Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olchowiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olchowiec. Pokaż wszystkie posty

1

Beskid Niski
WSCHODNIA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 2        rozdział 4
Olchowiec to wioska zagubiona gdzieś w sercu Beskidu Niskiego, położona w uroczej krainie zamkniętej ze wszystkich stron lesistymi wzniesieniami, niemalże odizolowana. Wioski łemkowskie miały przeważnie zabudowę szeregową, co warunkowało naturalne ukształtowanie dolin, w których lud ten osiedlał się. Tutaj jest trochę inaczej, bo w centrum tej krainy wznosi się Horb.

Wieś Olchowiec założona została w I połowie XVI wieku na prawie wołoskim, u zbiegu potoku Wilsznia z potokiem Olchowczyk. Jej nazwa pochodzi od olchy, drzewa, które w języku ukraińskim nazywane jest wilcha. Długo, bo aż do połowy wieku XIX leżała w dobrach rodziny Stadnickich. Pierwsza cerkiew dla wsi została zakupiona i przywieziona z terenu ówczesnych Węgier, a dzisiejszej Słowacji. W 1880 roku wieś liczyła 400 mieszkańców (390 grekokatolików i 10 Żydów). W 1934 roku obok starej, chylącej się ku upadkowi i zbyt małej cerkwi, wybudowano nową unicką cerkiew pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z Myr Licejskich do Bari. Przed II wojną światową wioska liczyła blisko 90 gospodarstw i około 500 mieszkańców. W okresie międzywojennym, w 1935 roku przeprowadzono komasację gruntów wsi, w wyniku której część mieszkańców mogła przenieść się w nowe miejsca. Wydarzenia poprawiły byt mieszkańców wioski i dały zaczątek przysiółkowi Kolonia.

Podczas II wojny światowej okupanci wywieźli do Niemiec 48 mieszkańców wioski, z których do domów powróciło zaledwie 5 osób. W tymże czasie wywieziono do obozów koncentracyjnych niemal całą ludność cygańską. Po wyzwoleniu wioski jeszcze w 1944 roku znaczną część mieszkańców wioski (75% ludności) przesiedlono w głąb ówczesnego ZSRR na mocy zawartych umów polsko-sowieckich. Trzy lata później pozostałą część rodzin objęto przesiedleniami w ramach akcji „Wisła”. Dziesięciu rodzinom udało się jednak pozostać w wiosce, a to dzięki fałszywym metrykom chrztu rzymskokatolickiego, wystawionym przez proboszcza ze Żmigrodu.

Zabytkowa chyża w Olchowcu, Muzeum Kultury Łemkowskiej.
Zabytkowa chyża w Olchowcu, Muzeum Kultury Łemkowskiej.

Budynek w sąsiedztwie.
Budynek w sąsiedztwie.

Dzisiaj Olchowiec jest jedną z niewielu łemkowskich wsi Beskidu Niskiego, w których mieszka ludność łemkowska wyznania greckokatolickiego. Zachowały się też oryginale chyże łemkowskie. W jednej z nich w latach 70-tych zamieszkał łodzianin, niezwykle sympatyczny 85-latek, który...

List „Do Tadeusza K.”
Wszystkie góry przeszedł, wszystkie przewędrował,
Zaszedł do Olchowca, tam się ulokował.
Kupił sobie chatę, pobratał z Łemkami,
Ich życie pokochał z wszystkimi trudami.
Łemku Ty nasz Łemku, przyjacielu drogi,
Niech Ci szczęście dadzą te nabyte progi.
Niech Twoja żoneczka uśmiechem Cię darzy,
Radość niech nie znika z Waszych miłych twarzy.
Niech Wam drzewa szumią i ptaki śpiewają,
A owieczki w górach na dzwoneczkach grają.
Niech Wam słonko świeci, strumyk szeleści,
I wietrzyk z gór niesie same dobre wieści.
Będziem się spotykać u Was na gościnie,
przy ognisku śpiewać o tej Łemkowinie,
co przyszła do Łodzi po miejskich górali,
By przez dalsze lata w górach gazdowali.
Ty wiesz co pokochać, co wiernym zostaje,
Czemu można ufać, co życia dodaje.
To góry, to lasy, bezkresne przestrzenie,
To ścieżki zawiłe, duchów leśnych cienie.
To kwiatki przy drodze niewinnie rosnące,
To zioła i trawy wśród lasów kwitnące.
Czy w upalnym słońcu, czy w blasku księżyca,
Wszystko co jest górskie serce Twe zachwyca.
My również jesteśmy pod wpływem natury,
I chętnie chodzimy właśnie z Tobą w góry.
Dziś też tu jesteśmy żeby razem z Wami,
Zwiedzić okolicę i poznać z Łemkami.

Tenże list zatytułowany „Do Tadeusza K.”, a napisany blisko ćwierćwiecze temu, 29 sierpnia 1981 roku przez przyjaciół pana Tadeusza Kiełbasińskiego, również i dzisiaj idealnie oddaje to, co sami chcielibyśmy opowiedzieć o tym niezwykłym człowieku i o tym co sami czujemy w sercach ogarnięci jego ogromną serdecznością i gościnnością. Troszku nas dużo, ale jakoś sadowimy się w obejściach przed jego chyżą: – Добриден! Витайте! – oficjalnie wita nas pan Tadeusz w łemkowskim języku i rozpoczyna gawędę o świecie Łemków stojąc przed progiem pod okapem strzechy chyży. Jest to opowieść o radościach i smutkach codziennego łemkowskiego życia, o zwyczajnej ludzkiej miłości i tęsknocie, o małej ojczyźnie ludu rozproszonego po świecie. O tychże sprawach rozmawia się i śpiewa na Łemkowszczyźnie. Bardzo piękne są łemkowskie pieśni i spiwanky, zaś muzyka kapel łemkowskich porywająca do tańca. Pan Tadeusz przerwał w tym miejscu opowieść bo z głośnika ustawionego w oknie izby wydobyły się łemkowskie rytmy... A jakże! Zatańczyliśmy!

– Добриден! Витайте!
– Добриден! Витайте!

Na ogródku przed chyżą.
W ogródku przed chyżą.

Tadeusz Kiełbasiński.Wkrótce przenosimy się do wnętrza drewnianej chyży. To typowa, o zrębowej konstrukcji, oryginalna chałupa łemkowskiej rodziny - ocalona przez naszego gospodarza i zachowana w swoim pierwotnym kształcie. Wszystko jest w niej zadaszone pod jednym dwuspadowym dachem krytym słomianą strzechą: pomieszczenia mieszkalne, alkowa i sień, a także pomieszczenia gospodarcze, czyli stodoła, komora i obora.

Gospodarz zaprasza nas do pomieszczania z piecem kuchennym i chlebowym, gdzie trwa dalsza gawęda. Siedzimy zasłuchani, zajmując wszelkie dostępne miejsca w izbie, włącznie z podłogą. A czas - jak to bywa przy tak wciągających gawędach - szybko mija. Każdy kawałek drewna znajdujący się pod strzechą tej starej chałupy kryje w sobie przynajmniej drobny szczegół godny uwagi, czasem smutny, czasem wesoły, a czasem tajemny i magiczny, jak cały nasz pobyt w Olchowcu.

W izbie.
W izbie.

Pisanki łemkowskie.
W izbie znajdują się zwyczajne dla łemkowskiej chyży sprzęty: łóżko, stół, ława, zydle i kołyska, są też łemkowskie zabawki, pisanki, ikony, a także modele łemkowskich cerkwi wykonane przez Zdzisława Hibszera.

Pan Tadeusz zaraz po tym, jak został właścicielem chyży zaczął w niej gromadzić pamiątki z Łemkowszczyzny, które wpadały mu do rąk podczas wędrówek po terenach Beskidu Sądeckiego, Niskiego i Bieszczadów. Znaczna ich część eksponowana jest w pomieszczeniu dawnej obory i stodoły. Ekspozycję poszerzają sprzęty z Bojkowszczyzny i Huculszczyzny, a uzupełnieniem ją znalezione pozostałości po walkach o Przełęcz Dukielską.

Na półkach w izbie.

Obrazy i fotografie wiszące na ścianach izby.
Obrazy i fotografie wiszące na ścianach izby. Obrazy i fotografie wiszące na ścianach izby.
Obrazy i fotografie wiszące na ścianach izby.

Modele łemkowskich cerkwi wykonane przez Zdzisława Hibszera.
Modele łemkowskich cerkwi wykonane przez Zdzisława Hibszera.

Z gospodarzami w izbie.
Z gospodarzami w izbie.

Ekspozycja Muzeum Kultury Łemkowskiej w Olchowcu.

Ekspozycja Muzeum Kultury Łemkowskiej w Olchowcu.

Ekspozycja Muzeum Kultury Łemkowskiej w Olchowcu.

Ekspozycja Muzeum Kultury Łemkowskiej w Olchowcu.

Ekspozycja Muzeum Kultury Łemkowskiej w Olchowcu.
Ekspozycja w pomieszczeniach gospodarczych chyży.

Chyża od frontu.
Chyża od frontu.

Prezentacja czuchani.
Prezentacja czuchani.
Prezentacja czuchani.
Zbyt krótka była nasza wizyta u pana Tadeusza Kiełbasińskiego. To człowiek nadprzeciętnej natury, który urzekł nas swoimi opowiadaniami, a przede wszystkim wszechogarniającym ciepłem i dobrodusznością. O godzinie 14.20 z żalem do upływającego czasu żegnamy się, życząc gospodarzowi i jego żonie Krystynie wszystkie dobrego: – Дай вам Боже щастя и здоров'я!

Opuszczamy łemkowskie obejście otoczone płotem z drewnianych drągów, wspartych na słupkach przykrytych dwuspadowymi daszkami. Gospodarz w łemkowskim stroju chciałby jeszcze wiele nam opowiedzieć, ruszamy w drogę gdy przywołuje z powrotem pokazuje i daje do przymierzenia tradycyjną czuchanię. Niestety musimy iść, znów żegnamy się, wracamy na drogę, a za sobą słyszymy jeszcze: – Щестливой дорогы!


Jeszcze jedna wspólna fotografia.
Jeszcze jedna wspólna fotografia.

Opuszczamy obejście.
Opuszczamy obejście.
Opuszczamy obejście.

Chyża Tadeusza Kiełbasińskiego.
Chyża Tadeusza Kiełbasińskiego.

Schodzimy dróżką na północ, potem na rozwidleniu skręcamy na wschód. W ten sposób obchodzimy wzniesienie Horb i docieramy do centrum Olchowca. Stoi tutaj cerkiew pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z Myr Licejskich do Bari, przy niej druga oryginalna chyża, zaś przed cerkwią mamy rzadkość na Łemkowszczyźnie: zabytkowy kamienny mostek. Przerzucony nad Olchowczykiem prowadzi do świątyni. Nam pora jednak przemieścić się do innego miejsca znajdującego się nieopodal, gdzie czekają na nas potomkowie rdzennych Łemków.

Zabytkowa chyża przy cerkwi w Olchowcu.
Zabytkowa chyża przy cerkwi w Olchowcu.

Kamienny mostek i cerkiew pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z Myr Licejskich do Bari w Olchowcu.
Kamienny mostek i cerkiew pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja z Myr Licejskich do Bari w Olchowcu.

W Olchowcu zobaczyliśmy jak mieszkała tradycyjna łemkowska rodzina. O godzinie 14.45 wyjeżdżamy z wioski i przejeżdżamy do innego miejsca istotnego dla zachowania kultury łemkowskiej. Tam chcemy zobaczyć jak mieszkali inni Łemkowie, bo „my również jesteśmy pod wpływem natury”, chcemy „zwiedzić okolicę i poznać z Łemkami”.


1

Beskid Niski
WSCHODNIA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 2        rozdział 3
Z lasów na wzgórzach otaczających Rudawkę Rymanowską wolno unoszą się welony mgły. Ponad nami niebo zachmurzone. Wilgotny, ale ciepły poranek nastał nad doliną Wisłoka. Ostatnie dni lata to zapowiedź zbliżającej się jesieni. Dzień kurczy się co raz bardziej. Ma być dzisiaj pochmurno, może nawet deszczowo, ale to nic nie szkodzi... wkrótce ta jesień, która już nadchodzi zabarwi te lasy płomiennymi kolorami.

TRASA:
Šarbov – Lysý vrch (699 m n.p.m.) – granica PL-SK {} Baranie (słow. Nástavok; 754 m n.p.m.) Olchowiec-Kolonia

OPIS:
Przemieszczamy się do słowackiej wsi Šarbov, położonej pośród wzniesień liściastych lasów w dolince potoku Hrišov, na obszarze historycznej krainy Šariš (pol. Szarysz). Szarysz zaliczał się kiedyś do najbogatszych regionów całych Węgier. Leżał niedaleko znanego handlowego traktu. Dzisiaj jest jedną z uboższych miejscowości na Słowacji, zagubioną w górach. W wsi można „otrzeć się” o wilka, rysia, borsuka, kunę leśną, dzika, czy potężnego jelenia, których obecność przy tutejszych ludzkich domostwach nie jest czymś nadzwyczajnym, bo dolina leży w otoczeniu lasów będących ostoją dla tych i wielu innych zwierząt.

Wybraliśmy tą wioskę, bo stąd wiedzie najkrótsza droga na najwyższy szczyt Beskidu Dukielskiego - Baranie (słow. Nástavok; 754 m n.p.m.). Jednak przyjeżdżając do Šarbov wiedzieliśmy, że szlak ten (koloru zielonego) może być pozbawiony oznakowań. Dostaliśmy wcześniej informację o takiej ewentualności i byliśmy na nią przygotowani... faktycznie znaki szlaku zostały zamalowane.

Ruszamy w drogę spod przystanku autobusowego o godzinie 9.40. Stoi przy nim metalowy słupek, taki typowy na którym umieszcza się drogowskazy turystyczne. Tenże takich został pozbawiony. Przemieszczamy się kilka kroków w górę szosy i przed czerwonym budynkiem bufetu schodzimy na boczną dróżkę, którą dochodzimy na dolnej części jednej z dwóch równoległych nartostrad, tej północnej. Podchodzimy na grzbiet poruszając się wzdłuż talerzykowego wyciągu. Przez kilka chwil łapie nas chłodny, aczkolwiek bardzo krótkotrwały deszcz.

Šarbov.
Šarbov. Tutaj istniejący niedawno zielony szlak odchodził w lewo na widoczną dróżkę.

Jedna z nartostrad w Šarbov.
Jedna z nartostrad w Šarbov.

Podejście wzdłuż wyciągu narciarskiego.
Podejście wzdłuż wyciągu narciarskiego.
Po drugiej stronie doliny z prawej widoczna Lipovina (645 m n.p.m.).

Jesteśmy prawie w punkcie szczytowym grzbietu. Tutaj odnajdujemy ścieżkę odchodzącą w prawo na północ. Na jednym z drzew widzimy zamalowany znak. Ścieżką doprowadza nas na szerszą leśną drogę. Zatrzymujemy się by po intensywnym podejściu by odsapnąć pod parasolem drzew.

Deszcz ustaje, ale zostawiamy peleryny na ramionach. Odtąd poruszamy się na północny zachód. Droga wiodąca przez las jest wyraźna, choć mgły suną pośród drzew coraz gęściej. Krótko schodzimy lekko w dół, po czym dłuższy czas spokojnie w górę. Wzdłuż fragmentu naszej drogi stoją słupki orczyka narciarskiego, chyba nie używanego. Sprawdzamy na mapie rozwidlające się dróżki i pilnujemy północno-zachodniego kierunku marszu.

Wkrótce dróżka przechodzi w trawers zachodniego stoku grzbietu. Podążamy przez las wilgotny, srebrzący się od kropel wody. Tenże las jest jakby wyjęty z „Zapomnienia” Stefana Żeromskiego:
Jak woda przypływają i otaczają nas zimne fale leśnego chłodu, nasycone zapachem poziomek, jałowcu, młodej wikliny, smoły sosnowej, całym tym nie dającym się opisać, wilgotnym, gęstym, duszącym, a tak zdrowym zapachem lasu, ukrytego w mgłach porannych. Pachnie to jak dziki bukiet.
Lysý vrch.

Lysý vrch.
Lysý vrch.

Kulminację grzbietu góry Lysý vrch (699 m n.p.m.) mamy już niedaleko przed sobą, ale nie jest łysa (może kiedyś była). Przechodzimy blisko szczytu zachodnim zboczem. Odtąd ścieżka nieznacznie zaczyna obniżać się, aż przecina dróżkę przechodzącą w poprzek grzbietu i wpada na niewielką polankę. Przechodzimy środkiem polanki na jej przeciwległy skraj, gdzie znów zagłębiamy się w lesie wypełnionym mgłą. Pozostało nam jakieś 200-300 metrów do granicy państwowej. Po przecięciu polanki pniemy się w górę grzbietu. Nasza dróżka niknie nieco pod przykryciem starych liści i gałęzi, ale widać jak odchodzi w prawo. Parę minut później docieramy do granicy państwowej.

Śródleśna polana na przełęczy oddzielającej Lysý vrch od grzbietu granicznego.
Śródleśna polana na przełęczy oddzielającej Lysý vrch od grzbietu granicznego.

Pas granicy polsko-słowackiej.
Pas granicy polsko-słowackiej.

Przez polsko-słowacką granice przebiega czerwony szlak słowacki i niebieski szlak polski. Skręcamy w lewo i granicą państwową podchodzimy ku wierzchołkowi góry Baranie. Po krótkim podejściu ścieżka szlaku wypłaszcza się, jednocześnie skręca tak jak granica w prawo. W tymże miejscu od słowackiej strony dochodzi tutaj z bocznego grzbietu Skalné (715 m n.p.m.) nie ujęty jeszcze na mapach nowy zielony szlak. Stąd zostało nam już tylko 300 metrów drogi do szczytu.

Granica. Tutaj dochodzi zielony szlak słowacki.
Granica. Tutaj dochodzi zielony szlak słowacki z bocznego grzbietu Skalné.

Przed szczytem Baranie.
Przed szczytem Baranie.

Baranie (754 m n.p.m.), najwyższy szczyt Beskidu Dukielskiego zdobywamy o godzinie 11.00. Stoi na nim drewniana wieża widokowa o wysokości około 17-metrów. To wystarczy, do rozejrzenia się ponad koroną drzew, lecz niestety jest ona dzisiaj bezużyteczna ze względu na chmurzastą pogodę. Szkoda, bo przy sprzyjającej przejrzystości powietrza widać z niej nawet Tatry odległe o około 100 km.

Wieżę wznieśli w 2006 roku słowaccy turyści ze Svidnika i okolic. Wcześniej stała tutaj stalowa wieża obserwacyjna wybudowana przez Niemców w okresie II wojny światowej, która zimą 1999/2000 runęła ze starości. Obok wieży przy słupku wysokościowym w skrzyneczce znajdujemy zeszyt na pamiątkowy wpis i pieczątkę. Obok stoi również tablica z mapą szlaków oraz drewniany schron z ławkami w środku wybudowany przez Magurski Park Narodowy.

Baranie (słow. Nástavok; 754 m n.p.m.).
Baranie (słow. Nástavok; 754 m n.p.m.).

Słowacki drogowskaz szlaków i tabliczka szczytowa na Baranie (słow. Nástavok).
Słowacki drogowskaz szlaków i tabliczka szczytowa na Baranie (słow. Nástavok).

Przy polskim drogowskazie szlaków i tabliczce szczytowej.
Przy polskim drogowskazie szlaków i tabliczce szczytowej.

Szczyt Baranie.
Szczyt Baranie.

Co tam leży pod drzewem?
Co tam leży pod drzewem?

Skorodowany pocisk, niewybuch.
Skorodowany pocisk, niewybuch.

O godzinie 11.25. rozpoczynamy zejście ze szczytu kierując się żółtym szlakiem na polską stronę. Ten odcinek szlaku jest płatny, gdyż przechodzi przez obszar Magurskiego Parku Narodowego. Opłatę za wstęp do parku można uiścić poprzez wysłanie SMS-a (procedura jego wysyłania opisana jest na tablicy informacyjnej stojącej na szczycie góry).

Początkowo szlak dość ostro opuszcza wierzchołek. Nie trwa to jednak długo i po kilku minutach schodzenia zbocze przechodzi w znacznie wygodniejsze nachylenie. Szlak wprowadza nas do leśnego jaru, którego dnem wypływa ze swych źródeł Olchowczyk. Obniżyliśmy swoją wysokość na tyle by wyjść z chmur, leżących na wierzchołkach Beskidu Niskiego. Las choć dziki, robi się bardziej przejrzysty. Wydaje się nawet, że odpłynęło z niego wcześniejsze mgły, ale nic podobnego - one wciąż zalegają w wyżej położonych partiach.

Zejście ze szczytu.

Podążamy już dość płasko przekraczając raz i drugi potok Olchowczyk, przelewający się przez kamienne koryto. Omijamy powalony na ścieżkę konar starego buka, gdzie leży zostawiony na żer przyrodzie. Z lewej nad jarem potoku wznosi się Ruban (621 m n.p.m.), zaś z prawej Kury Wierch (601 m n.p.m.), na którym ponoć znaleźć można kamienie z różnymi napisami, znakami, datami, czy krzyżami.

Dolina źródlisk Olchowczyka.
Dolina źródlisk Olchowczyka.

Jar Olchowczyka.
Jar Olchowczyka.

Magurski Park Narodowy. Olchowczyk.

Magurski Park Narodowy. Olchowczyk.

Magurski Park Narodowy. Olchowczyk.

Magurski Park Narodowy.
Magurski Park Narodowy.

Opuszczamy leśne ostępy Magurskiego Parku Narodowego.
Opuszczamy leśne ostępy Magurskiego Parku Narodowego.

Około godziny dwunastej opuszczamy Magurski Park Narodowy, a chwilę później las – wchodzimy do przysiółka Kolonia należącym do leżącej po przeciwnej stronie wzgórza Horb (516 m n.p.m.) wsi Olchowiec. Nazwa wsi pochodzi od drzewa olchy. Olchowiec założony został przez osadników wołoskich w I połowie XVI wieku. Przed wojną mieszkało w nim około 80 rodzin łemkowskich oraz kilka cygańskich. W czasie II wojny światowej Niemcy wywieźli ludność cygańską do obozów koncentracyjnych. Po wojnie w ramach akcji „Wisła” większość mieszkańców przymusowo przesiedlono na tereny ówczesnego ZSRR. Część rodzin uniknęło przesiedlenia, dzięki fikcyjnym metrykom chrztu rzymskokatolickiego, wystawionym przez proboszcza ze Żmigrodu (wyznanie było ważnym kryterium przy przesiedleniach). Dzisiaj Olchowiec zasiedla kilkanaście rodzin, potomków rdzennych Łemków zasiedlających wieś przed wojną. Z kolei w przysiółku Kolonia mieszka też człowiek niezwyczajny i nie jest to Łemko. Spotkanie z nim mieliśmy umówione już od dawna i nie mogliśmy się go już doczekać. Z zasięgiem jest tutaj kiepsko, ale udało się nam skontaktować z nim telefonicznie... czeka na nas, więc maszerujemy co tchu, bo czas nam się nieco obsunął.

Olchowiec-Kolonia.
Olchowiec-Kolonia.

Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami przed niewielkim wzniesieniem Horb (516 m n.p.m.) opuszczamy żółty szlak, który biegnie dalej asfaltówką do centrum Olchowca. Odbijamy w lewo i maszerujemy na południowy zachód utwardzoną drogą. Droga delikatnie pnie się do góry dając nam ładny pejzaż okolicy, zielonych pastwisk ograniczonych łagodnymi wzniesieniami porośniętymi gęstym lasem. Podchodzimy niemal pod sam las pokrywający boczny grzbiet odchodzący od Baranie, gdzie droga łamie się ostro na północny zachód. Ten las który był przed momentem przed nami, a teraz jest po naszej lewicy rośnie w obszarze Magurskiego Parku Narodowego, Cały przysiółek Kolonia leży na pograniczu parku.

Z prawej dość okazale widać Horb, który jest jak wysepka otoczona pastwiskami. Jego wierzchołek też porośnięty jest lasem. Jest zbyt niski, aby pokryły je chmury, tak jak wierzchołek Baranie, które wciąż w nich tonie. Mijamy ciąg kilku obejść. Droga stopniowo obniża się ku widocznym zagajnikom mijając kilka obejść, po czym skręca na chwilkę w prawo, a potem zataczając łuk na północ dochodzi do bocznej drogi odchodzącej na lewo. Skręcamy w nią przechodząc mostkiem nad strumieniem.


Stoki wzniesienia Horb pokryte pastwiskami.
Stoki wzniesienia Horb pokryte pastwiskami.

Droga przez przysiółek Kolonia.
Droga przez przysiółek Kolonia.

Przydrożna kapliczka.
Przydrożna kapliczka.

Kolejna kapliczka.
Kolejna kapliczka.

Pastwiska po zachodniej stronie drogi.
Pastwiska po zachodniej stronie drogi.

Stara chyża w Olchowcu.
Stara chyża w Olchowcu.
Podążamy w górę zbocza, mijając z prawej domostwo, po 150 metrach mamy skręt w lewo, a zaraz potem w prawo i mijamy kolejne domostwo tym razem z lewej. Z prawej pasą się cztery młode byczki, na szczęście odgrodzone od nas elektrycznym pastuchem. Powyżej pastwiska stoi stara łemkowska chyża.

Dzień dobry, panie Tadeuszu! Nie mogliśmy się doczekać tego spotkania!
Dzień dobry, panie Tadeuszu! Nie mogliśmy doczekać się spotkania!
Zbliża się godzina trzynasta, gdy wchodzimy na teren obejścia, podchodzimy do drzwi i stukamy w nie pięścią: - Jest tam kto? Otwierają się drzwi, w progu staje szczupły, starszy mężczyzna w białych spodniach nohałkach, białej koszuli zwanej soroczką, z przywdzianym z wierzchu lajbikiem... - Dzień dobry, panie Tadeuszu! Nie mogliśmy doczekać się spotkania!



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas