Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babki. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Wyżnia Huciańska Przełęcz, Vyšne Hutianske sedlo (950 m n.p.m.) <czer> Biała Skała, Biela Skala <czer> Rzędowe Skały, Radové skaly <czer> Siwy Wierch, Sivý vrch (1805 m n.p.m.) <ziel> Ostra, Ostrá (1764 m n.p.m.) <ziel> Babki, Babky (1566 m n.p.m.) <ziel> Rozdroże pod Babkami, Rázcestie pod Babkami (1220 m n.p.m.) <nieb> Schronisko Czerwieniec, Chata pod Náružím (1420 m n.p.m.) <nieb> Rozdroże pod Babkami, Rázcestie pod Babkami (1220 m n.p.m.) <ziel> Tokariny <żółt> Bobrowiecka Wapiennica, Bobrovecká vápenica (700 m n.p.m.).

OPIS:
Drugie spotkanie z górami, drugie z Tatrami, tym razem słowackimi. Trzy tygodnie temu góry na tyle uwiodły nas, że na dzisiejszą wyprawę czekaliśmy z ogromną niecierpliwością. Trochę z obawami, bo poprzednia wycieczka trochę soków z nas wycisnęła, a dzisiejsza trasa wyglądała na trudniejszą i dłuższą. Pojawić się na niej miały większe ekspozycje i nieznana jeszcze przez nas formacja górska - pionowe kominki. Dlatego też w okresie poprzedzającym wyjazd były długie spacery, bieganie, nordic walking, które miały korzystnie przełożyć się na kondycję i wytrzymałość nóg.

Naszą nową górska przygodę rozpoczynamy na Wyżniej Huciańskiej Przełęczy, położonej na wysokości 950 m n.p.m. To tu, na przystanku autobusowym przy asfaltowej drodze nr 584, o godz. 9.15 wysiadamy z autokaru. Nasza grupa turystyczna dość pośpieszenie wyrusza stąd szlakiem czerwonym, na trasę prowadzącą ścieżką leśną w górę.

Wyżnia Huciańska Przełęcz.
Już na początku wędrówki mamy do czynienia z bardzo stromym podejściem, po korzeniach drzew odsłoniętych na ścieżce. W niektórych miejscach trasy znajdują się drewniane poręcze i stopnie zrobione z drewnianych kłód. Dziś nie są one za bardzo potrzebne, ale gdy jest mokro, z pewnością przydają się w pokonywaniu błotnistej ścieżki i śliskich korzeni. Daje się wyczuć nadchodzącą słoneczną pogodę. Na razie jesteśmy pod osłoną lasu, więc nie jest gorąco. Grupa rozciąga się. Alicja pognała gdzieś naprzód z czołówką grupy, a my wleczemy się w pobliżu jej końca. Krótkie przystanki dają złapać oddech, a nogom umożliwić dopływ krwi. Pot się leje, co tu dużo pisać... 

Strome podejście przez las.

Biała Skała... (fot. Z.Sieja).
Po kolei mijamy umieszczone przy szlaku tabliczki, które informują o aktualnej wysokości ...1100 m n.p.m., 1200 m n.p.m., 1300 m n.p.m. i o godzinie 10.15 dochodzimy do Białej Skały. Skały, która wg przekonań miejscowej ludności miała kryć żyły złota. Pogłoski głosiły również o ukrytych na niej skarbach zbójnickich, ale bynajmniej nie dlatego część grupy wychodzi na jej wierzchołek. Szczyt Białej Skały, sięgający wysokości 1378 m n.p.m., przyciąga z powodu roztaczających się z niego widoków na dwie historyczne krainy: Orawę i Liptów.  
...i widoki z Białej Skały (fot. A.Sieja).


My postanawiamy zyskać na czasie i omijamy bokiem Białą Skałę. Doganiamy Alicję. Wokół towarzyszy nam w dalszym ciągu las, ale w miarę nabierania wysokości stopniowo rzednieje i coraz częściej wchodzimy na otwarte przestrzenie, trawiaste zbocza porośnięte miejscami kosodrzewiną. Gdzieniegdzie spotykamy ciekawe okazy kwiatów, które fotografujemy.

Przed nami coraz więcej skał masywu górskiego (fot. Z.Sieja).

Trasa jest już zdecydowanie łagodniejsza. Organizm jakby ustabilizował swój rytm po intensywnym podejściu pod Białą Skałę i teraz idzie się lekko. Wyczuwamy przyjemne powiewy wiatru, żar słoneczny przysłaniają co jakiś czas wędrujące po niebie grupy malowniczych chmurek.

Goździk lśniący (Dianthus nitidus).
Na całej grani Siwego Wierchu uwagę naszą zwraca bardzo bogata flora ciepłolubnych roślin muraw naskalnych. Od 1974 rejon ten jest rezerwatem przyrody. Występuje tutaj m.in. bardzo rzadki gatunek  - goździk lśniący, nigdzie więcej nie występujący na Słowacji, a w Polsce uznany za wymarły. Rośnie on na wysokości 1360–1675 m n.p.m., wyłącznie na podłożu wapiennym. Kwitnie w lipcu i sierpniu. Licznie zakwita tutaj także mokrzyca Kitaibela, dzwonek drobny, skalnica nakrapiana, niebielistka trwała.

Przed nami powoli wyrasta coraz więcej skał masywu górskiego. Ścieżka pnie się w górę, a nasze oczy cieszą się coraz odleglejszymi widokami, lecz to wszystko dopiero preludium tego, co nas spotkało później.


Nasze oczy cieszą się coraz odleglejszymi widokami (fot. Z.Sieja).

Z kroku na krok zauważyć można było coraz większą dominację wapienno-dolomitowych skał. Obchodzimy trawersem od prawej wierzchołek Siwej Kopy (sięgający wysokości 1627 m n.p.m.) i schodzimy na szerokie siodło, nieznaczną przełęcz o nazwie Siwy Przechód. Z Siwego Przechodu ścieżka szlaku prowadzi trawiastym grzbiecikiem ku pierwszym turniczkom. Chwilę później wchodzimy do fantastycznego labiryntu skałek, turni, baszt, szczelin, igieł poprzedzielanych rozpadlinami, który nosi nazwę Rzędowych Skał. Gdyby nie znaki szlaku, który wije się gdzieś pośród tego wszystkiego - można by się tu zgubić. W trakcie wędrówki wydawało się, że białe skały przemieszczały się wokół nas, jakby chciały nas osaczyć. W każdym miejscu, w którym znajdujemy się jest przepięknie, ale po każdym metrze dalej jest jeszcze piękniej. Jednego tylko nie jesteśmy pewni - tego czy to bajka, czy sen. Chyba wtedy przestaliśmy się nawet ekscytować plenerami okolicznych gór i dolin, na rzecz tego co było w pobliżu nas, bajecznego skalnego miasta, czy może raczej ogrodu.

Za Siwą Kopą ukazuje się skalny ogród.
Pierwsze turniczki skalnego miasta (fot. A.Sieja).
Ogarnęła nas ekscytacja (fot. Z.Sieja).

W niektórych miejscach ścieżka naszej wędrówki jest eksponowana. Prowadzi wzdłuż bardzo stromych zboczy, czasem zakłócają ją skaliste spiętrzenia po których wspinamy się z pomocą rąk. Nie jest jednak bardzo trudno. Bez problemu można zaczepić stopę za wystające punkty skalne lub uchwycić się na nich rękoma.


Miejscami szlak wiedzie po skalistych spiętrzeniach.
Niekiedy wspinamy się z pomocą rąk (fot. Z.Sieja).
Trasa wije się wśród skał... (fot. Z.Sieja).
...ale też stromo wznosi się i opada (fot. Z.Sieja).

Przed wyprawą najbardziej intrygowały nas występujące na trasie dwa kominki ubezpieczone łańcuchami. Pierwszy kominek, do którego doszliśmy o godzinie 11.45, okazał się być dość niewysokim. Choć jego pokonanie wymagało mocnego podciągania się na rękach, to w zasadzie nie sprawił on dużych trudności.

Pierwszym kominek ubezpieczony łańcuchem (fot. Z.Sieja).

Na grani po wyjściu z kominka (fot. Z.Sieja).

Po pokonaniu kominka ukazuje się nam ostateczne wzniesienie szczytowe Siwego Wierchu. Zanim tam będziemy wchodzić omijamy ostrożnie rozpadlinę skalną, opadającą ostro w dół od prawego skraju naszej ścieżki. Potem skręcamy w lewo i przebijamy się pośród skał do drugiego kominka. U jego stóp stajemy o godzinie 12.05.

Omijamy ostrożnie rozpadlinę skalną... (fot. Z.Sieja).
...i przebijamy się pośród skał... (fot. Z.Sieja).
...na drugą stronę grani (fot. Z.Sieja).

Drugi kominek jest wyższy. Znajdujący się w nim łańcuch nie jest jednak do końca wystarczający. W części szczytowej kominka jest silne przewyższenie, gdzie trzeba wysoko unieść prawą nogę (praktycznie na wysokość głowy), sięgając nią do występu skalnego. Dopiero wtedy można podciągnąć się na górę. Niektóre osoby wychodzą tutaj dzięki pomocnej dłoni turysty z góry, a czasem podpórki z ramienia turysty znajdującego się na dole. Największe trudności mają tu osoby niższe, którym długość nóg uniemożliwia zrobienie odpowiednio dużego kroku do występu skalnego. Przed tym ostatnim krokiem wiele osób zdejmuje plecak i odciąża się od jego ciężaru przekazując go koledze do góry. Oj, przydałaby się tu choć jedna klamra. Ten odcinek może zmusić do odwrotu niejednego turystę.

Drugi kominek, w którym nieoceniona jest pomoc kolegi z góry (fot. Z.Sieja).
Po pokonaniu kominka bezpośrednio podchodzimy na wierzchołek Siwego Wierchu (fot. Z.Sieja).

Po pokonaniu kominka skręcamy na lewo i bezpośrednio podchodzimy na wierzchołek Siwego Wierchu. Wchodzimy na niego o 12.30 po nieco ponad 3 godzinach wspinaczki. To najwyższy punkt naszej dzisiejszej wędrówki - 1805 m n.p.m. Jest tu dość miejsca, aby wygodnie przysiąść i podziwiać dookoła wspaniałą panoramę, z dominującą rolą Tatr Zachodnich i Niżnych Tatr. Słowem jest wspaniale.

 


Na Siwym Wierchu  czas szybko mija, a trasa na dziś jest długa i trzeba iść dalej. O godzinie 13.15 zaczynamy schodzić zielonym szlakiem na masyw Babek.

Schodzimy z Siwego Wierchu (fot. Z.Sieja).

Zielony szlak w 10 minut sprowadza nas z Siwego Wierchu na przełęcz Siwa Przehyba (1651 m n.p.m.).  Gdzieś w oddali z otaczającej nas kosodrzewiny słuchać jakieś pomrukiwanie - to chyba niedźwiedź. Pośpiesznie, ale spokojnie omijamy prawą stroną szczyt Małej Ostrej (1703 m n.p.m.). Co chwilę oglądamy się za siebie, na rozciągający się w pełnej okazałości skalny grzebień masywu Siwego Wierchu. Szkoda, że tak szybko płynie czas i musimy się żegnać z tym pięknym masywem.

Na przełęczy Siwa Przehyba.
Przyspieszamy - w otaczającej nas kosodrzewinie
słychać pomrukiwanie... czyżby niedźwiedź?
Zostawiamy Siwy Wierch za sobą, z prawej omijamy zbocza Małej Ostrej.

Tuż przed nami kolejny cel naszej wędrówki - mający kształt stożka i porośnięty niską kosodrzewiną wierzchołek Ostrej (1764 m n.p.m.). Podejście na Ostrą jest dość strome i prowadzi wąską ścieżką przebijającą się przez gęstą kosodrzewinę. Na wierzchołku jesteśmy kilka minut przed 14.00. Tutaj robimy kilkunastominutową przerwę delektując się widokami na Kotlinę Liptowską. Za nami w dalszym ciągu mamy znakomitą panoramę na masyw Siwego Wierchu, ale też okazale widać masyw Salatynów.

W drodze na Ostrą (fot. Z.Sieja).
Panorama z Ostrej na masyw Siwego Wierchu.
Panorama z Ostrej na Wielką i Małą Kopę oraz Babki.

Schodzimy do przełęczy Przedwrocie (1585 m n.p.m.). Po drodze omijamy Wielką Kopę - niewielkie wzniesienie na trasie wędrówki. Na przełęczy Przedwrocie stajemy o godzinie 14.25. Tu chwilkę wylegujemy się na trawce, przy lekkim wietrzyku i przyjemnych promieniach słoneczka.

Przełęcz Przedwrocie.

Przewrotnie pojmowane wejście na babkę.

Na Przedwrociu mamy rozwidlenie szlaków, nasz zielony prowadzi na Babki omijając od strony zachodniej Małą Kopę, natomiast pojawiający się tu niebieski odbija w dół na wschodnią stronę Małej Kopy i prowadzi do schroniska turystycznego o nazwie Chata Czerwieniec. Zataczając łuk łączy się z powrotem z naszym zielonym, dlatego kilka osób znających już Babki decyduje się iść niebieskim w dół. My pozostajemy na zielonym i ruszamy na Babki.

Trasa wędrówki na Babki często biegnie trawiastą łąką.

Teraz trasa wędrówki często biegnie trawiastą łąką, tu i ówdzie wypełnioną różnymi kwiatami. Przechodzimy przez dość rozległą przełęcz zwaną Babkową Przehybą (1491 m n.p.m.). Wejście na Babki to właściwie relaksacyjny spacer. Babki to już ostatnia góra naszej dzisiejszej wędrówki. Wchodzimy na nią o godzinie 15.00. Stąd mamy najokazalszą panoramę na Kotlinę Liptowską i na znajdujące się za nią Niżne Tatry. Po kilkuminutowej przerwie schodzimy w dół.

Szczyty Tatr Zachodnich stopniowo chowają się już za nami. Zejście z Babek dość szybko sprowadza nas w dół, trawiastymi zboczami z rzadka porośniętymi drzewami. Na rozstaju szlaków pod Babkami mamy dość dobry czas, postanawiamy przespacerować się jeszcze do Chaty Czerwieniec, do której prowadzą stąd wspomniane wcześniej niebieskie znaki, dołączające tu po rozwidleniu na przełęczy Przedwrocie. Tym samym troszeczkę dokładamy sobie trasy, ale świetne samopoczucie pobudza nas do dalszej wędrówki, pomimo, iż będzie nieco pod górkę. 

Na szlaku do Chaty Czerwieniec.

Pod Chatą Czerwieniec meldujemy się o godzinie 16.15. Chata Czerwieniec to schronisko turystyczne położone na wysokości 1420 m n.p.m. Czerwieniec, choć jest polską nazwą schroniska, nie jest nazwą powszechnie używaną przez Polaków. Schronisko to bardziej jest znane pod słowacką nazwą Chata pod Náružím. Przy schronisku spotkamy naszych kompanów, z którymi jemy turystyczny posiłek, a potem robimy pamiątkowe zdjęcia. Alicję spotyka tu też przemiła niespodzianka. W uznaniu za włożony trud wędrówki, jako najmłodsza uczestniczka grupy turystycznej, otrzymuje z rąk szefa Klubu Turystyki Górskiej odznakę tegoż klubu.

Chata Czerwiniec (słow. Chata pod Náružím).


Na rozstaj szlaków pod Babkami wracamy o godzinie 17.00. Wracamy do naszego zielonego szlaku, który wspólnie z niebieskim prowadzą w dół szeroką drogą leśną. 

Kotlina Liptowska coraz bliżej...
...schodzimy do niej leśnym traktem (fot. Z.Sieja).

Po około 30 minutach marszu szlak niebieski odchodzi w prawo do Bobrowieckiego Wapiennika (słow. Bobrovecká vápenica), gdzie czeka nasz autokar. Nie możemy jednak tak łatwo rozstać się z górami i przedłużamy sobie wędrówkę jeszcze troszeczkę. Zamist schodzić niebieskim, idziemy szlakiem zielonym do Tokariny, a dopiero stamtąd szlakiem żółtym w kierunku Bobroveckiej vápenicy, która w dniu dzisiejszym jest najniższym punktem wędrówki, położonym na wysokości 700 m n.p.m.

Tokariny (fot. Z.Sieja).
Bobrowiecka Wapiennica (fot. Z.Sieja).

Żal kończyć tak wspaniałą wędrówkę, pomimo dość męczącego początku. Dopisała znakomita pogoda i znakomita ekipa turystyczna, a wspaniała trasa zapewniła nam cudowne wrażenia. Piękno tutejszej natury warto zobaczyć na własne oczy, bo z pewnością nie oddadzą go w pełni prezentowane fotografie. Trzeba powiedzieć, że dzisiejszy dzień oraz piękne miejsca na zawsze pozostaną w naszej pamięci.

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej, piechurek9

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas