| Patrząc na górskie szczyty (...)
człowiek widzi w tym niejako
wyjaśnienie własnego dążenia
do transcendencji i nieskończoności.
Jan Paweł II, 7.09.1986 r.
|
TRASA:
Kuźnice
Bystra
Jaszczurówki
Toporowa Cyrhla (992 m n.p.m.)
Psia Trawka (1188 m n.p.m.)
Rówień Waksmundzka (1405 m n.p.m.)
Gęsia Szyja (1490 m n.p.m.)
Rusinowa Polana (1210 m n.p.m.)
Wiktorówki
Rusinowa Polana (1210 m n.p.m.)
Palenica Białczańska (984 m n.p.m.)
OPIS:
Z Kuźnic przemieszczamy się do miejsca gdzie w przeszłości licznie występowały jaszczury - jak nazywali te stworzenia górale, a chodzi oczywiście o salamandrę plamistą, którą przyciągały w to miejsce bijące zdroje cieplicowe. Stąd też dawną osadę, która obecnie jest częścią Zakopanego, nazywano Jaszczurówką.
Idąc przez Jaszczurówki natrafiamy na dom, w którym często bywał Karol Wojtyła podczas swoich górskich wypadów w Tatry. Jest to dom, który niegdyś był współwłasnością Jadwigi Leszczyńskiej, znany jako willa „Koci Zamek”. W 1932 roku Jadwiga Leszczyńska wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Jezusa Konającego przekazując zgromadzeniu należącą do niej część posiadłości. Niedługo później M. Ledóchowska wykupiła pozostałą część domu i w ten sposób cała willa stała się własnością sióstr, i ich domem zakonnym, któremu patronuje św. Stanisław.
Karol Wojtyła przyjeżdżał do niego i zatrzymywał się często w latach 1962-1978. Za każdym razem zajmował ten sam pokoik na piętrze, niewielki, skromnie urządzony, z widokiem na Nosal. Przy stojącym w nim niedużym biurku pisał rekolekcje wielkopostne na prośbę papieża Pawła VI, wygłoszone w 1976 roku w Watykanie. Przeszły one do historii jako wizja nowej ewangelizacji uwzględniającej współczesne problemy świata.
|
Dom zakonny Sióstr Urszulanek Szarych w Jaszczurówce. |
„Bywałem często u szarych urszulanek na Jaszczurówce” - pisał po latach w swej książce „Wstańcie, chodźmy!”– „Ukształtowała się taka tradycja, że w Nowy Rok o północy odprawiałem mszę świętą u franciszkanów w Krakowie, a rano jechałem do urszulanek do Zakopanego i szedłem na narty. W tym czasie zwykle był śnieg. Zostawałem więc u nich aż do 6 stycznia. Tego dnia po południu wyjeżdżałem, żeby zdążyć na wieczór do Katedry w Krakowie na mszę świętą o godz. 18.00. Potem było spotkanie kolędowe na Wawelu”. Ostatni raz Karol Wojtyła wypoczywał w Jaszczurówce w kwietniu 1978 roku. Był to rok pamiętnego konklawe. Miesiąc po wyborze na papieża zwrócił się na audiencji do szarych sióstr: „Drogie siostry urszulanki, dzięki wam za to, że byłyście mi zawsze pomocne; za to, czym będziecie jutro. Miałem w kraju dwa domy u was: jeden w Zakopanem na miłej Jaszczurówce, drugi w Warszawie. Jakżebym chciał znaleźć się jeszcze kiedyś pod dachem któregoś z nich. Błogosławię wam”. Było to marzenie, które zdołał spełnić 5 czerwca 1997 roku, podczas swojego prywatnego dnia papieskiej pielgrzymki do Polski. Zagościł w swoim pokoiku w drodze powrotnej z Morskiego Oka. Wszedł na piętro, a potem do tego samego pokoiku, zachowywanego przez siostry do dziś w stanie niemal niezmienionym. Zamknął się w nim na około kwadrans. Modlił się pozostawiając odciśnięte ślady ramion na łóżku. Potem zszedł do kaplicy domowej sióstr przyłączając się do modlitwy. Odjeżdżając powiedział: „Kochane siostry, pamiętajcie, że jesteście Urszulankami Serca Jezusa Konającego i dobrze mi się sprawujcie”.
Będąc dzisiejszego dnia na trasie Małopolskiego Szlaku Papieskiego udaje się nam odwiedzić siostry urszulanki szare. Wchodzimy do kaplicy, skąd małymi grupkami możemy wejść do pokoiku, w którego ścianach zatrzymano wspomnienia po zacnym człowieku, który wcześniej tu bywał. Siostry zgromadziły w nim kilka pamiątek, które przypominają go takim jakim go wszyscy zapamiętali. Jest kielich i patena używana przez niego podczas mszy odprawianych na Jaszczurówce, są też buty narciarskie, które przypominają jak wielkim był miłośnikiem gór. Siostrom bardzo dziękujemy za umożliwienie nam wejścia w progi ich domu i zobaczenia tych pamiątek.
|
W kaplicy u Sióstr Urszulanek. |
|
Pokój papieski. |
|
|
| Zdjęcie pokoju wykonane zaraz po odwiedzinach
Jana Pawła II w dniu 5.06.1997 r. |
O godzinie 9.30 opuszczamy dom sióstr urszulanek szarych. Przechodzimy Drogą Oswalda Balzera na wschód. Oddalmy się od Kuźnic, ale zbliżamy do budowli wyjątkowej - przepięknej drewnianej kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, będącej przykładem kunsztu ciesielskiego i harmonijnych kształtów stylu witkiewiczowskiego, zwanego zakopiańskim. Stoi zaraz za pierwszą serpentyną drogi na lesistym stoku. Została wybudowana w latach 1904-1907, zgodnie z testamentem Adama Uznańskiego - dziedzica dóbr poronińskich i szaflarskich, który zmarł 30.11.1903 roku. Jego wolą było wybudowanie rodzinnej kaplicy do użytku publicznego. Do realizacji testamentu upoważniony został jeden z jego pięciu synów - Witold, który w 1904 roku zlecił Stanisławowi Witkiewiczowi wykonanie projektu. Budowę kaplicy rozpoczęto jeszcze tego samego roku. Posadowiono ją na wysokiej granitowej podmurówce. Ściany złożono niczym klocki składając kolejne belki łącząc na węgłach „zamkiem podhalańskim”. Budynek kaplicy przykryto stromym półszczytowym dachem gontowym z silnie wysuniętym okapem, opartym na bogato profilowanych rysiach. Kaplica posiada typowe dla stylu zakopiańskiego zdobnictwo, a więc motywy „wschodzącego słoneczka”, czy roślinne.
Wchodzimy do kaplicy po drewnianych schodach. Po bokach nawy stoją dwa rzędy ławek. Na wprost mamy wnękę prezbiterium, w której umieszczono misternie wyrzeźbiony w drewnie jesionowym i jaworowym ołtarz. Jest wyjątkowy i nietypowy, bowiem przypomina frontową ścianą chaty góralskiej. Po obu stronach tabernakulum stoją drewniane figury: z lewej św. Antoniego z Dzieciątkiem, z prawej św. Jana Chrzciciela. Uwagę przykuwają dwa boczne witraże, niezbyt dobrze widoczne z nawy. Są dziełem projektanta kaplicy, a więc Stanisława Witkiewicza. Ich tematyka niesie przesłanie ku odzyskaniu niepodległości, bowiem Polska w okresie budowy kaplicy znajdowała się jeszcze pod zaborami. W lewym witrażu widzimy Matkę Boską Ostrobramską i Pogoń z herbu Litwy, zaś w prawym Matkę Boską Częstochowską i Orła z herbu Polski. Witraże te nawiązują zatem do unii polsko-litewskiej, która pozwoliła obronić kraj przed Krzyżakami. Witkiewicz pokazuje potęgę zjednoczenia w dążeniach wolnościowych, podobnie jak Adam Mickiewicz w inwokacji do „Pana Tadeusza”:
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem, (…)
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.
W latach 50-tych XX wieku kaplicę wyposażono w dwa ołtarze boczne: Matki Bożej i św. Józefa. W nawie zawisł również żyrandol pięknie rzeźbiony przez miejscowych górali w dębowym drewnie, zaś na ścianach bocznych pojawiły się stacje drogi krzyżowej malowane na szkle. Nad wejściem pod daszkiem w tym samym czasie wstawiono figurę Chrystusa Frasobliwego.
|
Kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Jaszczurówce. |
|
Ołtarz główny w kaplicy. |
|
Spojrzenie na witraż Matką Bożą Ostrobramską i Pogonią z herbu Litwy. |
|
Spojrzenie na witraż Matką Bożą Częstochowską i Orłem z herbu Polski. |
|
Chrystus Frasobliwy pod daszkiem. |
Wychodzimy z kaplicy kilka minut po dziesiątej. Czeka przed nią następna spora grupa turystyczna. Albert ze swoim Mercedesem już czekają na parkingu po drugiej stronie szosy. Przejeżdżamy do Toporowej Cyrhli, najwyżej położonej dzielnicy Zakopanego na wysokości 950-1040 m n.p.m. To tutaj swój dom zakonny i kościół mają księża marianie, którzy opiekują się kaplicą na Jaszczurówkach.
Liczyliśmy na ładne widoki z Toporowej Cyrhli, ale zaszły chmurami. Ruszamy zatem na początek naszego szlaku. Musimy cofać się trochę szosą w kierunku Zakopanego, gdzie znajduje się początek zielonego i czerwonego szlaku. O godzinie 10.30 mamy go. Podchodzimy krótko szeroką dróżką wyprowadzającą na skarpę ponad szosą, dalej wiodącą obok bacówek pasterskich. Wchodzimy do lasu.
|
Kościół i dom zakonny księży marianów w Toporowej Cyrhli. |
Szlak, którym podążamy biegnie śladami tego pierwszego, jaki został wyznakowany w Tatrach. Wytyczono go w 1887 roku i oznaczono pojedynczym czerwonym paskiem. Tradycyjne malowanie dwóch dodatkowych białych pasków, poprawiających widoczność znaków zastosowano po raz pierwszy w roku 1924. Leśna dróżka prowadzi nas przez las. Śniegu jak na Tatry nie ma zbyt wiele, ale jest zupełnie biało, zimowo. Stopniowo i całkiem spokojnie, bez jakikolwiek forsownych podejść zwiększamy wysokość. Tak sobie już teraz myślimy, że będzie to piękny tatrzański spacer. Tylko słońca brak, ale jeszcze tylko przez parę chwil. Zachmurzenie początkowo dość nieśmiało rozpływa się, a później momentalnie znika. Ukazuje się soczysty, nieskazitelny błękit nieba. Dzieje się to zaledwie w kilka minut.
|
Leśna dróżka. |
|
Śniegu jak na Tatry nie ma zbyt wiele. |
|
Zbocze Kotlinowego Wierchu. |
Słońce przenika do lasu. Dróżka trawersuje lesisty stok Kotlinowego Wierchu (1306 m n.p.m.). Stok ten schodzi po lewej do doliny Suchej Wody Gąsienicowej. Szlak niebawem obniża się też do tej doliny. Przeprowadza drewnianym mostkiem nad Suchą Wodą, następnie przecinamy drogę dojazdowa do schroniska PTTK „Murowaniec”, która w latach 1921-1923 została utwardzona i o godzinie 11.40 wchodzimy na Psią Trawkę (1188 m n.p.m.) - dawną polanę pasterską, której obecnie praktycznie już nie ma. Zarosła lasem.
|
Na drewnianym mostku nad Suchą Wodą. |
|
Sucha Woda Gąsienicowa. |
|
Mostek nad Suchą Woda Gąsienicową. |
|
Psia Trawka. |
Po krótkiej przerwie ruszamy dalej za czerwonymi znakami, które z Psiej Trawki prowadzą do doliny Pańszczyckiego Potoku, pomiędzy wzniesienia Skoruśniaka (po prawej) i Czerwonych Brzeżków (po lewej). Podążamy lekko w górę doliny zarośniętej świerkowym lasem. Gałązki drzew uginają się pod czapkami białego puchu, co sprawia, że świerki wyglądają na bardzo wysmukłe. O godzinie 12.15 przechodzimy drewnianą kładką z poręczą nad Łasicowym Potokiem, jednym z dopływów Pańszczyckiego Potoku. Chwilkę później mamy nieco dłuższy drewniany mostek przechodzący nad potokami dopływającymi do Pańszczyckiego Potoku.
Wciąż łagodnie nabieramy wysokości. Oddalamy się nieco od koryta Pańszczyckiego Potoku, wchodząc wyżej po stoku Ostrego Wierchu (1475 m n.p.m.). O godzinie 12.30 mijamy przylegająca po lewej polankę, leżącą pod Wyżnią Filipczańską Przełęczą (1434 m n.p.m.). Wkrótce między drzewami zaczyna pokazywać się nam Mała Koszysta (2014 m n.p.m.). Grzbietu góry dotyka niskie, zimowe słońce. Góra rzuca na nas chłodny cień.
|
Las pomiędzy wzniesieniami Skoruśniaka i Czerwonych Brzeżków. |
|
Na zimowym szlaku. |
|
Pod Ostrym Wierchem. |
|
Słońce nad Małą Koszystą. |
U stóp masywu Koszystej mamy polanę należącą niegdyś do mieszkańców wsi Waksmund, stąd też jej nazwa: Waksmundzka. W latach 50. XX wieku stało na niej jeszcze kilka szałasów pasterskich. Gdy jednak zaprzestano działalności pasterskiej szałasy zniknęły, a polana zaczęła zarastać. Obecnie ma ona już tylko połowę swoje pierwotnej powierzchni.
|
Krzyż ufundowany przez prof. Maksymiliana Nowickiego.
|
Zaraz przy ścieżce naszego szlaku, na północno-zachodnim krańcu polany stoi krzyż ufundowany przez prof. Maksymiliana Nowickiego - XIX-wiecznego przyrodnika, badacza fauny i flory tatrzańskiej oraz pioniera ochrony przyrody w Polsce. Maksymilian Nowicki wspólnie z Eugeniuszem Janotą walczyli o objęcie ustawową ochroną kozic i świstaków. Za ich staraniem uchwalono w 1868 roku najprawdopodobniej pierwszy tego typu akt prawny na świecie, który wszedł w życie w połowie 1869 roku. I właśnie dla upamiętnienia tego aktu prawnego Nowicki ufundował ten żelazny krzyż, który tutaj stoi. Maksymilian Nowicki był później współtwórcą Towarzystwa Tatrzańskiego, którego jednym ze statutowych celów była ochrona zwierząt halskich: kozicy i świstaka. Jego synem był znany poeta i taternik oraz współtwórca Orlej Perci - Franciszek Henryk Nowicki.
|
Polana Waksmundzka i Mała Koszysta. |
|
Polana Waksmundzka. |
Czerwony szlak spod krzyża prowadzi na Rówień Waksmnundzką wzdłuż Polany Waksmundzkiej. U stóp Suchego Wierchu Waksmundzkiego znajduje się węzeł szlaków, gdzie zmieniamy kolor szlaku. Za zielonymi znakami kierujemy się wprost w stronę wierzchołka Gęsiej Szyi. O godzinie 13.35 zaczynamy wychodzić na odsłonięte partie szczytowe Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.), skąd olśniewają nas wspaniałe widoki: niezwykłe, ale prawdziwe. Górę wieńczą grupy dolomitowych skałek, wśród których zasiadamy jak na tarasie widokowym. Mamy stąd świetną panoramę, choć Gęsia Szyja nie należy do imponujących wielkością szczytów. Piękny widok z wierzchołka Gęsiej Szyi propagowany był przez Tytusa Chałubińskiego już w 1878 roku, jako „widok na 100 szczytów i przełęczy”. Szlak na jej wierzchołek został wyznakowany w 1902 roku.
|
Równień Waksmundzka. |
|
Tatry Bielskie z Równi Waksmundzkiej. |
|
Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.). |
Z Gęsiej Szyi widać Tatry Bielskie od Murania, poprzez Nowy Wierch, Hawrań, Płaczliwą Skałę do Szalonego Wierchu. Na zachód od Tatr Bielskich mamy szczyty Tatr Wysokich leżące w głównej grani, począwszy od Jarząbczego Szczytu, a skończywszy na Rysach. Na północy cały teren pokrywają dzisiaj niskie chmury. Leżą niczym pierzyna, z której wystaje tylko Babia Góra i wierzchołek Policy. Na zachodzie widoczne są wzniesienia Tatr Zachodnich - Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy i Giewont. Na północnym zachodzie wznoszą się masywy Koszystej i Wołoszyna rozdzielone Doliną Waksmundzką.
|
Panorama Tatr z Gęsiej Szyi. |
|
Wschodni kraniec Tatr Wysokich, od Jagnięcego Szczytu (po lewej) do Lodowego Szczytu. |
|
Od lewej: Wysoka, Ciężki Szczyt, Rysy. |
|
Ganek (najwyższy z prawej), z przodu Młynarz. |
|
Gerlach (przed nim z przodu mamy Zadni Gerlach). |
|
Świstowy Szczyt, na prawo od niego Mała Wysoka. |
|
Szeroka Jaworzyńska.
Przed nią grzbiet z kulminacją Spismichałowej Czuby.
Z lewej widać fragment Lodowego Szczytu. |
|
Lodowy Szczyt, a dalej na lewo: Baranie Rogi. Czarny Szczyt, Kieżmarski Szczyt i Kołowy Szczyt. |
|
Baranie Rogi (są z tyłu). |
|
Babia Góra (z lewej) i pasmo Policy (z prawej). |
|
Babia Góra (1725 m n.p.m.) |
|
Kasprowy Wierch i Uhrocie Kasprowe. |
|
Giewont. |
|
Na szczycie Gęsiej Szyi.. |
O godzinie 14.35 słońce obniża się i chowa za masyw Koszystej. Cień zapada na Gęsią Szyję. Robi się momentalnie chłodniej. Chłód zgania nas ze szczytu. Zaczynamy schodzić na Rusinową Polanę. Doznaliśmy na szczycie chwil szczęśliwości, których nie zapomina się. Aura okrasiła piękno krajobrazu, jaki dzisiaj wszystkich olśniewał na Gęsiej Szyi. Podążamy teraz wąską granią góry rozciągniętej na kształt wyciągniętej do przodu gęsiej szyi, lekko falująca. Wkrótce jednak ścieżka wchodzi na strome wschodnie zbocze Gęsiej Szyi. Schodzimy dalej powolutku. Słońce już zupełnie chowa się za nami.
|
Szczyt Gęsiej Szyi. W tle po lewej wznosi się Mała Koszysta. |
|
Dolomitowe skałki. |
|
Tatry z Gęsiej Szyi. |
|
Słońce dotyka masywu Koszystej. |
|
Przed stromszym odcinkiem zejścia. |
|
Słońce już zupełnie chowa się za nami. |
Prawie cały czas podczas zejścia mamy wciąż przed sobą cudowny widok na Tatry, bądź Spisz i jego okolice pokryte morzem chmur. Pod morzem chmur widać niestety ewidentnie ciemny smog. Kilka minut przed piętnastą wychodzimy na skraj Rusinowej Polany, która klinem rozciąga się na stromości stoku po którym schodzimy. Jej nazwa pochodzi od sołtysa z Gronia, Karola Rusina, któremu około roku 1650 król Jan Kazimierz oddał w dziedzictwo m.in. Gęsią Szyję i przylegającą polanę.
|
Przed nami Tatry Bielskie. |
|
Wypłaszczenie falującego grzbietu. |
|
Przed nami kolejny stromy odcinek zejścia, które wprowadza na Rusinową Polanę. |
Pasterze zwali polanę po prostu „Rusinką”. Kiedyś tętniło na niej życie pasterskie, wypasano kilkaset sztuk owiec i spore stada krów. Na niej kiedyś pewna gaździna zwana Babką posłała kardynała Karola Wojtyłę po wodę na herbatę, a po konklawe żałowała, że ją zużyła, bo miałaby dwa wiadereczka wody święconej. Na Rusince jest sporo ław i ławek, jakby ustawionych w stronę Tatr, bo widok stąd wciąż jest cudowny. Witold i Zofia Paryscy w „Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej” pisali, że widok ten jest „...mniej rozległy niż z wierzchołka pobliskiej Gęsiej Szyi, ale pod pewnymi względami piękniejszy”.
Na polanie ma obecnie miejsce kulturowy wypas owiec. W jednym ze stojących na polanie szałasów w sezonie wypasowym można kupić oscypki i inne specjały wyrabiane z owczego mleka. Kiedyś na Rusinowej istniała osada zamieszkiwana w części przez cały rok. Było to najdłużej istniejące w Tatrach zimowisko owiec. Po utworzeniu Tatrzańskiego Parku Narodowego wypas bydła i owiec na terenie parku był stopniowo likwidowany, gdyż uznano, że stanowi zagrożenie dla roślinności.
|
Polana Rusinowa. |
|
Panorama Tatr. |
|
Strome zejście na Rusinowej. |
|
Widok na Tatry. |
|
Dolina Białki i Tatry Bielskie. |
|
Rusinowa Polana. |
|
Szałas pasterski na Rusinowej. |
Od węzła szlaków stojącego na przeciwległym, skraju polany skręcamy za niebieskim szlakiem w lewo, by zaglądnąć do Matki Bożej Jaworzyńskiej - Królowej Tatr. Wkrótce schodzimy stromiej po stopniach. Mijamy kapliczkę w kształcie miniaturowego domku, umocowaną na sękatym, na okorowanym pniu. Została wykonana w roku 1972 i ustawiona tu rok później przez o. Leonarda Węgrzyniaka. Obok kapliczki umieszczona jest tablica, nakryta dwuspadowym daszkiem, przytwierdzona do słupa. Odczytujemy wyryty na niej napis: „Tu w tym miejscu powyżej źródła wśród gałęzi drzew smreka ujrzała Marysia Murzańska Matkę Bożą w roku 1861”.
|
Miejsce objawienia. |
Wchodzimy do miejsca kultu Matki Bożej Jaworzyńskiej, który rozpoczął się tutaj w 1860 roku, albo w 1861 (dokładnie nie wiadomo), po objawieniu się jej 14-letniej pasterce Marysi Murzańskiej, ze wsi Groń leżącej koło Bukowiny Tatrzańskiej. Stało się to pewnego letniego dnia, w sierpniu lub wrześniu, kiedy Rusinową Polanę ogarnęła gęsta mgła. Wówczas to straciła z oczu pilnowane przez siebie stado (owiec lub krów - bardziej prawdopodobne wydaje się, że były to krowy, bowiem wypasem owiec zajmowali się mężczyźni). Zatrwożona dziewczynka zaczęła szukać stada, gdy nagle między gałęziami drzew ukazała się jej jaśniejąca postać Matki Bożej, która nakazała Marysi opuścić Rusinowa Polanę, bo nie jest to miejsce odpowiednie dla niej i grożą je tu duchowe niebezpieczeństwa. Nakazała jej również przypominać ludziom, aby nie grzeszyli i czynili pokutę za winy. Obiecała też, że zaginione stado odnajdzie się i tak też się stało. O zdarzeniu tym opowiedziała Marysia jednemu z pasterzy, Wojciechowi Łukaszczykowi, który w miejscu objawienia umieścił na smreku papierowy obrazek, zamieniony później na malowany na szkle.
Pod koniec dziewiętnastego stulecia, ktoś sprawił drewnianą figurkę Matko Bożej Królowej Tatr, którą umieścił w kapliczce pod obrazkiem na szkle. W 1902 roku figurka została przeniesiona do małej kaplicy zbudowanej na wzór szałasu pasterskiego. Nie stała tam długo, bowiem szałas strawił pożar, figurka jednak ocalała z lekko osmoloną prawą dłonią. Wróciła po tym zdarzeniu do kapliczki na drzewie. Niedługo przed wojną, w latach 1936-37 górale wybudowali całkiem sporą kaplicę w stylu podhalańskim, którą po wojnie rozbudowano. Odtąd kaplica ta stała się domem figurki Matki Bożej Królowej Tatr, z przerwą w czasie wojny, kiedy została ukryta w obawie przed grabieżą. Figurka Matki Bożej Królowej Tatr stoi dziś w ołtarzu głównym kaplicy. Wykonana z drzewa lipowego, oddaje bardzo realistyczne kształty. Pokryta jest farbami olejnymi. Posiada insygnia ufundowane w późniejszym czasie, jako wotum: koronę i pokaźne berło.
|
Kaplica na Wiktorówkach. |
|
Wnętrze kaplicy na Wiktorówkach. |
|
Figurka Matki Bożej Królowej Tatr w ołtarzu kaplicy. |
|
Jedna z tablic upamiętniających jednego z dawnych gospodarzy Rusinowej Polany
na zewnętrznej ścianie kaplicy. |
Przez lata Wiktorówki stały się miejscem ważnym nie tylko dla górali, ale także dla turystów, taterników. Na murze otaczającym kaplicę stworzono symboliczny cmentarz ludzi gór. Wspominają ich pamiątkowe tablice przymocowane do muru. W pomieszczeniu przylegającym do kaplicy można odpocząć, a spragnieni wędrowcy mogą dostać darmową herbatę.
Wiktorówki i Rusinową Polanę częstokroć odwiedzał Karol Wojtyła. Po wizycie na Wiktorówkach wracamy na Rusinowa Polanę. Docieramy na nią o godzinie 15.40. Siadamy na chwile wpatrując się w potężne tatrzańskie kolosy, na które powoli nasuwa się cień zachodnich masywów, za którymi słońce już się ukryło.
|
Symboliczny cmentarz ludzi gór na Wiktorówkach. |
|
Wracamy na Rusinową Polanę. |
|
Rusinowa Polana - pożegnanie. |
Z Rusinki schodzimy do Palenicy Białczańskiej. Niebieski szlak kieruje nas najpierw w kierunku Doliny Waksmundzkiej, lecz po chwili skręca w lewo. Przed nami Tatry Bielskie, których już tylko same wierzchołki skrzą się w czerwieni coraz słabszych promieni słonecznych. O godzinie 16.30 wchodzimy do Palenicy Białczańskiej, na dawną polanę należącą do górali z Białki Tatrzańskiej. Kiedyś stały na niej szopy pasterskie, dzisiaj mamy duży plac parkingowy, który stanowi końcowy punkt dla ruchu zmotoryzowanego, dla osób zmierzających Drogą Oswalda Balzera w kierunku Morskiego Oka.
|
Zejście do Palenicy Białczańskiej. |
|
Wierzchołki Tatr Bielskich skrzą się w czerwieni coraz słabszych promieni słonecznych. |
Kończy się kolejna tatrzańska zimowa wędrówka papieskimi śladami. Pozostał nam ostatni etap wiodący do najpiękniejszego tatrzańskiego jeziora, na które od wieków spogląda Mnich i... wrócimy do tej kwestii podczas następnej wędrówki. Czeka nas piękna trasa na zimowy dzień i lekka, spacerowa wędrówka do najstarszego schroniska po polskiej stronie Tatr.
Kolekcjonerska Karta Etapu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz