W rozwoju Bieszczadów miała istotną rolę. Tam nie było kiedyś sieci dróg, a rzeki nie były spławne. Utworzona sieć kolei wąskotorowych w Bieszczadach była kiedyś jedynym środkiem transportu. Pierwotnie służyła do transportu drzewnego surowca. Stała się też środkiem komunikacji dla mieszkańców i turystów chcący dostać się do serca dzikich Bieszczadów. Wraz z rozwojem dróg w Bieszczadach znaczenie Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej zmniejszyło się. Obecnie w eksploatacji znajdują się tylko fragmenty sieci tej kolejki, zaadaptowane na potrzeby turystyki.
Budowę linii kolejki wąskotorowej z Cisnej do Nowego Łupkowa rozpoczęto w 1890 roku i miała ona ułatwić eksploatację lasów bieszczadzkich. Kolejkę zaprojektował inżynier, Polak, Albin Zazula. Główną trasę kolejki poprowadzono wzdłuż rzeki Solinki, a tory miały rozstaw 760 mm. Uroczystość uruchomienia kolejki odbyła się w 1895 roku. Po II wojnie światowej kolejka uległa zniszczeniu, aby w 1963 roku ponownie ją uruchomić. Do reaktywacji działalności Ciuchci Bieszczadzkiej przyczyniła się powołana w tym celu Fundacja Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej w Cisnej – Majdanie. Jej starania pozwoliły udostępnić kolejkę na nowo turystom.
W pewien ładny majowy dzień postanowiliśmy przejechać się tą kolejką do Balnicy. Przejechaliśmy na stację kolejki do Majdanu. Wsiedliśmy do jednego z wagoników zaczepionych do parowej lokomotywy. Wkrótce usłyszeliśmy, jak „Para - buch! Koła - w ruch!”. Wagoniki drgnęły szarpnięte przez lokomotywę i ruszyły w górę doliny Solinki. Poruszające się wagoniki zaczęły jednostajnie stukotać o szyny, zrazu co jakiś czas rozlegał się gwizd z lokomotywy ostrzegający innych, że pędzimy z wiatrem. Przecinamy czterokrotnie Solinkę, potem szosę. Zagłębiamy się dalej w zielone Bieszczady, w dzikie pustkowia, ciasno wcinając się między masywy Matragony i Szymowej Hyrlatej. Znów przejeżdżamy po mostach nad Solinką i jej dopływami schodzącymi z lesistych wzniesień, po czym zataczamy niemal pełny okrąg - zmieniamy kierunek jazdy i zostawiamy Solinkę za sobą. Lokomotywa z mozołem sapie pokonując teraz większe przewyższenie na stokach Matragony. Przedzieramy się trawersem stoku porośniętego gęstym lasem na przełęcz, gdzie leży stacja „Balnica”. Tam bieszczadzki pociąg po 45 minutach jazdy zatrzymuje się. Mamy godzinkę wolnego czasu. Wysiadamy. Korzystamy z bufetu, sklepiku pamiątkarskiego, ale przede wszystkim z ładnej aury. O godzinie 11.15 mamy odjazd w drogę powrotną. Wcześniej na stację dojeżdża następna kolejka z Majdanu ciągniona przez najprawdziwszą lokomotywę buchającą parą. Nasz skład ciągniony jest przez lokomotywę spalinową.
Droga powrotna jest jakby szybsza, ale chyba raczej to złudzenie, choć jedziemy teraz z górki. Przejazd z Balnicy do Majdanu też trwa około 45 minut. Po dojechaniu na stację w Majdanie zostaje nam do zwiedzenia mały skansen kolejek bieszczadzkich i muzeum.
Była to niedziela finalizująca kolejny kilkudniowy pobyt w Bieszczadach. Był to cenny czas, który pozwolił nam oderwać się od pośpiesznej codzienności. Napełnił nas spokojem, dał oddech i świeże spojrzenie na przeszłość i przyszłość. Dzięki temu możemy teraz pomyśleć o nowych wyzwaniach, na które być może nie mieliśmy wcześniej odwagi. Kolejny czas z pewnością pokaże, czy podejmiemy słuszną drogę, czyli taką, która przynosi satysfakcję i zadowolenie, nie tylko nam, ale tym wszystkim z którymi dzielimy ten nieubłaganie mijający czas. Pomysłów mamy całkiem sporo, a nawet nazbyt dużo patrząc na niezbyt długi czas, jaki daje nam ludzkie życie. Szkoda w nim zmarnować choćby jednego dnia, jednej minuty. W Bieszczadach, gdy jest tak cicho i spokojnie można przemyśleć i obrać nowy życiowy tor. Wkrótce ruszamy w kolejne podróże, ale już „własną kolejką”. Będzie miała wagoniki dla sympatycznych podróżnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cieszymy się, że tu jesteś! Mamy nadzieję, że wpis ten był ciekawy i podobał Ci się. Jeśli tak, to będzie nam miło, gdy podzielisz się nim ze znajomymi albo dasz nam o tym znać komenterzem. Dzięki temu będziemy wiedzieć, że warto dalej pisać.