Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pcim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pcim. Pokaż wszystkie posty
Nie jest to wycieczka w poszukiwaniu zimy, bo ta ewidentnie znów przegapia swój czas. Jeszcze niedawno marzyliśmy o wędrówce po skrzypiącym śniegu, ale obecna pogoda jest wczesnowiosenna, taka może nawet bliższa lata zważywszy na wysokość dodatnich temperatur.

TRASA:
Pcim [żółty szlak] Krzywicka Góra (584 m n.p.m.) [żółty szlak] [czarny szlak] Diabli Kamień [czarny szlak] [żółty szlak] Działek (600 m n.p.m.) [czerwony szlak] Schronisko PTTK na Kudłaczach (730 m n.p.m.) [czerwony szlak] Działek (600 m n.p.m.) [zielony szlak] Chełm (654 m n.p.m.) [zielony szlak] Myślenice Zarabie

OPIS:
O godzinie 7.30 wysiadamy na przystanku autobusowym w Pcimiu. Panuje jeszcze poranna szarzyzna, gdyż słońce dopiero zaczyna rozpalać się nisko na horyzoncie. Na południu, tam gdzie biegnie dalej „Zakopianka” góruje Szczebel na tle zabarwionego czerwienią horyzontu. Zastanawialiśmy się czy nie pojechać dalej, na Podhale, w Tatry, ale dawno nie odwiedzaliśmy tych najbliższych nam wzniesień zamieszkiwanych przez Kliszczaków, górali zwanych myślenickimi o silnych wpływach krakowskich. Być może dzięki tej wędrówce zobaczymy na ile ich tradycyjna kultura zachowała się w regionie.

Podążać będziemy najpierw na Kudłacze, gdzie stoi niewielkie, klimatyczne schronisko PTTK. Najkrótszą drogą do schroniska jest czarny szlak wiodący przez osiedle Małe Ulmany. My jednak wybieramy nieco dłuższą trasę, przez Krzywicką Górę, a prowadzą tamtędy żółte znaki. Pcim leży w sercu Beskidu Makowskiego, zwanym dawniej Beskidem Średnim. Co prawda inaczej wynika z naukowej regionalizacji geograficznej Polski opracowanej przez Jerzego Kondrackiego, w której przepływająca przez Pcim rzeka Raba stanowi granicę między Beskidem Makowskim i Beskidem Wyspowym, ale w środowiskach turystycznych podział taki raczej nie przyjął się. Mapy i przewodniki wciąż zaliczają do Beskidu Makowskiego znajdujące się po wschodniej stronie Raby Pasmo Lubomira i Łysiny, a również mieszkańcy gminy Pcim sami mówią, że mieszkają w sercu Beskidu Średniego. Zresztą przyzwyczailiśmy się to tego, że Lubomir znajdujący się w Paśmie Lubomira i Łysiny jest najwyższym szczytem Beskidu Makowskiego, a pasmo to nie przypomina typowej beskidzkiej wyspy.

Pierwszych mieszkańców sprowadził tu podobno Leszek Biały na początku XIII wieku. W następnym stuleciu król Kazimierz Wielki wybudował dla nich drewniany kościółek pod wezwaniem św. Mikołaja Biskupa. Obecny kościół Świętego Mikołaja został wybudowany na przełomie XVIII i XIX wieku. Niedaleko kościoła, w pobliżu przejścia pod „Zakopianką” znajdujemy żółty szlak. Początek ma tu też czarny szlak, który wspólnie z żółtym przeprowadzają na drugi brzeg Raby. Potem szlaki te rozwidlają się.

Centrum Pcimia i Kościół Św. Mikołaja z przełomu XVIII i XIX wieku.
Centrum Pcimia i Kościół Św. Mikołaja z przełomu XVIII i XIX wieku.

Obelisk upamiętniający ofiary kampanii wrześniowej 1939 r.
Obelisk upamiętniający ofiary
kampanii wrześniowej 1939 r.
Jednak wróćmy do początku. Zatrzymajmy się chwilkę przy obelisku upamiętniającym poległych podczas walk o Pcim we wrześniu 1939 roku. W okresie kampanii wrześniowej na terenach Pcimia (4 września) i Stróży (5 września) toczyły się ciężkie walki obronne brygady płk. Stanisława Maczka. Po tamtym krwawym czasie zachowały się jeszcze ślady okopów, a na parafialnych cmentarzach mogiły poległych żołnierzy. Ci co przeżyli okres najazdu hitlerowskiego, rozpoczęli działalność partyzancką, grupując się w oddziałach AK „Kamiennik”, „Żelbet” i „Hardy”. Działały one przez cały okres okupacji, aż do wyzwolenia.

Z tego miejsca zadumy ruszamy na wędrówkę przez góry, które niegdyś dawały schronienie partyzantom. Dzisiejsza trasa nie ma jednak nastawienia patriotycznego, gdyż nie powiedzie przez te najważniejsze miejsca z okresu II wojny światowej, jak choćby Przełęcz Suchą położoną między Łysiną i Kamiennikiem, gdzie odbywały się przeglądy oddziałów partyzanckich oraz msze polowe.

Rzeka Raba, a w głębi Szczebel (977 m n.p.m.).
Rzeka Raba, a w głębi Szczebel (977 m n.p.m.).

Przechodzimy pod „Zakopianką”, a następnie przez wiszącą kładkę nad rzeką Rabą i dochodzimy do szosy przebiegającej równolegle do rzeki. Tutaj rozstajemy się z czarnymi znakami szlaku i skręcamy w lewo zgodnie ze wskazaniami znaków żółtych. Idziemy poboczem szosy, po czym schodzimy z niej na prawo w niewielki lasek. Po krótkim czasie wychodzimy z lasku na polną drogę prowadzącą przez tzw. Pańskie Pola. Na wschodzie widzimy wzniesienie Bania znajdujące się grzbiecie, przez który prowadzi czarny szlak na Kudłacze, a potem dalej na Łysinę. Tymczasem nasz żółty szlak zbliża nas do Krzywickiej Góry położonej na północnym wschodzie.

Pańskie Pola. Z prawej mamy wzniesienie Bania (603 m n..p.m.).
Pańskie Pola. Z prawej mamy wzniesienie Bania (603 m n..p.m.).

Pańskie Pola. Widok na południe, gdzie wznosi się Szczebel, a za nim Luboń Wielki.
Pańskie Pola. Widok na południe, gdzie wznosi się Szczebel, a za nim Luboń Wielki.

Szczebel (977 m n.p.m.).
Szczebel (977 m n.p.m.).

Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).
Luboń Wielki (1022 m n.p.m.).

Świt.
Świt.

Polna droga doprowadza nas do szosy, na której skręcamy w prawo. Oddalając się od Raby idziemy ku dolinie potoku Krzywianka. Mijamy kilka domostw. Zaraz za mostem nad potokiem po lewej stronie stoi wysoka kapliczka z figurą św. Floriana z 1875 roku. Jej fundatorami byli Maciej i Magdalena Muniakowie. Cokół na którym umieszczono figurę św. Floriana zdobią rzeźby. Z lewej mamy św. Magdalenę i św. Annę, z prawej św. Macieja i św. Antoniego, a od frontu mamy Matkę Boską z Dzieciątkiem i Św. Jana.

Kapliczka z figurą św. Floriana z 1875 roku.
Kapliczka z figurą św. Floriana z 1875 roku.

Około 100 metrów za kapliczką szlak schodzi z drogi i skręca w lewo w uliczkę między domy osiedla Mizery. Zaczynamy wspinać się stokiem Krzywickiej Góry, szybko zostawiając za sobą wiejskie zabudowania. Pniemy się dalej drogą między polami, a po prawej zza przeciwległego zbocza wyłania się słońce. Szary krajobraz nabiera teraz żywych barw. Szczebel i Luboń Wielki wypełniające południowy krajobraz podświetla słońce, zaś w tle przez dziurawe chmury przedziera się błękit nieba. Stoimy zauroczeni tak wspaniałym widokiem, bo mamy świadomość, że za chwilę wszystko to zasłoni nam leśna gęstwina.

Wchodzimy między pola i łąki.
Wchodzimy między pola i łąki.

Szczebel i Luboń Wielki wypełniające południowy krajobraz podświetla słońce.
Szczebel i Luboń Wielki wypełniające południowy krajobraz podświetla słońce.

Słońce wyłania się zza przeciwległego zbocza.
Słońce wyłania się zza przeciwległego zbocza.

Podchodzimy nieco wyżej, na wysokość brzozowego szpaleru ciągnącego się po lewej, tak by zobaczyć okolicę jeszcze piękniej i rozleglej. Chłód zdaje się odpływać w blasku słońca. Na południowym-zachodzie, nieco po prawej za wzniesieniami Godawowej Góry (443 m n.p.m.) i Góreckowej (519 m n.p.m.) widoczny jest masyw Zembalowej (859 m n.p.m.). Na wschodzie zaś widać zalesiony grzbiet Łysiny i Lubomira.

W górę stoku Krzywickiej Góry.
W górę stoku Krzywickiej Góry.

Jeszcze raz spoglądamy na dolinę Raby.
Jeszcze raz spoglądamy na dolinę Raby.

Widok w stronę Łysiny.
Widok w stronę Łysiny.

Brzozowy szpaler.
Brzozowy szpaler.

O godzinie 8.20 wchodzimy w zagajnik, który troszkę dalej przemienia się w stały las. Leśna ścieżka łagodnieje i wkrótce wchodzi w południowy trawers wierzchołka Krzywickiej Góry (584 m n.p.m.). Niespiesznym krokiem podążamy ładnym lasem. Mijamy zawieszoną na drzewie małą kapliczkę, rozwidlenie ścieżek, przecinamy skraweczek śniegu. Mając wierzchołek Krzywickiej Góry za sobą o godzinie 8.55 dochodzimy do bocznej ścieżki odchodzącej na lewo. Strzałka z czarnym szlakiem wskazuje dojście do Diablego Kamienia.

Leśna ścieżka na Krzywickiej Górze.
Leśna ścieżka na Krzywickiej Górze.
Leśna ścieżka na Krzywickiej Górze.
Leśna ścieżka na Krzywickiej Górze.

Zostawiamy zatem żółty szlak i po 5 minutach osiągamy ów Kamień, zwany też Wielkim Kamieniem. Ten skalny występ z północnego zbocza Krzywickiej Góry wznosi się pionową ścianą na wysokość do 8 metrów. Na progu skały widzimy wykute napisy, pokryte igliwiem. Zbocze pod Diablim Kamieniem pokryte jest omszałym głazowiskiem.

Na progu Diablego Kamienia.
Na progu Diablego Kamienia.

Głazowisko pod Diablim Kamieniem.
Głazowisko pod Diablim Kamieniem.

Szczyt Diablego Kamienia.
Szczyt Diablego Kamienia.

Ściana Diablego Kamienia.
Ściana Diablego Kamienia.

Na początku naszej wędrówki wspominaliśmy o Kliszczakach zamieszkujących tutejsze tereny i ich kulturze. Do dziś ich gwarę można tutaj usłyszeć, a jej brzmienie oddaje oryginalna legenda o Diabelskim Kamieniu, która w roku 1929 została spisana w Pcimiu przez Jana Szczęsnego Płatkowskiego. Oto ona:
Kiedy nasą świętą Kalwaryję pocyni budować, a bee temu hola już roków, djeblisko – co siedzioł na Krzemionkach – zazgrzitoł zębcami i zasotoł sie wielce, bo mu sie zrobiło okrutno, ze naród nie tak łacwo do sie do złego namówić i wiela ludzisków odpadnie od djebelskiego ogona. Więc uzwazuje se, a po łepecie skrobie: co tu takiego wyonacyć, zeby do tej budowy nie dopuścić. I tela wyśtuderowoł, ze najlepi bee zarosienki z pocątku popsować rozpocętą robotę i tak pokminić, coby zodnej Kalwaryji nie było. Więc polecioł z wiatrem ku Tatrom i porwoł tam z wiyrchów okrutecną skołkę po to, zeby jo przenieść ku Zebrzidowicom i tam z góry piznąć na owe kaplicki i klostur, co je już pobudowali. No i – co sie nie robi – jak porwoł ten kamiéń na plecyska, tak go niesie i niesie, od Zakopanego ku Babiogórze najkrótszą drogą ponad halne scyty, bez Obidową, Strzebel, dalej i dalej, a siumnie a górami, coby go prasnąć z wysokości i wsyćko do imentu zadrausić.
Ale, nie bees ty bestyjalskie nosienie z Panem Jezusem w karty groł, nie bees, bo bosko moc więkso anizeli złość cartosko. Tak co sie nie robi, widząc do cego ten smotroń zmierzo, wydano tam w górze rozporządek taki jak potrza. I widzicie, tak sie podzioło, ze im djeboł był bliży Kalwaryje, to kamiéń był coroz to ciężsy, i ciągle mu z pleców kcioł zlecieć. Djeblisko sie sfucało, zdysało, spociło do imentu, ale sie nadymo, ostękuje, a targo tą skołkę ponad chmury. Ale nie porada. Kole Kotunia kamiénia nie sposób mu było już udźwignąć. Złapił go jesce pazurami co sił, trzymo, stęko, jęcy, gwałtem kce donieść, ale wsyćko na nic. Ledwo go za Pcim zatargoł, a tu północ wybiła, kurek zapioł, a djeboł jak niepyszny musioł go z paliców wypuścić i uciekać skąd przibył. No i jak ten kamiéń spod wtejcas na ziemie to sie w niej zarył do połowy, a to zagłąbienie, co w nim widać, to jest wygniecione djebelskimi pazurzyskami.
Diabli Kamień z profilu.
Diabli Kamień z profilu.

Opuszczamy tajemniczy rejon Diablego Kamienia. Wracamy na żółty szlak. Wkrótce po lewej otwiera się przed nami panorama. Znajdujemy się na skraju łąk osiedla Górniakowo. Stok opada stąd do doliny potoku Ziębówka. Po drugiej stronie doliny wznosi się masyw Chełmu, przez który planujemy drogę powrotną. Za Chełmem widać fragment grzbietu Uklejnej.

Na skraju łąk osiedla Górniakowo.

Panorama ze skraju łąk osiedla Górniakowo.
Panorama ze skraju łąk osiedla Górniakowo.


Dochodzimy do asfaltowej drogi, która wspina się tutaj z doliny Ziębówki łącząc kolejne osiedla. Gdy spojrzymy teraz na zachód zobaczymy dolinę Trzebuńki, ograniczoną od prawej pasmem Babicy, a od lewej masywem Kotonia. Na lewo od kulminacji Kotonia dostrzec można kopułę Policy, a za nią ośnieżony masyw Babiej Góry.

Droga z doliny Ziębówki. W głębi widoczna jest dolina Trzebuńki.
Droga z doliny Ziębówki. W głębi widoczna jest dolina Trzebuńki.

Po krótkiej przerwie na podziwianie widoków podążamy dalej grzbietową drogą, która powolutku zmierza ku szczytowi Działka (600 m n.p.m.). W jego okolicy stoi pokaźna posesja. Idziemy drogą wzdłuż jej ogrodzenia, za rogiem skręcamy w lewo obchodząc posesję od frontu. Jeszcze chwilka marszu i zaczynamy schodzić w dół do lasku, w którym spotykamy czerwone znaki. Żółty szlak kończy się tutaj.

Kapliczka na stoku Działka.
Kapliczka na stoku Działka.

Posesja pod szczytem Działka.
Posesja pod szczytem Działka.

Czerwone znaki Małego Szlaku Beskidzkiego przychodzą tu z Myślenic przez Uklejną i prowadzą dalej na Łysinę i Lubomira przechodząc wcześniej obok Schroniska PTTK na Kudłaczach. Po niedługim namyśle ruszamy do tego schroniska. Kierujemy się zatem na południowy wschód, gdzie widoczne jest wzniesienie z polaną i stojącym na niej budynkiem schroniska.

Schodzimy wpierw na płytką Przełęcz Granice (575 m n.p.m.), na którą wchodzi droga z Poręby. Z prawej zaś mamy drogę prywatną prowadzącą do posiadłości na Działku. Przechodząc przez przełęcz utrzymujemy kierunek marszu. Idziemy kawałek niemal płasko, mijając z lewej posiadłość z ładnym drewnianym domkiem. Z grzbietu schodzą po stokach łąki, odkrywające fantastyczne pejzaże. Z lewej, na dolinę ze wspomnianą wsią Poręba, nad którą na wschodzie wznosi się potężny masyw Kamiennika. Panorama ciągnie się dalej na północny wschód ponad Jeziorem Dobczyckim skrywającym się między pomniejszymi wzniesieniami Pasma Glichowca. Dalej za nim rozciąga się Pogórze Wiśnickie, które ginie w bezkresie zamglonego powietrza. Przy dobrej przejrzystości zapewne z tej dali wyłaniałaby się bocheńska aglomeracja.

Z kolei po prawej stronie naszego grzbietu znów świetne prezentuje się Szczebel, a za nim na prawo Luboń Wielki. Z lewej strony Szczebla mamy coś nowego: Tatry, a na ich grzebieniu m.in. Gerlach, Batyżowiecki Szczyt, Kończystą, Ganek, Wysoką. Ależ to jest emocjonujące!

Tatry.
Tatry.
Tatry.

Tatry.
Tatry.
Tatry.

O godzinie 10.00 dochodzimy do lasu. Tutaj nie od razu spostrzegamy się, że nastąpiła zmiana przebiegu szlaku. Wcześniej szlak wiódł dalej prosto w górę zbocza. Obecnie skręcamy na drogę gruntową odchodząca na prawo. Po 5 minutach łagodnego marszu tą drogą schodzimy z niej na lewo i pokonujemy zbocze ostrzejszym trawersem, kamienistą dróżką. O godzinie 10.15 wychodzimy na skraj łąk, gdzie szlak ostro zmienia kierunek na lewo. Prowadzi chwilę płasko. Po prawej widzimy znane nam drewniane ogrodzenie, powyżej którego stoi pod lasem Schronisko PTTK na Kudłaczach. Szlak niebawem wprowadza nas na drogę z wcześniejszego przebiegu szlaku. Skręcamy na niej w prawo do góry. Mija nie więcej niż 3 minuty, gdy wychodzimy na łąkę przed schroniskiem, słynącą z pięknych widoków. Dzisiaj też nas nie zawiodła.

Między drzewami pokazuje się nam przez chwilkę Babia Góra.
Między drzewami pokazuje się nam przez chwilkę Babia Góra.

Kamienista dróżka.

Na Polanie Kudłacze.
Na Polanie Kudłacze.

Panorama z Polany Kudłacze.

Oto widoki z Polany Kudłacze. Na przedłużeniu Doliny Krzczonówki widzimy masyw Babiej Góry. Po lewej stronie tej doliny wznosi się masyw Zembalowej, zaś po prawej Kotonia. Po prawej stronie od Kotonia mamy dolinę Trzebuńki, a dalej na prawo Pasmo Babicy. Na polanie przed schroniskiem jest czym się delektować, a aura sprzyja temu. Słowem jest cudownie.

Widok z Polany Kudłacze.
Widok z Polany Kudłacze.

W stronę Babiej Góry.
W stronę Babiej Góry.

Dróżka przy schronisku na Kudłaczach.
Dróżka przy schronisku na Kudłaczach.

Teren wokół schroniska pokryty jest niewielką ilością śniegu. Ktoś lepił tutaj niewielkiego bałwanka. Niedawno musiał padać tutaj pierwszy śnieg, ale teraz raczej wszystko rychło rozpuści się. O godzinie 10.50 wchodzimy do wnętrza przytulnego schroniska.

W środku jest pusto; tylko jeden turysta oprócz nas. Zamawiamy sobie coś do zjedzenia. To coś mimo swej prostoty jest znakomite, choć to zwyczajna pieczona kiełbasa i kaszanka. Wypijamy sobie po kubku kawy, a w międzyczasie pojawia się czwórka rowerzystów. W schronisku robi się gwarniej. Przeglądamy jakiś stary przewodnik wypatrzony w schroniskowej biblioteczce. Jest miło, sympatycznie, a nawet zawiało jakimś romantyzmem, zamarzyło się nam pozostanie tu na dłużej. Jest sobota i taki plan byłby realny, gdybyśmy tylko wcześniej o tym pomyśleli. Dom nas wzywa, bo zostawiliśmy tam nasze pociechy (no właśnie szkoda, że zostawiliśmy). Mija nam godzinka.

Schronisko PTTK na Kudłaczach (730 m n.p.m.).
Schronisko PTTK na Kudłaczach (730 m n.p.m.).

Przed schroniskiem na Kudłaczach.
Przed schroniskiem na Kudłaczach. Po lewej stronie charakterystycznego drzewa widać Pasmo Kotonia.

Panorama z Kudłaczy.

Panorama z Kudłaczy.

Panorama z Kudłaczy.
Panorama z Kudłaczy.

Wychodzimy ze schroniska i udajemy się ponownie na punkty widokowe Kudłaczy. Promienie słoneczne zdążyły znacznie zmienić kąt padania i panorama wygląda teraz inaczej. Jest barwniej. Jest też chyba trochę chłodniej, a może tylko nam się tak zdaje, bo ostygliśmy siedząc w schronisku. O godzinie 11.40 ruszamy w dół tą samą drogą i tym samym szlakiem, choć kusiło nas by podążyć prosto w dół wcześniejszym przebiegiem szlaku i tym samym skrócić sobie trochę drogę.


Kilka minut po dwunastej znajdujemy się ponownie w pobliżu Przełęczy Granice, skąd mamy te same widoki, ale znacznie żywsze kolorystycznie. Spoglądamy tam gdzie Kamieniczanka zbiera wody potoku spływającego spod Działka i przechodzi w Trzemieśniankę. Tam w dali widok sięga aż Krakowa. Żegnamy się z Kudłaczami, ale jeszcze pewnie je ujrzymy gdzieś z naszej trasy.

W głębi widać Tatry. Z prawej mamy Szczebel. Widok z okolic Przełęcz Granice.
W głębi widać Tatry. Z prawej mamy Szczebel. Widok z okolic Przełęczy Granice.

Widok na Pogórze Wiśnickie.
Widok na Pogórze Wiśnickie.

Przełęcz Granice (575 m n.p.m.). Widok na Kudłacze.
Przełęcz Granice (575 m n.p.m.). Widok na Kudłacze.

Wspinamy się krótko na Działka, gdzie spotykamy nasz żółty szlak z poranka. Skręcamy w prawo. Schodząc w dół spotykamy zielone znaki przychodzące z Poręby. Prowadzą one przez Chełm do Myślenic. Od teraz pilnować będziemy zielonych znaków, które jeszcze jakiś czas poprowadzą razem z czerwonymi.

Przed nami Śliwnik.
Przed nami Śliwnik (620 m n.p.m.).

Kontynuujemy zejście z Działka.
Kontynuujemy zejście z Działka.

Kontynuujemy zejście z Działka. Po krótkim marszu wychodzimy z lasu, ale wciąż znajdujemy się na zacienionym północno-wschodnim stoku góry. Mijamy domostwo. Za nim teren pokryty jest resztkami zmarzłego śniegu. Przed nam przełęcz, za którą zaczynamy podchodzić zbocze Śliwnika (620 m n.p.m.). Parę metrów za siodłem przełęczy po lewej mamy śliczną, przeszkloną kapliczkę z figurą Matki Boskiej. Przed nią stoi specjalna tabliczka wotywna, na której ludzie zostawiają dary dziękczynne w podzięce za wysłuchaną modlitwę: łańcuszki, krzyżyki i medaliki. Wszystkie te kapliczki, cisza i spokój to cały urok Beskidu Makowskiego.

Kapliczka w siodle przełęczy przed Śliwnikiem.
Kapliczka w siodle przełęczy przed Śliwnikiem.

Dróżka dalej zdobywa zbocze Śliwnika, wchodzi do lasu, gdzie mijamy kolejną, przepiękną kapliczkę zawieszoną na drzewie. Kilka minut marszu i o godzinie 12.40 wychodzimy na śródleśną polankę, a tam znów napotykamy dzieło sztuki ludowej: drewnianą rzeźbę Chrystusa w koronie cierniowej, pogrążonego w samotnym zamyśleniu. Obok na sąsiednim drzewie, zawieszona jest kolejna misterna kapliczka, a pod nią stoi stoliczek z kwiatami i szklane znicze.

Kapliczka na stoku Śliwnika.
Kapliczka na stoku Śliwnika.

Kapliczka na rozstaju szlaków na Śliwniku.
Kapliczka na rozstaju szlaków na Śliwniku.
Kapliczka na rozstaju szlaków na Śliwniku.

Na polance zielony i czerwony szlak rozchodzą się. Czerwony szlak wspina się dalej na szczyt Śliwnika, zaś zielony odchodzi na lewo. Schodzimy za zielonymi znakami lekko w dół. Po lewej mijamy nieformalne wysypisko śmieci i zaraz potem opuszczamy las. Przed nami ukazują się zabudowania osiedli należących do wsi Stróża - Mirkówka i Poddziele. Na południu znów prezentują się nam Szczebel, Luboń Wielki i fragmenty Tatr, lecz z innego ujęcia. Na pierwszym planie widzimy grzbiet po którym podążaliśmy dzisiaj przed południem. To fascynujący widok z nutką wzruszenia. Dopełnieniem jest wyjątkowa aura.

Przed górskimi osiedlami wsi Stróża.
Przed górskimi osiedlami wsi Stróża.

Od lewej: Tatry, Szczebel, znów fragmencik Tatr i Luboń Wielki.
Od lewej: Tatry, Szczebel, znów fragmencik Tatr i Luboń Wielki.

Zbliżamy się do zabudowań z trudnością omijając błocisko na naszej drodze. Spoglądamy na lewo nieco za siebie, a tam pokazują się nam Kudłacze ze schroniskiem. Powyżej wznosi się pokryta lasem Łysina (891 m n.p.m.). Za szczytem Łysiny ukrywa się wyższy od niej Lubomir (904 m n.p.m.), będący najwyższym wzniesieniem Beskidu Makowskiego. Z naszej perspektywy góra ta jest niewidoczna.

Kudłacze i Łysina.
Kudłacze i Łysina.

Przed nami szczyt Chełmu.
Przed nami szczyt Chełmu.

Przechodzimy obok pierwszego obejścia, a pod naszymi butami pojawia się asfalt. Większość z tutejszych domów wygląda na nowe. Niektóre są dużymi, wielorodzinnymi budynkami, jednak pomiędzy nimi wciąż można wypatrzeć perełki - tradycyjne drewniane chatki. Osiedla Mirkówka i Poddziele posiadają unikatową lokalizację. Przepięknie jest dokoła. Z prawej pokazuje się nam grzbiet Uklejnej.

Osiedle Poddziele.
Osiedle Poddziele.

Około godziny 13.00 mijamy ostatni dom. Wąska asfaltowa uliczka nieco ostrzej wspina się grzbietem. Nabieramy wysokości, aż na północnym-wschodzie, zaraz za przełęczą między Uklejną i Śliwnikiem pokazuje się nam Pasmo Glichowca osiągające w najwyższym punkcie 527 m n.p.m. Podczas II wojny światowej w paśmie tym działały silne oddziały partyzanckie AK. Na jego wzniesieniach w przysiółku Sarnulki miał swoją siedzibę sztab oddziału Wincentego Horodyńskiego „Kościesza”. Inną ciekawostką są wczesnosłowiańskie kurhany całopalne występujące na stokach jednego ze wzniesień pasma o nazwie Trupielec (476 m n.p.m.).

Uliczka nieco ostrzej wspina się grzbietem.
Uliczka nieco ostrzej wspina się grzbietem.

Widok na Pasmo Glichowca.
Widok na Pasmo Glichowca.
Widok na Pasmo Glichowca.

Sukcesywnie nabieramy wysokości. Przechodzimy przez fragmenty leśne, ale zaraz za główną kulminacją Chełmu (648 m n.p.m.) schodzimy bardziej otwartą przestrzenią. Tutaj zatrzymujemy się na chwilkę, by odpocząć i w końcu łyknąć napojów zapakowanych w plecakach, bo po prostu zaschło nam w gardle. Umiarkowana temperatura i nie wymagająca dużego wysiłku wędrówka nie zmuszała nas do uzupełniania płynów.

Chełm (648 m n.p.m.), wierzchołek.
Chełm (648 m n.p.m.) - wierzchołek.

Zaraz za szczytem Chełmu znajduje się domek z kopułą teleskopową prywatnej stacji astronomicznej „Chełm” im. Rozalii Szafraniec, prowadzonej przez krakowskiego miłośnika astronomii Pawła Sochę. Pasmo po którym wędrujemy posiada bardzo dobre warunki do prowadzenia obserwacji nieba, dzięki sporej wysokości sięgającej ponad poranne zamglenia, a także ze względu na ciemne niebo (za wyjątkiem północnego horyzontu, rozświetlanego krakowską łuną). Na wzniesieniach pasma jest kilka bardziej lub mniej znanych astronomicznych zakątków. Na Lubomirze działa od 2007 roku Obserwatorium Astronomiczne im. Tadeusza Banachiewicza, które stanęło w miejscu wcześniejszej, przedwojennej stacji astronomicznej. Znana była ona z odkrycia dwóch komet w 1925 i 1936 roku. Po przeciwległym skraju pasma na widocznej stąd Uklejnej działała podobna stacja, po której jednak nie pozostał już żaden ślad. Wymienić też trzeba Polanę Kudłacze, gdzie spotykają się sympatycy obserwacji nieba, działający w Naukowym Kole Studentów Astronomii Uniwersytetu Jagiellońskiego, czy Klubu Turystyczno-Radiowo-Astronomicznego „Ryjek” SP9KGP.

Stacja astronomiczna „Chełm” im. Rozalii Szafraniec.
Stacja astronomiczna „Chełm” im. Rozalii Szafraniec.

Podążamy dalej, gdzie widać już metalową wieżę widokową. Szosa opada lekko w dół, po czym znów pnie się lekko. Tak o godzinie 13.50 dochodzimy do wieży. Prowadzone są przy niej jakieś prace remontowe. Jest też tabliczka „wstęp wzbroniony”. No cóż, ale i bez wchodzenia na wieżę widokową udaje się nam zrobić ładne fotografie z północną i północno-zachodnią panoramą.

Wieża widokowa na Chełmie.
Wieża widokowa na Chełmie.

Panorama na Pogórze Wielickie.
Panorama na Pogórze Wielickie.

Po kilku minutach dalszego marszu docieramy do górnej stacji ośrodka narciarskiego. W zeszłym roku stacja ta uzyskała homologacje FIS na slalom i slalom gigant ważną na 10 lat. Niestety wciąż czekamy na śnieg. Widać, że próbowano pokryć główny stok śniegiem z armatek, ale w związku z ociepleniem okazało się to bezskuteczne. Podziwiać stąd można panoramę na Pogórze Wielickie.

Górna stacja ośrodka narciarskiego na Chełmie.
Górna stacja ośrodka narciarskiego na Chełmie.

Panorama na Pogórze Wielickie.
Panorama na Pogórze Wielickie.

Myślenice z Chełmu.
Myślenice z Chełmu.
Myślenice z Chełmu.
Myślenice z Chełmu.

W dali widać Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej.
W dali widać Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej:
- tam djeblisko miało piznąć skołkę i wsyćko do imentu zadrausić.

Kopczyk śniegu z armatek na stoku narciarskim.
Kopczyk śniegu z armatek na stoku narciarskim.

Mija godzina 14.00. Zaczynamy już ewidentnie schodzić z grzbietu Chełmu. Zielony szlak początkowo prowadzi w sąsiedztwie jednoosobowego wyciągu krzesełkowego, potem jednak oddala się od linii wyciągu, który z kolei schodzi do doliny Talagówki na myślenickie Zarabie.

Zielony szlak początkowo prowadzi w sąsiedztwie jednoosobowego wyciągu krzesełkowego.
Zielony szlak początkowo prowadzi w sąsiedztwie jednoosobowego wyciągu krzesełkowego.

Słońce jest już co raz niżej, sukcesywnie zbliża się do górzystego horyzontu. Bezlistne buki przepuszczają mnóstwo jego światła do lasu, aczkolwiek jego runo pokrywają co raz dłuższe cienie drzew. Zejście jest generalnie łagodne, dużo łagodniejsze nie to znane nam z Uklejnej. O godzinie 14.35 przechodzimy obok dwóch opuszczonych domów. Na szlaku jest tutaj sporo błota. Zaraz za drugim domem szlak odchodzi z błotnistej dróżki na prawo do lasu. Docierają do nas coraz głośniejsze odgłosy „Zakopianki”.

Bezlistne buki przepuszczają jeszcze mnóstwo światła słonecznego do lasu.
Bezlistne buki przepuszczają jeszcze mnóstwo światła słonecznego do lasu.

Runo pokrywają coraz dłuższe cienie drzew.
Runo pokrywają coraz dłuższe cienie drzew.

Opuszczone domy.
Opuszczone domy.

Wychodzimy z lasu o godzinie 14.55 wprost na lokalną szosę. Za nią, wzdłuż nabrzeża Raby ciągną się alejki spacerowe i rowerowe. Kierujemy się w prawo i maszerujemy do centrum Zarabia - turystycznej dzielnicy Myślenic. Wkrótce wchodzimy na chodnik wzdłuż ulicy Zdrojowej. Zaraz na początku Zdrojowej stoi dawny Dom Wycieczkowy PTTK, a obecnie pensjonat „Marina”. Zatrzymujemy się chwilkę by porozmawiać z obecnym gospodarzem tego obiektu.

Wyjście z lasu.
Wyjście z lasu.

Myślenice Zarabie.
Myślenice Zarabie.

Rzeka Raba.
Rzeka Raba.

Pesjonat „Marina” (dawny Dom Wycieczkowy PTTK) przy ulicy Zdrojowej 1.
Pesjonat „Marina” (dawny Dom Wycieczkowy PTTK) przy ulicy Zdrojowej 1.

Po słońcu pozostała jeszcze wątła poświata,
Po słońcu pozostała jeszcze wątła poświata,

Kontynuujemy marsz ulicą Zdrojową mijając kolejne pensjonaty i punkty gastronomiczne. Skręcamy z niej w lewo na ulicę Piłsudskiego. Przechodzimy obok stadionu piłkarskiego, a następnie przez most nad Rabą. Jest godzina 15.30. Słońce schowało się już za górami. Została po nim tylko wątła poświata. Nieopodal mostu, za rondem mamy przystanek autobusowy, na który właśnie podjechał nasz bus. Nawet sekundy nie musieliśmy na niego czekać - takie mieliśmy szczęście. Żegnamy udany dzień.


Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas