Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PR. Pokaż wszystkie posty
Ulegamy fascynacji Tatrami i ich przyrodą, wykorzystujemy każdą wolną chwilę by wędrować po nich. Zdobyliśmy niejeden szczyt i przemierzyliśmy niemal każdą ścieżkę szlaku. Całą geografię Tatr mamy w głowie, znamy otaczające nas szczyty, a nawet umiemy nazwać tą maleńką roślinkę przy naszej ścieżce. Mamy wiedzę, którą potrafimy zadziwić przyjaciół, którzy tutaj jak to się mówi: czasem bywają. Ale czy naprawdę wiemy wszystko o naszych Tatrach?

Otóż Tatry nie były by takie jakie znamy, gdyby nie górale - ludzie, którzy jako pierwsi wydeptywali w nich ścieżki, wprowadzając do nich i u ich stóp swoistą kulturę. To oni byli pierwszymi ich zdobywcami, czasem jako zbójnicy, czasem jako przemytnicy, czasem jako myśliwi, a potem stali się pierwszymi przewodnikami, odkrywając dla przyjezdnych nowe drogi, które później stały się znakowanymi szlakami. Czy znane są nam tamte dzieje i ich niezwykła kultura?

Wpadła nam ostatnio do rąk książka niezwyczajna, może nawet niekonwencjonalna o nieco zadziornie brzmiącym tytule „Kruca fuks. Alfabet góralski” Bartłomieja Kurasia i Pawła Smoleńskiego. Oj można z niej wiele wyczytać o tamtych i współczesnych góralach, i o wszystkim tym co z nimi związane: począwszy od genezy ich kultury, po współczesność. Jest w niej wiele o Tatrach i Podhalu, ludziach i zwyczajach, ale też turystach, tych pierwszych i tych współczesnych, ważnych wydarzeniach. Trudno wszystko wymienić, bo książka ta jest po prostu o tym wszystkim, z czym Tatry mogą się nam kojarzyć. Jest tego sporo, bo książka liczy grubo ponad 300 stron, i choć przypomina ona wydawnictwo encyklopedyczne, to czyta się ją świetnie, jednym tchem po kolei, bo pisana jest lekkim, przyjaznym dla każdego czytelnika językiem. Znajdziemy w niej opisy, jak też opowieści z dozą fabuły. Zaś po przeczytaniu książki, chce się ją mieć pod ręką, by zaglądnąć ponownie, a nawet przeczytać fragment znajomym. Łatwo jest wtedy odszukać to czego potrzebujemy, bo jak wspomnieliśmy cała umieszczona w niej wiedza posortowana jest alfabetycznie.

A co można z niej wyczytać. Można w niej wyczytać m.in.:
  • jak przyrządzić tradycyjną bryjkę, która się jadało na Podhalu, kiedy biedy było tam więcej niż czegokolwiek innego, wiadomo, że miała cudowne właściwości, bo człowiek "Kie se bryjki poje, popije zentycy, do roboty krzepki i figlów mu się kce"... a może chcielibyście wiedzieć jak zrobić Litworówkę wytwarzaną na Podhalu od wieków, o której książę Karol powiedział – It’s strong vodka – po skosztowaniu jej w schronisku nad Morskiem Okiem;
  • o tym, czy w gwarze góralskiej powinno się pisać o pieniądzach „dudki” czy „dutki”, bo jeśli kto myśli, że „dutki”, to jak napiszemy jeśli mamy jeden... „dudek” czy „dutek”;
  • że gdyby na morzu zanotowano równie silne podmuchy, co najsilniejszy halny w okresie ostatnich stu lat, to kilkakrotnie przekroczyłby skalę Beauforta;
  • o wynoszeniu na Rysy kamieni dla dobra Tatr, Polek i Polaków, by te były choć o jeden metr wyższe, byśmy w Polsce mieli choć jeden dwuipółtysięcznik;
...i wiele, wiele innych ciekawostek, z których niejedna zaskoczy, czy wprawi w zdumienie. Oprócz opowieści nasączonych szczyptą humoru, znajdziemy też tematy bardzo poważne, dotycząca wypadków w górach, problematyki ratownictwa górskiego, ochrony przyrody, a czasami trafimy na tematy budzące kontrowersje jak kwestia prywatyzacji Tatr, czy tzw. Goralnvolk, którego autorzy nie przemilczają, choć jeden z nich to góral z dziada pradziada.

Dodamy, że nie jest to pierwsza pozycja tego duetu, który znany jest również z pozycji „Bedzies wisioł za cosik. Godki podhalańskie”. Jednak tej pozycji jeszcze nie czytaliśmy, a po przeczytaniu „Kruca Fuksu” i na nią mamy ogromną chrapkę.

Dorota i Marek Szala


Redyk Karpacki wkracza do Polski, rozpoczyna kolejny etap swojej misji. Nadszedł czas by nasze doliny i wierchy usłyszały o tym, iż jesteśmy jedną karpacką rodziną. Nie ma znaczenia kim jesteśmy, nie ma znaczenia skąd przybywamy: z gór, wyżyn, nizin, czy znad morza. Każdy może wyjść na spotkanie pasterzom pędzącym stado przez górskie krainy, jak niegdyś ich przodkowie przecierający pierwsze szlaki w niedostępnych ostępach. Na trasie Redyku Karpackiego czeka na wszystkich najprawdziwsze, żywe dziedzictwo kulturowe, które kiedyś rozwarło wrota gór, by każdy mógł je zobaczyć i podziwiać.


Już 1 lipca, po przekroczeniu granicy na południowo-wschodnich krańcach Polski w Wołosatym i Ustrzykach Górnych odbędzie się inauguracja Redyku Karpackiego w Polsce. Zapłonie wówczas pasterska watra, a z okazji uroczystości św. Jana stado zostanie poświęcone na okadzenie. Po polskich Bieszczadach rozpłynie się oczywiście muzyka karpacka. Z Ustrzyk Górnych nastąpi przepęd owiec do Campingu Górna Wetlinka.

Kilka dni później, 6 i 7 lipca pasterze dotrą do Nowego Łupkowa. Tam na pasterskim szlaku zorganizowane będą targi serów i plener malarski. Udzielać się będą lokalni rękodzielnicy, w tym „koralikarze”. Przybysze będą mieli możliwość podjechania wozami konnymi do owiec z Redyku, które będą na łąkach niedaleko Nowego Łupkowa. Znów zabrzmi muzyka wielu artystów, a gwiazdą wieczoru ma być Orkiestra św. Mikołaja.

Zaś 10 lipca pasterzy Redyku spotkać będzie można w Sanockim Skansenie na Rynku Galicyjskim, gdzie odbędzie się Międzynarodowa Konferencja „Na pasterskim szlaku”, połączona z slajdowiskiem pasterskim i warsztatami wyrobu sera w skansenowskich chałupach.

W dniach 13-14 lipca Redyk zagości w Mszanie, gdzie odbędzie się festiwal serów kozich. Parę dni później Redyk Karpacki wejdzie na tereny Magurskiego Parku Narodowego. 18 lipca w Krempnej na rodzinnym spotkaniu przy ognisku dla dzieci i młodzieży posłuchać będzie można pasterskich opowieści, które opowiadać będą osobiście bacowie prowadzący Redyk. Przez kolejne dni Redyk przemierzał będzie Beskid Niski, codziennie spotykając się z mieszkańcami i turystami. Zajdzie kolejno do Radocyny (19.08), Zdyni (20.08), Regietowa Wyżniego (21.08), Hańczowej (22.08), Izb (23.08), Tylicza (24.08). Zaś w Zdyni spotka się oczywiście z uczestnikami słynnej Watry Łemkowskiej.

27 lipca pod Bacówką Centuria zapłonie Wojkowska Watra, a w Wojkowej powinni pojawić się również czescy bacowie prezentujący wyrób sera podpuszczkowego. Będziemy degustować te i inne „Bacowskie Smaki”. Następnego dnia w Powroźniku, po nabożeństwie w Cerkwi św. Jakuba Młodszego odbędzie się „Odpust św. Jakuba Młodszego”, biesiada regionalna, pokazy wyrobów sera i przerobu wełny.

W sierpniu Redyk Karpacki pojawi się w Gorcach - 3 sierpnia w Ochotnicy Górnej zapłonie „Ochotnicka Watra”. Potem pasterze przejdą przez Tylmanową i Łapsze Niżne, a 9 sierpnia pojawią się u stóp Tatr, gdzie na Równi Krupowej w Zakopanem odbędą się „Posiady na Polanie”. Stamtąd udadzą się na Orawę, gdzie na polanie Polanica pod Babią Górą rozpocznie się festyn „Na Orawie bywom” prezentujący kulturę górali orawskich. Wypełni go oczywiście śpiew i taniec, a będzie to się działa 11 sierpnia. Następnego dnia pasterze przejdą do Zubrzycy Górnej z pięknym skansenem wsi orawskiej, a 13 sierpnia uczestniczyć będą w „Babiogórskiej Jesieni” w Zawoi.

15 sierpnia Redyk Karpacki wspinać się będzie na Halę Miziową pod Pilsko, na Mszę Bacowską. Stamtąd następnego dnia przejdzie przez Ujsoły, w których odbywać się będzie polsko-słowacki „Karpacki Jarmark Pasterski”. 17 sierpnia zjawi się u źródeł Soły w Rajczy, gdzie odbywać się będzie Jarmark Karpacki oraz spotkania z regionalnymi twórcami z Polski, Czech i Słowacji. Zapłonie oczywiście kolejna Watra i pojawią się dźwięki karpackich kapel.

Aż w końcu nadejdzie 24 sierpnia, a pasterzy powita Koniaków, a tam... co to będzie! - muzyka, śpiew i taniec, pokazy obrządków pasterskich i produktów regionalnych: serów, przetworów, miodu, nalewek, wędlin i wielu innych swojskich produktów.

Z końcem sierpnia Redyk Karpacki przemieści się na terytorium Czech, gdzie zbliżać się będzie do kresu swojej wędrówki. Naświetliliśmy jedynie przekrojowo cały program polskiego odcinka trasy Redyku Karpackiego. Gdzieś się zapewne spotkamy z pasterzami Redyku Karpackiego, tylko pytanie gdzie...? bo dla nas ten wybór jest trudny, a niestety nie możemy być wszędzie, choć bardzo tego chcielibyśmy.

Pasterze Karpat nadchodzą i wszystkich zapraszają na spotkanie.

UWAGA:
Kompletny i najbardziej aktualny KALENDARZ REDYKU
znaleźć można na stronie Fundacji „Pasterstwo Transhumancyjne”,
na którą odsyłamy tutaj...
Dorota i Marek Szala

Redyk to nie relikt przeszłości!
To symbol naszej góralskiej tożsamości!
Uspokój swoje życie… Wędruj z Nami – Hej!

Idą pasterze Karpat pradawnym szlakiem ludów wołoskich, by przywrócić pamięć o pięknej historii naszej i naszych przodków. Redyk przeszedł Karpaty Rumuńskie od Braszowa po Satu Mare, pasterze gościli na Ukrainie w Rachowie i Wierchowinie. Teraz rozpoczynają wędrówkę po Karpatach Polskich. Pasterze wołoscy w XIV i XV w. wraz z innymi zasiedlali góry na ziemiach polskich. Byli to ludzie wolni – ślebodni, otwarci na spotkanie, na drugiego człowieka, gościnni, ale też twardzi jak skała, zalubieni w tradycji ludowej i pasterstwie w górach. To dziedzictwo kultury pasterskiej jest ciągle bijącym źródłem kultury ludzi gór. Redyk, sałasz - to nie relikt przeszłości to symbol tożsamości, która buduje przyszłość, daje moc i wiarę, że w życiowej drodze człowiek musi mieć cel i otwartość na spotkanie z Bogiem i z drugim człowiekiem. Redyk to również doświadczenie czasu i przestrzeni - to więź pokoleniowa, góralski honor i tradycja, gościnność i radość bycia razem w drodze, to wyciszenie i zauroczenie krajobrazem. By góry ciągle Nas urzekały, zadziwiały, ubogacały trzeba przywrócić godne miejsce dla polskiego pasterstwa, dla hodowli owiec - to zadanie dla rządu, dla samorządów, to wyzwanie dla Unii, bo Europa kulturą się tworzy. Karpaty są naszym bogactwem natury i kultury. Wierzymy, że Redyk Karpacki obudzi społeczności je zamieszkujące do lepszej współpracy, da impuls do godnych spotkań i działań - da nową szansę pasterstwu.

I Ty możesz być współczesnym pasterzem Karpat, docenić piękno krajobrazu górskiego, jego bioróżnorodność – możesz - choć kryzys - uspokoić swoją życiową wędrówkę poprzez kontakt z nami. Do zobaczenia na szlaku Redyku Karpackiego! Dotknij źródła wspólnego dziedzictwa kulturowego, bądź z Nami! Pieknie Pytomy na Redyk Karpacki wszystkich razem i każdego z osobna! Zapraszamy również tych, co z dawna wędrowali od Bieszczad w Tatry czy Beskidy w latach 60-tych i 70-tych – opowiedzcie swoją historię, obudźcie wspomnienia, bo życie jest drogą – wędrówką, która ma wielki cel.

Otwórzcie swoje serca, myśli i polany na radosne spotkanie.
Szałas ma swoją przeszłość, ale też ma swoją tożsamość.
Panie Boże prowadź!






Kiedyś podczas jednej z wędrówek po Beskidzie Śląsko-Morawskim, zauroczeni Wołoskim Muzeum w Rożnowie pod Radhostem i miejscami do których dotarła kultura wołoskich pasterzy - przyszła nam do głowy fascynująca myśl. Byliśmy na terenach ostatnich wiosek, jakie utworzyli wołoscy osadnicy na trasie swojej wielowiekowej wędrówki. Wówczas poczęliśmy zastanawiać się skąd przybyli, skąd się wzięli, i co skłoniło ich to tego by wędrować wzdłuż całych Karpat. Oczarowani ich kulturą doznaliśmy olśnienia, iż całą tą tradycyjną kulturę ciągnącą się przez Karpaty łączy jeden etos - wspólny mianownik, którego do tej pory nie dostrzegaliśmy tak wyraziście.

Po powrocie do domu jeszcze dobrze nie odpoczęliśmy, a znów jak zawsze pojawiło się pragnienie powrotu w góry i zaczęliśmy zastanawiać się cóż nas tak gna nas w te góry? Może to szczypta wołoskiej krwi w naszych żyłach? Wszak nie można tego wykluczyć, bo jak wiemy asymilacja wędrujących Wołochów z miejscowymi ludami trwała cały czas. Szli ze swoimi stadami coraz dalej, ale część z nich pozostawała tworząc górskie osady, przerzucając się na pasterstwo, które dziś zwiemy transhumancyjnym. Świadectwem tego są wołoskie nazwy wiosek, szczytów, przełęczy, dolin, rzek i potoków, których na co dzień używamy.

Ta sama myśl stała się marzeniem podążenia drogą dawnych pasterzy, pionierów osadnictwa w Karpatach. I bynajmniej nie chodziło w tym wszystkim o nabicie kilometrów, ale przede wszystkim o coś czego często brakuje w dzisiejszej turystyce górskiej: walorów poznawania kultury, która miała odwagę podjąć wyzwanie integracji z nader surową naturą terenów górskich oraz przetrzeć szlaki, po których dzisiaj sami możemy wędrować. Zapragnęliśmy poczuć smak tamtej spektakularnej wędrówki, zetknąć się z kulturą, która emanuje jeszcze wśród mieszkańców Karpat. Byłaby to wspaniała przygoda.


Rok 2013 ma szansę przybliżyć nas do urzeczywistnienia tego marzenia. Otóż, 11 maja w rumuńskiej miejscowości Rotbav w regionie Braszów w Transylwanii, śladem wołoskich pasterzy sprzed 500 lat wyruszył na wędrówkę Redyk Karpacki. Chcielibyśmy pójść za nimi i wraz z nimi pokonać te setki kilometrów z Rumunii, przez Ukrainę, do Polski i Czech. Podążyć za pasterzami i ich stadem, jak fani najlepszej kapeli rockowej towarzyszący im na trasie koncertowej. Szkoda, że nie możemy teraz tego zrobić, ale kiedyś, gdy czas nam pozwoli na pewno obierzemy te same ścieżki i pójdziemy tymi samymi górskimi halami. Dla nas Redyk Karpacki 2013 wytyczy szlak marzeń wiodący przez karpacką historię.


„Redyk Karpacki - Transhumace 2013” tworzy podwaliny dla europejskiego szlaku dziedzictwa kulturowego, pozostawionego przez Wołochów w całym karpackim pasie. Ukazuje ludzi, którzy dali impuls zasiedlania niedostępnych gór. Zachęca do poznania piękna gór, skrytego w nich bogactwa przyrody, a także unikalnej kulturowości pasterzy, którzy stworzyli fundamenty tego, co dziś nazywamy po prostu góralszczyzną. Redyk Karpacki 2013 spaja więzi między dziedzicami wołoskiej kultury i daje upust fascynacji jej sympatykom, oczarowanych specyfiką strojów, muzyki i tańców, tradycji i obrzędów, architektury i gospodarowania. Byłoby cudownie, zobaczyć niebawem na turystycznej mapie nową czerwoną linię, opisaną jako szlak europejskiego dziedzictwa kulturowego „Karpackie Wici”, albo szlak pasterzy wołoskich „Karpackie Watry”. To nasza marzycielska myśl, która zbiegła się z intencjami organizatora Redyku Karpackiego 2013 – Fundacji „Pasterstwo Transhumancyjne”. Gdy się spełni będzie łatwiej podjąć decyzję by samemu pójść w Karpaty, przemierzyć ich łukiem po wołoskich śladach.

Prowadźcie więc w zdrowiu i pomyślności swoje stado bacowie, juhasi, owczorze, pastuchowie i czabani - pasterze Redyku Karpackiego 2013. Życzymy Wam szczęścia podczas tej kilkumiesięcznej wędrówki. Sercem i duchem jesteśmy z Wami.

Dorota i Marek Szala
List otwarty na rozpoczęcie wędrówki pasterskiej przez Karpaty:

„Nasze życie jest drogą… wędrówką…”
Papież Franciszek


Rozpoczęliśmy w dniu 11 maja 2013 r. – w Rumunii w Rotbav w regionie Braszów w Transylwanii historyczną wędrówkę pasterską przez Karpaty - śladami naszych przodków będziemy podążać szlakiem, który dał początek naszemu dzisiejszemu życiu w górach.

Kilkuletni czas pracy i przygotowań wielu ludzi dobiegł końca i zaowocował możliwością przystąpienia do realizacji tego projektu. Chciałbym Wam wszystkim razem i każdemu z osobna podziękować – za wszelki wysiłek i chęć pomocy przy organizacji tego wydarzenia. Spotkania z ludźmi żyjącymi na co dzień w różnych regionach łuku Karpackiego były dla mnie niezwykłym doświadczeniem. Wszystkim Wielki Boże Zapłać!

Mam nadzieję, że wszystko nad czym starannie wspólnie pracowaliśmy i przygotowywaliśmy zwróci uwagę społeczną na problematykę regionów górskich, a Redyk Karpacki przyczyni się do promocji pozytywnych działań, jakie podejmowane są przez nas – mieszkańców Karpat – z potrzeby duszy i serca.

Dzisiaj żyjemy w czasach, w których człowiek jest coraz częściej oddzielany od przyrody, odrywany od tradycyjnych metod gospodarowania ziemią. Siły natury są postrzegane często jako nieposkromione niebezpieczeństwa i kataklizmy. Tymczasem przyroda nie skrzywdzi człowieka o ile człowiek nie spróbuje na siłę zmieniać jej naturalnego stanu i wprowadzać nieodpowiednich sposobów gospodarowania na danych warunkach terenowych. Tradycyjna gospodarka ziemią w przypadku terenów karpackich to przede wszystkim pasterstwo – ono odgrywa nie tylko rolę pierwszorzędną w odpowiednim zrównoważonym rozwoju terenów górskich, ale jest źródłem kultury społeczności w Karpatach.

Jeśli chcemy, aby woda w potoku była czysta – musimy najpierw oczyścić jego źródło. I tak też w przypadku kultury góralskiej – regionalnej – aby oczyścić ten „potok” kultury – jakże często w dzisiejszych czasach przedstawianej i rozumianej w sposób czysto komercyjny – biznesowy – musimy oczyścić jej „źródło”, którym jest pasterstwo. Kultura góralska wymaga głębszego spojrzenia w tożsamość – nie wystarczy bowiem być ubranym w piękne stroje ludowe i prezentować się świetnie w obiektywie. Trzeba wracać do gazdowania na trudnej górskiej ziemi, aby nie stać się przebierańcem w stroju górala lecz być prawdziwym mieszkańcem Karpat.

Redyk Karpacki jest apelem, aby wyjść z fałszu i przebierania się, aby powalczyć o świat nadprzyrodzony, o duchowość góralszczyzny, o nasze tradycje i kulturę, o to by zanurzyć się choć na chwilę w głębię świadomości, by zadumać się nad sensem życia w górach w zgodzie z przyrodą i Panem Bogiem. Nadszedł czas odpowiedzi na liczne zarzuty „sztuczności” górali w Karpatach. My – pasterze – bacowie, juhasi, owczorze, pastuchowie i czabani – w czasie swojej corocznej pracy podejmujemy wędrówkę z owcami – wędrówkę przez życie. Owce od zawsze towarzyszyły człowiekowi – żywiły i ubierały. Górale w Karpatach mają wielowiekową tradycję pasterską. Każdy prawdziwy góral powinien choć raz w roku iść w góry, zaczerpnąć wody ze źródła, by przetrwać w swej swobodzie, poznać pracę owczarską, zapachnieć owcami…

Swą wędrówką przez Karpaty składamy hołd naszym wołoskim przodkom wskazując przy tym na tożsamość, która winna być chroniona i strzeżona – przede wszystkim przez nas samych. Godność pasterza wynika z jego świadomości własnej tożsamości w drodze. Nie dajmy się zwieść złudnemu wrażeniu skoku cywilizacyjnego, współczesności oferującej dobrobyt i długowieczność w zamian za zachwianie naszej duchowości. Świat nowoczesnych technologii jak najbardziej powinien być wykorzystywany przez nas, jednakże nie zapominajmy że nasza siła tkwi w tradycji i korzeniach pasterskich.

Niech Redyk Karpacki zwróci uwagę społeczną na wędrówkę człowieka przez życie, na jego relacje z przyrodą, ze zwierzętami. Karpaty do nasz dom – chrońmy go i strzeżmy, pokażmy to, co w nas najlepsze, by każdy kto u nas zagości poczuł prawdziwe tradycje i kulturę.

Spotkajmy się na trasie Redyku Karpackiego – zapraszam do uczestnictwa w wydarzeniach organizowanych przez partnerów Redyku.

Z całego serca dziękuję wszystkim bez wyjątku za zaangażowanie się w realizację tego wydarzenia.

Z pasterskim pozdrowieniem
Piotr Kohut - Baca
Fundacja „Pasterstwo Transhumancyjne”




źródło: materiał udostępniony dla mediów na stronie Fundacji „Pasterstwo transhumancyje”
Zima jednym kojarzy się z aromatem cynamonu i grzanego wina, innym z ciepłymi skarpetami. Są jednak też tacy, którzy okres zimowy pragną spędzić w sposób aktywny i planują naukę jazdy na nartach lub snowboardzie. Gdzie zatem się udać, aby nasz debiut w dziedzinie sportów zimowych był udany?

Dwa odkrycia, dwa kontynenty

Kolebką nart jest Europa, a za ich wynalazców uznaje się mieszkańców Półwyspu Skandynawskiego. Zdumiewający jest fakt, że miało to miejsce prawie 2 tysiące lat p.n.e. Snowboard nie ma tak długiej historii, pierwsze wzmianki na jego temat sięgają początku XX wieku. Snowboard został wynaleziony w Stanach Zjednoczonych i to właśnie tam w 1981 roku odbył się pierwszy na świecie konkurs dla snowboardzistów. Współcześnie, pomimo upływu lat, obie te dyscypliny cieszą się dużą popularnością zarówno w Europie, jak i Ameryce Północnej.

Zima w Polsce

Dla nowicjuszy zimowych szaleństw najlepsze do nauki i szlifowania umiejętności są stoki płaskie o małym nachyleniu – mówi instruktor narciarstwa i snowboardu, obiecujący snowboardzista Andrzej Gwiżdż. – Z reguły przy większości dużych stoków narciarskich znajdują się ośle łączki – mniejsze stoki, specjalnie dostosowane do nauki. Nie warto porywać się na wielką górę, ponieważ to może nas tylko zrazić. Nie zapominajmy, że warto mierzyć siły na zamiary. Z zagranicznych stoków polecam Livigno, a z naszych polskich stok w Witowie.


Szukając odpowiedniego stoku warto poradzić się kogoś, kto ma doświadczenie w sportach zimowych. Zapytany Wojtek „Gniazdo” Pawlusiak – czołowy polski jibber – odpowiedział krótko o miejscach w Polsce, które jego zdaniem są warte polecenia. Dla niewtajemniczonych – jibbing to technika jazdy na snowboardzie należąca do freestyle'u. Polega na jeździe po wszystkim co jest tworem sztucznym, czyli stworzonym przez człowieka, np.: po poręczach.

- Na deskę czy narty warto wybrać się do Świeradowa Zdroju, jest tam świetny, długi stok, dwie trasy z rożnym stopniem trudności i kolej gondolowa, infrastruktura tego miejsca na pewno zaskoczy niejednego – mówi Wojtek „Gniazdo” i dodaje – Drugie moje ulubione miejsce w Polsce na deskę, to wyciągi w Szczyrku: Juliany, Czyrna i Małe Skrzyczne. To właśnie w Szczyrku na stoku Beskidek uczyłem się jazdy na desce, byłem wtedy jeszcze skoczkiem narciarskim. Moim nauczyciel był wtedy Stefan Hula, który w nadal jest skoczkiem w Kadrze Polski – opowiada Wojtek. – Historia całkiem śmieszna, bo nigdy nie sądziłem, że coś może mnie od skoków odwieźć, a jednak… kilka lat później zostałem snowboardzistą – podsumowuje.

Zmiana ta wyszła jednak na dobre. Jest jednym z tych polskich snowboardzistów, którzy są doceniani za swoje osiągnięcia nie tylko w kraju, ale także na arenie europejskiej.

W siną dal

Dzisiaj świat stoi przed nami otworem, dlatego warto wybrać się na zagraniczne stoki, aby szlifować umiejętności jazdy na nartach czy desce. Jest to doskonała okazja do nauki, zwiedzenia niesamowitych miejsc i zobaczenia widoków, które pozostaną w pamięci na długo. Słowacja, Czechy, Austria, Francja, Włochy – to właśnie tam znajdują się najpopularniejsze ośrodki narciarskie w Europie. Jednym z nich jest Der Dachstein w Austrii.

Dachstein to dobre miejsce zarówno dla freestylowców jak i dla początkujących narciarzy. Stoki nie są długimi trasami i dobrze się na nich uczy – mów Wojtek „Gniazdo”, dodając – Lodowiec Der Dachstein w Austrii należy do moich ulubionych miejsc.


Również Czechy i Słowacja mogą pochwalić się rozbudowaną infrastrukturą narciarską. Największy ośrodek narciarski na Słowacji to Chopok w Jasnej: kilometry dobrze przygotowanych i ośnieżonych tras spełnią oczekiwania każdego amatora białego szaleństwa. Katarzyna Kwiecień - mistrzyni Polski w jeździe na snowboardzie, zwyciężczyni Nikita Snowboard Clip Contest, chwali naszych sąsiadów. – Uwielbiam jeździć w Czechach i na Słowacji. Ludzie są tam przesympatyczni, a stoki i snowparki świetnie przygotowane do jazdy – potwierdza.

Kolejne miejsce które powinno znaleźć się na liście miejsc wartych odwiedzenia w czasie zimy to włoska Val Di Sole – tzw. Dolina Słońca, położona w zachodniej części Trentino.

Val Di Sole cieszy się ogromną popularnością wśród polskich narciarzy. To jedna z najchętniej wybieranych destynacji wyjazdowych w okresie zimowym – mówi Renata Panek, specjalista ds. turystyki z biura podróży Why Not HOLIDAYS. – Ten wybór nie dziwi, włoski kurort to doskonałe miejsce zarówno dla osób z dużymi umiejętnościami, jak i tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę ze sportami zimowymi. Na uwagę zasługują nie tylko liczne, świetnie przygotowane trasy zjazdowe, ale też rozbudowana oferta noclegowa i szereg innych, pozasportowych, atrakcji.

Słowa otuchy

A kiedy dopadnie nas chwila zwątpienia, podczas nauki, należy pamiętać, że pierwszy raz zawsze jest trudny, nie ważne czy uczymy się jazdy na nartach czy na desce snowboardowej. Każdy, nawet Ci najlepsi, przeżywali dokładnie to samo. Złota zasada to nie poddawać się, a nagrodą za trudy będzie ogromna satysfakcja.

Gdy mamy już za sobą pierwsze przygotowania – zaopatrzyliśmy się w stosowny sprzęt i ubiór – czas na wybór odpowiedniego miejsca i stoku, na którym będziemy mogli szkolić swoje umiejętności. Prawie każdego roku przybywa tras narciarskich i snowboardowych w różnych zakątkach Polski i świata, dzięki temu każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A zatem Alpy czy Tatry?

Swoje pierwsze kroki na desce stawiałam na Słowacji. Wszystko zaczęło się od tego, że mój brat pożyczył mi swój snowboard i zaczęłam się uczyć na oślej łączce. Właściwie od razu pokochałam ten sport i gdy tylko wróciłam do domu po feriach, namówiłam rodziców do kupna deski – mówi Katarzyna Kwiecień. – Początki nauki nie należały do łatwych. Najgorszy był pierwszy tydzień, wracałam cała poobijana z potwornymi zakwasami. Jednak z dnia na dzień widziałam swoje postępy i to bardzo motywowało mnie do działania. Chyba największe trudności sprawiało mi opanowanie umiejętności korzystania z wyciągów, w pierwszych dniach nauki rzadko udawało mi się dojechać na orczyku do końca trasy – dodaje. Dzisiaj Katarzyna Kwiecień jest jedną z najlepszych polskich snowboardzistek.

Sporty zimowe to nie tylko aktywnie spędzony czas, to także możliwość zwiedzenia rożnych zakątków Polski i świata, poznania nowych ludzi, a przede wszystkim gwarancja dobrej zabawy. Jeżeli jeszcze nie rozpocząłeś przygody z nartami czy deską to… najwyższa pora spróbować.

Paulina Świder
tekst dostarczony przez 9.90 Public Relations




Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas