Przedostatni dzień zimy mamy pod chmurką. Rozpoczynamy go na zagórzańskiej ziemi, otoczonej dookoła wyspami wzniesień. Ich wierzchołki nikną w atłasie chmur. Nie ma dzisiaj szansy na słońce, ale choć dzionek jest pochmurny, to też ciepły. Ziemia Zagórzańska zawsze jest gościnna. W Kasinie Wielkiej na Wydartem czeka nas pan Piotr Lulek, tutejszy folklorysta, kustosz kultury zagórzańskiej. Czeka w progach niewielkiego domku, stojącego u podnóża Ćwilina, należącego niegdyś do Stanisława Dobrowolskiego, niedawno zmarłego zagórzańskiego artysty.

Byliśmy tu nie tak dawno, ale to miejsce które przyciąga. Dom artysty zamienił się w niezwykłą galerię jeszcze za jego życia. Tak właśnie chciał i z takim zamiarem nosił się Stanisław Dobrowolski kupując ten dom. Był galerią, pracownią i jego mieszkaniem. Stoją w nim prace nowatorskie, ale nawiązujące do tradycji i będące silnym uzewnętrznieniem górskiego krajobrazu i beskidzkiej przyrody. Rzeźby, malowidła na ścianach, akwarele uderzają prostotą, wydaje się, że stworzone zostały kilkoma pociągnięciami siekiery, czy dłuta, czy też pędzla w przypadku malowideł i obrazów, ale jakże są one przemyślane. Wydaje się, że z jednego ciosu siekiery wyłania się kilka szczegółów np. orzeł, żołnierz i karabin, które komponują się w zespoloną treść. Mamy tutaj „Tęsknotę bezkresną”, „Kwiaty życia”, „Zamarłą Skałę”, czy też najulubieńszą pracę pt. „Partyzanci”. Rzeźby wkomponowane zostały w malunki na ścianach, a nawet cały kształt wnętrza, w którym są one prezentowane - ściany, okna, łuki, wnęki, ceglane słupki.

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom” Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”
Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”
Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”
Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”
Obrazy Stanisława Dobrowolskiego.

W sąsiednich pomieszczaniach obejrzymy również akwarele o podobnej wymowie i tematyce, malowane prostymi, ale jakże bardzo przemyślanymi liniami - „Boginie Karpat”, „Królowa Beskidów”, „Władca Gór”, „Sielanka Zbójnicka”. Wszystkie prace wyrażają wielkie zamiłowanie artysty do gór i ich przyrody. Są jednocześnie wyrazem jego wdzięczności za doznawane piękno płynące z gór, co podkreślił nadając ekspozycji swoich prac nazwę „Hołd Karpatom”. Jerzy Bodziony z Mszany Dolnej napisał o Stanisławie Dobrowolskim:
Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”...Matce Naturze składasz pokłon nisko,
Bronisz jej łona swoimi dziełami,
Sławisz talentem góry ukochane,
Bo Ty miłujesz Ziemię Zagórzańską...
Fascynująca wizyta w galerii Stanisława Dobrowolskiego kończy się, ale pewnie nie jest ostatnią. Przemierzając Beskidzkie Wyspy natkniemy się kiedyś na inne dzieła tego artysty - unikatowe pomniki stojące na Polanie Mogiła i na Przełęczy Gruszowiec.

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”
Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom”.
Przejeżdżamy autokarem do Glisnego...

Kasina Wielka, Galeria „Hołd Karpatom” Glisne




Glisne.
Glisne.

Kościół Najświętszego Serca Jezusowego w Glisnem.
Kościół Najświętszego Serca Jezusowego w Glisnem.

W Glisnem zakończyła się nasza ostatnia wędrówka Tropem Rysia po Beskidzkich Wyspach. Glisne to najmniejsza wieś Gminy Mszana Dolna, uroczo położona wśród zalesionych wzgórz Beskidu Wyspowego. Mówi się czasem, że Beskid Wyspowy to ciągle ziemia obiecana, jak pisał Andrzej Matuszczyk w jednym ze swoich przewodników. Glisne ukryte wśród malowniczych pagórków wydaje się być takim właśnie miejscem, gdzie w panującej ciszy i spokoju odnaleźć swoje duchowe uspokojenie, ukojenie wszystkiego co boli. Niewielka wieś podchodzi na samą Przełęcz Glisne, na którą my też podchodzimy, by rozpocząć kolejną wędrówkę Tropem Rysia po Beskidzkich Wyspach.


TRASA:
Przełęcz Glisne (634 m n.p.m.) [zielony szlak] Mała Góra (883 m n.p.m.) [zielony szlak] Szczebel (976 m n.p.m.) [czarny szlak] Kasinka Mała (372 m n.p.m.)

OPIS:
O godzinie 11.20 za zielonymi znakami szlaku skręcamy z szosy przechodzącej przez przełęcz na stoki masywu Szczebla. Mijamy kilka domostw, swobodnie rozrzuconych na stokach. Wyżej, na początku lasu stoi kilka domków letniskowych. Przed wejściem do lasu oglądamy się za siebie na Luboń Wielki wznoszący się po drugiej stronie przełęczy, który skrył się w porannej mżawce. Przez chwilę dopadł nas nieduży opad deszczu ze śniegiem, ale przeszło. O porannej mżawce szybko zapominamy podchodząc leśny stok.

Leśny stok.
Leśny stok.

W lesie jest biało. Im wyżej tym bardziej biało. Tutaj padał śnieg, niedużo, ale wystarczająco by pięknie zabielić las. Wyższe partie góry ogarnął autentycznie zimowy krajobraz. O godzinie 12.15 mijamy wierzchołek Małej Góry (884 m n.p.m.). W masywie wyróżnia się łącznie cztery wierzchołki. Oprócz Małej Góry mamy jeszcze Czechówkę (721 m n.p.m.), Mały Szczebel (772 m n.p.m.) i najwyższy z nich Szczebel (977 m n.p.m.), na który powolutku podążamy, czy może raczej powinniśmy powiedzieć, że wleczemy się. Grupa zniknęła nam bowiem z oczu, nawet ci najmłodsi, sześciolatek i dziesięciolatki. Zwykle dzieci „ciągnione są na siłę” przez rodziców, te z zaś z entuzjazmem i energią pognały do przodu. Są niesamowite.

My zaś, razem z Jurkiem i Danusią powolutku podążamy za grupą, która być może już piecze kiełbaski przy ognisku. Drewno jest mokre, ale Rysiek na pewno sobie poradził - nigdy nie zawiódł z rozpalaniem ogniska. Zresztą zawsze ma zastępy pomocników, którzy pomogą ułożyć drwa, a potem rozpalić.

Zabielony las.
Zabielony las.

Skalna płyta.
Skalna płyta.

Młodnik pod szczytem Szczebla.
Młodnik pod szczytem Szczebla.

Borówczysko
Borówczysko.

Podejście na Szczebel od strony Przełęczy Glisne jest bardzo łagodne, w porównaniu do tego co oferują dwa inne szlaki na ten szczyt. Szczebel to góra, która potrafi zaskoczyć. Niektórzy mówią, że jest „szczeblista” choć nie bardzo wiadomo co to oznacza. W ogóle to nikt nie jest pewny czemu góra zawdzięcza taką dziwną nazwę. Po za tym nazywa się ją nie tylko Szczebel, ale też czasem Strzebel wywodząc taką nazwę od strzebli potokowych występujących niegdyś obficie w okolicznych wodach Raby i potoku Tenczyńskiego, które opływają górę u jej podnóża. Są też tacy, którzy używają wobec niej starej nazwy Strebl.

Wkrótce, gdy kończy się świerkowy las i wchodzimy w obszar młodnika daje się wyczuć zapach ogniska. Coraz wyraźniej słychać towarzyszy wędrówki, śmiech i radość. Na kopułę szczytową Szczebla wchodzimy o godzinie 12.35. Płonie ogromne ognisko. Rysiek mówi, że dzisiejsze ognisko jest zrobione na styl indiański. Przyłączamy się do wesołej gromadki.

Wesoła gromadka.
Wesoła gromadka.

Ognisko w stylu indiańskim.
Ognisko w stylu indiańskim.

Szczebel (976 m n.p.m.)
Szczebel (976 m n.p.m.).

Grupa na całego rozgościła się na szczycie Szczebla. Gdybyśmy mieli ze sobą namioty... to kto wie - może zostalibyśmy na noc. Grupa składa się z hardych ludzi, nawet ci najmłodsi, spośród których trójka stała się właścicielami medali „Złote Buty” - Karolina, Paulina, Akadiusz stanęli dzisiaj na podium zdobywców i zostali przyjęci do panteonu zdobywców tego trofeum. Honorowy medal trafił się również Łukaszowi, choć to już duży chłopak, dzisiaj wykazał nieocenioną pomoc (co Rysiek wyraźnie podkreślił) w roznieceniu ogniska na zupełnie mokrym drewnie.

Medaliści.
Medaliści.

Grupa na Szczeblu.

Szczyt posiada przygotowaną infrastrukturę biwakową – ławy i ławeczki, nawet kosz na śmieci. Akcja „Odkryj Beskid Wyspowy” zmienia wizerunek gór Beskidu Wyspowego, które stają się idealne na jednodniowy wypad, na taki jak ten nasz dzisiejszy. Szczyt porośnięty jest dorodnymi drzewami, ale nie jest pozbawiony widoków. Wschodnie, bardzo strome stoki potrafią dać mnóstwo widokowych emocji. Około 150 metrów na północ jest też stanowisko paralotniarskie, gdzie stok pozbawiony jest lasu. Na północy jest też jedna z największych atrakcji góry.

Jest w masywie Szczebla jaskinia o nazwie Zimna Dziura, zwana czasem Grotą Lodową. Niewielka, położona na wysokości 655 m n.p.m. pod wierzchołkiem Małego Szczebla. Prowadzi do niej pochyłe wejście opadające w dół, niczym właśnie do dziury w ziemi. Stamtąd można dostać się do korytarzy o długości około 25 metrów. W większości są one jednak trudnodostępne. Zastygłe w bezruchu powietrze w jaskini (nie mającej przewiewu) skutkuje niższymi temperaturami w jej wnętrzu od tych panujących na zewnątrz. Stąd jej nazwa. To też przyczynia się do dłuższego zalegania śniegu w jaskini, który przez niektóre lata zalegał w niej nawet do czerwca. To tyle na temat Zimnej Dziury, którą odwiedzimy innym razem. Główny Szlak Besku Wyspowego nie prowadzi obok niej.

Na szczycie Szczebla stoi obelisk poświęcony Janowi Pawłowi II oraz upamiętniający jego wędrówki na Szczebel w dniach 21.06.1953 i 8.05.1955 roku. Obelisk ten został ufundowany przez rodzinę Skolarusów. W pobliżu obelisku stoi też krzyż upamiętniający śmierć w tym miejscu księdza z Krakowa i niewielka kamienna grota z figurą MB w środku.

Szczebel (976 m n.p.m.).
Szczebel (976 m n.p.m.).

Drogowskaz na Szczeblu.
Drogowskaz na Szczeblu.

Obelisk poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II.
Obelisk poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II.
Obelisk poświęcony papieżowi Janowi Pawłowi II.

Ognisko dogaszamy o godzinie 13.45 i opuszczamy szczyt. Schodzimy czarnym szlakiem do Kasinki Małej. Dość szybko łagodny początek szlaku przechodzi w dużą stromiznę. Mało kto spodziewa się, że będzie jeszcze bardziej stromo. Wschodnie zbocze Szczebla jest bardzo strome. Gwałtownie opada ku dolinie Raby, ukazując wychodnie skalne w formie progów i ścian o kilkunastometrowej wysokości. Szlaki po tej stronie uchodzą za najbardziej strome w Beskidzie Wyspowym. Na naszym zejściu też jest mnóstwo skałek.

Szczebel (976 m n.p.m.).
Na szczycie zrobiło się już cicho i pusto.

Początek zejścia.
Początek zejścia.

Wschodni stok.
Wschodni stok.

Pełno tu skałek.
Pełno tu skałek.

Końcówka stoku naprawdę zaskakuje. Tutaj schodzi się od drzewa do drzewa, przytrzymując się ich konarów. Tak jest prawie do samego potoku, do którego docieramy o godzinie 14.50. Wypływa on spod przełęczy pomiędzy Małą Górą i Szczeblem, a nosi nazwę Szczytowy Potoczek. Przekraczamy jego bród przechodząc po wystających kamieniach. Dalej krótką ścieżką do góry wchodzimy na wygodną drogę leśną, która po 10 minutach wyprowadza z lasu.

Końcówka stromego zejścia.

Końcówka stromego zejścia.

Końcówka stromego zejścia.

Końcówka stromego zejścia.
Końcówka stromego zejścia.

Szczytowy Potoczek.

Przeprawiamy się przez Szczytowy Potoczek.
Przeprawiamy się przez Szczytowy Potoczek.

Szczytowy Potoczek.

Ścieżka wyprowadzająca na leśną drogę.
Ścieżka wyprowadzająca na leśną drogę.

Droga leśna.
Droga leśna.

Schodzimy dalej mijając domy osiedla Zarębki należącego do Mszany Dolnej. Naszym oczom ukazuje się kolejne wzniesienie. Chmury zwiększyły pułap odsłaniając szczyty gór. Przed nami wznosi się Lubogoszcz leżący na trasie kolejnego etapu, który zdobywać będziemy wędrując dalej Tropem Rysia po Beskidzkich Wyspach. Tymczasem pojawia się pod naszymi stopami asfalt, którym schodzimy do mostu nad rzeką Rabą. Przechodzimy na drugi brzeg, a potem na w lewo na ruchliwą drogę wojewódzką, kierując się na Kasinkę Małą. Kasinka Mała znajduje się niecałe 300 metrów dalej, za rzeką Mszanką uchodzącą tutaj do Raby.

Osiedle Zarębki i widok na Lubogoszcz.
Osiedle Zarębki i widok na Lubogoszcz.

Kolejny etap GSBW za nami. Bardzo krótki, ale chyba o to też chodzi, aby był czas na to by zatrzymać się dłużej podczas wędrówki. Lubimy to i w pewnym sensie jest to zapłata za wysiłek wejścia na szczyt góry. Możemy odpocząć, nacieszyć a ponadto w tak doskonałej grupie wyluzować i cieszyć się zbycia razem. W ten sposób w duchu pojawia się satysfakcja. Znów silna ekipa stanęła na starcie by pokonać kolejną górę i dotrzeć do wyznaczonego celu. Starsi, czy młodsi, duzi, czy mali, to bez znaczenia. Wszyscy jak jedna drużyna podążyli przed siebie. Dotarli szczęśliwie, a potem serdecznie żegnalisię: do następnego spotkania.




Często oglądamy fotografie z naszych wycieczek. Patrzymy na twarze uczestników naszych wspólnych wyjazdów... zawsze uśmiechnięte i radosne, że aż w duszy nam gra wesoło. Nie możemy się nadziwić jak wielu różnych, ale i niezwykłych ludzi przemierza szlaki, jak wspaniałą atmosferę wspólnie oni tworzą, ileż w nich pozytywnej aury, którą ze sobą niosą mimo trudów wędrówki. To wspaniała banda, do której każdy wnosi część siebie, wspiera swoimi umiejętnościami, a przede wszystkim emanuje ogromnym i entuzjastycznym ciepłem. W tym tkwi siła i moc grupy, nieformalnej, której banderą nie jest kawałek płótna, lecz więź płynąca z serca i ducha. Dziękujemy Wam wszystkim za kolejną cudowną sobotę.


Grupa na Szczeblu.
Grupa na Szczeblu.

PS. Szkoda, że tydzień składa się tylko z jednej soboty :)


Jakże często omijaliśmy go przechodząc nieopodal doliną. Smreczyński Staw leży nieco na uboczu, poza głównymi ciągami szlaków, które prowadziły nas na okoliczne szczyty Tatr Zachodnich. Na jeziorko ukryte w lesie, oddalone zaledwie 30 minut drogi od Schroniska na Hali Ornak nigdy nie było czasu. Porywały nas wierchy. Jednak zimą zmienia się oblicze tatrzańskich wędrówek. Wędrówka na wierchy poryte śniegiem nie zawsze jest możliwa, staje się o wiele bardziej wymagająca specyficznych umiejętności i doświadczenia, a dla przeciętnego turysty wykracza zwykle poza jego możliwości. Mając to na uwadze pomyśleliśmy, że właśnie teraz, gdy tatrzańskie granie pokryte są śniegiem i lodem, a warunki na prowadzących po nich szlakach bardzo trudne – wędrówka do celów położonych niżej będzie najlepszym pomysłem.

TRASA:
Kiry (927 m n.p.m.) Wyżnia Kira Miętusia Cudakowa Polana Lodowe Źródło (971 m n.p.m.) Polana na Stołach (1417 m n.p.m.) Lodowe Źródło (971 m n.p.m.) Polana Pisana Tomanowa Dolina, rozstaj [czarny szlak] Smreczyński Staw (1227 m n.p.m.) [czarny szlak] Tomanowa Dolina, rozstaj Schronisko PTTK na Hali Ornak (1100 m n.p.m.) Tomanowa Dolina, rozstaj Polana Pisana Cudakowa Polana Wyżnia Kira Miętusia Kiry (927 m n.p.m.)

OPIS:
Zimowy spacer we dwoje Doliną Kościeliską, a potem nad Smreczyński Staw – to było to o czym marzyliśmy ostatniego lata, a może nawet jeszcze wcześniej. Zapewne wcześniej, choć trudno być pewnym tego w natłoku marzeń, jakie pojawiły się w nie tak odległym wstecz czasie. Część tych marzeń narodziła się w naszych głowach, inne to inspiracja – pomysły przyjaciół, z którymi tak często przemierzamy górskie szlaki. Ten pomysł jednak był nasz: zimowy spacer we dwoje Kościeliską, a potem nad Smreczyński… tak właśnie to jest przepis na cudowny dzień, ale usłyszeliśmy nad Morskim Okiem: – Jak to? Bez nas pojedziecie!... I wtedy w duszy nam zaczęło grać, bo odtąd wiedzieliśmy, że ten cudowny dzień będzie jeszcze bardziej niezwykły, spędzony z grupą przyjaciół, chyba tak samo zwariowanych na punkcie spędzania wolnych chwil krótkiego ludzkiego życia.

Dolina Kościeliska wciąż nie może nas przyzwyczaić do swego aktualnego wyglądu, choć ma go już kilka lat. Ograbiona z lasu przez orkan Ksawery w grudniu 2013 roku wydaje się jakby nie ta. Mamy wrażenie jakbyśmy przyjechali nie pod tą doliną, pod którą chcieliśmy, a jednak to Kościeliska, ta samo o której pisał Adam Asnyk:
Oto tatrzańska sielanka
Łagodną wabi ponętą,
Jak dziewczę, co uśmiechniętą
Twarzyczką wita kochanka...
Przez skał rozdartych podwoje
Przegląda wąwozu łono,
Gdzie szumią srebrzyste zdroje
Melodię głazom nuconą -
Przez skał rozdartych podwoje
Świerk zwiesza konary swoje,
I słońca blask się przeciska...
To Kościeliska!
(Kościeliska wg Adama Asnyka)
Ruszamy w głąb doliny utworzonej strumieniem wód spływających z górskiej grani leżącej 9 kilometrów przed nami. Mijamy rzeźbioną w drewnie tablicę z logiem Tatrzańskiego Parku Narodowego i nazwą doliny. Zadaszona, o góralskiej stylistyce zaprasza do jednej z najpiękniejszych tatrzańskich dolin. Za nią konie w zaprzęgu czekają na turystów, których jednak nie ma zbyt wielu, poza tymi czterdziestu kilkoma osobami z naszej grupy, która o godzinie 9.15 ruszyła w górę doliny. Jeden z koni przerwał zlizywanie śniegu z kamienia, spogląda ku nam gotowy do drogi. Nie na nas jednak koniku czekasz. Zapewne przyjdą za nami kolejni turyści spragnieni przejażdżki doliną uczęszczaną już od dawna. Kiedyś podróżowali przezeń podróżnicy, kupcy z jucznymi końmi i przemytnicy. Przez Dolinę Kościeliską prowadził główny trakt przejazdu przez Tatry, do słowackiego Liptowa. Trakt ten prowadził dalej przez Dolinę Tomanową na Tomanową Przełęcz - drugą na liście najniższych przełęczy w grani głównej Tatr (po Palenicy Jałowieckiej), o łagodnych podejściach po których możliwy był przejazd nawet koniem. Za przełęczą schodził do Doliny Tomanowej Liptowskiej, a potem przez Dolinę Cichą do jej ujścia.

Konie w Kirach.
Konie w Kirach.

Początek Doliny Kościeliskiej.
Początek Doliny Kościeliskiej.

Dolina Kościeliska.
Dolina Kościeliska.

Podwoje doliny otwierają się przed nami. Po 500 metrach mamy skalną bramę, pierwszą, bo nie jedyną w tej dolinie. Jest to Niżnia Kościeliska Brama. Nazywana jest też Bramą Kantaka, zgodnie z nazwą nadaną w 1887 roku przez Towarzystwo Tatrzańskie na cześć Kazimierza Kantaka - polskiego polityka, posła na Sejm pruski, zasłużonego obrońcy spraw polskich i działacza Towarzystwa Tatrzańskiego. Nazwa „Niżnia Kościeliska Brama” jest nazwą późniejszą, powstałą po tym, jak postanowiono nie nadawać w Tatrach nazw pochodzących od nazwisk. Obecnie używane są obie nazwy. Na skale znajdującej się po drugiej stronie Kościeliskiego Potoku widać starą tablicę pamiątkową upamiętniającą Kazimierza Kantaka.

W skale po lewej uwagę zwraca otwór o prostokątnym przekroju, wykuty w 1954 roku. Przypomina sztolnię, ale w rzeczywistością jest pozostałością po pracach zbudowania zapory na Kościeliskim Potoku, o której zresztą myślei wcześniej Niemcy w okresie II wojny światowej.

Niżnia Kościeliska Brama (Brama Kantaka).
Niżnia Kościeliska Brama (Brama Kantaka).

Tablica upamiętniająca Kazimierza Kantaka.
Tablica upamiętniająca Kazimierza Kantaka.
Tablica upamiętniająca Kazimierza Kantaka.

Wykuty otwór w skale.
Wykuty otwór w skale.

Za Bramą Kantaka.
Za Bramą Kantaka.

Za Bramą Kantaka rozciąga się duża polana Wyżnia Kira Miętusia. Potok Kościeliski odchodzi na niej w prawo na skraj polany zepchnięty przeciwległymi, wschodnimi stokami Małego Regla, Czerwonego Gronika i Kończystej Turni. Stoi na niej bacówka. W sezonie prowadzony jest na polanie kulturowy wypas owiec. Dzięki temu polana nie zarasta lasem i przypomina o dawnej gospodarce pasterskiej. Jeszcze do 1960 roku na polanie Wyżnia Kira Miętusia stał rząd około 10 zabudowań pasterskich. W XX wieku podczas redyku wiosennego można było zobaczyć na niej mieszanie owiec wypasanych na Hali Miętusiej, do której ongiś należała również Wyżnia Kira Miętusia, tj. zanim nie została wyłączona jako samodzielna polana.

Po drugiej stronie Wyżniej Kiry Miętusiej jest drewniany mostek, przerzucony nad potokiem, który wraca tutaj do nas i przechodzi na drugą stronę szlaku. Za mostkiem mijamy odejścia szlaków na Czerwone Wierchy i na Przysłop Miętusi. Potok chowa się za lasem, który pojawił się tutaj po zaprzestaniu na niej wypasu owiec. Jesteśmy na Cudakowej Polanie, niewielkiej reglowej polanie, na której w latach 80-tych XX wieku powrócono do wypasu kulturowego owiec, podobnie jak na wcześniejszej polanie. Droga przechodzi wzdłuż zasadzonego szeregu jaworów. Zaraz za Cudakową Polaną, mamy kolejną większa o nazwie Stare Kościeliska.

Wyżnia Kira Miętusia.
Wyżnia Kira Miętusia.

Cudakowa Polana.
Cudakowa Polana.

Polana Stare Kościeliska miała dawniej zupełnie innych charakter niż inne znane polany w Tatrach. Już w XVIII wieku funkcjonowała na niej niewielki ośrodek przemysłowy - huta miedzi, a później huta żelaza. Stał tu młot fryszerski, młyn kruszący rudę i piec do wytapiania rudy, którą sprowadzano tu głównie z Doliny Starorobociańskiej. Wszystkie hutnicze urządzenie były tutaj napędzane siłą Kościeliskiego Potoku, którego wody spiętrzono na wysokości kolejnej skalnej bramy, przez którą niebawem przejdziemy. Na Starych Kościeliskach stały też chaty w których mieszkali robotnicy, a także karczma w której spędzali czas. Były też tartak i leśniczówka, której leśniczy dokonał nietypowych nasadzeń drzew dla warunków tatrzańskich - klony, daglezje, lipy szerokolistne.

Pamiątką po dawnym hutnictwie są resztki pieca i murów fryszerki, na których umieszczono tablicę informacyjną. Jest też kapliczka zbójnicka, według legendy ufundowana przez zbójników, a faktycznie przez górników i hutników. Stoi przy drodze przechodzącej przez Stare Kościeliska, jeszcze niedawno pomiędzy dwoma rosłymi modrzewiami, teraz obok jednego ocalałego podczas orkanu Ksawery. Stoi w niej figurka Matki Bożej, a na wewnętrznych ścianach wiszą drewniane płaskorzeźby ze scenami pasyjnymi.

Kapliczka zbójnicka.
Kapliczka zbójnicka.

Kapliczka zbójnicka.
Figura MB w kapliczce zbójnickiej.

Tablica upamiętniająca hutnictwo na Starych Kościeliskach.
Tablica upamiętniająca hutnictwo na Starych Kościeliskach.
Tablica upamiętniająca hutnictwo na Starych Kościeliskach.

Stare Kościeliska.
Stare Kościeliska.

Mostek do Lodowego Źródła i Jaskini Mroźnej.
Mostek do Lodowego Źródła i Jaskini Mroźnej (widok od strony Bramy Kraszewskiego)

Polana Stare Kościeliska sięga górnym końcem drugiej z kolei skalnej bramy, przed która mamy odejścia szlaków: w lewo przez mostek nad potokiem, w prawo na Halę Stoły. Szlak na lewo prowadzi przechodzi obok Lodowego Źródła i prowadzi dalej idąc w górę Żlebu pod Wysranki do Jaskini Mroźnej. Być może niektórych to zdziwi, ale ta dziwna nazwa żlebu ma związek z hutnictwem na Starym Kościelisku. Otóż wiemy już, że jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku działały na polanie huty. Południowo-zachodnie zbocza nad tym żlebem zwane były wówczas Wysrankami (zresztą obszar ten zwany jest tak po dzisiejszy dzień, co uwzględniane jest również w kartografii). Było to w czasach, kiedy na polanie, a dokładnie u wylotu żlebu stały domki robotników. Jak można przypuszczać nie posiadały one WC, ani wewnątrz, ani na zewnątrz. Ot i stąd się wzięła nazwa, która określała funkcjonalność miejsca, którego dotyczyła.

Skręcamy w prawo. O godzinie 9.55 rozpoczynamy podejście na masyw Stoły, podążają za znakami niebieskiego szlaku. Jest to pierwszy znakowany szlak turystyczny w Tatrach Zachodnich. Wyznaczony został w 1892 roku przez Mieczysława Karłowicza. Pierwszy odcinek podejścia prowadzi po sztucznie utworzonym chodniku w jarze bezimiennego cieku. Po około 400 metrach skręcamy w lewo, przechodzimy kładką nad ciekiem i opuszczamy dno jaru. Dalej jest stromiej, ale wkrótce szlak wchodzi w dość głębokie zakosy łagodząc stromiznę podejścia. Wchodzimy na obszar wiatrołomów. Miejsce to z bliska uzmysławia siłę orkanu Ksawery. Szlak na Stoły długo był zamknięty z powodu zniszczeń. Ogołocone z lasu zbocze daje jednak widoki, jakich wcześniej tutaj nie było. Pojawiały się one dopiero na polanie.

Strefa wiatrołomów na Stołach.
Strefa wiatrołomów na Stołach.
Strefa wiatrołomów na Stołach.
Strefa wiatrołomów na Stołach.

O godzinie 10.35 przechodzimy przez niewielką polane zwaną Niżnie Stoły. Otoczona jest niewysokimi świerkami. Nie widać na nich nawet najmniejszego śladu orkanu z 2013 roku, który zapewne nie znalazł sobie tutaj korytarza. Wyżej w ogóle nie widać żadnych zniszczeń, nawet szałasy pasterskie stoją jak dawniej w tym samym miejscu na wyżej położonej Polanie na Stołach, na którą docieramy o godzinie 10.45.

Polana na Stołach rozciąga się na stromym stoku masywu na wysokości od około 1300 do 1360 m n.p.m. Do kulminacji masywu o nazwie Suchy Wierch (1428 m n.p.m.) jest jeszcze kawałek drogi, ale nie prowadzi na nią szlak turystyczny. Polana na Stołach należała niegdyś do wysokogórskiej Hali Stoły. Stało na niej wówczas kilkanaście szałasów pasterskich. Warunki dla pasterstwa były jednak tutaj nie za bardzo sprzyjające, gdyż gleby jak i cały masyw Stołów są silnie odwodnione, a w konsekwencji rosnące na polanach trawy są słabe do wypasu. Dzisiaj sama polana znacznie zmniejszyła już swoje rozmiary w wyniku zarastania lasem. Stoją na niej trzy zabytkowe szałasy pasterskie, przy których robimy sobie przerwę. Budowniczowie tych szałasów liczyli się z silnymi wichurami, jakie tutaj mogą występować. Charakteryzują się one niskimi zrębami, na których osadzono dach dociążony drewniana ramą tzw. wiaternicą, na której ułożone są kamienie.

Niżnie Stoły.
Niżnie Stoły.

Szałasy na Polanie Stoły.
Szałasy na Polanie Stoły.
Szałasy na Polanie Stoły.
Szałasy na Polanie Stoły.

Widok z Polany na Stołach nie jest bagatelny. To piękne miejsce Tatr Zachodnich. Zachwyca, choć dzisiejsze chmury ograniczają widoki z jakich słynie Polana na Stołąch. Jednak nie tylko widoki są tym co pociąga nas do górskich wędrówek. Na Stoły po „Złote Buty” dotarł dzisiaj Szymon, młody, wytrwały wędrowca. Z jego twarzy można odczytać radość zdobywania i rodzinnej wędrówki.

Do doliny wracać musimy tą samą trasą. Ruszamy w dół o godzinie 11.05. Schodzimy. Słońce w międzyczasie rozpruwa chmury i pokazuje swe promienie. Pokrywa nimi Palenicę Kościeliską i Butorowy Wierch widoczne przez ujście doliny, a chwilkę później również Hruby Regiel i leżące pod nim murawy pokrywające Miętusi Przysłop. Niedługo już nam czekać pozostaje na jaskrawy błękit nieba i płynące pod nim białe obłoki. Widoki na okolicę ze stoku ogołoconego z drzew zaczynają być ujmujące. Staramy się jedna nie ulec temu cudownemu urokowi. Sukcesywnie podążamy w dół by o godzinie 11.45 dotrzeć do szlaku wiodącego wzdłuż Kościeliskiego Potoku.

Niżnie Stoły.
Niżnie Stoły.

Wiatrołomy.
Wiatrołomy.

Widok na Hruby Regiel (1339 m n.p.m.).
Widok na Hruby Regiel (1339 m n.p.m.).

Widok w kierunku wylotu Doliny Kościeliskiej.
Widok w kierunku wylotu Doliny Kościeliskiej.

Horyzont zamyka grzbiet Pasma Gubałowskiego.
Horyzont zamyka grzbiet Pasma Gubałowskiego
z Palenicą Kościeliską (1183 m n.p.m.) i Butorowskim Wierchem (1160 m n.p.m.).

Zadnia Kopka (1333 m n.p.m.).
Zadnia Kopka (1333 m n.p.m.).

Wiatrołomy z widokiem na Organy.
Wiatrołomy z widokiem na Organy.

Kontynuujemy wędrówkę w górę Doliny Kościeliskiej. Przechodzimy przez drugą z kolei skalną bramę - Pośrednią Kościeliską Bramę, zwana też Bramą Kraszewskiego (na cześć pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego, który w 1866 roku zwiedzał Dolinę Kościeliską). Jej niemal pionowe ściany z jednej i drugiej strony wznoszą się blisko siebie. Między nimi ledwie przeciska się koryto potoku i nasza droga. Taki krajobraz mamy przez około 500 metrów. Wydaje się, że skalne wrota nie mają końca. Skały wznoszące się nawet 100 metrów ponad nami porośnięte są lasem urwiskowym, w znacznej części naturalnym, nienaruszonym przez człowieka, który w jakiś niezwykły sposób utrzymuje się korzeniami skał.

W jednej ze skał widzimy figurkę św. Katarzyny umieszczoną w zagłębieniu. Została tam umieszczona przez pewnego leśniczego, jako wotum dziękczynne za uratowanie mu życia, kiedy spadł z tej skały podczas usuwania drzewa.

Pośrednia Kościeliska Brama (Brama Kraszewskiego).
Pośrednia Kościeliska Brama (Brama Kraszewskiego).

O godzinie 11.55 przechodzimy kolejnym mostkiem na potokiem, który od teraz mamy po prawej stronie. Wąwóz rozszerza się trochę. Wkrótce mijamy zejście z Jaskini Mroźnej. Potok płynie tutaj szerszym korytem, a przy drodze stoi ciąg ławek, na których można odpocząć. Po prawej stronie widzimy w górze skały wieńczące wzniesienie Stoły. Zaś przed nami, również po prawej stronie drogi widoczne są coraz lepiej imponujące turnie Raptawickiej Grani, odchodzącej od Kominiarskiego Wierchu w kierunku Doliny Kościeliskiej, nad którą kończy się potężnym urwiskiem. Są w nie kolejne jaskinie udostępnione do turystycznego zwiedzania: Raptawicka, Obłazkowa i najbardziej spektakularna Jaskinia Mylna, w której poczuć można dozę prawdziwej speleologii.


Do tego miejsca sprowadza szlak z Jaskini Mroźnej.
Do tego miejsca sprowadza szlak z Jaskini Mroźnej.

Między Stołami i Organami.
Między Stołami i Organami.

Kościeliski Potok.
Kościeliski Potok.

Z lewej ukazują się nam charakterystyczne turnie: Saturn i Ratusz. Prowadzi pod nie Wąwóz Kraków uważany za najpiękniejszy wąwóz skalny w polskich Tatrach Zachodnich, od dawna podziwiany przez turystów, jak też penetrowany przez poszukiwaczy skarbów. Część tego wąwozu jest pozostałością korytarza dawnej jaskini, w której zawaliło się sklepienie. Jej korytarz prowadzi pod tunel jaskiniowy o nazwie Smocza Jama, pod którą kończy się turystyczna trasa przez Wąwóz Kraków.

Odejście do Wąwozu Kraków znajduje się na Polanie Pisanej, którą przecinamy. Na Polanie Pisanej znajduje się końcowy przystanek zaprzęgów konnych. Za Polaną Pisaną Dolina Kościeliska przechodzi w kolejne przewężenie. Ma ono około 700 metrów długości i stanowi kolejną, trzecią i ostatnią skalną bramę - Wyżnią Kościeliską Bramę zwana też Bramą Raptawicką, bo w tym miejscu Kościeliski Potok wyżłobił ją w wapiennych skałach Raptawickiej Turni, tworzącej zachodnie ograniczenie doliny. Po przeciwległej stronie mamy Zbójnicką Turnię, której nazwa ma związek ze zbójnicką przeszłością doliny. Góralskie podania mówią o skarbach zbójnickich skarbach ukrytych w licznych jaskiniach doliny.

Przed Polaną Pisaną.
Przed Polaną Pisaną.

Wyżnia Kościeliska Brama (Brama Raptawicka).
Wyżnia Kościeliska Brama (Brama Raptawicka).

Skała Pisana.
Skała Pisana.

Wywierzysko pod Skałą Pisaną.
Wywierzysko pod Skałą Pisaną.

Szlak i potok w Wyżniej Kościeliskiej Bramie muszą niejednokrotnie dzielić się jej korytarzem, stąd też mamy tutaj gęsty ciąg mostków. Kościeliski Potok miejscami znika z powierzchni przepływając podziemnymi korytarzami. Jednen z najbardziej znanych jego wypływów znajduje się pod Skałą Pisaną. Są w niej doskonale widoczne otwory, którymi Kościeliski Potok opuszcza podziemne korytarze Jaskini Wodnej pod Pisaną, do których przesączył się z wyższych partii doliny wraz z innymi wodami pochodzącymi z Wąwozu Kraków.

Nieco powyżej Skały Pisanej i znajdującego się pod nią wywierzyska mamy odejścia szlaków do wspomnianych już jaskiń: Raptawickiej, Obłazkowej i Mylnej. Podążamy dalej w górę doliny, która zdecydowanie rozszerza się już. Nikną wapienne i dolomitowe turnie, pojawia się las. Wkrótce z prawej mijamy Krzyż Pola, a właściwie jego pozostałość, kikut w kwarcytowym kamieniu. Został on ustawiony w 1883 roku przez Towarzystwo Tatrzańskie, w miejscu wcześniejszego drewnianego, który został tutaj postawiony w 1852 roku z inicjatywy poety Wincentego Pola. Widniały na nim słowa św. Pawła: „I nic nad Boga”. Pomysł postawienia takiego krzyża zrodził się podczas wycieczki Wincentego Pola z grupą studentów UJ z Krakowa. Miała ona wymiar nie tylko turystyczny, ale też patriotyczny - podczas niej śpiewano m.in. pieśni patriotyczne, a sam Wincenty Pol nawoływał do zachowania w pamięci tego co świadczy o polskości. W grupie jednak znalazła się donosiciel i Austriacy pozbawili go za to stanowiska profesora geografii na UJ.

Wyżnia Kościeliska Brama.
Wyżnia Kościeliska Brama.

Wyżnia Kościeliska Brama.
Wyżnia Kościeliska Brama.

Nikną wapienne i dolomitowe turnie, pojawia się las.
Nikną wapienne i dolomitowe turnie, pojawia się las.

Kościeliski Potok.
Kościeliski Potok.

Krzyż Pola.
Krzyż Pola.

Powoli zbliżamy się do górnych partii Doliny Kościeliskiej. Szlak prowadzi już cały czas lasem. O godzinie 12.45 dochodzimy do miejsca, gdzie dolina rozchodzi się na odnogi: Tomanową Dolinę, na którą skręca zielony szlak, oraz znajdującą się na wprost Pyszniańską Dolinę. Kilkadziesiąt metrów stąd jest też schronisko turystyczne. Zanim jednak odpoczniemy w jego murach chcemy odwiedzić ukryte w lesie jezioro. Prowadzi do niego czarny szlak, który zaczyna się na rozejściu dolin.

Czarny szlak prowadzi przez gęsty las. W miarę łagodnie w górę, choć dwukrotnie nieco bardziej stromo, co jest pewnym utrudnieniem przy występującym dzisiaj oblodzeniu szlaku. O godzinie 13.10 docieramy nad Smreczyński Staw, tajemniczy, otoczony lasem, nad którym sterczą ośnieżone grzbiety górskie.
Smreczyński Staw

Nad Smreczyńskim Stawem stoję sama,
Taniec chmur z górami obserwuję,
Ten szczyt się odsłania, tamten ginie,
Słońce bawi się światłem, co chce pokazuje.
Nikt nie pyta o bilet na spektakl,
W ciszy miejsca można zajmować.
Las stoi jak widownia, zadumany,
Wstrzymuje się z oklaskami.
Słychać głos ptaka, w oddali śnieg skrzypi.
Czy zbliża się obudzony niedźwiedź,
Zwabiony zapachem śniadania?
Nie, to zmierza kolejna grupa widzów
Zająć miejsce w teatrze i leśnej,
Nad stawem, Świątyni Dumania.

Jadwiga Kwiecień, 11.03.2017 r.
Smreczyński Staw.
Smreczyński Staw.

Smreczyński Staw leży u wylotu Doliny Pyszniańskiej na wysokości 1226 m n.p.m. Jego średnia głębokość wynosi 1,8 m, a maksymalna 5,3 m. Ma 0,75 ha powierzchni. Jego wody nie cechują się krystalicznością typowa dla górskich zbiorników wodnych. Przeźroczystość wody Smreczyńskiego Stawu wynosi zaledwie 1,5–2 m. Różni się też od innych tatrzańskich stawów odmiennością rozwijającego się wokół niego życia oraz występowaniem płazów takich jak traszka górska i karpacka, czy żaba trawna.

Nad Smreczyńskim Stawem.
Nad Smreczyńskim Stawem.

Wracać musimy tą samą trasą. Nie ma innej drogi. Smreczyński Staw leży w strefie obszaru ochrony ścisłej „Pyszna, Tomanowa, Pisana”, obejmującego największy w polskich Tatrach kompleks lasów świerkowych, będący ostoją dzikich zwierząt. Mają w nich swoje mateczniki niedźwiedzie brunatne, a jesienią jelenie odbywają w nich rykowiska. Zatem jedna droga dojścia i ta sama droga powrotu, tak by jak w najmniejszym stopniu ingerować w naturalne środowisko, które postanowiono tutaj pozostawić pod wyłączne prawa przyrody. O godzinie 13.35 opuszczamy nabrzeże stawu. Po półgodzinnym marszu wchodzimy do schroniska na posiłek i odpoczynek.

Schronisko PTTK na Hali Ornak.
Schronisko PTTK na Hali Ornak.

Zbliża się piętnasta. Kończymy posiedzenie w schronisku. Wychodzimy na umówione miejsce przed schroniskiem do pamiątkowej fotografii. Lubimy wracać do wspaniałych chwil, a fotografia pomaga nam przywołać o nich ich wspomnienia. W pełni na to zasługuje dzisiejsza wycieczka, można chyba powiedzieć spontaniczna, bo od pomysłu do jej realizacji minęło naprawdę niewiele czasu. Po fotografii pozostała jeszcze doniosła chwila wręczenia pamiątkowych dyplomów firmowanych przez gospodarzy Schroniska PTTK na Hali Ornak dla najmłodszych, a jest ich dzisiaj kilkoro. Jest też dyplom dla najbardziej doświadczonego turysty. Rozpiętość wiekowa grupy jest spora, może nawet nie spodziewacie się jaka.

Przed schroniskiem.
Przed schroniskiem.

Schroniska PTTK na Hali Ornak.
Schroniska PTTK na Hali Ornak.

Dolina Kościeliska.
Dolina Kościeliska.

Zostaje nam powrót doliną do Kir, gdzie stoi nasz autokar. Schodzimy spacerkiem, utrwalając wzrokiem piękno Doliny Kościeliskiej. Porównujemy obrazy widziane teraz z tymi, które zachowaliśmy w głowach przed południem.

Dolina Kościeliska

Smreki Kościeliskie dlaczego leżycie?
Wiatr was pokonał, oddałyście życie,
Jak pokot złożony na polanie,
Tak wy na skalnej ścianie,
Spoczęłyście korzeniami w górę,
I wzywacie na pomoc Matkę Naturę.

Kruk siedzi tuż przy drodze,
Może nie ma domu,
Polować mu się nie chce lub nie może,
Prosi ludzi: „Co łaska dajcie mi i idźcie.
Szczęść Wam Boże”.

Krzyż Pola miał być przy drodze,
A go nie było? Był lecz niekompletny!
Metalowe ramię z napisem,
Nic nad Boga - zabrał ktoś w duchu szpetny.

A ludzi mało dzisiaj, nie ma tłumu,
Idziemy wolno, nikomu się nie spieszy,
Taki spacer z Szalami tylko cieszy.

Jadwiga Kwiecień, 11.03.2017 r.

W dolnych partiach doliny zniknęła poranna zmarzlina na drodze, zniknęła również biała, śnieżna posypka. Zrobiło się nawet troszkę błotniście. Pojawiły się pędy lepiężników. Czyżby to były już wiosny pierwsze podrygi? Niebawem wyjrzą na powierzchnię polan krokusy. Oby jednak nie za szybko. Niech Matka Natura da im jeszcze trzy tygodnie snu.

Słyszymy, że znów chcecie sycić się pięknem. Cóż w tym dziwnego - życie ludzkie jest zbyt krótkie, żeby tego nie robić. Nie można marnować nawet jego chwili. Dolina Kościeliska... znów? Tak, ale zupełnie inna. Już kiedyś to robiliśmy, warto to powtórzyć i zajrzeć do wnętrza gór.

- - -

PS. Dziękujemy Jadzi za poetyckie uzewnętrznienie emocji jakich doznawaliśmy sami podczas wycieczki. Wiersze te wyrażają z zachwycającą melodyką również nasze własne przeżycia. Dziękujemy autorce za to, że mogliśmy je wpleść w treść naszej relacji.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas