za nami
|
|
pozostało
|
307,0 km
|
212,0 km
|
Otworzywszy oczy spojrzeliśmy na blask czerwieni wpadający przez okno naszego pokoiku w chacie „Kordowiec”. To co zobaczyliśmy za oknem było jakby nie z tego świata - olśniewający świt, taki jaki do tej pory widzieliśmy chyba w bajkach i pewnie dlatego po chwili zasnęliśmy ponownie. No cóż, ostatnimi dniami coraz trudniej nam się wstaje. Zmęczenie daje znać, a nie ma się co dziwić - to skutek bezustannej wędrówki. W ciągu dziesięciu kolejnych dni przeszliśmy już ponad 300 km.
Popołudniu zapowiadali burze i faktycznie, gdy schodziliśmy z Radziejowej zaczęło grzmieć. Przyśpieszyliśmy i zdążyliśmy na czas do schroniska na Przechybie. Jedząc obiad obserwowaliśmy jak dwa fronty burzowe ścierają się ze sobą. Dobrze, że dotarliśmy do schroniska na czas.
Do Krościenka nad Dunajcem schodziliśmy w znakomitych nastrojach. Byliśmy już przed ostatnim wzniesieniem, gdy ponownie tego samego dnia usłyszeliśmy pomruki burzy. Wkrótce zobaczyliśmy skąd płynie zagrożenie. Nad Lubaniem kotłowała się potężna burza. Zaczęliśmy gnać jak szaleni w dół góry. Niestety burza była szybsza i wraz z osiągnięciem granicy lasu musieliśmy przysiąść wśród przydrożnych zarośli. Nie mogliśmy wyjść na otwartą przestrzeń. Trudno powiedzieć ile tak siedzieliśmy w bezruchu… pół godziny, a może godzinę.
Gdy później zeszliśmy do Krościenka nad Dunajcem trafił nam się nocleg nieprawdopodobny: luksus jakiego się nie spodziewaliśmy i to za cenę niższą od przeciętnej schroniskowej. Jest to pensjonat „FaFik” prowadzony przez niezwykle sympatyczną Panią Jolę. Znajduje się on przy czerwonym szlaku, przy moście nad Dunajcem. Naprawdę warto go zapamiętać.