-->

Twoja przystań przed kolejną wędrówką i dziennik turystycznych przedsięwzięć.

A po nocy przychodzi dzień...

Jest taki samotny dom. Ludzie z dolin mówią, że wzniesiono go z kamieni, które pamiętają początek świata. Miał być darem nocy dla słońca. Każdej nocy tonął w głębokim, mrocznym błękicie, tuląc się pod gwiazdami. Jednak o świcie działo się coś niezwykłego. Gdy pierwsze promienie słońca dotykały jego surowych, kamiennych ścian, ożywał. Dom ten stawał się wówczas świątynią poranka – miejscem, gdzie mrok bez walki ustępował miejsca złotej nadziei. Kto choć raz spędził noc w jego murach i dotrwał do świtu, zyskiwał spokój serca na całe życie.

Wybraliśmy się tą drogą późnym popołudniem, aby odnaleźć spokój i zobaczyć jak słońce odchodzi wieczorem na spoczynek, a potem powitać go rano . Znamy tę drogę doskonale i tym razem nie będziemy opisywać jej szczegółów, bo czyniliśmy to już wiele razy. Kto jej nie zna, a chciałby ją poznać powinien sięgnąć do naszych archiwalnych wpisów. Wszyscy wiedzą, że to jedna z tych ulubionych naszych dróg spośród mnóstwa innych równie lubianych. Wiedzie przez gęste, mroczne lasy, a potem wyżej i wyżej, aż po odsłonięte pola górskich łąk i skalnych rumoszy. Dzisiaj znowu ruszamy tam dróżkami i ścieżkami jak legendarna para zakochanych, która miała wędrować tu w dawnych czasach, gdy bory wokół były jeszcze nietknięte, a szczyt, który wznosi się przed nami, spowijała tajemnica.

Upał leje się dzisiaj z nieba, a my podążamy dalej z naszą historią! Przypominamy sobie dawne opowieści, które powstały na tej trasie. Jest ich wiele, a każda inna, nawet wówczas, gdy wiodła tą samą drogą. Nie ma dwóch takich samych i pewnie nigdy tak nie będzie, choćbyśmy przemierzali tę drogę tysiąc razy. W tak ekstremalnym gorącu nie jest łatwo iść nawet po płaskim. Jest jak w Afryce. W swojej młodości nawet nie przypuszczaliśmy, że kiedyś tak może być w tych stronach. Najważniejsze jest odpowiednie nawodnienie, ale też unikanie bezpośredniego słońca i robienie częstych przerw. Zabraliśmy kilka litrów różnych napojów. Z tej też przyczyny wybraliśmy Zawoję Markową na punkt startu. Osada ta położona jest pod północnymi zboczami góry. Dzięki temu góra i jej lasy osłaniają nas od gorących promieni słońca, choć skwar i tak wyciska z nas poty. W głębi serca wydobywa się jednak ogromna, nostalgiczna radość, z faktu że znowu tutaj jesteśmy. To bardzo silne pragnienie, ponad trudy wędrówki, które motywuje nas, dodaje sił i prowadzi dalej.

TRASA:
Zawoja-Markowa (718 m n.p.m.) zielony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) żółty szlak Perć Akademików żółty szlak Babia Góra (słow. Babia hora; 1725 m n.p.m.) czerwony szlak Przełęcz Brona (słow. Brána; 1408 m n.p.m.) czerwony szlak Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach (1180 m n.p.m.) zielony szlak Zawoja-Markowa (718 m n.p.m.)


Jeden z potoków zasilających Marków Potok
W połowie drogi do szczytu góry robimy przerwę w schronisku. Regenerujemy siły, w czym pomaga nam tutejszy specjał - sernik ociekający smakowitą, gęstą polewą czekoldową oraz niezwykle orzeźwiający, złocisty Lech w nowym wydaniu. W pół do siódmej ruszamy dalej. Od schroniska skręcamy na płaj, którym maszerujemy do Skrętu Ratowników. Stamtąd odbijamy na zbocze dzikiego boru. Drzewa szepcą tu tajemniczo pradawne legendy: o olbrzymce, która usypała ten masyw, o grzesznym mieście zapadniętym pod ziemią czy o siedzibie diabła, który nadał nazwę wierzchołkowi góry. Po pewnym czasie wchodzimy w piętro jarzębin i kosodrzewiny, za którym otwiera się nam surowy, wysokogórski krajobraz. Wspinamy się po gazach i skalnych występach wyżej słynną Percią Akademików. Słońce bezlitośnie grzeje wyciskając z nas ostatnie poty. Jakże bardzo dzisiaj gorąco i parno. Góra ta nigdy nie była nam dwa razy taka sama i za każdym razem, jej natura przygrywa nam inną symfonię. Nic dziwnego, że przez wielu traktowana jest jak swoista świątynia różnych bytów natury. bo na jej szczycie stykają się granice i żywioły. Idziemy z rozwagą, ale bez obaw. Tam na szczycie czeka nas poczucie absolutnej wolności.

Markowe Szczawiny.

Skręt Ratowników.

Wyrwany korzeń.

Pod źródłem Szumiącej Wody.

Piarzysty Żleb pod Przełęczą Lodową.

Pierwszy łańcuch na Perci Akademików.

Panorama na dolinę Zawoi.

Na skalnej półce.

Perć Akademików jest najtrudniejszym szlakiem prowadzącym na najwyższy szczyt Babiej Góry. Stąd też jest to szlak jednokierunkowy. Początkowy odcinek prowadzi spokojnie lasem, ale później szybko zamienia się w ostrą, skalistą wspinaczkę. Prawdziwe emocje zaczynają się powyżej granicy kosodrzewiny. Szlak pnie się niemal pionowo po głazach, skalnych półkach i ściankach, przypominając momentami tatrzańską Orlą Perć, tyle że w łagodniejszym wydaniu. Każde spojrzenie w dół lub w bok potęguje wrażenie przestrzeni, ponieważ szlak prowadzi urwiste północne stoki Babiej. Szlak kojarzy się z trasami wysokogórskim, obfitującymi w stromizny i przepaście. Na najtrudniejszych fragmentach zamontowano łańcuchy oraz klamry, które ułatwiają pokonywanie wąskich progów i pionowych ścianek. Najbardziej wymagającą fragmentem jest 8-metrowa ściana zwana Czarnym Dziobem. Po jej pokonaniu zostają nam ostatnie metry do pokonania, aby stanąć na szczycie zwanym Diablakiem (1725 m n.p.m.), który oferuje niesamowitą panoramę.

Skalna rynienka.

Na ścianie Czarnego Dziobu.

Przez jarzębiny.

Słońce przeniosło się nad Żywiecczyznę.

Owocostany sasanki (Pulsatilla).

Kwiat sasanki zwyczajnej (Pulsatilla vulgaris)

Słońce na zachodzie.

Diablak (1725 m n.p.m.).

Dwudziesta trzydzieści. Stajemy na szczycie. Jest tutaj kilkanaście osób. Patrzymy w kierunku zachodnim na tańczące na falach refleksy czerwonego światła, które ciągną się jak złoty most pomiędzy górami na horyzoncie a nami. Letni wiatr delikatnie smaga nasze twarze. Chmury na horyzoncie układają się w miękki, biały puch, w który powoli zanurza się złota tarcza. Wkrótce ten puch oplata słońce niczym nić pajęcza i ściąga je za horyzont.

Czekamy, aż ostatni promień słońca muśnie nasze twarze. Chwila jego nadejścia wydaje się zawieszona w czasie. Wiemy już, że wieczór ten nie będzie dziełem przypadku, a głębokim, niemal mistycznym przeznaczeniem. Od tej chwili potęga tutejsze natury staje się intymna. Odtąd zanurzamy się jakby w innym wymiarze, gdzie wszystko wydaje się możliwe. Wraz z zachodem słońca, góra zdaje się nawiązywać do tych dawnych podań. Piękna i powabna, ale jednocześnie mroczna i tajemnicza. Od wieków budziła respekt, co znalazło odzwierciedlenie w jej mrocznej nazwie oraz opowieściach o dawnym zamku rządzonym przez diabła.

Mija godzina dwudziesta druga. Zostaliśmy na szczycie zupełnie sami. Cały świat milknie, ustępując miejsca potędze chwili, a natura góry staje się naszym prywatnym sanktuarium. Dzisiaj Diablak zachowuje się zupełnie inaczej niż zwykle. Nie hasa na nim porywisty wiatr i chłód; nie ogarnia do nieprzenikniony mrok. Mamy wrażenie, że przez pokonanie trudów wspinaczki, w żarze piekącego i wyczerpującego słońca zawarliśmy dzisiaj przymierze z górą. Kiedy słońce powoli chowa się za chmurami nad horyzontem, rzucając na grań ostatnie, gorące promienie, świat zaczyna zupełnie cichnąć. W tym momencie wszelkie troski zostały w dolinach, a otaczający nas surowy krajobraz wydaje się istnieć tylko dla nas. Wiatr, z którego słynie Diablak, tego wieczoru był wyjątkowo łaskawy. Otulił nas delikatnym powiewem, jakby chciał powitać w swoim królestwie i utulić do błogiego snu. Zamykamy oczy, pozwalając, aby przestrzeń oddychała tym samym rytmem co my. Wkrótce słyszymy każdy oddech samej natury, która od wieków króluje na tej górze, a sami jesteśmy dla siebie światłem w mroku, który nas teraz otacza. W tej czystej, bezkresnej przestrzeni nasze dusze zlewają się w jedno. Nie ma już wczoraj, nie ma jutra – jest tylko ta magiczna chwila na szczycie.
Ostatnie nuty słońca.


Dorzucam drew, bo ogień zgasł…


Rozbiliśmy posłanie tuż poniżej szczytu, w miejscu jak zawsze, na otwartej przestrzeni po wschodniej stronie, gdzie poniżej znajduje się grota z figurą Matki Boskiej. Noc sprzyja szczerości. To idealny moment na wyznanie skrywanych uczuć lub sekretów w świetle księżyca. – Po co tu jesteśmy? – przepływają różne myśli, a jednak zamiast odpowiedzi pozostaje milczenie. Cisza wydawała się wszechobecna, niosąca mnóstwo pozytywnych odczuć. Diablak zapada w ciszę. Słychać tylko bicie serc i szepty naszej rozmowy. Ciepły zefir pieści nasze twarze. Zmrok zbliża jeszcze bardziej do siebie. Mamy wrażenie, że na tej ogromnej, wyniosłej wyspie jesteśmy jedynymi istotami. Uciekliśmy od zgiełku miasta i utartych szlaków, by zasmakować prawdziwej, niczym niezmąconej samotności. Niesamowitej przygody. Byliśmy tylko my i Królowa Beskidów, a nad nami rozgwieżdżone niebo - niewiarygodny spektakl. Te tysiące gwiazd od wieków płoną nad Diablakiem w absolutnej, lodowatej ciszy kosmosu. Miliony gwiazd mrugają tak wyraźnie, że można odnieść wrażenie, iż wystarczy wyciągnąć rękę, by dotknąć kosmosu.

Ciemność na Diablaku zapada powoli. Przeżywamy głęboko każdy jej magiczny moment – najpierw, gdy znikała otulina dnia, a potem, gdy niebo nad górą stopniowo zalewały tysiące gwiazd, często znacznie wyraźniejszych niż w rozświetlonych dolinach. Ale choć nocne niebo zdaje się być usiane niezliczonymi punktami, tak naprawdę te widoczne dla nas gwiazdy to zaledwie niewielki ułamek. Wszystkie obiekty, które dostrzegamy bez użycia teleskopu, należą do naszej rodzimej galaktyki – Drogi Mlecznej. Na gwiazdozbiór ten składa się od 100 do 400 miliardów gwiazd, co oznacza, że gołym okiem widzimy zaledwie milionową część jego populacji. Nasz wzrok jest czuły, ale ma swoje limity. Dostrzegamy tylko te gwiazdy, które są stosunkowo blisko Ziemi i świecą niezwykle jasno. Olbrzymia część Drogi Mlecznej jest przysłonięta przez gęste obłoki kosmicznego pyłu i gazu, które blokują światło, nie pozwalając mu dotrzeć do naszych oczu. Z Ziemi można dostrzec gołym okiem na całym nocnym niebie tylko około 9 tysięcy gwiazd (po około 4,5 tysiąca na każdej półkuli). Jednak z jednego miejsca, w idealnych warunkach z dala od świateł miast, zobaczysz jednocześnie około 2-3 tysiące gwiazd.
Ciemność zapada powoli.

Wtem na południowym wschodzie z mroku wyłania się lekko czerwonawy księżyc. Ma dwa dni do swojej pełni. Zabarwia okolicę w odcieniach srebra i głębokiego błękitu. Jego jaskrawość redukuje nieco liczbę widocznych gwiazd na niebie. Potem próbuje oświetlić sylwetki okolicznych szczytów, ale woal mgieł unoszący nad nimi jedynie minimalnie przepuszcza jego światłość. Księżyc zatem usiłuje przejrzeć się w lustrze Jeziora Orawskiego, ale odbija ono na boki jego światło, niczym potężny reflektor, głównie w stronę grzbietów Magury Orawskiej. Księżycowa tarcza spogląda na Diablaka jak wielkie oko, a rzucane przez nią cienie zdają się żyć własnym życiem. Nadchodząca pełnia srebrnego globu jest symbolem odsłonięcia tajemnic duszy, mistycznego uniesienia i wieczności. Odsłania to, co w człowieku najgłębsze i najbardziej skryte. Nie musimy o nic pytać niebios, bo w tym mistycznym świetle księżyca czujemy, że cały nasz sens istnienia i bytu jest właśnie tu i teraz. I chociaż wokół nas nie ma nikogo, to cała ta przestrzeń wydaje się gęsta od tajemnic, które otaczają nas zewsząd.
Oblicza księżyca.

Góra, znana jako dawne siedlisko czarownic, ale tej nocy kołysze tylko nas do snu. Mamy wrażenie, że ta noc, każda jej chwila będzie należy tylko do nas. Ta wspólna noc jak zaklęcie – ucieczka od codziennego świata, zbliżająca do natury, ale przede wszystkim do siebie nawzajem.



A po nocy przychodzi dzień…


Łowcy słońca nadchodzą...
Wbrew temu co myśleliśmy wcześniej wkrótce pojawiał się tutaj inni - tzw. „łowcy wschodów słońca”. Kamienne rumowiska Diablaka zaczynają zapełniać przed godziną 2:00. Początkowo nieśmiało – jedna osoba, kwadrans później para innych przybyszów. Po godzinie 3:00 obserwować możemy już sznur świateł czołówek ciągnący się od strony Krowiarek, Przełęczy Brona czy Perci Akademików. Wierzchołek góry zaczął zapełniać się dość szybko. Wnet zrobiło się gwarno.

Jest nadal ciepło, chociaż zefir nieco wzmacnia się. My jeszcze wtuleni w śpiwór, ale noc ewidentnie ustępuje. Nadchodzi świt. Przybyli turyści siedzą już stłoczeni między kamieniami. Niektórym chłodno, innym gorąco - otuleni w śpiwory i kurtki, a część jak dla kontrastu w krótkich spodenkach i koszulkach - wszyscy zerkają na wschodni horyzont. Tymczasem w dolinach i kotlinach mienią się pojedyncze światła wiosek, przypominając, że świat tam na dole jeszcze śpi.



Świt.

Wioski w dolinach śpią jeszcze.

Noc ustępuje, a światło zwycięża mrok na naszych oczach. Magia zaczyna się, gdy nocne niebo powoli pęka; gdy noc powoli zwija swoje gwiaździste szaty, a na skraju horyzontu rodzi się pierwsza, nieśmiała smuga światła. To chwila, w której świat wstrzymuje oddech, oczekując na codzienne, legendarne widowisko. Najpierw ten pierwszy błysk, czy raczej łuna – nieśmiały, łososiowy róż, który zaczyna przeganiać mrok. Noc znika, dzień wstaje.

Trudno zauważyć ten moment, kiedy wschodni horyzont zaczyna stopniowo rozpalać się, zmieniając barwę najpierw z głębokiej czerni na fiolet. Taki spektakl, który można przeżyć jedynie tutaj. Przez kilkanaście minut świat zmienia kolory na pastelowe róże, a później na głębokie żółcie. Następnie horyzont zabarwia się intensywnym złotem, pomarańczą i czerwienią.

Wkrótce słońce wyłaniające się zza chmur na wschodzie oświetla skaliste połacie Babiej Góry. W tym samym momencie góra rzuca długi, majestatyczny cień z przeciwległej strony, na wzniesienia znajdujące się po zachodniej stronie. Góra opowiada w tych chwilach historię o swojej potędze i pokazuje swój legendarny, niemal baśniowy charakter.

Lśni już nowy dzień i w jasnym świetle słońca giną wszelkie cienie. Złoty promień dotyka ziemi i drzew, a świat jak do hymnu się zbiera. Złoty blask na naszych twarzach pieczętuje wspomnienie i spełnioną obietnicę minionej nocy.

Wschody słońca od wieków fascynują, symbolizując nowy początek. Ich piękno to nie tylko zjawisko fizyczne, ale także stan umysłu, w którym budząca się natura staje się malarzem. Ciepłe światło momentalnie zalewa okoliczne szczyty. Doświadczamy zmysłowego olśnienia, że wszystko co zrobiliśmy, aby być tutaj razem ma swoje znaczenie. Cieszymy się, że mogliśmy tu być znowu razem i celebrujemy wyjątkowy spektakl natury. W tym porannym słońcu rodzi się nasza nowa rzeczywistość.
Przebudzenie dnia.

Lśni już nowy dzień.


Diablak (1725 m n.p.m.). Nowy dzień.



Znowu w drogę, w drogę trzeba iść…


Świat na dole budzi się. Czas wracać. Na początek strome, kamienne zejście bezpośrednio z kopuły szczytowej. Dalej łagodnym grzbietem przez Lodową Przełęcz mamy Królową Beskidów wciąż za plecami. Odwracamy się, by patrzeć, jak oświetla ją pełne, poranne słońce. Wciąż nie możemy oderwać się od intymności nocy, choć mamy już piękny poranek, a z każdym krokiem powietrze staje się cieplejsze. Wkrótce pojawia się droga w dół, śpiew ptaków i zapach pierwszych napotkanych świerków. Promienie słońca malują niezwykłe mozaiki w dolinach. Ostatni raz możemy na nie spojrzeć z tarasów Przełęczy Brona. Chwilę później zanurzamy się w lasach, w których wycięły się Markowe Szczawiny, polana, na której stoi dzisiaj schronisko.


Kopuła szczytowa Diablaka.

Po zejściu z kopuły szczytowej.

Królową oświetla pełne, poranne słońce.

Przed nami grzbiet opadający na Przełęcz Brona.

Marsz na Bronę.

Widok w stronę Orawy.

Przełęcz Brona.

Dolina wioski Zawoja z tarasu Przełęczy Brona.

Z polany pod schroniskiem pokazuje się nam jeszcze raz szczyt – tak Królowa Beskidów żegna się z nami na jakiś czas, bo przecież kiedyś znowu ją odwiedzimy. Promienie słońca filtrowane przez korony drzew malują poranne, świetliste witraże. Wszystko wydaje się tańcem pomiędzy snem a jawą. Teraz musimy uzmysłowić sobie prawdę o tym, że to wszystko wydarzyło się naprawdę i to, co widzieliśmy było najprawdziwszą rzeczywistością. To nie przychodzi od razu, bowiem czas wciąż traci znaczenie, gdy słyszymy rytm wspólnych kroków, a wokół czujemy zapach mchów i igliwia lasu i otacza nas spokój, który stanowi więcej niż jakiekolwiek słowa. Słońce przebijające się przez korony drzew tworzy na drodze złote plamy.

Pożegnanie z górą.

W ten sposób narodziła się historia, która mogła wydarzyć się tylko w tak magiczną noc. Zostawi ona w sercu wspomnienie, które nigdy nie wyblaknie. To, co się tam wydarzyło, zostaje w nas na zawsze. Teraz jesteśmy gotowi na wszystko, co przyniesie codzienność i nie boimy się kolejnych wyzwań.

Dzielimy się tą historią z wszystkimi, przytaczając dewizę, że życie nie toczy się w planach, które wiecznie odkładamy na „kiedyś”. Życie dzieje się właśnie w takich chwilach jak ta, które tworzymy własnym działaniem, nawet jeśli wiązały się one z wysiłkiem i trudem, a czsem i odwagą. Jeśli na coś czekasz, jeśli odkładasz ważne słowa, marzenia czy wyznania na lepszy moment – przestań. Lepszy moment nie nadejdzie. Spakuj plecak, wyrusz i odważ się żyć teraz, bo przygoda nie czeka i warta jest każdego kroku pod górę, takiego jak ten, który właśnie wykonaliśmy.
Udostępnij:
Location: Diablak, Polska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.


Życie jest zbyt krótkie, aby je przegapić.

Liczba wyświetleń

Popularne posty (ostatnie 30 dni)

Etykiety

Archiwum bloga

Z nimi w górach bezpieczniej

Zapamiętaj !
NUMER RATUNKOWY
W GÓRACH
601 100 300

Mapę miej zawsze ze sobą

Stali bywalcy

Odbiorcy


Wyrusz z nami na

Główny Szlak Beskidu Wyspowego


ETAP DATA, ODCINEK
1
19.11.2016
[RELACJA]
Szczawa - Jasień - Ostra - Ogorzała - Mszana Dolna
2
7.01.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Potaczkowa - Rabka-Zdrój
3
18.02.2017
[RELACJA]
Rabka-Zdrój - Luboń Wielki - Przełęcz Glisne
4
18.03.2017
[RELACJA]
Przełęcz Glisne - Szczebel - Kasinka Mała
5
27.05.2017
[RELACJA]
Kasinka Mała - Lubogoszcz - Mszana Dolna
6
4.11.2017
[RELACJA]
Mszana Dolna - Ćwilin - Jurków
7
9.12.2017
[RELACJA]
Jurków - Mogielica - Przełęcz Rydza-Śmigłego
8
20.01.2018
[RELACJA]
Przełęcz Rydza-Śmigłego - Łopień - Dobra
9
10.02.2018
[RELACJA]
Dobra - Śnieżnica - Kasina Wielka - Skrzydlna
10
17.03.2018
[RELACJA]
Skrzydlna - Ciecień - Szczyrzyc
11
10.11.2018
[RELACJA]
Szczyrzyc - Kostrza - Tymbark
12
24.03.2019
[RELACJA]
Tymbark - Kamionna - Żegocina
13
14.07.2019
[RELACJA]
Żegocina - Łopusze - Laskowa
14
22.09.2019
[RELACJA]
Laskowa - Sałasz - Męcina
15
17.11.2019
[RELACJA]
Męcina - Jaworz - Limanowa
16
26.09.2020
[RELACJA]
Limanowa - Łyżka - Pępówka - Łukowica
17
5.12.2020
[RELACJA]
Łukowica - Ostra - Ostra Skrzyż.
18
6.03.2021
[RELACJA]
Ostra Skrzyż. - Modyń - Szczawa

Smaki Karpat

Wołoskimi śladami

Główny Szlak Beskidzki

21-23.10.2016 - wyprawa 1
Zaczynamy gdzie Biesy i Czady,
czyli w legendarnych Bieszczadach

BAZA: Ustrzyki Górne ODCINEK: Wołosate - Brzegi Górne
Relacje:
13-15.01.2017 - Bieszczadzki suplement do GSB
Biała Triada z Biesami i Czadami
BAZA: Ustrzyki Górne
Relacje:
29.04.-2.05.2017 - wyprawa 2
Wielka Majówka w Bieszczadach
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Brzegi Górne - Komańcza
Relacje:
16-18.06.2017 - wyprawa 3
Najdziksze ostępy Beskidu Niskiego
BAZA: Rzepedź ODCINEK: Komańcza - Iwonicz-Zdrój
Relacje:
20-22.10.2017 - wyprawa 4
Złota jesień w Beskidzie Niskim
BAZA: Iwonicz ODCINEK: Iwonicz-Zdrój - Kąty
Relacje:
1-5.05.2018 - wyprawa 5
Magurskie opowieści
i pieśń o Łemkowyni

BAZA: Zdynia ODCINEK: Kąty - Mochnaczka Niżna
Relacje:
20-22.07.2018 - wyprawa 6
Ziemia Sądecka
BAZA: Krynica-Zdrój ODCINEK: Mochnaczka Niżna - Krościenko nad Dunajcem
Relacje:
7-9.09.2018 - wyprawa 7
Naprzeciw Tatr
BAZA: Studzionki, Turbacz ODCINEK: Krościenko nad Dunajcem - Rabka-Zdrój
Relacje:
18-20.01.2019 - wyprawa 8
Zimowe drogi do Babiogórskiego Królestwa
BAZA: Jordanów ODCINEK: Rabka-Zdrój - Krowiarki
Relacje:
17-19.05.2019 - wyprawa 9
Wyprawa po wschody i zachody słońca
przez najwyższe partie Beskidów

BAZA: Markowe Szczawiny, Hala Miziowa ODCINEK: Krowiarki - Węgierska Górka
Relacje:
22-24.11.2019 - wyprawa 10
Na śląskiej ziemi kończy się nasza przygoda
BAZA: Równica ODCINEK: Węgierska Górka - Ustroń
Relacje:

GŁÓWNY SZLAK WSCHODNIOBESKIDZKI

termin 1. wyprawy: 6-15 wrzesień 2019
odcinek: Bieszczady Wschodnie czyli...
od Przełęczy Użockiej do Przełęczy Wyszkowskiej


termin 2. wyprawy: wrzesień 2023
odcinek: Gorgany czyli...
od Przełęczy Wyszkowskiej do Przełęczy Tatarskiej


termin 3. wyprawy: wrzesień 2024
odcinek: Czarnohora czyli...
od Przełęczy Tatarskiej do Gór Czywczyńskich

Koszulka Beskidzka

Niepowtarzalna, z nadrukowanym Twoim imieniem na sercu - koszulka „Wyprawa na Główny Szlak Beskidzki”.
Wykonana z poliestrowej tkaniny o wysokim stopniu oddychalności. Nie chłonie wody, ale odprowadza ją na zewnątrz dając wysokie odczucie suchości. Nawet gdy pocisz się ubranie nie klei się do ciała. Wilgoć łatwo odparowuje z niej zachowując jednocześnie komfort cieplny.

Fascynujący świat krasu

25-27 lipca 2014 roku
Trzy dni w Raju... Słowackim Raju
Góry piękne są!
...można je przemierzać w wielkiej ciszy i samotności,
ale jakże piękniejsze stają się, gdy robimy to w tak wspaniałym towarzystwie – dziękujemy Wam
za trzy niezwykłe dni w Słowackim Raju,
pełne serdeczności, ciekawych pogawędek na szlaku
i za tyleż uśmiechu.
24-26 lipca 2015 roku
Powrót do Słowackiego Raju
Powróciliśmy tam, gdzie byliśmy roku zeszłego,
gdzie natura stworzyła coś niebywałego;
gdzie płaskowyże pocięły rokliny,
gdzie Spisza i Gemeru łączą się krainy;
by znów wędrować wąwozami dzikich potoków,
by poczuć na twarzy roszące krople wodospadów!
To czego jeszcze nie widzieliśmy – zobaczyliśmy,
gdy znów w otchłań Słowackiego Raju wkroczyliśmy!


19-21 sierpnia 2016 roku
Słowacki Raj 3
Tam gdzie dotąd nie byliśmy!
Przed nami kolejne trzy dni w raju… Słowackim Raju
W nieznane nam dotąd kaniony ruszymy do boju
Od wschodu i zachodu podążymy do źródeł potoków
rzeźbiących w wapieniach fantazję od wieków.
Na koniec pożegnalny wąwóz zostanie na południu,
Ostatnia droga do przebycia w ostatnim dniu.

           I na całe to krasowe eldorado
spojrzymy ze szczytu Havraniej Skały,
           A może też wtedy zobaczymy
to czego dotąd nasze oczy widziały:
           inne słowackie krasy,
próbujące klasą dorównać pięknu tejże krainy?
           Niech one na razie cierpliwie
czekają na nasze odwiedziny.

7-9 lipca 2017 roku
Słowacki Raj 4
bo przecież trzy razy to za mało!
Ostatniego lata miała to być wyprawa ostatnia,
lecz Raj to kraina pociągająca i w atrakcje dostatnia;
Piękna i unikatowa, w krasowe formy bogata,
a na dodatek zeszłego roku pojawiła się w niej ferrata -
przez dziki Kysel co po czterdziestu latach został otwarty
i nigdy dotąd przez nas jeszcze nie przebyty.
Wspomnień czar ożywi też bez większego trudu
fascynujący i zawsze urzekający kanion Hornadu.
Zaglądnąć też warto do miasta mistrza Pawła, uroczej Lewoczy,
gdzie w starej świątyni świętego Jakuba każdy zobaczy
najwyższy na świecie ołtarz, wyjątkowy, misternie rzeźbiony,
bo majster Paweł jak Wit Stwosz był bardzo uzdolniony.
Na koniec zaś tej wyprawy - wejdziemy na górę Velka Knola
Drogą niedługą, lecz widokową, co z góry zobaczyć Raj pozwala.
Słowacki Raj od ponad stu lat urodą zniewala człowieka
od czasu odkrycia jej przez taternika Martina Rótha urzeka.
Grupa od tygodni w komplecie jest już zwarta i gotowa,
Kaniony, dzikie potoki czekają - kolejna rajska wyprawa.


Cudowna wyprawa z cudownymi ludźmi!
Dziękujemy cudownym ludziom,
z którymi pokonywaliśmy dzikie i ekscytujące szlaki
Słowackiego Raju.
Byliście wspaniałymi kompanami.

Miało być naprawdę po raz ostatni...
Lecz mówicie: jakże to w czas letni
nie jechać znów do Słowackiego Raju -
pozwolić na zlekceważenie obyczaju.
Nawet gdy niemal wszystko już zwiedzone
te dzikie kaniony wciąż są dla nas atrakcyjne.
Powiadacie też, że trzy dni w raju to za krótko!
skoro tak, to czy na cztery nie będzie zbyt malutko?
No cóż, podoba nam się ten kras,
a więc znów do niego ruszać czas.
A co wrzucimy do programu wyjazdu kolejnego?
Może z każdego roku coś jednego?
Niech piąty epizod w swej rozciągłości
stanie się powrotem do przeszłości,
ruszajmy na stare ścieżki, niech emocje na nowo ożyją
gdy znów pojawimy się w Raju z kolejną misją!

15-18 sierpnia 2018 roku
Słowacki Raj 5
Retrospekcja
Suchá Belá - Veľký Sokol -
- Sokolia dolina - Kyseľ (via ferrata)

Koszulka wodniacka

Tatrzańska rodzinka

Wspomnienie


519 km i 18 dni nieustannej wędrówki
przez najwyższe i najpiękniejsze partie polskich Beskidów
– od kropki do kropki –
najdłuższym górskim szlakiem turystycznym w Polsce


Dorota i Marek Szala
Główny Szlak Beskidzki
- od kropki do kropki -

WYRÓŻNIENIE
prezentacji tego pasjonującego przedsięwzięcia na



za dostrzeżenie piękna wokół nas.

Dziękujemy i cieszymy się bardzo,
że nasza wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim
nie skończyła się na czerwonej kropce w Ustroniu,
ale tak naprawdę doprowadziła nas aż na
Navigator Festival 2013.

Napisz do nas