MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
Kotelnica Białczańska
FIS1
780 m
155 m
FIS2
900 m
185 m
2a
1070 m
175 m
2b
1160 m
175 m
3
1480 m
210 m
4
1430 m
200 m
4a
350 m
65 m
5
350 m
60 m
6
710 m
155 m
6a
650 m
155 m
7
1900 m
155 m
8
1200 m
175 m
8a
500 m
100 m
Bania
B1
380 m
60 m
B2
190 m
20 m
B3
220 m
25 m
B4
50 m
5 m
B5
snow tubing
200 m
15 m
OPIS:
Ze sceptycyzmem podchodziliśmy z Elą do dzisiejszego wyjazdu na narty do Białki Tatrzańskiej. Słyszeliśmy niejednokrotnie o tym jak sława Białki Tatrzańskiej przyciąga tłumy narciarzy, o kolejkach pod wyciągami lepiej nie wspominać, szczególnie w weekendy. Nigdy jednak nie byliśmy jeszcze w tym miejscu, a przecież uchodzi ono za jedno z najatrakcyjniejszych miejscowości górskich, szczególnie zimą ze względu na bardzo dobre warunki do uprawiania sportów zimowych. Białka Tatrzańska jest zaliczana do największych centrów narciarskich w Polsce. Nie namyślaliśmy się więc zbyt długo, by przypadkiem nie rozmyślić się.

Zapowiadane mrozy czuło się na odsłoniętych policzkach, ale poranne słońce sprawiało, że temperatura rosła z minuty na minutę. Emocje z powodu wielkiej niewiadomej też robiły swoje, bo akurat na osławionej Kotelnicy Białczańskiej nigdy jeszcze nie byliśmy.

W Białce Tatrzańskiej znajdują się trzy ośrodki narciarskie:
  • „Kotelnica Białczańska”,
  • „Bania”,
  • „Kaniówka”.
Wszystkie 3 objęte są wspólnym systemem karnetów, tzw. "System 1 Karta 14 wyciągów". Ośrodki te znajdują się na wschodnich zboczach grzbietu będącego fragmentem Pasma Spisko-Gubałowskiego (od północy w kierunku południowym): Kotelnica (918 m n.p.m.), Jankulakowski Wierch (934 m n.p.m.), Horników Wierch (926 m n.p.m.).

Obiektem naszych zainteresowań jest „Kotelnica Białczańska”. Z głównego parkingu najbliżej mamy do wyciągu „Kotelnica Express” („Kotelnica IV”). Jest to najszybszy sposób na przemieszczenie się z Białki Tatrzańskiej na niemalże na sam szczyt Kotelnicy. W niecałe 5 minut na 6-osobowym krzesełku pokonujemy odległość 1350 m i 200 m różnicy wzniesień. Ze szczytu Kotelnicy mamy sporą pajęczynę tras, z różnymi możliwościami zjazdu. Osoby będące tu po raz pierwszy mogą mieć dylemat z wyborem trasy. Z góry wszystko wygląda na jedną bardzo szeroką nartostradę i w rzeczywistości tak jest, a to którędy pojedziemy sprowadza się do wyboru jednej z dolnych stacji dostępnych tu wyciągów. Nasz plan jest taki, aby sprawdzić każdą podstawową trasę.

Widok z krzesełka wyciągu "Kotelnica Express" w kierunku Białki Tatrzańskiej.
W dole widoczny końcowy odcinek niebieskiej trasy nr 4.

Widok w kierunku szczytu Kotelnicy z krzesełka wyciągu „Kotelnica Express”.

Na początek puszczamy się w dół nartostradą nr 4. Trasa 4 biegnie w sąsiedztwie wyciągu, z którego przed chwilą korzystaliśmy, do samego końca. Początkowo niezbyt stromo, w środkowym odcinku jeszcze bardziej łagodnie i na końcu nieco bardziej stromo. Charakterystyka trasy nie powinna sprawić trudności nawet jeszcze słabo jeżdżącym narciarzom, którzy dopiero co załapali o co chodzi i teraz rozwijają swoje umiejętności. W górnej części w bezpośrednim sąsiedztwie „czwórki” wytyczono dwie krótsze trasy oznaczone jako 4a i 5, obsługiwane 310-metrowym wyciągiem orczykowym.

Widok w kierunku szczytu Kotelnicy.

My przy pierwszym zjeździe trasą nr 4 zbaczamy z niej trochę dalej, na równoległą trasę B1. Docieramy tym sposobem do wyciągu „Bania” („V”) znajdującego się już na terenie ośrodka narciarskiego o tej samej nazwie. Jest to najdłuższy wyciąg tego ośrodka o długości 325 m i różnicy wzniesień 60 m.

Ośrodek narciarski „Bania” ukierunkowany jest na początkujących narciarzy, a właściwej na osoby, które dopiero zaczynają swoją narciarską przygodę. Niemniej trasa B1, którą przed chwilą zjeżdżaliśmy posiada już niebieski stopień trudności. Jeśli chcemy się uczyć musimy przenieść się na pobliskie zielone trasy, obsługiwane przez trzy wyciągi orczykowe. Znajduje się tam też trasa do snow tubingu.

Wracamy z powrotem na 6-osobowe krzesełko „Kotelnica Express”, którym ponownie wyciągamy się pod szczyt Kotelnicy. Zjeżdżamy tym razem trasą nr 3 o parametrach bardzo zbliżonych do „czwórki” Umożliwia dobrą zabawę nawet mniej doświadczonym narciarzom. Trasą tą docieramy do dolnej stacji 3-osobowego wyciągu krzesełkowego „Kotelnica I”. Wyciąg ten robi na nas dość negatywne wrażenie. Krzesełka są oblodzone, a sam wyciąg jest bardzo ślamazarny. Jak się później okazuje jest to najwolniejszy wyciąg w całym ośrodku. Czas wyjazdu tak się dłuży się, że pewnie byśmy z niego wyskoczyli przed osiągnięciem stacji, gdyby nie rozsądek, cierpliwość i strach przed kontuzją. Nigdy więcej nic nie skusiło nas już do skorzystania z tego wyciągu. Po prostu szkoda na to czasu.

Zjazd trasą nr 2 dostarcza nieco większych emocji. Jest to trasa nieco krótsza niż wcześniejsze, ale troszeczkę bardziej stroma. Wyróżnić w niej można dwa warianty: 2b o trudności oznaczonej kolorem niebieskim i nieco bardziej wymagającą o oznaczeniu 2a, której środkowy odcinek zakwalifikowany został do czerwonego stopnia trudności. Jednak ani pierwszy, ani drugi wariant nie stanowią dużego wyzwania. Nawet mniej niż średniozaawansowani narciarze powinni sobie poradzić z jedną i drugą trasą.

Trasy z których do tej pory skorzystaliśmy umożliwiały spokojną i relaksacyjną jazdę. Są znakomite do szlifowania podstawowych umiejętności, czy też nawet na naukę pod okiem instruktora. Są też znakomitą propozycją do uprawiania rodzinnego narciarstwa. Osoby umiejące sprawnie jeździć na nartach po paru zjazdach z pewnością popadną tu w monotonię. Pewne odcinki można tu bowiem pokonać bez wysiłku, ograniczając się do łagodnego, wręcz leniwego slalomu.

Wzrok kierujemy na trasy czerwone posiadające homologację FIS. Krótsza z nich FIS 1 jest dziś zamknięta z powodu organizowanych zawodów narciarskich, ale do dyspozycji mamy jeszcze równoległą trasę FIS 2. Na oko wygląda, że mają one zbliżoną charakterystykę, choć różnią się nieco długością i różnicą wzniesień. Obie trasy obsługują dwie nitki orczykowe: talerzykowy i rzadziej spotykany orczyk kotwicowy. Wyciąg kotwicowy to dla nas zupełna nowość. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji zaczepić pod pośladki orczyk, który dzięki Eli zwykliśmy nazywać kilofem.

Widok na trasę FIS 2. Z lewej za orczykiem widać FIS 1.
Po prawej ciągną się trasy nr 2 (za widocznym wyciągiem krzesełkowym „Kotelnica I”),
a dalej równoległe do niej trasy nr 3 i 4.

Na początku trasy FIS 2.

Trasa FIS 2 widziana spod dolnej stacji wyciągu orczykowego.
Po prawej stronie wyciągu widać trasę FIS 1.

Trasa FIS-owska daje odczuć faktyczną radość jazdy. Jest znacznie krótsza od pozostałych (900 metrów długości), ale można już na niej naprawdę poszusować i to z dużą przyjemnością, choć nie wygląda ekstremalnie, tak jak np. trasa FIS w Limanowej. Jej powierzchnia jest szeroka, gładka, dość łagodnie zmieniająca swoje nachylenie. Cała infrastruktura narciarska, którą do tej pory zobaczyliśmy w na terenie ośrodka „Kotelnica Białczańska” zrobiła na nas wrażenie, ale dopiero na tej trasie poczuliśmy się jak we własnym sosie, dlatego pozostajemy na niej dłużej.

Czerwoni i niebieska na końcu trasy FIS 2, przy dolnej stacji wyciągów orczykowych nr 1 i 2.

Kolejna trasa, na którą się udajemy, opada po południowym zboczu Kotelnicy. Oznaczona jest numerkiem 6 i reprezentuje czerwony poziom trudności. Jak się okazuje, stanowi ona znacznie poważniejsze wyzwanie niż trasy FIS. W naszej ocenie trzeba tu być przynajmniej średniakiem, jeśli chodzi o umiejętności narciarskie. Trasa ta, za wyjątkiem początkowego fragmentu wzdłuż niebieskich tras, biegnie naprawdę po konkretnym zboczu górskim. Nie jest ona już tak łaskawa w przypadku popełnienia błędu, jak wcześniejsze. Jej powierzchnia nie jest idealnie gładka. Występują na niej garby, wymuszające pełną koncentrację. Istnieje trochę łatwiejszy wariant zjazdu tą trasą oznaczony symbolem 6a, ale stanowi on tylko troszkę łagodniejszą alternatywę dla początkowego odcinka trasy nr 6. Później i tak przychodzi nam zmierzyć się ze stromością, której nie powinno się bagatelizować. I to tu znajdujemy to coś, co przynosi radosną satysfakcję i zadowolenie z tych dwóch cienkich desek, które uczepiliśmy sobie do stóp.

Na początku czerwonej trasy 6a.

Ela wjeżdża na czerwoną trasę 6a.

Górny fragment czerwonej trasy 6.

Miejsce w którym czerwona trasa 6a (po lewej) łączy się z czerwoną 6 (po prawej).

Dolny fragment czerwonej trasy 6. W tym miejscu po prawej dochodzi trasa 6a.

Czerwona trasa nr 6 widziana z dołu. Po lewej widać dochodzącą do niej trasę 6a.

Stokiem tym zjeżdżamy do doliny za którą wznosi się Jankulakowski Wierch (934 m n.p.m.). Na jego zboczach ogromną ciekawość wzbudza najnowszy zbudowany tu wyciąg z 6-osobową podgrzewaną kanapą i kloszem chroniącym przed wiatrem i śniegiem. Ciekawość ta jest tak silna, że po kilku zjazdach stromą „szóstką” podjeżdżamy pod dolną stację pociągającego cudu techniki.

Na marginesie wypada wspomnieć jeszcze o alternatywnej trasie dojazdu do tego wyciągu, pozwalającej ominąć stromą trasę nr 6. Jest to niebieska trasa nr 7 o długości 1900 m. Nie podjęliśmy się przetestowania tej trasy, bowiem odwiedli nas od tego narciarze, którzy z niej wcześniej skorzystali: „To raczej trasa dla narciarzy biegowych, bo bez odpychania się kijami nie da się z niej zjechać.” Bez względu na to stwierdzenie zawsze jest to alternatywa dla tych, którzy chcą dotrzeć do kosmicznie wyglądającego wyciągu o nazwie „Pasieka Express” („VI”).

Niebieska trasa nr 8. U góry krzesełka wyciągu „Pasieka Express”.

Po zajęciu ekskluzywnie wyglądającego siedzenia od razu w tyłki zrobiło się cieplej, a po opuszczeniu przeźroczystego klosza poczuliśmy się jak w kosmicznym statku (no może nawet troszkę jak w Sokole Millennium). Pod kloszem przejeżdżamy niemal pod samą górną stację, choć pogoda do tego nas nie zmusiła. Właśnie!

Trzeba to przecież powiedzieć, że pogodę mamy przepiękną, wyśmienitą, cudowną, idealną na narty. Promienie słońca sprawiają, że nie czujemy dokuczliwości mroźnego powietrza. Po za tym ludzi tu tylko tyle, ile podobno się nie spotyka. Słynna Białka, centrum narciarskie, a na stokach czujemy pełną swobodę i luz. Jak to możliwe? Czyżby to za sprawą jakiś konszachtów opiekuna naszej grupy - Janusza, bo gdzie z nim jedziemy pogoda zawsze pięknie sprzyja. To nieprawdopodobne, ale prawdziwe, a akurat te wyjazdy planowane są z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Szamańskie sztuczki, czary, magiczne zaklęcia, czarne rytuały, ofiary całopalne? Zdradź nam jak to robisz. Świat powinien o tym wiedzieć, panie John Kestrel!


Pod kloszem niczym w kokpicie statku kosmicznego, czyli „Pasieka Express”.

Wyciąg „Pasieka Express” - widok z górnej stacji, położonej na Jankulakowskim Wierchu.
Po prawej stronie rozpoczyna się niebieska trasa nr 8, a po lewej jej czerwona odnoga o symbolu 8a.
W dali po lewej widać stok czerwonej trasy nr 6 schodzący po zboczu Kotelnicy.

Jednak wróćmy do naszego kosmicznego wyciągu. Dojeżdżając do górnej stacji kanapa niemal zatrzymuje się w miejscu ułatwiając wysiadanie. Podobnie było zresztą podczas wsiadania. Jesteśmy jakby bliżej Tatr Wysokich i Bielskich, które dość ładnie stąd widać. Jankulakowski Wierch, na który wyjechaliśmy jest wyższy od Kotelnicy. Jego zbocze, po którym biegnie nartostrada nr 8 jest z kolei bardzo łagodne, a jej poziom trudności oznaczono kolorem niebieskim. Ma ona 1200 m długości i 175 m przewyższenia. Jest chyba najbardziej płaska ze wszystkich niebieskich tras, z jakimi przyszło się nam dziś zmierzyć na terenie ośrodka narciarskiego „Kotelnica Białczańska”. Istnieje dla niej alternatywa oznaczona symbolem 8a o nieco większej stromości na odcinku początkowym, ale po skorzystaniu z niej wydaje się, że nie zasługuje na nadany jej czerwony poziom trudności. Podobnie jak inne niebieskie trasy na Kotelnicy, również i ta jest znakomitą propozycją na rodzinne wypady narciarskie. Wyjadacze, po paru zjazdach będą raczej szukać czegoś innego.

Widok z Jankulakowskiego Wierchu (934 m n.p.m.) w kierunku południowo-zachodnim.
Trasa nr 8.

To już wszystkie objechane przez nas trasy narciarskie. Na zakończenie narciarskiego dnia wstępujemy jeszcze na posiłek do Karczmy Kotelnica, zbudowanej na wierzchołku góry Kotelnica. Posiłek owszem pyszny był, ale nie on sprawił, że w tym miejscu wspominamy o karczmie. Wybierając się na narciarski wypad do Kotelnicy Białczańskiej warto wiedzieć, że najładniejszy widok na Tatry odsłonił się nam dopiero z tarasu przed tą karczmą. Oprócz dania konsumpcyjnego, Tatry podano nam tu jak na tacy. Przed Bielskimi wypatrzyliśmy również stoki narciarskie na Górków Wierchu w Jurgowie.

Widok na Tatry na poczatku trasy nr 6a.

Tatry Bielskie i Tatry Wysokie (po prawej) widziane z tarasu karczmy na szczycie Kotelnicy.

Przed Bielskimi wypatrzyliśmy stoki narciarskie na Górków Wierchu w Jurgowie.

Pozostał ostatni zjazd do parkingu, przy zapalającym się wieczornym oświetleniu białczańskich stoków. Nie ma co ukrywać, że żal kończyć tak udaną narciarską eskapadę. Białka Tatrzańska pozostawia miłe wspomnienie, choć zapewne też dzięki niezwykle trafnie dobranemu terminowi wyjazdu, dokładnie pomiędzy turnusami ferii zimowych. To dzięki temu poczuliśmy się tak jakby Kotelnica Białczańska oddała nam swoje stoki we władanie, niemal na wyłączność. Dlatego w tym miejscu chcemy ukrócić wszelkie podejrzenia Janusza i wyżej przytoczone sugestie o jakieś czarne moce w tej sprawie;), choć w dalszym ciągu nie wyjaśnia to niezwykłej przychylności pogody...


LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Koło PTTK Zakładu Stalownia (ZH)

MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
1250 m 
292 m 
2
1450 m 
293 m 
3
120 m 
11 m 

OPIS:
No i znów jesteśmy pod górą, u stóp której, w cichym ustroniu doliny potoku Kasinianka leży wioska niepozorna (wydawać by się mogło) - Kasina Wielka. To stara osada, o której pierwsze wzmianki pochodzą z czasów panowania króla Władysława Jagiełły, a początki jej powstania sięgają czasów Bolesława Wstydliwego, kiedy to zakon Cystersów ze Szczyrzyca otrzymał w tej okolicy duże darowizny ziemskie. Dziś jest jedną z większych wiosek gminy Mszana Dolna, a jej sława w ostatnich latach rozniosła się po Polsce i po całym świecie. Nie gdzie indziej, a tu właśnie rozwijała swój wielki talent nasza mistrzyni narciarstwa biegowego. Ten spokojny zakątek Beskidu Wyspowego, otoczony wzniesieniami Lubogoszcza, Ćwilina, Śnieżnicy i Wierzbanowskiej Góry, to rodzinne strony naszej Śnieżnej Królowej - Justyny Kowalczyk. Kiedy tylko może wraca do nich w przerwie między kolejnymi zawodami i treningami, dzieląc czas rodzinnego spotkania z ciężką pracą. Warunki ku temu okolica daje znakomite, a w zimie jest gdzie pobiegać na nartach. Sami mamy chrapkę tego spróbować, ale niestety mamy ze sobą tylko zjazdówki.

Przyjechaliśmy na stoki Śnieżnicy, na którą to Justyna w ramach porannego treningu wbiega sobie kilkakrotnie z rzędu. My też pokonujemy stok Śnieżnicy, tyle, że siedząc na krzesełku wyciągu;) Kibicujemy Justynie jak cała Śnieżnica i jej okolica, jak cała Polska, ale póki co darujemy sobie próbę choćby tylko jednorazowego wbiegnięcia na Śnieżnicę, bo mogłaby się ona zakończyć się dla nas fatalnie:).

Kibicujemy Justynie jak cała Śnieżnica i jej okolica, jak cała Polska.

Wspominamy miło spotkania ze Śnieżnicą z ubiegłego roku. W tym roku wygląda ona jednak nieco inaczej. Z mapki tras zniknęła niebieska obwodnica, będąca alternatywą dla górnego fragmentu trasy zasadniczej, która wówczas oznaczona była czerwonym stopniem trudności. Teraz podstawowa trasa otrzymała oznaczenie niebieskie, choć nie wygląda, aby sama uległa jakimkolwiek zmianom. Pojawiła się natomiast nowa trasa, poprowadzona pod wyciągiem krzesełkowym, której stopień trudności oznaczono na czerwono.

Pierwsze zjazdy podstawową trasą utwierdziły nas w przekonaniu, że jej charakterystyka nie zmieniła się od ubiegłego roku. Naturalnie ukształtowany profil zbocza po którym biegnie trasa nie zaskakuje nagłymi zmianami kąta nachylenia, które delikatnie waha się w okolicy 21%. Sprawia to, że trasa ta nie jest bardzo trudna, ale też nie na tyle łatwa, by nudzili się na niej zaawansowani narciarze. Początkujący i uczący się mają oczywiście do dyspozycji 120 metrowy stok szkółki narciarskiej o różnicy poziomów 11 metrów, przygotowany u podnóża Śnieżnicy.

Niebieska trasa nr 1.

Niebieska trasa nr 1 - ostatni odcinek, w dole widać już budynek karczmy i dolną stację wyciągu.

Niebieska podstawowa trasa zapewnia niesamowitą frajdę, jednak nowa czerwona trasa kusi by ją wypróbować. Jest ona znacznie węższa. Na sporej długości jej szerokość wynosi „na oko” ze dwadzieścia metrów. Jeździ nią znacznie mniej osób. Przez kilkadziesiąt metrów jej początek jest dość stromy, aż do miejsca skrzyżowania z dawną niebieską obwodnicą. Potem łagodnieje, a wyśmienita pokrywa śnieżna i hermetyczne zadrzewienie sprawia, że czujemy się troszkę, jak na leśnym przełaju. Mniejsza szerokości trasy, nie jest znacznym utrudnieniem, bo miejsca jest wystarczająco dużo, by ze spokojem poslalomować. Dopiero pod koniec, gdy u naszych stóp pojawia się dolna stacja wyciągu krzesełkowego trasa zauważalnie przybiera na stromości. Na tym odcinku pojawiają się również plamy oblodzeń - trzeba uważać. Jednak ogólne wrażenie nowa trasa pozostawia bardzo pozytywne. Zapewne wrażenie to byłoby zgoła odmienne, gdyby była ona bardziej oblegana.Tłok utrudniałby znacznie bezpieczną jazdę.

Czerwona trasa nr 2.

Czerwona trasa nr 2 nieco dalej - w dole widać już budynek karczmy i dolną stację wyciągu.

Nowa czerwona trasą dostarcza zupełnie odmiennych emocji niż dłuższa niebieska. Trzeba też przyznać się również do tego, że wywołała w nas delikatną konfuzję. Mapa przy dolnej stacji wyciągu wszystko wyjaśniała, dlaczego na tej trasie nie było zbyt wielu narciarzy. Oficjalnie czerwona trasa była dziś nieczynna, co wieścił przylepiony na mapie napis. No i troszeczkę wstyd, że uwadze umknął stosowny znak zawieszony przy wjeździe na trasę. Zapewne trasa ta miała jeszcze jakieś drobne mankamenty, ale trudno powiedzieć jakie. Tak, czy owak dwa zjazdy po nowej trasie przyniosły wiele radości. Justynie zaś może ona pozwolić na jeszcze bardziej katorżnicze treningi.

Widok na Lubogoszcz (968 m n.p.m.) spod karczmy.
Z jego lewej strony widać bardziej oddalony Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).

Zbliżenie na Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).

Dobra pogoda i wyśmienite warunki narciarskie skutecznie odciągają nas od zrobienia sobie przerwy w jeździe. Zresztą nie czujemy, aby zmęczenie dawało nam jakieś znaki, że czas odpocząć. Kusi oczywiście karczma na dole, kusi pawilon gastronomiczny na górze, ale wspaniała zabawa nie pozwala myśleć o jedzeniu. Gdyby około południa nie pojawił się nagły gęsty opad śnieżnego puchu, znacznie ograniczający widoczność, zapewne wciąż szusowalibyśmy po stokach Śnieżnicy. Jednak dobrze, że pojawiło się coś, co zmusiło nas do tego, byśmy zaglądnęli do karczmy przy dolnej stacji wyciągu, bo specjały jakie nam tam zaoferowano były tego warte. A o pajdzie chleba ze smalcem za jedyną złotówkę... można powiedzieć tylko jedno prawdziwa kwintesencja smaku - jak to mówią: „miód w gębie”.


Siedząc w karczmie nie zauważyliśmy, że na zewnątrz aura zmieniła swoje oblicze. Ociężałe śnieżne chmury podwieszone u nieba, zaczęły pośpiesznie rozpływać się, porażając nasze oczy jaskrawym błękitem nieba. Ślicznie odsłoniły się lesiste szczyty górskie Beskidu Wyspowego. Oczy skupiamy na południowym-zachodzie, gdzie widać Luboń Wielki. Na jego zboczach wypatrujemy Doroty z grupą turystyczną, ale oczywiście na nic się to zdaje, bo odległość jest zbyt duża. Gdyby jednak pomiędzy Śnieżnicą a Luboniem rozciągnąć jedwabny sznur... Wiemy, że próbował to już zrobić niejaki Pieniążek, chcąc zbudować most łączący Śnieżnicę z Ciecieniem. Pomysł ten spotkał się jednak z nieprzychylnością tutejszych pasterzy, którzy przecięli rozciągnięty przez Pieniążka sznur. Zawierzamy tej legendzie, by nie przeciwstawiać sobie spokojnych mieszkańców tego uroczego zakątka. Wracamy na stok.

Przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego. Początek niebieskiej trasy nr 1.

No to jedziemy w dół...


Czas bardzo szybko mija na stokach Śnieżnicy. To bardzo dziwne, ale siedmiogodzinny karnet (od 9.00 do 16.00) wydaje się dawać niewiele więcej czasu na białe szaleństwo od standardowo przez nas nabywanego karnetu czterogodzinnego. To chyba dowód, że czas jest zjawiskiem względnym i wcale nie musieliśmy się poruszać z prędkością zbliżoną do prędkości światła, aby się o tym przekonać panie Einstein.




GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Ponad Kasiną Wielką



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas