Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korytowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korytowo. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Chata Kmínek (830 m n.p.m.), Korytovo (881 m n.p.m.) {} Razcestie nad Kmínkom (855 m n.p.m.) Sedlo nad Bitalovcami (840 m n.p.m.) Makov, Centrum (580 m n.p.m.)

Makov, centrum Rožnov pod Radhoštěm Trojanovice, Pod Kozincem (466 m n.p.m.) Trojanovice, Malá Ráztoka, Můstek (565 m n.p.m.) Chata Koksař (550 m n.p.m.)

OPIS:
Budząc się z twardego snu, pierwszym odruchem jest spojrzenie w okno. Na zewnętrz jest biało od mgły, ale widoczność nie jest ograniczona zupełnie. Gruba warstwa chmur skutecznie ukrywa słońce, ale jest bardzo ciepło. Kładąc się wieczorem do snu przy otwartym oknie obawialiśmy się chłodu. Nie raz mogliśmy się już przekonać, że w górach nawet podczas gorącego lata chłód może być bardzo przenikający. Zdaje się, że w nocy padało. Wokół budynku schroniska zauważyć można sporo kałuż, zresztą wystarczy spojrzeć na ociekające wodą trawę i drzewa.
Najważniejsze jest jednak to, że zmęczenie zniknęło i to wbrew wczorajszym przewidywaniom. Zwykle przecież tak bywa, że pierwszy dzień wędrówki najbardziej daje się we znaki na drugi dzień, a tu w jakiś cudowny sposób czujemy się gotowi do drogi. W domu to pewnie kusiłaby nas jeszcze poduszeczka i ciepła kołderka, a tu jakaś magiczna moc gna dalej. No tak, a co z butami? - oto jest pytanie.
Buty jak się okazuje są duże lżejsze, ale nie suche. Nieprzyjemnie je ubierać na ciepłe nogi, ale w ruchu powinny szybko oddać przyrodzie wodę, którą są jeszcze nasiąknięte. Po 5 minutach od ich założenia przestajemy zwracać uwagę na związany z tym dyskomfort. Spakowani, nasyceni i wypoczęci jesteśmy gotowi do dalszej drogi.
Dochodzi już 10.00. Wychodzimy z Chaty Kmínek (830 m n.p.m.), ale zabawiamy jeszcze w jej pobliżu. Udajemy się na kilkudziesięciometrowe zalesione podejście na Korytovo (881 m n.p.m.) zaczynające się za budynkiem schroniska. Wczoraj nie było możliwe zobaczyć, że Chata Kmínek wygląda nieco inaczej niż na zdjęciach w Internecie. Przebudowano ją od strony głównego wejścia, powiększając kubaturę budynku. Otoczenie chaty daje możliwości nie tylko w zakresie turystyki pieszej, czy rowerowej. Jest tu też basen kąpielowy, a na zimę mały wyciąg narciarski. Wielbiciele grilla też mogą być usatysfakcjonowani, a też restauracja schroniska może poszczycić się świetną domową kuchnią, o czym wczoraj osobiście się przekonaliśmy podczas kolacji.

Widok z podejścia na zalesiony wierzchołek góry Korytovo (881 m n.p.m.).
Chata Kmínek (830 m n.p.m.).
Gotowi do drogi.
No chodźmy już.
Spod Chaty Kmínek wyruszamy w górę połączonymi szlakami zielonym i czerwonym, które po 5 minutach doprowadzają nas do rozstaju szlaków nad Kmínkom (855 m n.p.m.). Stąd rozchodzą się szlaki na przełęcz Bumbálka (czerwony szlak) i do Makova (zielony szlak). Wracamy do Makova... nie, nie kończymy jeszcze wyprawy. Wracamy do Makova bo tam mamy autobus do Czech, który jedzie w pobliże następnego celu.

Węzeł szlaków przy chacie Kmínek.
Chata Kmínek od strony wejścia głównego.
Wchodzimy na zielony szlak. Mamy teraz przed sobą błotniste i strome zejście - znamy je z autopsji. Tym razem od razu wchodzimy na skraj lasu i nie narażamy butów na podtopienia. Dochodzimy do kapliczki, przed którą droga rozwidla się na dwie. Skręcamy w prawo i zaraz o 10.25 osiągamy przełęcz nad Bitalovcami (840 m n.p.m.). Tu pojawia się czerwony szlak, który będzie nas prowadził do przystanku autobusowego Makov Chata. Szlak zielony jeszcze przez chwilę biegnie z czerwonym, po czym przed polaną, na której wczoraj mieliśmy problemy ze znalezieniem właściwego szlaku, odchodzi do innego miejsca w Makovie zwanego Gašparík.

Polaną, na której wczoraj mieliśmy problemy z odszukaniem właściwego szlaku.
Grzyby wyrosły po deszczu. Spotykamy wiele osób, a właściwie rodziny zbierające je. Na polanie skręcamy 90 stopni w lewo. Teraz rozmoknięta droga leśna łagodnie schodzi w dół, omijając pobliskie wzniesienie sięgające 875 m n.p.m., znajdujące się po naszej lewej. W jej koleinach znajduje się mnóstwo kałuż, dlatego często idziemy równolegle do niej własną ścieżką wśród drzew. Pozwala na to bardzo ubogie w tym miejscu runo leśne.

Na szlaku jest mokro.
Idziemy własną ścieżką obok błotnistej drogi.
Potem droga wznosi się na drugie zbocze, za którym ostro opada w dół. To właśnie na tej stromiźnie widzieliśmy wczoraj Salamandrę. Skąpany w deszczu las w dzień jest piękny i tajemniczy, ale jeszcze wczoraj w zapadającej szarówce ogarniał dreszczem. Jakże wszystko inaczej wygląda za dnia. Dzięki niemu widzimy też ile jest w rzeczywistości wody na szlaku.

Jeszcze jedno podejście i...
...schodzimy ostro w dół.
O godzinie 11.00 wychodzimy z otchłani gęstego lasu. Pojawiają się pierwsze, znane nam już domy przysiółka Bugalovci. Zaczyna się tu droga utwardzona dla kół samochodów. Mijamy kolejne wolnostojące domki. Przed jednym z nich pozdrawiamy robiącą porządki gospodynię - w odpowiedzi otrzymujemy słowackie: Dobry dzien! A skądże to idziecie w taki czas? Z lasu pani, z lasu... - odpowiadamy z uśmiechem.

Wychodzimy z otchłani gęstego lasu i pojawiają się pierwsze domy przysiółka Bugalovci.
Mijamy kolejne wolnostojące domki.
O godzinie 11.20 dochodzimy do ulicy, wzdłuż której rozlokowany jest Makov. Skręcamy w lewo, do centrum wioski i po 20 minutach jesteśmy na przystanku autobusowym Makov Centrum. O godzinie 12.34 mamy stąd autobus do Rožnova pod Radhoštěm. W oczekiwaniu zwiedzamy sklepy i uzupełniamy prowiant. Wciąż myślimy o butach, choć przestaliśmy odczuwać to, że są mokre. Najlepiej byłoby wypchać je gazetami, ale tutejsze są dość drogie, a do czterech par butów potrzeba nam ich trochę. Spróbujemy zaradzić temu w Czechach.

Tutaj czerwony szlak skręca w lewo i prowadzi na Wyżynę Turzovską,
na której leży Korytovo.
Główna ulica przebiegająca przez Makov.
Żegnamy się z Makovem. Przyzwyczajeni w naszym kraju do rozklekotanych, często sypiących się już busów jeszcze nie przyzwyczailiśmy się do spotykanych powszechnie zadbanych, czystych autobusów. Podobnie zresztą jest tu z regionalną komunikacją kolejową, którą zapewniają nowoczesne składy, a właściwie pojedyncze wagony, przypominających bardziej tramwaj niż pociąg. Czystość i schludność środków komunikacji publicznej nikogo tu nie dziwi (tylko nas). Tak też było wczoraj w Čadcy, kiedy na własne oczy przekonaliśmy się, jak wnętrze naszego wagonu jest sprzątane i myte, bez odstawiania wagonu na bocznice, ale tuż przed odjazdem. Czuliśmy się wtedy, jak w klasie exclusive. Jednak, aby nie być posądzonym o awersję do naszej rodzimej kolei, powiedzieć trzeba o perełkach polskiego kolejnictwa jeżdżących np. na trasie Kraków-Oświęcim, czy tzw. papieski pociąg relacji Kraków-Wadowice.

Na przystanku Makov Centrum.
Wróćmy jednak myślami na trasę naszej wyprawy. W Makovie przejaśnienia na niebie dostarczały nam wiele optymizmu. Pokrywało się to z prognozami pogody, które na najbliższe dni były bardzo obiecujące. Wijącą się jezdnią zbliżamy się do wysokości 859 m n.p.m., na której położona jest przełęcz Bumbálka. Za oknami autobusu pojawia się coraz gęstsza mgła, a może to chmura, ale bez względu na to, co to jest ogranicza widoczność do kilkudziesięciu metrów. Na rękach i policzkach czujemy przepływ chłodniejszego powietrza. Nagle zaczyna kropić deszcz, a zaraz potem dość siarczyście padać. Autobus zwalnia. Słychać jego silnik pracujący z mozołem na coraz niższym biegu. Droga jest śliska i stroma, a zakręty wijącej się po zboczu drogi bardzo wąskie. Tak przejeżdżamy przez Bumbálkę, przez którą przebiega granica czesko-słowacka.
A zatem jesteśmy już w Czechach. Teraz z przełęczy już z górki. Przełęcz Bumbálka stanowi umowną południową granicę Beskidów. Oddziela Beskid Śląsko-Morawski od położonej bardziej na południe grupy Białych Karpat. Pierwszą zaliczająca się do Beskidów grupą górską jest Beskid Śląsko-Morawski położony głównie na terytorium Czech. Tam znajdują się kolejne miejsca będące w naszym zainteresowaniu.
Szybko wyjeżdżamy z mlecznej chmury i równie szybko znika deszcz. To takie typowe w wyższych partiach górskich. U góry leje, a na dole nie. Przejeżdżamy przez kolejne wioski: Górną Beczwa (Horní Bečva) - 505 m n.p.m., Środkowa Beczwa (Prostřední Bečva) - 470 m n.p.m., Dolna Beczwa (Dolní Bečva) 427 m n.p.m. i około 13.10 wysiadamy zatrzymujemy się na ulicy 1 Maja w Rožnovie pod Radhoštěm (378 m n.p.m.).
Jechaliśmy kursem przelotowym, który nie przejeżdża przez dworzec autobusowy, dlatego musimy do niego podejść pieszo jakieś 200 metrów przechodząc przez dworzec kolejowy. Szukamy stanowiska, z którego można dostać się do Trojanovic, gdzie planujemy się zakwaterować. Mamy, to stanowisko nr 12, mamy jeszcze trochę czasu, kiosk, a w nim gazety. A pani kioskarka, jak usłyszała, że potrzebujemy kilku najtańszych gazet od razu się domyśliła, do czego nam są one potrzebne. Odwróciła się za siebie i wyjęła stertę starych gazet, pytając miło czy tyle starczy. A ile razem kosztują? Nic. No to będzie porządne suszenie butów.
Rožnov pod Radhoštěm - dworzec kolejowy.
Wkrótce podjeżdża autobus do Trojanovic. Zapytacie dlaczego właśnie tą wioskę wybraliśmy? Wioska ta leży u stóp zboczy górskich Beskidu Śląsko-Morawskiego, dzięki czemu jest znakomitą bazą wypadową na Radhošť, Radegast, Pustevny. Blisko z niej też do samego Rožnova. Znaczenie też ma tańsza infrastruktura turystyczna.
O godzinie 14.00 wysiadamy na przystanku Trojanovice, Pod Kozincem. Miejsca na nocleg mamy upatrzone bezpośrednio u podnóża gór w przysiółku Ráztoka. Czeka nas około 5 kilometrów pieszej wędrówki, co prawda szosą, ale pośród łąk i pastwisk rozciągającymi się bezpośrednio pod zalesionymi wzniesieniami górskimi. Kiedyś Trojanovice były gminą pasterską. Osadnictwo na tych ziemiach ma korzenie słowiańskie, o czym świadczą najstarsze lokalne nazwy gór, wzgórz i potoków np. Radhošť, Hradisko, Lubina. Później przyszedł czas na osadnictwo wołoskich pasterzy, szukających w tutejszych górach spokojnego i szczęśliwego życia. 
Idziemy ulicą Solárka. Nieco za nami po naszej lewej widać szyby kopalni węgla kamiennego. Za nimi położone jest miasto Frenštát pod Radhoštěm. W niecałe 30 minut docieramy do miejsca połączenia z ulicą Kopaná, gdzie stoi krzyż postawiony tu w 1886 roku. Przechodzimy przez Lánský potok. Dochodzimy do małego ronda, gdzie skręcamy na drogę odchodzącą w prawo. Wiedzie nas ona już prosto do Ráztoki, a poprzedza ją Malá Ráztoka, w której zaczynamy rozglądać się za miejscem noclegowym. O godzinie 15.00 mijamy hotel U Kociána, oraz kapliczkę z 1890 roku, którą nakazał zbudować karczmarz Kocián. Pytamy o miejsce w pensjonacie Babička, ale nie udaje się - brak miejsc. Podchodzimy na drugą stronę ulicy do Chaty Koksař i tam...

Trojanovice. Krzyż na Kopanej.
Kapliczka z 1890 roku na Lomnej przy hotelu „U Kociána“.
...dostajemy do dyspozycji piękny, drewniany domek nad potokiem Lomná. Od razu składamy rezerwację na dwie noce, bo jutro zapowiada się arcyciekawy dzień, choć miejscowi mówią, że jutro z naszych planów nic nie będzie, bo pogoda będzie taka, że raczej trzeba iść do hospody na pivo. Zobaczymy.
TRASA:
Zwardoń PKP (670 m n.p.m.) ] Zwardoń, granica PL/SK (685 m n.p.m.) Skalité, Serafinov (656 m n.p.m.) Skalité, Kozák (620 m n.p.m.)

Skalité, Kozák Čadca Makov

Makov (580 m n.p.m.) - Makov, Chata (605 m n.p.m.) Makov, Kopanice (675 m n.p.m.) Sedlo pod Lemešnou (800 m n.p.m.) Sedlo pod Soliskom (900 m n.p.m.) Sedlo pod Hričovcom (960 m n.p.m.) Butorky (982 m n.p.m.) Sedlo pod Veľkým Javorníkom (1050 m n.p.m.) Wielki Jawornik, Velký Javorník (1071 m n.p.m.) Butorky (982 m n.p.m.) Kasárne, chaty (950 m n.p.m.) Butorky (982 m n.p.m.) Sedlo pod Hričovcom (960 m n.p.m.) Sedlo pod Soliskom (900 m n.p.m.) Sedlo pod Lemešnou (800 m n.p.m.) Makov, Kopanice (675 m n.p.m.) Makov, Chata (605 m n.p.m.) Sedlo nad Bitalovcami (840 m n.p.m.) Razcestie nad Kmínkom (855 m n.p.m.) {} Chata Kmínek (830 m n.p.m.)

OPIS:
Zamysł na wielodniową wyprawę wędrowną zrodził się kilkanaście tygodni temu, gdy po raz pierwszy zetknęliśmy się z inicjatywą Międzynarodowej Odznaki Turystycznej „Besky(i)dy”. Po spojrzeniu na mapę dostrzegliśmy, że wiele wytypowanych do zdobycia szczytów górskich w ramach tej odznaki (czy raczej odznak, bo jest ich łącznie 4) jest nieodległych od siebie, połączonych wzajemnie szlakami turystycznymi, co zachęcało do przejścia ich niejako jednym cięgiem, wspierając się publicznymi środkami transportu. Tak przyszedł pomysł na rajd, którego trasę zgrubsza zaplanowaliśmy, ale to gdzie i kiedy to nastąpi pozostawiliśmy własnemu losowi. Postanowiliśmy szukać przygód w wędrówce, której trasę i czas przebycia weryfikować będzie bieżąca chwila. Zdani wyłącznie na to co mamy we własnych plecakach i na to co spotkamy na szlaku wędrówki.


Wędrówkę naszą rozpoczynamy na dworcu PKP w Zwardoniu (670 m n.p.m.) o godzinie 9.40 po czterogodzinnej podróży pociągiem przez Oświęcim i Czechowice-Dziedzice. Tutaj na wysokości 685 m n.p.m. znajduje się turystyczne przejście graniczne, położone nieco powyżej Kościoła Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Zwardoniu. Na przejściu granicznym wchodzimy na słowacki żółty szlak, który prowadzi nas do słowackiej wsi Skalité. Szlak schodzi najpierw w dół dróżką, a potem drogą gruntową poniżej znajdujących się wyciągów narciarskich. Potem chwilkę idziemy pod górkę aż do przystanku kolejowego Skalité-Serafinov (656 m n.p.m.). Stąd znów w dół asfaltową drogą do przystanku autobusowego Skalité Kozák (620 m n.p.m.), na który docieramy o godzinie 10.15. Mamy szczęście, bo na przystanku stoi autobus do Czadcy (słow. Čadca), jakby czekając specjalnie na nas. O godzinie 11.00 dojeżdżamy do Czadcy. Od razu kierujemy się na dworzec kolejowy. O godzinie 11.26 mamy pociąg na Makova.
Wędrówkę rozpoczynamy w Zwardoniu.
Wchodzimy do słowackiej wsi Skalité.
Dworzec kolejowy Čadca.
Do Makova przyjeżdżamy przed 12.30. Jest to najwyżej położona miejscowością w dolinie Kisucy (słow. Kysuca), w otoczeniu, w którym jest więcej lasów niż pól i łąk. W drugiej połowie XVII wieku Makov założyli Wołosi. Miejscowość ma wiele przysiółków porozrzucanych po okolicznych zboczach Pogórza Turzowskiego (słow. Turzovská vrchovina) i Jaworników (słow. Javorníky), ale jej najbardziej zurbanizowana cześć ciągnie się łańcuchowo wzdłuż głównej drogi, jak inne założone podczas kolonizacji wołoskiej wsie. O tym pasterskim ludzie Wołochów zapewne jeszcze wspomnimy podczas naszej wędrówki, gdyż na naszej trasie znajduje się przepiękny skansen wołoski.
Przystanek kolejowy Makov.
Warunki atmosferyczne mamy dzisiaj nie zachęcające do wędrówki. Niebo pokryte jest całkowicie chmurami, ale jest ciepło i nie pada. Prognozy zapowiadają jedynie możliwość niewielkiego opadu, dlatego podejmujemy szybką decyzję, że idziemy na Wielki Jawornik. W razie zmiany pogody zawrócimy z powrotem do Makova. Wcześniej zakładaliśmy inny scenariusz, bo spodziewaliśmy się gorszej aury i większego zmęczenia podróżą (poza krótkimi drzemkami nie spaliśmy przecież od godz. 3.00).
Rozpoczynamy wędrówkę górską, na najwyższy szczyt pasma górskiego Jaworniki w Zewnętrznych Karpatach Zachodnich, leżący na pograniczu morawsko-słowackim. Startujemy z wysokości 580 m n.p.m. z przystanku kolejowego w Makovie. Najpierw poboczem głównej ulicy przebiegającej przez tą wioskę kierujemy się na zachód, gdzie spotykamy czerwony szlak. Ulica, wzdłuż której idziemy biegnie w kierunku przełęczy Bumbalka (słow. Bumbálka), na której znajduje się przejście drogowe pomiędzy Słowacją a Czechami. Po 20 minutach marszu dochodzimy do oznakowania turystycznego Makov Chata, położonego na wysokości 605 m n.p.m. Stąd do naszego noclegu w Chacie Kmínek jest 4,6 km. Idąc na Wielki Jawornik będziemy się od niego oddalać.
Na drodze biegnącej przez Makov.
Skręcamy na podrzędną drogę asfaltową w lewo, tak jak kierują nas znaki czerwonego szlaku do przysiółka Kopanice. Po około 10 minutach znika szeregowa zabudowa domów przy drodze i towarzyszą nam już tylko zalesione zbocza i szumiący potok Kysuca. Nieliczne zabudowania pojawiają się dopiero w mijanych przysiółkach Makova: Dybalovci (640 m n.p.m.), który mijamy o godzinie 13.10 i Kopanice (675 m n.p.m.) mijane o 13.30.
W Kopanicach zmieniamy kolor szlaku na żółty. Droga do tej pory z niewielkim nachyleniem wznosiła się do góry. Teraz stopniowo zwiększa swoje nachylenie. Według posiadanej mapy SHOCart przed przełęczą pod Lemešnou żółty szlak powinien odbić z asfaltowej drogi na lewo, ale długo nie możemy doczekać się tego momentu. Wydaje się nam, że przeoczyliśmy to miejsce, nawet sprawdzamy jedną z dróg gruntowych, czy nie ma przy niej żółtych znaków. Wkrótce okazuje się, że żółte znaki w dalszym ciągu prowadzą wzdłuż naszej drogi asfaltowej, która niebawem zatacza łuk na południe. Wynika z tego, że posiadana przez nas mapa nie odzwierciedla faktycznego przebiegu szlaku na tym odcinku.
Asfaltowa droga zatacza łuk w kierunku przełęczy pod Lemešnou.
Przełęcz pod Lemešnou (800 m n.p.m.).
Wychodzimy na dość rozległą polanę. Widoki mamy dość ograniczone przez mgłę, która na tej wysokość bardzo nisko wisi nad nami. Na drugim końcu polany znajduje się przełęcz pod Lemešnou (znana również pod nazwą Pindulá) położona na wysokości 800 m n.p.m. Osiągamy ją o godzinie 14.00. Znajduje się tu drewniana ławka i mały kamienny obelisk z metalową tablicą.

Z przełęczy pod Lemešnou z początku idziemy lekko do góry wzdłuż granicy lasu.
Potem droga zwiększa swój kąt nachylenia. Omijając błotnisty fragment drogi idziemy po skarpie.
Przez przełęcz biegnie międzypaństwowa granica słowacko-czeska, przez którą przechodzą żółte znaki. Kierujemy się od teraz szlakiem czerwonym, który krzyżuje się tutaj ze szlakiem żółtym. Skręcamy na południe. Z początku idziemy lekko do góry wzdłuż granicy lasu, potem nieco podmokłą drogą gruntową przez las. Po kilkunastu minutach droga ta gwałtownie zwiększa swój kąt nachylenia. Tempo nasze spada. Wędrówkę utrudnia rozjeżdżone błoto i spływający po niej strumień wody. Udaje się jednak wskoczyć na skarpę nad drogą i ominąć najbardziej błotnisty fragment drogi. Musimy szanować obuwie, bo z braku miejsca w plecakach nie zabraliśmy zapasowego obuwia. Zresztą wybierając się na tą wielodniową trasę spodziewamy się poprawy pogody - najpóźniej pojutrze.

O godzinie 14.30 mijamy położony na wysokości 900 m n.p.m. rozstaj Pod Soliskom - pod górą Solisko (1012 m n.p.m.). Wychodzi stąd żółty szlak prowadzący do źródła znanego nam już potoku Kysuca. Trzymamy się dokładnie założonego planu i maszerujemy dalej czerwonym szlakiem. Wprowadza on nas w dość gesty las. Mgła chowająca najbardziej oddalone konary drzew dodaje mu tajemniczości. Zwiększa się wilgotność powietrza, droga staje się bardziej podmokła, ale nie ma co narzekać. Idzie się dość wygodnie, tym bardziej, że łagodnieje omijając wierzchołek góry Hričovec, wznoszący się po naszej lewej na wysokość 1059 m n.p.m. Droga ta doprowadza nas o godzinie 14.55 do przełęczy pod Hričovcom (960 m n.p.m.).

Omijamy wierzchołek góry Hričovec, wznoszący się po naszej lewej na wysokość 1059 m n.p.m.
Mgła skrywa najbardziej oddalone konary drzew.
Z przełęczy pod Hričovcom wychodzimy chyba na dość widokowy grzbiet, bo na pewnych odcinkach zanika zwarty leśny drzewostan. Tak przynajmniej się nam wydaje, bo faktyczny obraz otoczenia ukrywa przed nami mgła (szkoda). Nasz szlak faluje już wokół wysokości 1000 m n.p.m. Niestety droga robi się też bardziej błotnista, a pod trawiastymi fragmentami czyhają na nas grząskie pułapki. Nie zawsze udaje się ich uniknąć. Mijamy dwóch wędrowców idących z przeciwnego kierunku. To pierwsi i jak na razie jedyni turyści, jakich spotkaliśmy na szlaku.
Na przełęczy pod Hričovcom (960 m n.p.m.).
Wędrówka robi się już dość nużąca, gdy w końcu z prawej strony dostrzegamy przebijające się przez mgłę światło. Po chwili słuchać dźwięki przejeżdżającego auta. Zbliżamy się do przełęczy Butorky położonej na wysokości 982 m n.p.m., na której stoi szereg chat turystycznych. Nastroje nasze poprawiają się nieco, bo wiemy już, że cel naszej wędrówki jest bliski.

Za przełęczą pod Hričovcom na pewnych odcinkach zanika zwarty leśny drzewostan.



Powoli zbliżamy się do przełęczy Butorky położonej na wysokości 982 m n.p.m.
Przełęcz Butorky przechodzimy do niej o godzinie 15.30. Do szczytu Wielkiego Jawornika nie powinno już być daleko. Za przełęczą musimy zejść na chwilę ze szlaku, by ominąć bardzo błotnisty fragment szlaku. Po powrocie na szlak droga przybiera na stromości, ale niebawem łagodnieje dając wytchnienie. Jednak zaczynamy czuć już zmęczenie. Po 15 minutach drogi od przełęczy Butorky przechodzimy obok górnych stacji wyciągów narciarskich, poprowadzonych po północnych zboczach grzbietu Wielkiego Jawornika. Mijamy poukładane kamienne kopczyki i kamienny wiatrołap. Na policzkach wyczuwamy lekką mżawkę.

W drodze na Wielki Jawornik.
Za górnymi stacjami wyciągów narciarskich mijamy poukładane kamienne kopczyki.
O godzinie 16.00 wchodzimy na Przełęcz pod Wielkim Jawornikiem (słow. Sedlo pod Veľkým Javorníkom) położoną na wysokości 1050 m n.p.m. Za nią droga prze kilkanaście metrów pnie się ostro w górę, a dalej biegnie niemal poziomo po grzbiecie górskim. Po chwili zauważamy, że ścieżka nasza zaczyna obniżać się. Czyżbyśmy przeoczyli słupek szczytowy? Mapa informuje o 25 minutach marszu od przełęczy Butorky na kulminację Wielkiego Jawornika (słow. Veľký Javorník) sięgającą 1071 m n.p.m., a my wędrujemy już 40 minut i nic. Gęsta mgła znacznie ogranicza widoczność i trudno ocenić, gdzie dokładnie się znajdujemy. Czy iść jeszcze dalej? - zastanawiamy się. W obawie o czas potrzebny na powrót i dojście do schroniska zawracamy. Przypuszczalnie tabliczka szczytowa jest gdzieś w pobliżu, ale błądzenie przy ograniczonej widoczności jest niewskazane.
Przełęcz pod Wielkim Jawornikiem (1050 m n.p.m.).
Na Wielkim Jaworniku.
Schodzimy z powrotem na przełęcz Butorky. Droga powrotna tą samą trasą zawsze sprawia wrażenie krótszej. Na Przełęczy Butorki meldujemy się o godzinie 16.30. Zanim podejmiemy dalszą wędrówkę powrotną, z przełęczy schodzimy do chat w Kasárne kierując się na północny zachód zielonymi znakami. Tak dochodzimy do znajdującego się na wysokości 950 m n.p.m. pensjonatu „Javornik”. Tam potwierdzamy naszą dzisiejszą wędrówkę, ogrzewamy się i zjadamy posiłek.
Kasárne. Pensjonat „Javornik”.
Daje się nam we znaki aura. Jesteśmy nieco znużeni i zmęczeni. Panujące warunki atmosferyczne sprawiły, że dzisiejsza trasa nie ma walorów estetycznych. Kto chodzi często po górach, to wie, że czasem tak bywa i musimy z tym się pogodzić. Góry już takie są, że nie zawsze chcą błyszczeć przed nami swoją urodą. Muszą od czasu do czasu pokazać swoją nieposkromioną dzikość.

Zbliża się już godzina 17.15. Po półgodzinnej przerwie w pensjonacie „Javornik” ruszamy w drogę powrotną. Niestety zaczyna trochę mocniej padać drobny deszcz. Mgła zwiększyła się, ale mamy nadzieję, że obniżając swoją wysokość będziemy stopniowo uwalniać się z jej objęć. Drogę powrotną doskonale znamy, bo wcześniej nią przywędrowaliśmy. Nie musimy skupiać się w poszukiwaniu znaków szlaku, a jedynie na tym, by nie wejść w kałużę lub błoto. Warunki na szlaku, w porównaniu do tych sprzed paru godzin pogorszyły się. Jest bardziej ślisko, błotniście, a drogą płyną strumyki wody. Buty zaczynają już tego nie wytrzymywać i zaczynają przemakać. Choć nie lubimy do pieszych wędrówek asfaltowych dróg, tym razem jest ona dla nas ratunkiem. Byleby jak najszybciej osiągnąć przełęcz pod Lemešnou.


O godzinie 17.55 mijamy Przełęcz pod Hričovcom i dalej już dość szybko obniżamy swoją wysokość. Tym samym warunki atmosferyczne stają się bardziej przyjazne. Przed najbardziej grzęzawym fragmentem drogi od razu wchodzimy na wznoszącą się nad nią skarpę leśną i zaraz potem o godzinie 18.25 wchodzimy na polanę rozciągającą się pod przełęczą pod Lemešnou.

Wchodzimy na polanę rozciągającą się pod przełęczą pod Lemešnou.
Na przełęczy pod Lemešnou.
Teraz maszerujemy już asfaltową drogą prosto do Makova. Zatrzymujemy się tylko na mały kęs czegoś słodkiego w Kopanicach korzystając ze znajdującej się tu wiaty przystanku autobusowego. Mija godzina 18.45. Idziemy dalej. O godzinie 19.25 docieramy do głównej drogi Makova, pod tabliczkę turystyczną Makov Chata. Teraz skręcamy w prawo i przez około kilometr idziemy wzdłuż szosy, w kierunku przystanku kolejowego.
Około godziny 19.35 czerwone znaki kierują nas w lewo na zbocze górskie. Wchodzimy na utwardzoną drogę podjazdową do znajdujących się tu domów mieszkalnych. Droga ciągnie się aż do osady Bugalovci, gdzie stoją ostatnie makovskie domy. Wchodzimy do gęstego lasu i robi się dość mroczno. To przerażające, ale mamy już szarówkę. Trzeba wytrzeszczać oczy, bo nie zgubić szlaku. Zaraz po wejściu do lasu mamy bardzo strome podejście, po bardzo śliskim gruncie.
Droga do osady Bugalovci - początek szlaku do chaty Kmínek.
W pewnym momencie dostrzegamy na naszej drodze poruszająca się spokojnymi ruchami salamandrę, która na chwilę przykuwa naszą uwagę. Jednak dociera do naszej świadomości głos rozsądku, który podpowiada, by iść dalej, by zdąrzyć przed zmrokiem. Forsowna wspinaczka trwa jeszcze chwilę, poczym nasza ścieżka opada w dół po zboczu omijanego z prawej strony wzniesienia. Potem znowu niesie nas do góry, wokół jakiegoś lokalnego wzniesienia, znajdującego się po naszej prawej. Ścieżka wznosi się jednak dużo łagodniej niż wcześniej. W miarę nabierania wysokości ścieżka leśna, którą się poruszamy robi się podmokła. Niecierpliwimy się już, bo według sprawdzanego czasu wędrówki powinniśmy już dotrzeć na przełęcz nad Bitalovcami, a wcześniej powinniśmy złapać zielony szlak, prowadzący do górskiej chaty Kmínek. Do tej pory udaje się nam odnajdować na drzewach znaki czerwonego szlaku, ale jest coraz trudniej. W lesie noc zapada wcześnie. W głowie krząta się tylko jedna myśl: oby tylko nie zgubić drogi, oby tylko nie zgubić drogi.
Wtem wychodzimy na szczyt jakiejś polany. Nasza leśna droga rozwidla się na dwie gruntowe. Jedna biegnie wokół polany, druga skręca w prawo. W mglistych ciemnościach trudno jest wybrać właściwą. A znaki szlaku? Jest jeden i to oczekiwany zielony, ale nie wskazuje nam drogi, którą należy wybrać. Na polanie widać chatę. W jej oknach pali się światło. Postanawiamy zejść do niej i zapytać gospodarza o drogę. Jednak przypłacamy to przeprawą przez grzęzawisko wśród głębokich kolein, a potem przez podmokłą łąkę. Buty niestety nabierają wody, w niektórych miejscach błotniste bagno sięga nam po kostki.
Gospodarz kieruje nas na właściwą drogę - to ta która skręca w prawo (tą drugą zeszlibyśmy z powrotem do Makova). Życzliwość tego miejscowego górala jest nieoceniona, bo ubiera gumowce i postanawia zaprowadzić nas na przełęcz nad Bitalovcami (840 m n.p.m.). Okazuje się, że dzielił nas od niej niewielki dystans. Dziękujemy za pomoc. Na przełęczy skręcamy drogą w prawo, a po paru chwili na rozdrożu z kapliczką na drogę w lewo. Teraz stromo w górę przez las, ale znów po obfitym błocie. Teraz to już nam wszystko jedno. Po kilku minutach droga zaczyna schodzić w dół, a zaraz potem widać już światła górskiej chaty Kmínek położonej na wysokości 830 m n.p.m.
Trudno będzie zregenerować siły do jutra po wyczerpującym dniu. Jutro do godziny 10.00 musimy opuścić schronisko. Zaplanowane szczyty na dalszą wędrówkę wymagają teraz przemieszczenia się do Czech, a jesteśmy w pewnym sensie znokautowani zupełnie przemoczonymi butami.
W głowie rodzą się pytania bez odpowiedzi:
- czy damy radę kontynuować wędrówkę?
- czy starczy nam na to sił?
- czy nasz plan nie był czasem zbyt ambitny?
Jutro poznamy odpowiedzi na te pytania.
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas