Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nierodzim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nierodzim. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Ustroń Nierodzim (316 m n.p.m.) Równica (885 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Równicy (785 m n.p.m.) - Park Linowy na górze Równica Ustroń Polana (380 m n.p.m.).

OPIS:
W tym roku byliśmy już na Równicy podczas pokonywania pierwszego etapu Głównego Szlaku Beskidzkiego. Przechodziliśmy przez stoki Równicy czerwonym szlakiem. Pomijał on jednak wierzchołek góry, ale wiedzieliśmy, że jeszcze na nią przyjedziemy. Nie spodziewaliśmy się, że nastąpi to tego samego roku. Tym razem będziemy podchodzić od strony Skoczowa, żółtym szlakiem. Nie idziemy jednak od samego Skoczowa, który wart jest odrębnej wycieczki, ale zaczynamy w Nierodzimiu, dawnej wsi, która od 1974 roku jest osiedlem Ustronia.

Żółte znaki szlaku łapiemy na wysokości zajazdu przy drodze wojewódzkiej nr 941. O godzinie 9.25 przekraczamy wąskim mostem Wisłę i zaraz za nim skręcamy w prawo na szutrową dróżkę. Idziemy wzdłuż brzegu Wisły, skrajem liściastego młodnika. Po 15 minutach odbijamy od brzegu Wisły w lewo na wąską asfaltową drogę. Kieruje nas ona bardziej na wschód, przez kolejne osiedle Ustronia - Lipowiec, zwane Bernadką. Mijamy kilka domów i niebawem wchodzimy na dość otwarty teren. Przed nami widać pierwsze wzniesienia Pasma Równicy - Żarnowiec (688 m n.p.m.) oraz Lipowski Groń (745 m n.p.m.). Z prawej na południu dostrzegamy Małą Czantorię oraz Wielką Czantorię z wieżą widokową na szczycie oraz przecinką nartostrady na jej zboczu.

Wisła w Ustroniu Nierodzimiu.

Wąskim mostem przekraczamy Wisłę.

Tu odbijamy od brzegu Wisły i kierujemy się do osiedla Ustronia - Lipowiec.

Przez chmury zaczynają do nas przenikać ciepłe promienie słoneczne. Niknie powoli poranny chłód. Idziemy wśród pasów łąk i pól kukurydzianych. Droga leciutko wznosi się w górę. W końcu dochodzimy do poprzecznie przebiegającej drogi asfaltowej. Znaki żółte przebiegają na drugą stronę i kierują nas na skarpę i dalej wzdłuż kukurydzianego pola, ale nie ma tam żadnej ścieżki. Przypuszczalnie jest ona zupełnie zarośnięta. Decydujemy się iść równolegle skrajem sąsiadującej łąki. Okazuje się to trafnym wyborem i wkrótce wracamy na szlak.

Równolegle do szlaku skrajem sąsiadującej łąki.

Przed nami widać pierwsze wzniesienia Pasma Równicy:
Żarnowiec (688 m n.p.m.) - z lewej, Lipowski Groń (745 m n.p.m.) - z prawej.

Szlak wiedzie nas teraz skrajem pastwisk ogrodzonych drutem kolczastym. Tam gdzie przechodzi szlak, ogrodzenie to jest nieco niższe i wykonane z drutu bez kolców. W tych miejscach, po obu stronach ogrodzenia ułożone są stopnie z betonowych płyt, dzięki którym bez problemów pokonujemy tą przeszkodę. Choć do tej pory mamy za sobą pokonane niewielkie przewyższenie terenu, to widoki za plecami mamy coraz ciekawsze. Są one coraz odleglejsze. Poza tym po lewej i po prawej świetnie też widać północno-zachodnie krańce Pasma Czantorii i Pasma Klimczoka.

Szlak wiedzie nas skrajem pastwisk ogrodzonych drutem kolczastym.

Dalej przez pastwiska.

Do tej pory pokonaliśmy niewielkie przewyższenie terenu, ale za sobą widoki mamy już rozległe.

Wkrótce ścieżka wchodzi na asfaltową drogę, a ta szybko doprowadza nas do skrzyżowania ulic: Przetnica, Górecka i Lipowska. Szlak prowadzi nas na Lipowską. Szosa ta łączy ustroniowski przysiółek Lipowiec z Brenną. Mijamy kilka zabudowań, po czym droga nasza dynamicznie, choć krótko opada do rozwidlenia.

Idąc szosą w kierunku Brennej mijamy kilka zabudowań oraz pasy łąk i pól kukurydzianych.

Na rozwidleniu dróg skręcamy w prawo. Szybko odzyskujemy utraconą wysokość i&;dalej pniemy się w górę. W końcu zaczynamy odczuwać, że jesteśmy na górskiej wędrówce. Wspinamy się na grzbiet Lipowskiego Gronia.

Po kilku minutach osiągamy skraj lasu pokrywającego tą górę. Jeszcze tylko chwilkę szlak prowadzi betonową drogą, pośród ostatnich zabudowań i wchodzi pomiędzy drzewa. Zatrzymujemy się dla odsapnięcia i spojrzenia za siebie, bo zrobiło się tam bardzo interesująco. Wspaniale widać jak od północy z małych pagórków rodzi się Pasmo Klimczoka. Potem obracamy się w kierunku marszu i o godzinie 10.40 nikniemy w gęstwinie leśnej. Po pięciu minutach pokonywania zalesionego zbocza stajemy niespodziewanie przed bardzo stromym fragmentem trasy. Jest to kilkumetrowa skalista skarpa wznosząca się nad drogą leśną, ubezpieczona z dwóch stron drewnianymi poręczami. Choć jest stromo i trzeba wspomóc się rękoma, taka odmiana sprawia więcej radości niż wysiłku.

Przed wejściem do lasu wspaniale widać jak od północy z małych pagórków rodzi się Pasmo Klimczoka.

Kilkumetrowa skalista skarpa wznosząca się nad leśną drogą.

Po pokonaniu skarpy wchodzimy w obszar gęstego, ale młodego lasu bukowego. Tracimy trochę orientacje, czy szlak prowadzi teraz przez wąski, podmokły rów, tworzący coś w rodzaju płytkiego wąwozu, czy górą ponad nim. Po kilku minutach przechodzimy przez drugi płaj (pierwszy był przed opisywaną skarpą ubezpieczoną poręczami). Droga ta pokryta jest rozjeżdżonym przez traktor błociskiem. Potem znów w górę przez młody bukowy las, po czym wchodzimy po raz trzeci na płaj. Skręcamy na niego w lewo. Dużo tu słońca, bo niebo niemal całkowicie rozchmurzyło się, a sama droga jest dość słabo obrośnięta drzewami. Między drzewami towarzyszą nam ładne widoki na północ i północny wschód. Zrobiło się pięknie.

Zrobiło się pięknie, a tam gdzie droga jest słabo obrośnięta drzewami widoki mamy wspaniałe.

W miarę nabierania wysokości droga pokryta jest luźnymi kamieniami, zresztą podobnie jak całe zbocze trawersowanego Żarnowca. W pobliżu jego wierzchołka pojawia się zwarte zadrzewienie. Przechodzimy nieco pod wierzchołkiem Żarnowca. Widać go pomiędzy konarami drzew i zdaje się, że znajduje się na nim polanka zupełnie pozbawiona drzew. To kuszący widok, ale trzymamy się ściśle planu.

Wierzchołek Żarnowca widoczny ze szlaku.

Omijamy wierzchołek Żarnowca i droga chwilkę opada w dół, po czym znów wznosi się do góry. O godzinie 11.15 docieramy do rozwidlenia - prawa odnoga prowadzi w pobliże szczytu Lipowskiego Gronia, a nas szlak prowadzi na lewą odnogę drogi, która zaczyna łagodnie opadać. Zbliżamy się do przełęczy pomiędzy Lipowskim Groniem a Równicą.

Szlak prowadzi dróżką grzbietową, z której otwieraja się piękny widok na Wielką Czantorię. Wkrótce jednak pojawia się bukowy las, który na pewnym fragmencie tworzy piękny jednolity szpaler po obu stronach naszej dróżki. Idąc nim po niedługim czasie z lewej strony zbocze zaczyna opadać polaną powstałą w wyniku wyrębu drzew. Dzięki niej pojawiaja się piękny widok na północną stronę, ze znanymi nam już pierwszymi wzniesieniami Pasma Klimczoka, ale tym razem widzimy je ze znacznie wyższego pułapu. Zaraz potem droga nasza robi się bardziej kamienista i bardziej stroma. Tylko chwilami łagodnieje. To już podejście podszczytowe, które zajmuje nam około 25 minut spokojnego marszu.

Bukowy szpaler po obu stronach naszej dróżki.

Piękny widok na północną stronę, ze znanymi nam już pierwszymi wzniesieniami Pasma Klimczoka.

To już podejście podszczytowe.

O mały włos a przydeptalibyśmy.

Szczyt Równicy (885 m n.p.m.) osiągamy o godzinie 12.10. Wierzchołek Równicy jest bardzo klimatyczny. W zasadzie zadrzewiony, a jednak jego kulminacyjny fragment posiada dość sporo wolnej i dość płaskiej powierzchni porośniętej trawą. Z samego szczytu nie ma jednak wybitnych widoków, ale wystarczy przejść tylko kilka kroków na północny wschód, by otworzyła się piękna panorama na Pasmo Klimczoka, aż po samego Klimczoka.

Na szczycie Równicy (885 m n.p.m.).

Z samego szczytu nie ma jednak wybitnych widoków, ale...

...wystarczy przejść tylko kilka kroków na północny wschód,
by otworzyła się piękna panorama na Pasmo Klimczoka.

Ze szczytu Równicy żółty szlak sprowadza nas na jej południowo-zachodnie zbocza. Na tamtą stronę schodzi kilka dróg, bo z racji zagospodarowania jest to bardzo ruchliwa strona Równicy. Bez względu na to, czy trzymamy się ściśle znaków szlaku, czy idziemy równolegle do nich, szybko wyjdziemy spośród drzew na rozległą polanę. I wtedy uderza w nas przepiękna, dość daleka i rozległa panorama obejmująca znaczną część Beskidu Śląskiego. W dole, na zboczu stoi budynek Zbójnickiej Chaty, a poniżej niego schronisko PTTK. Ponad ich dachami widać wznoszący się potężny masyw Wielkiej Czantorii. Jej grzbiet opada na prawo poprzez Małą Czantorię i Tuł, ku pagórkom Pogórza Cieszyńskiego, wśród których wypatrzeć można zabudowania Cieszyna. Na lewo od Wielkiej Czantorii biegnie grzbiet łączący Soszów Wielki, Cieślar, Stożek i Kiczory, który dalej opada w kierunku wschodnim na obniżenie przełęczy Kubalonka. Przy dzisiejszej pogodzie wszystko wygląda stąd rewelacyjnie.

Ze szczytu Równicy żółty szlak sprowadza nas na jej południowo-zachodnie zbocza.

Szybko wychodzimy na rozległą polanę i wtedy uderza w nas przepiękna panorama.

Panorama z północno-zachodnich stoków Równicy.



Na malowniczych stokach Równicy sporo jest dziś wypoczywających osób. Ślązacy nie marnują pięknej pogody na siedzenie w domu. Na Równicę nietrudno wyjść, ale też nie trudno wyjechać, bo szosa pociągnięta jest pod samo schronisko. Poza tym Równica przyciąga wieloma atrakcjami m.in. parkiem linowym, do którego idziemy, wstępując wcześniej na krótko do schroniska PTTK.

Schronisko PTTK na Równicy, po prawej widać szczyt Równicy.

O godzinie 12.40 wchodzimy na teren parku linowego na Równicy, kupujemy karnety, pobieramy sprzęt asekuracyjny i udajemy się na szkolenie. Niestety wszystko to trwa dość długo, ale cóż, wszak chodzi o nasze bezpieczeństwo. W czeskim parku Tarzanie proces ten przebiegł zdecydowanie szybciej, ale sprzęt był prostszy, bo nie posiadał nowoczesnych zabezpieczeń przed wypięciem. Tutaj system asekuracji jest tak skonstruowany, że nie pozwala na zupełne wypięcie z liny asekuracyjnej. Działa to tak, że nie można wypiąć karabinka, dopóki drugiego nie wepniemy w linę.

Dopiero po 14.00 rozpoczynamy spacer po linach, kładkach, półkach, siatkach i wszystkim innym zawieszonym w powietrzu między wysokimi bukami. Na początek wchodzimy na trasę Tarzana, oznaczoną kolorem niebieskim. Idziemy we trójkę, Dorota godzi się pozostać na ziemi, by dokumentowąć przebieg linowej wędrówki. Trasa składa się z 12 przeszkód, zawieszonych na wysokości od 3 do 7 m. Pierwszą przeszkodą jest oparty niemal pionowo pień, po którym wspinamy się od zjazdu tyrolskiego na linie. Po zjeździe wykonujemy przeskok między drzewami, z platformy na platformę oddalonymi od siebie o jakiś metr, a może więcej. Potem przemieszczamy się pod mostkiem, łapiąc się zwisających pętli, a następnie trawersujemy ściankę wspinaczkową, ponownie zjeżdżamy zawieszeni na linie. Teraz przeskakujemy przez wiszące platformy korzystając z wiszących lin imitujących liany. Pomiędzy kolejnymi drzewami mamy jeżdżącą balię, którą przemieszczamy się do pajęczej sieci. Z sieci przechodzimy na wysepkową kładkę, a potem na zawieszone poziomo okrągłe belki. Trasę kończymy zjazdem w dół na trapezie.


Jest godzina 14.45. Przechodzimy na druga trasę - trasę Indian oznaczoną kolorem czerwonym. Przed nami 16 przeszkód. Pierwsza to wejście ścianką wspinaczkową na platformę zamocowaną kilka metrów wyżej wokół pnia drzewa. Do następnego drzewa przechodzimy po zygzakowanych drewnianych belkach, potem idziemy mostem birmańskim, surfujemy na desce i spacerujemy po pniach falochronu. Dalej przechodzimy po linie napiętej między drzewami. Z drugiej strony zostajemy opuszczeniu na linie na niższą platformę, z której wchodzimy do długiej rynny z sieci. Po wyjściu z rynny mamy długi zjazd tyrolski na linie, niemal przez całą szerokość parku. Potem przejście po dwóch balach zawieszonych równolegle na linach, krótka rynna z sieci, przejście po dwóch krzyżowo rozpiętych linach, skok pomiędzy drzewami z wykorzystaniem wiszącej liny ze strzemieniem. Na koniec przechodzimy po rozpiętuch na linach deseczkach, a potem zjazd tyrolski na ziemię.


Jest już 15.30. Mamy półtorej godziny czasu na zejście do autobusu, który ma czekać w Ustroniu Polana. Plan dzisiejszego dnia zakładał jeszcze wizytę w Kolibie pod Czarcim Kopytem, ale niestety z braku czasu musimy ją przełożyć. Przekąsimy coś podczas schodzenia, wykorzystując zasoby plecaka. Spoglądamy ze smutkiem w stronę Koliby pod Czarcim Kopytem i okazuje się, że i tak byśmy do niej nie weszli, jest zamknięta. W tej samej chwili zrobiło się jakby trochę lżej na sercu i ruszyliśmy pośpiesznie w dół czerwonym szlakiem w stronę Ustronia Polany.

Za Kolibą pod Czarcim Kopytem skręcamy w lewo do lasu. Kamienistą ścieżką, często naszpikowaną wystającym korzeniami i chwilami dość stromą, zmierzamy ku końcowi wędrówki. Na niektórych fragmentach odsłania się przed nami widok na Wielką Czantorię, wznoszącą się naprzeciw nas, po drugiej stronie doliny. Kilkakrotnie przecinamy drogę wijącą się serpentynami po zboczu Równicy.

Na niektórych odcinkach zejścia z Równicy odsłania się widok na Wielką Czantorię.


W Jaszowcu szlak biegnie już głównie poboczem tej drogi, aż do miejsca, gdy dochodzi do ulicy Wczasowej. Tutaj skręcamy w prawo na wąski mostek na Wisłą, która w tym miejscu nie przypomina nam jeszcze królowej polskich rzek.

Przeprawa przez Wisłę.

Dalej już nie przeskoczymy, a jest już tak blisko drugiego brzegu.

O godzinie 16.40 zaczynamy po raz drugi dziś przeprawiać się na drugi brzeg Wisły. Dorota z Alicją mostkiem, a Marek z Elą pod nim po wystających kamieniach. Okazuje się, że po przeciwnej stronie rzeki brakuje trochę kamieni, po których bezpiecznie można by przeskoczyć na brzeg. W konsekwencji wszyscy korzystamy z mostka. Jeszcze tylko kilka zakrętów pomiędzy zabudowaniami i docieramy do stacji PKP, za którą przechodzimy przejściem podziemnym pod drogą i o godzinie 17.00 docieramy do przystanku PKS Ustroń Polana. W tym miejscu następuje kres naszej wspaniałej wycieczki.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas