

Pełno tu kamieni bazgrających się w błocie i wystających korzeni
Pełno tu kamieni, błota i wystających korzeni.

Najbezpieczniej schodzić zakosami
Najbezpieczniej schodzić zakosami.

Żywiec gruczołowaty (Cardamine glanduligera)
Przez Łomniczankę trzeba przeprawić się po kamieniach, co nie zawsze jest takie proste bo koryto potoku jest w tym miejscu szerokie na dobrych kilka metrów. Można oczywiście przeprawić się wprost przez wodę, no ale ta jest trochę zimna. Choć z drugiej strony niektórym umorusanym w błocie wędrowcom przydałaby się kąpiel i porządne pranie ubrania.


Przeprawa przez Łomniczankę
Przeprawa przez Łomniczankę.

Przeprawa przez Łomniczankę
Przeprawa przez Łomniczankę.

Przeprawa przez Łomniczankę
Przeprawa przez Łomniczankę.


Zanim wyjdziemy do ludzi - pucowanie butów
Zanim wyjdziemy do ludzi - pucowanie butów.

Dalej idziemy już szeroką drogą gruntową, biegnącą równolegle do Łomniczanki, której wody przelewają się wartko w skalistym korycie. Być może to od jej rwącego nurtu, „łamiącego skały”, czy też raczej „łamiącego się o skały” pochodzi nazwa wioski, która usadowiła się wzdłuż jej biegu.

Otaczają nas leśne zbocza. Droga jest bardzo wygodna, ale jeszcze rok temu była zniszczona przez powódź. Tam gdzie nie była wówczas drożna, niebieski szlak odbija na chwilę w prawo do lasu.

Dalej idziemy już szeroką drogą gruntową, biegnącą równolegle do Łomniczanki
Dalej idziemy już szeroką drogą gruntową, biegnącą równolegle do Łomniczanki.

Droga jest bardzo wygodna, ale jeszcze rok temu była zniszczona przez powódź
Droga jest bardzo wygodna, ale jeszcze rok temu była zniszczona przez powódź.

O godzinie 16.30 docieramy do miejsca, gdzie nasza gruntowa droga zamienia się w asfaltową. Mijamy budynki Leśnictwa Łomnica i chwilę potem docieramy do parkingu, znajdującego się obok przystanku autobusowego w Łomnicy Zdroju. Tu kończymy wędrówkę i tu kończy się niezwykła turystyczna przygoda. Rozpoczyna się czas oczekiwania na następną.

Kończymy wędrówkę i niezwykłą turystyczną przygodę
Kończymy wędrówkę i niezwykłą turystyczną przygodę.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej „Wierch”.

GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Zbierają się chmury
Pada
I po deszczu

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas