Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rzeki. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Rzeki (690 m n.p.m.) Gorc (1228 m n.p.m.) Przysłop (1187 m n.p.m.) Jaworzyna Kamienicka (1288 m n.p.m.) Polana Gabrowska Duża Schronisko PTTK na Turbaczu (1280 m n.p.m.).

OPIS:
Naprzeciw Tatr, między doliną nowotarską a wężowatą kotliną Raby, wspięło się gniazdo dzikich Gorców. Od romantycznych Pienin odciął je wartki Kamienicki potok, a od spiskiej krainy odgraniczył falami bystry Dunajec. Samotnie stoją nad wzgórzami. A wyżej jeszcze nosi głowę ociec ich rodu, zasępiony Turbacz. Nie wiadomo kto go chrzcił i skąd mu to miano. Może stąd że turbanem mgły przed deszczem owija łysą głowę, albo raczej, że widywano go zawsze w turbacji wiecznej...
Władysław Orkan „W roztokach”
Gorce oczekują nas owinięte chmurą chłodu i mgły. Skąpane nocnym deszczem, jeszcze mokre, ale już za niedługo sytuacja ta ma się odmienić. Wkrótce ma być słonecznie i tak ma zostać już do końca tego sierpniowego weekendu. Takie prognozy przywiodły nas do doliny Kamienickiego Potoku (Kamienicy Gorczańskiej), gdzie znajduje się niepozorne osiedle Lubomierza - Rzeki. Znajdujemy się pomiędzy Beskiem Wyspowym a Gorcami. Wokół widać kilka zabudowań, ponad którymi widzimy wzniesienia Beskidu Wyspowego od północy i Gorców od południa.

Nad Kamienickim Potokiem na tzw. Ogrodach, nieopodal początku niebieskiego szlaku w Gorce stoi kapliczka. Jej pochodzenie nie jest znane do dzisiaj - pamiętało ją pokolenie ojców i dziadów; była w Rzekach od zawsze - jak mawiają miejscowi ludzie. Najprawdopodobniej została wybudowana w dziękczynieniu za ocalenie objętej pożarem huty szkła, która działała w Rzekach w XIX wieku. Kapliczka jest prostą budową typu domkowego. Po Soborze Watykańskim II, wybito w jej bocznej ścianie okno, by ksiądz, stojąc w nim, mógł odprawiać mszę świętą zwrócony przodem do wiernych. W kapliczce tej, w latach 1950-1954 wielokrotnie odprawiał mszę świętą ks. Karol Wojtyła, dla towarzyszącej mu na turystycznym szlaku grupy młodych przyjaciół z Krakowa i mieszkańców Rzek.

Jest godzina 8.20. Przechodzimy mostem nad Kamienickim Potokiem płynącym spod samego Turbacza, mijamy po lewej leśniczówkę, potem polankę ze składowiskiem drewna, za którą szlak nasz odbija w prawo i jego stromość wyraźnie wzrasta. Droga jest trochę podmokła i nasze buty niebawem robią się cięższe od przylepionego do podeszwy błota. Na nogawkach spodni pojawiają się też delikatne błotne kleksy. Nie pada i jest ciepło, a nastroje dopisują nam wyśmienicie i to jest najważniejsze. Szybko wznosimy się ponad dno doliny Kamienicy. Cały czas droga jednostajnie pnie się do góry wśród chaszczy i zagajników, a my spokojnym, powolnym tempem pokonujemy kolejne metry. Nie ma najmniejszego pośpiechu - zdążymy, bo do pokonania mamy co najwyżej połowę dystansu pokonywanego zazwyczaj w ciągu jednego dnia.


Po 30 minutach marszu wchodzimy na łagodną, szerszą drogę, a właściwie rozwalcowaną, gliniastą przygotówkę na położenie twardej nawierzchni, jak nam się zdaje. Tu to dopiero jest przechadzka. Buty lepią się bezlitośnie. Nie trwa to jednak długo i po kilku minutach, gdy wchodzimy na Nową Polanę (ok. 850 m n.p.m.), na której pojawia się czarny szlak prowadzący do Szczawy, nasz niebieski skręca w prawo na trawiastą ścieżkę. Hmm, tylko jak na nią wleźć, a raczej wskoczyć, bo oddziela nas od niej szeroki rów i podmokła skarpa, wyrobiona koparką wzdłuż całej gliniastej drogi. Nie jest to proste, ale jakoś dzięki wzajemnej pomocy i asekuracji po kolei, jeden po drugim udaje się nam przeskoczyć. Uff, co za ulga, że nikt nie wpadł do rowu, bo nim błoto po kostki, albo i po kolana.

Idziemy skrajem polany w jej górną część. Szlak znów nabiera stromości. Wciąż wypatrujemy choćby najmniejszych oznak zmiany aury, czekamy aż przewieje gdzieś te wiszące nad nami chmury i nastanie w końcu słoneczny czas, tak jak informowały pogodynki. Gdy wchodzimy do lasu droga ponownie robi się podmokła, miejscami błotnista. W pewnym miejscu rozwidla się - można iść prosto, ale bardzo stromo w górę, albo łukiem na prawo łagodniej, ale dłużej. Wędrowcy wybierają wariant według upodobania i niebawem ponownie spotykają się na leśnym trakcie. Po 15 minutach marszu od Nowej Polany szlak skręca z leśnej drogi w prawo na kamienistą ścieżkę i dalej mozolnie prowadzi w górę.


O godzinie 9.30 dość nieoczekiwanie obniża się do zarośniętego siodła. Następuje chwila oddechu, lekko, swobodnymi krokami schodzimy do siodła, za którym znów z mozołem nabieramy wysokości. Dobrze, że od czasu do czasu lubimy obejrzeć się za siebie, bo tam pasmo Beskidu Wyspowego odsłania się ponad koroną drzew ze swoją najwyższą Mogielicą (1171 m n.p.m.), a także widoczną bliżej - Kiczorą Kamienicką (1007 m n.p.m.) z masztem przekaźnikowym pod jej szczytem i sąsiadujący z nią Wielki Wierch wznoszący się również na 1007 m n.p.m. W odniesieniu do Kiczory Kamienickiej i Wielkiego Wierchu nie ma jednomyślności co do regionalizacji fizycznogeograficznej. W zależności od koncepcji podziału zaliczana się je do Beskidu Wyspowego (np. według regionalizacji fizycznogeograficznej Karpat opracowanej przez Jerzego Kondrackiego) lub do Gorców (np. wg opracowań Józefa Nyki i Andrzeja Matuszczyka, przyjmujących za granicę między Beskidem Wyspowym i Gorcami głęboką dolinę Kamienicy Gorczańskiej jako najbardziej naturalną i oczywistą). Widoki te są łakomym kąskiem, ale stanowią preludium do tych, które napotykamy troszkę dalej.

Mogielica (1171 m n.p.m.), a bliżej Kiczora Kamienicka (1007 m n.p.m.)
z masztem przekaźnikowym pod jej szczytem.

O godzinie 9.40 wychodzimy na polanę Świnkówka rozciągającą się na wysokości 1020-1090 m n.p.m. Mamy stąd wspaniały widok na dolinę Kamienickiego Potoku, a za nią wznoszący się główny grzbiet Gorców, aż po sam Turbacz. Grzbietem tym niebawem będziemy kontynuować gorczańską wędrówkę. Umieszczona tu tablica informuje również o widocznych stąd Tatrach, ale nie dotyczy to dzisiejszego dnia. Przynajmniej jeszcze w tym momencie, aczkolwiek są pierwsze symptomy przewiewania chmur przez wiatr. To piękne i wspaniałe miejsce na odpoczynek, ale uwaga - jak w wielu innych miejscach można tu spotkać wygrzewającą się żmiję zygzakowatą (szczególnie po chłodnych nocach). Przyjemna przerwa na polanie Świnkówka nie trwa jednak długo, bo przy bezruchu odczuwamy chłód.

Na polanie Świnkówka.

Opuszczamy Świnkówkę, w dole ciągnie się dolina Kamienickiego Potoku.
Na grzbiecie górskim widać jasną plamę hali Jaworzyna Kamienicka.

Hala Jaworzyna Kamienicka na zbliżeniu.

Ruszamy dalej do góry kamienistą ścieżką przez rzadki las, by po kilku minutach wejść na górną część innej, jeszcze bardziej rozległej polany - hali Gorc Kamienicki. Jeszcze chwilkę idziemy jej skrajem ku górnej części polany, po czym nasz szlak skręca łukiem na prawo do siodła hali. Wkrótce wychodzimy spod linii brzegowej lasu. Za sobą pozostawiamy wyremontowaną bacówkę, udostępnioną również dla turystów (można w niej urządzić biwak i przenocować). Szlak opada teraz do siodła hali, za którą wznosi się zalesiona kopuła Gorca. Widok na poznany już wcześniej główny grzbiet Gorców jest jeszcze bardziej ekscytujący niż wcześniej, bogatszy o samego Gorca. Widać też dno doliny Kamienickiego Potoku, a po jej prawej dobrze prezentuje się Gorc Troszacki i Kudłoń. Jakby tego było mało, schodząc do siodła hali, po przeciwnej stronie ukazują się nam wspaniałe widoki na wschód, gdzie Kamienicki Potok kończy swój bieg uchodząc do Dunajca.

Wchodzimy na rozległą halę Gorc Kamienicki.

Na hali Gorc Kamienicki mamy niezwykłe widoki dolinę Kamienickiego Potoku,
oraz grzbiet Gorców, aż po sam Turbacz.

Bacówka na hali Gorc Kamienicki.

Przed nami Gorc - 1228 m n.p.m.

Po prawej dolina Kamienickiego Potoku.

I po lewej mamy wspaniałe widoki na wschód,
gdzie Kamienicki Potok kończy swój bieg uchodząc do Dunajca.

Przechodząc przez siodło polany oddalamy się od bacówki.

Kuszeni widokami na lewo i prawo powoli zbliżamy się do krawędzi lasu porastającego Gorc. Nasza ścieżka, a właściwie droga polna powoli wznosi się, a po wejściu do lasu przybiera na stromości. Po niedługim czasie na północy znów pokazuje się nam Mogielica. Kilka minut później skręcamy w prawo na odchodzącą od drogi ścieżkę. Ta stromo, ale krótko prowadzi nas na wierzchołek Gorca - 1228 m n.p.m. Zdobywamy go o godzinie 10.20 i znów robimy sobie przerwę.

Na szczyt Gorca.

Sam wierzchołek Gorca jest właściwie bezwidokowy. Pewne walory widokowe mamy jedyne na południowy wschód, gdzie las jest silnie przetrzebiony. Gorc przez miejscową ludność bywa nazywany Gorcem Kamienickim - podobnie jak hala przez którą niedawno przechodziliśmy. Nazwa szczytu, podobnie jak całych Gorców, pochodzi najprawdopodobniej od sposobu powstania śródleśnych polan metodą żarową, od słowa „gorzeć" (palić się, płonąć).

Gorc, zwany też Gorcem Kamienickim zdobyty - czas na odpoczynek.

Sam wierzchołek Gorca jest właściwie bezwidokowy.
Pewne walory widokowe mamy jedyne na południowy wschód, gdzie las jest silnie przetrzebiony.

Po 30 minutowym odpoczynku opuszczamy szczyt Gorca. Schodzimy przyjemną, leśną ścieżką. Ponad nami ostatnie grupy chmur szybko umykają, pozostawiając jak najwięcej miejsca słońcu, które już na dobre przygrzewa ponad naszymi głowami, ale upału nie ma. Gdy przystanęliśmy na Gorcu w cieniu drzew zrobiło się chłodno. Podczas marszu aura taka jest jednak idealna.

Po 5 minutach marszu ze szczytu Gorca kończy się niebieski szlak, a pojawia się zielony wychodzący z Ochotnicy Dolnej, który od teraz nas prowadzi. Kilka minut później zejście staje się wyjątkowo strome. Pojawia się uśmiech na twarzach i niedawne wspomnienie Lackowej zdobywanej od strony tzw. „ściany płaczu”. Mamy teraz z czymś podobnym do czynienia.

Wyjątkowo stromy fragment zejścia z Gorca.

Potem maszerujemy dalej lasem, łagodną drogą, wokół leśna cisza i spokój, i tylko sporadycznie kogoś mijamy na szlaku. Czasem wędrówkę urozmaici nam jakieś mokradełko, które musimy ominąć, albo przeskoczyć. Przejdziemy jakąś jedną i drugą polankę otoczoną młodym lasem, albo zarastającą borówczyną, kuszącą swoimi owocami. Łakomczuchy zostają naznaczeni fioletem na wargach, języku i palcach.

Większość trasy to łagodna wędrówka leśna.

Wokół leśna cisza i spokój.

Czasem omijamy jakieś mokradełko.

Przechodzimy przez kolejną polankę otoczoną młodym lasem.

Tylko sporadycznie spotykamy kogoś na szlaku.

O godzinie 11.50 dochodzimy do strzałki, która kieruje do znajdującego się obok szlaku grobu Władysława Pisarskiego ps. „Piwonia”. Czas dotarcia do niego wg znaku to tylko 0,5 min. Zatem zbaczamy ze szlaku. Władysław Pisarski był partyzantem IV baonu 1 PSP Armii Krajowej, poległ tu 20 października 1944 roku. Był jedynym poległym partyzantem w czasie tzw. „Bitwy Ochotnickiej”. Była to największa stoczona bitwa przez te oddziały przeciwko znacznie przeważającym w sile oddziałom niemieckim. Partyzanci doskonale wykorzystali w niej wszystkie swoje atuty, jak mobilność i znajomość terenu. Walki toczyły się w okresie 18-20.10.1944 roku na całych południowych zboczach pasma Gorca. Wobec znacznej przewagi wroga partyzanci wycofali się w dalsze rejony Gorców, a w odwecie Niemcy spacyfikowali później Ochotnicę, zabijając 53 osoby i paląc 29 gospodarstw.

Grób Władysława Pisarskiego ps. „Piwonia”.

Idziemy dalej. Mija południe, a my wchodzimy na piękną polanę Bieniowe. Widać na niej oznaki sukcesji lasu - łany borówczysk i pojedyncze świerki. Czy można ją powstrzymać i zachować bogactwo występującej tu roślinności? Tylko wtedy, gdy polana ta będzie koszona i odkrzewiana, albo wypasana, co wg tablicy informacyjnej jest czynione przez Gorczański Park Narodowy. Ochrona gorczańskich polan to jedno z jego głównych zadań.

Na zboczach Przysłopu.

Widok z polany Przysłop Górny.


Ledwo zeszliśmy z jednej polany i już jesteśmy na drugiej o nazwie Przysłop Górny. Widać z niej wnętrze Gorców, czyli malowniczą Dolinę Ochotnicy z Pasmem Lubania. Na tym nie koniec bo polana oferuje nam panoramę sąsiednich pasm górskich: Beskidu Sądeckiego, Pienin, Magury Spiskiej i całego łańcucha Tatr. Z ust nie schodzą te słowa: ależ tu pięknie! Życie nabiera tu większego sensu, chce się tu być i nie odchodzić. Czarująca natura roztacza się przed nami, znakomita aura dodaje jej blasku, jesteśmy wniebowzięci. Każdy choć jeden raz w życiu powinien odwiedzić takie miejsce.

...ależ tu pięknie.

Chwilę potem przechodzimy wzdłuż jeszcze jednej, mocno zarastającej polany Średniak i dalej wędrujemy leśną dróżką, starym świerkowym borem. Jest on gęsty, ale słońce przedostaje się do nas przez koronę sędziwych drzew. Na niektórych odcinkach ścieżkę naszą otaczają paprocie leśne, kępy krzaków lub traw i borówczane krzaczki. Spotykamy też krzaczek rośliny przedziwnej, która pod zielonymi listkami ukrywa krwistoczerwone kuleczki z nasionami. Jest to bardzo rzadko spotykana bylina o nazwie Liczydło górskie (Streptopus amplexifolius Rich.).

Wędrujemy leśną dróżką, ale słońce przedostaje się do nas przez koronę drzew.

Grzybki wśród plątaniny korzeni drzew.

Stary bór świerkowy.

Na niektórych odcinkach ścieżkę naszą otaczają paprocie leśne.

Liczydło górskie (Streptopus amplexifolius Rich.).


Gdzieniegdzie w stary las wcina się nowe leśne pokolenie - zielony świerkowy młodnik. Rośnie by kiedyś zastąpić swoich starszych braci, podtrzymując prastare ostępy. Niezwykła wędrówka leśnymi ścieżkami nagle się jednak urywa.

Gorc z polaną Gorc Kamienicki rozciągającą się po lewej stronie szczytu.
Na prawo od Gorca widać grzbiet po którym wędrowaliśmy  (widok z polany Jaworzyna Kamienicka).

O godzinie 13.20 wychodzimy z lasu na rozległą polanę Jaworzyna Kamienicka. Nazywa się ona tak samo jak góra, na której się znajduje. Jej niewyraźny wierzchołek wznosi niedaleko nas na wysokość 1288 m n.p.m. Polana porośnięta jest wysoką trawą, nabierającą barw jesiennych, choć jeszcze lato w pełni. Kiedyś polana ta nie mieniła się lenistwem. Jeszcze przed I wojną światową gazdował na nich Tomasz Chlipała, zwany Bulandą - jeden z najsłynniejszych gorczańskich baców, który wypasał tu nawet do 800 sztuk owiec. Znany był ze swej życzliwości i religijności, z braku tolerancji dla kłamstw, bójek, a w szczególności przeklinania. W całych Gorcach, jak i daleko poza nimi, zasłynął jednak jako czarownik i znachor. Bulanda odczyniał uroki, a także leczył ludzi i zwierzęta. Za datki uzyskane z leczenia ufundował dwie kapliczki. Jedną, tuż przed swoją śmiercią, w Lubomierzu, a drugą na swojej polanie, po której właśnie wędrujemy. Owa kapliczka stoi tu w górnej części polany. Zwana jest do dziś Kapliczką Bulandy i jest obecnie najstarszym zabytkiem sakralnym w Gorczańskim Parku Narodowym (wybudowana została w 1904 roku). Bulanda dożył późnego wieku (choć tak naprawdę nie wiadomo dokładnie jakiego). Ludowe podania mówią, że czuł nachodzący kres swojego życia i wtedy:
...sprosił do domu sąsiadów, wyprawił traktament i sam obsługiwał ich. Pod koniec uczty wyszedł przed dom i tak przemówił: „Dziękuję ci, słoneczko, żeś mi świeciło i wom, gwiazdy, tez, dziękuję tobie, wietrzyku, ześ powiewał według mej potrzeby i tobie, rzyko, żeś do mnie sumem gadała..."
I żegnał w takich słowach cały świat. Wróciwszy do izby, rzekł do zebranych: „Moi kochani, jo już odchodze bo na mnie cas. Ostajcie z Bogiem”. Po tych słowach odszedł do świetlicy i w nocy umarł.
Swej sztuki leczenia Bulanda nie przekazał nikomu w obawie, że z próżności ludzkiej mogłaby być wykorzystana na szkodę innych ludzi. Jedna z wielu krążących o Bulandzie legend mówi, że księgę z zaklęciami i znachorskimi recepturami zakopał koło tutejszej kapliczki. Jednak ci, co próbowali ją odkopać, znajdowali zamiast księgi jeno kłębowisko żmij.

 
Górna część polany, gdzie stoi Kapliczka Bulandy.

Jaworzyna Kamienicka z pewnością i nam nie odsłoni bulandowych tajemnic. Możemy jednak poczuć jego ducha dotykając bielonych ścian kapliczki, nastawiając twarz do górskiego słoneczka i wietrzyku, czy też wpatrując się w gorczański krajobraz. I tak leżąc w trawie, z głową podpartą na plecaku ponad źdźbłami trawy podziwiamy ukazujące się tutaj najpiękniejsze gorczańskie widoki. Rozłożysta panorama ponad głęboką doliną Kamienickiego Potoku ciągnie się od Lubogoszcza, Ciecienia, Ćwilina i schowanej za nim Śnieżnicy w Beskidzie Wyspowym na wschodzie, poprzez rozłożysty Kudłoń w Gorcach na pierwszym planie i dalej przez najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - Mogielicę, Gorca z którego przywędrowaliśmy, aż po Pasmo Radziejowej w Beskidzie Sądeckim.



Panorama z polany Jaworzyna Kamienicka.


Ponad trawą widać wierchołek Gorca.

Błogość polany, śpiew ptaków i świerszczy, chwiejące się źdźbła trawy, dogrzewające słoneczko wprawiają nas w senność. Z początku nieco krępującą ze względu na innych wypoczywających w pobliżu turystów, ale wkrótce ich obecność staje się nam zupełnie obojętna, po chwili... zostajemy... pogrążeni... w lekkim... śnie. Chrrr.....


Nie wiadomo po jakim czasie budzimy się. Jest godzina 14.30.

Erebia eriphyle (Freyer, 1836).

Na zachodnim krańcu polany znajduje się jeszcze jedna atrakcja. To jaskinia szczelinowa zwana Zbójnicką Jamą, która była według podań kryjówką wielu tutejszych zbójników. Jest ona największą jaskinią Gorców. Prowadzi do niej ścieżka dydaktyczna, ale niedawny błogi stan ducha odciągnął nas od jej szukania. Może to i lepiej, bo podobno wejście do jej środka jest trudne i wymaga odpowiedniego przygotowania. Wchodzi się do niej przez niemal pionowy otwór o głębokości około 3,5 m. W środku rozdziela się w dwóch kierunkach: zachodnim, gdzie jej długość wynosi 10 m, i wschodnim, w którym szczelina osiąga już 15 m długości. Jaskinia zakończona jest zawaliskiem kamieni.

Wracamy na leśne dróżki. Kierujemy się na południowy zachód. Przechodzimy przez najwyższą kulminację na trasie dzisiejszej wędrówki - Jaworzynę Kamienicką wznoszącą się na wysokość 1288 m n.p.m. Schodząc z niej bardzo łagodnie przeprawiamy się przez obszar młaki. Przed ugrzęźnięciem w tych mokradłach ratują nas drewniane pomosty i ułożone w poprzek bale. Z młaki wychodzimy na polanę, z której oszałamia nas panorama Kotliny Orawsko-Nowotarskiej i Tatry. Uwagę skupia Jezioro Czorsztyńskie, przy którym po jego naprzeciwległych brzegach dostrzec można dwa zamki: w Niedzicy i w Czorsztynie.

Schodzimy z Jaworzyny Kamienickiej (1288 m n.p.m.)...

...przeprawiając się przez obszar młaki.


Trzy Korony.

Jezioro Czorsztyńskie.

Po kilku minutach delektowania się niesamowitym pejzażem naszpikowanym różnorodnymi wzniesieniami i dolinami, ruszamy w dalszą drogę. Po chwili wchodzimy na równie atrakcyjną widokowo Polanę Gabrowską Dużą, gdzie kończy się nasz zielony szlak. Spotykamy natomiast tu czerwony biegnący z Ochotnicy Dolnej, który będzie nas prowadził już bezpośrednio na Turbacz. I znów wędrujemy wygodną, lekko obniżającą się drogą.

Jeszce kawałeczek przez las i wchodzimy na Halę Długą - wielką polanę ciągnącą się z grzbietu Turbacza na Przełęcz Długą, a potem do góry aż do miejsca, w którym stoimy. Położona jest na wysokości 1160-1270 m n.p.m. i ma powierzchnię 33,77 ha. Na jej połaci wyróżnia się właściwie 3 polany: Wolnica, Wzorowa i Wierchy Zarębskie. Powyżej Hali Długiej efektownie widać Turbacz ze stojącym pod jego szczytem schroniskiem, a także Czoło Turbacza.


Hala Długa.

Powyżej Hali Długiej efektownie widać Turbacz i stojące pod jego szczytem schronisko.

Pierwsze polany na szczytach Gorców powstały w XIV wieku w wyniku działalności Wołochów, którzy wprowadzali pasterstwo w karpackich górach. Pasterstwo to było kontynuowane później przez mieszkańców tych okolic - Zagórzan. Polany te powstawały w wyniku wypalanie i karczowanie lasu. Miejscowi nazywali jej halami. Jeszcze długo po II wojnie światowej na gorczańskich polanach stały szałasy pasterskie i trwał na nich intensywny wypas. Jednak w latach 90-tych pasterstwo zupełnie zanikło, a polany zaczęły zarastać borówczyskami i malinami, a później lasem. Dla zachowania walorów widokowych oraz specyficznej przyrody, a także by zachować kulturę pasterską, w 2003 roku Gorczański Park Narodowy wprowadził na Hali Długiej kulturowy wypas owiec. Część z polan jest wykaszana, ale w trakcie wędrówki napotkaliśmy wiele takich miejsc, które chyba bezpowrotnie zarosło.

Maleńki wycinek panoramy z Hali Długiej.
Na pierwszym planie widać Tatry Bielskie, a za nimi wschodnie szczyty Tatr Wysokich.

Schodzimy na Przełęcz Długą, gdzie pasie się stado owiec. Na południu, dzięki pięknej pogodzie mamy rewelacyjny widok na Podhale i skalną ścianę Tatr. Masyw tatrzański wygląda stąd tak, jakby nagle wypiętrzył się pionowo w górę, dosłownie tak jak opisywał je piewca Podhala Władysław Orkan:
Stały przed nim w ogniu zachodzącego słońca: olbrzymie, krwawe... Zdawało się, że wyskakują prosto w niebo ogromem rdzawych ścian porysowanych, przebijając błękit w górze ostrymi szczytami.
Widok jest tak rozległy, że trudno go objąć jednym spojrzeniem i nie sposób wymienić wszystkie widoczne wierzchołki. Z lewej strony mamy kompletne Tatr Bielskie - Murań (1890 m n.p.m.), Nowy Wierch (2009 m n.p.m.), Hawrań (2159 m n.p.m.) i dalsze szczyty. Nieco za nimi rozpoczynają się Tatry Wysokie, z których kolejno od wschodu można wyróżnić: Kieżmarski Szczyt (2556 m n.p.m.), Łomnicę (2634 m n.p.m.) oraz Lodowy (2627 m n.p.m.), Gerlach (2663 m n.p.m.). Potem za widocznym na bliższym planie płaskowyżem Bukowiny Tatrzańskiej: Wysoka (2547 m n.p.m.), Rysy (2499 m n.p.m.) oraz złączone w jeden ciąg liczne szczyty okalające Morskie Oko. Dale mamy wierzchołki „Orlej Perci”, Świnicką Grań i Liliowe, za którą rozpoczynają się Tatry Zachodnie. Idąc dalej na zachód pasmem Tatr Zachodnich wyróżnić można kopczyk Kasprowego Wierchu (1987 m n.p.m.), oczywiście znany powszechnie Giewont (1909 m), za którym ciągną się Czerwone Wierchy z najwyższą Krzesanicą (2122 m n.p.m.), i kolejne szczyty aż po Osobitą (1687 m n.p.m.) i Siwy Wierch (1805 m n.p.m.).

W końcu jednak zrywamy się w dalszą drogę. W trakcie podejścia na północnym wschodzie widać: Mostownicę, w głębi Mogielicę, następnie Kudłoń z polaną Pustak i w dali Modyń.

Na Hali Długiej - widok na wschód (w górnej części polany widać Chatkę u Metysa, z lewej bacówkę).

Na stokach Turbacza.

Przed nami okazały budynek schroniska PTTK.



O godzinie 16.15 dochodzimy pod mury Schroniska Górskiego PTTK im. Władysława Orkana na Turbaczu, położonego na wysokości 1280 m n.p.m. Mnóstwo tu ludzi siedzących przed budynkiem schroniska na tarasie, skąd można podziwiać przepiękną panoramę Tatr. Kwaterujemy się w schronisku i wracamy na taras.



Tatry spod schroniska.


Schronisko PTTK na Turbaczu.

Jeszcze przed zmierzchem spotykamy się w grupie turystycznej przy ognisku. Piękny jest zachód słońca nad morzem, ale jakże inny i równie piękny jest tu w górach. Na zbocza górskie wypełzły już cienie. Przesuwają się wolno ku ich czerwieniejącym wierzchołkom, by pokryć je mrokiem nadchodzącej nocy. Na naszych oczach słońce chowa się za horyzont i tak mija wspaniały dzień, we wspaniałej atmosferze, w gronie wspaniałych wędrowców.

Na zbocza górskie wypełzły już cienie.
Mrok pokrywa czerwieniejące wierzchołki.
Następny dzień...

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas