Wczorajszego dnia przez cały czas emocjonowały nas górskie ściany. Były wszędzie, przed nami i za nami, po lewej, i po prawej. Nawet, gdy stanęliśmy na skalistym plato wciąż ograniczały nam one widoki. Triglav, który wznosi się bezpośrednio nad nami, również prezentuje się niedostępną ścianą, pozornie jak oczywiście myślimy, bo przecież poprowadzony jest po niej szlak via ferraty, po której będziemy się dzisiaj wspinać. Masywy Alp Julijskich zaskakują wyniosłością i przepaścistością zboczy. Wczorajszy demoniczny zachód słońca nie zwiastował dobrej pogody na dzisiaj. Prognozy jednak mówiły coś innego.
Triglavski dom na Kredarici, w którym nocowaliśmy dawno wynurzył się już z toni mroku. Budynek schroniska muskają cieplejsze z minuty na minutę promienne słoneczne. Zostajemy w samych koszulkach. Cieplejsze ubranie ląduje na razie w plecaku. Znaczną część ekwipunku zostawiamy w schronisku, a zabieramy tylko ten niezbędny. Od razu ubieramy na siebie uprzęże, aby nie tracić czasu na skałach. O godzinie szóstej jesteśmy gotowi do wyjścia. Krótkim, sypkim zejściem schodzimy na Ledeniški preval (2484 m n.p.m.). Spoglądamy na ścianę przed nami. Pnie się wysoko w górę i nie widać jej końca. Dostrzec można na niej tylko początek via ferraty, bo wyżej ginie ona w zakolach skał. Widzimy niewiele osób wspinających się po niej.

















Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu -
koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.







