Góry są wyrazistym symbolem wędrówki ducha,
powołanego, aby wznosić się z ziemi ku niebu,
ku spotkaniu z Bogiem.

Jan Paweł II, 20.06.1993 r.

TRASA:
Przełęcz Rydza-Śmigłego (696 m n.p.m.) [zielony szlak] Mogielica (1170 m n.p.m.) [zielony szlak] Zapowiednica (832 m n.p.m.) [zielony szlak] Przełęcz Słopnicka (758 m n.p.m.)

OPIS:
Nie jest to zupełne odludzie, ale ludzie żyją tu w spokoju i ciszy przerywanej jedynie odgłosami przyrody. Mało jest już takich miejsc, gdzie można zobaczyć jak przyroda wpływa na życie mieszkańców, ich codzienne zajęcia i obowiązki. Tutaj czas i pory roku wyznaczają rytm życia nie tylko przyrodzie, ale też człowiekowi. Każda pora roku mieni się swoimi barwami, zapachem przyrody, która tutaj jeszcze wpływa na codzienne życie mieszkańców. Okolica zmienia swój wystrój wraz ze zmieniającymi się porami roku, a ludzie dostosowują się do nich podczas prac polowych, jak też wokół swych domostw. Poczuć w niej można oddech tradycyjnej gospodarki wiejskiej - rolnictwa, sadownictwa, czy hodowli bydła.

Krajobraz tej okolicy wypełniony jest górzystymi wyspami. Najwyższa z nich zwie się Mogielicą. Wabi swą majestatyczną sylwetką godną królowej Beskidu Wyspowego, ale też malowniczością widoków ukazujących piękno krajobrazu. Ksiądz Wojtyła bywał tu w różnym czasie, jako turysta wędrował z grupami młodzieży, odwiedzał tą krainę jako duszpasterz, krainę Lachów Limanowskich. Nasz szlak przez tą krainę okrążać będziemy kotlinę, w której leży stolica regionu - Limanowa. Gdy nadejdzie ostatni dzień tej wędrówki wejdziemy do tego miasta, a potem zdobędziemy górę wznoszącą się ponad nim. Ta wędrówka, to dopiero początek niezwykłej eskapady w urocze zakątki Beskidu Wyspowego do krainy Lachów Limanowskich.


Tą wędrówkę rozpoczynamy na Przełęczy Rydza-Śmigłego, nazwanej tak w 1938 roku dla uczczenia marszałka Rydza-Śmigłego oraz na pamiątkę starcia Legionów Polskich ze zwiadowczym szwadronem rosyjskiej kawalerii w dniu 23 listopada 1914 roku. Wieczorem Legioniści otoczyli stacjonujący w okolicy rosyjski II Korpus Kawalerii gen. Dragomirowa. Polacy w wyniku zaskoczeniu nieprzyjaciela wzięli do niewoli wielu Rosjan przy minimalnych stratach własnych. Po II wojnie światowej, ze względów politycznych, zmieniono nazwę przełęczy na Chyszówki. Do poprzedniej wrócono w 1990 roku, ale w nomenklaturze turystycznej funkcjonują obie. Stoją na niej obecnie monumenty przy których corocznie odbywają się uroczystości patriotyczne. Są to kamienny obelisk ku czci marszałka Rydza-Śmigłego, drewniany krzyż ustawiony w 1928 roku dla upamiętnienia walk legionowych w 1914 roku oraz obelisk poświęcony żołnierzom AK wystawiony we wrześniu 1988 roku.

Monumenty na Przełęczy Rydza-Śmigłego.

Przełęcz Rydza-Śmigłego (700 m n.p.m.) leży między Łopieniem i Mogielicą. W kierunku wschodnim i zachodnim rozciągają się z niej panoramy. Na wschodzie widać Ćwilin i Śnieżnicę, zaś na zachodzie Świerczek, Cichoń, Ostrą, Przełęcz Słopnicką.

Przełęcz jest też miejscem spotkania Zagórzańskiego Szlaku Papieskiego i Limanowskiego. O godzinie 9.30 ruszamy stąd zielonym szlakiem na szczyt Mogielicy. Droga chwilkę wiedzie przez widokowe łąki pokrywające siodło przełęczy. Wierzchołek Mogielicy, najwyższej góry w Beskidzie Wyspowej szczelnie otula chmura, lecz okoliczne niższe wzniesienia stąd widoczne powoli odsłaniają się, nawet pobliski Łopień po drugiej stronie przełęczy wyjrzał do nas z rozwnej chmury.

Przełęcz Rydza-Śmigłego (696 m n.p.m.).
Przełęcz Rydza-Śmigłego (696 m n.p.m.).

Wschodnia panorama z Przełęczy Rydza-Śmigłego.
Wschodnia panorama z Przełęczy Rydza-Śmigłego.

Łopień z Przełęczy Rydza-Śmigłego (z lewej widać Śnieżnicę).

Kierujemy się w stronę Mogielicy. Na początku niezbyt stromo, wygodną dróżką, przechodzimy na widokowe przedpole właściwego, bezpośredniego podejścia Mogielicy. Leży tutaj osiedle Sarysz należące do wsi Chyszówki. Na zachodzie w dolinie widać centrum wsi Chyszówki, a dalej wieś Jurków. Za Jurkowem wznosi się Ćwilin, zaś na prawo od niego widoczna jest Śnieżnica. Mogielica przed nami wciąż jest schowana pod gęstą chmurą, z której spodziewać można się tylko jednego - deszczu.

Mijamy domostwo. Powyżej niego znajduje się nieduża Polana Mocurka. Wytworzona została przez pasterzy wołoskich w okresie XIV-XV wieku, poprzez odpowiednie wycięcie i wypalenie lasu (tzw. cyrhlenie). Przy grupce drzew stoi jeszcze na polanie drewniany szałas pasterski, jednak polana nie jest już użytkowana i stopniowo zarasta, pokrywając się roślinnością, poprzedzającą sukcesję lasu. Nazwa Mocurka pochodzi od podmokłości, które występują po wschodniej stronie, gdzie znajdują się źródła dopływów Czarnej Rzeki.

Osiedle Sarysz.
Osiedle Sarysz. Widok w kierunku wsi Chyszówki i Jurków.

Polana Mocurka.
Polana Mocurka.

Za Polaną Mocurka droga wchodzi do lasu i zaczyna ostrzej wspinać się po stoku Mogielicy. Podchodzimy stok powoli. Zdaje się, że kamienista dróżka wprowadzi nas w chmurę okrywającą szczyt, lecz chmura chyba unosi się wyżej i jaśnieje. Wkrótce wchodzimy w strefę przerzedzonego lasu, a niedługo potem o godzinie 10.45 wychodzimy na rozległą polanę Wyśnikówka.

Polana Wyśnikówka była niegdyś intensywnie wypasana. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku stał na niej szałas pasterski. Polana jest jeszcze całkiem spora i stanowi charakterystyczny element Mogielicy, rozpoznawalny z dużych odległości, jednak od czasu zaprzestania gospodarki pasterskiej stopniowo zarasta. Stąd na szczyt mamy już niedaleko. Szlak prowadzi grzbietem na południe przez chwilę płasko przez polanę. Przed nami widoczny jest wierzchołek góry z wieżą widokową. Dochodzimy do lasu obrastającego wierzchołek. Tam znów zaczynamy pokonywać stromość, ale trwa to już niezbyt długo, nie więcej niż kwadrans. O godzinie 11.00 zdobywamy szczyt Mogielicy.

Podejście.
Podejście.

Polana Wyśnikówka.
Polana Wyśnikówka.

Mogielica jest nazywana królową Beskidu Wyspowego, bo jest najwyższym wzniesieniem w tym paśmie górskim. Liczy sobie 1170 m n.p.m. wysokości. Wznosi się powyżej 700 metrów ponad otaczające doliny, w który usadowione są wsie trzech gmin: Dobra, Słopnice i Kamienica. Mogielica nie jest typową wyspą, bowiem jej wzniesienie posiada boczne grzbiety odchodzące na boki. Najdłuższy z nich odchodzi na południe, pokryty największą z polan na Mogielicy - Polaną Stumorgową, tak nazwaną bowiem kiedyś miała on 100 mórg powierzchni (1 morga to ok. 0,5 ha). Grzbiet ten opada na wyraźną przełęcz, za którą znów podnosi się kształtując wzniesienia Krzystonowa i Jasienia.

Na szczycie czuć już dym ogniska rozpalonego przez ekipę Ryśka. Górski piknik rozpoczęty. Pogoda o dziwo zmieniła się bardzo korzystnie. Szczyt otuliły teraz promienie słońca, których nadmiar pochłaniany jest przez przepływające obłoki. Mogielica jest kapitalnym punktem widokowym dzięki 20-metrowej wieży widokowej, dla której las przestaje być przeszkodą w ogarnięciu wzrokiem wszystkiego dookoła. Wejście na wieżę jest męczące, ale warte wysiłku. Zejście nieco uciążliwe, ze względu na stromość stopni, ale powolutku, najlepiej tyłem, jak po drabinie można spokojnie zejść.

Przy ognisku.
Przy ognisku.

Wieża widokowa na Mogielicy.
Wieża widokowa.

Wieża widokowa na Mogielicy.
Strome stopnie.

Wieża widokowa na Mogielicy.
Strome stopnie - robią wrażenie.

Widok z wieży na Mogielicy.
Widoki są imponujące, nawet gdy niebo pod chmurką.

Widok z wieży na Mogielicy.
Szczyt z wieży widokowej.

Widok z wieży na Mogielicy.
Panorama północno-wschodnia.
Widok na Słopnice i Limanową.

Widok z wieży na Mogielicy.
Panorama południowo-wschodnia w kierunku Pasma Radziejowej.
Z lewej widać Pasmo Lubania.

Widok z wieży na Mogielicy.
Panorama południowo-zachodnia.
Grzbiet z Polaną Stumorgową. Dalej mamy Jasień.

Czy ktoś jeszcze nie wierzy, że jesteśmy na wysokiej wieży?

Grupa na Mogielicy.
Grupa na Mogielicy.

Ślady wędrówek Karola Wojtyły doprowadziły nas na szczyt Mogielicy. Ksiądz Karol Wojtyła był tutaj m.in. w czerwcu 1953 roku i w lutym 1954 roku. Dla upamiętnienia tych wędrówek w 2004 roku mieszkańcy gminy Słopnice ustawili na polance pod szczytem czterometrowy krzyż w kształcie papieskiego pastorału. Jest pod nim tablica wmurowana w kamień z jego słowami: „Wobec piękna gór czuję, że On jest... i wtedy zaczynam się modlić”.

Z polanki z krzyżem papieskim rozciąga się piękna panorama - klasyk wśród beskidzkich panoram. Obserwować można z niej Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki. Gorce, dolinę Kamienicy i Tatry. Poniżej mamy przepaścisty stok, z którego ponoć kiedyś zrzucano samobójców. Było to w czasach, kiedy Kościół zabraniał ich chowania na poświęconym cmentarzu.

Krzyż papieski na Mogielicy.
Krzyż papieski na Mogielicy.

Na Mogielicy przesiadujemy do godziny 12.40. Schodzimy maszerując dalej za zielonymi znakami, które kierują nas na Przełęcz Słopnicką. Niezbyt stromym zejściem idziemy wzdłuż granicy rezerwatu utworzonego w 2011 roku obejmującego północe stoki Mogielicy, a mającym za zadanie ochronę głuszca i jego biotopu oraz innych rzadkich gatunków ptaków, ich siedlisk przyrodniczych, a także form skalnych. Szlak prowadzi nas długim grzbietem bocznym odchodzącym od wierzchołka góry, który ciągnie się dalej za Przełęczą Słopnicką przez Cichoń i Ostrą.

Zejście ze szczytu.
Zejście ze szczytu.

Wygodną, przyjemną dróżką o godzinie 13.20 docieramy do miejsca pamięci partyzantów działających walczących tutaj w latach 1939-1945 o niepodległość Ojczyzny. Pośród kilku obelisków centralne miejsce zajmuje tzw. Krzyż Partyzancki. Krzyż w tym miejscu stoi już od wojny, w miejscu gdzie znajdował się ołtarz partyzanckich mszy. Przy ołtarzu tym ksiądz Jan Stelmach „Urban” odprawiał również msze z okazji Święta Niepodległości 11 listopada. Uczestnikami tych nabożeństw byli żołnierze I batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Gdy wojna się skończyła, krzyż stał dalej, z czasem jednak coraz bardziej zapomniany. Od 1984 roku przy Krzyżu Partyzanckim znów są odprawiane msze święte ku czci poległych żołnierzy i partyzantów, co rok 1 sierpnia w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.

Krzyż Partyzancki.
Krzyż Partyzancki.

Obelisk Partyzancki.
Obelisk Partyzancki.

Po krótkiej przerwie idziemy dalej utwardzoną drogą. Po kilku minutach marszu mijamy leśniczówkę, która w czasie niemieckiej okupacji stanowiła punkt kontaktowy dla żołnierzy ZWZ-AK. Latem, zaś jesienią 1944 roku stacjonowało w niej dowództwo I batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. W listopadzie i grudniu 1944 roku teren leśniczówki był miejscem pobytu żołnierzy tzw. cichociemnych, czyli żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych desantowanych do okupowanej Polski podczas II wojny światowej w celu prowadzenia walki partyzanckiej z niemieckim okupantem oraz organizowania i szkolenia ruchu oporu w kraju.

Leśniczówka Andrzeja Florka.
Leśniczówka Andrzeja Florka.

Zaraz za leśniczówką wchodzimy na niezwykle malownicze pod względem widokowym Wyrębiska Zaleskie. Stoi tu kilka domostw w zieleni łąk. Pod lasem w zieleni tej złocą się łany mniszków lekarskich, potocznie zwanych mleczami lub dmuchawcami. Jest teraz tak powszechny, że nie zdajemy się go zauważać, a tymczasem jest to roślina o wszechstronnych właściwościach leczniczych – naturalny medykament na wiosenne oczyszczenie organizmu. Młodziutkie liście mniszka lekarskiego dobrze komponują się smakowo z rzeżuchą, szczypiorkiem, rzodkiewką, czy ugotowanym na twardo jajkiem lub parmezanem. Z kolei na kaszel, chrypkę, bóle gardła i stany zapalne jamy ustnej dobry jest syrop z mniszkowych kwiatów.

Przed sobą mamy Modyń. Nieco na prawo ciągną się pofałdowane Zbludzkie Wierchy. W głębi pomiędzy Modyniem i Zbludzkimi Wierchami widać Pasmo Radziejowej. Przemierzamy asfaltową dróżką osiedle, które rozlokowało się w tak pięknym położeniu. Jego domostwa są oddalone od siebie, nie skupione, postawione przy kępach drzew. Z niewielkiej, prostej kapliczki przygląda się nam rzeźbiony w drewnie Chrystusek Frasobliwy. Siedzi sobie pod drewnianym daszkiem przyglądając każdemu, który tędy przechodzi. Sielskie klimaty.

Wyrębiska Zaleskie.
Wyrębiska Zaleskie.
W dali wznosi się Modyń. Bliżej z lewej ciągną się pofałdowane Zbludzkie Wierchy.

Wyrębiska Zaleskie.
Wyrębiska Zaleskie.

Kapliczka z Chrystusem Frasobliwym.
Kapliczka z Chrystusem Frasobliwym.
Kapliczka z Chrystusem Frasobliwym.

Kolejna kapliczka na Wyrębiskach Zaleskich.
Kolejna kapliczka na Wyrębiskach Zaleskich.

Droga schodzi na przełączkę, za którą wznosi się nieduże wzniesienie porośnięte lasem. Nazywa się ono Zapowiednica. Ma 823 m n.p.m. wysokości. Szlak wiedzie dalej grzbietem przechodząc przez Zapowiednicę. Dalej lasem schodzimy już na Przełęcz Słopnicką. Docieramy do niej o godzinie 14.30.

Przełęcz Słopnicką (759 m n.p.m.) przecina droga łącząca wsie Słopnice leżące na północy i Zalesie leżące na południu. Szlak wiedzie dalej za Przełęcz Słopnicką, za którą rozciąga się kolejne pasemko, idealne na przyjemną, sielską wędrówkę przez kolejne malownicze zakątki Beskidu Wyspowego, które będą celem następnej, zapewne już jesiennej wędrówki.

Przełęcz Słopnicka (758 m n.p.m.).
Przełęcz Słopnicka (758 m n.p.m.).

Kapliczka na Przełęczy Słopnickiej.
Kapliczka na Przełęczy Słopnickiej.

Opuszczamy Przełęcz Słopnicką i schodzimy szosą do Zalesia. Niebawem widzimy przed sobą piękną dolinę z zabudowaniami wsi. Wznosi się nad nimi Modyń, inne wzniesienie Beskidu Wyspowego z ciekawą historią i pociągającymi legendami na inną wędrówkę. W głębi doliny widoczna jest wąska, ale za to bardzo obfita ściana ulewy. Musimy przyspieszyć, bo zdaje się zbliża się ona do nas, a towarzyszą jej wyładowania atmosferyczne. Udało się. Odjeżdżamy.

Zalesie.
Wieś Zalesie.
Z lewej widać stok Modyni, z prawej Zbludzkie Wierchy.



Dość wcześnie kończy się ta wycieczka - była to krótka trasa, ale za to cudowna sielanka. Tego nam właśnie trzeba było w majowy weekend, bo to nastraja wyśmienicie na popołudnie i wieczór. Krótka wycieczka zostawia jeszcze czas, aby tego samego dnia spędzić go wieczorem z rodziną i przyjaciółmi. Dzisiejszy wyjazd w góry można przyrównać do uroczego wypadu za miasto, czy też pikniku na łonie natury. Kolejny wyjazd ma być taki sam. Jego celem będzie Pasmo Cichonia i Ostrej, leżące jednak w tej samej sielankowej krainie o której pisaliśmy od samego początku, już na wstępie. Dzisiejsza wędrówka, to dopiero początek niezwykłej eskapady w urocze zakątki Beskidu Wyspowego do krainy Lachów Limanowskich. Ciąg dalszy nastąpi.




Kolekcjonerska Karta Etapu




za nami
pozostało
97,1 km
421,9 km
Poranek cieplutki, jakby to już lato było, ale ledwie wiosnę wczoraj poczuliśmy. Cztery dni i czyżby były jak cztery pory roku? Na to się zanosi. Ktoś pyta dlaczego nie zostać jeszcze jeden dzień tutaj, dlaczego tylko cztery dni zaplanowaliśmy? Do końca nie wiadomo co odpowiedzieć, przecież jutro mamy jeszcze jeden dzień wolny. Choć też ponoć ktoś myślał, że jedzie z nami na 3 dni (tak jak zazwyczaj), lecz w autokarze doświadczył miłej niespodzianki, gdy dowiedział się będą 4 dni. Czasami niedoczytanie całego programu (ale tylko czasami) może sprawić tak miłe niespodzianki. I faktycznie, dobrze byłby zostać jeszcze jeden dzień, tym bardziej, że baza „Pod Suliłą” jest wspaniała, a pani Teresa  i pan Stanisław to wyjątkowi gospodarze.

Dzisiaj czeka nas krótsza trasa, bo poza trasą pieszą mamy jeszcze coś ekstra. Zgodnie z konceptem naszej wędrówki Głównym Szlakiem Beskidzkim – pokonujemy go zatrzymując się w miejscach wyjątkowych, a takimż jest właśnie „dom jasny malowany nadzieją i koronką z drzewa ozdobiony, szumem jodeł wiekowych i zapachem żywicznym w każdej porze szczelnie otulony”.

POGODA:

noc
rano
dzień
wieczór
TRASA:
Duszatyn (496 m n.p.m.) [czerwony szlak] Prełuki (446 m n.p.m.) [czerwony szlak] Komańcza PKP (450 m n.p.m.)/Schronisko PTTK

OPIS:
Wpierw przemieszczamy się do Księstwa Duszatyn, jak głosi tablica na barze o głęboko uduchowionej nazwie „Dusza Jeziorek”, o wiele głębiej niż toń sadzawki znajdującej się obok, o żartobliwej nazwie „Ostoja kumaka pijaka”. Duszatyn to również ostoja cichości, błogiego spokoju, kraina zagłębiona pomiędzy leśnymi wzniesieniami w dolinie rzeki Osława. Duszatyn to obecnie niewielka wieś, kiedyś królewska – taką właśnie była, gdy lokował ją kniaź prełucki przed 1572 rokiem.. Zwano ją wówczas nie Duszatyn, lecz Piekarki, aż do drugiej połowy XVIII wieku. W pierwszej połowie XIX wieku funkcjonowała w niej huta żelaza. Na początku ubiegłego stulecia Duszatyn przeobraził się w osadę leśną z tartakiem parowym firmy „Falter i Dattner” z Krakowa. W tamtym czasie, w 1907 roku, miało miejsce wielkie osunięcie ziemi ze stoków Chryszczatej, góry lezącej nieopodal Duszatyna, kiedy powstały słynne Jeziorka Duszatyńskie, ale o tym to już było wczoraj, podobnie jak o Potockicm, który spuścił wodę z najniżej położonego wówczas jeziorka, Hrabia Potocki miał w Duszatynie dworek myśliwski, działała wówczas też we wsi leśniczówka ze schroniskiem i stacja załadunkowa kolejki leśnej. Stała też na tzw. Równi nad Osławą drewniana cerkiew filialna pw. św. Włodzimierza, Wielkiego, wzniesiona w 1925 roku. W 1931 roku istniały tutaj 33 domostwa zamieszkiwane przez 205 osób.

Po II wojnie światowej ludność wsi została zupełnie wysiedlona, a ich domostwa zniszczone. Opustoszała cerkiew stała tu jeszcze do 1956 roku. Stojące tutaj obecnie domy, powstały z końcem lat 50-tych XX-wieku, jako budynki pracowników leśnych. Wtedy też powstała w Duszatynie stacyjka kolejki leśnej łączącej Smolnik i Rzepedź.

W Duszatynie, nieopodal ujścia Potoku Olchowatego do Osławy o godzinie 9.45 rozpoczynamy wędrówkę. Idziemy szosą, która powstała tu niedawno, jeszcze w 2012 roku jej tutaj nie było, a tylko utwardzona droga gruntowa. Obecnie ma ona status drogi leśnej dopuszczonej do użytku publicznego..

Osława i droga w Duszatynie.
Osława i droga w Duszatynie.

Maszerujemy wzdłuż Osławy, która płynie sobie po lewej spokojnym nurtem kamienistym korytem. Po 10 minutach dochodzimy do niezwykłego miejsca, gdzie rzeka oddala się od nas zachodząc za wzniesienie zwane Łokieć (515 m n.p.m.), po czym wraca z drugiej strony wzniesienia. Rzeka zatacza prawie pełne koło wokół wzniesienia i zbliża się do siebie na odległość około 120 metrów. Ten piękny odcinek przełomu Osławy wraz z przylegającym lasem bukowo-jodłowym został objęty w 2000 roku rezerwatem przyrody „Przełom Osławy”.

Osława jest największym dopływem Sanu, wypływającym z Bieszczadów. Jej źródła znajdują się na południowo-zachodnich stokach Matragony, na wysokości 680 m. Rzeka Osława ma prawie 65 km długości.

Osława w Duszatynie.
Osława w Duszatynie.

Przełom Osławy przed Łokciem.
Przełom Osławy przed Łokciem.

Nad zakolem Osławy przerzucony jest stary, nieużywany już most kolejki wąskotorowej, oparty na żelbetonowym łuku. Ma on ma długość 51 metrów pomiędzy przęsłami i wysokość prawie 9 metrów nad poziomem rzeki. Jest jednym z najwyższych i najdłuższych mostów w Bieszczadach. Przechodząca przez niego linia kolejki wąskotorowej powstała w 1923 roku z inicjatywy właścicieli tutejszych lasów Potockich z Rymanowa, Jana i Stanisława . Po II wojnie światowej została odbudowana na potrzeby potężnego zakładu przemysłu drzewnego w Rzepedzi. Pierwsze składy z drewnem transportowanym do Rzepedzi ruszyły 1957 roku. Kolejkę zlikwidowano na początku lat 90-tych XX wieku.

Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.
Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.
Most kolejki wąskotorowej na zakolu Osławy.

Osława.
Osława.

Osława.
Osława.

Kilka minut po dziesiątej wchodzimy do wsi Prełuki, to kolejna niewielka osada w dolinie Osławy, przez którą prowadzi nas czerwony szlak. W 1880 roku wieś Prełuki liczyła 46 domów i 316 mieszkańców. Stała tu wówczas cerkiew parafialna pw. św. Mikołaja, zbudowana w 1831 roku lub w 1842 roku. W okresie międzywojennym Prełuki liczyły 64 domy i 377 mieszkańców. Dzisiaj stoi tu zaledwie kilka zabudowań.

Prełuki.
Prełuki.
Prełuki.

O godzinie 10.20 przechodzimy mostem drogowym na drugi brzeg Osławy. Szosa zaczyna pokonywać grzbiet oddzielający dolinę Osławy od doliny Osławicy, wykorzystując niżej położoną przełęcz pomiędzy grzbietem Sokoliska (637 m n.p.m.), a znajdującym się na południu Karnaflowym Łazem (709 m n.p.m.). Czerwony szlak odbija zaś z drogi na zbocze grzbietu Sokoliska i stromo wspina się po nim. Po niedługim czasie osiągamy dość płaską wierzchowiną, ale trochę błotnistą. Ścieżki przeprowadzają nas lasem, obok bajor wypełniających zagłębienia, również na naszej drodze, przy których zadomowiła się knieć błotna (Caltha palustris L.) zwany powszechnie kaczeńcem. Kwitną okazałymi żółtymi kwiatami. Pięknie komponują się z zielenią lasu.

Most nad Osławą w Prełukach.
Most nad Osławą w Prełukach.

Osława z mostu w Prełukach.
Osława z mostu w Prełukach.

Grzbiet Sokoliska.
Grzbiet Sokoliska.

Na stokach Sokoliska.
Na stokach Sokoliska.

Las na Sokolisku.
Las na Sokolisku.

Wypłaszczenie grzbietowe.
Wypłaszczenie grzbietowe.

Knieć błotna (Caltha palustris L.).
Knieć błotna (Caltha palustris L.).
Knieć błotna (Caltha palustris L.) nad bajorami.

Grząska droga zejściowa.
Grząska droga zejściowa.

Wkrótce zaczynamy schodzić z grzbietu rozjeżdżoną drogą. O godzina 11.20 pokonujemy bród niewielkiego potoczku, szczycącego się nazwą Piwny. W połowie czerwca 1943 roku w zalesionej dolinie potoku Piwnego niemiecki okupant wymordował 28 Cyganów mieszkających wówczas w Komańczy.

Za potokiem Piwnym droga wychodzi między łąki. Na skrajach coś się rusza w rzadkich trawach, a to spłoszone naszymi krokami jaszczurki zwinki (Lacerta agilis) wygrzewające się na słońcu. My również możemy pozwolić sobie na takie niebiańskie leżakowanie. Spoglądając na napływające obłoki odpływamy, by uciąć sobie drzemkę. Przed godziną dwunastą musimy jednak ruszać bo jesteśmy umówieni w „domu jasnym”.

Potok Piwny.
Potok Piwny.
Potok Piwny.

Jaszczurka zwinka (Lacerta agilis).
Jaszczurka zwinka (Lacerta agilis).

Łąki przed Komańczą.
Łąki przed Komańczą.

Schodzimy między zabudowania Komańczy, na most nad Osławicą. O godzinie 11.55 dochodzimy do drogi wojewódzkiej nr 892 - skręcamy w prawo mijając kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku. W Komańczy działają jeszcze dwie inne świątynie: murowana cerkiew grekokatolicka przeniesiona do Komańczy w 1988 roku ze wsi Dysyńce oraz drewniana cerkiew prawosławna odbudowana po pożarze w 2006 roku (wcześniejsza pochodziła z 1802 roku, przed rokiem 1963 była kościołem greckokatolickim). Komańcza to miasteczko trzech religii, leżące na styku kultur, na granicy miedzy Bieszczadami i Beskidem Niskim. Mieszkają w niej osoby wyznania prawosławnego, greckokatolickiego i rzymskokatolickiego.

Po I wojnie światowej, gdy formowała się nowa polityczna mapa Europy Komańcza wraz okolicznymi wsiami (około 30 wsi) weszła w skład tzw. Republiki Komańczańskiej, która istniała od 5 listopada 1918 roku do 27 stycznia 1919 roku. Było to państewko utworzone przez jeden z wielu wówczas ruchów narodowościowych, w tym przypadku przez ludność łemkowską opowiadającą się za przynależnością do Ukrainy. Tak można o tym powiedzieć w dużym skrócie, bo w rzeczywistości jest to dość skomplikowana historia.

Osławica.
Osławica.

Kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku.
Kościół rzymskokatolicki pw. św. Józefa z 1950 roku.

Droga wojewódzka nr 892 w Komańczy.
Droga wojewódzka nr 892 w Komańczy.

Tymczasem o godzinie 12.15 docieramy pod wiadukt kolejowy. Schodzimy z szosy i przechodzimy pod wiaduktem. Asfaltową dróżką zmierzamy do Klasztoru Sióstr Nazaretanek, który opisywaliśmy na wstępie słowami saletyna ks. Zbigniewa Czuchry:
Jest w Komańczy dom jasny malowany nadzieją
i koronką z drzewa ozdobiony
szumem jodeł wiekowych i zapachem żywicznym
w każdej porze szczelnie otulony…
W dniu 29 października 1955 roku do Klasztoru Sióstr Nazaretanek przywieziono ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, gdzie był internowany do 28 października 1956 roku. Był to czwarty, ostatni już (po Rywałdzie Królewskim, Stoczku Warmińskim i Prudniku Śląskim) etap internowania Księdza Prymasa.

Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.
Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.
Przy dróżce Prymasa Tysiąclecia.

Czekamy chwilkę przed budynkiem klasztoru na umówione spotkanie. Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu założyła w 1875 roku w Rzymie bł. Franciszka Siedlecka, dla szerzenia Królestwa Bożej Miłości wśród ludzi, zwłaszcza w rodzinach. W Komańczy siostry pojawiły się 1 maja 1928 roku. Pięć sióstr zamieszkało wówczas w wynajętym domu. Podjęły tutaj szeroką działalność charytatywną wśród miejscowej, biednej ludności. Budowę obecnego klasztoru rozpoczęto w 1929 roku na działce w Komańczy-Letnisku ofiarowanej przez właściciela dóbr hrabiego Stanisława Potockiego. Przeżywamy tu duchowe spotkanie, każdy na swój sposób. W przeciągu dwóch lat powstał obiekt o typie pensjonatu uzdrowiskowego w stylu szwajcarskim. Siostry Nazaretanki wprowadziły się do niego w 1931 roku.

Odizolowanie od zgiełku świata i otoczenie przyrody sprawia, iż jest to miejsce idealne do refleksji dla każdego bez względu na poglądy, czy wiarę. Siostra opowiada o dziejach tego miejsca i o człowieku, który na zawsze wpisał się w jego historię - Prymasie Tysiąclecia. W 1986 roku przed budynkiem klasztoru odsłonięto jego pomnik.

Pomnik Kardynała Stefana Wyszyńskiego z 1986 roku.

Przed Klasztorem Sióstr Nazaretanek.
Przed Klasztorem Sióstr Nazaretanek.

Wprowadzeni zostajemy w mniejszych grupach (bo jest nas zbyt dużo) do kaplicy pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus, gdzie ołtarz zdobi obraz Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Jest na nim św. Józef i Matka Boża z Dzieciątkiem Jezus, a obok nich jest klęcząca św. Teresa od Dzieciątka Jezus, patronka tejże kaplicy kanonizowana przez papieża Piusa XI w 1925 roku. Obraz ten został namalowany przez jedną z sióstr nazaretanek w roku 1930.

Przechodzimy korytarzem, którego ściany pokryte są starymi, czarno-białymi fotografiami z czasów internowania Stefana Wyszyńskiego. Z drugiej strony korytarza znajduje się pokój, będący repliką tego na piętrze, w którym mieszkał kardynał w okresie internowania. Oglądamy w nim pamiątki przypominające pobyt Prymasa u Nazaretanek, sprzęty codziennego użytku, szaty liturgiczne, osobiste pamiątki i fotografie. Siostry jednak podkreślają, że nie starły się stworzyć w tym pokoju muzeum, lecz miejsce, w którym odwiedzający mogliby duchowo spotkać prymasa Wyszyńskiego.

Kaplica pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus.
Kaplica pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Pokój pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego.
Pokój pamięci kard. Stefana Wyszyńskiego.

W tym natchnionym, przepełnionym spokojem miejscu właściwie kończy się nasza czterodniowa wędrówka Głównym Szlakiem Beskidzkim. Jeszcze tylko krótka wizyta w bacówce, do której jeszcze wrócimy, gdy będziemy zaczynać kolejna wędrówkę. Ostatnie cztery dni były dla nas osobistą, sentymentalną wędrówką przez Bieszczady, zresztą chyba podobnie jak dla wielu innych uczestników. Jednak część osób z naszej grupy w Bieszczadach była po raz pierwszy w swoim życiu. Zapewne kiedyś też tu wrócą, by odbyć tak jak my taką sentymentalną podróż przez krainę magicznych wspomnień.

Podczas tego pobytu w Bieszczadach był czas na zabawę, czas na wędrówkę, poznawanie i przeżywanie. Takim prawidłom poddał się każdy turysta naszej ogromnej grupy i dzięki temu wszyscy razem, szczęśliwie dotarliśmy do celu Wielkiej Majówki w Bieszczadach. Dziękujemy Wam za to, że byliście wyrozumiali, zawsze wtedy kiedy trzeba było, za to, że promieniowaliście życzliwością i uśmiechem. Z takim ludźmi to przyjemność chodzić po górach. Przez takich ludzi bardzo tęskni się do kolejnej wyprawy, choć na tą zbyt długo czekać nam nie trzeba.

Znajdujemy się na przedsionku kolejnego pasma górskiego polskich Karpat. Bieszczady już za nami, a przed nami dziki (tak mówią) Beskid Niski, kraina ujmująca szczególnym spokojem, rozległa i wyjątkowa, cicha. Bieszczadom dziękujemy za to, że nam sprzyjały. Beskid Niski już otworzył swe progi i czeka. Czekamy i my, by dalej podążać za czerwonymi znakami wraz z kompanią.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas