Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Spalona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Spalona. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Pod Spalonym, Pod Spálenou (1030 m n.p.m.) - Adamcula, Adamcuľa (1189 m n.p.m.) Bufet Rohacki, Bývalá Ťatliakova chata (1380 m n.p.m.) - Czarna Młaka, Čierna mláka (1370 m n.p.m.) Smutna Przełęcz, Smutné sedlo (1963 m n.p.m.) Trzy Kopy, Tri kopy Hruba Kopa, Hrubá kopa (2166 m n.p.m.) Banówka, Baníkov (2178 m n.p.m.) Banikowska Przełęcz, Baníkovské sedlo (2040 m n.p.m.) Adamcula, Adamcuľa (1189 m n.p.m.) Pod Spalonym, Pod Spálenou (1030 m n.p.m.)

OPIS:
O godzinie 7.30 wyjeżdżamy z naszej bazy noclegowej w Zubrzycy Górnej. Pogoda zgodnie z wcześniejszymi prognozami zapowiada się wyśmienita, co oczywiście niezmiernie nas cieszy. 70 minut później jesteśmy już na parkingu pod Doliną Spaloną, obok dolnej stacji wyciągu narciarskiego „Roháče - Spálená”. Leśną ścieżką przechodzimy na asfaltową drogę wiodącą w górę Doliny Rohackiej, którą prowadzi nas czerwony szlak. O godzinie 9.00 mijamy stary parkingu, który jeszcze rok wcześniej był najwyżej wysuniętym miejscem do którego można było dojechać samochodem. Obecnie jest on zupełnie opuszczony, ale nadal działa tu bufet z napojami, przekąskami i pamiątkami.

Przed pensjonatem w Zubrzycy Górnej.

Idziemy dalej lekko w górę asfaltową drogą, a przed nami, ponad leśnymi wierzchołkami okazale wyrasta grań, po której zamierzamy dziś wędrować: Trzy Kopy, Hruba Kopa i grzebień skalny odchodzący od Banówki. Droga jeszcze daleka. O 9.20 mijamy rozdroże na Adamculi (1189 m n.p.m.). Przed nami wyrastają teraz wierzchołki Rohacza Ostrego i Rohacza Płaczliwego. Nasza grań przemieszcza się na naszą prawą i w pewnym momencie widać ją nawet na całej rozciągłości od Przełęczy Smutnej do Przełęczy Spalonej. Jakże okazale wygląda na tle błękitnego nieba.

Trzy Kopy i Hruba Kopa widziane z drogi do Bufetu Rohackiego.
Zbliżenie na igłę skalną (Baníkowská Ihla) - będziemy koło niej przechodzić.

Dochodzimy do położonego na wysokości 1380 m n.p.m. Bufetu Rohackiego (słow. Bývalá Ťatliakova chata). Tu kończy się asfaltowa droga. Mija 9.45. Po krótkiej przerwie ruszamy dalej w górę doliny, ale wcześniej schodzimy nad urokliwą Czarną Młakę (słow. Čierna mláka) - niewielki, płytki stawek położony tuż za budynkiem Bufetu Rohackiego, który Słowacy nazywają Tatliakowym Jeziorkiem (Ťatliakovo pliesko) dla uczczenia pamięci Jána Ťatliaka - pioniera turystyki górskiej. Jemu też poświęcono obelisk postawiony przy rozdrożu szlaków przed budynkiem Bufetu Rohackiego.

Rohacz Ostry (z lewej) i Rohacz Płaczliwy (z prawej) znad lustra Czarnej Młaki.

Z rozdroża przy obelisku prowadzą nas kamienną ścieżką pośród rzedniejącego lasu niebieskie i zielone znaki szlaku. Las szybko zastępuje kosodrzewina, ponad którą rośnie surowa ściana Rohaczy. Za nami widać jeszcze przez pewien czas Czarną Młakę otoczoną zielenią świerków, to akcent pożegnania z życzliwym krajobrazem, bowiem trochę dalej ścieżka wiedzie nas pośród rumowiska skalnego. Wchodzimy na górna część Doliny Rohackiej, zwaną Doliną Smutną (słow. Smutná dolina). Tu na wysokości 1522 m n.p.m. napotykamy rozstaj szlaków. Zielony odchodzi do Rohackich Stawów, a my pozostajemy przy niebieskim, który wprowadza nas wgłęb zawalonej granitowymi blokami Doliny Smutnej.

Dolina Smutna (słow. Smutná dolina) - ostatnie kępy kosodrzewiny.
Dolina Smutna (słow. Smutná dolina) - tu zamiera roślinność i zaczyna się rumowisko skalne.

Powoli zamiera wokół roślinność. Po około 20 minutach wspinaczki przestaje ona rywalizować z gruzowiskiem skalnym. Pustkowie takie upodobało sobie małe stworzenie, które pojawia się przy naszym szlaku - Świstak tatrzański (Marmota marmota latirostris), ukradkiem przesuwający się pomiędzy kępami trawy. Od czasu do czasu zatrzymuje się uważnie obserwuje teren wokół. Zapewne stoi na czatach żerującego w pobliżu stada, bo świstaki uwielbiają to robić w tak piękne i słoneczne dni jak dziś. Niestety nie udaje się nam namierzyć stada, które być może spłoszyliśmy swoją obecnością.

Spojrzenie na Smutną Przełęcz (słow. Smutné sedlo) z Doliny Smutnej.

Świstak tatrzański (Marmota marmota latirostris).

W ostatniej fazie wspinaczki na Smutną Przełęcz wchodzimy w trawers stromego zbocza Trzech Kop. Teraz znaczenie szybciej wznosimy się nad gruzowiskiem kotła lodowcowego Doliny Smutnej. Pojawia się delikatny wiaterek. Motyle z gatunku Rusałka pokrzywnik (Aglais urticae), spotykane zwykle na leśnych polanach, łąkach i w ogrodach chyba zapędziły się za wysoko. Siedzą teraz zdezorientowane, kurczowo zaczepione na nielicznych żółtych kwiatach Starca kraińskiego (Senecio carniolicus). Grube łodygi tej rośliny dają im większą stabilność niż nitkowate łodyżki dyndających obok ciemnoniebieskich Dzwonków wąskolistnych (Campanula polymorpha).

Rusałki pokrzywnik na żółtych kwiatach Starca kraińskiego.

Jeszcze tylko kilka minut wspinaczki i o 11.30 osiągamy Smutną Przełęcz (słow. Smutné sedlo), położoną na wysokości 1965 m n.p.m. Z jej drugiej, południowej strony mamy Dolinę Żarską. Zupełnie inną niż ta, którą szliśmy. Wypełnia ją zieleń lasu, kosówek i traw, a znajdujące się wśród niej Schronisko Żarskie nadaje jej ciepłego charakteru. Na wschód od Smutnej Przełęczy wznosi się Rohacz Płaczliwy, a na zachód Skrajna Kopa - jedna z trzech wchodzących w skład Trzech Kop, na którą będziemy się wspinać, ale dopiero po odpoczynku.

Jeszcze tylko kilka kroków do Smutnej Przełęczy.

Smutna Przełęcz (słow. Smutné sedlo). Przed nami podejście na Trzy Kopy.

Po kilkunastominutowej przerwie rozpoczynamy wspinaczkę na Trzy Kopy. Ścieżka jest stroma, a po chwili ginie w skałach wśród osuwających się pod nogami kamieni. Trzeba bardzo uważać, by ich nie strącić w dół, co wcale nie jest tu proste, o czym osobiście się przekonujemy. Na naszej drodze pojawia się wypiętrzenie skalne. Niezbędna staje się pomoc rąk. Początkowo mamy zamiar wspinać się na wierzchołek tego wypiętrzenia, ale wnet dostrzegamy, że szlak omija go od południowej strony. Obchodzimy zatem tą skałę i wracamy na grań. Znów niezbędna staje się praca rąk. Po 20 minutach wspinaczki zmagamy się już z litą skałą kolejnego, większego wypiętrzenia na podejściu na Skrajną Kopę. Jednak podobnie jak wcześniej tuż przed nim szlak znowu zawija wokół niego południową stroną grani i ponownie wraca na nią. Przez chwilę ścieżka robi niewielkie nawroty wśród skał i znów rusza ostro w górę szerszym traktem, by o 12.35 doprowadzić nas na wierzchołek Skrajnej Kopy. To pierwszy ze szczytów Trzech Kop wznoszący się na wysokość 2095 m n.p.m., zwany też Przednią Kopą (słow. Prvá kopa). Piękna i rozległa panorama powstrzymuje nas na chwilę od dalszej wędrówki. Czuć stąd dużą wysokość, choć największe emocje są jeszcze przed nami.

Zmagania na skalnym wypiętrzeniu poprzedzającym Skrajną Kopę.

Wspinaczka po wypiętrzeniu, za którym wznosi się Skrajna Kopa.

Za nami rewelacyjny widok na Rohacze.

Pięknie też prezentują się Stawy Rohackie.

Ostatnie metry na Skrajną Kopę.

Na Skrajnej Kopie, zwanej też Przednią Kopą (słow. Prvá kopa), 2095 m n.p.m.


Schodzimy po skałach w dół, nieco na południową stronę i nagle ukazuje się przed nami niemal pionowa ścianka z podwieszonym łańcuchem. Na widok niewielkich występów skalnych na tej ściance (o szerokości mniejszej od szerokości naszych butów) krew w żyłach zaczyna szybciej płynąć. Nasz znajomy Janek nazywa je po prostu parapecikami. Największe trudności mają tu osoby niższe, z krótszymi nogami, gdyż trawersując ściankę muszą umiejętnie ześlizgiwać się z występu na występ, trzymając się mocno łańcucha. Za ścianką czeka nas kolejny łańcuch, którym opuszczamy się prosto w dół, niemal do samego siodła przełączki przed kolejnym wierzchołkiem Trzech Kop. Z pewnością łatwiej nie będzie.

Schodzimy po skałach w dół...

...i nagle ukazuje się przed nami niemal pionowa ścianka z podwieszonym łańcuchem.

Drobna Kopa (słow. Druhá kopa) widziana ze Skrajnej Kopy.

Na zejściu ze Skrajnej Kopy.

Przed nami dość spora pionowa ściana skalna. Poprowadzona droga po występach skalnych ubezpieczona jest łańcuchami, pnie się po tej ścianie szerokimi zakosami i szybko doprowadza nas na kolejny wierzchołek. Dziesięć minut wspinaczki i o 13.10 jesteśmy na Drobnej Kopie (słow. Druhá kopa) o wysokości 2090 m n.p.m. Znów mamy przepiękną dookólną panoramę. Po za tym widać stąd pozostałe szczyty Trzech Kop, ten niedawno pokonany i ten, który jeszcze czeka na nas. Wkrótce okaże się, jaką trudność nam sprawi.

Ścianka prowadząca na Drobną Kopę (słow. Druhá kopa); 2090 m n.p.m.

Ścianka prowadząca na Drobną Kopę.

Skrajna Kopa już za nami (widziana z podejścia na na Drobną Kopę).

Na Drobnej Kopie (słow. słow. Druhá kopa), 2090 m n.p.m.

Z Drobnej Kopy schodzimy początkowo po małym rumowisku skalnym. Potem wśród stabilnych skał, po których dochodzimy nad pionowy kilkumetrowy kominek ubezpieczony łańcuchem. Wymaga on nieco gimnastyki w poszukiwaniu punktów podparcia dla nóg. Niższe osoby znów mają tutaj większe kłopoty. W tym miejscu mijamy się z grupą wędrowców. Na chwilę tworzy się zator, ale przyjemnie jest oprzeć się o skałę i obserwować z góry zmagania wędrowców wspinających się kominkiem. To też okazja by podać niektórym z nich pomocną dłoń i podciągnąć do góry.

Początek zejścia z Drobnej Kopy. Widać stąd kolejne cele - Szeroką Kopę, a dalej Hrubą Kopę.

Kominek na zejściu z Drobnej Kopy.

Z góry kominka wydaje sie, że jest on jedyną trudnością podczas schodzenia na przełęczkę przed kolejnym szczytem. Mylimy się jednak, bo przejść musimy jeszcze po gładkich skałach, opadających skosem w dół. Na ma na nich zbyt wielu punktów zaparcia nóg i kroki trzeba po nich stawiać z wyczuciem by nie ześlizgnąć się w dół.

W siodle przed ostatnim wierzchołkiem Trzech Kop pojawia się ścieżka. Wyprowadza ona nas znowu na południową stronę zbocza. To charakterystyczne dla tej grani, że jej południowe zbocza są łagodniejsze w porównaniu do urwistych północnych. Zaczynamy ponownie skalną wspinaczkę, która doprowadza nas na grań. Wracamy w sąsiedztwo północnych zboczy.

Drobna Kopa już za nami (widziana z podejścia na Szeroką Kopę).

O godzinie 13.40 zdobywamy Szeroką Kopę (słow. Tretia kopa) wznoszącą się na wysokość ok. 2090 m n.p.m. To ostatni wierzchołek Trzech Kop, licząc od Smutnej Przełęczy. Zejście z niego jest stosunkowo łatwe. Prowadzi na płytką, ale skalistą przełęcz Hruba Przehyba. Skały na przełęczy pokonujemy od południowej strony przechodząc po wąskiej półce skalnej. Potem już granią, po wygodnej ścieżce wspinamy się na Hrubą Kopę, zwaną też Basztą.

Widok z wierzchołka Szerokiej Kopy (słow. Tretia kopa), ok. 2090 m n.p.m.

Hruba Kopa, 2166 m n.p.m.

Bez wielkich trudności, niewielkimi zakosami wspinamy się po rozległym i masywnym zboczu. O godzinie 13.45 Hruba Kopa (słow. Hrubá kopa) o wysokości 2166 m n.p.m. jest nasza. Jej kopulasty, kamienisto-trawiasty wierzchołek jest znakomitym miejscem na odpoczynek. Oferuje nam ponadto interesujące widoki. Banówka wydaje się być stąd już nieodległa.

W drodze na Hrubą Kopę.

Skalista przełęcz Hruba Przehyba przed Hrubą Kopą.

Na Hrubej Kopie (słow. Hrubá kopa), 2166 m n.p.m.

Odpoczynek na Hrubej Kopie.

Widok z Hrubej Kopy w kierunku Krywania (widoczny w głębi).

Panorama z Hrubej Kopy.

Po 10-minutowym odpoczynku schodzimy z Hrubej Kopy łagodną ścieżką do Przełęczy nad Zawratami. Przed osiągnięciem siodła przełęczy, z prawej strony mijamy kilka kamiennych osuwisk bezpośrednio przylegających do naszej ścieżki. Zbliżamy się do miejsca, gdzie ścieżka kończy się na strzelistych turniach. Coraz lepiej widać, że szczyt Banówki oddziela od nas poszarpana grań turni, kłaniająca się nad Spaloną Doliną.

Schodzimy na Przełęcz nad Zawratami.

Zbliżamy się do miejsca, gdzie ścieżka kończy się na strzelistych turniach.
Za pierwszą turniczką widać charakterystyczną igłę skalną (Baníkowská Ihla).

Z pierwszej turniczki schodzimy nieco w dół trawersem od południowej strony, ubezpieczając się łańcuchem. Jej ścianka jest tu niemal pionowa. Omijamy charakterystyczną igłę skalną (Baníkowská Ihla) i po chwili wciągamy się z powrotem ostro w górę po łańcuchu. Łańcuchy nie towarzyszą nam do samej grani, a tylko do miejsca gdzie urwistość zbocza nieco maleje. Odtąd pomoc chwytliwych dłoni  jest nieodzowna. I nagle około 14.30 stajemy na postrzępionych i poszarpanych skałach. Grań taka ciągnie się trochę przed nami, a Banówka sprawia wrażenie bardziej odległej niż wcześniej. Już wiemy, że łatwo nie będzie. To nieprawdopodobnie! Gdzież my się znaleźliśmy!

Z pierwszej turni schodzimy nieco w dół trawersem od południowej strony,
ubezpieczając się łańcuchem.

Po ominięciu skalnej igły wciągamy się z powrotem ostro w górę po łańcuchu.

Jeszcze kawałek po łańcuchu...
...potem po skośnej płycie...
...i jesteśmy przed skalnym grzebieniem (fot. Z.Gardziel).

Z prawej przepaść, z lewej też można nieźle polecieć w dół. Tak naprawdę to na prawą, północną stronę strach głowę wychylić, bo pod nami nie widać nić oprócz powietrza. Skały tego grzebienia skalnego niemal wiszą nad Smutną doliną, odległą od nas o kilkaset metrów. No cóż skoro tu już jesteśmy i są znaki naszego czerwonego szlaku to idziemy dalej, a właściwie przeczołgujemy się po sterczących skałach. Ogromna ekspozycja i trudność tego odcinka zaskakuje debiutantów na tym szlaku. Nasza rodzima Orla Perć zaczyna wydawać się nierozsądnie banałem, mimo, że doskonale wiemy o tym, że tak faktycznie nie jest. Słowacy chyba zapomnieli o łańcuchach.

Na skalnym grzebieniu (fot. Wojciech Grabania).
W niektórach miejscach przydałby się choć kawałek łańcucha (fot. Anna Trojan).

Z prawej przepaść... z lewej też daleko można spaść.
Skały tego grzebienia skalnego niemal wiszą nad Smutną doliną, odległą od nas o kilkaset metrów.



Przemieściliśmy się już kawałek do przodu. Dobrze, że powiewa delikatny wiaterek i nie ma silnych podmuchów, choć teoretycznie zawsze taki może wystąpić. Minimum trzy punkty podporu są tu cały czas konieczne, czasem dochodzą do tego pośladki, a czasem brzuch, na którym obracamy się i ześlizgujemy pomiędzy skalne szczerbiny. Drobna nieuwaga waży los, życie i śmierć.

Jesteśmy już chyba w połowie grzebienia skalnego, gdy parę metrów poniżej nas, wygodną ścieżką na południowym zboczu maszeruje w przeciwnym kierunku słowacka grupa i... robią nam zdjęcia. Jak to?...  No tak, istnieje możliwość obejścia tego ekstremalnego fragmentu nieoznakowaną ścieżką. Czy wiedzieliśmy o jej istnieniu? Oczywiście, że wiedzieliśmy, ale trzeba było na nią w odpowiednim miejscu wejść. A czemu tego nie zrobiliśmy? Nie zastanawialiśmy nad tym głęboko, ale jak się wybieracie na ten arcytrudny szlak, pamiętajcie o tym, że macie w niektórych miejscach wygodniejszą alternatywę wędrówki.

Powoli do przodu skalnym grzebieniem (fot. Wojciech Grabania).

Mija 15 minut pokonywania skalnego grzebienia, gdy stajemy przed dość problemową skałą. Po jej prawie gładkiej powierzchni, opadającej w dół musimy się teraz przemieścić, ale wcześniej musimy na nią wyjść o obrócić się tyłem do jej spadu, tyle, że jej szerokość nie pozwala na swobodny obrót. Gdybyśmy się na niej położyli w poprzek, to zapewne coś by nam wystawało nad czeluściami grani, albo stopy, albo głowa, albo jedno i drugie. Skała ta wymaga niezłych kombinacji, by znaleźć się po jej drugiej stronie.

Problemowa skała (fot. Wojciech Grabania).

Trzeba na niej nieźle pokombinować.

Obracamy się przylegając do skały całym ciałem (fot. Wojciech Grabania).

Potem trzeba opuścić się w dół, wyszukając punktów podporów i uchwytu.

Za skałą szlak sprowadza nas z grani na południowa stronę. Chwila wytchnienia? Tak, ale tylko chwila.

Podczas powrotu w okolice grani pojawiają się upragnione łańcuchy, które asekurują nas na przepaścistych ścieżkach. Szlak nie cały czas biegnie samym wierzchołkiem grani, bo ta miejscami przypomina brzeszczot piły. Czasem idziemy po występach skalnych przytrzymując się jedną dłonią łańcucha, a drugą skalnego brzeszczotu. Jest nieco łatwiej, niż wcześniej, ale ogromna ekspozycja na obie strony grani nie opuszcza nas na krok.

Za skałą szlak sprowadza nas z grani na południowa stronę.
Chwila wytchnienia? Tak, ale tylko chwila.

Pachola (Pachoľa) widziana z grzebienia przed Banówką.

Czasem idziemy po występach skalnych przytrzymując się jedną dłonią łańcucha,
a drugą skalnego brzeszczotu.
Spoglądamy na Banówkę - dzieli nas od niego jeszcze kawałek ekstremalnej wędrówki.

Teraz szlak schodzi nieco w dół.

I dalej nieco poniżej skalnego grzebienia (fot. Wojciech Grabania).

Jeszcze kawałek...

...i będziemy przechodzić na drugą stronę grzebienia.



Przejście szczerbiną na północną ścianę.

W końcu stajemy przed ostatnią wspinaczką na szczyt Banówki, kilka metrów pionowo w górę z asekuracją łańcucha. Obok jest też ścieżka, która zawijając wokół wierzchołka od północy wyprowadza nas na niego łagodnie. I jesteśmy - o godzinie 15.20 stajemy na wysokości 2178 m n.p.m. na szczycie Banówki, przez Słowaków liptowskich zwanym Baníkov, a Słowaków orawskich Banovka.

Ścieżka zawijająca wokół wierzchołka Banówki - alternatywna trasa wejścia na szczyt.

Banówka jest najwyższym szczytem w grani głównej Tatr Zachodnich, ale nie najwyższym w ogóle, gdyż w odchodzących na południe graniach bocznych znajdują się wyższe o niej: Bystra (2248 m n.p.m.), Raczkowa Czuba (2194 m n.p.m.) i Baraniec (2184 m n.p.m.). Ze szczytu Banówki mamy oczywiście wspaniały dookólny widok.

Banówka (słow. Baníkov), 2178 m n.p.m.

Banówka (słow. Baníkov), 2178 m n.p.m.

Z Banówki zaczynamy schodzić o 15.30. Zejście jest dość strome i wiedzie wśród rozdrobnionego materiału skalnego. Ma się wrażenie, że strącony przez nieuwagę kamień z łatwością popędziłby w dół stwarzając zagrożenie dla niżej znajdujących się wędrowców. Na ogół jednak ścieżka jest szeroka i prowadzi raczej z dala od przepaścistych zboczy. Dwa występujące tu skalne garby, szlak omija po lewej. Przed Banikowską Przełęczą (słow. Baníkovské sedlo) wesprzeć się musimy rękoma pokonując niezbyt trudną ściankę, która o 15.55 sprowadza nas na siodło przełęczy, położone na wysokości 2040 m n.p.m. Czas zejścia jest dość długi, ale od większego tempa powstrzymywała nas obawa poślizgnięcia na stromej ścieżce pokrytej drobnym gruzem.

Zejście z Banówki na Banikowską Przełęcz.

Dolina Spalona.

Pozostały ostatnie spojrzenia w stronę południowych dolin i schodzimy żółtym i zielonym szlakiem do Doliny Spalonej. Szlak zejściowy wcina się w strome zbocze Pacholi (2167 m n.p.m.), kolejnego szczytu grani głównej Tatr Zachodnich. Po około 20 minutach idziemy już dnem Doliny Spalonej zawalonej granitowymi skałami. Po prawej stronie wysoko nad nami widzimy rysy pokonanej grani, nadzwyczaj trudnej, którą jeśli mamy polecać, to wyłącznie przy dobrej pogodzie.

Początkowy odcinek zejścia z Banikowskiej Przełęczy do Doliny Spalonej.

Widok na Banikowską Przełęcz z Doliny Spalonej.

Dolina Spalona.

O godzinie 16.50 docieramy do rozstaju szlaków pod Hrubą Kopą położonym na wysokości 1577 m n.p.m., na którym opuszcza nas zielony szlak odbijając na prawo nad Wyżni Rohacki Staw. Po 10 minutach na wysokości 1573 m n.p.m. mijamy kolejny rozstaj szlaków na którym spotykamy niebieski szlak biegnący od Wyżniego Rohackiego Stawu przez Zielony Stawek. Przy tym rozstaju, na kamiennym placyku usytuowane są stoły i ławki dla turystów.

Idąc dalej zauważamy pierwsze nieśmiałe świerki wystające ponad kosówkę, które wkrótce zaczynają dominować. Kamienna ścieżka w dalszym ciągu sprowadza nas w dół. O godzinie 17.25 znajdujemy się przy ścieżce prowadzącego do słynnego Wyżniego Wodospadu Rohackiego (słow. Vyšný Roháčsky vodopád), znajdującego się na wysokości 1340 m n.p.m. w głębokim korycie potoku w lesie, o 3-5 minut drogi od naszego szlaku. Po 5 minutach szybkiego schodzenia po kamiennej ścieżce i stopniach słyszymy szum zawalonego wielkimi kłodami drzew Niżniego Wodospadu Rohackiego (słow. Nižný Roháčsky vodopád). Jest on widoczny z naszego szlaku. Można do niego podejść nieoznakowaną i bardzo stromą ścieżką, rozpoczynającą się w miejscu, gdzie nasz szlak skręca o 90 stopni na lewo. W kilka minut nasza ścieżka przeobraża się w szerszy trakt, łagodnieje i o 17.40. dochodzimy do początku drogi asfaltowej z wiatą turystyczną.

Świerki wkrótce zaczynają dominować przy naszym szlaku.


Wyżni Rohacki Wodospad (słow. Vyšný Roháčsky vodopád), 1340 m n.p.m.

Niżni Rohacki Wodospad (Nižný Roháčsky vodopád).


Nad ciemniejącym lasem widać stąd jeszcze oświetloną słońcem grań z Trzema Kopami i Hrubą Kopą, z którymi niestety musimy się dziś już żegnać. Asfalt lekko w górę wyprowadza nas do rozstaju Adamcula na wysokość 1189 m n.p.m. i stąd wchodzimy na czerwony szlak - ten sam, który nas prowadził rano do Bufetu Rohackiego. Teraz schodzimy nim w dół na parking pod Spaloną, położony na wysokości 1030 m n.p.m. przy dolnej stacji wyciągu narciarskiego „Roháče-Spálená”. Pojawiamy się tam o 18.30. Niezastąpiony Rafał już tam oczekuje na nas ze swoim wysłużonym, ale niezawodnym autokarem.

Nad ciemniejącym lasem widać stąd jeszcze oświetloną słońcem grań z Trzema Kopami i Hrubą Kopą.


Wracamy na nocleg do Zubrzycy Górnej, by znów powrócić tu jutro. Dzisiejsza trasa między szczerbinami i kominami skalnymi dostarczyła nam nie lada wysokogórskich emocji. Szczyty sięgające nieba, piękne wysokogórskie doliny zatarły przed naszymi oczyma codzienną rzeczywistość. Niezwykle pasjonujący dzień będzie z pewnością śnił się nam teraz po nocach, przyciągając nas z powrotem w te fascynujące strony.

Teraz czas odpocząć. Kładziemy się do łóżka, ale sen nie przychodzi łatwo. Zamykamy oczy, ale wydaje się nam, że wciąż niczym orzeł fruniemy ponad zapierającymi dech górskimi czeluściami. Trochę minie czasu zanim zaśniemy głębokim snem.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas