Korona Beskidu Wyspowego przyciąga turystów. Pasmo to jednak nie potrzebuje
żadnych wabików i rekomendacji. O każdej porze roku stanowi atrakcyjny cel dla
górskich wędrówek. To kraina malowniczych wysp wyniosłych ponad doliny rzek,
doliny nierzadko wypełnione morzem chmur w wyniku zjawiska inwersji
temperatur. Dzisiaj nad tą krainą wiszą ciężkie, śnieżne chmury, jakich dawno
nie widzieliśmy zimową porą. Miał być dzisiaj duży mróz niesiony
północno-zachodnim wiatrem, lecz zapowiadane wiatry coś powstrzymuje w
tutejszej śnieżnej okolicy.
TRASA:
Łętowe (624 m n.p.m.)

Kiczora (901 m n.p.m.)
Jasień (1052 m n.p.m.)
Kutrzyca (1051 m n.p.m.)

Krzystonów (1012 m n.p.m.)

Skalna (984 m n.p.m.)

Przełęcz pod Małym Krzystonowem (880 m n.p.m.)
Mogielica (1170 m n.p.m.)

Jurków (526 m n.p.m.)
OPIS:
Ludzie zaczęli się osiedlać w tej okolicy dopiero w XVI wieku, a
pierwszymi osadnikami najpewniej byli pasterze wołoscy. Podjeżdżamy na
przełęcz od strony wsi Łętowe, ku której sięgają jej domostwa. Po drugiej
stronie przełęczy leży wieś Wilczyce. Podjeżdżamy do miejsca, gdzie zielony
szlak turystyczny przecina szosę łączącą doliny Łętówki i Łososiny. Autokary
dalej nie pojadą. Kierowcy oceniają dalszą drogę za zbyt ryzykowną i wolą
wycofać z powrotem do wsi Łętowe. Stamtąd przemieszczą się do wsi Jurków,
gdzie będą oczekiwać naszego powrotu ze szczytów gór, a będzie ich kilka na
naszej trasie.
Ruszamy o godzinie 9.05 w nieduży las przylegający do szosy. Wnet
jednak wychodzimy z niego na łąki, bądź pola pokryte śniegiem. Znaki szlaku
są niewidoczne, ale znamy tą drogę. Kolejny las jest niedaleko. W nim droga
jest mniej zasypana śniegiem. Leśnym duktem zaczynamy zdobywać zbocze
Kiczory (901 m n.p.m.). Ozdobione śniegiem drzewa tworzą niezwykły korytarz
w świat dziecięcego zachwytu. Jakże dawno nie widzieliśmy tak wspaniałej
zimy z puchatym, skrzypiącym śniegiem pod butami. Mrozik musi być, bo śnieg
jest sypki jak mąka i w ogóle nie podatny na sklejanie się w śnieżynkowe
kulki. Płatki śniegu wciąż opadają delikatnie osiadając na wszystko co się
da, i na gałęziach drzew, i na polanach, i na naszych nosach. Wspaniała
aura, a podejście wciąż łagodne.
|
Autokary muszą wycofać się, my ruszamy na podbój zimowych Beskidów.
|
|
Przez łąkę. |
|
Wąwóz. |
|
Rozwidlająca się dróżka.
|
|
Skraj polany. |
|
Grupy drzew w plenerze polany.
|
|
Szlak przez Kiczorę.
|
Kilka minut po dziesiątej przechodzimy pod szczytem Kiczory, a około 20 minut
później wchodzimy na Polanę Folwarczną, słynącą z malowniczej panoramy
obejmującej Gorce rozpiętej od Kudłonia i Turbacza, przez Obidową, Maciejową,
dalsze szczyty Pilska i Babiej Góry i dochodzącej do Lubonia Wielkiego i
Szczebla. Tak skrótem można ją opisać i na tym dzisiaj poprzestaniemy, gdyż
chmury stanowią dzisiaj kurtynę nie do przebicia.
Dróżka wiedzie nas ze spokojem dalej w górę. Świerczki pod ciężarem śniegu
chylą ku ziemi gałązki. Niebawem pojawiają się wśród nich bukowe młodniki, a
nawet roślejsza bukowa młodzież. Wtem o godzinie 10.55 wychodzimy z leśnego
zacisza na otwarty obszar. Przed nami pnie się strome zbocze, lecz niewysokie.
Szczyt ów nosi nazwę Kobylicy i zadziera w górę jak dzika kobyła próbująca
zrzucić jeźdźca. Napieramy z pewnym wysiłkiem, bo w istocie zbocze jest
naprawdę strome, a im wyżej jesteśmy, tym wyczuwamy większy wiatr i mróz
niesiony jego bryzą (o ile tak można powiedzieć, gdyż jego podmuchy nie są
zbyt silne).
|
Polana Folwarczna. |
|
Urokliwie ośnieżone drzewa.
|
|
Podejście na Kobylicę.
|
|
Polana Łąki na Kobylicy.
|
Czym prędzej kierujemy się w stronę lasu brnąc w głębszym śniegu, licząc, że
wśród drzew wiatr nie będzie mógł nam szczypać koniuszków palców. Tak też się
staje, a dróżka przyjemnie prowadzi nas ku kolejnemu szczytowi, a jest nim
wyczekiwany od początku wędrówki Jasień (niektórzy mówią na niego Jasiek,
jakoby chcąc pokazać to, że są z nim w bliższej komitywie). Jasień jest
pierwszym szczytem na naszej dzisiejszej trasie, którego wysokości przekracza
tysiąc metrów nad poziomem morza. Liczy sobie 1062 m n.p.m. choć nie wszystkie
źródła są jednomyślne w tym aspekcie. Niektóre podają, że jego wysokość sięga
metr wyżej, a niektóre zaniżają go do 1052 m n.p.m. W każdym bądź razie jest
to trzeci pod względem wysokości szczyt Beskidu Wyspowego (po Ćwilinie i
Mogielicy). Masyw Jasienia leży w bocznym grzbiecie odchodzącym na południe od
Mogielicy i właściwie składa się z dwóch wierzchołków. Ten drugi, niższy
znajduje się 300 metrów na północy wschód. Nazywany jest Kutrzycą. Tam kieruje
nas żółty szlak, przechodzący przez Jasień, a prowadzący dalej na Mogielicę.
 |
A ku ku. |
 |
Śnieżna ścieżyna. |
|
Przed szczytem Jasienia.
|
|
Jasień (1062 m n.p.m.).
|
|
Zarastająca Polana Skalne.
|
Schodzimy na płytką, ale wyraźną przełęcz. Po prawej ścieli się nam rozległa Polana Skalne, opadająca w stronę głębokiej doliny, za którą wznoszą
się dwa gorczańskie szczyty: Wielki Wierch i Kiczora Kamienicka. Ich rysy
ledwie prześwitują przez śnieżne chmury. Polana jest pozostałością po dawnej
gospodarce pasterskiej. Pod lasem porastającym Jasień stoi jeszcze dość duży
szałas, jeden z nielicznych w Beskidzie Wyspowym. Został wybudowany niedługo
po wojnie w XX wieku, a obecnie zwany jest również Bacówką na Skalnym. Nie
tylko pastersko, ale również rolniczo wykorzystywana była niegdyś ta polana,
stanowiąc podłoże ornego pola. Dzisiaj zaś nieużytkowana powoli zarasta.
|
Polana Skalne. |
|
Szałas na Polanie Skalne.
|
|
Docieramy na szczyt Kutrzycy.
|
|
Kutrzyca (1051 m n.p.m.).
|
|
Kapliczka na Kutrzycy.
|
O godzinie 12.00 osiągamy na szczyt Kutrzycy (1051 m n.p.m.). Organizujemy
sobie króciutką sesję zdjęciową na potwierdzenie zdobycia kolejnego szczytu do
Korony Beskidu Wyspowego. Następnie zaglądamy do wnętrza kapliczki, skąd
spogląda na nas Chrystus Frasobliwy siedzący przed obrazkiem Matki Boskiej
Częstochowskiej. Spogląda gdzieś w stronę Mogielicy, lecz tej dzisiaj stąd
nie widać. Może zobaczymy ją, jak podejdziemy do niej bliżej. Wpierw jednak musimy zejść z Kutrzycy.
|
Gałązki kłaniają się nam nisko.
|
Śnieżna ścieżyna wartko sprowadza nas w dół. Drzewa ciasną ją osaczają i
zostawiają nam jedynie wąski przesmyk do przejścia. Kłaniają się nam nisko pod
ciężarem śniegu, który wciąż zbiera się na gałązkach. Prószy, prószy, prószy
tak jak w bajkach lub na starych świątecznych pocztówkach. Nie do wiary jak
baśniowo jest wokół. Nikt chyba się tego nie spodziewał. Przez chwilkę ze
stromego zbocza porośniętego niedużymi choinkami pokazuje się nam widok na
dolinę Łososiny ze wsią Półrzeczki, zajmującej górne położenia doliny. Idziemy
dalej wąskim grzbietem pod parawanem wiszących gałązek oklejonych misternie
białością. Niektóre wyglądają jak pióropusze, inne jak pajęcze sieci misternie
utkane przez naturę. Z ogromnego podziwu dla tych wspaniałości serce pieje z
radości. Gdyby człek był wybitnym poetą to może znalazłby odpowiednie słowa i
zwroty na wyrażenie całego otaczającego nas piękna.
 |
Przejście wąskim grzbietem. |
|
Z widokiem na Półrzeczki.
|
 |
Znów możemy spojrzeć w dolinę Łososiny. |
 |
Niedaleko rozstaju. |
O godzinie 12.30 docieramy do węzła, skąd mamy krótkie odejście na prawo na
Polanę Wały. Tam mamy umówiony punkt zborny na ognisko. Schodzimy, a dym coraz
bardziej wabi nozdrza zapachem pieczonych kiełbasek. Grupa w komplecie. Biesiada
już rozpoczęta. Przybywamy jako ostatni na ten swoisty górski lunch. Polana
Wały ma dobre zaplecze na tego rodzaju plenerowe spotkanie. Do dyspozycji
turystów oprócz pola ogniskowego jest również zadaszona, dość obszerna wiata.
W okresie letnim cała polana przeistacza się w bazę namiotową, organizowaną
przez Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich z Katowic. Pierwotnie mieliśmy
zrobić ognisko na szczycie Mogielicy, lecz zmiana planu wedle przewidywań
Łukasza okazał się trafna. Polana dała nam ogniskowe zacisze, takie jak
zwykle. Wiele razy już korzystaliśmy z jej gościnności i tym razem nas nie
zawiodła. Z Mogielicą zaś różnie to bywa, szczególnie w zimie, kiedy chłodem i
mrozem powiewa, a ta zaś żadnym innym szczytem ze swojego otoczenia nie jest
osłonięta (wszak to królowa Beskidu Wyspowego).
|
Polana Wały. |
 |
Uroczystość wręczenia zweryfikowanych norm "Za Wytrwałość". |
|
Megagrupa na Polanie Wały. |
O godzinie 13.20 opuszczamy Polanę Wały. Słoneczko niespodziewanie zaczęło
rzucać promyki na śnieżnobiałą pościel polany. Cała biel wokół zaczyna skrzyć
ognikami. Biel na drzewach wydaje się być bielsza i jaskrawsza. Razi trochę w
oczy. Wkrótce przecinamy polankę wyglądającą na kulminacje kolejnej góry, lecz
to złudzenie, bo rzeczywista kulminacja Krzysztonowa znajduje się nieco dalej w
lesie. Jest trochę odsunięta od żółtego szlaku. Ścieżka jest dobrze wydeptana.
To z pewnością zasługa naszej szpicy: Łukasza i Waldka, i zapewne jeszcze
kilku innych współpracujących osób. Napracują się dzisiaj trochę więcej niż
inni. Krzysztonów (1012 m n.p.m.) zdobywamy o godzinie 13.35. Dotąd w naszych
wędrówkach pomijaliśmy ten punkt szczytowy przechodząc szlakiem nieopodal.
Dzisiaj maszerując po Koronę Beskidu Wyspowego nie mogliśmy go zignorować.
Stoi na nim piękna tabliczka szczytowa. Wiele takich powstało w ostatnich
latach w Beskidzie Wyspowym. To zasługa propagatorów turystyki z okolicznych
gmin, a przede wszystkim Czesława Szynalika, głównego inicjatora i
pomysłodawcy wszystkich przedsięwzięć na rzecz odkrywania Beskidu Wyspowego.
 |
Niczym w bajce. |
|
Polana na Krzystonowie.
|
|
Krzystonów (1012 m n.p.m.).
|
Podążamy leśną ścieżką. Nieco zniżamy swoją wysokość, po czym znów brniemy w
śniegu do góry, aby przejść przez kolejny wierzchołek, a jest nim Mały
Krzystonów. Za tym szczytem ścieżka zaczyna dość szybko obniżać się. Idziemy
przez dorodny bukowy las, a potem gęstszy świerkowy, w którym ścieżka dość
ostro załamuje się wpadając na Przełęcz pod Małym Krzystonowem. Przez przełęcz
przechodzi leśna droga. Stoi przy niej wiata i przeszklona kapliczka po
przeciwnej stronie. Koło kapliczki odchodzi szeroka droga szlakowa. Wspina się
na po zboczu ku szczytowi Mogielicy. Mamy do niej z pewnością jeszcze więcej
niż godzinę drogi. Mozolnie napieramy na lesisty stok. Nogi trochę zmęczone
są, bo po miałkim puchu idzie się jak po piasku. Jest jednak cudownie, a
wysiłek ten jest niewspółmiernie mały względem urody zimy.
|
Leśną ścieżyną. |
|
Mały Krzystonów. |
|
Przez śniegi Krzystonowa.
|
|
Pod parasolem ośnieżonych drzew.
|
|
Konar. |
|
Zimowym szlakiem na razie spokojnie w dół.
|
|
Zaczyna się stromizna.
|
|
Ostra końcówka. |
|
Przełęcz pod Małym Krzystonowem. Przed nami szlak na Mogielicę. |
|
Las pod Polaną Stumorgową.
|
Wkrótce nachylenie zbocza zmniejsza się. O godzinie 14.50 wychodzimy z lasu na
śnieżnobiałą prerię Polany Stumorgowej. W mglistym powietrzu wygląda na
niekończącą się śnieżną pustynię. Liczyła sobie kiedyś 100 mórg, jak nazwa
wskazuje. Nieużytkowana zdążyła się zmniejszyć już o połowę w wyniku sukcesji
lasu. Słynie z przepięknych widoków, a dzisiaj z surowej scenerii. Przewiewa
przez nią chłodnym wiatrem. Mgły chowają dalsze pejzaże w zatracenie. Po
półgodzinnym marszu docieramy do górnych krańców Polany Stumorgowej. Chwilkę
przystajemy, niejako biorąc głęboki oddech przed ostatecznym, ostrym podejście
na szczyt Mogielicy. Po chwili ruszamy, z mozołem pokonując stromość zbocza.
|
|
Polana Stumorgowa. |
|
Las na szczycie Mogielicy.
|
O godzinie 15.30 wstępujemy na polankę szczytową Mogielicy. Opatulone śniegiem
drzewa są na nim ozdobą wydającą się na nieziemską. Również wieża widokowa
(nieczynna, czekająca na remont) została przemalowana na biało. Mogielica,
królowa Beskidy Wyspowego, zdaje się być tego dnia również królową obecnej
zimy, czy może raczej baśniową królową śniegu. Z fantazją ubrane w białe
kobierce drzewa sprawiają wrażenie zastygłych stworzeń. Stoją nieruchomo,
wiatr nie świszczy, nie ma go nawet wcale. Jeno tylko skrzypliwy mróz daje się
czuć. I dlatego spędzamy na niej nie więcej jak kwadrans czasu. Opuszczamy
wspaniały szczyt.
 |
Mogielica. |
|
Mogielica (1170 m n.p.m.).
|
|
Wieża widokowa na Mogielicy.
|
Z Mogielicy schodzimy dróżką w stronę Polany Wyśnikówka. Wiodą po niej
zielony i niebieski szlak. Nas prowadzi szlak niebieski, który przed polaną
odbija na lewo. Spada (to chyba odpowiednie słowo w tym przypadku) karkołomnie
stromym zboczem. Dzisiaj to właściwie nie jest schodzenie tylko zjazd na
butach z przytrzymywaniem się gałązek drzew i krzewinek. Na szczęście
wszystkim udaje się bez jakichkolwiek urazów osiągnąć znajdującą się niżej
dróżkę stokową, która bardzo spokojnie kieruje nas na grzbiet odchodzący w
stronę wsi Jurków.
|
|
Szlak do Jurkowa. |
Przed nami nader przyjemny spacerek. Droga wygodna, bez żadnej ślizgawicy.
Zbliża się zmierzch. Las zapada w delikatną szarówkę. Do nastania ciemnej nocy
jest jednak jeszcze dużo czasu. Kończący się dzień sprzyja i zachęca do
podsumowania niezwykle dobrego dnia, przepełnionego sporą dawką pozytywnych
wrażeń oraz zachwycającą zimową estetyką. W duchu jarzy się też satysfakcja z
przejścia całej trasy, zdobycia aż czterech szczytów do Korony Beskidu
Wyspowego, a także satysfakcja i radość ze świetnie spędzonego czasu z
ponadczasowym gronem ludzi, turystów wrażliwych na piękno gór i ich natury.
|
Zmierzch nad Jurkowem.
|
W ten Dzień Walentego ślemy do Was wyrazy szacunku, sympatii i wdzięczności.
Siedzimy w domu rozmarzeni wspomnieniem wspaniałego wczorajszego dnia. Jeszcze wrażenia nie ostygły, a
już myślimy o kolejnej wyprawie po Koronę Beskidu Wyspowego. To już niedługo. Nawet nie warto butów odstawiać do szafy. Bądźcie gotowi do
kolejnej drogi.
Piękno jest tak blisko nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.