Ostatni dzień roku. W głębi ducha niesie się jeszcze wczorajszy śpiew kolędy. Jesteśmy jeszcze pod urokiem nastroju wczorajszego wieczoru. Zimowa sceneria Bieszczadów jest do tego wspaniałym dopełnieniem. Można by odnieść wrażenie, że czas niedawnych świąt jeszcze się nie skończył. Magia zimowych Bieszczadów jest niezwykła.

TRASA:
Przełęcz Wyżniańska (856 m n.p.m.) [zielony szlak] Bacówka PTTK Pod Małą Rawką (914 m n.p.m.) [zielony szlak] Mała Rawka (1272 m n.p.m.) [żółty szlak] Wielka Rawka (1307 m n.p.m.) [żółty szlak] Mała Rawka (1272 m n.p.m.) [zielony szlak] Bacówka PTTK Pod Małą Rawką (914 m n.p.m.) [zielony szlak] Przełęcz Wyżniańska (856 m n.p.m.)

OPIS:
Ruszamy dzisiaj na zimowe Rawki. Jest godzina dziewiąta, gdy rozpoczynamy marsz z Przełęczy Wyżniańskiej (856 m n.p.m.). Stąd prowadzi najprostsza droga na szczyty Rawek. Przełęcz Wyżniańska oddziela masyw Małej i Wielkiej Rawki od Połoniny Caryńskiej. Szlak z przełęczy wiedzie początkowo dość płasko przez widokowy grzbiet pokryty silnie przewianym śniegiem. Ciemne chmury wiszą nad lasem skrywając szczyty pasma granicznego. Jaśniejsze prześwity pojawiają się tylko nad doliną Prowczy znajdującej się na północnym zachodzie. Dolina ta rozdziela Połoninę Caryńską i Połoninę Wetlińską. Docieramy do Bacówki PTTK pod Małą Rawkę. Chwilkę przy niej stoimy. Nie wchodzimy do środka. Jego gościna przyda się bardziej po powrocie.

Na szlaku z Przełęczy Wyżniańskiej.
Na szlaku z Przełęczy Wyżniańskiej.

Widok na Małą Rawkę.
Widok na Małą Rawkę.

Śnieżne pustkowie.
Śnieżne pustkowie.

Od Bacówki pod Małą Rawkę idziemy chwilkę blisko skraju lasu na północny zachód. Po 200 metrach szlak wprowadza nas do lasu. Tam obniżamy się nieco ku źródliskowemu strumieniu potoku Prowcza. Przechodzimy przez malowniczo okryte śniegiem kładki. Po przecięciu potoku zaczynamy podejście. Najpierw łagodne, nie za długo jednak zbocze staje się bardzo strome. Dróżka poprowadzona jest nieco ponad jarem potoku. Momentami słychać jego wartki strumień. Około dziesiątej dochodzimy do miejsca, gdzie dróżka skręca na lewo oddalając się od źródlisk Prowczy. Zaraz za skrętem zbocze przez jest jeszcze bardziej ostre i choć tylko przez chwilę to zmusza wiele osób do założenia raków.

Widok w kierunku doliny Prowczy.
Widok w kierunku doliny Prowczy.
Widok w kierunku doliny Prowczy.

Podejście.
Podejście.

Początkowy bieg Prowczy.
Początkowy bieg Prowczy (tuż poniżej źródła).

Najostrzejszy, krótki odcinek.
Najostrzejszy, krótki odcinek - zaczynamy oddalać się od jaru Prowczy.

Wnet jednak zbocze łagodnieje. Podejście staje się przyjemne, to pozwala bardziej delektować się pięknem bukowego lasu. Na łagodnym zboczu wygodniej jest przystanąć na moment, nawet nie dla odpoczynku, ale właśnie dla możności przypatrzenia się zimowemu lasowi. Gdy nie stawiasz kroków po skrzypiącym śniegu można doznać w tym lesie zupełnej ciszy.

Przecinamy niewielką polankę, za którą rosnące drzewa stopniowo są coraz niższe, karłowate. Przestrzeń między nimi wypełnia biała mgiełka. Wciąż jest cicho i spokojnie, dziwnie bezwietrznie. Wkrótce zadrzewienie staje się rzadsze. Pojawia się roślinność krzaczasta, drzewa zanikają. Jesteśmy niedaleko połoniny okrywającej wierzchołkowe partie Małej Rawki. O godzinie 10.40 wychodzimy z lasu na bezkresną śnieżną biel, którą dotyka mglista chmura. Zbliżamy się do wierzchołka, przez który przepływa tuman przepędzany silnym wiatrem. Znów przydają się narciarskie gogle.

Tu już jest bardzo łagodnie.
Tu już jest bardzo łagodnie.

Na niewielkiej polance.
Na niewielkiej polance.

Bukowy las.
Bukowy las.

Im bliżej wierzchołka, tym drzewa są coraz niższe.
Im bliżej wierzchołka, tym drzewa są coraz niższe.

Las przed połoniną.
Las przed połoniną.

Moment przed wejściem na połoninę.
Moment przed wejściem na połoninę.

Dzwoni telefon. To Patryk, który jest z Ryśkiem na czele grupy. Informuje o słabej widoczności na wierzchołku Wielkiej Rawki. Łatwo zgubić drogę i pobłądzić. Część osób zawraca. W kilkuosobowej grupie kierujemy się na płytką przełęcz pomiędzy Małą i Wielką Rawką. Widoczność jest słaba, nie widać granicy między śniegiem i zamglonym powietrzem. Widać jednak ślady na śniegu. O dziwo na niewiele niżej położonej przełęczy wiatr zanika. Rosnący tutaj młodnik z gałązkami oprószonym puchem wygląda jak z bajki. Z naprzeciwka pojawia się kilka osób, które zawróciły przed wypiętrzeniem szczytowym Wielkiej Rawki. Ktoś jest jednak jeszcze przed nami, a my jesteśmy zamkiem. Idziemy dalej po śladach w krótkich odstępach. Za młodnikiem mamy połoninę okoloną mgłą. Gdyby nie było mgły bezpośrednio przed nami zobaczylibyśmy szczyt Wielkiej Rawki. Podchodzimy bliżej pod krótką wyniosłość. Jest tam nieduży nawis śniegu. Ostatnimi dniami wiatr wiał właśnie od tamtej strony, przenosząc śnieg z południowych stoków na północne. Idziemy po wydeptanych śladach, pokonując stromszy odcinek poruszając się w większych odstępach, tak jak czyni się to przy zagrożeniu lawinowym 2 stopnia.

Nie widać horyzontu.
Nie widać horyzontu.

We mgle.
We mgle.

Na przełęczy między Małą i Wielką Rawką.
Na przełęczy między Małą i Wielką Rawką.
Na przełęczy między Małą i Wielką Rawką.

Jesteśmy na wypiętrzeniu szczytowym. Silnie wieje. Pozostało nam kilka minut drogi do punktu szczytowego na którym stoi pokaźny betonowy słup. Pojawia się nagle wyłaniając z mgły. Jest godzina 11.30. Podchodzimy pod betonowy słup oblepiony zlodowaciałym śniegiem. Przy nim wieje najbardziej. Zimno szczypie odkryte palce, ale aby zrobić zdjęcie trzeba ściągnąć rękawiczki. Słup stanowił kiedyś stanowisko geodezyjne, dzisiaj wyznacza jedynie punkt 1307 m n.p.m.. Kiedyś znajdowała się tu drewniana wieża triangulacyjna, do dzisiejszych czasów przetrwał sam słup.

Wtem łagodnie, jakby skrzydłami ptaków, zakryto mi palcami oczy.
Ach — mówię — kochanie, gdzie masz rękawiczki? Zimno jest od dni paru.
Uważaj na swe ręce, żeby ci ich mróz czasem nie zauroczył,
bo bez twych rąk, miła, świat byłby pusty jak drzewce bez sztandaru.

(Jerzy Harasymowicz – „Pejzaż zimowy”, fragm.)

Nic tu dzisiaj po nas. Fotografie mamy zrobione. Wracamy wraz z ostatnimi, którzy weszli dzisiaj na szczyt Wielkiej Rawki, najwyższy w paśmie granicznym. Dwukrotnie pojawiają się trudności z dojściem do obejścia śnieżnego nawisu. Na grzbiecie jest mnóstwo śladów i wydeptanych w śniegu ścieżek. Kilka kroków wstecz do rozejścia pomaga wejść na właściwą drogę, tą którą niedawno wchodziliśmy. Schodzimy na przełęcz. W dalszym ciągu jest na niej cicho i bajecznie.

Wielka Rawka (1307 m n.p.m.)
Wielka Rawka (1307 m n.p.m.).

Wielka Rawka (1307 m n.p.m.)
Wielka Rawka (1307 m n.p.m.).

Pod wierzchołkowym stokiem Wielkiej Rawki.
Pod wierzchołkowym stokiem Wielkiej Rawki.
Pod wierzchołkowym stokiem Wielkiej Rawki.

Na przełęczy.
Na przełęczy.

Spoglądamy na siebie. We włosach, czapkach i całym odzieniu zostały pamiątki z chłodnej, a raczej mroźnej Wielkiej Rawki. Wiatr poprzylepiał nam zlodowaciałe drobiny na czapki i do ubrania, niektórym wplótł się siwymi nitkami we włosy.

Na Małej Rawce wiatr chyba nieco osłabł. Można zdjąć na chwilę rękawiczki, a nawet przysiąść na desce ławki wystającej ze zmarzniętego śniegu pod szczytowym słupkiem. Jest godzina 12.15. Po przerwie opuszczamy szczyt Małej Rawki. Schodząc mijamy sporo innych turystów zmierzających w przeciwnym kierunku. Zostawiamy im informację o warunkach, które ich czekają. My już sukcesywnie obniżamy wysokość. W porównaniu do innych okolicznych masywów grzbiet Rawek cechuje duża deniwelacja względna. Aby zmierzyć się z nią musieliśmy pokonać od Przełęczy Wyżniańskiej ponad 450 metrów różnicy poziomów.

Przełęcz między Małą i Wielką Rawką.
Przełęcz między Małą i Wielką Rawką.
Przełęcz między Małą i Wielką Rawką.
Przełęcz między Małą i Wielką Rawką.

Mała Rawka (1272 m n.p.m.)Mała Rawka (1272 m n.p.m.)
Mała Rawka (1272 m n.p.m.).

Zejście z Małej Rawki.
Zejście z Małej Rawki.

Schodzi się nam niezmiernie lekko. Zejście jest szybkie. Wiemy, że na Wielką Rawkę przyjedziemy jeszcze raz, gdy będzie łaskawsza i obdarzy nas piękną panoramą. Dzisiejsza aura, surowsza, ale całkiem zwyczajna w zimowych Bieszczadach była szczególna. Zostawia wyjątkowe wspomnienia, bardzo ciepłe wspomnienia, bo kojarzone z twarzami osób, z którymi razem ruszyliśmy zdobyć górę.

W Bacówce pod Małą Rawką jest ciasno. Znajdujemy jednak kawałeczek ławki przy stole, aby przekąsić coś drobnego i napić się kawy. Po odpoczynku wracamy na Przełęcz Wyżniańską, skąd o godzinie 14.45 odjeżdżamy do Ustrzyk Górnych, gdzie pożegnamy odchodzący rok i przywitamy nowy.

Z lodową siwizną.
Z lodową siwizną.
Z lodową siwizną.

Przy Bacówce PTTK pod Wielką Rawką.
Przy Bacówce PTTK pod Wielką Rawką.

Przełęcz Wyżniańska (856 m n.p.m.)
Przełęcz Wyżniańska (856 m n.p.m.).

Jaka to będzie noc? Dawno z takim entuzjazmem nie oczekiwaliśmy sylwestrowej zabawy. Dawno nie spędzaliśmy tego czasu w tak dużej grupie, na sali balowej, przy dźwiękach muzy pokoleń. O takim Sylwestrze, z przyjaciółmi ze szlaku marzyliśmy już od ponad roku. Miejsca na niego zapełniały się już od stycznia, kiedy padł pomysł, że to właśnie tutaj w Ustrzykach Górnych dobrze byłoby przyjechać i spędzić cały czas sylwestrowo-noworoczny. W wakacje zaczęło brakować już miejsc, a we wrześniu właściwie już ich nie było. Tylko w wyniku rotacji osób czasem komuś udawało wskoczyć na miejsce kogoś kto musiał zrezygnować, bo kontuzja, bo coś tam... Szkoda, że nie ma tu wszystkich, lecz sercem i duchem jesteśmy ze wszystkimi.



Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają.
Bo ludzie źli, ach wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają.
            Johann Wolfgang Goethe
Śnieg delikatnie prószy za oknami, wieczorny mrok za nimi nastał. Na stołach pośród świątecznych stroików pojawiły się płomyki światła. W kącie choinka kolorowo mruży. Duch świąt Bożego Narodzenia jeszcze nie zanikł. Zdaje się, że Gwiazda Betlejemska wciąż rozświetla drogę. Nam tego wieczoru właśnie tutaj wskazała miejsce, zasiedliśmy razem do wspólnego kolędowania, przy rzędach stołów w przytulnej salce domu rekolekcyjnego im. Jana Pawła II w Ustrzykach Górnych. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że „wracamy zawsze do źródła wielkich natchnień duszy ludzkiej, duszy polskiej, kiedy śpiewamy kolędy”. Nie da się opisać podniosłości i klimatu jaki zapanował podczas naszego wieczoru kolęd.

Kościół św. Anny w Ustrzykach Górnych
Kościół św. Anny w Ustrzykach Górnych
(fot. Patryk Ciepiela)
Kolędy śpiewano od bardzo dawna - niektóre z nich liczą sobie po kilkaset lat. Są silnie zakorzenione w polskiej tradycji. Dawniej zaczynano je śpiewać dopiero na wigilię i towarzyszyły ludziom przez cały okres Bożego Narodzenia, aż do święta Trzech Króli, których pojawienie się wraz z Betlejemską Gwiazdą było potwierdzeniem niezwykłości tego co wydarzyło się w betlejemskiej szopce. Najstarsze znane polskie kolędy pochodzą z XV stulecia i są to pieśni łacińskie i czeskie przełożone na język polski. W formach znanych współcześnie ukształtowały się w okresie baroku (XVII i początek XVIII wieku). Wtedy właśnie w Polsce zaczęto tworzyć własne kolędy, a powstało ich całe mnóstwo, śpiewa się je do dzisiaj. Wraz z kolędami w XIX wieku pojawiły się pastorałki – pieśni o bardziej swobodnych treściach i melodiach, pełne motywów świeckich, humoru, czy odniesień do codziennego życia. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić prawdziwe święta bez tych pięknych pieśni. Śpiewane są już w okresie poprzedzającym okres świąteczny, jak i długo po nim. I choć tyle razy śpiewaliśmy te pieśni - śpiewany je na nowo z radością i serdecznością. Co rok wracamy do nich, bo choć po raz pierwszy słyszeliśmy je w czasach dzieciństwa, to wciąż są takie żywe. Ich wspólne śpiewanie daje poczucie wspólnoty, zarówno w gronie z którym gościmy w Ustrzykach Górnych, ale też poczucie więzi z ludźmi, którzy byli przed nami - z naszymi przodkami, którzy też je śpiewali. Mamy wrażenie, że połączył nas wspólny los, który sprawił, że znaleźliśmy się razem w jednej sali, przy jednym stole.


Podczas wieczoru kolęd poczuliśmy ciepło i serdeczność, wspólnotę grupy. Piękne i melodyjne kolędy, instrumentaliści i śpiewający ludzie, wytworzyli magiczną atmosferę, o której z utęsknieniem będziemy myśleć, czekając kolejnego takiego wieczoru. Dziękujemy wszystkim, którzy zaangażowali się w organizację i przygotowanie tego wieczoru. Szczególne podziękowania składamy Kamili Bytomskiej, Grzegorzowi Kowalskiemu, Joasi Jędrzejczyk, Zbyszkowi Długoszowi i Tomaszowi Jonientz, którzy stworzyli swoisty, niepowtarzalny akompaniament instrumentalny, a także Ninie Bytomskiej za gościnę, dzięki której mogliśmy ułożyć program i przeprowadzić stosowne próby.

Szopka w kościele św. Anny w Ustrzykach Górnych
Szopka (fot. Patryk Ciepiela)



Jesteśmy w przededniu ostatniego dnia roku. Bieszczady są już białe, ale mając w pamięci poprzednią zimę można by spodziewać się jeszcze więcej śniegu. Jest jednak pięknie – zima w pełni swego uroku. Marek (kierowca) zakłada na koła łańcuchy. Na pewnych odcinkach dróg jest ślisko, a gdzieniegdzie mogą wystąpić oblodzenia, na które może nie wystarczyć ogromne doświadczenie kierowcy. Lepiej zatem mieć łańcuchy na kołach. Nie będzie ich ściągał już do ostatniego dnia nasze bieszczadzkiej wyprawy.

TRASA:
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.) [żółty szlak] Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.) [żółty szlak] Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)

OPIS:
Godzina trzynasta. Przełęcz Wyżna, zwana Przełęczą nad Berehami, bo poniżej niej leży wioska Berehy Górne. Szosa schodzi do niej głębokimi serpentynami znanymi z zachwycających widoków, tak chętnie uwiecznianych na widokówkach, okładkach map i przewodników. Tutaj właśnie zaczynamy zimowe harce z Biesami i Czadami.

Chmury nisko wiszą, zdaje się, że mogą sypnąć śniegiem, ale jest na razie spokojnie i stosunkowo ciepło, ledwie kilka stopni poniżej zera. Z Przełęczy Wyżnej wiedzie chyba jeden z najpopularniejszych bieszczadzkich szlaków - szlak żółty do Chatki Puchatka. Zaraz na jego początku, ze lewej widać krzyż umieszczony w cokole zlepionym z kamieni. Na kamieniach zawieszono odlew zwiniętej liny i logo GOPR. Pomnik poświęcony został „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”. Odsłonięto go 26.08.2011 roku. Ufundowany został w 50-lecie Grupy Bieszczadzkiej GOPR. Skłania do refleksji, bo góry mogą kojarzyć się z beztroską krainą, gdzie odczuwa się spokój, błogość i harmonię z naturą. Jednak bywają też niebezpieczne, nawet te wydające się najbardziej przyjacielskie.

Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.)
Przełęcz Wyżna (873 m n.p.m.).

Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”
Pomnik „Ofiarom gór i ratownikom niosącym im pomoc”.

Trochę dalej mamy dwa głazy połączone symboliczną bramą. Dokąd wiedzie ta brama? Do krainy zachwytu, do marzeń, a może tam gdzie nostalgia wkrada się do serca. To grób poety - symboliczny, bo jego prochy zostały rozsypane nad bieszczadzkimi połoninami. W ten sposób połączył się na zawsze ze swoimi ukochanymi górami Jerzy Harasymowicz - tak została spełniona jego ostatnia wola w dniu 18 września 1999 roku, kiedy z Sanoka wystartował ratowniczy śmigłowiec wznosząc ku niebu jego prochy. Z jego pokładu rozsypano je nad połoninami. Jest na tych skałach fragment jego wiersza:
W górach jest wszystko co kocham
I wszystkie wiersze są w bukach
Zawsze kiedy tam wracam
Biorą mnie klony za wnuka
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza
Pomnik ku czci Jerzego Harasymowicza.

Początek szlaku
Początek szlaku.

Z prawej widać głęboką dolinę Prowczy, za którą wznosi się masyw Połoniny Caryńskiej. Niegdyś w dolinie tej sadowiła się wieś Berehy Górne. Nie wiadomo, kiedy powstała. Po raz pierwszy donosiła o niej wzmianka w dokumentach z 1580 roku. Wiemy, że została lokowana w dobrach Kmitów na prawie wołoskim. Jej ludność parała się pasterstwem i rolnictwem. Wieś przestała istnieć nagle w 1946 roku. Jej mieszkańcy zostali przepędzeni przez Przełęcz Beskid do Łubnej, gdzie obecnie mieszkają potomkowie dawnych Bereżan. Wieś została wówczas spalona przez WP. Zostały po niej „...ugory, pojedyncze lipy i jesiony w miejscach dawnych gospodarstw, kępy pokrzyw, jakieś rozwalone i opalone belki... W miejscu dawnej wsi liczącej około 120 domów, stanowiącej niegdyś majątek dr Arnolda Rapporta, dostojnika c.k. dworu austriackiego - nie zobaczyliśmy żadnej chałupy. Miejsce spalonego dworu zaznaczały tylko rosnące w ogrodzeniu świerki i zarośnięta trawą droga dojazdowa. Czasem mijaliśmy jakiś sad, grupę spalonych drzew próbujących okryć się zielenią. Czasami mijaliśmy samotną, pochyloną kapliczkę z żelaznym krzyżem, wystawioną na chwałę Bogu.” (Zygmunt Rygiel „Wspomnienia bieszczadzkiego leśnika”).

Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy
Widok na Połoninę Caryńską i dolinę Prowczy.

Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem. Ścieżka szlaku przykryta jest warstwą śniegu. W śniegu jest jednak dobrze wydeptana nowa ścieżka - zimowa. Powoli oddalmy się od przełęczy. Zbliżamy się do stromego stoku porośniętego lasem. Nie widać jak wysoko sięgają szczyty góry przed nami, bo ogarnęły  je chmury.

Za niedługo osiągamy las. Droga szlakowa odchodzi na lewo i wchodzi w trawers stromego stoku. Wydaje się, że temperatura waha się na granicy kondensacji kryształków śniegu. Można łatwo najść na strużki wody ukryte pod niezbyt grubą warstwą śniegu. Na dróżce jest go może ze trzydzieści centymetrów. Goprowcy łatają w niej śniegowe dziury wypłukane przez płynący strumień wody. Będzie nam łatwiej zejść z góry. Spotykamy Patryka i Ryśka, którzy wydłużyli sobie wycieczkę, rozpoczynając ją w Górnej Wetlince. Przemierzamy dalej razem dróżkę przecinająca bukowy las. Wkrótce osiągamy jego górną granicę. Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba. Błękitu nie ma zbyt wiele, bo w miejsce wcześniejszych ławic chmur napływają wciąż kolejne. O godzinie 13.50 wychodzimy zupełnie z lasu na rozległą połoninę okrytą bielą.

Szlak
Szlak łagodnie nabiera wysokości prowadząc otwartym terenem.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Trawers leśnego stoku.

Leśny stok Połoniny Wetlińskiej
Leśny stok Połoniny Wetlińskiej.

Wyjście z lasu na połoninę
Las urywa się nagle i odsłania sklepienie błękitnego nieba.

Wyjście z lasu na połoninę
Bieszczadzka magia.

Wyjście z lasu na połoninę
Wyjście z lasu na połoninę.

Po wyjściu z lasu szlak zmienia kierunek i odchodzi na prawo. Znaczą go tyczki wbite w śnieg. Zatrzymujemy się chwilkę rozglądając po bezkresnej śnieżnej bieli, która w partiach grzbietowych góry chyba styka się z przepływającymi chmurami. Spod śniegu z rzadka wystają pojedyncze pędy wyższych traw. Jego grubość jest chyba mniejsza niż na przełęczy. Przypuszczalnie został wywiany stąd południowym wiatrem. Na połoninie wieje i to dość silnie. Zakładamy narciarskie gogle dla ochrony oczu przed wiatrem. W międzyczasie dochodzą do nas Tomek oraz Joasia z Danielem. Na ich twarzach maluje się radość. Na naszych też, co uświadamiamy sobie dopiero widząc ich uśmiech. Kontynuujemy trawers stoku idąc w kierunku wschodnim. Ciąg ludzi podąża przez połoninę przed nami i z nami. Jedni już schodzą, ale więcej jest jednak tych wychodzących. Jak pomieszczą się oni wszyscy w niewielkiej Chatce Puchatka?

Przed nami już tylko połonina
Przed nami już tylko połonina.

Połonina Wetlińska
Grzbiet chyba dotyka przepływających chmur.

Jesteśmy już znacznie wyżej niż sięga korona drzew rosnących poniżej. Odsłaniają się widoki na pasmo graniczne, za którym leży Słowacja i jej najbardziej wysunięte na wschód punkty. Na wschodzie pięknie prezentuje się dolina Wetlinki i Wetliny. To jedna i ta sama rzeka mająca swoje źródła pod Przełęczą Wyżną (ok. 840 m n.p.m.). Wetlinką nazywany jest jej początkowy odcinek, od źródliska do miejsca, gdzie uchodzi do niej Górna Solinka. Krajobraz zmienia się ciągle. Dmący wiatr nie chce zwolnić. Chmury płyną ożywiając pejzaż zimowy, tworząc ruchome obrazy jak w filmie. Przez dziury w chmurach pryskają promienie na bieszczadzkie lasy i połoniny, ale samo słońce, jego oślepiająca tarcza ani razu nie pokazuje się nam wprost. Chcielibyśmy by ukazało nam choć przez jedną chwilę swojego pożegnania z zimowymi Bieszczadami, zanim schowa się za horyzont. To marzenie, to pragnienie. Niespełna rok temu nie mieliśmy żadnych szans, aby je spełnić. Wtedy w ogóle nie udało wyjechać się na przełęcz. dzisiaj jesteśmy prawie u szczytu Hasiakowej Skały, najdalej wysuniętej na wschód kulminacji Połoniny Wetlińskiej, pod którą stoi Chatka Puchatka. Miejsce to słynie jako punkt, z którego można ujrzeć jedne najwspanialszych wschodów i zachodów słońca.

Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny
Widok z podejścia w stronę doliny Wetlinki i Wetliny.

Na Połoninie Wetlińskiej
Na szlaku.

Na Połoninie Wetlińskiej
Wciąż ktoś zatrzymuje się i spogląda na niezwykły pejzaż.

Na Połoninie Wetlińskiej
Podejście.

Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny
Widok z połoniny na dolinę Wetlinki i Wetliny.

O godzinie 15.15 dochodzimy do miejsca, gdzie szlak łamie się i skręca na lewo. Prowadzi wprost ku grzbietowi, gdzie widać dach chatki stojącej na niedużym wypłaszczeniu stoku, tuż pod Hasiakową Skałą. Zostały nam ostatnie metry. Jeszcze tylko kilka minut podejścia, w trakcie którego wyłania się Chatka Puchatka, pełniąca obecnie funkcję schronu turystycznego Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Leży na wysokości 1228 m n.p.m. Pierwotnie było to obiekt wojskowy i był posterunkiem obserwacyjnym. Od swego pierwowzoru zmienił się nieco - został rozbudowany przez swojego wieloletniego gospodarza, legendarnego Lutka Pińczuka. Lutek jednak już tu nie gospodarzy. Zeszłej zimy rozchorował się tak bardzo, że musiał zejść z połoniny.

W ostatnich latach zimy zelżyły, choć wciąż bywają surowe. Jednak dawniej w Bieszczadach zimy… oj to były zimy! Bieszczady tonęły wówczas w śniegu, a utrzymanie Chatki Puchatka „na chodzie” było wówczas nie lada wyzwaniem. Dotąd Chatka Puchatka nigdy nie miała wytrwalszego gospodarza od Lutka. Czy znajdzie drugiego takiego? Raczej budzi to ogromne wątpliwości.

Skręt szlaku
Skręt szlaku.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.)
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej (1215 m n.p.m.).

Chatka Puchatka jest obiektem dla nie wymagających turystów. Nie posiada doprowadzonego prądu, czy instalacji wody. WC funkcjonuje w postaci wychodka na zewnątrz, stojącego po drugiej stronie Hasiakowej Skały. Przechodzimy do niego. Wpierw jednak wchodzimy na na grzbiet, gdzie wieje najsilniej, trudno utrzymać się na nogach, a potem już kilka kroków w dół po kilku kamiennych stopniach. Pod zawiesiną chmur miotanych wiatrem pokazuje się z tej strony masywu Magura Nasiczańska (1047 m n.p.m.), a za nią Dwernik Kamień (1004 m n.p.m.), a za nim grzbiet Otrytu z kulminacją Trohańca (939 m n.p.m.). Jest jeszcze ledwie widoczna w chmurach Magura Łomniańska (1024 m n.p.m.) położona już niemal w całości na terytorium Ukrainy.

Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały
Budynek WC pod drugiej stronie Hasiakowej Skały.

Widok spod wejścia do WC
Widok spod wejścia do WC.

Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały
Panorama z Hasiakowej Skały na północ.

Hasiakowa Skała
Hasiakowa Skała i widok na Roh i Osadzki Wierch.

Wracamy na drugą stronę Hasiakowej Skały. Wchodzimy do Chatki Puchatka. Jest w niej tłoczno. Zajmujemy pomieszczenie z kominkiem w oczekiwaniu końca dnia. U sufitu wiszą świąteczne łańcuchy i kolorowe bombki. Czas świąteczny jest jeszcze bardzo żywy. W pomieszczeniu wyczuwa się ducha świąt. Wypełnia go wkrótce kolędowy śpiew. Dobrze jest trwać w świątecznym nastroju, bo to czas wyjątkowy, uzmysławiający to, że najważniejsze rzeczy w życiu wcale nie są rzeczami, lecz chwilami do których wraca się, które niosą szczęście i spokojne sny. Jakimże niezwykłym ciepłem wypełnia się przestrzeń między czterema ścianami chatki. Ten chłód za oknem panujący nad połoniną otuloną śniegiem, czy fruwający śnieżny pył za podmuchami wiatru są niczym wobec tego ciepła.

Na ścianach wiszą fotografie. Utrwalona jest na nich historia - czas miniony. Na wielu z nich widać postać Lutka Pińczuka, człowieka, bez którego powojenna historia Bieszczadów nie byłaby legendą. On sam za życia stał się legendą Bieszczadów, ich nierozdzielną cząstką.

Zejście z Hasiakowej Skały
Zejście z Hasiakowej Skały.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej widziany z Hasiakowej Skały.

W środku
W środku.

Księżyc już wzeszedł nad połoniną. Zostało mu już tylko trzy dni do pełni. Pojawił się wcześniej by spojrzeć w oblicze zachodzącemu słońcu. To jednak przysłoniło się tabunami chmur, ale wciąż podkreśla swoją obecność światłem czerwieni rzucanym na spodnią stronę chmury. Za parę minut zniknie zupełnie za niewidocznym horyzontem, a unosząca się nad nim świetlista łuna słabnąć będzie z każdą minutą. Nastanie szarówka, zwiastująca nadejście mroku.

Słońce zachodzi.
Słońce zachodzi.

Widok na Połoninę Caryńską.
Widok na Połoninę Caryńską.

Księżyc
Księżyc wzeszedł
Księżyc wzeszedł.

Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej
Schron Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej.


Widok na Połoninę Caryńską.

Opatulamy się ciepło zasłaniając każdą część ciała przed porywistymi podmuchami wiatru. Ruszamy w drogę powrotną, zaraz gdy nikną zupełnie świetlistości słońca. Pożegnaliśmy dzień na Połoninie Wetlińskiej. Schodzimy w dół napierając na wiatr.
Jest mroczno. Góry w wielkiej ciszy stoją
jak tu i tam sterczące skrzydła aniołów.
W dole trzy domki przysiadły niby małe pieski, co się wszystkiego boją
Niebieska sieć lasu zaraz zacznie nowy, milczący połów.

(Jerzy Harasymowicz – „Pejzaż zimowy”, fragm.)

W przedsionku schronu
W przedsionku schronu.

Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch
Widok w kierunku szczytu Roh i Osadzki Wierch.

Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.
Przed schronem, gotowi do drogi powrotnej.

Zejście z Połoniny Wetlińskiej
Zejście.

Wejście do lasu.
Wejście do lasu.

Górne fragmenty lasu
Górne fragmenty lasu.

O godzinie 15.50 wchodzimy w strefę lasu. Tutaj już nie wieje. Droga z każdym krokiem staje się krótsza. O godzinie 16.15 na Przełęczy Wyżnej kończymy magiczną wędrówkę. Jedziemy tam gdzie serce Bieszczadów Wysokich - do Ustrzyk Górnych, gdzie będzie baza naszej bieszczadzkiej wyprawy.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas