Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duszatyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Duszatyn. Pokaż wszystkie posty

za nami
pozostało
97,1 km
421,9 km
Poranek cieplutki, jakby to już lato było, ale ledwie wiosnę wczoraj poczuliśmy. Cztery dni i czyżby były jak cztery pory roku? Na to się zanosi. Ktoś pyta dlaczego nie zostać jeszcze jeden dzień tutaj, dlaczego tylko cztery dni zaplanowaliśmy? Do końca nie wiadomo co odpowiedzieć, przecież jutro mamy jeszcze jeden dzień wolny. Choć też ponoć ktoś myślał, że jedzie z nami na 3 dni (tak jak zazwyczaj), lecz w autokarze doświadczył miłej niespodzianki, gdy dowiedział się będą 4 dni. Czasami niedoczytanie całego programu (ale tylko czasami) może sprawić tak miłe niespodzianki. I faktycznie, dobrze byłby zostać jeszcze jeden dzień, tym bardziej, że baza „Pod Suliłą” jest wspaniała, a pani Teresa  i pan Stanisław to wyjątkowi gospodarze.

Dzisiaj czeka nas krótsza trasa, bo poza trasą pieszą mamy jeszcze coś ekstra. Zgodnie z konceptem naszej wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim – pokonujemy go zatrzymując się w miejscach wyjątkowych, a takimż jest właśnie „dom jasny malowany nadzieją i koronką z drzewa ozdobiony, szumem jodeł wiekowych i zapachem żywicznym w każdej porze szczelnie otulony”.

POGODA:

noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Duszatyn (496 m n.p.m.) [czerwony szlak] Prełuki (446 m n.p.m.) [czerwony szlak] Komańcza PKP (450 m n.p.m.)/Schronisko PTTK

OPIS:
Wpierw przemieszczamy się do Księstwa Duszatyn, jak głosi tablica na barze o głęboko uduchowionej nazwie „Dusza Jeziorek”, o wiele głębiej niż toń sadzawki znajdującej się obok, o żartobliwej nazwie „Ostoja kumaka pijaka”. Duszatyn to również ostoja cichości, błogiego spokoju, kraina zagłębiona pomiędzy leśnymi wzniesieniami w dolinie rzeki Osława. Duszatyn to obecnie niewielka wieś, kiedyś królewska – taką właśnie była, gdy lokował ją kniaź prełucki przed 1572 rokiem.. Zwano ją wówczas nie Duszatyn, lecz Piekarki, aż do drugiej połowy XVIII wieku. W pierwszej połowie XIX wieku funkcjonowała w niej huta żelaza. Na początku ubiegłego stulecia Duszatyn przeobraził się w osadę leśną z tartakiem parowym firmy „Falter i Dattner” z Krakowa. W tamtym czasie, w 1907 roku, miało miejsce wielkie osunięcie ziemi ze stoków Chryszczatej, góry lezącej nieopodal Duszatyna, kiedy powstały słynne Jeziorka Duszatyńskie, ale o tym to już było wczoraj, podobnie jak o Potockicm, który spuścił wodę z najniżej położonego wówczas jeziorka, Hrabia Potocki miał w Duszatynie dworek myśliwski, działała wówczas też we wsi leśniczówka ze schroniskiem i stacja załadunkowa kolejki leśnej. Stała też na tzw. Równi nad Osławą drewniana cerkiew filialna pw. św. Włodzimierza, Wielkiego, wzniesiona w 1925 roku. W 1931 roku istniały tutaj 33 domostwa zamieszkiwane przez 205 osób.

Po II wojnie światowej ludność wsi została zupełnie wysiedlona, a ich domostwa zniszczone. Opustoszała cerkiew stała tu jeszcze do 1956 roku. Stojące tutaj obecnie domy, powstały z końcem lat 50-tych XX-wieku, jako budynki pracowników leśnych. Wtedy też powstała w Duszatynie stacyjka kolejki leśnej łączącej Smolnik i Rzepedź.

W Duszatynie, nieopodal ujścia Potoku Olchowatego do Osławy o godzinie 9.45 rozpoczynamy wędrówkę. Idziemy szosą, która powstała tu niedawno, jeszcze w 2012 roku jej tutaj nie było, a tylko utwardzona droga gruntowa. Obecnie ma ona status drogi leśnej dopuszczonej do użytku publicznego..

Osława i droga w Duszatynie.
Osława i droga w Duszatynie.

Maszerujemy wzdłuż Osławy, która płynie sobie po lewej spokojnym nurtem kamienistym korytem. Po 10 minutach dochodzimy do niezwykłego miejsca, gdzie rzeka oddala się od nas zachodząc za wzniesienie zwane Łokieć (515 m n.p.m.), po czym wraca z drugiej strony wzniesienia. Rzeka zatacza prawie pełne koło wokół wzniesienia i zbliża się do siebie na odległość około 120 metrów. Ten piękny odcinek przełomu Osławy wraz z przylegającym lasem bukowo-jodłowym został objęty w 2000 roku rezerwatem przyrody „Przełom Osławy”.

Osława jest największym dopływem Sanu, wypływającym z Bieszczadów. Jej źródła znajdują się na południowo-zachodnich stokach Matragony, na wysokości 680 m. Rzeka Osława ma prawie 65 km długości.

Osława w Duszatynie.
Osława w Duszatynie.

Przełom Osławy przed Łokciem.
Przełom Osławy przed Łokciem.

Nad zakolem Osławy przerzucony jest stary, nieużywany już most kolejki wąskotorowej, oparty na żelbetonowym łuku. Ma on ma długość 51 metrów pomiędzy przęsłami i wysokość prawie 9 metrów nad poziomem rzeki. Jest jednym z najwyższych i najdłuższych mostów w Bieszczadach. Przechodząca przez niego linia kolejki wąskotorowej powstała w 1923 roku z inicjatywy właścicieli tutejszych lasów Potockich z Rymanowa, Jana i Stanisława . Po II wojnie światowej została odbudowana na potrzeby potężnego zakładu przemysłu drzewnego w Rzepedzi. Pierwsze składy z drewnem transportowanym do Rzepedzi ruszyły 1957 roku. Kolejkę zlikwidowano na początku lat 90-tych XX wieku.

Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.
Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.
Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.

Osława.
Osława.

Osława.
Osława.

Kilka minut po dziesiątej wchodzimy do wsi Prełuki, to kolejna niewielka osada w dolinie Osławy, przez którą prowadzi nas czerwony szlak. W 1880 roku wieś Prełuki liczyła 46 domów i 316 mieszkańców. Stała tu wówczas cerkiew parafialna pw. św. Mikołaja, zbudowana w 1831 roku lub w 1842 roku. W okresie międzywojennym Prełuki liczyły 64 domy i 377 mieszkańców. Dzisiaj stoi tu zaledwie kilka zabudowań.

Prełuki.
Prełuki.
Prełuki.

O godzinie 10.20 przechodzimy mostem drogowym na drugi brzeg Osławy. Szosa zaczyna pokonywać grzbiet oddzielający dolinę Osławy od doliny Osławicy, wykorzystując niżej położoną przełęcz pomiędzy grzbietem Sokoliska (637 m n.p.m.), a znajdującym się na południu Karnaflowym Łazem (709 m n.p.m.). Czerwony szlak odbija zaś z drogi na zbocze grzbietu Sokoliska i stromo wspina się po nim. Po niedługim czasie osiągamy dość płaską wierzchowiną, ale trochę błotnistą. Ścieżki przeprowadzają nas lasem, obok bajor wypełniających zagłębienia, również na naszej drodze, przy których zadomowiła się knieć błotna (Caltha palustris L.) zwany powszechnie kaczeńcem. Kwitną okazałymi żółtymi kwiatami. Pięknie komponują się z zielenią lasu.

Most nad Osławą w Prełukach.
Most nad Osławą w Prełukach.

Osława z mostu w Prełukach.
Osława z mostu w Prełukach.

Grzbiet Sokoliska.
Grzbiet Sokoliska.

Na stokach Sokoliska.
Na stokach Sokoliska.

Las na Sokolisku.
Las na Sokolisku.

Wypłaszczenie grzbietowe.
Wypłaszczenie grzbietowe.

Knieć błotna (Caltha palustris L.).
Knieć błotna (Caltha palustris L.).
Knieć błotna (Caltha palustris L.) nad bajorami.

Grząska droga zejściowa.
Grząska droga zejściowa.

Wkrótce zaczynamy schodzić z grzbietu rozjeżdżoną drogą. O godzina 11.20 pokonujemy bród niewielkiego potoczku, szczycącego się nazwą Piwny. W połowie czerwca 1943 roku w zalesionej dolinie potoku Piwnego niemiecki okupant wymordował 28 Cyganów mieszkających wówczas w Komańczy.

Za potokiem Piwnym droga wychodzi między łąki. Na skrajach coś się rusza w rzadkich trawach, a to spłoszone naszymi krokami jaszczurki zwinki (Lacerta agilis) wygrzewające się na słońcu. My również możemy pozwolić sobie na takie niebiańskie leżakowanie. Spoglądając na napływające obłoki odpływamy, by uciąć sobie drzemkę. Przed godziną dwunastą musimy jednak ruszać bo jesteśmy umówieni w „domu jasnym”.

Potok Piwny.
Potok Piwny.
Potok Piwny.

Jaszczurka zwinka (Lacerta agilis).
Jaszczurka zwinka (Lacerta agilis).

Łąki przed Komańczą.
Łąki przed Komańczą.

Schodzimy między zabudowania Komańczy, na most nad Osławicą. O godzinie 11.55 dochodzimy do drogi wojewódzkiej nr 892 - skręcamy w prawo mijając kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku. W Komańczy działają jeszcze dwie inne świątynie: murowana cerkiew grekokatolicka przeniesiona do Komańczy w 1988 roku ze wsi Dysyńce oraz drewniana cerkiew prawosławna odbudowana po pożarze w 2006 roku (wcześniejsza pochodziła z 1802 roku, przed rokiem 1963 była kościołem greckokatolickim). Komańcza to miasteczko trzech religii, leżące na styku kultur, na granicy miedzy Bieszczadami i Beskidem Niskim. Mieszkają w niej osoby wyznania prawosławnego, greckokatolickiego i rzymskokatolickiego.

Po I wojnie światowej, gdy formowała się nowa polityczna mapa Europy Komańcza wraz okolicznymi wsiami (około 30 wsi) weszła w skład tzw. Republiki Komańczańskiej, która istniała od 5 listopada 1918 roku do 27 stycznia 1919 roku. Było to państewko utworzone przez jeden z wielu wówczas ruchów narodowościowych, w tym przypadku przez ludność łemkowską opowiadającą się za przynależnością do Ukrainy. Tak można o tym powiedzieć w dużym skrócie, bo w rzeczywistości jest to dość skomplikowana historia.

Osławica.
Osławica.

Kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku.
Kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku.

Droga wojewódzka nr 892 w Komańczy.
Droga wojewódzka nr 892 w Komańczy.

Tymczasem o godzinie 12.15 docieramy pod wiadukt kolejowy. Schodzimy z szosy i przechodzimy pod wiaduktem. Asfaltową dróżką zmierzamy do Klasztoru Sióstr Nazaretanek, który opisywaliśmy na wstępie słowami saletyna ks. Zbigniewa Czuchry:
Jest w Komańczy dom jasny malowany nadzieją
i koronką z drzewa ozdobiony
szumem jodeł wiekowych i zapachem żywicznym
w każdej porze szczelnie otulony…
W dniu 29 października 1955 roku do Klasztoru Sióstr Nazaretanek przywieziono ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, gdzie był internowany do 28 października 1956 roku. Był to czwarty, ostatni już (po Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim i Prudniku Śląskim) etap internowania Księdza Prymasa.

Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.
Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.
Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.

Czekamy chwilkę przed budynkiem klasztoru na umówione spotkanie. Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu założyła w 1875 roku w Rzymie bł. Franciszka Siedlecka, dla szerzenia Królestwa Bożej Miłości wśród ludzi, zwłaszcza w rodzinach. W Komańczy siostry pojawiły się 1 maja 1928 roku. Pięć sióstr zamieszkało wówczas w wynajętym domu. Podjęły tutaj szeroką działalność charytatywną wśród miejscowej, biednej ludności. Budowę obecnego klasztoru rozpoczęto w 1929 roku na działce w Komańczy-Letnisku ofiarowanej przez właściciela dóbr hrabiego Stanisława Potockiego. Przeżywamy tu duchowe spotkanie, każdy na swój sposób. W przeciągu dwóch lat powstał obiekt o typie pensjonatu uzdrowiskowego w stylu szwajcarskim. Siostry Nazaretanki wprowadziły się do niego w 1931 roku.

Odizolowanie od zgiełku świata i otoczenie przyrody sprawia, iż jest to miejsce idealne do refleksji dla każdego bez względu na poglądy, czy wiarę. Siostra opowiada o dziejach tego miejsca i o człowieku, który na zawsze wpisał się w jego historię - Prymasie Tysiąclecia. W 1986 roku przed budynkiem klasztoru odsłonięto jego pomnik.

Pomnik Kardynała Stefana Wyszyńskiego z 1986 roku.

Przed Klasztorem Sióstr Nazaretanek.
Przed Klasztorem Sióstr Nazaretanek.

Wprowadzeni zostajemy w mniejszych grupach (bo jest nas zbyt dużo) do kaplicy pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus, gdzie ołtarz zdobi obraz Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Jest na nim św. Józef i Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus, a obok nich jest klęcząca św. Teresa od Dzieciątka Jezus, patronka tejże kaplicy kanonizowana przez papieża Piusa XI w 1925 roku. Obraz ten został namalowany przez jedną z sióstr nazaretanek w roku 1930.

Przechodzimy korytarzem, którego ściany pokryte są starymi, czarno-białymi fotografiami z czasów internowania Stefana Wyszyńskiego. Z drugiej strony korytarza znajduje się pokój, będący repliką tego na piętrze, w którym mieszkał kardynał w okresie internowania. Oglądamy w nim pamiątki przypominające pobyt Prymasa u Nazaretanek, sprzęty codziennego użytku, szaty liturgiczne, osobiste pamiątki i fotografie. Siostry jednak podkreślają, że nie starły się stworzyć w tym pokoju muzeum, lecz miejsce, w którym odwiedzający mogliby duchowo spotkać prymasa Wyszyńskiego.

Kaplica pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus.
Kaplica pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Pokój pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego.
Pokój pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego.

W tym natchnionym, przepełnionym spokojem miejscu właściwie kończy się nasza czterodniowa wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim. Jeszcze tylko krótka wizyta w bacówce, do której jeszcze wrócimy, gdy będziemy zaczynać kolejna wędrówkę. Ostatnie cztery dni były dla nas osobistą, sentymentalną wędrówką przez Bieszczady, zresztą chyba podobnie jak dla wielu innych uczestników. Jednak część osób z naszej grupy w Bieszczadach była po raz pierwszy w swoim życiu. Zapewne kiedyś też tu wrócą, by odbyć tak jak my taką sentymentalną podróż przez krainę magicznych wspomnień.

Podczas tego pobytu w Bieszczadach był czas na zabawę, czas na wędrówkę, poznawanie i przeżywanie. Takim prawidłom poddał się każdy turysta naszej ogromnej grupy i dzięki temu wszyscy razem, szczęśliwie dotarliśmy do celu Wielkiej Majówki w Bieszczadach. Dziękujemy Wam za to, że byliście wyrozumiali, zawsze wtedy kiedy trzeba było, za to, że promieniowaliście życzliwością i uśmiechem. Z takim ludźmi to przyjemność chodzić po górach. Przez takich ludzi bardzo tęskni się do kolejnej wyprawy, choć na tą zbyt długo czekać nam nie trzeba.

Znajdujemy się na przedsionku kolejnego pasma górskiego polskich Karpat. Bieszczady już za nami, a przed nami dziki (tak mówią) Beskid Niski, kraina ujmująca szczególnym spokojem, rozległa i wyjątkowa, cicha. Bieszczadom dziękujemy za to, że nam sprzyjały. Beskid Niski już otworzył swe progi i czeka. Czekamy i my, by dalej podążać za czerwonymi znakami wraz z kompanią.



za nami
pozostało
91,6 km
427,4 km
Zbudziła nas wiosna, najprawdziwsza jaka może być, promienista, błękitna, ciepła. Na drzewach pojawiły się nieśmiałe zalążki zielonych listków. Przyroda już wie, lepiej to wyczuwa niż zmysły człowieka, że dzisiejszego dnia aura będzie pełna słońca. Przygotowuje się by wychwycić jak najwięcej jego życiodajnych promieni, by rozkwitnąć. Zapowiada się dzień, w ciągu którego las może zmienić się nie do poznania. Zdarzało się to już nam, że w przeciągu jednego dnia nagie gałązki drzew obrastały jaskrawą zielenią.

Czeka nas najdłuższa trasa do przebycia podczas tej wyprawy, a także bieszczadzka osobliwość ukryta w lasach Wysokiego Działu, pasma szczególnego, wobec którego używa się również określenia Wielki Dział Etnograficzny. Wyznacza bowiem granicę między dwoma kulturami, które niegdyś zasiedlały ziemie po obu stronach tego pasma. Na zachodzie mieszkali Łemkowie, zaś na wschodzie Bojkowie. Granica ta jednak nie była aż tak bardzo wyrazista, jakby mogło się wydawać. Różnice kulturowe zacierały się, a mieszkańców żyjących po obu stronach Wysokiego Działu łączyło wiele podobieństw, w gwarze, zwyczajach, religii i innych sferach codziennego życia. Teren przez który będziemy wędrować nazwać należałoby raczej nie granicą, ale pograniczem łemkowsko-bojkowskim, tak jak opisywali go znani etnografowie Jan Falkowski i Bazyli Pasznycki w 1935 roku, w pracy pt. „Na pograniczu łemkowsko - bojkowskiem". Zobaczyli świat Łemków i Bojków wtedy, kiedy jeszcze istniał. Dzisiaj niestety jest to świat, który nie istnieje. Zniknął bezpowrotnie po 1947 roku, w wyniku wysiedleń regionu, które rozpoczęły się 28 kwietnia 1947 roku o godzinie 4 nad ranem. Dwa dni temu minęło 70 lat od tamtej chwili. Miejmy pamięć tamtego czasu, aby nigdy się on już nie powtórzył.

Wiele wiosek pogranicza łemkowsko-bojkowskiego już nie istnieje, choć wciąż ich nazwy można znaleźć na mapie. Nie ma już ludzi, którzy kiedyś tu żyli i mieszkali, choć odnaleźć jeszcze można skrawki jakie po nich zostały, walące się piwnice, studnie bez żurawi, zniszczone nagrobki. Niektóre wsie odrodziły się zasiedlone przez nowych osiedleńców, ale te zupełnie nie przypominają tych pierwotnych, szczególnie tutaj w Bieszczadach, w których życie po wysiedleniach wymarło zupełnie na kilka, może kilkanaście lat.

POGODA:

noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Cisna (562 m n.p.m.) [czerwony szlak] Bacówka PTTK „Pod Honem” (657 m n.p.m.) [czerwony szlak] Hon (820 m n.p.m.) [czerwony szlak] Osina (963 m n.p.m.) [czerwony szlak] Berest (942 m n.p.m.)) [czerwony szlak] Sasów (1010 m n.p.m.) [czerwony szlak] Wołosań (Patryja) (1071 m n.p.m.) [czerwony szlak] Przełęcz Żebrak (816 m n.p.m.) [czerwony szlak] Chryszczata (997 m n.p.m.) [czerwony szlak] Jeziorka Duszatyńskie (698 m n.p.m.) [czerwony szlak] Duszatyn (496 m n.p.m.)

Droga do Bacówki PTTK pod Honem.
Piękny poranek, zatem w drogę.

OPIS:
Cisna, z której wyruszamy na Wysoki Dział nie była wioską ani bojkowską, ani łemkowską. Założyli ją Balowie, mający zamek w nieodległym Baligrodzie leżącym na północy. Było to w pierwszej połowie XVI wieku, dokładnie nie wiadomo w którym roku, bo źródła są w tym względzie bardzo rozbieżne. W 1790 roku Cisna stała się własnością rodziny Fredrów, odziedziczył ją hrabia Jacek Fredro, ojciec Aleksandra znanego pisarza, komediopisarza i poety. Na początku XIX wieku Jacek Fredro założył w Cisnej hutę żelaza, wykorzystującą ubogie rudy darniowe. Huta produkowała narzędzia rolnicze, garnki i piece.

Aleksander Fredro odwiedzał Cisną trzykrotnie jako dziecko początkiem XIX wieku. Miejscowość tą opisywał później w swoim pamiętniku „Trzy po trzy”:
W Baligrodzie wypoczęliśmy koniom. Tam granica świata. Za Baligrodem wjeżdża się jak w czarne gardło. Droga i rzeka jest to jedno i toż samo, a od rzeki z jednej i drugiej strony wznoszą się czarne ściany jodeł i smereków. Cisna leży w obszernej nieco kotlinie. Folwark, cerkiew, karczma, dalej młynek i tartak ożywiają tę górską wioskę więcej niż wiele innych.

Przyjazd nasz wszakże nie w dobrą chwilę miał miejsce. Zanosiło się na słotę. Z gór czarnych kurzyło się wkoło - na co tam zwykli mawiać, że niedźwiedzie piwo warzą. Szczyty gór były całkiem zakryte, nie mogliśmy więc podziwiać pierwszą osobliwość - Łupiennik. Ta góra podług miejscowego podania ma mieć dwadzieścia cztery kondygnacje, a z wierzchołka widać Lwów!!!
W dzisiejszych czasach Cisna stanowi centrum ruchu turystycznego w Bieszczadach. W sezonie jest oblegana przez miłośników Bieszczadów. W takich okresach karczmy „Siekierezada”, „Łemkowynia”, czy „Troll” pękają w szwach. Trudno doznać tutaj bieszczadzkiej dzikość i odludzia, które istnieją już tylko li wyłącznie w pamięci starszych turystów. O godzinie 8.40 ruszamy czerwonym szlakiem z centrum Cisnej. Kieruje on nas na boczną drogę odchodzącą od Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej w stronę początku pasma Wysokiego Działu. O godzinie 9.00 docieramy do Bacówka PTTK pod Honem (663 m n.p.m.).

Karczma „Troll” w Cisnej.
Karczma „Troll” w Cisnej.

Bacówka PTTK pod Honem (663 m n.p.m.).
Bacówka PTTK pod Honem (663 m n.p.m.).

Nie jest to czas na postój, ale gospodarze bacówki zostali uprzedzeni o naszej wizycie, dzięki  temu zminimalizowaliśmy czas stemplowania turystycznych książeczek. Jest nas przecież prawie setka. O godzinie 9.20 ostatni byli już ostemplowani i mogli ruszyć w dalszą drogę. Szlak spod bacówki podprowadza pod wyciąg orczykowy, a potem wzdłuż niego wprowadza na bardzo stromy stok Hona. Podejście jest ostre, ale krótkie. Zajmuje nam 10 minut. Z górnych partii przecinki lasu, przez którą przechodzi wyciąg widoczny jest wierzchołek Łopiennika, o którym wspominał Aleksander Fredro w swoim pamiętniku.

Po pokonaniu stromego stoku idziemy dalej grzbietową drogą w kierunku wierzchołka. Hon (821 m n.p.m.) zdobywamy o godzinie 9.55. Stoi na nim niewielki kopczyk ułożony z kilku kamieni. Krótkie zejście i dalej dość płasko, później nieco stromiej podchodzimy następną kulminację grzbietową pasma. Las jest bardzo słoneczny, bo pozbawiony jest jeszcze liści. Nigdy jeszcze nie szliśmy tędy o tej porze roku i nie spodziewaliśmy się takiej przestronności. Wysoki Dział kojarzył się nam zawsze z typową wędrówką leśną, z widokami zastawionym przez ścianę drzew z lewej i prawej strony. Wydawało się nam, że ten grzbiet przechodzi przez gęsty, nieprzebyty las. Dzisiaj jest jednak inaczej. Wcale nie czujemy się odseparowani w głuszy leśnej i cały czas można obserwować co się dzieje w dolinach po lewej i po prawej.

Łopiennik.
Łopiennik.

Początek podejścia na Hon.
Początek podejścia na Hon.

Z lewej dobiegają odgłosy bieszczadzkiej kolejki wąskotorowej, która ma swój węzeł w Majdanie. Ruszyły jej wagoniki w górę doliny Solinki do Balnicy, leżącej po południowej stronie masywu Matragony. Tamtędy kolejka mogła łatwiej pokonać nachylenie, bo podjazd na przełęcz jest dłuższy a zarazem łagodniejszy. Na bliżej położoną przełącz Przysłup podjazd kolejowy raczej nie byłby możliwy, bo jest on zbyt stromy. Przechodzi przez nią tylko szosa Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej.

Po nieco forsowniejszym podejściu o godzinie 10.30 zdobywamy wierzchołek Osiny (963 m n.p.m.). Grzbiet Wysokiego Działu oscyluje na wysokościach przekraczających w niektórych miejscach 1000 m n.p.m. Idziemy dalej przez buczynowy las, taki jaki niegdyś dominował w puszczańskich Karpatach. Inne drzewa występują tu jako domieszka, a większe ich skupiska są tu nieliczne. Te inne drzewa być może pojawiły się tutaj po wojnie wskazując miejsca po śródleśnych gruntach rolnych dawnej ludności bojkowskiej i łemkowskiej. W miejscach silnie nasłonecznionych młody buk nie chce rosnąć. Śródleśne, niezacienione polany nie sprzyjają wzrostowi lasu bukowego. Buków jest jednak na naszej trasie bez liku.

Na półcienistych stanowiskach pod bukami pojawiły się zawilce gajowe (Anemone nemorosa L.), pospolity gatunek byliny ozdabiającej podczas przedwiośnia lasy liściaste i mieszane. Jest to roślina wolno rozprzestrzeniająca sie i cieniolubna, dlatego też spotkać ją można przede wszystkim w starych lasach, których drzewostan dał odpowiednio długi czas na rozwój zawilcom. Jest to zatem roślina wskaźnikowa wiekowych lasów. Zawilec gajowy był znany już w starożytności jako roślina trująca i lecznicza. Jest uznawana za roślinę trującą ze względu na obecność ranunkuliny. Jednakże napar z jej suszonego ziela przy ostrożnym dawkowaniu stosowany był w medycynie ludowej już od dawna. Wyciągi z zawilców (najczęściej na alkoholu), zwane kamforą zawilcową, służyły rozgrzewająco i przeciwbólowo. Pomagały w chorobach reumatycznych i pozwalały m.in. na „wyciąganie” bólu zębów.

Osina (963 m n.p.m.).
Osina (963 m n.p.m.).

Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.).
Zawilec gajowy (Anemone nemorosa L.).

O godzinie 10.40 dochodzimy na skraj polanki porośniętej świerkową szkółką. Jest to jedno z nielicznych miejsc widokowych na Wysokim Dziale. Widać z niego masywy Hyrlatej i Matragony oddzielone doliną Solinki. Przez cały ciąg czerwonego szlaku na Wysokim Dziale nie ma bardziej rozległej panoramy, jak ta tutaj. Grzbietowa dróżka biegnie dalej na wzniesienie Berest (924 m n.p.m.), które niepostrzeżenie przechodzimy.

Świetlisty las jest zachwycający. Lasy Wysokiego Działu kojarzyły się nam zawsze z gęstym borem, w którym łatwo stracić orientację, gdzie w danej chwili jesteśmy. Dzisiejsze bezlistne drzewa odkrywają przed nami nowe uroki tego pasma, których dotąd nie znaliśmy. Cały szlak jest czytelny, nietrudno jest określić położenie. Nie jest potrzebny GPS, wystarczy obserwować widoczne przez konary sąsiadujące grzbiety, czy popatrzeć w doliny.

Dolina Solinki. Z lewej masyw Hyrlatej, z prawej Matragona.
Dolina Solinki. Z lewej masyw Hyrlatej, z prawej Matragona.
Dolina Solinki. Z lewej masyw Hyrlatej, z prawej Matragona.

Mała przerwa.
Mała przerwa na stokach Beresta.

Berest.

Berest.

W drodze na Sasów.
W drodze na Sasów.

Ten las nie tak dawno obudził ze snu zimowego. Za niedługo globalnie ożyje i pokryje się zielenią. Prawdziwa aura wiosenna dodaje skrzydeł również nam. Trzeci kolejny dzień wędrówki, a czujemy się jakby to był dopiero pierwszy. Nie burzy tego nawet świadomość najdłuższego odcinka do pokonania, jaki mamy przed sobą podczas tej wyprawy. Tak naprawdę nigdy przez pasmo Wysokiego Działu nie wędrowaliśmy tak spacerowo. Na „mecie” w Duszatynie dowiemy się, że nasza średnia prędkość wynosiła 3 km na godzinę, kiedy za średnią chodu człowieka uważa się 5 km/h, kiedy średnia lotu muchy to 8 km/h. Zaplanowany dystans daje nam jednak zupełny komfort czasowy. Nic nas nie goni.

Za nami widoczne są jeszcze zarysy wczorajszych wzniesień pasma granicznego, szczególnie na podejściach, jakie mamy na falującym grzbiecie Wysokiego Działu. Jednak coraz bardziej zakrywają je konary smukłych wysokich buków. O godzinie 11.45 przechodzimy przez pierwszy tysięcznik - Sasów (1011 m n.p.m.). Szlak schodzi z niego na przełączkę pokrytą trawiastą polanką, za nim mamy garb wznoszący się również powyżej tysiąca metrów n.p.m. i kolejną przełęcz pokrytą trawą z północnymi widokami. Ta niezbyt szeroka panorama, obejmuje wzniesienia wokół doliny potoku Jabłonka, przechodzącej dalej w dolinę Hoczewki, i dalsze, aż po najdalsze na horyzoncie wzniesienia bieszczadzkiego pogórza.

Bukowy las.
Bukowy las.

Sasów.
Przed nami szczyt Sasów.

Bezimienne wzniesienie po zejściu z Sasowa. Za nim wznosi się Wołosań.
Bezimienne wzniesienie po zejściu z Sasowa. Za nim wznosi się Wołosań.

Przed nami Wołosań.
Przed nami Wołosań.

Widoki z polany przed Wołosaniem.
Widoki z polany przed Wołosaniem.

Polanka przed Wołosaniem.
Polanka przed Wołosaniem.

Przed nami piętrzy się rozległa kopuła Wołosań. Mija południe, gdy opuszczamy polankę i rozpoczynamy podejście na najwyższą kulminację dzisiejszego dnia. Nie jest forsowne, jak to mogło wyglądać z przełęczy. Sam wierzchołek Wołosania akcentuje wąski garb na kopule szczytowej. Wchodzimy na niego o godzinie 12.20.

Wołosań (1071 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem w paśmie Wysokiego Działu. Spotykamy na nim kilka osób z naszej grupki. Wesoła gromadka odpoczywająca przed dalsza drogą. Jak zwykle zatrzymujemy się na szczycie, choć za ławkę służy kamień lub leżący konar na szlaku, a sam szczyt nie przedstawia żadnych walorów widokowych. Wołosań posiada też drugą, rzadko jednak używaną obecnie nazwę Patryja. Wołosań jest jednak starsza i nawiązuje do ukraińskiej nazwy określającej włosy, którymi dla Wołosania są drzewa lasu. Nazwa Patryja pojawiła się XIX wieku, kiedy w Galicji dokonywano pomiarów triangulacyjnych.

W kierunku południowym od Wołosania odchodzi boczny grzbiet z kulminacją o nazwie Przysłup (1006 m n.p.m.), za którym grzbiet opada na przełęcz Przysłup (749 m n.p.m.) z przechodzącą przez nią drogą wojewódzką nr 897. Za przełęczą Przysłup wznoszą się leśne stoki Matragony. Na północno-wschodnich stokach Wołosania źródła ma potok Jabłonka, która po połączeniu się przez Baligrodem z Rabiańskim Potokiem tworzy Hoczewkę.

Z podejścia na Wołosań.
Z podejścia na Wołosań.

Przed nami wierzchołek.
Przed nami wierzchołek.

Wołosań (1071 m n.p.m.).
Wołosań (1071 m n.p.m.).
Wołosań (1071 m n.p.m.).

Za Wołosaniem grzbiet łagodnie opada na północny zachód, na nienazwaną Przełęcz pod Jawornem (928 m n.p.m.). Przed przełęczą na szlaku leży kilka niedużych płatów śniegu. Niebo od południa zasklepiły jasne obłoki. O godzinie 13.05 mijamy odejście szlaku koloru czarnego do wsi Jabłonki. Grzbiet jest dalej urozmaicony wystającymi płytami fliszu karpackiego, obrośniętymi mchem – jak kraina z bellonowskiej pieśni „Bez słów” – „...tam w mech odziany w kamień, tam zaduma w wiatru graniu, tam powietrze ma inny smak”. Znaleźliśmy właśnie tutaj ten nasz „własny świat”, przyszedł do nas sam bez szukania, objawił się gdy zwolniliśmy kroku. Nikt nie pędzi, nikt nie biegnie, by usłyszeć najcichszy szept przyrody. Po to przecież właśnie przyjechaliśmy tutaj, a nie po to by zaliczyć dystans (to raczej przy okazji). Główny Szlak Beskidzki, czy to słońcu, czy we mgle lub deszczu, nie ma różnicy - w każdym przypadku można odkrywać jego swoiste piękno. Rozumieją to doskonale ludzie, którzy z nami idą, zarówno ci obok, jak też ci przed nami.

O godzinie 13.20 docieramy na szczyt Jaworne (992 m n.p.m.). Na szczycie Jaworne grzbiet rozwidla się. Jedno z tych rozwidleń jest przedłużeniem grzbietu po którym dotychczas wędrowaliśmy. Opada on do doliny Rabiańskiego Potoku, gdzie znajduje się baza namiotowa „Rabe”. Czerwony szlak odchodzi na prawo dość ostro w dół, po czym wchodzi na równoległy grzbiet, który dalej już spokojnie opada na Przełęcz Żebrak.

Kilka niedużych płatów śniegu na zejściu z Wołosania.
Kilka niedużych płatów śniegu na zejściu z Wołosania.

Niewielka polanka z widokiem na na południe, w stronę Gór Wyhorlat (słow. Vihorlat).

Zbliżenie na Wyhorlat (słow. Vihorlat).
Zbliżenie na Wyhorlat (słow. Vihorlat).

Bukowy las.
Bukowy las.

Łagodne podejście na Jaworne.
Łagodne podejście na Jaworne.

Wychodnie fliszu karpackiego przed szczytem Jaworne.
Wychodnie fliszu karpackiego przed szczytem Jaworne.

Jaworne (992 m n.p.m.).
Jaworne (992 m n.p.m.).
Jaworne (992 m n.p.m.).

Zejście z Jaworne na Przełęcz Żebrak.
Zejście z Jaworne na Przełęcz Żebrak.

Tuż przed przełęczą napotykamy na drewniany krzyż symbolicznego grobu nieznanego żołnierza poległego w 1915 roku. I wojna światowa odcisnęła tutaj tragiczne piętno. Pasmo Wysokiego Działu pocięte jest rowami po dawnych okopach i transzejach. O tym jednak za chwilkę, bo zaraz za krzyżem wyskakujemy na Przełęcz Żebrak.

Przez Przełęcz Żebrak (816 m n.p.m.) przebiega droga łącząca Wolę Michową i Bystre k/ Baligrodu. Nazwa przełęczy pochodzi według ludowej legendy, od tragicznego wydarzenia z końca XIX wieku. Ponoć przechodzący tędy ubogi wędrowiec zamarzł, nie mogąc doprosić się gościny w wioskach leżących po obu stronach przełęczy. Jest tez inna legenda związana ze stojącą niegdyś na przełęczy karczmą, której właścicielem był Żyd o imieniu Josko. Miał on piękną córkę, o której względy starli się liczni kawalerowie, tracący swe majątki w karczmie niedoszłego teścia. Karczma ta spłonęła w 1915 roku w czasie I wojny światowej.

Mogiła z okresu I wojny światowej przed Przełęczą Żebrak.
Mogiła z okresu I wojny światowej przed Przełęczą Żebrak.

Okres I wojny światowej wyrył w masywie Chryszczatej tragiczne piętno. Gdy po początkowych sukcesach wojsk austrowęgierskich, Rosjanie przeszli do kontrataku front przesunął się w rejon Przełęczy Żebrak i Chryszczatej. Stało się to w listopadzie 1914 roku i aż do kwietnia 1915 roku okolica ta była areną walk pozycyjnych, w których zginęło 50 tysięcy żołnierzy. Kiedy ostatni raz wędrowaliśmy czerwonym szlakiem, we wrześniu 2013 roku, między Przełęczą Żebrak i szczytem Chryszczatej napotkaliśmy jeden krzyż bezimiennego grobu żołnierskiego z tamtego okresu. Wiedzieliśmy jednak, że jest ich znacznie więcej na stokach masywu. Walki, które tu się toczyły były wyjątkowo ciężkie ze względu na srogą zimę i niedostatki zaopatrzenia. Ostrzał artyleryjski dziesiątkował obie walczące strony, zamieniając okolicę w pobojowisko wypełnione tysiącami poległych. Austriacy porządkowali później miejsca wojennej pożogi lecz tutaj polegli długo leżeli na placu boju. Chowali ich tutejsi mieszkańcy, stawiając w lasach Chryszczatej dziesiątki mogił.

Logo Eksploracja Galicja.Zmieniło się tutaj od naszej ostatniej wędrówki. Przy szlaku mijamy mnóstwo mogił z okresu I wojny światowej, których wcześniej nie było. Być może zostały przeniesione z innych miejsc bliżej szlaku. Stoją przy nich odnowione krzyże z tablicami. Są świadectwem tego co wydarzyło się tutaj w latach 1914-15 dzięki działaniom Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego „Galicja”, które do tej chwili podjęła akcje uporządkowania i oznaczenia miejsc poległych na Chryszczatej. To ważne, bo w pamięci i świadomości ludzkiej winien być zapisany na zawsze bezsensowny dramat wojny, nie tylko jako wiedza historyczna, ale przede wszystkim jako przestroga. Działaniom Stowarzyszenia „Galicja” chcielibyśmy udzielić choćby medialnego wsparcia. Jesteśmy pod wrażeniem waszej pracy. Przechodząc obok mogił wiedzieliśmy ludzi odpoczywających pod drzewami na wschodnim stoku masywu Chryszczateji tak teraz sobie myślimy, że to być może byliście Wy, ludzie z „Galicji”.

Niektórzy powiadają, że w środku nocy na Chryszczatej można jeszcze usłyszeć głosy bitewne z zaświatów - szczęk broni, nawoływania, okrzyki, rozkazy wydawane w językach walczących armii i świst artyleryjskiego pocisku. Ponoć już nie jeden spotkał się na Chryszczatej z duchami tych co zginęli w bezsensownym boju.

Mogiła żołnierzy poległych w latach 1914-1915.

Mogiła żołnierzy poległych w latach 1914-1915.

Mogiła żołnierzy poległych w latach 1914-1915.

Mogiła żołnierzy poległych w latach 1914-1915.

Mogiła żołnierzy poległych w latach 1914-1915.
Krzyże mogił żołnierzy poległych w latach 1914-1915.

Zbliżamy się do szczytu Chryszczatej. Las jest ujmujący, z pięknymi bukami i okazałymi jodłami i jaworami. Dominuje jednak tak jak na samym początku naszej wędrówki buczyna karpacka. Lasy te są ostoją jeleni, wilków, niedźwiedzi i rysi. Łatwo natknąć się na ich tropy. W lecie zaś nietrudno spotkać żubry, które po zimie opuszczają niższe partie i wychodzą wyżej.

O godzinie 16.15 docieramy na szczyt Chryszczatej (997 m n.p.m.). Szczyt wieńczy betonowa wieża z czasów zaborów, będąca częścią wieży służącej kiedyś do pomiarów geodezyjnych. Najprawdopodobniej nazwę swą góra zawdzięcza czworolistowi pospolitemu, który w rusińskim języku brzmi „chreszczate zile”. Odpoczywamy kilkanaście minut na ławce. Jest nas tu jedenastu- zwarty zespół zamykający naszą grupę. Zespół otwierający jest zapewne jakąś godzinę przed nami. Organizujemy dla nich transport - Albert podjedzie wcześniej i zabierze pierwszą pięćdziesiątkę, drugi kierowca, Marek, przyjedzie nieco później. Mamy szczęście do dobrych kierowców, którzy idealnie wpisują się w potrzeby grupy.

Podejście na Chryszczatą.
Podejście na Chryszczatą.

Ostatnie metry przed szczytem Chryszczatej.
Ostatnie metry przed szczytem Chryszczatej.

Chryszczata.
Chryszczata.

Urwisty uskok pod szczytem Chryszczatej.
Urwisty uskok pod szczytem Chryszczatej.

Chryszczata (997 m n.p.m.).
Chryszczata (997 m n.p.m.).

Grupa zamykająca.
Grupa zamykająca.

Zostawiamy w samotności szczyt Chryszzatej.
Zostawiamy w samotności szczyt Chryszzatej.

Schodzimy ze szczytu na początku dość łagodnie w kierunku zachodnim. Szczyt Chryszczatej pozostawiamy sam na sam. Kilka minut od niego zatrzymujemy się jednak przy krzyżu nakrytym blaszanym daszkiem. To kolejna mogiła - cmentarz wojenny żołnierzy wielu narodowości walczących w armiach monarchii Austro-Węgier i carskiej Rosji poległych podczas krwawych walk w warunkach wyjątkowo srogiej karpackiej zimy w latach 1914-15. Jest przy nim tablica z zapisem, iż okoliczne pasma gór skrywają w bezimiennych mogiłach szczątki tysięcy tych, co nie doczekali innego pochówku. Na krzyżu zaś widnieje inskrypcja:

Światło i szum lasu grają nad tym grobem śmiertelnej ciszy,
przysłuchują się miłosierne gwiazdy boże.

Cmentarz wojenny 1914-1915.
Cmentarz wojenny 1914-1915.

Po II wojnie w masywie Chryszczatej ukrywały się jednostki Ukraińskiej Armii Powstańczej. Miał tu swoją bazę kureń Rena, złożony z czterech sotni m.in. sotnie Stacha i Chrina. Najsłynniejszym wydarzeniem w dziejach walk polsko-ukraińskich na Chryszczatej jest likwidacja podziemnego szpitala kurenia „Rena” dokonana 22/23 stycznia 1947 roku. W 2008 roku niedaleko Duszatyna został wzniesiony niewielki pomnik upamiętniający obronę tego szpitala przez UPA. Napis na nim głosił: „Cześć żołnierzom UPA poległym 23.01.47 w walce z żołnierzami WP podczas obrony podziemnego szpitala. Cześć Ich pamięci!” Pomnik ten wywołał skandal i został uznany za nielegalny, a w kwietniu 2009 roku został zniszczony przez nieznanych sprawców. Do dziś wydarzenie to wywołuje polityczną polemikę narodów polskiego i ukraińskiego.

Wracamy jednak do naszej wędrówki. Zaraz za krzyżem cmentarza wojennego szlak odchodzi nieco na północ, odsuwając nas od niszy potężnego osuwiska. Powstało ono 13 kwietnia 1907 roku po wiosennych roztopach i długotrwałych deszczach. Z zachodniego grzbietu odchodzącego od szczytu Chryszczatej oderwały się wówczas ogromne masy ziemi i skał. Zsunęły się w dół wytworzoną rynną powalając las. Zwały osuwiska zatrzymały się na płynącym niżej Olchowatym Potoku. Mieszkańcy Duszatyna leżącego u ujścia Olchowatego Potoku do Osławy usłyszeli potężny huk, a ziemia ponoć zadrżała. W popłochu uciekli do pobliskich Prełuk, pakując wcześniej swój dobytek. Myśleli, że to koniec świata. Powstało wówczas największe rozpoznanie w polskich Karpatach osuwisko pod względem ilości przemieszczanego materiału. Szacuje się, że przemieszczeniu uległo około 12 mln m³ materiału.

Nisza osuwiskowa, rynna i jęzor zarosły już lasem, ale zatamowane przez jęzor osuwiska wody Olchowatego Potoku wytworzyły osobliwe oczka wodne. Początkowo było ich wiele, lecz po jakimś czasie zostały trzy. Obecnie istnieją dwa, bo w roku 1925 hrabia Stanisław Potocki kazał spuścić wodę z najniżej położonego jeziorka, ażeby wyłowić ryby. Do górnego jeziorka docieramy o godzinie 17.15. Zatrzymujemy się wabieni jego urokiem.

Przed Jeziorkami Duszatyńskimi.
Przed Jeziorkami Duszatyńskimi.

Rezerwat przyrody Zwiezło.
Rezerwat przyrody Zwiezło.

Nad górnym Jeziorkiem Duszatyński
Nad górnym Jeziorkiem Duszatyńskim.

Jeziorko Górne położone jest na wysokości 701 m n.p.m. Ma 1,44 ha powierzchni, średnią głębokość 2 m (maksymalna dochodzi do 5,8 m) i pojemność 25 500 m³. Nad brzegiem tego jeziorka stoi drewniana tablica pamiątkowa po leśniku, który zginął tu 30 czerwca 1990 roku. Zadedykowano mu sentencję:

Miłość jego z wiatrem niesiona w ostępy leśne nie umrze nigdy,
bo miłość ponad przemijaniem czas i mogiłę wyrasta...

Nad jeziorkiem dostrzegamy (teraz właśnie, choć zapewne wcześniej na szlaku też można było to zauważyć) - wiosna zagościła w lasach Wysokiego Działu. Drzewa liściaste obrosły maleńkimi, zieloniutkimi listkami. Las zrobił się cienisty i bardziej szczelny. Słoneczny dzień obudził w końcu bieszczadzką przyrodę, od której zima długo nie mogła się odczepić. Nic tylko podskoczyć w górę z radości. Zieleń drzew odbija się w lustrze jeziorka, tak samo jak błękit nieba i obłoki na nim. Wiosenny czas nastał - Wielka Majówka w Bieszczadach nabrała pełni.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.
Górne Jeziorko Duszatyńskie.

Górne Jeziorko Duszatyńskie.
Mieszkaniec jeziorka.

Kilka minut drogi dalej mamy Dolne Duszatyńskie Jeziorko, położone na wysokości 683 m n.p.m., o powierzchni 0,45 ha, średniej głębokości 2,4 m (maksymalnej 6,2 m) i pojemności 12 000 m³. Obchodzimy go dookoła, po czym schodzimy do miejsca gdzie istniało trzecie jeziorko. Położone było na wysokości 614 m n.p.m. Szlak przecina poniżej niego potok i wiedzie dalej leśną drogą. Miejsce po trzecim, nieistniejącym jeziorku mijamy o godzinie 18.05.

Schodzimy mając potok po prawej. O godzinie 18.30 ponownie przecinamy bród Olchowatego Potoku, już dość szeroki w tym miejscu. Dalej szlak prowadzi już płasko na zachód wzdłuż potoku.

Dolne Jeziorko Duszatyńskie.

Dolne Jeziorko Duszatyńskie.

Dolne Jeziorko Duszatyńskie.

Dolne Jeziorko Duszatyńskie.
Dolne Jeziorko Duszatyńskie.

Tu było kiedyś trzecie jeziorko.
Tu było kiedyś trzecie jeziorko.

Potok Olchowaty.
Przejście przez bród Potoku Olchowatego.

Potok Olchowaty.

Wkrótce wychodzimy na skraj łąk, na których widać pszczelą pasiekę, i dom. Dalej przy ujściu doliny stoi żeliwny krzyż w betonowym cokole z wyrytym rokiem 1894 - niemy świadek dawnych czasów, choć może nie aż tak dawnych jak się nam wydaje. Było to przecież zaledwie 70 lat temu, kiedy rdzenni mieszkańców Duszatyna zostali deportowani ze swej ojcowizny. Powyżej krzyża widać starą piwnicę i to jest wszystko co zachowało się po dawnej wsi, lokowanej na prawie wołoskim przed 1572 rokiem.

Duszatyn. Krzyż przydrożny z 1894 roku.
Duszatyn. Krzyż przydrożny z 1894 roku.
Duszatyn. Krzyż przydrożny z 1894 roku. Za nim widać starą piwnicę.

Dusza Jeziorek.
Dusza Jeziorek.

Ostoja kumaka pijaka.
Ostoja kumaka pijaka.

Duszatyn.
Duszatyn to dziś niewielka osada leśna. Stoi w niej leśniczówka, działa pole namiotowe oraz bar pod nazwą „Dusza Jeziorek”. Obok baru znajduje się sadzawka „Ostoja kumaka - pijaka”. Docieramy do nich o godzinie 18.10 i kończymy przy nich wędrówkę. Jesteśmy ostatnimi z grupy, na których czekają. Do Duszatyn wrócimy jutro, tymczasem na dzisiaj to koniec - odjeżdżamy do bazy w Rzepedzi.

Była to najdłuższa trasa naszej czterodniowej wyprawy, jutro czeka nas najkrótsza. Przed nami wieczór pożegnalny. Jutro ostatni dzień drugiej wyprawy na Główny Szlak Beskidzki z niezwykłymi ludźmi.



Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas