Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostravice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostravice. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Ostravice, žst (418 m n.p.m.) - Penzion Florián (456 m n.p.m.) - Ostravice, žst (418 m n.p.m.) Butořanka (730 m n.p.m.) Lukšinec (953 m n.p.m.) Lysá hora (1324 m n.p.m.) Lukšinec (953 m n.p.m.) Butořanka (730 m n.p.m.) Ostravice, žst (418 m n.p.m.) - Penzion Florián (456 m n.p.m.)

OPIS:
W samo południe docieramy do Ostrawicy (czes. Ostravice). Pierwsze co musimy zrobić zanim wyruszymy w góry to znaleźć nocleg. Niestety w pierwszym miejscu z powodu braku miejsc zostajemy odesłani, ale jednocześnie polecono nam pensjonat Florián położony nieco wyżej na wysokości 456 m n.p.m. Idziemy tam, choć przygotowana wcześniej lista rezerwowa obiektów noclegowych posiada jeszcze wiele innych atrakcyjnych obiektów, m.in. pod względem ceny. Nie mamy charakterystyki poleconego nam obiektu i obawiamy się czy spełni nasze oczekiwania cenowe, bo z zewnątrz budynek pensjonatu Florián prezentuje się jak niezły hotelik. Trochę przyszliśmy nie w porę, bo zakwaterowanie odbywa się tu od 16.00, ale pokoje są i po chwili oczekiwania mamy jeden z nich. Pokój, który dostajemy zaskakuje przestronnością. Jest ogromny jak apartament, choć właściwie jest to przestronna sala z sześcioma łóżkami. Mamy ją jednak do wyłącznej dyspozycji, i to za satysfakcjonującą nas cenę, czyli stosunkowo nie wysoką. Cieszy nas to ogromnie, bo mamy już gdzie spać. Zerkamy jednak co chwila z niepokojem na godzinę, bo czas nie czeka, a chcielibyśmy wybrać się jeszcze w góry. Pani kwaterującą nas w pensjonacie uspokaja jednak, że przy spokojnym turystycznym tempie wyjście na najwyższy szczyt Beskidu Śląsko-Morawskiego nie powinien nam zająć więcej niż 3 godziny. Nie pozostaje nam nic innego jak szybko przepakować się do dwóch małych plecaków i bez dalszej zwłoki wyruszyć na kolejną górską eskapadę, tym razem na podbój Łysej Góry.

Rzeka Ostravica.

O godzinie 13.30 wychodzimy z pensjonatu. Wiemy, gdzie szukać czerwonego szlaku, który będzie nas prowadził na sam szczyt Łysej Góry, bo już go wcześniej spotkaliśmy. Schodzi on z masywu Smreka, bardzo blisko naszego pensjonatu. Łapiemy go przy mostku nad potokiem Bučací. To potok, który intryguje nas, bo w pierwotnych planach przymierzaliśmy się zarówno do Smereka, jak też do biegnącego po jego zboczach czerwonego szlaku. Na szlak ten przyciąga nie tylko góra, ale też jeden z największych kaskadowych wodospadów w tej części Karpat, wykształtowany przez naturę na wspomnianym potoku Bučací (Bučací vodopády). Jednak znajdujące się obecnie za naszymi plecami wodospady Bučací i Smrek (czes. Smrk) pozostawiamy na pokusę na następną wyprawę w Beskid Śląsko-Morawski, która miejmy nadzieję przywiedzie nas z powrotem w te strony.
Czerwony szlak sprowadza nas z powrotem do głównej ulicy Ostravic. Na niej kierujemy się w lewo, w dół wioski, w kierunku miasta Frýdlant nad Ostravicí. Przechodzimy obok znanego nam już dworca kolejowego, położonego na wysokości 418 m n.p.m. i tuż za nim skręcamy w prawo. Przechodzimy przez most nad rzekę o tej samej nazwie co wioska - Ostravice, która stanowi granicę między Morawami i Śląskiem Cieszyńskim.
Idąc skrajem niezbyt szerokiej, asfaltowej drogi zaczynamy stopniowo nabierać wysokości. Wzdłuż naszej trasy płynie jeden z dopływów Ostravicy - potok Sepetný. Potok ten będzie w pobliżu naszej trasy niemal do swojego źródliska. Na jej początku mijamy wiele domów i pensjonatów, usadowionych na zadrzewionych zboczach. Miejsce i aura są piękne, ale trzeba zwracać uwagę na drogę, po której dość często przejeżdża jakiś samochód. Nie trwa to jednak długo i o 13.50 skręcamy w prawo na inną drogę, którą wchodzimy do strefy chronionej - tam już nie musimy się martwić przejeżdżającymi pojazdami mechanicznymi. Zaraz potem mijamy coś, co nam przypomina radosny poranek - to górskie centrum linowe Opičárna. Park ten jest jednak znacznie mniejszy niż ten pod Pustevnym w Trojanowicach
Droga mimo twardego asfaltu jest dość przyjemna. Wcina się pomiędzy dwie góry: Tribulka (691 m n.p.m.) wznosząca się po naszej lewej i Smrčina (810 m n.p.m.) po naszej prawej, pnąc się nieforsownie do góry, otoczona zieloną roślinnością.
Tu będziemy schodzić z drogi asfaltowej.
O godzinie 14.20 schodzimy na lewo z drogi asfaltowej na kamienistą drogę gruntową, którą wchodzimy w gęściej zarośnięty drzewostan leśny. Idziemy nieco ostrzej w górę, ale chłód cienia drzew daje ukojenie od gorących promieni słonecznych. Pięć minut później na wysokości 730 m n.p.m. mijamy rozdroże Butořanka, w którym do naszego czerwonego szlaku dochodzi niebieski z osady Mazák. W tym miejscu szlak nasz skręca ostro w lewo i po chwili wyprowadza na rozległą, niezwykle malowniczą polanę. Nad polaną wznosi się obiekt naszego zainteresowania z monumentalnym masztem antenowym - Łysa Góra. Jest blisko, ale czeka nas jeszcze kawałek drogi. Tymczasem wędrujemy dróżką przez polankę, właściwie cały czas poziomo, aż do stóp wznoszącego się zalesionego zbocza górskiego. Stąd zaczynają się pierwsze pociągające widoki, choć zainteresowanie wzbudza również sama polana, nieco niepasująca do znajdującego się wokół niej górskiego otoczenia. Nie przypomina znanych nam hal, bo choć wokół na zboczach górskich widać dominację świerków, to sama porośnięta jest zupełnie innymi, pojedynczymi drzewami liściastymi o bujnej owalnej koronie. Wśród tych drzew stoi kilka ładnych domków, które przypuszczalnie spełniając też funkcję małych pensjonatów.

Polana na szlaku. Po prawej z tyłu widać szczyt Łysej Góry.

Za polaną zaczynamy już ostrzejsze podejście po kamienistej ścieżce, która zaraz skręca w lewo na północ. Tu już bardzo pomocne stają się kije trekkingowe, których nie mamy, ale przy szlaku bez problemu można znaleźć sobie jakiś kawałek fajnego patyka. Słoneczko raczej nas nie opuszcza, bo roślinność przy szlaku robi się z czasem karłowata. Z tego też względu szlak robi się niezwykle widokowy. Od szczytu dzieli nas jeszcze kilkaset metrów, a już mamy piękne panoramy.
Pierwsze panoramy z podejścia.

Węzeł szlaków Lukšinec (953 m n.p.m.).


Okazała gąsienica.
 
 

Potem jednak droga wraca pomiędzy drzewa lasu, ale to dobrze, bo nie będziemy tak często rozglądać się na boki, aczkolwiek otaczająca przyroda też kusi wzrok. Cały czas po naszym czerwonym szlaku lub w jego bezpośrednim sąsiedztwie biegnie ścieżka przyrodnicza. Tak dochodzimy do węzła szlaków Lukšinec, położonego na wysokości 953 m n.p.m. Dalej szlak na kilkadziesiąt metrów łagodnieje, po czym znów wiedzie stromo w górę. Niedługo potem skręca w lewo w trawers góry. Wtedy też kończy się gęsty las, a pozostają jedynie małe świerki i inne niskie drzewa i roślinność luźno porastające zbocze. Nic już nie zasłania nieprawdopodobnych widoków na okolicę. Znakomicie też widać wierzchołek królowej Beskidu Śląsko-Morawskiego. Oprócz imponującej anteny telewizyjnej dostrzegalne są na nim budynki.

 
Wierzchołek królowej Beskidu Śląsko-Morawskiego.


Panoramy na okolicę.
Nasz kamienisty trakt wiedzie nas powoli w górę. Czujemy się, jakbyśmy tylko my wspinali się do góry, bo w dół schodzi dziś ogromna liczba osób. Ich wędrówka niekoniecznie przypomina górską wyprawę, gdyż większość z nich wygląda jakby była na niedzielnym spacerku, w sandałkach, z dziećmi na ręku, bez typowego ekwipunku turystycznego. Widać tak to już jest na tej górze, ale faktycznie podejście na nią nie jest bardzo ciężkie. Po za tym można się na nią dostać bezwysiłkowo, korzystając z kursującego w sezonie letnim autobusu (na wierzchołek Łysej Góry prowadzi też droga asfaltowa).

Kamienisty trakt wiedzie nas powoli w górę.

Gdy jesteśmy trochę wyżej na zboczu pojawiają się wysokie kikuty zniszczonych drzew. Zaraz za nimi teren znacznie wypłaszcza się, a przed sobą widzimy niczym nieprzysłonięty wierzchołek Łysej Góry oraz ostatni odcinek szlaku, który cierpliwie na nas czeka. Zbocza kopuły szczytowej Łysej Góry, w przeciwieństwie do naszego aktualnego otoczenia są gęsiej porośnięte drzewami, a i tu wiele z nich jest zniszczonych przez surowe górskie warunki atmosferyczne. Końcowe podejście przybiera znacznie na stromości i prowadzi już wąską kamienną ścieżką, trawersując zbocze. W górę popycha nas ogromna przestrzeń, którą już mimowolnie wyczuwamy za swoimi plecami. Mimo pięknej słonecznej pogody, z każdym pokonanym metrem powietrze staje się chłodniejsze.

Na zboczu pojawiają się wysokie kikuty zniszczonych drzew
Widzimy już niczym nieprzysłonięty wierzchołek Łysej Góry oraz ostatni odcinek szlaku.

Za nami wciąż piękna panorama.




Mija godzina 16.00. Jeszcze tylko parę kroków i jesteśmy - Łysa Góra (czes. Lysá hora) wznosząca się na wysokość 1324 m n.p.m. jest do naszej dyspozycji. Witamy się z nią dotykając drewnianego słupka z tabliczką szczytową.
Na szczycie wybija się potężna bryła 78-metrowego masztu przekaźnika telewizyjnego, którą widzieliśmy już wiele razy ze szlaku, czy nawet z leżącej w dole Ostravicy, ale dopiero tutaj imponuje swoim ogromem. Obok niej stoi budynek obserwatorium astronomicznego i wiele innych budynków.
Na szczycie.
 Potężna bryła 78-metrowego masztu przekaźnika telewizyjnego.

Łysa Góra - Matka Śląskich Wzgórz, jak ją niegdyś zwał ksiądz z Istebnej Emanuel Grim, cieszy się dużą popularnością, toteż na szczycie powstała bogata infrastruktura turystyczna. Jest tu schronisko, chata narciarska, placówka Służby Górskiej (Horská služba) oraz małe bufety. Jeden z nich prowadzony przez Klub českých turistů „Šantán” jest naszym punktem kontrolnym do Międzynarodowej Odznaki Turystycznej BESKY(i)DY. W gościnę idziemy jednak do innego bufetu, położonego wyżej, spod którego rozciąga się jeszcze bardziej wspaniale panorama na wschód, aż po Tatry. W takich ekscytujących plenerach zjadamy posiłek i siedzimy jeszcze chwilę popijając napoje. Potem przemieszczamy się na północną stronę pod budynek przekaźnika telewizyjnego, skąd mamy pełny przegląd szczytów, które już od jutra mamy zamiar kolejno nawiedzić. W duchu znów odzywa się pewien rodzaj żalu, że nie pozostaniemy w tym wspaniałym miejscu na dłużej, że nie spenetrujemy innych szlaków prowadzących na szczyt Łysej Góry i atrakcji ukrytych na jej zboczach.

Klub českých turistů „Šantán”.
Klub českých turistů „Šantán” - wnętrze.


Wschodnia panorama z Łysej Góry.

Z Łysą Górą i jej okolicami związana jest legendarna postać Ondraszka, autentycznego zbójnika urodzonego w 1680 roku w Janovicach koło Frydka, który przetrwał w ludowych przekazach jako obrońca uciśnionych chłopów i wróg wielmoży. Podobno na Łysej Górze corocznie na wiosnę zwoływał swoją bandę rozpalając ognisko.
Zbierając się powoli w drogę powrotną idziemy jeszcze na najwyższy punkt Łysej Góry, pod kamienny obelisk, gdzie stoi druga tabliczka szczytowa. Stąd mamy widok - wspomnienie wczorajszego dnia, bo  wśród licznych szczytów górskich widać też doskonale jeden bliski nam szczególnie - Radhošť.
 Pod kamiennym obeliskiem, na najwyższym punkcie Łysej Góry,

Za nami widać Smrk i Radhošť.
Na szczycie Łysej Góry zabawiliśmy prawie 2 godziny - mija 17.45, gdy zaczynamy schodzić do Ostravicy tą samą drogą co do góry. W miarę szybkim krokiem zmniejszamy swoją wysokość, ale mimo to nie możemy się odgonić od górskich widoków. Jesteśmy rozpieszczani piękną panoramą, którą mamy teraz cały czas przed sobą, aż do pierwszych drzew lasu.

Zejście.



Znów te piękne widoki podczas schodzenia z góry.


Ponownie mijamy kamienne kopce - symboliczne groby budowane przez wędrowców w miejscu tragedii - dokładamy się po symbolicznym kamyku. Przy szlaku pozostawiamy też symboliczny mały kopczyk, by w trudnych warunkach atmosferycznych ułatwiaj orientację i wyznaczał właściwą, bezpieczną drogę.

Układamy symboliczny kopczyk.
Dokładamy kamyk na kamienny kopiec przy symbolicznym grobie.

O godzinie 18.35 mijamy rozdroże Lukšinec (953 m n.p.m.), a o 19.00 - Butořanka (730 m n.p.m.). Trochę niżej obmywamy twarz i ręce w strumieniu chłodnej wody tryskającym ze zbocza górskiego. Skąpani wodą i blaskiem zachodzącego słońca, zachwyceni dzisiejszym darem matki natury, schodzimy z gór w pełni usatysfakcjonowani.

Przed wiatą turystyczną przy węźle szlaków Lukšinec (953 m n.p.m.).





Ostravica.

Dreptamy ponownie asfaltową drogą przez dolinę potoku Sepetný. O godzinie 19.40 mijamy stację kolejową Ostravice. W drodze do swojego pensjonatu zatrzymujemy się na szklaneczkę czegoś chłodniejszego przy pensjonacie Oaza. „Radegast dla starszych i Vinea dla młodszych” - prosimy. Potem udajemy się już nocleg do pensjonatu Florián.
Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas