TRASA:
Jaworki Biała Woda Rozstaj nad Przełęczą Rozdziela (862 m n.p.m.) Szczob (936 m n.p.m.) Przełęcz Gromadzka/Obidza (931 m n.p.m.) {} Bacówka pod Obidzą {} Przełęcz Gromadzka/Obidza (931 m n.p.m.) Pokrywisko (977 m n.p.m.) Jasielnik (882 m n.p.m.) ; Biała Woda Jaworki.

OPIS:
Projekt wycieczki zakładał bardzo surowe warunki zimowe, dlatego też przewidywana do pokonania trasa była stosunkowo krótka i przebiegała w niższych partiach górskich Pienin i Beskidu Sądeckiego. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Pierwsza pojawiła się już kilkanaście dni temu i była dość przykra - kontuzja nogi skutecznie wyeliminowała Dorotę z udziału w dzisiejszej wyprawie. Zapewne kiedyś jeszcze wspomnimy jej feralny los, gdy jakiś zdolny poeta sklei na ten temat kilka strof. Tymczasem na dzień przed wyprawą pojawił się zupełnie inny problem: jak się ubrać? Prognozy przewidują na dzisiejszy dzień iście wiosenną aurę - ciepłą i bardzo słoneczną. Zima w tym roku mocno odpuszcza, ale w górach nie ma żartów, przecież w dalszym ciągu panują tam warunki zimowe. Przyszedł dzień wyprawy, początek wędrówki i pojawiła się ostatnia niespodzianka... zaskakująca dla wielu uczestników wyprawy, gdyż Dolina Białej Wody okazała się być niezwykłym cudem natury. Od niej to właśnie rozpoczniemy naszą opowieść, a na jej koniec jeszcze raz do niej powrócimy.

Wędrówkę rozpoczynamy o godzinie 9.30, z Jaworek, wsi położonej u podnóża Małych Pienin, z której początek bierze wiele atrakcji turystycznych. Zbiegają się tu duże potoki, rzeźbiące niezwykle malownicze doliny. Najsławniejszą z nich jest niewątpliwie dolina na potoku Kamionka, tworząca wspaniały Wąwóz Homole, uwieczniony w „Potopie” przez Henryka Sienkiewicza.

Jaworki to wieś utworzona 1 stycznia 2008 roku po wyłączeniu jej terenów spod administracji Szczawnicy. Przyłączono do niej dwie inne dawne wsie będące również w administracji Szczawnicy: Czarna Woda i Biała Woda.

Opuszczamy centrum Jaworek i obieramy drogę na tereny dawnej wsi Biała Woda, żółtym szlakiem turystycznym, który początkowo biegnie razem z czerwonym. Tutejsi ludzie powiadają, że w miejscu do którego idziemy są złe duchy, czarty i inne plugastwo, które bronią dostępu do bogactwa tam ukrytego. Wiadomo bowiem, że odkąd tylko istniała wieś Biała Woda, za skałką zwaną Czubata, w rumowiskach skalnych jest jaskinia, a w niej leżą ukryte nieprzebrane skarby. Skąd się tam wzięły nikt nie wie.

Do doliny Białej Wody prowadzi nas asfaltowa uliczka o nazwie Biała Woda, która wznosi się łagodnie do góry. Przechodzimy obok stadniny koni oraz słynnej „Muzycznej Owczarni”, do której pewnie zaglądniemy w drodze powrotnej (oczywiście jeśli czas pozwoli). Potem mijamy gospodarstwo agroturystyczne „Biała Woda”, a po lewej murowaną kapliczkę krytą gontem.

Przed naszymi oczyma, po lewej stronie naszej trasy, wyrasta Czubata Skała, porośnięta murawą naskalną i inną roślinnością. Wznosi się ona na wysokość 675 m n.p.m. Naprzeciwko niej, po prawej stronie znajduje się jeszcze wyższa Smolegowa Skała (715 m n.p.m.). Skały te tworzą piękny Wąwóz Międzyskały.

Przed naszymi oczyma wyrasta Czubata Skała.

Zanim do niego wejdziemy, czerwony szlak odbija przed Czubatą Skałą w lewo prowadząc do Obidzy, skąd miejmy nadzieję, że sprowadzi nas z powrotem. Stopniowo nikną osady ludzkie, znika asfalt z drogi, która zaczyna od teraz prowadzić wzdłuż brzegu Białej Wody. Potok w wielu miejscach jest jednak niewidoczny, ze względu na pokrywającą go skorupę lodową. Ciepła aura powoduje jednak liczne pęknięcia i szczeliny, przez które widać jego wartki nurt. Nasza droga również jest mokra i oblodzona, ale tylko miejscami występuje przy niej śnieg. Przed pierwszymi iglicami skalnymi po prawej stronie dostrzegamy sople lodowe opadające po wapiennych skałach do Białej Wody, tworząc efektowne białe ornamenty.

Lodowe ornamenty nad potokiem Biała Woda.

Dochodzimy do początku rezerwatu, gdzie w sezonie turystycznym funkcjonują kasy biletowe. Kilka kroków poruszamy się już dnem wąwozu, a po obu naszych stronach skały wystrzeliwują wysoko w górę, ponad potok Białej Wody, ponad nasze głowy. Porośnięte są one trawami, ale też i drzewami, które w jakiś nieprawdopodobny sposób utrzymują się na nich. Zaraz po wejściu do wąwozu człowiek zostaje wizualnie oszołomiony. Wszystko jest piękne. Nie tylko górujące skalne iglice i porastająca je roślinność, ale też potok Białej Wody zaczyna przyprawiać zmysły do wizualnego obłędu tworząc kaskady, bystrza odsłaniające wapienno-skaliste dno, czy wodospady opadające do głębokich baniorów. Biała Woda na pewno nie odsłania dziś przed nami całej swojej malowniczości, bowiem w dużej części jest pokryta lodem. Warstwa lodu jest na tyle gruba, że w miejscach, gdzie krzyżuje się z naszym szlakiem można po nim swobodnie przejść. Kontrastuje to z otaczającymi dolinę skałami, na których w ogóle zimy już nie widać. Tam chyba zawitało już na dobre przedwiośnie.

Smolegowa Skała.

Ewenementem wśród wapieni jest też wapienna, ale czerwono wybarwiona Czerwona Skałka. Wydobywa się ona z trawiastego wzniesienia po północnej stronie doliny. Z południowej strony do Białej Wody wpływa potok Zimna Studnia, spływający niewielkim zboczem spod samego niemal grzbietu Małych Pienin, z wysokości 930 m n.p.m., spomiędzy szczytów Wierchliczki (964 m n.p.m.) i Watrisko (940 m n.p.m.). Wcześniej jednak na widoku mamy kolejny skalny amfiteatr, tworzony przez Konowalskie Skały. 

Czerwona Skałka.
 Dochodzimy do ujścia Brysztańskiego Potoku, zasilającego Białą Wodę. Przechodzimy polanę ze składem drewna i rozstajemy się z Białą Wodą, która ostrym łukiem skręca wokół Kociubylskiej Skały na północ do swoich źródeł. Tak kończy się nam relaksacyjny spacer.

Żółty szlak po ostatnim przekroczeniu potoku Białej Wody podrywa się zdecydowanie ku górze. O godzinie 10.35 rozpoczynamy strome podejście na przełęcz przez górską łąkę. Trzeba w końcu upuścić nieco potu. Ale za to za nami bardzo szybko pojawiają się kapitalne i szerokie widoki na Pieniny, Pasmo Radziejowej oraz dolinę potoku Grajcarek. Bardzo szybko zwiększamy swoją wysokość, a tym samym dysponujemy bogatszą panoramą.


Szlak podrywa się zdecydowanie ku górze.

Mijamy bacówkę.

Bardzo szybko zwiększamy swoją wysokość, a tym samym dysponujemy bogatszą panoramą.

Zbliżenie na Sokolicę.

Po 10 minutach mijamy bacówkę, od której podejście troszkę łagodnieje, aczkolwiek niewiele. Dolina Białej Wody opadająca z Przełęczy Rozdziela (803 m n.p.m.) stanowią granicę rozdzielającą Pieniny i Beskid Sądecki. Nasz żółty szlak nie kieruje nas jednak na rozległe siodło przełęczy, a odbija nieco ku północnemu Beskidowi Sądeckiemu, wyprowadzając nas o godzinie 11.10 na wysokość 862 m n.p.m. do rozstaju szlaków z turystycznym przejściem granicznym na Słowację. Żółty szlak prowadzi dalej, ale na słowacką stronę, krzyżując się jednak z niebieskim, który w lewo odbija ku Wielkiemu Rogaczowi, zaś w prawo ku Wysokiej. Na tym rozstaju szlaków uraczamy się widokami, odpoczywając i konsumując posiłek przed dalszą wędrówką. A widoki stąd są naprawdę urzekające - trzeba tu po prostu być, żeby w pełni je zobaczyć, bo oddać ich powab tekstem pisanym raczej trudno.


Rozstaj nad Przełęczą Rozdziela (862 m n.p.m.).

Siedzimy tak sobie tutaj jakieś pół godziny. O godzinie 11.40 ruszamy dalej niebieskim szlakiem w kierunku Przełęczy Obidza. Przed nami ośnieżone wzniesienia, ale tylko one świadczą o warunkach zimowych naszej wyprawy, bo wokół ciepło, wiosennie. Zarówno kurtki, jak i rękawiczki stały się niepotrzebnym balastem w plecaku.

Dolina Białej Wody (po lewej Smolegowa Skała).

Widok ze szlaku w kierunku Doliny Białej Wody.

Przeważnie brniemy teraz po topniejącym śniegu, jednak tam gdzie śnieg już ustąpił, taplamy się w błocie. Pojawia się też las, który raczej występuje tutaj w niewielkich płatach. Przy naszej drodze mijamy słupki graniczne, raz po lewej z literką „P”, raz po prawej z literką „S”, idąc chwilami po ojczystej ziemi, ale niekiedy po słowackiej. Tak osiągamy kulminacyjną wysokość przed Przełączą Obidza, nieopodal wierzchołka góry Szczob sięgającej 936 m n.p.m., który znajduje się po słowackiej stronie. Zejście z tej góry przebiega bardziej otwartym terenem, szczególnie po stronie słowackiej, gdzie zbocze grzbietu po którym idziemy przypomina szeroki trakt, po którym poruszają się skitourowcy.

Szeroki trakt w drodze na Przełęcz Obidza.

Spokojnym marszem o godzinie 12.35 osiągamy mało wyraźną, ale szeroką Przełęcz Gromadzką położoną na wysokości 931 m n.p.m., zwaną również potocznie Obidza. Potoczna nazwa tej przełęczy wywodzi się od nazwy przysiółka Piwnicznej-Zdroju, której zabudowania dochodzą do przełęczy.

Zejście z Przełęczy Gromadzkiej do „Bacówki na Obidzy”.

Widoki z Obidzy na Beskid Sądecki.

10 minut stąd znajduje się prywatna „Bacówka na Obidzy”. Kroczymy do niej podążając znakami czerwonymi i niebieskimi w kierunku Piwnicznej. Budynek „Bacówki na Obidzy” raczej nie przypomina typowej kwatery bacy i juhasów. Bardziej wygląda jak pensjonat w stylu regionalnym z tarasem na parterze. Przed nim mamy ławki i stoły i przepiękną pogodę. Robimy sobie kolejny przystanek. Oddajemy się opowieściom o przebytych trasach oraz takich na które zamierzamy pójść, oraz góralskim przysmakom z oferty kuchni bacówki, w towarzystwie ładnych widoków na Beskid Sądecki. Spędzamy tu sporo czasu, przeciągając pobyt w „Bacówce na Obidzy” do godziny 14.25, ale nie musimy się spieszyć - zostało jeszcze dużo czasu na powrót do Jaworek.

Bacówka na Obidzy.

W „Bacówce na Obidzy”.

Wracamy na Przełęcz Gromadzką, a z niej czerwonym szlakiem do Jaworek. Przez jakiś czas idziemy, a właściwie wleczemy się bez pośpiechu w towarzystwie niebieskiego szlaku, który po 20 minutach marszu od przełęczy odbija na Wielkiego Rogacza. Rozdroże szlaków następuje w miejscu kilkupiennego drzewa z zawieszoną małą kapliczką i drogowskazami turystycznymi. Dalej wędrujemy sobie przyjemnymi, przeważnie leśnymi dróżkami. W miarę obniżania wysokości śnieg ustępuje, w wielu miejscach pojawia się grząskie błoto, ale pod butami daje się wyczuć zmrożoną warstwę gruntu. Zbliża się 15.20, kiedy przechodzimy obok wierzchołka Pokrywiska (977 m n.p.m.). Po kilkudziesięciu metrach zejścia po naszej prawej pojawia się otwarty teren i piękny widok na Jarmutę z charakterystycznym masztem przekaźnika telewizyjnego, Palenicę z jej nartostradami, Pieniny Właściwe z wybijającymi się Trzema Koronami w nietypowym dla siebie profilu. To świetne miejsce na kilka minut relaksu.



Widok na Pieniny podczas zejścia zboczem Pokrywiska.
Zbliżenie na na Pieniny
(z lewej Jarmuta z charakterystycznym masztem, Palenica z jej nartostradami,
Pieniny Właściwe z wybijającymi się Trzema Koronami w nietypowym dla siebie profilu).

Od tego miejsca szlak zaczyna już wyczuwalnie obniżać swoją wysokość. O godzinie 15.45 ponownie wchodzimy na widokową polaną. Stoimy nieco poniżej trawiastego grzbietu, zza którego znowu pięknie prezentują się Pieniny. O godzinie 16.00 wychodzimy całkowicie ze strefy leśnej, a przed nami rozpościerają się na rozległe łąki opadające stromo do Doliny Białej Wody. Z doliny tej wynurza się skalny grzbiet przypominający grzbiet dinozaura - to znana nam już Smolegowa Skała. W pewnym momencie zbocze po którym schodzimy urywa się jeszcze bardziej opadając w dół tarasami dawnych pól uprawnych.

Wychodzimy na rozległe łąki.



Tarasy dawnych pól uprawnych opadające do stóp Smolegowej Skały.
Widok z tarasów dawnych pól uprawnych w kierunku zachodnim.

Tarasy, a z lewej droga szlaku schodząca do Białej Wody.

Bazaltowa skałka pochodzenia wulkanicznego.

Znowu wita nas Biała Woda
przebijająca się przez hipnotyzujący wąwóz skalny.

O godzinie 16.30 dzieli nas tylko 300 metrów do potoku Biała Woda. Z prawej strony naszej drogi mijamy jedyną w pięciuset kilometrowym pienińskim pasie skałkowym, bazaltową skałkę pochodzenia wulkanicznego, co czyni z niej geologiczny ewenement. Od strony drogi ma ona odsłonięty cios kolumnowy. Skałka to magma, która przebiła się w tym miejscu około 100 milionów lat temu przez warstwy kruchych łupków i zastygła na powierzchni.

 
Znowu wita nas Biała Woda przebijająca się przez hipnotyzujący wąwóz skalny. Niestety, zbliża się szarówka, a i Biała Woda jest jakby ciemniejsza niż przed południem. Strzeliste skały zaczynają rzucać co raz dłuższe cienie. Czubatą Skałę zostawiamy z jej legendą za sobą.




Czubatą Skałę zostawiamy z jej legendą za sobą.


O godzinie 17.00 docieramy do „Muzycznej Owczarni”. Wchodzimy do środka tam witają nas oryginalne wnętrza, wystrój spełniający rolę pubu, sali koncertowej i małej galerii plastycznej. W środku emanuje niepowtarzalny klimat, który przyciąga największe gwiazdy muzyki rockowej, bluesowej, jazzowej, country i innej, znanych i popularnych wykonawców polskich i zagranicznych. To magiczne miejsce, o którym wiele się pisało i pisze.


Wnętrze „Muzycznej Owczarni”.


Przed nami ostatni odcinek poboczem drogi asfaltowej, wzdłuż Grajcarka, powstałego z połączenia Białej i Czarnej Wody. Przechodzimy na zachodnią część osady Jaworki, mijając wejście do Wąwozu Homole z wypływającą z niego Kamionką, na parking z oczekującym autokarem. Tak kończy się dzisiejsza górska wycieczka, niezwykle spacerowa, w pięknym, chyba bardziej wiosennym, aniżeli zimowym słońcu. Nietypowe, ale świetne warunki pogodowe pozwoliły w sposób szczególny zaprezentować się otaczającej nas naturze - nie tylko z pułapu szczytów górskich, ale również fascynującej Doliny Białej Wody.









LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej.
MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
750 m
142 m
2
1150 m
200 m
3
 FIS
950 m
200 m
4
210 m
30 m
5
950 m
200 m

OPIS:
Trochę groteskowo człowiek się czuje idąc przez miasto w narciarskim uniformie, z nartami na ramieniu i jednocześnie w lekkim obuwiu. Ale przecież śniegu nigdzie nie widać ani skrawka, a w dzień temperatury sięgają powyżej zera. Od stycznia przeważa odwilż, a dziś mimo kalendarzowej zimy, aura typowo wczesnowiosenna. Jakoś to nie pasuje do wspomnień zimy z nie tak dawnych lat. Wita nas rześki poranek, w blasku wschodzącego Słońca, które uderza w nasze lica zapowiadając swoją dominację w ciągu nadchodzącego dnia. Cóż to za dziwna zima panuje w tym roku, czy to zima w ogóle?

Kraków, godz. 6.38. Wita nas rześki poranek, w blasku wschodzącego Słońca.

W drodze do ośrodka narciarskiego w Jurgowie mamy trochę mieszane uczucia, bo cały czas widzimy raczej brązowe połacie pól. Zawierzyliśmy jednak podawanym warunkom narciarskim na stokach tego ośrodka, które oceniane były jako bardzo dobre. Jest to stosunkowo młody ośrodek, uruchomiony w 2007 roku. Cały czas unowocześniana jest jego infrastruktura, co od razu zauważyliśmy po wyjściu z autokaru. Ośrodek ten słynie wśród narciarskiego światka ze znakomicie przygotowanych tras narciarskich. Czy faktycznie tak jest przekonamy się po pierwszych zjazdach.

Jurgów to mała miejscowość położona na południowych krańcach Polski, u podnóża Tatr na Pogórzu Spisko-Gubałowskim. Stacja narciarska położona jest nieco na uboczu miejscowości na górze Górków Wierch sięgającej wysokości 1046 m n.p.m. Nazwa tej góry pochodzi od nazwiska Górka - w Jurgowie jest kilka rodzin o tym nazwisku.

Panorama ze stoku w kierunku osady Jurgów.

Po przyjeździe od razu robimy rzut oka na stok - śniegu jest dużo, czego nie można powiedzieć o okolicach stoku. Poza „oślą łączką” funkcjonują tu dwa wyciągi, orczyk talerzykowy i czteroosobowe krzesełko. Stacja dolna wyciągu orczykowego znajduje się zaraz przy parkingu. Do krzesełka trzeba podejść kilkadziesiąt metrów dalej. Ewentualnie wciągnąć się orczykiem i zjechać do niego kierując się na południową stronę stoku.

Trasa nr 1 (z lewej) i trasa nr 3 FIS (z prawej).

Po pierwszych zjazdach trasą nr 1 przy orczyku wiemy już, że trasy przygotowane są rewelacyjnie, gładka powierzchnia idealnie wyratrakowanego śniegu sprzyja początkującym i pozwala całkowicie skoncentrować się na technice jazdy. Widać to po Alicji, która bez problemów radzi sobie z tą czerwoną trasą, choć swą przygodę narciarską rozpoczęła właściwie w tym sezonie. Nieźle się tu jeździ, aczkolwiek osobiście lubię trochę urozmaicenia na trasie, ale przede mną jeszcze pozostałe trasy do sprawdzenia.

Po kilku zjazdach trasą nr 1 postanawiam sprawdzić dłuższą trasę wiodącą spod wierzchołka Górkowego Wierchu, z wysokości 1028 m n.p.m. Niestety przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego we znaki daje się większa liczba oczekujących narciarzy. Po kilkunastu minutach wyczekiwania wskakuję w końcu na krzesełko, a chwilę potem olśniewa mnie widok na Tatry Wysokie, a zaraz potem Tatry Bielskie, które wybijają się ponad całą panoramę. Olśniewa dosłownie, bo promienie słoneczne odbijają się od błyszczącego śniegu, który pokrywa zbocza. W niektórych miejscach wygląda to tak, jakby ktoś położył na nich lustra, jednak w rzeczywistości efekt taki ma zapewne związek z topnieniem śniegu, bo pogodę mamy iście słoneczną - żadnej chmurki na niebie, a powietrze porusza przyjemna bryza. Przed górną stacją kolejki krzesełkowej wydaje się, że szczyty Tatr Bielskich są na wyciągniecie ręki.

Widok z wyciągu krzesełkowego - Tatry Bielskie (z lewej), Tatry Wysokie (z prawej).

Górna stacja kolejki krzesełkowej wiedzie w pobliże wierzchołka Górkowego Wierchu na wysokość 1028 m n.p.m. Chwilę stoję tu jak wmurowany, podobnie jak kilku innych narciarzy fotografując i podziwiając piękny plener górski. Nie bez przyczyny przygotowano tutaj ławeczki skierowane właśnie w stronę Tatr, tworząc swego rodzaju strefę wypoczynku. Polecić to miejsce można wszystkim sympatykom gór, a w szczególności kolekcjonerom panoram górskich.

Pod wierzchołkiem Górkowego Wierchu.

Spod wierzchołka Górkowego Wierchu początek swój bierze trasa niebieska oznaczona numerem 2. Zbocze przywierzchołkowe Górkowego Wierchu jest bardzo łagodne, tym samym trasa niebieska na tym odcinku przypomina bardziej „oślą łączkę”. Jednak początek od niej biorą inne trudniejsze trasy, odbiegające w lewo. Najpierw niedawno oddana do użytku czarna trasa nr 5, a dalej czerwona nr 3 posiadająca homologację FIS na rozgrywanie slalomu. Natomiast niebieska zakręca łukiem w lewo nieco dalej i wtedy robi się bardziej stroma, a później wchodzi na szeroką nartostradę, po której biegnie czerwona trasa nr 1 przy wyciągu orczykowym. Nachylenie trasy nr 3 FIS nie jest zawrotne (bez problemu radzi sobie z nią początkująca Alicja). Poziom trudności zdecydowanie rośnie dopiero na trasie czarnej. Jest ona co prawda dość krótka, ale ma spore nachylenie. Nie ma na niej zbyt wielu narciarzy, choć pokonanie jej dla narciarza powiedzmy średniozaawansowanego nie powinno sprawiać problemu.

Początek trasy niebieskej nr 2.

Jurgowskie piramidy, czyli Tatry Bielskie widoczne z trasy niebieskiej nr 2.

Problemem natomiast jest duży tłok przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Widać ośrodek narciarski w Jurgowie staje się coraz bardziej popularny, bo jeszcze na początku tego sezonu podobno mało kto o nim wiedział. Mniejsze kolejki są przy wyciągu orczykowym, dlatego po kilku wyjazdach krzesełkiem przenosimy sie z Alicją na orczyk. Zwrócić jednak trzeba uwagę, że na trasach tego tłoku jakoś nie widać. Każdy ma tutaj tyle przestrzeni ile potrzebuje, a każdy zjazd jest przyjemnością.

Trasa nr 1 (widok z niebieskiej trasy nr 2).

Dopiero o godzinie 14.00 wracamy na wyciąg krzesełkowy, kiedy kończy się jedna z tur karnetów czasowych. Teraz znowu możemy delektować się czerwoną trasą FIS i czarną oraz ekscytować widokami podczas wyjazdu krzesełkiem. Tymczasem na niebie pojawiają się chmury, ale nie takie by mogły zmącić piękną aurę - wręcz przeciwnie, wraz ze zmianą kąta oświetlenia słonecznego subtelnie zmieniają wizerunek panoramy rozciągającej się z Górkowego Wierchu.

Wracamy na wyciąg krzesełkowy.

Chmury zmieniają wizerunek panoramy z Górkowego Wierchu.

Przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego, po drugiej stronie drogi dostrzegamy unikalne skupisko szałasów pasterskich. W dawnych czasach głównym zajęciem mieszkańców Jurgowa było pasterstwo. Posiadali oni wiele polan w Tatrach na których wypasali swoje bydło i owce. Jednak po ich stracie w wyniku regulacji granic, wiele z szałasów pasterskich zostało przeniesionych w jedno miejsce, właśnie tu na polanę „Podokólne”. Szałasy te można jeszcze póki co zobaczyć na własne oczy, ale niestety przez ostatnie lata ulegają samoistnemu niszczeniu , gdyż ich właścicieli nie stać na remont albo nie widzą jego potrzeby. Kiedyś pozostaną po nich jedynie wspomnienia i fotografie. Zainteresowanych odsyłam na stronę http://klub.chip.pl/jurgow/szopki.htm.


Szałasy na polanie „Podokólne”.

O godzinie 16.00 kończymy tą niezwykle udaną narciarską eskapadę. Wielka podzięka dla jej organizatorów, a w szczególności dla Janusza - głównego promotora tej narciarskiej wyprawy, który dopracował ją w każdym szczególe, nawet „zadbał” o wyśmienitą pogodę.
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas