TRASA:
Przełęcz Jaworzyce (578 m n.p.m.) Lubomir (904 m n.p.m.)  Trzy Kopce (894 m n.p.m.) Łysina (891 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Kudłaczach (730 m n.p.m.) Bania (614 m n.p.m.) Pcim.

OPIS:
Parę słów o Słońcu na jesiennym szlaku

Słońce to źródło energii zasilające naszą planetę - źródło światła i ciepła, tak niezbędnych dla podtrzymania życia na Ziemi. Słońce reguluje rytm życia człowieka i innych organizmów żywych, wyznaczając dzień i noc, a także porę roku. Dzięki niemu życie ciągle rozwija się i ewoluuje, tworząc niezwykle bogaty świat fauny i flory, który na co dzień możemy podziwiać.

Już od dawien dawna ludzie mieli świadomość istotności Słońca dla naszego życia, przypuszczalnie również miało niebagatelne znaczenie dla jego początku. Najprawdopodobniej to właśnie z pyłu słonecznego  powstało wszystko co nas otacza. Powietrze, woda, każda grudka ziemi po której stąpamy, każdy kamień na naszym szlaku i skała po której się wspinamy pochodzi od Słońca. Najstarsze skały na Ziemi wg datowania izotopowego mają około 4,4 miliarda lat (niewiele mniej niż czas życia Słońca). Trudno jednak będzie nam napotkać takie skały na górskim szlaku, bowiem są one na Ziemi niezwykle rzadkie, z powodu nieustannego przekształcania się naszej planety - erozji, wulkanizmu i tektoniki płyt.


O Słońcu wiemy wiele, ale jednocześnie wiele jego tajemnic nie zostało jeszcze wyjaśnionych. Dziś będziemy mieli okazję zgłębić  niektóre fakty naukowe dotyczące naszej gwiazdy, gdyż na trasie naszej górskiej wędrówki, na szczycie Lubomira złożymy wizytę w Obserwatorium Astronomicznym im. Tadeusza Banachiewicza.

Na szlak wchodzimy o godzinie 8.50 na Przełęczy Jaworzyce (578 m n.p.m.), we wsi Węglówka położonej u podnóża góry Lubomir. Stąd wyruszamy czerwonym szlakiem, asfaltową drogą, która wprowadza nas od razu do lasu wznosząc się jednocześnie do góry.

Mamy piękną jesienną aurę. Lekki wiatr szumi kołysząc gałązkami drzew i szeleszcząc ostatkami  suchych liści, które zdołały się na nich jeszcze utrzymać. Większość kolorowych liści leży już pomiędzy konarami drzew. Po niebie z wolna suną chmury, które jednak pozostawiają dużo wolnego miejsca dla słońca.

Po 15 minutach droga na chwilę traci nachylenie i wchodzi na polanę. Po prawej odsłania się zalesione ramię grzbietu Lubomira, okryte zarówno brązem drzew liściastych, jak też miejscami tętniące odcieniami zieloności drzew iglastych. Po chwili nasza droga ponownie zaczyna się wznosić po zboczu Lubomira.

Zalesione ramię grzbietu Lubomira.

Oglądając się za siebie przez prawe ramię dostrzegamy za opadającym zboczem Lubomira kolejne pasmo górskie Beskidu Makowskiego - Pasmo Ciecienia. Natomiast po lewej widać rozgałęzienia Pasma Lubomira i Łysiny, w tym wierzchołki Szczałby, Bydłoniowej, Kiczory. Droga zaczyna się robić  bardziej stroma. Po kilku minutach marszu, za ostatnią osadą ludzką znika z niej asfalt. Teraz wędrówka robi się dużo przyjemniejsza. Szlak wiedzie od teraz szeroką, lekko kamienistą drogą. Wznosi się dość szybko do góry, ukazując nam coraz odleglejszą panoramę na północnej stronie. Z południa mamy cały czas porośnięte zbocze Lubomira.

Za opadającym zboczem Lubomira widać Pasmo Ciecienia.

O godzinie 9.30 znikają jakiekolwiek widoki i z każdej strony otacza nas las. Promienie słoneczne przestają do nas docierać, zatrzymują się na koronie drzew. Na szlaku pojawiają się niespodziewanie tablice informacyjne ostrzegające o osuwiskach na trasie naszego marszu. W wielu miejscach zauważyć można zdeformowane obszary leśne - powalone drzewa i skarpy po zerwanym gruncie. To efekt ulewnych deszczów, jakie wystąpiły tu i wielu innych regionach kraju w maju 2010 roku. Dziś na szczęście jest sucho.



Na wierzchołek Lubomira wznoszący się na wysokość 904 m n.p.m. docieramy o godzinie 10.00. Mamy tu polanę osłoniętą lasem, która zdominowana jest przez budynek obserwatorium astronomicznego, oddany do użytku w 2007 roku. Nie jest to jednak pierwsze obserwatorium w tym miejscu. Obecne obserwatorium powstało na miejscu innego obserwatorium spalonego przez hitlerowców w 1944 roku. Pozostałością po tym starym obserwatorium są betonowe schody oraz podstawa pod teleskop.

Ślady po starym obserwatorium.

Obecna nazwa góry powstała właśnie w okresie budowy pierwszego obserwatorium. Do roku 1932 nosiła ona nazwę Łysina, ale na cześć ofiarodawcy terenów pod budowę obserwatorium, księcia Kazimierza Lubomirskiego, została ona przemianowana na Lubomir. Natomiast nazwę Łysina otrzymał jeden z niższych wierzchołków pasma, znajdujący się na trasie naszej wędrówki.

Na szczycie Lubomira musimy zaczekać do 10.20, bo o tej godzinie mamy zarezerwowaną prelekcję w obserwatorium astronomicznym. Mamy więc 20 minut odpoczynku, do którego wykorzystujemy znajdujące się tu ławki.

Na teren obserwatorium wchodzimy o 10.20. Oprowadza nas po nim astronom, stopniowo wprowadzając  w tajniki obserwacji nieba. Piękna słoneczna pogoda, tylko z rzadka przesuwającymi się chmurami to świetna okazja, by popatrzeć na Słońce przez specjalistyczne przyrządy, które przygotowano specjalne dla nas.

Słońce nad Lubomirem.


Słońce jest jedną z paruset miliardów gwiazd w Galaktyce. Leży w ramieniu Oriona galaktyki Drogi Mlecznej. Jest kulą gazową składającą się głównie z wodoru i helu. Nawet w jego centrum, gdzie gęstość sięga 100 tysięcy kg/m3, niezwykle wysoka temperatura rzędu kilkunastu milionów stopni utrzymuje materię w stanie gazowym. Ta kula plazmy słonecznej utrzymywana jest w równowadze hydrostatycznej z jednej strony przez siły grawitacji, z drugiej zaś - przez rosnące z głębokością ciśnienie gazu, które równoważy coraz większy ciężar materii znajdującej się powyżej. Masa Słońca jest tak ogromna, że skupia w sobie 99,8% całkowitej masy Układu Słonecznego. Dzięki temu wytwarza ono siły przyciągania sprawiające, że planety krążą wokół niego.

Ziemia jest trzecią z kolei planetą krążącą wokół Słońca w odległości około 150 mln km. Taka odległość zapewnia naszej planecie odpowiednią ilość promieniowania słonecznego, które ma duże znaczenie dla naszego życia i innych organizmów na Ziemi. Zachodzące we wnętrzu Słońca reakcje jądrowe powodują wytwarzanie ogromnych ilości energii, którą wysyła we wszystkie strony. Dla Ziemi jest ona źródłem ciepła i światła, a więc także życia.

Gdyby z jakiś powodów Słońce nagle zgasło, po około 8 minutach dotarłby do Ziemi ostatni jego promień i od tej pory zaczęłaby się nieustająca noc. I co potem... Z braku światła słonecznego, ale też z powodu gwałtownie obniżającej się temperatury w ciągu kilku dni zginęłyby wszystkie rośliny, które w procesie fotosyntezy są producentami niezbędnego dla naszego życia tlenu.

Słońce jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Wpływa korzystnie na samopoczucie, pobudza wydzielanie wielu hormonów, umożliwia syntezę witaminy D. Jednak nadmierne korzystanie z kąpieli słonecznych może wywoływać też wiele objawów niepożądanych.


Promieniowanie UV. W wysokich górach bardzo łatwo jest przedawkować opalanie i nabawić się poparzeń. Na dużych wysokościach atmosfera stanowiąca ekran ochronny przez promieniowaniem UV jest rozrzedzona, dlatego w górach szybciej się opalamy (i bardziej ryzykujemy). Promieniowanie UV zwiększa się o 15% z każdym 1000 m wysokości. Zagrożeniem dla skóry jest też efekt wtórnego odbicia energii słońca od tła i nasilenie promieniowania UV. Taki efekt wyzwala piasek plaży, skały i woda odbijająca do 20% promieniowania UV. Szczególnym zagrożeniem jest tu jednak wysokogórski  śnieg i lód, które odbijają nawet 85% promieniowania UV.

Kolejnym czynnikiem, który potęguje promieniowanie UV jest ukształtowanie terenu. Niektóre powierzchnie odbijają promieniowanie UV zwiększając tym samym jego wpływ na nasze ciało. Na przykład piasek na plaży odbija około 35% promieniowania UV, podczas gdy świeży śnieg odbija go aż 95%. Narciarze powinni się mieć to na uwadze.

Inne czynniki, które powinnyśmy brać pod uwagę, chroniąc się przed nadmiernym promieniowaniem UV to ilość chmur oraz długość i rodzaj aktywności na świeżym powietrzu. Nie chroni jednak w żaden sposób skóry lekka mgiełka (np. w górach), a w niewielkim stopniu chmury kłębiaste. Wędrowcy górscy muszą zatem o tym szczególnie pamiętać.

Pamiętać należy, że natężenie promieniowania UV nie zależy od temperatury powietrza, ale od kąta padania promieni na ziemię oraz wspomnianej już wysokości ponad poziom morza i intensywności wtórnego odbicia promieniowania od innych powierzchni.

Dla ochrony zdrowia ludzi opracowany został międzynarodowy standard pomiaru promieniowania ultrafioletowego UV emitowanego przez Słońce, a jego intensywność określa się na podstawie Indeksu UV, którego skala zawiera się pomiędzy 0 a 16. W Polsce jak i na prawie całym świecie, nie spotyka się jednak wartości większych niż 11, ale niższe też świadczą o zagrożeniu. Przed wyprawą górską warto więc sprawdzić prognozy promieniowania UV i podjąć niezbędne środki ochrony wg poniższej tabeli Indeksu UV.

Skala Indeksu UV
UV
Indeks
Opis
Reprezentowany
przez kolor
Rodzaj ochrony
0
Brak zagrożeń dla zdrowego człowieka
zielony
Noszenie okularów przeciwsłonecznych; noś je, jeśli leżący na ziemi śnieg odbija promieniowanie słoneczne lub jeśli masz bardzo wrażliwą skórę.
1
2
3
Średnie zagrożenie podczas dłuższego przebywania na słońcu
żółty
Noś okulary przeciwsłoneczne, ochraniaj ciało ubraniami i nakryciem głowy, w południe, gdy promieniowanie jest najintensywniejsze, poszukaj zacienionego miejsca.
4
5
6
Wysokie i bardzo wysokie zagrożenie podczas dłuższego przebywania na słońcu
pomarańczowy
Noś okulary przeciwsłoneczne, używaj kremów z filtrem SPF 15 lub wyższym, ochraniaj ciało jasnymi ubraniami oraz nakryciami głowy, ograniczaj czas przebywania na słońcu od 2-3 godzin przed i po górowaniu Słońca (od około 11:00 do 16:00 w lecie).
7
8
Bardzo wysokie zagrożenie podczas przebywania na słońcu
czerwony
(różowy)
Ochraniać się w sposób podany powyżej. Dodatkowo należy jeszcze bardziej troszczyć się o skórę, gdyż może wystąpić bardzo szybkie opalenie, a nawet oparzenie.
9
10
11+
Ekstremalne zagrożenie podczas przebywania na słońcu
fioletowy
Stosuj wszelkie metody ochrony wliczając w to: okulary przeciwsłoneczne, kremy z filtrem i inne. Ochraniaj ciało nosząc koszulki z długim rękawem oraz spodnie; noś szerokie, jasne kapelusze. Ograniczaj czas przebywania na Słońcu do minimum.


Korzystając z zainstalowanych na tarasie obserwatorium specjalnych teleskopów mogliśmy spojrzeć na Słońce. Poprzez jeden teleskop  podziwialiśmy protuberancję widoczną ponad brzegiem tarczy słonecznej, wznoszącą się na tysiące kilometrów nad powierzchnię Słońca. Natomiast drugi teleskop pozwalał na obserwację plam na Słońcu, czyli ciemniejszych obszarów na jego powierzchni, cechującymi się niższą temperaturą i silniejszym polem magnetycznym. Liczba plam słonecznych jest powiązana z natężeniem słonecznego promieniowania.

Słońce z widocznymi protuberancjami w dniu 6.11.2010 o godz. 10.29
(źródło:
http://sdo.gsfc.nasa.gov).

Plamy na Słońcu w dniu 6.11.2010 o godz. 10.29 (źródło: http://sdo.gsfc.nasa.gov).
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że bezpośrednia obserwacja Słońca może spowodować uszkodzenie lub utratę wzroku. Nigdy nie należy patrzeć na Słońce ani gołym okiem, ani przez okulary przeciwsłoneczne. Do tego celu trzeba używać filtry np. maskę do spawania lub profesjonalne filtry mylarowe. Obserwacja Słońca przez przyrządy do tego niedostosowane (np. lornetki) spowodować może oparzenia i uszkodzenia siatkówki oka bez początkowych objawów bólowych.





Po pasjonującym pobycie w Obserwatorium Astronomicznym na Lubomirze nadszedł czas powrotu na szlak i o godzinie 11.35 ruszamy dalej. Idziemy teraz grzbietem pasma, szeroką ścieżką usłaną szeleszczącymi liśćmi. Towarzyszą nam iście jesienne klimaty. Tylko w paru miejscach na trasie pojawiają się niewielkie utrudnienia - kałuże błotne. Niespostrzeżenie zostawiamy za sobą Trzy Kopce (894 m n.p.m.). Ścieżka prowadzi nas dość płasko. Trzeba uważać, aby nie minąć Łysiny, gdyż jego wierzchołek oddalony od Lubomira tylko o jakieś 1200 m oddziela tylko płytka przełęcz. Przed samym szczytem z naszym czerwonym łączy się żółty szlak i po chwili dochodzimy do drzewa.

Panorama na północny wschód, w kierunku Lipnika i Wiśniowej.


Idziemy szeroką ścieżką usłaną szeleszczącymi liśćmi.
 
Podejście na Łysinę.

Na Łysinie.
O godzinie 11.55 dostrzegamy drzewo, na którym przymocowane są drogowskazy szlaków turystycznych, a wśród nich tabliczki informującej o szczycie Łysiny. Tabliczka z nazwą Łysiny informuje, że znajdujemy się w Beskidzie Średnim - jest to dawna nazwa Beskidu Makowskiego. Zresztą obecnie z regionalizacją Pasma Lubomira i Łysiny sytuacja jest trochę zamieszania, bo w zależności od źródła kwalifikowane jest ono do Beskidu Makowskiego, albo Beskidu Wyspowego. Według regionalizacji fizycznogeograficznej Karpat opracowanej przez Jerzego Kondrackiego pasmo to wliczane jest do Beskidu Wyspowego, zaś mapy i przewodniki turystyczne ujmują je w Beskidzie Makowskim. Jakby mało tego było, niektóre źródła zaliczają to pasmo do Beskidu Myślenickiego, choć nazwa ta nie jest jednostką regionalizacji fizycznogeograficznej. Nie chcemy wnikać kto ma rację, ale na coś musimy się zdecydować, by utrzymać jednolitą systematykę naszych wędrówek. Wybór nasz zdeterminował turystyczny charakter naszych wędrówek, a więc będziemy trzymać się nazewnictwa stosowanego na mapach i w przewodnikach turystycznych.

Widok ze szlaku na Łysinie w kierunku północno-wschodnim.

Szlak nie wchodzi na wierzchołek Łysiny, lecz przechodzi bokiem po jego zboczu. Aby ją zdobyć trzeba przejść parę metrów na południowy zachód. Cześć wędrowców z naszej grupy tak też czyni.

Droga z Łysiny.

Do Schroniska PTTK na Kudłaczach prowadzą stąd dwa szlaki czarny i czerwony, biegnące różnymi równoległymi trasami, z tym, że czerwony biegnie później dalej po pasmach górskich, a czarny schodzi do Pcimia. Postanawiamy trzymać się czerwonych znaków, które prowadzą górą grzbietu ramienia Łysiny, przez krótką chwilę wspólnie z żółtymi, które szybko odbijają w prawo na północne odgałęzienie pasma Lubomira i Łysiny - masyw Kamiennika.

Schronisko PTTK na Kudłaczach, położone na wysokości 730 m n.p.m. osiągamy o godzinie 12.40. Jest to niewielkie schronisko, ale dysponuje sporym terenem, na którym ustawione są ławki i stoły oraz wiata z paleniskiem. Pod wiatą rozbijamy obóz, gdzie rozpalamy ognisko i pieczemy przyniesione przez siebie kiełbaski. Panuje bardzo sielankowa atmosfera w wyśmienitym gronie turystycznym. To uroczyste zakończenie sezonu turystycznego przez klub, z którym mamy przyjemność wędrować. Czujemy się tu jak we własnym sosie.



Schronisko PTTK na Kudłaczach.


Grillowanie na Kudłaczach.


Przed schroniskiem rozciąga się otwarty teren,  z którego mamy bardzo ładną i szeroką panoramę. Trochę chmurzy się, nadchodzą ciemniejsze masy chmur, ale z licznymi prześwitami, przez które opadają na ziemię promienie słoneczne.

O godzinie 14.15 zbieramy się w drogę powrotną. Dopiero teraz dostrzegamy, że za wiatą w drewnianym budynku znajduje się ekspozycja "Lotnicze ślady na Ziemi Myślenickiej" i Izba pamięci II Wojny Światowej. Nieco dalej dostrzegamy strzałkę kierującą na Szlak Historii Lotnictwa. Schodząc nieco niżej odsłaniają się przed nami jeszcze rozleglejsze widoki niż przed schroniskiem, szczególnie na stronę południową, gdzie horyzont wypełniają strzeliste szczyty Tatr. Choć są bardzo odległe, przy niewielkiej pomocy lornetki lub zoom’u aparatu fotograficznego łatwo można zidentyfikować ich szczyty.

Panorama spod Schroniska na Kudłaczach w kierunku południowym.

Zbliżenie na Tatry.

Wracamy szlakiem czarnym, szeroką kamienistą drogą wśród tutejszych gospodarstw. Po minięciu gospodarstwa agroturystycznego „U Kudłaczy” zamienia się ona w drogę asfaltową. Trzeba podkreślić, że podczas schodzenia z Kudłaczy przed nami rozciąga się niesamowity widok. Rozkład chmur i przenikające pomiędzy nimi promienie słoneczne tworzą zachwycającą grę światła i cienia na zboczach górskich Beskidu Makowskiego, a także Beskidu Żywieckiego z górującą Babią Górą. Podobno panorama z Kudłaczy ma opinię jednej z najpiękniejszych w Beskidzie Makowskim, ale ta świetlna oprawa czyni ją jeszcze piękniejszą.







Kilka minut po 15.00 za przysiółkiem Małe Ulmany szlak nasz schodzi z asfaltowej drogi na prawą stronę i wprowadza na drogę leśną. Zaczynamy łagodne podejście wzniesienia Bania (614 m n.p.m.). To kolejne wzniesienie, którego wierzchołek nam umyka w gęstwinie leśnej. Zejście z niego wyprowadza nas na otwartą polanę. Tutaj dość łatwo gubimy zakręt szlaku o 90 stopni na zachód. Szybko jednak się w tym orientujemy. Okazuje się, że znak zmiany kierunku szlaku umieszczony na drzewie ginie w kolorowo przyozdobionej kapliczce przymocowanej do tego samego drzewa.

Na Bani (614 m n.p.m.).
Kolorowo przyozdobiona kapliczka - przed nią szlak skręca w prawo.

Wchodzimy teraz na ścieżkę, która zaczyna bardzo stromo opadać, początkowo wśród wysokich traw i krzewów, a po chwili wśród drzew leśnych. W wielu miejscach na tym stromym odcinku występują nierówności i trzeba uważać, aby nie skręcić nogi. To najbardziej stromy odcinek dzisiejszej wędrówki. Na skraj lasu wychodzimy o 15.45. Robimy sobie krótką przerwę wśród składowiska bali drzew. Jesteśmy już u schyłku wędrówki. Po 15-minutowej przerwie wychodzimy z lasu od razu do gminnej wioski Pcim na ulicę „Pod Lasem”. Teraz ulicami tej miejscowości podążamy do skrzyżowania z drogą krajową E7, przy której nieopodal przepływającej Raby oczekuje na nas autokar.

Dzisiejsza wycieczka górska była szczególna. Arcyciekawa naukowo podczas wizyty w Obserwatorium Astronomicznym na Lubomirze, ale jednocześnie bardzo sielankowa. Trasa po łagodnych zboczach górskich, niezbyt długa, z relaksacyjnymi przerwami, w tym przy grillu na terenie Schroniska PTTK na Kudłaczach - to znakomite wytchnienie po letnich wyprawach wysokogórskich, ale też przydatne dla utrzymania kondycji przed następnymi wędrówkami górskimi. I choć była to przeważnie trasa leśna, to niezwykle urokliwa i wcale nie pozbawiona widoków, które przy zejściu z Kudłaczy były ogromnie pociągające i malownicze. Zresztą słoneczna jesienna aura gwarantuje niezapomnianą wędrówkę wśród kolorowych drzew i szumu szeleszczących pod nogami liści. To powrót do czasów szkoły podstawowej, rodzinnych stron z równie pięknymi lasami, tak zwanych harcerskich podchodów - ale to temat na odrębną opowieść, którą kiedyś może podejmiemy.


PS. Dzień 6 listopada 2010 roku był też szczególny dla astronomów obserwujących Słońce, bowiem o godzinie 16:35 CET na jego powierzchni wystąpił bardzo silny rozbłysk klasy M 5,4. Sonda Solar Dynamics Observatory (SDO) wykonała zdjęcia tego rozbłysku, które można poniżej obejrzeć. Na szczęście nie był on skierowany ku naszej Ziemi, gdyż mógłby stanowić zagrożenie dla satelitów i innych urządzeń elektronicznych.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Koło PTTK Zakładu Stalownia (ZH)
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas