Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łabski Szczyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łabski Szczyt. Pokaż wszystkie posty
Otoczenie spowite chmurą sprawia wrażenie tajemniczego i niedostępnego, ale idziemy śmiało dalej. Nie słychać wiatru, nie słychać ptaków, nie ma nikogo w pobliżu tylko my sami, dwóch piechurów podążających w otchłań karkonoskich trzęsawisk. Tam obumierający las zadziwia emocjonującą estetyką - niezbyt skomplikowaną, ale jakby wyjętą z baśniowej krainy.

TRASA:
Karpacz Górny (896 m n.p.m.) niebieski szlak Rówienka (957 m n.p.m.) [żółty szlak] Polana (1067 m n.p.m.) [żółty szlak] Pielgrzymy (1204 m n.p.m.) [zielony szlak] Przełęcz Karkonoska, Schronisko PTTK „Odrodzenie” (1198 m n.p.m.) Ptasi Kamień (1217 m n.p.m.) Przełęcz Dołek (1178 m n.p.m.) Petrova bouda (1288 m n.p.m.) Śląskie Kamienie (1413 m n.p.m.) Czeskie Kamienie (1416 m n.p.m.) Czarna Przełęcz (1348 m n.p.m.) Przełęcz pod Śmielcem (1390 m n.p.m.) Wielki Szyszak, płn. zbocze Śnieżne Kotły (1490 m n.p.m.) Łabski Szczyt (1471 m n.p.m.) Mokra Ścieżka Rozdroże „Twarożnik” (1290 m n.p.m.) Mokra Przełęcz (940 m n.p.m.) Rozdroże „Trzy Świnki” (1297 m n.p.m.) - Szrenica, Schronisko na Szrenicy (1362 m n.p.m.)

OPIS:
Zwiedzanie Świątyni Wang kończymy o godzinie 10.30. Kupujemy bilety do Karkonoskiego Parku Narodowego i wracamy na górskie szlaki. Idziemy początkowo tym samym szlakiem, którym schodziliśmy ze schroniska „Samotnia”, aż do miejsce w którym pojawia się żółty szlak z Borowic. Podejmujemy marsz w górę za jego znakami. Prowadzi on równolegle z niebieskim na Polanę, jednak zbaczając nieco do lasu na wzniesienie Suszycy (1062 m n.p.m.). W ten sposób odmieniamy sobie drogę. Pod względem czasu wędrówki oba warianty są porównywalne. Po drugiej strony Suszycy oba szlaki znów się spotykają na brukowanej drodze i wspólnie dochodzą na znaną nam Polanę.

Suszyca (1062 m n.p.m.).
Na wzniesieniu Suszycy (1062 m n.p.m.).

Z Polany dalej podążamy za żółtymi znakami, które skręcają na prawo i pną się na grzbiet Karkonoszy pod skały o nazwie Słonecznik. Najpierw żółty szlak przechodzi przez podmokłe tereny Polany po drewnianej platformie. Takie pomosty są tu powszechne ze względu na występujące podmokłości młak i torfowisk. Pojawiać się one będą na naszej trasie jeszcze dość często, aż do Przełęczy Karkonoskiej.

Polana.
Polana.

Polana. Z prawej widać grupę skał Kociego Zamku.
Polana. Z prawej widać grupę skał Kociego Zamku.

W okolicy skał Kociego Zamku, zwanych też Kotkami, szlak zakręca w lewo na zachód i wspina się ku grupie wychodni o nazwie Pielgrzymy (niem. Dreisteine). Po lewej pokazuje nam się masyw Śnieżki. Mglistość powietrza jest dość duża.

Widok z Polany w kierunku Śnieżki.
Widok z Polany w kierunku Śnieżki.

Zbliżenie na Śnieżkę.
Zbliżenie na Śnieżkę.

Pielgrzymy to potężne granitowe formacje o wysokości dochodzącej do 25 m. W ich otoczeniu robimy sobie przerwę na herbatę i ciastko. Fantazyjne kształty Pielgrzymów są efektem złożonego i długotrwałego procesu erozyjnego, podczas którego zostały usunięte elementy mniej odporne na działanie warunków atmosferycznych, a pozostały odporniejsze.

Pielgrzymy.
Pielgrzymy.

Pielgrzymy.
Pielgrzymy.

Pielgrzymy.
Pielgrzymy.

Pielgrzymy.

Penetrujemy zakamarki skał. Zachmurzenie nie zabiera widoku na Słonecznik (czes. Poledny kamen, niem. Mittagstein) znajdujący się na grani Karkonoszy przez którą biegnie Główny Szlak Sudecki, a po nim Anastazja z Łotwy. Nazwa tej skały mimo skojarzeń nie bierze się od rośliny o takiej nazwie, ale od funkcji jaką spełniała dla mieszkańców Podgórzyna, Przesieki i Borowic. Otóż dla mieszkańców tych miejscowości skała ta wskazywała czas - południe, kiedy słońce znajdowało nad nią.

Widok z Pielgrzymów na Słonecznik.
Widok z Pielgrzymów na Słonecznik.

Słonecznik.
Słonecznik.






Przerwa pośród Pielgrzymów wydłuża się gdy przychodzi tu sympatyczna rodzina, z którą tak dobrze się gawędzi, że nie spostrzegamy jak nam czas uciekł. To już 12.15! Aleśmy się zasiedzieli, ale właściwie nic nas nie goni. Nocleg zaklepany mamy już na Szrenicy, a czołówki w razie zmroku mamy w pogotowiu w plecakach.

Opuszczamy żółty szlak, podejmując zielone znaki, które pojawiają się pod Pielgrzymami. Tym szlakiem jeszcze nie wędrowaliśmy. Liczymy na nowe wrażenia, gdyż prowadzi on przez młaki i torfowiska regla górnego. W Karkonoszach torfowiska zajmują dość spore połacie obszaru, nie tylko na subalpejskich wierzchowinach (np. na Równi pod Śnieżką), ale przede wszystkim w strefie regla górnego i w dolnej części piętra kosodrzewiny. Jedne z rozleglejszych występują na naszej trasie marszu, tj. na północnych zboczach w okolicy Słonecznika, Pielgrzymów i Przełęczy Karkonoskiej.

Ścieżka łagodnie wspina się po zboczu pośród posępnych kikutów drzew. Otoczenie spowite chmurą sprawia wrażenie tajemniczego i niedostępnego, ale idziemy śmiało dalej. Nie słychać wiatru, nie słychać ptaków, nie ma nikogo w pobliżu tylko my sami, dwóch piechurów podążających w otchłań karkonoskich trzęsawisk. Z lewej pokazują się przez chwilę Pielgrzymy - na pożegnanie, bo zaraz potem znikają w bieli mgły. I wtedy ścieżka nasza wchodzi na drewniany podest z desek prowadzący ponad podmokłym torfowiskiem.

Obumarły las.

Pielgrzymy z reglowego szlaku.
Pielgrzymy z reglowego szlaku.

W taki pochmurny dzień krajobraz torfowisk jest posępny, zwykle budzący w ludziach lęk, ale nie w nas bo cały czas jesteśmy razem. Ludzie zazwyczaj spodziewają się torfowisk w dolinach rzek i na pojezierzach, dlatego to położone wysoko w górach zaciekawia wędrowców, a nawet wprawia w zdumienie, tym bardziej, że potrafi się ono utrzymać na zboczu.

Są to tzw. torfowiska wiszące na górskim stoku. Na torfowiskach tego typu woda przesącza się po stoku góry. Miąższość występującego tutaj torfowiska może przekraczać 1 metr głębokości. Zainstalowane na torfowiskiem drewniane pomosty pomagają nam przejść przez nie suchą nogą, a jednocześnie nie tamują w nich przepływu wody. Stały przepływ wody powoduje obumieranie rosnących świerków. Widać to z każdej strony. Jednak środowisko takie sprzyja rozwojowi specyficznej roślinności, która przysposobiła się do nadmiaru występującej wody, która ciągle sączy się wolno po stokach lub gromadzi w zagłębieniach terenu. W świecie obumierających szczątków roślinnych tworzących torf spotkać można wełniankę wąskolistną lub pochwowatą, rosiczkę okrągłolistną, żurawinę błotną, czy mchy torfowce mogące zgromadzić nawet 90 razy więcej wody niż same ważą.

Jednak o tej porze roku jeszcze niewiele roślin obudziło się z zimowego snu za sprawą surowego klimatu Karkonoszy. Jeszcze niedawno ich zbocza pokrywał śnieg. Nie widzimy jeszcze bogactwa unikatowej roślinności, specyficznej dla torfowisk.

Na wiszących torfowiskach.
Na wiszących torfowiskach.

Przez wiszące torfowiska.
Przez wiszące torfowiska.


O godzinie 12.35 przecinamy wartki potok Myja. Tam gdzie woda przesącza się szybciej roślinom trudniej jest się osadzać i nie tworzą się torfowiska. Jednak tworzą się młaki, do których przystosowała się inna roślinność. Występuje w nich mech płonnik, rośnie tez fiołek dwukwiatowy, czy tojad sudecki będący rośliną trującą i chronioną. Wśród świerków otaczających młakę powszechnie spotykany jest widłak jałowcowaty.

Potok Myja.
Potok Myja.

Potok Myja.
Potok Myja.

Ławeczki ustawione przy drewnianych pomostach pozwalają przysiąść, odpocząć i pobyć w fascynującym świecie mokradeł górskich. Obumierający las zadziwia emocjonującą estetyką - niezbyt skomplikowaną, ale jakby wyjętą z baśniowej krainy. Szmer spływającego potoku wypełnią głuszę. Skrzypiące deski pomostu gadają do nas, abyśmy szli ostrożnie, bo też mogą być zbutwiałe i nie wytrzymać naszego ciężaru, a wtedy dotkniemy znajdującego się pod nimi trzęsawiska.

Tu można odpocząć i pobyć w fascynującym świecie mokradeł górskich.
Tu można odpocząć i pobyć w fascynującym świecie mokradeł górskich.

Las zadziwia emocjonującą estetyką.
Las zadziwia emocjonującą estetyką.

O godzinie 13.00 przecinamy cieki źródliskowe Srebrnego Potoku (niem. Silberwasser). Ten górski potok ma źródła położone na wysokości około 1330 m n.p.m., na zboczach Kotła Smogorni. Spływa dzikim, kamienistym korytem. Po 2,3 km opada kilkoma wodospadami nazywanymi Srebrnymi Kaskadami (niem. Silberfall, 910 m n.p.m.), po czym zasila wody potoku Podgórna.

Jeden ze źródliskowych cieków Srebrnego Potoku.
Jeden ze źródliskowych cieków Srebrnego Potoku.

Srebrny Potok.
Srebrny Potok.

Srebrny Potok.
Srebrny Potok.

Źródliskowy ciek Srebrnego Potoku.
Kolejny źródliskowy ciek Srebrnego Potoku.

Turzyca.
Turzyca.
Turzyca.
Turzyca.

Idąc dalej trawersujemy stoki Tępego Szczytu (1387 m n.p.m.). Przekonujemy się, że prowadzący tędy szlak ma swoje uroki oraz atrakcyjność, dzięki której może konkurować z flagowym szlakiem grzbietowym. Szczególnie dzisiaj, w pochmurną aurę, kiedy grzbietowy szlak traci swoje podstawowe walory.

Wkrótce wchodzimy na Ziołorośle Pasieki i przecinamy źródliskowe cieki potoku Podgórna. Jego źródła znajdują się między Małym Szyszakiem a Tępym Szczytem, na wysokości 1244 m n.p.m. Przez chwilkę wąska ścieżyna przechodzi w poprzek stromego zboczu, a wkrótce wspinamy się po nim ostrzej.

Ścieżka na niektórych odcinkach jest bardzo błotnista, jednak nie napotykamy już drewnianych pomostów przenoszących nas ponad podmokłościami, ale też nie mamy dużych problemów ze znalezieniem obejść. Zresztą owe podmokłości nie wynikają z torfowisk, ale raczej z niedawnego opadu, przed którym los nas uchronił. Oby aura sprzyjała dalej, bo prognozy na dzisiejsze popołudnie nie były dobre - zgodnie z nimi nastawieni jesteśmy na kilkunastomilimetrowy opad deszczu.

Błotnista ścieżka.
Błotnisty fragment szlaku.

Świat obumarłych drzew miesza się ze zdrowymi zielonymi.
Świat obumarłych drzew zaczyna mieszać się ze zdrowymi, zielonymi.

Niknie obumarły las, pojawiają się co raz gęściej rosnące świerki, małe i duże pośród dość bujnej kosodrzewiny. Przez pewien czas świat obumarłych drzew miesza się ze zdrowymi zielonymi. Cały czas ukryci w chmurze spoczywającej na górze czujemy się jak eksploratorzy tych dzikich terenów.

Niebawem jednak wyraźnie wyczuwamy, że szlak pnie się łagodniej, a za niedługo nawet płasko, a nawet lekko w dół. Wchodzimy na wierzchowinę grzbietu, który opada na przełęcz. Spada przez moment widoczność, gdyż będąc na tej wysokości zagłębiamy się w chmurze, która osaczyła szczyt góry. Jednak gdy zaczynamy schodzić w dół szybko z niej wychodzimy. Pozostaje wisząca nisko nad naszymi głowami. Zaraz potem o godzinie 14.00 osiągamy grzbietowy czerwony szlak, do którego dołącza nasz zielony. Oba szlaki wspólnie schodzą na Przełęcz Karkonoską, a my po nich.

Kończy się obumarły las.
Kończy się obumarły las.

Zejście na Przełęcz Karkonoską.
Zejście na Przełęcz Karkonoską wspólnie z czerwonymi znakami GSS.

Prawie na samej przełęczy po prawej stronie stoi Schronisko PTTK „Odrodzenie”, do którego skręcamy, ale nie zabawiamy w nim długo. Jest godzina 14.10. Co prawda jest taka myśl by usiąść i coś przekąsić w ramach obiadu, ale po rozłożeniu mapy i sprawdzeniu odległości do celu, postanawiamy iść dalej, bo przecież na Szrenicy umówiliśmy się na spotkanie z Anastazją. Jesteśmy przekonani, że jest przed nami.

Schronisko PTTK „Odrodzenie” (1236 m n.p.m.) na Przełęczy Karkonoskiej.
Schronisko PTTK „Odrodzenie” (1236 m n.p.m.) na Przełęczy Karkonoskiej.

Kontynuujemy wędrówkę czerwonym szlakiem Głównego Szlaku Sudeckiego. O godzinie 14.10 przechodzimy przez siodło Przełęczy Karkonoskiej (1198 m n.p.m.), gdzie stoi czeski hotel Špindlerova bouda. Za Przełęczą Karkonoską przechodzimy przez nieduże wypiętrzenie grzbietu Góra na Dołku (1213 m n.p.m.), po czym schodzimy do kolejnego, głębszego siodła Przełęczy Dołek (czes. Slezské sedlo, niem. Mädelwiese; 1178 m n.p.m.).

Hotel Špindlerova bouda na Przełęczy Karkonoskiej.
Hotel Špindlerova bouda na Przełęczy Karkonoskiej.

Przełęcz Dołek (czes. Slezské sedlo, niem. Mädelwiese; 1178 m n.p.m.).
Przełęcz Dołek (czes. Slezské sedlo, niem. Mädelwiese; 1178 m n.p.m.).

Śledziennica.
Śledziennica.

Zaczynamy wspinać się na kolejne wzniesienie. Mijamy drogę przychodzącą od strony polskiej, gdzie szlak skręca na lewo, a po przejściu obok pozostałości po czeskim schronisku Petrova bouda (Petrovka, niem. Peterbaude; 1285 m n.p.m.), skręca na prawo w kierunku szczytu wzniesienia. Zanosi się na to, że Petrovka będzie odbudowywana - tak przynajmniej można wywnioskować, bowiem w miejscu gdzie stało schronisko składowany jest obecnie materiał budowlany.

Podejście na Śląskie Kamienie.
Podejście na Śląskie Kamienie.

Pliszka.
Pliszka.
Pliszka.

Za Petrovką opuszczamy asfaltową drogę i rozpoczynamy marsza kamiennym chodnikiem. O godzinie 15.15 przechodzimy obok pierwszej grupy skałek o nazwie Śląskie Kamienie (czes. Dívči kameny, niem. Mädelsteine; 1313 m n.p.m.). Składają się z granitowych głazów, które wyglądają jakby były poukładane warstwowo jeden na drugim. Faktycznie jest to spękana skała, w czym udział miały wiatry. Minutę później jesteśmy przy drugiej grupie Śląskich Kamieni, znanych przede wszystkim z charakterystycznych trzech wieżyc.

Śląskie Kamienie (czes. Dívči kameny, niem. Mädelsteine, 1413 m n.p.m.) - grupa wschodnia.
Śląskie Kamienie (czes. Dívči kameny, niem. Mädelsteine, 1413 m n.p.m.) - grupa wschodnia.

Śląskie Kamienie (czes. Dívči kameny, niem. Mädelsteine, 1413 m n.p.m.) - grupa zachodnia.
Śląskie Kamienie (czes. Dívči kameny, niem. Mädelsteine, 1413 m n.p.m.) - grupa zachodnia.

Idziemy dalej niemal płasko grzbietem. Znów widoczność zmniejsza się. Robi się chłodniej, ale gdy jesteśmy w ruchu nie czujemy dyskomfortu termicznego. Grzbiet pokrywają trawy i skupiska kosodrzewiny, rosną na nim też karłowate świerki. O godzinie 15.35 mijamy Czeskie Kamienie (czes. Mužské kameny, niem. Mannsteine, 1416 m n.p.m.). Chwilkę potem obchodzimy mniejszą grupkę skał o nazwie Dziób i kamiennym chodnikiem schodzimy na Czarną Przełęcz (1348 m n.p.m.), na której stoi pomnik czeskiego dziennikarza Rudolfa Kalmana, zmarłego tragicznie w tym miejscu w zimie 1929 roku.

Grzbiet między Śląskimi i Czeskimi Kamieniami.
Grzbiet między Śląskimi i Czeskimi Kamieniami.

Krótkie podejście na Czeskie Kamienie.
Krótkie podejście na Czeskie Kamienie.

Czeskie Kamienie (czes. Mužské kameny, niem. Mannsteine, 1416 m n.p.m.).
Czeskie Kamienie (czes. Mužské kameny, niem. Mannsteine, 1416 m n.p.m.).

Przechodzimy przez Śmielec (czes. Velky Šišak, niem. Große Sturmhaube, 1424 m n.p.m.) zarastający intensywnie kosówką, po czym wspinamy się po gołoborzach Wielkiego Szyszaka (czes. Vysoké Kolo, niem. Hohe Rand, 1509 m n.p.m.). Szlak omija jego szczyt, gdzie kilka lat po zjednoczeniu niemieckich krajów ustawiono pomnik cesarza Niemiec Wilhelma I – kamienną piramidę z wyrytą literą W i posąg orła.

Śmielec (czes. Velky Šišak, niem. Große Sturmhaube, 1424 m n.p.m.).
Śmielec (czes. Velky Šišak, niem. Große Sturmhaube, 1424 m n.p.m.).

Gołoborza Wielkiego Szyszaka.
Gołoborza Wielkiego Szyszaka.

Wroniec widlasty, widłak wroniec (Huperzia selago).
Wroniec widlasty, widłak wroniec (Huperzia selago).

W trakcie trawersowania zbocza Wielkiego Szyszaka z pogodą staje się co niespodziewanego. Chmury rozpływają się, prześwitywać zaczyna błękitne niebo, a do odsłoniętych Śnieżnych Kotłów (niem. Schneegruben, czes. Sněžné jámy) wpadać zaczynają promienie słoneczne. Na dnie kotłów błyskają lustra okresowych stawków. Widoczny staje się również budynek radiowo-telewizyjnej stacji przekaźnikowej sterczący nad czeluścią Śnieżnych Kotłów.

Wkrótce przechodzimy wzdłuż krawędzi Śnieżnych Kotłów. Aura zrobiła nam niespodziankę. Tworzą się nam ekscytujące plenery fotograficzne. Na jak długo? Miejsce to słynie z niezwykłej panoramy obejmującej m.in. Karkonosze, Góry Izerskie, Góry Kaczawskie, Rudawy Janowickie i Kotlinę Jeleniogórską. Nie możemy w pełni zaznać doskonałości tego punktu widokowego, ale zrobiło się naprawdę wspaniale.

Szlak nad Śnieżnymi Kotłami.
Śnieżne Kotły.
Szlak nad Śnieżnymi Kotłami.
Śnieżne Kotły.
Szlak nad Śnieżnymi Kotłami.
Śnieżne Kotły.
Śnieżne Kotły.

Okresowe stawki na dnie Śnieżnych Kotłów.
Okresowe stawki na dnie Śnieżnych Kotłów.

Wielki Szyszak od strony zachodniej.
Wielki Szyszak od strony zachodniej.

Nad krawędzią Śnieżnych Kotłów.
Nad krawędzią Śnieżnych Kotłów.

Koło budynku stacji przekaźnikowej mamy grupę skalną o nazwie Czarcia Ambona. Musimy sobie zrobić przerwę i zjeść choć ciastko. Za kilkanaście minut będzie godzina 17.00. Do celu już nie daleko, ale odpoczynek jest nam potrzebny. Siedząc na Czarciej Ambonie szybko przenika nas zimno, którego nie czuliśmy podczas ruchu. Z powrotem ogarniają nas napływające chmury i kończy się spektakl, który chwilę temu przeżywaliśmy.

Toniemy w bieli, z dali, ze wschodu, słyszymy dwa wyładowania atmosferyczne. Serca nasze nieco przyspieszyły rytm. Lepiej chodźmy dalej. Ruszamy od raz pośpiesznym krokiem. Ten odcinek drogi pasuje nam. Utwardzona nawierzchnia jest wygodna dla naszych stóp. Wokół przeważa górska łąka, urozmaicona niską kosodrzewiną i nielicznym, niskimi świerkowymi drzewkami. Szrenica zapewne byłaby widoczna już przed nami, gdyby nie chmury przelewające się przez grzbiet Karkonoszy.

Przed Łabskim Szczytem.
Przed Łabskim Szczytem.

Cały czas wędrujemy spokojnie w dół, co czyni marsz bardzo lekkim. Słyszane niedawno wyładowania chyba nas tylko postraszyły, bowiem od tamtej pory nie dają o sobie znać. O godzinie 17.35 przechodzimy Mokrą Przełęcz (1266 m n.p.m.). Dalej mamy już pod górkę po stokach podszczytowych Szrenicy.

Zaraz za przełęczą skręcamy w prawo na ścieżkę dojściową do Schroniska na Szrenicy, która przeciska się przez gęstą kosodrzewinę. Nie można ją dzięki temu zgubić. Wkrótce natrafiamy na kamienną drogę dojazdową do schroniska. Wskakujemy na nią i chwilkę później widzimy już schodki i wyłaniający się z chmury budynek. O godzinie 17.50 wchodzimy do ciepłego wnętrza.

Pod Schroniskiem na Szrenicy (1362 m n.p.m.).
Pod Schroniskiem na Szrenicy (1362 m n.p.m.).

Zostajemy przywitani serdecznością gospodyni. Jest i Anastazja - a więc dzisiaj dotarła przed nami do schroniska. Biega po górach jak kozica. Dzisiaj po wyjściu z „Samotni” obskoczyła jeszcze na Śnieżkę, gdzie zasmakowała czeskiej gościny, zanim podążyła na zachód grzbietem Karkonoszy. Zamawiamy coś do zjedzenia, a w między czasie kwaterujemy się i bierzemy szybki prysznic. Wracamy do jadalni. Anastazja kończy pisać już relację ze swojej trasy. Posilamy się, smakujemy złocistego napoju, a przy tym gawędzimy i dzielimy się cudownymi wrażeniami jakich dostarczyła nam Kraina Ducha Gór.

Z Anastazją w Krainie Ducha Gór.
Z Anastazją w Krainie Ducha Gór.

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Anastazja na Sudeckim Szlaku: dzień 10

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas