Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Słupia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowa Słupia. Pokaż wszystkie posty
TRASA:
Nowa Słupia [niebieski szlak] Łysa Góra/Święty Krzyż (594 m n.p.m.) - [zielona ścieżka] Gołoborze [zielona ścieżka] - Huta Szklana

OPIS:
Najwyższym szczytem Łysogór i zarazem całych Gór Świętokrzyskich jest Łysica, wznosząca się po zachodniej stronie pasma na wysokość 608 m n.p.m. Zaś po drugiej, wschodniej stronie Łysogór wznosi się Łysiec - nieco niższy bo sięgający 594 m n.p.m., drugi co do wysokości szczyt Gór Świętokrzyskich. Zwany był też później Łysą Górą. Dwa tysiące lat temu wokół tej góry rozkwitało hutnictwo żelaza. Góra znana była z nocnych sabatów czarownic, które rzekomo spotykały się na jej szczycie przy pełni księżyca. Szczyt Łysej Góry był też miejscem słowiańskiego kultu. Zachowane wokół szczytu fragmenty kamiennego wału są przypuszczalnie pozostałością świętego gaju, w którym czczono bóstwa. Jan Długosz w swojej kronice podaje:
Na jej szczycie znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda...
Dziś Świst, Poświst i Pogoda są łaskawi, co cieszy, bo chcemy wejść na Łysą Górę. Nie jest to już miejsce pogańskiego kultu. Stoi tam teraz klasztorny kościół założony w pierwszej połowie XII wieku, najpierw pod wezwaniem Trójcy Świętej „aby gdzie na potrójnego czarta: Świst, Poświst, Pogoda bluźniono, tam wieczyście Bóg w Trójcy Świętej jedyny Ojciec, Syn i Duch Święty chwałę bezustanną odbierał” - jak głosi napis na tablicy erekcyjnej. Potem, od XV wieku jest to świątynia pod wezwaniem Świętego Krzyża.

Z Nowej Słupi na górę prowadzi niebieski szlak, wiodący przez dawną drogę królewską, którą wspinali się nie tylko zwykli pielgrzymi, ale także polscy władcy. Zbliża się godzina 13.00.

Na początku drogi mijamy klęczącego pielgrzyma nazywanego Emeryk, który został zamieniony w kamień po tym jak zgrzeszył pychą, rozpowiadając, że po wejściu na szczyt trafi prosto do nieba. Od tego czasu wciąż idzie na szczyt, co rok przesuwając się o jedno ziarenko piasku, a gdy kiedyś w końcu dojdzie na Święty Krzyż ma spełnić się marzenie pielgrzyma, ale równocześnie ma też nastąpić koniec świata.

Mijamy Emeryka i wchodzimy przez drewnianą bramę do Puszczy Jodłowej, na którą składają się zwarte drzewostany bukowo-jodłowe. Jesteśmy na terenie pradawnej puszczy pokrywającej dawniej niemal cały obszar Wyżyny Kieleckiej. Pozostałości po tej puszczy chroni dziś Świętokrzyski Park Narodowy, na terenie którego znajdujemy się obecnie. Droga usłana jest kamieniami prekambryjskiego piaskowca. Jest lekko podmokła ze względu na roztopy, pokryta nielicznymi skrawkami lodu, który uchował się jeszcze pod osłoną korony gęstego drzewostanu. Co kilka minut mijamy kolejne stacje drogi krzyżowej, wykonane w drewnie z artystycznym kunsztem ciesielskim. Postawione w 2007 roku, nawiązują do nieistniejącej już dawnej drogi krzyżowej, wybudowanej przy królewskim trakcie na przełomie XVI i XVII wieku z inicjatywy opata Michała Maliszewskiego.

Wchodzimy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego
Wchodzimy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Po dziesięciu minutach po prawej stronie szlaku napotykamy drewniany schron turystyczny. Tutaj odbija na prawo od naszego szlaku droga, która po 50 metrach doprowadza nas do okazałego buka, pod którym urządzono miejsce do odpoczynku. Po obejrzeniu drzewa wracamy na szlak.

Drewniany schron turystyczny przy szlaku
Drewniany schron turystyczny przy szlaku.

Okazały buk nieopodal szlaku
Okazały buk nieopodal szlaku.

Droga pnie się teraz dość płasko. O godzinie 13.30 docieramy do stromego, obarierowanego, kamiennego chodnika. Na górze mamy malutką polankę z ustawionymi dookoła ławkami. To miejsce wybieramy na 10-minutowy odpoczynek połączony z konsumpcją posiłku

Droga pnie się teraz dość płasko
Droga pnie się teraz dość płasko.

Stromy, obarierowany fragment królewskiego szlaku
Stromy, obarierowany fragment królewskiego szlaku.

Jesteśmy tuż, tuż trawiastej polany rozciągającej się przed reprezentacyjną, frontową ścianą zespołu klasztornego na Łysej Górze. Na skraju, na wysokości 540 m n.p.m. mijamy kamienne pozostałości po Kopcu Czartoryskiego usypanego przez miejscową ludność na cześć księcia Adama Czartoryskiego, który po upadku powstania listopadowego w 1831 roku, w drodze na wygnanie odwiedził Święty Krzyż. Z drugiej strony naszej ściezki znajduje się kamienna grota z figurą Matki Boskiej.

Idziemy w górę polany, która łagodnie wznosi się ku murom klasztornym. Mijamy dąb papieski posadzony w 2006 roku, To jeden z pięciuset dębów, które zostały posadzone w Polce jako tzw. dęby papieskie upamiętniające naszego papieża - rodaka. Wszystkie te dęby zostały wychodowane z żołędzi jednego z najstarszych w Polsce dębów o nazwie „Chrobry”, które zostały poświęcone osobiście przez Jana Pawła II podczas wizyty leśników w Watykanie, w dniu 28 kwietnia 2004 roku.

W górę polany, która łagodnie wznosi się ku murom klasztornym
W górę polany, która łagodnie wznosi się ku murom klasztornym.

Tuż przed murami klasztornym rośnie nachylenie zbocza. Na teren klasztorny wchodzimy przez ozdobną, późnobarokową bramę z XVII wieku. Z bramą pokonujemy jeszcze niewielkie przewyższenie stąpając po kamiennym chodniku ze stopniami. Po lewej stronie mijamy dzwonnicę. W ciszy i spokoju zbliżamy się do zabudowań klasztornych, mając świadomość, że jest to czynny obiekt sakralny, przepełniony kontemplacją i oddaniem. Wcześniej mieściła się w nim siedziba Ojców Benedyktynów, obecnie zamieszkują go Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Nie jest znana dokładana data założenia klasztoru benedyktynów na Łysej Górze. Nie wiadomo też kiedy i skąd przybyli tu Benedyktyni. Jego fundację przypisuje się Bolesławowi Chrobremu w 1006 roku. Pierwsza wzmianka o klasztorze pochodzi z XII wieku. Jego nazwa pochodzi od relikwii Krzyża Świętego przechowywanych w Kościele. Klasztor usytuowany jest na niższej wschodniej kulminacji Łysej Góry.

Na teren klasztorny wchodzimy przez ozdobną, późnobarokową bramę z XVII wieku
Na teren klasztorny wchodzimy przez ozdobną, późnobarokową bramę z XVII wieku.

Po drugiej stronie bramy.

Dzwonnica
Dzwonnica.

Panorama spod murów klasztornych.

Idąc wzdłuż murów kościoła, dochodzimy do drzwi krypt benedyktyńskich. Wchodzimy do jej wnętrza. W klimat krypty wprowadza nas wypisane na ścianie epitafium, uświadamiające o przemijaniu życia doczesnego:
Kim ty jesteś - ja byłem,
kim ja jestem - ty będziesz.
Po prawej stronie zaglądamy do krypty odgrodzonej od nas żelazną kratą. Spoczywają w niej Benedyktyni pochowani w latach 1766-1819, czyli przed kasacją opactwa świętokrzyskiego.

Krypta z Benedyktynami pochowanymi w latach 1766-1819.

Na lewo korytarz prowadzi do innej krypty, w której znajduje się przeszkolona trumna ze zwłokami sławnego pogromcy Kozaków - księcia Jeremiego, rozsławionego m.in. w powieści Henryka Sienkiewicza „Ogniem i Mieczem”. Nie jest jednak pewne, czy jest to faktycznie ciało Jeremiego Michała Wiśniowieckiego. Przeprowadzone badania naukowe raczej to podważają. Historia z kolei zaś nie do końca potwierdza, że złożone na Świętym Krzyżu zwłoki księcia w 1653 roku uchowały się przez te lata, kiedy klasztor był wielokrotnie złupiony, jak też został doszczętnie strawiony wielkim pożarem. Złożone tutaj ciało, tak naprawdę nigdy nie doczekało się pochówku. Prawdopodobnie już w 1670 roku nie było już co chować, kiedy to Michał Korybut ograniczył się do ufundowania nagrobka z treścią:

Hieremias Cosacorum terror - Dux et princeps visnioviecus - Michaelis Primi Regis Poloniae Progenitor - ab A.D. 1653 depositus

co znaczy:

Jeremi postrach Kozaków - książę, z nominacji papieskiej i cesarskiej, na Wiśniowcu - Michała pierwszego Króla polskiego ojciec - w roku pańskim 1653 złożony

Przeszkolona trumna ze zwłokami sławnego pogromcy Kozaków - księciem Jeremim
Przeszkolona trumna ze zwłokami sławnego pogromcy Kozaków - księciem Jeremim.

Mija godzina 14.00, gdy wchodzimy do wnętrza kościoła, najstarszego polskiego sanktuarium - Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. Zwiedzamy jego klasycystyczne wnętrze, emanujące ciepłem i piękną prostotą. Zbliżając się do ołtarza głównego oglądamy duże malowidła na płótnach (o wymiarach 360 x 250 cm) umieszczone we wnękach ścian bocznych. Są one dziełami Franciszka Smuglewicza, wybitnego malarza religijnego i historycznego, profesora Uniwersytetu Wileńskiego. Oto one:

Św. JózefŚw. EmerykŚw. Scholastyka
Św. Józef
umierający na łożu;
żegnają go Jezus i Maryja.
Św. Emeryk
a nad nim anioł polecający mu
zostawić relikwie Krzyża Świętego
klasztorowi, który ma tu stanąć.
Św. Scholastyka
trzy dni przed swoją śmiercią,
podczas rozmowy ze swoim bratem
Benedyktem, założycielem
zakonu Benedyktynów.



Św. BenedyktŚw. HelenaNiepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
Św. Benedykt
przeczuwający zbliżającą się śmierć,
przenoszony jest przez zakonników
do kościoła.
Św. Helena
podczas pielgrzymki
do Jerozolimy.
Niepokalane Poczęcie
Najświętszej Maryi Panny.

Ołtarz główny
Ołtarz główny.
W ołtarzu głównym kościoła umieszczony został obraz Franciszka Smuglewicza przedstawiający Trójcę Przenajświętszą. Znajdujące się przed nim kuliste tabernakulum, wsparte na snopie pszenicy i zwieńczone winogronami (symbolami Eucharystii), podtrzymują dwaj cherubini.


Kuliste tabernakulum
Kuliste tabernakulum.



Wnętrze kościoła
Wnętrze kościoła.

Po krótkiej kontemplacji przechodzimy na krużganek, tworzący zamknięty czworobok obiegający wirydarz. Zbudowany został w XV wieku w stylu gotyckim i obejmuje najstarszą część świętokrzyskiego opactwa. Znajduje się tu m.in. ołtarz z 1766 roku, poświęcony zmarłym benedyktynom, których szczątki zebrano w owym roku i pochowano w tym miejscu we wspólnej mogile pod posadzką krużganku.

Ołtarz z 1766 roku poświęcony zmarłym benedyktynom, stojący w krużganku
Ołtarz z 1766 roku poświęcony zmarłym benedyktynom, stojący w krużganku.

Z krużganków dostajemy się do kaplicy Oleśnickich, gdzie przechowywana jest znaczna cząstka relikwii Krzyża Świętego podarowana przez Emeryka, królewicza z Węgier. Kaplica ta jest cennym zabytkiem wczesnego baroku. Została wybudowana w latach 1611–1620 przez Mikołaja Oleśnickiego, wojewodę lubelskiego. Zdobiona jest freskami m.in. XVII-wiecznymi freskami na kopule i malowidłami z 1782 roku, autorstwa Macieja Reichana, znajdującymi się poniżej czaszy kopuły. Relikwie Świętego Krzyża znajdują się we współczesnym pancernym tabernakulum. Przechowywane są w 20-centymentrowym złotym relikwiarzu, mającego kształt krzyża o podwójnym ramieniu.

Kaplica Oleśnickich
Kaplica Oleśnickich.

Czasza kopuły w kaplicy Oleśnickich
Czasza kopuły w kaplicy Oleśnickich.

Pozostaje jeszcze obejrzeć wystawę muzealną i wizyta w punkcie pamiątkarskim, na którym kończymy pobyt w świętokrzyskiego sanktuarium.

Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego od strony frontowych drzwi
Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego od strony frontowych drzwi.

Przed godziną 15.00 opuszczamy pobenedyktyński klasztor i wyruszamy dalej. Idąc już asfaltową szosą po około 100 metrach mijamy imponującą, potężną betonową wieżę antenową o wysokości 157 metrów, która podobnie jak klasztor stała się już znakiem rozpoznawczym Łysej Góry. Mieści się w niej Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż (w skrócie: RTCN Święty Krzyż). Emitowany z tej wieży sygnał radiowy i telewizyjny cechuje duży zasięg, dochodzący do około 120 km - jeden z najlepszych w Polsce i Europie Środkowej.

Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż
Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż.

Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż
Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze Święty Krzyż.

Zaraz za wieżą antenową, po prawej stronie mamy drewnianą bramę. Przechodzimy przez nią. Opuszczamy na parę minut czerwony szlak i wchodzimy na zieloną ścieżkę oprowadzającą po kolejnej atrakcji Łysogór - gołoborze, znajdujące się na północnych stokach Łysej Góry.

Na gołoborze schodzimy po metalowych stopniach, które prowadzą na platformę widokową zlokalizowaną w górnej części rumowiska skalnego. Dzięki tym schodom i platformie poruszamy się na wysokości 0,5-1,5 m ponad głazami skalnymi, unikając tym samym stąpania po ostrokrawędzistych, chybotliwych głazach skalnych. Jeszcze kilka lat temu turyści musieli schodzić bezpośrednio po gołoborzu, co narażało na kontuzje, włącznie ze złamaniami nóg. Stworzone w latach 2004-2005 schody i taras mają też znaczenie dla ochrony tego unikatowego środowiska.

Wejście na gołoborze
Wejście na gołoborze.

Docieramy na skraj największego bezleśnego gołoborza w Górach Świętokrzyskich, zajmującego powierzchnię 4,05 ha. Jego długość dochodzi do około 460 m. Od miejsca na którym stoimy jego szerokość w dół stoku przekracza 160 metrów. Dziś gołoborze pomału zarasta.

To kamienne rumowisko powstało w czasie zlodowacenia, kiedy Łysa Góra i Łysica jak wyspy wystawały z bezkresnego lodowca. Wtedy to na skutek zmian temperatury, naprzemiennie topniejący i krzepnący lód rozsadzał bloki skalne kambryjskiego kwarcytowego piaskowca na mniejsze części.

Widoki z tarasu nad gołoborzem.

Śliczny, kielecki krajobraz z tarasu widokowego nad gołoborzem.

Z tarasu nad gołoborzem rozciąga się również śliczny, malowniczy kielecki krajobraz - wioski i pola rozsiane na niewielkich wzniesieniach. Po kilkunastu minutach fascynacji wracamy z powrotem na grzbiet góry, na nasz czerwony szlak.

Nad łysogórskim gołoborzem
Nad łysogórskim gołoborzem.

Wracamy z tarasu widokowego nad gołoborzem.

Idziemy wciąż na zachód, wzdłuż asfaltowej drogi. Czasem przejedzie nią jakieś auto, czasem konna bryczka z turystami, ale generalnie człowiek czuje tu spokój i cichość. Ogarnia nas przejmujący mrok puszczy, w której stare drzewa upadają i próchnieją, ustępując miejsca nowym. Otacza nas natura, w której ingerencja człowieka jest niewidoczna, mimo przebiegającej tędy szosy.

Idziemy wciąż na zachód, oddalając się od masztu RTCN Święty Krzyż
Idziemy wciąż na zachód, oddalając się od masztu RTCN Święty Krzyż.

Ogarnia nas przejmujący mrok puszczy.

Stare drzewa upadają i próchnieją, ustępując miejsca nowym
Stare drzewa upadają i próchnieją, ustępując miejsca nowym.

Otacza nas natura, w której ingerencja człowieka jest niewidoczna.

Po 25 minutach wychodzimy z Puszczy Jodłowej, a przed nami rozciąga się Przełęcz Hucka (495 m n.p.m.). Mijamy pomnik „Golgota Wschodu” upamiętniający ofiary Katynia, Charkowa i Miednoje, znajdujący się tuż przed bramą Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Wchodzimy do wioski Huta Szklana, której nazwa upamiętnia hutę szkła funkcjonującą tutaj od 1529 roku. Produkowano w niej słoiki, buteleczki oraz naczynia na potrzeby klasztornej apteki.

Chcielibyśmy zaglądnąć jeszcze do „Średniowiecznej Osady”, ale niestety - nie jest ona dziś czynna. Pozostaje zatem trochę wolnego czasu, ale to nic. Obok „Średniowiecznej Osady” stoi stylowa „Świetokrzysko Karcma”, w której decydujemy się na degustację tradycyjnych potraw. Menu karczmy kusi: „borsc z źmiokami i betkami”, „zarzucajka na bocku”, „łopiekanka”, „kawołek miessa w sosie z wina”, „warzone źmioki”, „naleśnik z rusanom śmietanom, lodami waniliowemi i truskowkami” - co tu wybrać? To tylko wybrane potrawy tutejszej kuchni, a wszystkie brzmią niezwykle smakowicie... ah i faktycznie są smakowite, jak się później okazuje, choć chwilkę trzeba było poczekać na ich przygotowanie.

Słońce już zaczyna zachodzić za łysogórskim wzniesieniami. Piękna wędrówka została już zakończona ponad godzinę temu, teraz kończy się też piękny dzień.

Pod bramą „Średniowiecznej Osady”
Pod bramą „Średniowiecznej Osady”.

Słońce już zaczyna zachodzić za łysogórskim  wzniesieniami
Słońce już zaczyna zachodzić za łysogórskim wzniesieniami.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej "Wierch"

MIEJSCE: Nowa Słupia

OPIS:
Zanim powstały pierwsze wielkie piece hutnicze były dymarki. Dymarka to dawny piec hutniczy służący do otrzymywania żelaza. Używane były od początku epoki żelaza. Otrzymywanie żelaza polega na wyodrębnieniu go z zanieczyszczeń. Robiono to metodą termiczną. Najstarszą metodą był wytop w ogniskach otwartych, ale z biegiem czasu do powszechnego użycia weszły dymarki. W czasach nowożytnych zastąpił je wielki piec, który (zabrzmi to nieprawdopodobnie) pod względem technologicznym niczym się nie różni od dymarki. Wielki piec jest jedynie od nich większy, a tym samym umożliwia produkcję na większą skalę i lepszej jakości dzięki wyższym temperaturom wytopu. Dzisiejsze wielkie piece to takie mocno przerośnięte dymarki, a proces wytopu żelaza wciąż jest taki sam, jak w starożytności.

Dymarki w okresie swojego rozkwitu budowano z kamienia i gliny. Najpierw wrzucano do niej węgiel drzewny, który rozpalano. Dzięki temu w kominie dymarki osiągano w krótkim czasie wysoką temperaturę. Następnie ładowano kolejne porcje wysuszonej rudy, zmieszanej z węglem drzewnym. Przez  otwory w dolnej części dymarki w miarę potrzeb wdmuchiwano powietrze za pomocą miechów. Uzyskiwano w taki sposób temperaturę około  1200°C, co oczywiście nie wystarczało do uzyskania płynnego metalu, bo temperatura topnienia żelaza wynosi 1530°C. Jednak pozwalało to na redukcję tlenków żelaza, dzięki czemu powstawało tzw. żelazo gąbczaste, które w dalszym procesie oczyszczano z węgle drzewnego i innych zanieczyszczeń poprzez podgrzewanie i przekuwanie. Był to proces żmudny, a sam wytop trwał przynajmniej 20 godzin.

Makieta dymarki (z przekrojem wnętrza) w skali 1:1
Makieta dymarki (z przekrojem wnętrza) w skali 1:1.

Hutnictwo dymarkowe rozwijało się na terenach obfitych w lasy (potrzebne do produkcji węgla drzewnego) i rudy żelaza występujące pod powierzchnią ziemi. Jest takie jedno miejsce, które zaowocowało rozwojem dymarkowego hutnictwa na niespotykaną skalę na terenie Polski, jak też Europy. To obecny region świętokrzyski, na którym już około II w p.n.e. tworzył się istotny okręg hutniczy. Tutaj rudy żelaza występowały w wyjątkowo dużych ilościach, na głębokości zaledwie kilku do kilkudziesięciu centymetrów pod powierzchnią ziemi, która nabierała przez to czerwonobrunatnej barwy. Z kolei wzniesienia i doliny pokryte były gęstymi lasami.

Pozostałości żużla w miejscach, gdzie wytapiano żelazo w dymarkach
Pozostałości żużla w miejscach, gdzie wytapiano żelazo w dymarkach.

W Górach Świętokrzyskich można na własne oczy zobaczyć całe dziedzictwo po prehistorycznym hutnictwie, jak wyglądały dymarki i jak wyglądała wioska hutników. Już historycy rzymscy sprzed 2 tysięcy lat wspominali dawnych mieszkańców tych ziem, nazywając ich Lugiami, którzy wydobywali i przetwarzali znajdujące się tu złoża rud żelaza, zwłaszcza na północny wschód od Łysogór. To właśnie rozwijające się hutnictwo żelaza dało początek osadnictwu na tym obszarze.

Dymarkowe hutnictwo żelaza
Dymarkowe hutnictwo żelaza.

W XIII i XIV wieku zachowane dokumenty mówią o istniejącej tu wiosce, nazywającej się z łacińska Slupp, która była własnością opactwa benedyktynów na Świętym Krzyżu. Wtedy miała ona już inne podłoże rozwoju, na który wpływ miały pielgrzymki do Sanktuarium na Świętym Krzyżu. Wioska zaspokajała potrzeby wędrujących pielgrzymów, dając im dach nad głową, pożywienie, a także możliwość nabycia wyrobów miejscowych rzemieślników. W 1351 roku mówi się już o mieście Nowa Słupia. Kasacja klasztoru w 1819 roku powoduje, że miejscowość podupada. Dodatkowe restrykcje po powstaniu styczniowym powodują, że w 1869 roku Nowa Słupia traci prawa miejskie.

Dzisiejsza Nowa Słupia słynie z eksperymentalnych wytopów żelaza z rudy, metodą dokładnie taką samą, jaką stosowali hutnicy zamieszkujący Góry Świętokrzyskie dwa tysiące lat temu. Można to zobaczyć na własne oczy, przyjeżdżając na plenerowy festyn archeologiczny „Dymarki Świętokrzyskie”, organizowany tutaj corocznie od 1967 roku (http://www.dymarki.pl/). Do tegorocznego festynu jeszcze daleko. Pozostaje nam do zwiedzenia Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego im. Mieczysława Radwana. Muzeum wybudowane w miejscu, w którym odsłonięto pozostałości dymarek pochodzących z okresu od I do III wieku. Przygotowana ekspozycja prezentuje wyroby żelazne wykonane z metalu uzyskanego drogą dymarkową, a także wyjaśnia technologię i organizację wytopów żelaza. Po wyjściu z muzeum zwiedzamy centrum kulturowo-archeologiczne, gdzie odbywa się wspomniany dymarkowy festyn. Mamy tu tzw. piecowisko, gdzie prowadzony jest wytop żelaza w dymarkach. Po przejściu mostkiem nad przepływającym strumieniem wchodzimy na teren obozu rzymskiego z drewnianą fortyfikacją i basztą. Idąc dalej przechodzimy przez wiejską osadę. Za nią napotykamy na obóz Celtów i Germanów.

Piecowisko (po lewej pod zadaszeniem) z przyległymi budynkami.

Domki starożytnych hutników
Domki starożytnych hutników.

Mostek nad strumieniem, za którym znajduje się osada rzymska
Mostek nad strumieniem, za którym znajduje się osada rzymska.

Osada rzymska
Osada rzymska.

Osada
Osada.

Dymarki
Dymarki.

Osada Celtów i Germanów
Osada Celtów i Germanów.

To co tu się dzieje podczas „Dymarek Świętokrzyskich” możemy sobie tylko wyobrazić. Dziś, gdy świeci tutaj pustkami czujemy się jak 2 tysiące lat temu, a co dopiero, gdyby tutejsza zabudowa zapełniła się życiem - zadymiły dymarki, zadźwięczał młot kowalski, ruszył warsztat tkacki, a wewnątrz szałasu gospodyni coś pichciła, czy też spod fortyfikacji widać było zbrojnych ćwiczących fechtunek i działoby się wiele innych rzeczy, które były codziennością w starożytnej osadzie z epoki żelaza.

Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego to bardzo pociągające miejsce. Wspaniała pogoda dogadza i nastraja wcześnie wiosennym optymizmem.




LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej „Wierch”

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas