Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sucha Beskidzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sucha Beskidzka. Pokaż wszystkie posty
Wędrujemy po górach w poszukiwaniu piękna, ciszy i spokoju, by doznać kontaktu ze światem nienaruszonym, oddanym władaniu przyrody, by pobyć po prostu z dala od zgiełku. Góry to magia i rzeczywistość. Magia - bo są one krainą czasem niedostępną, czasem jak z baśni, do której chcielibyśmy się przenieść na zawsze. Rzeczywistość - bo przecież te magicznie, pociągające góry naprawdę są. Wędrując staramy się utrwalić fascynujące chwile i przeżycia, które nam towarzyszą, a nierzadko wydobywają z nas to co drzemie w naszej głębi. Stajemy się bardziej wrażliwi na harmonię przyrody i zastanawiamy się kim jesteśmy wobec jej piękna. Uzmysławiamy sobie to, jacy mali jesteśmy wobec sił natury.

Próbujemy to zatrzymać w kadrze fotografii. Fotografia z gór zatrzymuje jednak tylko obrazy - uczucia pozostają w naszej głębi, bo uczuć nie da się zapisać gdzie indziej. Uczucia możemy tylko wyzwalać, a fotografia jest wtedy wyzwalaczem. Potrafi ona wyzwolić uśmiech, wzruszenie, a czasem nawet łzy - to magia fotografii. Niekiedy tą magię wzmacniamy delikatnym retuszem, uwypuklając wybrane elementy krajobrazu np. podkreślając malowniczość obłoków, rys grani górskich, zieleń hal. Ze zdjęcia wydobywamy wówczas to czego wcześniej nie dostrzegaliśmy - naturę nieogarnioną umysłem człowieka. Taka artystyczna przeróbka pozwala przeżywać inaczej, głębiej, ale trzeba ją oczywiście robić z umiarem i wyczuciem, aby nie przesadzić. Łatwo oczywiście powiedzieć, ale trudniej zrobić, bo do tego trzeba być artystą, takim jak Michał Sośnicki, który prace można podziwiać w internecie.

Wystawa po 14. Biennale Fotograficznym „Z dala od zgiełku... – Beskidy w obiektywie”

Trudno nam powiedzieć, czy większą jego pasją są góry, czy fotografia. Z górami zintegrował się zupełnie, bo nie tylko wędruje po nich, ale również mieszka w ich otoczeniu. Zaś jego wspaniałe górskie kadry doczekały się już nie jednej nagrody. Właśnie oglądamy te ostatnie, które pod koniec listopada zdobyły II miejsce na 14. Biennale Fotograficznym pn. „Z dala od zgiełku... – Beskidy w obiektywie”. Są one obecnie wraz z innymi nagrodzonymi fotografiami wystawiane w Miejskim Ośrodku Kultury - Zamek w Suchej Beskidzkiej. Jest co oglądać – prezentowane fotografie przykuwają uwagę, wsysają do magicznego świata gór. Przedstawiają one różne odskocznie od zgiełku, ale każdą z nich łączą Beskidy, jako to miejsce, gdzie można znaleźć spokój i ukojenie dla ducha. Wydobywają z nas marzenia, a artyzmem uzasadniają potrzebę bycia oraz współistnienia z naturą. Jeśli ktoś chciałby zobaczyć te wspaniałe fotografie, musi się spieszyć, bo wystawa czynna jest tylko do końca tego roku.

Michałowi i pozostałym laureatom Biennale gratulujemy. Dodamy jeszcze że, Michał jest też pomysłodawcą i twórcą „Świtaków, czyli zimowych oraz letnich wyjść na wschód słońca w górach”. Mamy taką nadzieję, że kiedyś może i nas Świtaki przyjmą do swego grona. Na razie ćwiczymy „nie spanie” i „wczesne wstawanie”. Parę razy już udało się nam. Warto było. Satysfakcja i wrażenie za każdym razem były ogromne.





Dzięki uprzejmości Michała Sośnickiego prezentujemy jego nagrodzone fotografie na naszym blogu. Czyż nie są cudowne? Niech będą one zachętą do zaglądnięcia na stronę ich autora.

Marcowy wschód słońca na Babiej Górze.
Marcowy wschód słońca na Babiej Górze.

Babia Góra z Zawoi Gołyni.
Babia Góra z Zawoi Gołyni.

Poranek na Obidzy nad Piwniczną.
Poranek na Obidzy nad Piwniczną.

Tatry Wysokie i Bielskie z Obidzy nad Piwniczną.
Tatry Wysokie i Bielskie z Obidzy nad Piwniczną.


Przewodniki nie są jednomyślne, jeśli chodzi o regionalizację fizycznogeograficzną pasma górskiego, które zamierzamy dzisiaj przemierzać, różnie odnoszą się do tej kwestii. Przyjmując dolinę Skawy jako granicę między Beskidem Żywieckim i Beskidem Makowskim, będziemy wędrować po Beskidzie Żywieckim. Jednak tak naprawdę to czy leży ono w tym, czy tamtym Beskidzie nie na ma wpływu na przyjemność i doznania jakie przynosi piesza wędrówka.

TRASA:
Sucha Beskidzka (344 m n.p.m.) Carchla (694 m n.p.m.) Magurka, płd-wsch zbocze (792 m n.p.m.) Przysłop (700 m n.p.m.) Zawoja Centrum (533 m n.p.m.)

OPIS:
Czeka na nas najstarszy, jak wielu twierdzi, polski znakowany szlak w polskich Beskidach, który w 1906 roku wytyczył Hugo Zapałowicz. Nie był to jednak pierwszy szlak wytyczony w Beskidach. Pierwsze szlaki w Beskidach Zachodnich (dokładnie w okolicach Klimczoka, Szyndzielni i Magurki) wyznaczyła w 1893 roku niemiecka organizacja turystyczna Beskidenverein. Starsza jest również historia polskich szlaków. W 1887 roku powstał pierwszy tatrzański szlak wyznakowany przez Walerego Eljasza Radzikowskiego z Toporowej Cyrhli przez Psią Trawkę, Polanę Waksmundzką i Wodogrzmoty Mickiewicza do Morskiego Oka. Zaś pierwszy polski szlak powstał siedem lat wcześniej (w 1880 roku), a wymalował go Leopold Wajgel na odcinku Żabie (ukr. Жаб'є; obecnie Wierchowina, ukr. Верховина) – Krasny Łuh – Howerla (ukr. Говерла).

Ten, uznawany za pierwszy polski szlak w Beskidach, nie jest długi. Biegnie z Suchej Beskidzkiej przez stoki Magurki do centrum Zawoi. Oznaczony jest kolorem czerwonym, a takim kolorem znakowane są szlaki o szczególnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych danego regionu. Szlak ten zapewniał dogodne dojście do rozwijającej się wówczas Zawoi, będącej dogodną bazą wypadową na Babią Górę, z Suchej Beskidzkiej, w której znajdował się ważny węzeł kolejowy. Dziś w dobie powszechności komunikacji samochodowej szlak stracił na tym znaczeniu.

Nasz szlak zaczyna się właśnie przed zabytkowym budynkiem stacji kolejowej w Suchej Beskidzkiej, a rozpoczynamy go o godzinie 11.00. Budynek stacji kolejowej w Suchej został wzniesiony w latach 1881-1882, w stylu charakterystycznym dla tego typu obiektów w Monarchii Austro-Węgierskiej. Został zbudowany przy linii Galicyjskiej Kolei Transwersalnej, przecinającej Karpaty, a łączącej Czadcę (słow. Čadca, węg. Csáca) i Husiatyn (ukr. Гусятин), a więc potencjalnie Wiedeń i Lwów. Linia ta miała istotne znaczenie strategiczne dla ówczesnej Monarchii Austro-Węgierskiej w razie działań wojennych. Sucha zaś stanowiła na jej przebiegu ważny węzeł komunikacyjny, bowiem dochodziła też tutaj linia kolejowa z Krakowa. Stacja kolejowa wywarła duży wpływ na rozwój Suchej. Obok budynku dworcowego powstawały nowe zabudowania murowane, a niedługo później teren wokół stacji nazywany był już „Górnym Miastem”. W samym budynku stacyjnym powstała reprezentacyjna restauracja, w której stołowali się podróżni.

Zabytkowy budynek stacyjny w Suchej Beskidzkiej.
Zabytkowy budynek stacyjny w Suchej Beskidzkiej.

Spod budynku zabytkowego dworca w Suchej Beskidzkiej przechodzimy na drugą stronę przebiegającej przy nim ulicy Mickiewicza. Jest to bardzo ruchliwa ulica o statusie drogi wojewódzkiej oznaczonej numerem 946. Z ulicy Mickiewicza, będąc jeszcze naprzeciw dworca kolejowego skręcamy w boczną ulicę Spółdzielców. Wkrótce po prawej mijamy okazały hotel „Monttis”, za którym uliczka zakręca łukiem na lewo. Zaraz potem na pierwszym skrzyżowaniu skręcamy na drogę w prawo. Idziemy pod górę. Po chwili droga rozwidla się na lewo i prawo, a my dalej podążamy w górę przez łąki. Po prawej pośród starych modrzewi osiągamy miejsce zwane „Cholerne”. To miejsce cmentarza z 1847 roku, w którym pochowano około 2 tysięcy ofiar epidemii tyfusu i cholery. Ślady mogił tamtego pomoru nie zachowały się, ale upamiętnia je drewniany krzyż stojący w cieniu drzew. W roku 1847 ówczesny proboszcz miejscowej parafii, ks. Franciszek Pniewko-Ciesielski pisał o tamtej epidemii:
„W tym roku głód, nędza i tyfus doszły do najwyższego stopnia, nie ma człowieka, który by coś podobnego zapamiętał. Po kilkunastu zmarłych zwożono codziennie na cmentarz, na polach, po drogach, krzakach, w stodołach i piwnicach znajdowano umarłych (…) wynędzniałe i opuchłe postacie snuły się bez ustanku i jak muchy padały; niektórzy konając wołali chleba i z chlebem w ręku i ustach umierali. (…) Dawniej nikogo, choć najuboższego, nie chowano bez trumny, teraz chowano bez trumny i takich, którzy nie byli ubodzy. By się przekonać o nędzy, dość będzie powiedzieć, że umarło w tym roku 1489, a narodziło tylko 156.”
Cholerne przy naszym szlaku.
Cholerne przy naszym szlaku.

Krzyż w miejscu cmentarza ofiar epidemii tyfusu i cholery z 1847 roku.
Krzyż w miejscu cmentarza ofiar epidemii tyfusu i cholery z 1847 roku.

Od cmentarza cholerycznego nadal pniemy się w górę przez łąki, blisko skraju lasu aż do wypłaszczenia terenu, z którego mamy świetne widoki na okolicę, a przede wszystkim na Beskid Makowski. Widok obejmuje Grupę Żurawnicy z rozległą Lipską Górą (631 m n.p.m.), zwaną też Smolikowa. Na prawo od niej mamy Jasień (521 m n.p.m.). Pomiędzy Lipską Górą i Jasieniem mamy dolinę potoku Błądzonka za którą widać Prorokową Górę (584 m n.p.m.). Za Jasieniem mamy dolinę Skawy, za którą wznosi się Mioduszyna (633 m n.p.m.). Pomiędzy Jasieniem i Mioduszyną poprzez dolinę Skawy dostrzec można Chełm (603 m n.p.m.). To świetne miejsce na posiadówkę. Jest tu nawet otoczone kamieniami miejsce na rozpalenie ogniska.

Od cmentarza cholerycznego nadal pniemy się w górę przez łąki.
Od cmentarza cholerycznego nadal pniemy się w górę przez łąki.

Panorama na Suchą Beskidzką i okolice.
Panorama na Suchą Beskidzką i okolice.

Widok w kierunku doliny Skawy. Z prawej wznosi się Mioduszyna (633 m n.p.m.).
Widok w kierunku doliny Skawy. Z prawej wznosi się Mioduszyna (633 m n.p.m.).

Ogarniamy całą panoramę.

Widok na masyw Jasienia (521 m n.p.m.).
Widok na masyw Jasienia (521 m n.p.m.).

Po kilkuminutowej przerwie podążamy dalej w górę zbocza. Po krótkiej wędrówce lasem wchodzimy na drogę łączącą przysiółek Podksięże z centrum Suchej Beskidzkiej. Droga ta biegnie w górę zbocza - a znaki szlaku prowadzą nas po niej, dawkując znów pociągające widoki na Beskid Makowski. Pośród zabudowań Suchej Beskidzkiej widoczny jest Zamek, który zwiedzaliśmy o poranku. Jest też drugi zabytek miasta - kościół i klasztor kanoników laterańskich, którego historia ginie w mrokach dziejów. Pierwsze takie wspólnoty powstały u schyłku starożytności, na przełomie wieków IV i V. Jedną z nich był klasztor założony przez św. Augustyna w Hipponie, który ugruntował formułę zakonu na przykładach życia pierwszej wspólnoty chrześcijan, o której czytamy w Dziejach Apostolskich. W 1105 roku otrzymał on parafię na Lateranie, wokół której zawiązała się kongregacja laterańska. Kościół w Suchej Beskidzkiej wybudowany został w latach 1614-15, a jego fundatorem był właściciel dóbr suskich Piotr Komorowski. Początkowo obsługiwali go Bernardyni z Kalwarii Zebrzydowskiej, ale od 1624 roku Komorowski oddał go pod zarząd Księży Kanoników Regularnych od Bożego Ciała z Krakowa. W 1624 roku przy kościele rozpoczęła się również budowa klasztoru.

Podążamy dalej w górę zbocza.
Podążamy dalej w górę zbocza.

Podksięże. Widok na Zamek w Suchej Beskidzkiej.
Podksięże. Widok na Zamek w Suchej Beskidzkiej.

Widok z Podksięża na Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Suchej Beskidzkiej.
Widok z Podksięża na Kościół Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Suchej Beskidzkiej.

Widok w kierunku pasma Koskowej Góry.
Widok w kierunku pasma Koskowej Góry.

Zbliżenie na szczyty pasma Koskowej Góry.
Zbliżenie na szczyty pasma Koskowej Góry.

O godzinie 11.45 nasza dróżka przechodzi obok kapliczki pod drzewem ogrodzonej białym płotkiem. Zaraz potem wchodzimy w zacieniony drzewami obszar. Przy naszym szlaku pojawiają się płaty śniegu, a na drodze lód. Wychodzimy wkrótce pośród młodnika na skraj pól, gdzie mijamy po lewej opuszczone gospodarstwo, ze starą drewnianą chałupą. Nieco wyżej stoją przy drodze zamieszkałe domy. Znów pojawia się utwardzona droga, którą, którą przez jakiś czas nabieramy wysokości, wędrując przez przysiółek zwany Górnym Podksiężem. Ponad łąkami otwierają się jeszcze pyszniejsze niż wcześniej widoki. Krótko przechodzimy skrajem lasku, gdzie gospodarze oferują agroturystykę, a na lato również pole biwakowe. Aura znakomita, choć bardziej przypominającą wiosenne roztopy niż nadchodzącą zimę. Nawet soczyście pachnie jak wczesną wiosną.

Dróżka szlaku przechodzi obok kapliczki pod drzewem.
Dróżka szlaku przechodzi obok kapliczki pod drzewem.

Widok w kierunku doliny Skawy.
Widok w kierunku doliny Skawy.

Przed agroturystyką w przysiółku Górne Podksięże.
Przed agroturystyką w przysiółku Górne Podksięże.

Droga wypłaszcza się i zaraz potem skręcamy w lewo na asfaltówkę, którą schodzimy w dół pośród zabudowań jakieś 20 metrów, po czym odbijamy na dróżkę w prawo idziemy dalej trawersem zbocza. Mijamy jeszcze ostatnie zabudowania i około godziny 12.20 wchodzimy do lasu. Po lewej rośnie las z nasiennym drzewostanem jodły - wstęp do niego jest wzbroniony o czym informują tablice, Szlak prowadzi nas wzdłuż granicy tego lasu. W pewnym momencie kośne polany otwierają nam widoki na wschodzie sięgające wzniesień Beskidu Wyspowego, z których wybija się wyniosły Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) - najwybitniejszy szczyt tego pasma.

Górne Podksięże.
W Górnym Podksiężu schodzimy w dół pośród zabudowań jakieś 20 metrów.

Górne Podksięże.
Górne Podksięże.

Bryndzówka (698 m np.m.), z tyłu Koskowa Góra (867 m n.p.m.).
Bryndzówka (698 m np.m.), z tyłu Koskowa Góra (867 m n.p.m.).


Górne Podksięże.
Górne Podksięże.

Górne Podksięże.
Górne Podksięże.

Górne Podksięże.
Górne Podksięże.

Panorama na zachód.
Panorama na zachód.

Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).
Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) - najwybitniejszy szczyt górski w Beskidzie Wyspowym;
bliżej z prawej: Przykiec (741 m n.p.m.)

Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) - najwybitniejszy szczyt górski w Beskidzie Wyspowym.
Luboń Wielki (1022 m n.p.m.) - najwybitniejszy szczyt górski w Beskidzie Wyspowym.

Wkrótce o godzinie 12.35 wchodzimy na niewielką polankę ponad przysiółkiem Carchla. W lewo odchodzi stąd niebieski szlak do Makowa Podhalańskiego przechodzący przez Grzechynię, gdzie na tzw. Polach Grzechyńskich odbyła się jedna z ostatnich bitew przed upadkiem konfederacji i I rozbiorem Polski w 1771 roku. Widać z tamtej strony płaski, rozległy i w większości bezleśny szczyt Koskowej Góry (867 m n.p.m.), który jest najwyższym szczytem pasma Koskowej Góry położonego w Beskidzie Makowskim.

Na polance robimy sobie króciutką przerwę, rozkładając się na ściętych drwach, zaraz przy niewielkiej, betonowej pozostałości po wartowni niemieckiego Grenzschutzu z okresu okupacji. Niemieccy żołnierze strzegli tutaj granicy pomiędzy Rzeszą i Generalnym Gubernatorstwem przebiegającej przez grzbiet Magurki, przez który aktualnie wędrujemy. W tamtym okresie kwitł tutaj przemyt, pomiędzy Suchą leżącą na terenie Rzeszy i Makowem leżącym w Generalnej Guberni. Z Suchej przenoszono mleko, sacharynę, drożdże (wykorzystywane do produkcji bimbru), blachę cynkowaną, a nawet prosięta. Z przeciwną stronę wędrowały chleb, piwo i tytoń.

Polanka ponad przysiółkiem Carchla.
Polanka ponad przysiółkiem Carchla.

Widok na Koskową Górę z polanki ponad przysiółkiem Carchla.
Widok na Koskową Górę z polanki ponad przysiółkiem Carchla.

Droga rozwidla się za polanką, gdzie zrobiliśmy sobie herbacianą przerwę. Wybieramy lewą odnogę, która pnie równolegle do grzbietu Magurki, który mamy cały czas po prawej. Niedaleko od polanki mijamy po lewej kapliczkę na drzewie, przed którą pali się duży znicz nagrobny. Wędrujemy przez tzw. Grzechyński Las, drogą która niegdyś cieszyła się o złą sławą, rabusie napadali na niej na mieszkańców Zawoi podążających tędy na jarmarki i targi w Suchej.

Grzechyński Las.
Grzechyński Las.

Kapliczka w Grzechyńskim Lesie.
Kapliczka w Grzechyńskim Lesie.

O godzinie 13.00 mijamy po prawej gajówkę. Wchodzimy na dość intensywnie nasłonecznione zbocze, trochę grząskie od topniejącego śniegu. Gdzieś w dali przed nami słychać pracujących drwali i traktor. Około 13.15 docieramy na asfaltową drogę. Idąc nią w prawo, a potem w lewo można dotrzeć na szczyt Magurki, z którego można powrócić na szlak idąc inną drogą w dół. Trzymamy się jednak szlaku, który skręca na szosę w prawo i wychodzi z lasu na otwarte tereny. Słońce blaskiem uderza nam w twarz, ale nie jest tak intensywne, abyśmy nie dostrzegli jakże wspaniały widok przed sobą mamy.

Południowy stok Magurki.

Południowy stok Magurki.

Południowy stok Magurki.
Południowy stok Magurki.

Nie możemy się nacieszyć malowniczością zakątka, przez który przyszło nam obecnie wędrować. Przed sobą widzimy masyw Babiej Góry dość delikatnie ośnieżony jak na ten czas. Jego najwyższy szczyt wznoszący się na wysokość 1725 metrów jest tak jak cały masyw nazywany Babią Górą lub Diablakiem. Ze względu na najwyższą wysokość w całych polskich Beskidach, Babia Góra zwana też jest Królową Beskidów. Jej wysokość czyni z niej górę dość kapryśną jeśli chodzi o pogodę, która w górnych partiach jest zaskakująco zmienna i nieprzewidywalna.
Zowojo, Zowojo to ładne kółecko,
zeby nie te góry, byłoby miastecko.
Na tyj Babi Górze diaboł pługiom łorze,
Dziwujo się świoci, jak łon pługiom kroci.
Na tyj Babi Górze wyrosły trzy róze,
kciołek jedno zerwać, wpodek do kałuze.

Łod tej Babiej Góry wolajo się chmury,
a łod Kalwaryje pogoda się ryje.

Zowojo, Zowojo, ładne połozonie,
po nim się przechodzo moje pociesonie.

Zowojo, Zowojo, nie cało ty moja,
tylko pagórecek, gdzie mój kochanecek.

Zawojo, Zawojo, nie cało ty moja,
tylko ta dolina gdzie moja dziewcyna.

(z przyśpiewki Herminy Spyrki, mieszkanki regionu)

Słońce blaskiem uderza nam w twarz.
Słońce blaskiem uderza nam w twarz.

Po lewej odsłania się wkrótce cała szerokość pasma Policy, którego grzbiet pokryty jest licznymi wzniesieniami. Najwyższym wzniesieniem tego pasma jest Polica (1368 m n.p.m.). Na stokach Policy znajduje się rezerwat przyrody im. prof. Zenona Klemensiewicza, który był jedną z ofiar katastrofy samolotu, który rozbił się na północnym stoku Policji w katastrofie 2 kwietnia 1969 roku.

To niesłychane, ale na wschodzie widzimy też odległy najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - Mogielicę (1171 m n.p.m.), a także najwybitniejszy szczyt tego Beskidu - Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).

Panorama ze stoków Magurki.
Panorama ze stoków Magurki.

Pasmo Policy.

Pasmo Policy.
Panorama pasma Policy.

Panorama pasma Policy.
Panorama pasma Policy.

Szczyty Beskidu Wyspowego.
Szczyty Beskidu Wyspowego.

Szosą stopniowo obniżamy swoją wysokość. Na szczycie Magurki schodzą się granice czterech miejscowości: Stryszawy, Suchej Beskidzkiej, Zawoi i Grzechyni. Pierwsze mijane przez nas domy, zaraz po wyjściu z lasu, leżały na terenie wsi Grzechynia. Obecnie przy naszej drodze widzimy czterocyfrowe numery charakterystyczne dla Zawoi, która uznawana jest za najdłuższą wieś w Polsce. Przemieszczamy się przez przysiółek wsi o nazwie Przysłop, którego domy rozlokowane są na stokach Magurki. Z lewej widzimy trzyskrzydłowy wiatrak elektrowni wiatrowej, wybudowano ją w 1996 roku i zasila położony nieopodal klasztor oo. Karmelitów Bosych.

Jednak z licznych tutaj kapliczek.
Jedna z licznych tutaj kapliczek.

Widok w kierunku szczytu Magurki (872 m n.p.m.).
Widok w kierunku szczytu Magurki (872 m n.p.m.).

Idziemy wciąż w stronę słońca. O godziny 13.35, przed starą chałupą odbijamy z drogi asfaltowej w prawo na gruntową. Na trawniku przy drodze mijamy kwitnące pojedyncze stokrotki. Ten pospolity kwiat kwitnie przez wiele miesięcy w ciągu roku, ale w grudniu to rzadkość, a zdarza się to tylko na bezśnieżnych poletkach, gdy jest tak ciepło jak dziś. Po 5 minutach osiągamy inną szosę, na której spotykamy czarny szlak idący tak jak my spod stacji kolejowej w Suchej, ale biegnący po przeciwległym zboczu Magurki. Biegnie też tędy niebieski szlak z Krzeszowa Górnego, który kończy się 200 metrów dalej, dokładnie tam, gdzie czarny odbija do Zawoi Dolnej.

Przed starą chałupą odbiliśmy z drogi asfaltowej na gruntową.

Kwitnąca stokrotka.
Kwitnąca stokrotka.

Spoglądamy w górę szosy gdzie stoi piękna kapliczka z figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1870 roku. Kilometr drogi w tamtą stronę, tuż pod szczytem Surzynówki (816 m n.p.m.) stoi chyba najwyżej położony w Beskidach ekskluzywny kompleks hotelowo-wypoczynkowy „Beskidzki Raj”, słynący z niesamowitych górskich panoram.

Nasz szlak skręca w lewo, idąc w dół szosy. Idące z naprzeciwka dzieci mówią nam „Dzień dobry”, choć nigdy nas na oczy nie widziały: – Dzień dobry - z uśmiechem dopowiadamy. To taki ludzki, życzliwy gest, tak żywy w takich osadach jak ta, przez którą podążamy. Przed sobą widzimy wzniesienia pasma Jałowieckiego, wznoszące się po drugiej stronie Przełęczy Przysłop. Czerwony szlak, po przejściu przez przełęcz, poprowadzi  nas południowo-wschodnim zboczem pierwszego z nich, Kiczory (905 m n.p.m.).

Kapliczka z figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1870 roku.
Kapliczka z figurą Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1870 roku.

O godzinie 13.50 przechodzimy obok budynku remizy strażackiej i przystanku autobusowego, tutaj rozstajemy się z czarnym i niebieskim szlakiem. Mijamy kolejne zabudowania i przydroże kapliczki. Za przystankiem autobusowym „Zawoja Przysłop Skrzyżowanie” o godzinie 14.05 osiągamy Przełęcz Przysłop (661 m n.p.m.), którą przecina szosa łącząca Stryszawę i Zawoję. Przecinamy przechodzącą przez przełęcz szosę i zaczynamy podchodzić zbocze Kiczory. Słońce niknie nam z oczu za górą. Droga tutaj jest bardzo oblodzona. Po dziesięciu minutach podchodzenia odbijamy nieco na lewo, wchodząc w trawers góry. W tym miejscu początek swój ma żółty szlak, który prowadzi na szczyt Kiczory i kolejne kulminacje Pasma Jałowieckiego. Droga, którą dalej idziemy łagodnieje.

Wzniesienia Pasma Jałowieckiego. Na pierwszym planie Kiczora (905 m n.p.m.).
Wzniesienia Pasma Jałowieckiego. Na pierwszym planie Kiczora (905 m n.p.m.).

Magurka z Przełęczy Przysłop.
Magurka z Przełęczy Przysłop.

Droga na Kiczorze.
Droga na Kiczorze.

Kapliczka w przysiółku Kiecka.
Kapliczka w przysiółku Kiecka.

Masyw Babiej Góry.
Masyw Babiej Góry.

Masyw Babiej Góry.

Na północno-wschodnim niebie pojawia się księżyc. Pora taka, że dzień szybko się kończy, ale nasz szlak jest tak malowniczy, że nie chcemy tak szybko kończyć tej wędrówki. Chcemy tak jak w znanej piosence:
Iść, ciągle iść w stronę słońca
W stronę słońca aż po horyzontu kres
iść ciągle iść tak bez końca

(fragment tekstu grupy Dwa plus jeden „Iść w stronę słońca”)
Ciągle idziemy w stronę słońca. Z lewej widać Babią Górę.
Ciągle idziemy w stronę słońca. Z lewej widać Babią Górę.

Na północno-wschodnim niebie pojawia się księżyc.

Na północno-wschodnim niebie pojawia się księżyc.
Na północno-wschodnim niebie pojawia się księżyc.

Mijamy grupki małych domków drewnianych i przechodzimy krótkie leśne odcinki. Po wyjściu z zadrzewienia wciąż mamy wspaniałe widoki na Babią Górę i Pasmo Policy. Idziemy najpierw przez osiedle Kiecka, gdzie mijamy m.in. dużą ceglaną kapliczkę, a potem maszerujemy przez Smyraki. O godzinie 14.50 dochodzimy pod okazały budynek dawnej szkoły w Smyrakach, przy którym stoi piękna ceglana kapliczka z figurą Matki Bożej Królowej Nieba i Ziemi.

Na rozwidleniu pod budynkiem dawnej szkoły powinniśmy skręcić w lewo, lecz brak jakiegokolwiek znaku zakrętu szlaku myli nas i idziemy dalej prosto, prawą odnogą drogi przez osiedle Swalisko. Nie chciało się nam sprawdzić dokładnie na mapie przebiegu szlaku i tak dokładamy sobie 25 minut dodatkowego marszu, ale przyjemnego, w towarzystwie sarny spacerującej po łące przy drodze.

Smyraki.

Dawna szkoła w Smyrakach i kapliczka z figurą Matki Bożej Królowej Nieba i Ziemi.
Dawna szkoła w Smyrakach i kapliczka z figurą Matki Bożej Królowej Nieba i Ziemi.

Przez parę chwil towarzyszy nam sarna.
Przez parę chwil towarzyszy nam sarna.

Słońce chowa się już zupełnie za leśne wzniesienia. Szlak sukcesywnie obniża się ku leśnej gęstwinie. Po niecałych stu metrach od dawnej szkoły szosa rozwidla się. Znów pojawia się mały kłopot z trudnościami odnalezienia znaku, który wskazałby właściwą drogę. Po chwili dopiero odszukujemy strzałkę w prawo na starej, kamiennej piwnicy wkopanej w ziemię. W takich piwnicach trzymano niegdyś ziemniaki i inne plony zebrane przez gospodarzy. Budowano je z kamieni układanych jeden na drugim łączonych gliną, a przykrywano balami i dachem gontowym, który dodatkowo przykrywano ściółką leśną.

Uliczka, którą idziemy prowadzi do centrum Zawoi. Można bez obaw jej się trzymać. Czerwony szlak po chwili jednak biegnie inaczej. W pewnym momencie odbija na lewo wchodząc następnie na leśną dróżkę, którą trawersujemy zbocze Surmiaków Gronia (7666 m n.p.m.). Przez moment jest to dość zwarty las, ale potem pojawiają się miejsca z których mamy nawet ładne widoki, w tym pożegnalne na Babią Górę, nad którą pokazały się teraz samoloty ciągnące za sobą kondensacyjne ogony.

Nad Babią Górą pokazały się samoloty ciągnące za sobą kondensacyjne ogony.
Nad Babią Górą pokazały się samoloty ciągnące za sobą kondensacyjne ogony.

Pożegnalny widok z Babią Górą.
Pożegnalny widok z Babią Górą.

Osiedle Surmiaki.
Osiedle Surmiaki.

Wkrótce trochę bardziej stromo schodzimy z Surmiaków Gronia do osiedla Surmiaki. Po prawej mamy ciasny jar Surmiaków Potoku, którego dniem biegnie również szosa, którą opuściliśmy w Smyrakach. O godzinie 15.45 wchodzimy na tą szosę i podążamy dalej jej poboczem. Pięć minut później przechodzimy mostem nad Skawicą, która wchłania wody Surmiaków Potoku. I w ten sposób docieramy do centrum wsi Zawoja. Tu niestety kończy się nasza mała, urocza trasa.

Most przez Surmiaków Potok.
Most przez Surmiaków Potok.

Skawica.
Skawica.

W Zawoi nie ma problemu ze znalezieniem noclegu. Dobrze byłoby tu zostać i następnego dnia wyruszyć dalej na Babią Górę, tak jak dawni wędrowcy. Jednak jutro czeka na nas inny szlak, w zupełnie innym miejscu. Musimy zatem wracać, a Babia przecież poczeka.

Zawoja Centrum - przystanek bus.
Zawoja Centrum - przystanek bus.

Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas