Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diable Skały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diable Skały. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Siekierczyna  „Ściana Skalna”  „Diable Skały”/Bukowiec (530 m n.p.m.)  Jamna (490 m n.p.m.) {} Bacówka na Jamnej (477 m n.p.m.) {} Jamna (490 m n.p.m.)  Siekierczyna  Skała „Wieprzek”  Jastrzębia  Kąsna Dolna - Dwór Paderewskiego.

OPIS:
Na północ od zachodniej części Beskidu Niskiego, pomiędzy doliną Dunajca (od zachodu) i doliną Białej (od wschodu) rozciąga się Pogórze Rożnowskie. Dziś tu przynosi nas nieodparta chęć wędrowania. Trasę rozpoczynamy we wsi Siekierczyna, wchodzącej w skład gminy Ciężkowice. O godzinie 9.10 wyskakujemy z autokaru przy tablicy informacyjnej ścieżki krajobrazowo-geologicznej "Przez Wieprzek".

Początek wędrówki wiedzie drogą gruntową, zbliżając się do lasu porastającego dość strome zbocze. Droga nasza przecina strumień, z którym bez problemu radzimy sobie przeskakując go i wykorzystując wystających kamienie. Pierwsze minuty wędrówki nie zapowiadają forsowności kolejnego odcinka. Po około 10 minutach spokojnej wędrówki strzałki na drzewie kierują nas na bardzo strome zbocze leśne. Po wyznaczonej ścieżce dydaktycznej, wspinamy się po bardzo mocno nachylonym zboczu, przytrzymując się trochę drzew. Nie ma tu wydeptanej ścieżki, ale dojście jest dobrze oznakowane. Zbocze jest bardzo strome i w jego pokonanie trzeba włożyć troszkę wysiłku. Nie stanowi jednak ogromnego problemu, choć wspinaczka po deszczu na tą górkę bez pomocy rąk może okazać się niewykonalna.

Podejście pod Ścianę Skalną.
Ściana Skalna
O godzinie 9.30 stajemy u podnóża imponującej ściany skalnej. Posiada ona około 150 m szerokości, a wysokość jej waha się w granicach 15-20 m. Przecięta jest dwiema dużymi szczelinami, tworzącymi kominy skalne: Złoty Komin i Kruchy Komin. Ścianę skalą obchodzimy od strony wschodniej, pnąc się wciąż do góry. Jej partie szczytowe osiągamy w niecałe 10 minut. Potem schodzimy drogą leśną na zachód do niebieskiego szlaku wytyczającego trasę naszej dalszej wędrówki.

Teraz w górę kominkiem... czy dam radę?

Pod Ścianą Skalną.

Na szczycie Ściany Skalnej.

Mijamy kilka siekierczyńskich gospodarstw, po czym nasza droga wchodzi do lasu. Wędrówka trwa po łagodnych, niemęczących wzniesieniach. Panuje niewysoka, ale przyjemna temperatura, zapowiada się słoneczny dzień.

Z lasu wychodzimy o godzinie 10.20 wprost na asfaltowa drogę. Za nią na wzniesieniu jest cmentarz, za którym wznosi się drewniany kościół parafialny pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Na tej asfaltowej drodze skręcamy w prawo i poboczem drogi idziemy w górę zataczając krąg wokół cmentarza. Droga tą przemieszcza nas przed wejście główne  świątyni. Tu też droga ta kończy swój bieg.

Kościół pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Bukowcu.

Niestety, nie trafiliśmy na godziny otwarcia świątyni. Szkoda, bo jego wnętrze widziane przez przeszklone drzwi wejściowe wygląda interesująco. Ciekawostką kościoła jest to, że nie był on wybudowany tutaj. Wcześniej była to cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Parascewy, wybudowana 1892 roku we wsi Kamianna koło Krynicy. Budowlę tą przeniesiono do Bukowca na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku i zaadaptowano ją na kościół rzymsko-katolicki, aby uchronić przed zniszczeniem.

Kościół w Bukowcu posiada jeszcze jedną ciekawostkę. Są nią stworzenia, którym od zarania dziejów wiele kultur przypisywało cechy demoniczne - nietoperze, które pod dachem tego kościoła znalazły schronienie. Właśnie tu w Bukowcu, wbrew tym wszystkim przekonaniom, w pobliżu rezerwatu „Diable Skały” nietoperze wybrały człowieka za swego sprzymierzeńca. Jest to kolonia Podkowca małego (Rhinolophus hipposideros), jednego z najmniejszych nietoperzy i najbardziej zagrożonych wyginięciem w Europie.


Wejście w rezerwatu „Diable Skały” poprzedzamy jeszcze dłuższą przerwą na drugie śniadanie. Dopiero o 12.00, nasyceni i pokrzepieni, ruszyliśmy w kierunku początku ścieżki dydaktycznej wiodącej przez teren rezerwatu przyrodniczego „Diable Skały”. Naszą wędrówkę wytyczają w tym rezerwacie czerwone znaki ścieżki dydaktycznej, odchodzące od naszego niebieskiego szlaku.

Teraz do Diablich Skał...


Skała „Diabeł”
Czerwone znaki ścieżki wprowadzają nas od razu w gęsty las, porastający północno-wschodnie zbocza góry Bukowiec. Ledwo do tego lasu weszliśmy, a już po paru krokach stajemy przed ogromną skałą, stojącą jakby sztorcem do góry, zwaną „Diabeł”. Ludzie powiadają, że nie jest to zwyczajna skała. Legenda przypisuje jej pochodzenie siłom pozaziemskim. Potwierdzać to mają łatwo widoczne na jej powierzchni odciski potężnych szponów czarta, który wlókł ją na swoich barkach z Węgier. Upuścił ją tu w Bukowcu, gdy kur zapiał, a sam zapadł się pod ziemię.

Dlatego z lekkim zawahaniem dotykamy wgłębienia po odciśniętych szponach, aczkolwiek jesteśmy świadomi tego, że jeżeli mroczna magia tkwi w tym kamieniu, to jest ona teraz uśpiona. Ale czy można być tego pewnym? Podania mówią, że skała ta za czasów pogańskich była ołtarzem całopalenia ku czci Światowida.

Skała „Diabeł”.

Odciski szponów czarta na skale.

Czerwone znaki wiodą nas dalej na zachód po północnej stronie zbocza góry Bukowiec. U góry jest gdzieś jego kulminacja sięgająca 503 m n.p.m., ale przysłaniają ją drzewa i głazy skalne. Mamy nadzieję, że nie obudzimy czarcich mocy i bezpiecznie przejdziemy po jego grzbiecie w drodze powrotnej.

Bloki Skalne
Po kilku minutach marszu podchodzimy pod następną skałę o zupełnie innym kształcie niż poprzednia - to „Bloki Skalne”. Ma ona formę ambony, ale w jej środkowej części dostrzegamy jeszcze coś... efektowny okap z niewielką jaskinią. Wygląda tak, jakby ktoś celowo odpowiednio poukładał na siebie bloki skalne by ją utworzyć. Kto i po co tak zrobił? - pozostanie dla nas zagadką.

Bloki Skalne.

Nierzadko ścieżka naszej wędrówki tonie w szeleszczących liściach, wśród runa leśnego, jakby nas chciała wyprowadzić na szatańskie manowce, ale na szczęście oznaczenia szlaku pozostawione to kiedyś przez człowieka są bardzo wyraźne. Nawet, gdy uwodzicielskie skały zwabią nas do siebie i zboczymy ze swojej trasy, łatwo odnajdziemy znaki szlaku na drzewach.

Dwie Skały
Wędrujemy dalej na zachód, północnym stokiem Bukowca. Po kilkudziesięciu metrach podchodzimy pod następne skały. Formacja ta nazywa się „Dwie Skały” i faktycznie wyodrębnić można dwie odrębne skały oddzielone szczeliną.

Na trasie wędrówki wiele skał pokrytych jest różnymi mchami, również „Dwie Skały” są bogato obrośnięte tymi organizmami. Roślinność taka jest charakterystyczna dla miejsc wilgotnych i zacienionych, a niewątpliwie w takim miejscu znajdujemy się teraz.

Dwie Skały.

Gęsty las, pochłaniający promienie słoneczne, od pierwsej napotkanej skały potęguje diaboliczny klimat wędrówki. Każda skała przy szlaku mieni się odmiennością, własną osobliwością. Każdą skałę człowiek chciałoby dotknąć i spenetrować. Wielu wędrowców odważa się tego dokonać, ale robi to delikatnie, z niejaką estymą, by nie zbudzić drzemiących tam złych mocy.

Urwisko
Ruszamy dalej na zachód. Przed nami wyrasta okazała skała, nie bez powodu nazwana „Urwisko”. Tworzy ona ścianę skalną o długości 50 m i wysokości 15 m.

Urwisko.

Na ścianie skały znaleźć można dwie tajemne szczeliny. Wtajemniczeni wiedzą, że prowadzą one do niewielkich jaskiń ukrytych we wnętrzu skały. Większa z nich położona na północno-zachodniej ścianie skały nosi nazwę „Jaskinia pod Okapem”. Prowadzi do niej okazałe, łukowato sklepione, wejście, przegrodzone ukośnym progiem. Tuż za tym progiem znajduje się niewielka salka, z której przez studzienkę można dostać się do korytarzyka o długości ok. 6 m, wysokości 1,5 m i szerokości 0,5 m. Nad studzienką odchodzi nachylony ku górze, ciasny, wyklinowujący się  czterometrowy korytarz. Wejście do drugiej jaskini, nazywanej „Schroniskiem w Omszałej Skale”, znajduje się na górze środkowej części skały. Ma ono niewielkie wymiary: 0,4 m wysokości i 1 m szerokości. Wejście to prowadzi do niskiego korytarzyka o wysokości 0,5 m i długości 2 m, zwieńczonego małym prożkiem, za którym położona jest prostopadła szczelina o wymiarach 0,5 m szerokości i 1,5 m wysokości.

Samotna Skała
Teraz po drodze mijamy niewielkie skałki, tudzież pojedyncze głazy rozrzucone po lesie. Wśród nich wyłania się przy naszym szlaku nieco mniej imponująca od wcześniej napotkanych „Samotna Skała”.

Samotna Skała.

Wędrujemy wciąż na zachód. Powoli oswajamy się z mrocznością lasu i nasze uszy stają się mniej wyczulone na każdy pojawiający się szmer lub szelest. Zmienia się ich percepcja i wtedy to właśnie zaczynamy słyszeć melodię śpiewu ptaków, które jakby nie przejmowały się w ogóle diabelskością tej krainy.

Jedna z mniejszych skałek porozrzucanych po lesie.

Głaz
Kierując się w stronę zachodnią, osiągamy ostatnią ze skał po tej stronie wzgórza, o kształcie bloku skalnego. Jasnoróżowa barwa głazu w jego dolnych partiach daje wrażenie, jakby jakieś piekielne moce próbowały go od spodu rozżarzyć. Hipotezę tą uprawdopodabniają liczne pionowe i poziome szczeliny wytworzone w tej litej skale, jakże przypominające spękane ogary, wypalające się na palenisku. Może się wydawać, że głaz płacze, bo na powierzchni posiada pionowe odbarwienia niczym po spływających ciekach z deszczu i śniegu. To bardzo tajemnicza skała, choć niewielka. Raczej omijamy ją z daleka.

Głaz.

Diabla Dziura
Znowu podążamy za czerwonymi znakami szlaku. Diable Skały starają się ukryć wśród drzew, ale trasa naszej wędrówki wiedzie nas w ich pobliżu. Po niedawnej zimie drzewa jeszcze nie zdążyły rozwinąć w pełni liści, ale mimo to ich korona skutecznie blokuje próbujące się przebić promienie słoneczne. Tylko niewiele z nich dociera do nas naświetlając wnętrze lasu. Pomiędzy pniami drzew dostrzegamy jednak promyk nadziei - pełen blask słoneczny, opadający na szczyt kolejnej skały. Duch nasz się zaczyna radować, bo czerwone znaki na konarach właśnie tam prowadzą. Powoli zbliżamy się do niej, ale trwa do nieco dłużej, bo choć dystans do pokonania nie jest długi, to do czynienia mamy ze stromym podejściem - wszak musimy wejść na sam szczyt skały, omijając znajdujący się w niej otwór jaskini zwany Diablą Dziurą. Nie jest to jedyne wejście do tej drugiej co do wielkości jaskini osuwiskowej (szczelinowej) w Karpatach Polskich, gdyż 20 m na wschód znajduje się drugi niepozorny otwór. Długość korytarzy jaskini wynosi ok. 365 m, a różnica punktów najwyższego i najniższego 42,5 m.

Północne zbocze Bukowca na którym usytuowana jest Diabla Dziura.
 
Diabla Dziura na północnym zboczu Bukowca.

Widok ponad Diablą Dziurą.

Jaskinia znana była od bardzo dawna. Krąży o niej wiele legend, a jedna z nich mówi o ukrytych skarbach zrabowanych przez straszliwych zbójców. Gromadzone one były w jaskini przez zbrodnie i morderstwa, dlatego przeszły później pod władzę piekła, a Lucyfer, książę szatanów wyznaczył diabła Borutę do ich pilnowania. Ludzie przez wiele wieków bali się wchodzić na bukowską górę. Skarby skusiły jednak pewną dziewczynę, Kasię Maciaszkównę. Próba ich wykradnięcia przez tą dziewczynę okazała się jednak nieudana, a przyłapana przez Borutę, została uwięziona za karę w jaskini. Zmuszona została do ciągłego przeliczania i pilnowania skarbów, dzięki czemu sam Boruta może hulać sobie beztrosko po świecie. Od tego czasu minęły już setki lat. Przez ten czas wielu odważnych penetrowało bukowską jaskinię. Byli nawet podobno tacy, którzy widzieli w niej Kasię Maciaszkównę, ale uwolnić jej, ani skarbów zabrać nie mogli - nie mogąc przebyć wody, która ich od niej oddzielała.

Diabla Dziura i jej rzekome skarby intrygują, ale kiedy Anita przytaczała nam tą mroczną opowieść, długo się nie zastanawialiśmy, co dalej. Nie będziemy tu sterczeć wiecznie. Skarby lepiej niech pozostaną tajemnicą tych skał.



Wchodzimy dalej na wierzchowinę Bukowca, gdzie wzdłuż czerwonych znaków wyznaczających ścieżkę naszej wędrówki ciągnie się również niebieski szlak turystyczny. Skręcamy na wschód, maszerujemy w kierunku kulminacji Bukowca. Przechodzimy ponownie w sąsiedztwie skał, które wcześniej napotkaliśmy, ale tym razem idziemy ponad nimi i mijamy je w odwrotnej kolejności. Najbardziej imponuje „Urwisko”, którego szczyt jest bardzo dobrym punktem widokowym na dolinę potoku Paleśniaka, górę Jamna, Ostrzyż. W oddali widać też z niego górę Rosulec.

Widok z „Urwiska”.

Na tej wysokości, gdzie dociera więcej światła i ciepła słonecznego, przyroda ożywiona staje się bardziej różnorodna. Jest bardziej zielono i pojawiają się liczne kwiaty, z których najbardziej popularnym staje się Zawilec gajowy (Anemone nemorosa). Spod ziemi zaczynają wyrastają liczne młode pędy roślinności, w tym gromady Konwalii majowej. Delektujemy się budzącą się po zimie roślinnością, zapachem lekkiego wiosennego powietrza. Wydaje się nam, że diabelskie skały pozostawiliśmy już za sobą, gdy nieoczekiwanie po stronie południowej pojawia się nagle osobliwość skalna.

Zawilec gajowy (Anemone nemorosa).

Młode liście Konwalii majowej (Convallaria majalis L.) .

Skała „Grzyb”
To „Grzyb”. Jedyna w swoim kształcie forma skalna na terenie rezerwatu, zbudowana z warstwowo ułożonych płyt piaskowca. Jest to skała bardzo ekspresyjna, o artyzmie nieposzlakowanym, której głównym projektantem jest natura, bo raczej trudno jest uwierzyć, by diabeł maczał w niej swoje szpony. Skała ta emanuje swoje piękno na każdą stronię. Obchodząc ją dookoła, trudno jest się zdecydować, od której strony lepiej ją zapamiętać. Otumania nas i nie jesteśmy pewni tego, od której strony jej kształt jest dla nas najbardziej zachwycający.

Skała „Grzyb”.

Odchodząc od tej ekscytującej skały, dociera do nas przeświadczenie, że znajdujemy się na obszarze wielowiekowo nienaruszonego, zapomnianego, na którym człowiek nie odważył się pozostawić swojego śladu, gdzie natura rządzi się własnymi prawami. Czyż nie pasują do tego diaboliczne wizje inspirowane wychodniami skalnymi tworzącymi Diable Skały?

Skała „Kapa”
Musimy przerwać te rozważania, bo zbliżamy się do kolejnej niezwykłej wychodni skalnej, o długości 5 m i wysokości 3 m. Mając na uwadze kształt tej skały nadano jej nazwę „Kapa”. Przed nią rozciąga się niewielka polana.

Skała „Kapa”.

W czasach przedchrześcijańskich skała ta miała służyć jako miejsce święte związane z kultem bóstw przyrody. Wcale to nie dziwi, bowiem na tym niewielkim skrawku terenu wokół bukowieckiego szczytu, na każdym kroku wyczuwa się dozę nieujarzmionej dzikości natury.

W skale „Kapa” wmontowano tablicę upamiętniającą ofiary walki z hitlerowskim okupantem, choć akurat miejsce, na którym znajdujemy się nie ma charakteru nekropolii. Trzeba jednak pamiętać, że mieszkańcy tych stron przeżyli wtedy wiele ciężkich i tragicznych chwil.

Skała „Kapa” jest już ostatnim obiektem przyrody nieożywionej na trasie naszej wędrówki po rezerwacie „Diable Skały”. Ścieżka naszego szlaku prowadzi nas jeszcze przez chwilę na wschód. Przechodzimy w pobliżu szczytu Bukowca sięgającego 503 m n.p.m., po czym zataczamy wokół niego krąg skręcając w lewo, gdzie ścieżka zaczyna dość stromo opadać w dół.

Zbliżamy się do wyjścia z rezerwatu, nieopodal Skały „Diabeł”, obok której ponownie przechodzimy. O godzinie 12.20 wróciliśmy do punktu, w którym prawie półtorej godziny temu rozpoczynaliśmy wędrówkę po rezerwacie „Diable Skały”. Kolejnym celem dzisiejszej wyprawy jest Bacówka w Jamnej. Można do niej dojść różnymi szlakami. My wybieramy najkrótszą drogę oznaczoną znakami zielonymi. Znaki tego szlaku wyprowadzają nas na drogę gruntową, skręcającą na północ.

Po kilku minutach droga ta wchodzi w las. Zaraz potem na naszej drodze napotykamy na chmarę mrówek (prawdopodobnie z gatunku Rudnicy). Okazuje się, że w pobliżu drogi znajduje się kopczyk mrowiska, z którego cześć mrówek przygotowuje się do lotu godowego. Są ich tysiące i nie ma gdzie nogi postawić. O ich ilości świadczy natarczywy szelest liści, po których poruszają się mrówki. Ciarki przechodzą po skórze, gdy to słyszymy, ale trzeba pamiętać, że mrówki odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu ekosystemów  leśnych, gdyż skutecznie zwalczają owadzie szkodniki lasów. Ponadto usuwają martwe szczątki zwierząt, pełniąc rolę „czyścicieli” lasu. Dlatego też w Polsce mrówka rudnica podlega ochronie częściowej. Ochroną objęte są gniazda mrówek (nie wolno ich niszczyć).

Mrowisko przy szlaku.

Idziemy dalej. Przy drodze pojawiają się okwiecone Szczawiki zajęcze (Oxalis acetosella L.) - bardzo popularna roślinka. Niektóre z napotkanych szczawików śpią, mając stulone listki, w ten sposób roślinki te regulują ilość odparowywanej wody ze swoich listków.

Dawniej z jej liści przyrządzano sałatki, zupy i napoje orzeźwiające. Używano jej również do farbowania tkanin i jako środek czyszczący. Znana jest też z zastosowań leczniczych. Z jego świeżych liści można przyrządzać napój, który obniża gorączkę, a także działa moczopędnie oraz uzupełnia niedobór witaminy C. W stanach zapalnych dziąseł, można też żuć świeże liście, natomiast stłuczone przykładać na rany. Nie należy szczawika spożywać przy chorobach nerek, dróg moczowych i gruźlicy. Duże dawki mogą mieć działanie toksyczne.

Szczawik zajęczy (Oxalis acetosella L.).

O godzinie 12.45 wychodzimy z lasu. Droga przez chwilę opada, ale trwa to krótko i po chwili zaczyna wznosić się w górę w kierunku wierzchołka góry Jamna. Mapy wskazują, że jesteśmy na terenie wioski Jamna, ale w zasięgu wzroku widać tylko kilka, rozproszonych chat pomiędzy rozległymi gruntami rolnymi. Trudno wskazać, gdzie rzeczywiście wieś się kończy, a gdzie zaczyna. Jamna to niewielka osada o liczbie mieszkańców niespełna 100 osób, których domostwa są porozrzucane na terenie ponad 25 km kw. Na tym niemal bezludnym obszarze wyróżnia się strzelisty Kościół pod Wezwaniem Matki Bożej Jamneńskiej - Matki Niezawodnej Nadzieji, wybudowany tu w 1999 roku. Zmierzamy właśnie w jego kierunku. Dochodzimy do drogi asfaltowej biegnącej wokół przykościelnych terenów.

Przed nami góra Jamna (490 m n.p.m.).

Przy drodze tej znajduje się rozstaj szlaków. Trzymając się zielonego szlaku skręcamy w lewo omijając kościół. Potem mijamy z lewej gospodarstwo agroturystyczne, a za nim przed starą wierzbą skręcamy ponownie o 90 stopni w lewo. Łagodnym wzniesieniem wchodzimy na wysokość 477 m n.p.m., gdzie usytuowane jest schronisko turystyczne o nazwie Bacówka w Jamnej. Jesteśmy w pobliżu kulminacji góry Jamna sięgającej wysokości 490 m n.p.m.

Na terenie bacówki spotykamy się z wykwintną swojszczyzną turystyczną z górskim klimatem. Otoczenie drewnianego budynku bacówki z murowanym podpiwniczeniem zdobią narzędzia pracy miejscowych rolników, elementy regionalnego folkloru i rzeźby. Jest tu jednym słowem pięknie. Jest jeszcze coś, czego oczekiwaliśmy: obszerny taras po południowej stronie schroniska, a nieco dalej stanowisko do grillowania, wiaty turystyczne z ławkami i stolikami. Nogi nie bolą, szło by się dalej, ale nie na głodnego. Nasz komandor Janusz zadbał już na początku wyprawy, byśmy z głodu nie umarli. Schowane w plecakach czekają na nas kilogramy kiełbasek, chleba, musztardy i ketchupu. Czekają i doczekać się nie mogą, byśmy mogli je skonsumować. A kucharza mamy nie lada, przesympatycznego Ryśka, który wnet przyrządził wyśmienicie/smakowicie (*niepotrzebne można skreślić) wszystkie kiełbaski, i to wedle indywidualnych upodobań. Na talerzykach pojawiły się kiełbaski pieczone, lekko podpieczone, trochę podpieczone, nieco pieczone, ale też bardziej podpieczone, mocno pieczone, jak również zapieczone lub spieczone. Każdemu wedle gustu.


No, ale biesiada nie może trwać wiecznie, bo brzuchy nam urosną, a trzeba je potem nieść na własnych nogach, bo wędrówka jeszcze niezakończona. Z bacówki wychodzimy tą samą drogą, którą przyszliśmy, ale kierujemy się tym razem niebieskimi znakami szlaku, które początkowo prowadzą wspólnie z całą paletą kolorowych znaków: czerwonych, zielonych, żółtych i czarnych, aż do rozstaju szlaków przy kościele parafialnym.

Po minięciu kościoła pojawia się przed nami kompleks osady dominikańskiej tzw. Dom św. Jacka. Osadę tą założyli w 1992 roku Dominikanie z Poznania, wywodzący się z duszpasterstwa akademickiego. Z daleka widać, że jest to enklawa spokoju i ciszy, jakże charakterystyczna pasująca do tutejszych klimatów.

Przed dominikańskim ośrodkiem droga nasza dochodzi prostopadle do innej asfaltowej, a znaki nakazują nam skręcić w prawo na południowy wschód. Idziemy teraz pośród pól szykujących się na przyjęcia ziaren. Jest bardzo ciepło. Spodziewaliśmy się takiej pogody, ale większość z nas nie myślała, że będzie tak piękna.


Przechodzimy obok kwitnących roślinek o nazwie Żywiec gruczołowaty (Dentaria glandulosa). Rośnie ona zazwyczaj pod drzewami i zakwita wiosną, zanim drzewa rozwiną liście.

Żywiec gruczołowaty (Dentaria glandulosa).

Przed przysiółkiem Soliska dołącza do nas szlak czerwony, z którym rozstaliśmy się w Jamnej. Prawie cały czas nasza droga opada aż do pierwszych zabudowań Siekierczyny. W końcu droga asfaltowa wraz z niebieskim szlakiem skręca w prawo do centrum wsi Siekierczyna, a my zmieniamy szlak na czerwony, który biegnie drogą gruntową na północy wschód. Idziemy głównie przez las, ale w kilku miejscach otwierają się przed nami ładne południowo-wschodnie, prezentujące panoramę Pogórza Ciężkowickiego i Rożnowskiego, a nawet bardziej odległego Beskidu Niskiego.

Siekierczyna.

Skała „Wieprzek”
W pewnym momencie szlak wprowadza nas na ścieżkę leśną i po kilkudziesięciu krokach pośród drzew wyłania się potężna wychodnia skalna zwana „Wieprzek” o długości ok. 50 m i wysokości 6-9 m. Zbudowana jest z piaskowca ciężkowickiego. Rozdzielona jest na trzy części wzdłuż poszerzonych szczelin. Szczyt tej skały porasta m.in. sosna zwyczajna, paprocie i borówka czarna.

Wieprzek.
Odosobniona obecność ogromnej wychodni zaskakuje nieco. Nie ma drugiej takiej w pobliżu. Wokół gęsto otaczają ją drzewa lasu i trochę chyba nawet nie pasuje tu. Wygląda jak unikat na tym terenie, jakby stąd nie pochodziła. Jest taka legenda, która wyjaśnia jej pochodzenie, ale wiemy jak to jest z legendami. Może to prawda, a może nie - kto to wie. Głosi ona, że pewnego dnia grybowscy kupcy pędzili świnie na jarmark do Zakliczyna. Zmęczeni długą wędrówką przystanęli w lesie na krótki postój. Odpoczynek zakłócił ostry spór dwóch kupców, którzy rościli sobie prawo do jednego wieprzka. Jeden z nich zakrzyknął „jeżeli ten warchlak nie jest mój, to niech skamienieje!”. I tak też się stało...

Oglądamy „Wieprzka”.



Po obejrzeniu „Wieprzka” z każdej możliwej strony, wracamy na drogę leśną. Zaczynamy nią schodzić ostrzej w dół, delikatnymi serpentynami. Gdy droga nasza znajduje ujście z lasu, skręcamy nią w prawo i odtąd wiedzie nas dość płasko przy jego skraju. Pojawiają się zabudowania gospodarstw. Gdy opuszczamy sąsiedztwo lasu, idziemy już w bezpośrednim sąsiedztwie pól i łąk, a niedługo potem dochodzimy do stromego zbocza, po którym nasz szlak schodzi z drogi gruntowej na ścieżkę wydeptaną w trawie. Przed nami rozpościera się malowniczy widok na miejscowość Jastrzębia i jej okolice. Zejście jest łatwe i szybkie, a widoki stanowią smaczny kąsek dla naszych oczu i aparatów fotograficznych. W dolinie wyróżnia się usytuowany w centralnej części wsi, na wzniesieniu, drewniany Kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja Apostoła. Na główną szosę wiejską przechodzącą przez Jastrzębią wchodzimy o godzinie 16.30, po przekroczeniu mostu nad potokiem.

Na łące w Jastrzębi.
 
Jastrzębia - przejście przez potok.
W drodze powrotnej zatrzymujemy się w miejscowości Kąśna Dolna. W pobliżu przystanku autobusowego PKS przebiega niebieski szlak, którym podążamy na południe. W 2 minuty dochodzimy do dworu z XIX wieku, należącego niegdyś do Ignacego Paderewskiego. Dwór zdobi park o powierzchni  11 ha, posiadający bogaty drzewostan mieszany (krajowy i zagraniczny). We wschodniej części parku znajduje się duży staw z efektowną wyspą pośrodku. To ostatnia atrakcja w programie dzisiejszej wycieczki.

Kąśna Dolna - dwór z XIX w. należący niegdyś do Ignacego Paderewskiego.
Kąśna Dolna - park przy dworze. 


Wyprawa dzisiejsza obfitowała w specyficzne doznania. Wspomnieniami miło będzie powrócić do niej. Pogodny dzień, znakomita atmosfera i szczególna trasa wędrówki z pewnością zapadną w pamięci. To oczywiście zasługa aury, a w szczególności całej grupy turystycznej i głównego animatora tej wędrówki. Opowieść tą kończymy apelem: Januszu! Chcemy więcej takich wypraw!


LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Koło PTTK Zakładu Stalownia (ZH).
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas