Wyglądamy przez okno, potem wpatrujemy się w szklany ekran, gdzie właśnie prezentowana jest prognoza pogody na najbliższe dni. Już się do tego przyzwyczailiśmy, ale wspomnienia grudniowego czasu sprzed lat przynoszą pytanie: czyżby święta znów bez śniegu? Trochę białego puchu przydałoby się na ten wspaniały czas. Dobrze, że świąteczny klimat tworzymy sami w gronie rodziny, bliskich i przyjaciół, a ewentualny śnieg jest tylko dodatkiem.

Jednak nie wszystko może się bez niego odbyć. Zima to też czas białej jazdy, a ta bez śniegu jest zupełnie niemożliwa. Mróz jednak trzyma i właściciele stoków narciarskich mogą po części wyręczyć naturę za pomocą armatek śnieżnych. Tylko szkoda, że na okres świąt zapowiadana jest odwilż. Póki co pierwsze nartostrady gotowe i czekają na tych co nie ględzą, że to jeszcze nie czas na narty, bo śnieg nie odpowiedni, albo go za mało.

Na pobliskiej Śnieżnicy uruchomiona została na razie jej podstawowa trasa, mamy na niej 70 centymetrów śniegu. Więcej tutaj nie potrzeba, tym bardziej, że jak zwykle Śnieżnica była starannie przygotowywana od wielu dni.

Śnieżnica to jedna z tych stacji narciarskich, na których każdy znajdzie to czego oczekuje, bez względu na umiejętności. Jest też dogodną propozycją na rozpoczęcie sezonu. Jego charakterystykę opisywaliśmy podczas ubiegłorocznego pobytu na Górze Justyny Kowalczyk. Wygląda na to, że w tym roku będzie tu wszystko po staremu i nie ma co się powtarzać. Trzeba tylko poczekać jeszcze na otwarcie czerwonej trasy i oślej łączki. Jednak jeśli ośla łączka nie jest już nam nieodzowna, to bez względu na poziom umiejętności dostępna niebieska trasa z pewnością dostarczy wielu miłych chwil. Podstawowa niebieska trasa na Śnieżnicy zawsze zbierała bardzo pochlebne opinie sympatyków białej jazdy, bo daje tak wiele satysfakcji i radości, jak oglądanie zwycięstw Justyny Kowalczyk. Zaś czerwona trasa stanowi od ubiegłego roku ciekawe urozmaicenie, dlatego cierpliwie poczekamy aż pokryje ją śnieg.

Stok Śnieżnica na Śnieżnicy jest doskonałym miejscem na rozpoczęcie sezonu narciarskiego, jak też na każdą jego chwilę, oczywiście dopóty, dopóki nie przyjdą roztopy. Jeśli jednak oprócz narciarstwa lubimy też pieszą wędrówkę górską, to Śnieżnica urzekać nas może cały rok, bo „Jako róża jest najpiękniejszą i najwonniejszą z kwiatów, tak i tę górę można uznać za najpiękniejszą ze swego układu, jako i z widoków i pięknego spaceru”, jak pisał o niej podróżnik Jan Nepomucen Rostworowski.

Oprócz wspaniałego dnia narciarskiego doznaliśmy dziś niezwykłych wrażeń wizualnych. Stoki Śnieżnicy zostały zalane najprawdziwszym morzem mgieł (ang. sea of fog, niem. nebelmeer). Wystawały z niego tylko najwyższe wyspy Beskidu Wyspowego. Podczas zjazdów wpadaliśmy w jego białą otchłań, w której na nasze szczęście utrzymywała się całkiem niezła widoczność. Stan taki utrzymał się niemal do samego zachodu słońca, co było zaskoczeniem. Spotykaliśmy się już z takim zjawiskiem, ale wówczas morze mgieł rozpływało się pod wpływem pierwszych promyków słońca. Nie działo się jednak tak tym razem. Dzisiejszego dnia słońce izolowała wysokopienna warstwę chmur, a całemu zjawisku towarzyszyła odczuwalna inwersja temperatur. Na górnej stacji mieliśmy -3°C, a na dolnej jakieś 5 stopni mniej.

I tak w tej bajecznej scenerii śmigaliśmy kilka godzin, a gdy nastawał już zmrok stok rozświetliły światła sztucznego oświetlenia. Wówczas morze chmur zaczęło rozpływać się. Poczuliśmy nową magię Śnieżnicy, ale nasz czas już niestety kończył się. Karnety mieliśmy do godziny 16.00. Mało było, ale przecież sezon narciarski dopiero się zaczął.

Śnieżnica.
Na początku trasy.

Śnieżnica.

Śnieżnica.
Grupa Ciecienia.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.
Lubomir (z lewej) i Wierzbanowska Góra (z prawej).

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica.

Śnieżnica. Dolna stacja wyciągu narciarskiego.
Dolna stacja wyciągu narciarskiego.

Śnieżnica.
Końcowy odcinek trasy.

Śnieżnica.
Koniec trasy.

Śnieżnica. Słońce przed zachodem.
Słońce przed zachodem.

Śnieżnica. Zapada zmrok.
Nadchodzi zmrok.



GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Ponad morzem mgieł



Prawdziwi sympatycy gór nie rozstają się z nimi nawet zimą. Sezon górski dla nich trwa, a zmienia się jedynie ubiór i wyposażenie. Z szafy wyciągamy rakiety, raki, a także czekan, jeśli jest taka potrzeba. Góry zimą otwierają też inne możliwości aktywności - narty. Ich wielbiciele czekają kilka miesięcy by je znów założyć i poszusować po górskich stokach. Wówczas to dwie pasje, gór i nart integrują się wzajemnie i gdy tylko pierwszy śnieg poprószy już wertujemy serwisy narciarskie w poszukiwaniu miejsc, do których wybierzemy się niebawem. W naszym zainteresowaniu są oczywiście miejsca sprawdzone, do których przekonaliśmy się podczas wcześniejszych pobytów, ale też z ogromnym zainteresowaniem przyglądamy się innym kurortom narciarskim, w których jeszcze nie byliśmy. Zresztą podobnie jak podczas planowania górskich wędrówek pieszych - dążymy sympatią stare, sprawdzone trasy, ale też poszukujemy szlaków, po których jeszcze nie dreptaliśmy. Jest to najzwyczajniejsza, ludzka chęć poznania nowego.

Poszukując tras narciarskich dla siebie zwrócić uwagę musimy na ich poziom trudności, aby był optymalny dla posiadanych umiejętności, bo to jest podstawowym czynnikiem, że jazda sprawi nam radość i przyjemność. Od 31 grudnia 2011 roku w Polsce obowiązuje trójstopniowy system określania poziomu trudności narciarskich tras zjazdowych i nartostrad, który znakowany jest kolorami niebieskim, czerwonym i czarnym. Wcześniej obowiązywał system czterostopniowy, w którym wyodrębniano trasy bardzo łatwe znakowane kolorem zielonym. Obecnie są one klasyfikowane do grupy łatwych i znakowane na niebiesko. W skali klasyfikacji stopnia trudności trasy decydującymi czynnikami są ukształtowanie terenu, zalesienie, zabudowania oraz inne obiekty znajdujące się w bezpośredniej bliskości trasy.

Skala stopni trudności tras narciarskich obowiązująca w Polsce
Stopień trudności
Kolor
oznakowania
Parametry
średnie nachylenie
maksymalny
stopień nachylenia
A
łatwe
niebieska trasa narciarska
do 21%
(do 12°)
do 30%
(do 17°)
B
trudne
czerwona trasa narciarska
do 29%
(do 16°)
do 40%
(do 22°)
C
bardzo trudne
czarna trasa narciarska
powyżej 29%
(powyżej 16°)
powyżej 40%
(powyżej 28°)
Na podstawie Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 29 grudnia 2011 roku
w sprawie stopni trudności narciarskich tras zjazdowych, biegowych i nartostrad oraz sposobu ich oznaczania.

Za granicą system klasyfikacji tras narciarskich generalnie oparty jest o taki sam kod kolorów, ale istnieją różnice w kryteriach klasyfikowania.

Skupmy się jednak na krajowych stokach oraz dostępnych trasach najtrudniejszych. W Polsce istnieje kilkanaście tras dla zaawansowanych narciarzy, a kilka z nich stanowi prawdziwe wyzwanie - „najczarniejsze” z czarnych. Ale po kolei - zaczynajmy od tego co łatwiejsze. Ranking tras narciarskich ułożony od najłatwiejszej do najtrudniejszej stanowiłby swego rodzaju plan kolejnych etapów wtajemniczenia narciarskiego, choć na pewno obarczony subiektywnymi odczuciami autora, który nie wszędzie jeszcze był, a chciałby być.

Niektóre ośrodki narciarskie położone są w regionach tak bardzo odległych od miejsca zamieszkania, że jednodniowy wypad staje się nieopłacalny lub w ogóle niemożliwy do zrealizowania. W takiej sytuacji pozostaje wyjazd wielodniowy, weekendowy lub dłuższy. I zapewne warto o takim pomyśleć, szczególnie w przypadku kurortów narciarskich, takich jak np. Karpacz, czy Szklarska Poręba, które mają zarówno piękne i zróżnicowane stoki z malowniczymi plenerami (wystarczy pooglądać galerie fotograficzne), jak też same w sobie mają wiele innych atrakcji do zaoferowania. No i pozostaje zorganizowanie sobie noclegu, ale z tym chyba nie ma obecnie większych problemów, choć oczywiście dodatkowo to kosztuje. Naprzeciw wychodzą nam portale i serwisy, gdzie można szybko znaleźć nocleg, począwszy od gościńca po hotele o odpowiadającym nam standardzie i cenie.


A oto lista najtrudniejszych stoków narciarskich w Polsce, wszystkich polskich czarnych tras jakie oferują polskie stacje i kurorty narciarskie, na której znalazła swoje miejsce również jedna czerwona. Kolejność ich wymienienia nie jest przypadkowa, obciążona subiektywnym spojrzeniem autora i innych sympatyków białego szaleństwa. Trzeba pamiętać, iż odczucia o trudności trasy uzależnione są nie tylko od charakterystyki trasy, ale też po części od panujących warunków na stoku, w tym śniegowych, atmosferycznych, zamuldzenia, itp. Przegląd zacznijmy od trasy najłatwiejszej.

Jeleniewo, Jesionowa Góra - trasy: A -„Czarna”, B - „Wąwóz”

Zaczniemy od ośrodka narciarskiego położonego zupełnie poza obszarem górskim. Przenieśmy się na chwilkę na Suwalszczyznę do w Jeleniewa, gdzie istnieją dwie trasy narciarskie sklasyfikowane do grupy bardzo trudnych. Zlokalizowane są na stokach Jesionowej Góry wznoszącej się nad przepiękną kotliną polodowcową, w której rozlewa się Jezioro Szelment. Owe trasy to „Wąwóz” o długości 500 m i różnicy wzniesień 60 m oraz „Czarna” o długości 400 m i różnicy wzniesień 60 m.

Jaworki-Homole - trasa nr 8

W pięknych pienińskich krajobrazach mamy czarną trasę w ośrodku Arena Narciarska „Jaworki-Homole”. Liczy ona około 900 m i ma tylko 13% średniego nachylenia. Jednak nie jest ratrakowana, dlatego przeznaczona dla doświadczonych narciarzy potrafiących radzić sobie w trudnych warunkach i świeżym śniegu. Stąd oznaczenie czarnym kolorem.

Rabka-Zdrój, Maciejowa - trasa nr 3

Czarne oznaczenie ma początkowy fragment o długości 350 m, biegnący wzdłuż orczyka, który później przechodzi w niebiesko-czerwone oznaczenia. Mniej wprawni maja do dyspozycji równolegle idące trasy czerwoną i niebieską.

Laskowa, Kamionna - fragment głównej trasy

Czarnym kolorem oznaczono około 100 metrowy odcinek, który stanowi alternatywny wariant głównej trasy, położonej na terenie stacji narciarskiej „Laskowa-Kamionna”.

Szczyrk, Beskidek - „Beskidek”

Szczyrk słynie z różnorodnych tras narciarskich, wśród których znajdziemy kilka bardzo wymagających. Trzy z nich oznakowane są jako bardzo trudne. Najkrótsza z nich znajduje się na terenie Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego „Beskidek”. Położona jest na północno-wschodnich zboczach Beskidka i ma długości 730 m, a jej średnie nachylenie wynosi 25%. Do pozostałych czarnych tras w Szczyrku jeszcze wrócimy.

Korbielów, Pilsko - trasa nr 7

Ośrodek Narciarski „Pilsko” w Korbielowie jest najwyżej położonym ośrodkiem narciarskim w Polsce poza Tatrami. Znajdująca się tu czarna trasa oznaczona jest numerem 7. Biegnie spod Schroniska PTTK na Hali Miziowej z 1300 m n.p.m. na położoną niżej na 1060 m n.p.m. Halę Szczawiny. Posiada 1000 m długości i średnie nachylenie 24%.

Zakopane-Harenda, Rafaczańska Grapa - trasa nr 1

Wstępujemy po raz pierwszy do Zakopanego. Na południowych zboczach Rafaczańskiej Grapy, znajdującej się na grzbiecie Pogórza Gubałowskiego znajduje się czarna trasa o długości 900 m i przewyższeniu 210 m, co daje 23% średniego nachylenia. Posiada ona homologację FIS do slalomu. Jest to najbardziej wymagająca trasa Ośrodka Narciarsko Rekreacyjnego „Harenda” zlokalizowanym na osiedlu Harenda w Zakopanem. Oprócz wrażeń narciarskich, stoki Rafaczańskiej Grapy dostarczą mam, znakomitych plenerów na najwyższe szczyty Tatr. Przy ładnej pogodzie przykuwają one uwagę narciarza, ale nie dajmy się im zwieść podczas zjazdu, bo trasa Harendy wymaga skupienia.

Jurgów, Górków Wierch - trasa nr 5

W Centrum Rekreacji i Wypoczynku „Hawrań” położonym u stóp Tatr Bielskich, w miejscowości Jurgów, tuż przy granicy ze Słowacją mamy kolejną czarną trasę. Ta stosunkowo młoda stacja narciarska szybko zyskała uznanie wśród miłośników białego szaleństwa, zarówno dzięki bardzo dużej różnorodności świetnie przygotowanych tras, jak też kapitalnemu widokowi na Tatry. Szczególnie olśniewająca jest panorama Tatr Bielskich, które wydają się być stąd na wyciągniecie ręki. Stacja „Hawrań” zlokalizowana została na polskich zboczach Górków Wierchu, jednego ze wzniesień Magury Spiskiej. Znajdująca się na jej terenie czarna trasa oznaczona jest numerem 5 i ma 950 m długości. Jej średnie nachylenie wynosi tylko 21%, co wynika z dość płasko biegnącego odcinka początkowego trasy. Dalsza jej część budzi już ogromny respekt.



Krynica-Zdrój, Jaworzyna Krynicka - trasa „5”

Kompleks narciarski „Jaworzyna Krynicka” szczyci się nowoczesną kolejką gondolową i szeregiem świetnie przygotowanych tras zjazdowych o różnej skali trudności. Wśród nich mamy czarną oznaczoną numerem 5 - stromą i szeroką trasa, posiadająca slalomową homologację FIS. Ma 1000 m długości, 262 m różnicy poziomów oraz 26% średniego nachylenia.

Wisła, Stożek Wielki

Ponad perłą Beskidów wznosi się Stożek Wielki. Po jego wschodnich zboczach schodzi kilka tras narciarskich, które w swym środkowym odcinku mają oznaczenie czarne. Ich średnie nachylenie wynosi 22 i 30% w zależności od wariantu przejazdu wokół wysepki leśnej. Trasy te są fragmentami dłuższych tras o długości 800 m i 1100 m, które w górnej części mają oznaczenie czerwone, a w dolnej niebieskie. Obie te trasy charakteryzuje 240 m przewyższenia.

Będąc na terenie Ośrodka Narciarskiego „Stożek” nie można nie wspomnieć o trudnej trasie, na której wytyczono slalom gigant z automatycznym pomiarem czasu. Jest ona dostępna dla każdego chętnego, pragnącego sprawdzić się między tyczkami.

Sienna, Czarna Góra - trasa „A”

Przenosimy się w Sudety. Znajduje się tam wysoki, stromy szczyt Czarnej Góry, kontrastujący z szeroką kopułą Śnieżnika jest doskonale widoczny z niemal całej ziemi kłodzkiej. Na jej północno-wschodnim zboczu, w bezpośredniej okolicy wsi Sienna zlokalizowano duży kompleks narciarski. Wśród oferowanych tras mamy emocjonującą trasę „A” o długości 1367 m i średnim nachyleniu 28%. Rozpoczyna się z samego szczytu na wysokości 1205 m n.p.m., a kończy na 826 m n.p.m. Posiada ona wiele homologacji FIS - do slalomu, slalomu giganta i supergiganta.

Karpacz, Kopa - „Liczyrzepa”

W najwyższym paśmie Sudetów, w sąsiedztwie Śnieżki mamy „Liczyrzepę” w Karpaczu. Trasa nazwana została imieniem legendarnego ducha gór. Zaliczana jest do królewskich w regionie Karkonoszy i przeznaczona dla doświadczonych narciarzy, którzy pewnie czują się na nartach. Rozpoczyna się pod szczytem Kopy na wysokości 1350 m n.p.m. Liczy 1030 m długości i 30% średniego nachylenia. Najbardziej stromy jest jej górny odcinek.

Szczyrk, Małe Skrzyczne - trasa 5 „Bieńkula”

Trasa „Bieńkula” jest dość szeroka, przez co nie wygląda bardzo groźnie, ale to tylko pozory. Brawura na tej trasie nie popłaca. Historia odnotowała na niej wypadki śmiertelne z powodu wypadnięcia z trasy. W jednym z nich zginął nawet doświadczony instruktor narciarstwa. „Bieńkula” poprowadzona jest z Hali Skrzyczeńskiej z wysokości 1022 m n.p.m. po zboczach Małego Skrzycznego do Czyrnej położonej 618 m n.p.m. Jej długość wynosi 1520 m, a średnie nachylenie 27%. „Bieńkula” ma homologację na slalom gigant.

Szczyrk, Małe Skrzyczne - trasa 11 „Golgota” (czerwona)

Będąc przy „Bieńkuli” nie można nie wspomnieć o innej tutejszej trasie nr 11 zwanej „Golgotą”. Jej nazwa pochodzi jeszcze z czasów, gdy nie była ratrakowana i usłana była muldami. Posiada ona średnie nachylenie 29%, a więc pod tym kątem mieści się jeszcze w grupie stoków klasyfikowanych jako czerwone. Nie mniej zaliczyć należy ją należy do trudniejszych. „Golgota” posiada homologację na slalom.



Szczyrk, Skrzyczne - trasa „FIS”

Jest to najdłuższa czarna trasa w Polsce - ma 2850 m n.p.m. długości. Nazywana jest „FIS”, choć obecnie nie posiada homologacji, ale czynione są starania o przywrócenie tej licencji do rozgrywania zawodów rangi międzynarodowej. Charakterystyka tego stoku zezwalała niegdyś na rozgrywanie biegu zjazdowego i w tym aspekcie był to jedyny tego typu stok w Polsce. Historia tej skrzyczeńskiej trasy zaczęła się już w latach 30-tych XX wieku, kiedy powstał jej zalążek, potem dokonano jej poszerzenia oraz przebudowano dla spełnienia wymagań FIS. Obecnie wchodzi w skład kompleksu narciarskiego Ośrodka Narciarskiego Centralnego Ośrodka Sportu - Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Szczyrku. Trasa ta poprowadzona jest po północnym zboczu Skrzycznego z wysokości około 1240 m n.p.m. Swój bieg kończy 650 m niżej w przysiółku Dunacie. Jej średnie nachylenie 22,8% nie jest imponujące, jednak nim wpadnie ona w doliny, jej górna cześć ma średnie nachylenie 30%. Znajduje się tam również słynny „grzebień”, nie raz spędzający alpejczykom sen z powiek.

Szklarska Poręba, Szrenica - trasa „1” FIS

Ponad Szklarską Porębą w ośrodku SkiArena położonego na stokach Szrenicy najtrudniejszą z tras jest ta oznaczona numerem 1, posiadająca homologację FIS. Zaczyna się pod szczytem Szrenicy na wysokości 1302 m n.p.m. a kończy na 792 m n.p.m. Ma długość 2000 m i średnie nachylenie to 25,5% - niby normalka, ale w jej początkowym fragmencie znajduje się mrożąca krew tzw. „Ściana”, której nachylenie dochodzi do 50%. Nie rzadki jest w tym miejscu widok zsuwającego się, staczającego lub turlającego narciarza w wyniku upadku, a stromość „ściany” pozwala się zatrzymać dopiero pod nią.

Zakopane, Nosal - trasa „K”

Legendarna trasa „K” na reglowym wzniesieniu Nosal uważana jest przez niektórych za najtrudniejszą trasę narciarską w Polsce. Kiedyś posiadała slalomową homologację FIS, ale z powodu małej szerokości utraciła ją na początku lat 90-tych XX wieku. Ta czarna trasa charakteryzuje się najwyższym średnim nachyleniem w kraju, które wynosi 35%. Nachylenie tego stoku ustępuje jedynie fragmentowi jedynki SkiArena na Szrenicy zwanej „ścianą”. Trasa na Nosalu rozpoczyna się niedaleko szczytu na wysokości około 1150 m n.p.m., a kończy swój bieg na wysokości około 920 m n.p.m. Cała trasa liczy 650 m długości, a różnica poziomów wynosi 230 m. Długość ta nie jest imponująca, ale zjazd wymaga ciągłej uwagi, nie tylko ze względu na stromość, ale również na muldy, które nie należą tu do rzadkości. Nosal przyciąga również mniej doświadczonych narciarzy, którzy walcząc ze stromością stoku deformują przy okazji jego nawierzchnię.

Zakopane, Kasprowy Wierch - trasa „Goryczkowa”

I w końcu jesteśmy na najsłynniejszej narciarskiej górze w Polsce. Kasprowy Wierch leżący niemal pośrodku Tatr stanowi marzenie każdego sympatyka nart. Najbardziej spektakularne widoki, piękna dzika przyroda okryta naturalnym śniegiem - to coś co daje poczuć alpejskie klimaty. Do dyspozycji narciarzy na Kasprowym Wierchu znajdują się dwie trasy narciarskie i dwie koleje krzesełkowe w kotle Gąsienicowym i Goryczkowym. Zaś na jego szczyt wyjeżdżamy wagonikiem kolejki linowej.

Bardziej malowniczą wydaje się być trasa schodząca do kotła Goryczkowego. Jednocześnie też sprawia wrażenie łatwiejszej. Rozpoczyna się ona na południowo-zachodnim zboczu Kasprowego Wierchu - nieco pod jego wierzchołkiem, na wysokości około 1950 m n.p.m., a kończy na wysokości 1348 m n.p.m. Liczy około 2200 długości, a przejazd jej głównym wariantem może trwać nawet 20 minut. Średnie nachylenie to około 30%. Oprócz stromizny stoku, małej szerokości niektórych odcinków mamy w tym przypadku do czynienia z nieprzyjaznym wysokogórskim otoczeniem - dlatego jesteśmy tu blisko warunków ekstremalnych. Trzeba bardzo uważać, bo jazda na nartach w kotle Goryczkowym bywa na pograniczu ekstremalności. Mimo, że trasa ta jest obecnie ratrakowana, możemy nieoczekiwanie trafić na teren silnie zlodzony, albo muldy rozmaitej wielkości.

Przedłużeniem tej trasy jest nartostrada „Goryczkowa” , którą można zjechać do zakopiańskich Kuźnic. Cały zjazd przedłuża się wtedy do około 5 km. Nartostrada jest dość długa, ale stanowi ona dla zjeżdżających odpoczynek po trudnościach trasy Goryczkowej biegnąc łagodnie przez świerkowy las, po za jednym wyjątkiem wymagającym większej koncentracji - jest to krótka serpentyna zwana Esicą.

Zakopane, Kasprowy Wierch - trasa „Gąsienicowa”

Po drugiej stronie Kasprowego Wierchu mamy drugą spektakularną trasę. Zdania są podzielone, która jest piękniejsza, która trudniejsza. W naszym uznaniu piękniejsza jest „Goryczkowa”, bo bardziej urozmaicona, ale większe wymagania przy zjeździe jej najtrudniejszym wariantem stawia „Gąsienicowa”.

Trasa „Gąsienicowa” poprowadzona jest z Kasprowego Wierchu w kierunku północno-wschodnim do kotła Gąsienicowego. Jej blisko półtorakilometrowy odcinek schodzi z wysokości 1985 m n.p.m. do 1633 m n.p.m. Jego średnie nachylenie wynosi w przybliżeniu 25% i mimo, że jest ono mniejsze od trasy „Goryczkowej”, to daleko odbiega od faktycznej stromości początkowego odcinka znajdującego się najbliżej górnej stacji wyciągu krzesełkowego. Sam jego widok z górnej krawędzi pod szczytem mrozi krew w żyłach, a szczególnie tym, którzy po raz pierwszy stają na niej. Operowanie średnim nachyleniem trasy w tym miejscu wydaje się nieporozumieniem. I dlatego też większość osób decyduje się po chwili zjechać trawersem w stronę Beskidu, gdzie teren jest zdecydowanie mniej nachylony. Zaś pewni swoich umiejętności doświadczają prawdziwego odlotu i nieprzeciętnych emocji puszczając się w otchłań Gąsienicowego kotła.

Podobnie jak po stronie kotła Goryczkowego i tu możemy przedłużyć sobie zjazd do samego Zakopanego, korzystając z czerwonej nartostrady „Gąsienicowa”, która jest przedłużeniem czarnej trasy „Gąsienicowej”. Łączna długość takiego zjazdu wynosić będzie ponad 8 km.





Na chwilę obecną to by było na tyle jeśli chodzi o czarne trasy narciarskie w Polsce. Na świecie istnieją trasy dużo stromsze, których sam widok przysparza sporej dawki adrenaliny, a umysł zastanawia się, czy zamiast nart nie bardziej przydałyby się skrzydła, tak jak na szwajcarskim „Mur de Chavanette”, czy austriacką „Harakiri”, ale o tym może innym razem. Na zakończenie zapamiętajmy, że czarne trasy przeznaczone są tylko dla zaawansowanych narciarzy o sporych umiejętnościach. Jeśli jednak ktoś znajdzie się na takiej trasie, choć nie powinien, rady są takie:
  • ograniczać maksymalnie prędkość wycinając ciasno skręty tak, aby nawet lekko podjeżdżać pod górę dla wyhamowania zjazdu,
  • w razie czego lepiej sprowokować kontakt ciała ze śniegiem, niż wjechać w kogoś czy wypaść z trasy.


TRASA:
Toporowa Cyrhla (1000 m n.p.m.) czerwony szlak Hala Kopieniec (1117 m n.p.m.) czerwony szlak Psia Trawka (1197 m n.p.m.) czerwony szlak Rówień Waksmundzka (1416 m n.p.m.) czerwony szlak Polana pod Wołoszynem (1263 m n.p.m.) czerwony szlak Droga Oswalda Balzera (1085 m n.p.m.) czerwony szlak Wodogrzmoty Mickiewicza (1116 m n.p.m.) czerwony szlak Schronisko PTTK przy Morskim Oku (1399 m n.p.m.) czerwony szlak Wodogrzmoty Mickiewicza (1116 m n.p.m.) czerwony szlak Palenica Białczańska (989 m n.p.m.)

OPIS:
Człowiek poszukując dogodnych warunków dla swojego bytowania wędrował po świecie od zarania swoich dziejów. Nawet wtedy gdy począł prowadzić bardziej osiadły tryb życia wciąż musiał wędrować by polować lub wypasać stada. Ostatnią spektakularną wędrówką człowieka była migracja ludu wołoskiego. Jednak w pewnym momencie człowiek zaczął też wędrować dla własnej przyjemności, skupiając się na wartościach poznawczych względem otaczającego świata. Kiedy to nastąpiło - trudno powiedzieć, lecz bez wątpienia ktoś dał takim wędrówkom początek. Człowiek rozpoczął wędrować w zupełne nowym celu niż kiedykolwiek wcześniej, nie z musu, lecz dla własnej przyjemności, co dziś sklasyfikowalibyśmy jako turystykę pieszą.

Dla nowej idei wędrówek człowiek zapragnął organizować się i zrzeszać, a to też wpływało na wzrost zainteresowania tego typu aktywnością. Na ziemiach polskich stało się to w czasach, kiedy Polska znajdowała się pod zaborami, w XIX wieku. Wówczas to na Podhalu pojawili się ludzie, których oczarowała kultura górali i Tatry, a także całe Podhale. A że byli to ludzie publicznie znani i wybitni szybko wieść ta rozniosła się. Za nimi przybywali więc inni, by przekonać się na własne oczy o urodzie tatrzańskich wierchów i dolin. Wpłynęło to zarówno na rozwój Zakopanego leżącego u stóp Tatr, jak też stworzyło podwaliny dla turystycznej infrastruktury. Wzrosło m.in. znaczenie przewodnictwa tatrzańskiego, które stało się podporą wędrówek po dzikich i mało znanych wówczas Tatrach, w których nie było wtedy żadnych znakowanych szlaków, podobnie zresztą jak w innych regionach ziem polskich.

I przyszedł 3 sierpnia 1873 roku. W efekcie rosnącego zainteresowania Tatrami i wszystkim tym, co z nimi było związane, pewne grono polskich miłośników wędrówek górskich założyło pierwszą organizację turystyczną na ziemiach polskich. Udało się to zrobić pomimo tego, że Polska znajdowała się wówczas pod zaborami. Ziemie o których mowa były we władaniu austriackim, ale Austriacy okazali się w tym przypadku dość przychylni. W ten sposób powstało Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie z siedzibą w Nowym Targu. Jego założycielami było wielu znanych i zasłużonych dla gór  m.in. dr Tytus Chałubiński, ks. Józef Stolarczyk, Feliks Pławicki, Eugeniusz Janota, Ludwik Eichborn, Franciszek Nowicki, Walery Eljasz-Radzikowski. Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie rozwijało się od samego początku bardzo prężnie i dynamiczne. W maju 1874 roku stowarzyszenie zmienia nazwę na Towarzystwo Tatrzańskie, tak by nadać mu charakter ogólnopolski, a jego siedziba zostaje przeniesiona do Krakowa. Jak wiemy, później nastąpiła jeszcze jedna zmiana nazwy stowarzyszenia na Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, co stało się możliwe dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Rok 1873 jest zatem przełomowy dla polskiej turystyki górskiej, jak też w ogóle pieszej. Towarzystwo Tatrzańskie ukierunkowuje swoją działalność na aspekty poznawcze polskich gór, jak też na ich popularyzację z uwzględnieniem ochrony przyrody i wspierania rozwoju regionu, ustala nurt dla rozwoju turystycznego w polskich Tatrach. W kolejnych latach zawiązuje się wiele filii Towarzystwa Tatrzańskiego na terenie ówczesnej Galicji, jak też w jej sąsiedztwie, obejmując swym zasięgiem inne obszary górskie poza Tatrami. Wtedy też okazało się, że Towarzystwo Tatrzańskie stało się organizacją integrującą Polaków z trzech zaborów, a Tatry stały się swego rodzaju nieoficjalną ostoją polskości, co wyraził w swoim sonecie „Tatry” współzałożyciel Towarzystwa Tatrzańskiego - poeta Franciszek Henryk Nowicki:
Tatry!... czemuż jak siedzib szukające ptaki
Myśli moje ku waszej zamarłej pustyni
Lecą przez mgłę tęsknoty i przez marzeń szlaki?

O pustyni tatrzańska! bo na tym obszarze
Całej mojej ojczyzny - o skalna świątyni -
W tobie jednej są jeszcze - swobody ołtarze!
Zaraz po swoim powstaniu, w roku 1874 Towarzystwo Tatrzańskie zbudowało nad Morskim Okiem pierwsze swoje schronisko, a niedługo potem powstają inne. Wówczas to pojawiła się potrzeba umieszczenia znaków orientacyjnych na ścieżkach. W 1880 roku Leopold Wajgel za pomocą drogowskazów znakuje pierwszy polski szlak na trasie Żabie – Krasny Łuh – Howerla.

Walery Eljasz Radzikowski.
W Tatrach pierwszy szlak turystyczny powstał w 1887 roku. Wytyczył go Walery Eljasz-Radzikowski, oznaczając nim drogę do Schroniska nad Morskim Okiem z Toporowej Cyrhli - niewielkiej osady oddalonej od centrum Zakopanego o jakieś 6 km. Wtedy był to obszar właściwie nie zamieszkały, pokryty polanami, pastwiskami i łąkami. Obecnie jest najwyżej położonym osiedlem Zakopanego. Znaki naniesione przez Walerego Eljasza-Radzikowskiego miały postać pojedynczego czerwonego paska, a do ich wymalowania użyty został cynober (siarczek rtęci HgS). Później dla poprawy widoczności do malowanych znaków dokładany był dodatkowy biały pasek, zaś stosowany obecnie sposób znakowania szlaków w postaci dwóch białych pasków z kolorowym w środku opracowano dopiero w roku 1924.


Ów pierwszy szlak tatrzański istnieje do dziś, wciąż utrzymany w kolorze czerwonym, który podkreśla jego dawną wagę, bo jak wiemy czerwonym kolorem znaczy się zwykle szlaki główne. W latach swojego powstania szlak z Toporowej Cyrhli miał na pewno duże znaczenie, gdyż łączył rozwijające się intensywnie Zakopane z bodaj najbardziej spektakularną doliną tatrzańską po polskiej stronie. Dziś wycieczkę nad Morskie Oko możemy sobie zorganizować wygodniej i podjechać busem do Palenicy Białczańskiej, ale dla szukających ciszy i spokoju stary czerwony szlak jest wciąż lepszą alternatywą pozwalającą obcować z niezmienioną naturą.

Dla odszukania początku czerwonego szlaku w Toporowej Cyrhli musimy cofnąć się szosą Oswalda Balzera od przystanku busa w kierunku Zakopanego. Zajmuje to jakieś 5 minut i jest to bardzo widokowe 5 minut. Jako że Toporowa Cyrhla jest najwyżej położonym zakopiańskim osiedlem - od 950 do 1040 m n.p.m. - widoki z niego są wyborne, szczególnie dzisiejszego poranka, kiedy niebo jest  błękitne, a wstające słońce stopniowo wypełnia blaskiem doliny. Wspaniale stąd widać Rów Podtatrzański, nad którym na zachód ciągnie się szpaler tatrzańskich szczytów z wyniosłym Giewontem. U jego stóp położone jest centrum Zakopanego. Po drugiej stronie Rowu Podtatrzańskiego wznosi się wał Pasma Gubałowskiego. Zaś na północnym zachodzie, gdzie w Paśmie Gubałowskim znajduje się Furmanów Wierch (1022 m n.p.m.), dalej za nim wznosi się masywna sylwetka ośnieżonej Babiej Góry. Powietrze jest tak klarowne, że Babia Góra do złudzenia wygląda tak jakby była tuż, tuż niedaleko. Zbocze na którym stoimy opada do Rowu Tatrzańskiego, a pokrywają go zabudowania Toporowej Cyrhli, w tym liczne pensjonaty i Kościół Miłosierdzia Bożego.

Rów Podtatrzański z Toporowej Cyrhli w stronę Zakopanego.
Rów Podtatrzański z Toporowej Cyrhli w stronę Zakopanego.

Szosa Oswalda Balzera. Marsz na początek czerwonego szlaku.
Szosa Oswalda Balzera. Nieco niżej znajduje się początek czerwonego szlaku.
Przed nami widać wyniosły Giewont.

Furmanów Wierch (1022 m n.p.m.), a za nim Babia Góra (1725 m n.p.m.).
Furmanów Wierch (1022 m n.p.m.), a za nim wznosi się Babia Góra (1725 m n.p.m.).

Panorama na Babią Górę (z lewej) i Pasmo Policy (z prawej) z Toporowej Cyrhli.

Toporowa Cyrhla. Kościół Miłosierdzia Bożego.
Toporowa Cyrhla. Kościół Miłosierdzia Bożego.

Dzień zaczyna się cudnie. Na początku szlaku jesteśmy o godzinie 8.10. Jest to nieco później niż planowaliśmy, ale było trochę trudniej dostać się tu, bo poza sezonem letnim jeździ tu znacznie mniej busów. Zaplanowana trasa nie jest krótka i choć dzień już krótki z czołówkami w plecaku idziemy bez obaw. Podchodzimy skarpę nad drogą i upajamy się jeszcze widokami, bo za chwilę wejdziemy w las, a ten towarzyszył nam będzie dłuższy czas.

Szlak i cały teren wokół pokryty jest warstwą białego puchu. Nie jest ona gruba, bo sięga nieco ponad kostki, ale oddaje już zimowe klimaty. Poza tym panuje siarczysty mróz, a temperatura wynosi -15°C. Po wejściu do lasu robi się jakby cieplej, a w marszu mróz nie jest bardzo dokuczliwy.

Nasz czerwony szlak wiedzie na początku wspólnie z zielonym. Idziemy lekko pod górę. Niebawem zielony szlak odchodzi od nas w prawo na Wielki Kopieniec. Niedługo potem przechodzimy przez trochę zakrzaczoną polanę, ze zniszczonymi pozostałościami drzew leśnych. Znajdujemy się powyżej dwóch Toporowych Stawków, które ze szlaku nie są widoczne. Szlak omija je ze względu na ścisłą ochronę. Występuje w nich flora i fauna o niespotykanej różnorodności jak na jeziorka tatrzańskie. Rozmnaża się w nich wiele gatunków płazów: salamandra plamista, traszka zwyczajna, traszka karpacka, traszka górska, kumak górski, ropucha szara i żaba trawna.

Na szlaku z Toporowej Cyrhli.

Na szlaku z Toporowej Cyrhli.

Po wejściu do lasu szlak chwilę pnie się ostrzej w górę, po czym schodzi w dół doliny przez którą płynie Suchy Potok. Pomiędzy drzewami prześwituje słońce, które chwilami oślepia nas swym blaskiem. Las jest jednak przeważnie bardzo gęsty i zazwyczaj nikniemy w jego cieniu. Otacza nas głusza i niezwykła, jak na las, bezwietrzna cisza. Jednak świeże ślady na śniegu zdradzają, że nie jesteśmy jedynymi wędrowcami na szlaku. Od Toporowej Cyrhli maszeruje przed nami jeszcze dwójka innych wędrowców.

Na szlaku z Toporowej Cyrhli.

O godzinie 9.30 drewnianym mostkiem przeprawiamy się przez Suchy Potok. Chwilkę później szlak nasz krzyżuje się z utwardzoną drogą, którą biegnie czarny szlak z Brzezin do Schroniska PTTK „Murowaniec”. Miejsce to nazywa się Psią Trawką (1188 m n.p.m.). Nazwa ta pozostała po dawnej  polanie, po której został już tylko nikły skrawek, a kiedyś porastała ją  pospolicie występująca na tatrzańskich halach - bliźniczka psia trawka (Nardus stricta), która ze względu na ostre krawędzie liści nie przedstawiała żadnej wartości w karmieniu bydła i owiec. Gdyby nie znak i skrzyżowanie szlaków, w ogóle byśmy nie wiedzieli, że właśnie jesteśmy na tej dawnej polanie.

Mostek nad Suchym Potokiem.
Mostek nad Suchym Potokiem.
Mostek nad Suchym Potokiem.

Suchy Potok.
Suchy Potok.

Szlak prowadzi dalej świerkowym lasem, ale widać, że młodszym. Ścieżka wznosi się teraz znacznie częściej niż wcześniej w górę. Wiedzie częstokroć wąskimi przesmykami pośród dużych choin obsypanych pierwszym tego roku śniegiem. Nie jest to jeszcze ten śnieg, jaki zapewne niebawem nadejdzie, a który sięgnie znacznie wyżej konarów drzew, dając znacznie większy wycisk tym co będą przecierać przez niego ścieżki.

Szlak częstokroć wiedzie wąskimi przesmykami
pośród dużych choin obsypanych pierwszym tego roku śniegiem.



O godzinie 10.00 przechodzimy ponownie drewnianym mostkiem, a właściwie dwoma połączonymi ze sobą ponad Pańszczyckim Potokiem. Znajdujemy się u wylotu Doliny Pańszczyca i gdyby nie las na południu zapewne widzielibyśmy tam głębię doliny i zamykające ją Buczynowe Turnie. Paręnaście minut później przechodzimy jeszcze raz nad Pańszczyckim Potokiem i wędrujemy dalej lasem u stóp Ostrego Wierchu, a potem Suchego Wierchu Waksmundzkiego, które wznoszą się na północnym wschodzie, czyli po naszej lewej stronie. Są to szczyty znajdujące się w grupie górskiej Gęsiej Szyi.


Jeszcze jedno mozolniejsze podejście i znów ścieżka biegnie niemal płasko, aż za niedługo, o godzinie 10.40 osiągamy północny skraj Waksmundzkiej Polany, gdzie stoi żelazny krzyż odlany w Kuźnicach, a ufundowany przez prof. Maksymiliana Nowickiego. Maksymilian Nowicki był badaczem fauny tatrzańskiej, a także jednym z inicjatorów objęcia ustawową ochroną kozic i świstaków. W 1868 roku został w tej sprawie uchwalony akt prawny, który był pierwszym tego typu aktem prawym w Europie.

Na kamieniu przy krzyżu decydujemy się zrobić krótką przerwę na kubek ciepłej herbaty i drugie śniadanie. Zgarniamy z niego śnieżny puch przysposabiając go na stół. Polana Waksmundzka położona jest na wysokości 1365-1400 m n.p.m. Należała niegdyś do górali ze wsi Waksmund, a była wtedy główną polaną Hali Waksmundzkiej. Na jej południowo-zachodnim rogu stały wówczas zabudowania pasterskie. Na południu ponad polaną wznosi się stok Małej Koszystej (2014 m n.p.m.).

Polana Waksmundzka i Mała Koszysta (2014 m n.p.m.).
Polana Waksmundzka i Mała Koszysta (2014 m n.p.m.).

Po około 10 minutach zbieramy się w dalszą drogę. Parę minut postoju bez rękawiczek wystarczyło, by ręce odczuły siarczystość mrozu. Mróz jest duży. Odłożone tylko na chwilę rękawiczki na kamieniu również zaczęły zamarzać. Zesztywniały tak, że podczas ubierania słuchać było chrzęst pękającej zmarzliny. Na szczęście szybko powróciły do swojego normalnego stanu dając ochronę dłoniom przed srogim chłodem.

Idąc dalej przechodzimy po chwili przez Rówień Waksmundzką, która podobnie jak Polana Waksmundzka wchodziła w skład dawnej Hali Waksmundzkiej. Z Równi Waksmundzkiej ukazują się rozświetlone słonecznie Tatry Bielskie z najwyższym szczytem Hawrań (2152 m n.p.m.). Rówień Waksmundzka rozciąga się przez Waksmundzką Przełęcz położoną na wysokości 1418 m n.p.m., która oddziela Małą Koszystą od Suchego Wierchu Waksmundzkiego. Przecinamy na niej zielony szlak biegnący od Schroniska PTTK „Murowaniec” na Gęsią Szyję i dalej do Wierch Poroniec.

Rówień Waksmundzka.
Rówień Waksmundzka.

Tatry Bielskie z Równi Waksmundzkiej.
Tatry Bielskie z Równi Waksmundzkiej.

Od skrzyżowania z zielonym szlakiem idziemy niczym po dziewiczym terenie. Ślady ludzi, którzy szli przed nami skręciły za zielonymi znakami na Gęsią Szyję. Ogarniać zaczyna nas niezwykłe uczucie dzikości ze szczyptą dreszczyku. Mamy świadomość, że wchodzimy do doliny, którą szczególnie upodobały sobie niedźwiedzie. Mowa oczywiście o Dolinie Waksmundzkiej wcinającej się pomiędzy Wołoszyny i Koszystą, sięgając pod przełęcz Krzyżne. Jest ona ostoją dla niedźwiedzi, a ich gawry znajdują się w zboczach po obu stronach doliny. Z tego też względu wyższe partie doliny objęte są rezerwatem ścisłym. Niedźwiedzie raczej zasnęły już twardym snem, podobnie jak świstaki, które również licznie zamieszkują tą dolinę, ale poza zimą podobno nietrudno spotkać tu niedźwiedzia na szlaku.

Podczas schodzenia na dno doliny pojawia się moment niepewności, bowiem przez dłuższy czas nie widać znaków szlaku. Idziemy nieco na wyczucie. Zwlekamy dłużej, niż zazwyczaj, nie decydujemy się zawrócić do ostatniego widzianego znaku. Coś nam podpowiada, że idziemy dobrze, a pod śniegiem musi być ścieżka szlaku i okazuje się, że tak własnie jest. Intuicja nie zawiodła, to dobrze, bo czekałby nas spory kawałek wspinaczki do punktu z poprzednim znakiem. Wraz z powrotem regularnych czerwonych znaków, ze stoków Waksmundzkich Ścianek po lewej uwidacznia się nam szczyt Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.) i po chwili rozpoczynamy ostatni fragment zejścia do Doliny Waksmundzkiej.

Waksmundzkie Ścianki.

Waksmundzkie Ścianki.
Waksmundzkie Ścianki.

Dnem Doliny Waksmundzkiej płynie Waksmundzki Potok. Przechodzimy przez niego o godzinie 11.45, po czym szybko odzyskujemy utraconą wysokość. Szlak teraz przeważnie pnie się ostro w górę, robiąc niekiedy delikatne zakosy. Pojawiają się stopnie, a niektóre z nich tak wysokie, że trzeba się na nie wdrapać na kolanie.

Dolina Waksmundzka.
Dolina Waksmundzka.

Potok Waksmundzki.
Potok Waksmundzki.

Dolina Waksmundzka.
Dolina Waksmundzka.

Partie grzbietu opadającego spod Wołoszynów pokryte są zniszczonym lasem. Trudno powiedzieć, czy to sprawka szkodników, czy też silnych wiatrów. W zniszczonym lesie czujemy się bardziej jak na otwartej przestrzeni, niż w lesie. Wędrówka nabiera widowiskowości, co odczuwamy chyba po raz pierwszy na szlaku. Przed sobą widzimy wschodnie krańce Tatr Wysokich, położone na terenie Słowacji. Wciąż otacza nas niesamowita i niezmącona cisza oraz pierwotna natura. Chwilami czujemy się chyba nieswojo, bo oprócz nas na szlaku nie ma żywej duszy.





Tatry Bielskie.
Tatry Bielskie.

Mija południe. Schodzimy już z grzbietu do doliny Białki. O godzinie 12.25 przechodzimy przez Polanę pod Wołoszynem (1250 m n.p.m.), do której dochodzi czarny szlak łącznikowy z Rusinowej Polany. Dziś Polana pod Wołoszynem nie przypomina nawet małej polanki. Kiedyś w sieci tatrzańskich szlaków stanowiła ważny punkt, gdyż stąd, przed utworzeniem obszaru ochrony ścisłej wokół Doliny Waksmundzkiej rozpoczynała swój bieg Orla Perć, której szlak wspinał się na grzbiet Wołoszynów i biegł nimi do Krzyżnego, a potem dalej aż na Zawrat. Z turystycznego punktu widzenia szkoda, że nie można już przejść całego historycznego odcinka Orlej Perci.


W dolinie można już dostrzec nitkę potoku Białka (słow. Biela voda), a także stojącą nieopodal na polanie słowacką leśniczówkę Biela voda. Zaś na południu pokazuje się najwyższy szczyt Tatr i całych Karpat - Gerlach zwany też Gierlachem (słow. Gerlachovský štít, niem. Gerlsdorfer Spitze, węg. Gerlachfalvi-csúcs, 2655 m n.p.m.).

Leśniczówka Biela voda.
Leśniczówka Biela voda.

Młynarz zwany też Wielkim Młynarzem
(słow. Mlynár, Veľký Mlynár, niem. Müller, węg. Molnár, 2170 m n.p.m.).
Na lewo od niego widoczny jest fragment Gerlacha.

Gerlach zwany też Gierlachem (słow. Gerlachovský štít, niem. Gerlsdorfer Spitze, węg. Gerlachfalvi-csúcs, 2655 m n.p.m.).
Gerlach zwany też Gierlachem
(słow. Gerlachovský štít, niem. Gerlsdorfer Spitze, węg. Gerlachfalvi-csúcs, 2655 m n.p.m.).

Przed wejściem w zwarty las przechodzimy mostkiem przez jeden z dopływów Białki i po kolejnych 15 minutach, o godzinie 13.00 wchodzimy na Drogę Oswalda Balzera, na której rozpoczynaliśmy dzisiejszą wycieczkę, bo ciągnie się ona aż od Zakopanego przez Toporową Cyrhlę, Palenicę Białczańską, aż pod Schronisko PTTK nad Morskim Okiem. Droga ta nazwana została tak na część zasłużonego profesora prawa, który w 1902 roku reprezentował rząd Galicji w słynnym sporze pomiędzy Galicją a Węgrami o Morskie Oko. Oswald Balzer wygrał ten proces i doprowadził do ustanowienia granicy w Tatrach pomiędzy Galicją a Węgrami, pozostawiającej Morskie Oko na terenie naszego kraju. Dzisiejsza granica biegnie również tymi samymi graniami, tyle, że obecnie oddziela terytorium Polski i Słowacji.

Na Drodze Oswalda Balzera wnet spotykamy pierwszych ludzi podczas dzisiejszej wędrówki. Chwilkę potem przechodzi obok nas następna grupka. Nic dziwnego, bo znajdujemy się na najbardziej uczęszczanym szlaku tatrzańskim. Biegnie on szeroką, asfaltową szosą, znajdującą się pod warstwą ubitego śniegu. W lecie kursują po niej konne dorożki, a dziś sanie, którymi górale przewożą turystów do Włosienicy, znajdującej się 20 minut marszu od Morskiego Oka, a także zwożą ich z powrotem.


Mostek nad jednym z dopływów Białki.
Mostek nad jednym z dopływów Białki.


Zejście na Drogę Oswalda Balzera
Zejście na Drogę Oswalda Balzera.

Ruszamy szybkim krokiem w górę doliny Białki. Idąć taką drogą to nawet pod nogi nie trzeba patrzeć. O tym, że znajdujemy się wciąż na obszarze górskim uświadamiają osaczające nas granie. Po 5 minutach marszu droga zakręca w lewo, przechodząc mostem nad Roztoką - dopływem Białki, który ma swoje źródła w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Za mostem do Doliny Pięciu Stawów Polskich w prawo odchodzi zielony szlak. My oczywiście cały czas trzymamy się czerwonych znaków, które prowadzą Drogą Oswalda Balzera.

Tymczasem zatrzymujemy się jeszcze chwilkę na moście nad Roztoką, by popatrzeć na słynne Wodogrzmoty Mickiewicza, czyli kaskady wodne tworzone przez Roztokę. Wytworzyły się one na progu skalnym, po którym Dolina Roztoki schodzi do Doliny Białki. W sumie ten wodospad tworzą trzy kaskady: Wyżni Wodogrzmot, Pośredni Wodogrzmot, Niżni Wodogrzmot. Z kamiennego mostu na którym znajdujemy się aktualnie oglądać można jedynie Pośredni Wodogrzmot.

Wodogrzmoty Mickiewicza z mostu nad Roztoką.
Wodogrzmoty Mickiewicza z mostu nad Roztoką.

Po chwili ruszamy dalej w górę. Za mostem mijamy wspomniany początek zielonego szlaku do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a kawałek dalej dawny parking z którego na lewo odchodzi czarny szlak do Schroniska PTTK w Dolinie Roztoki. Nasz czerwony szlak wiedzie nas teraz zalesionym stokiem Roztockiej Czuby (1426 m n.p.m.). W pewnym momencie na przedłużeniu szosy ponownie pojawia się przed nami Gerlach. Po około 20 minutach od mostu nad Roztoką docieramy pod ogromny głaz „Wanta”, znajdujący się na wysokości 1165 m n.p.m. Od tego miejsca rozpoczynamy serię skrótów (łącznie jest ich 4) i schodzimy z szosy, która od tego miejsca zatacza serpentyny wznosząc się do Doliny Rybiego Potoku. Nasze skróty prowadzą po kamienistych ścieżkach z drewnianymi poręczami.

Po pokonaniu ostatniego skrótu szlak biegnie dalej Drogą Oswalda Balzera w górę doliny w kierunku południowo-zachodnim. Ponad lasem wyłaniają się Mięguszowieckie Szczyty (słow. Mengusovské štíty), wśród których znajduje się drugi co do wysokości szczyt Polski - Mięguszowiecki Szczyt Wielki (2438 m n.p.m.). Na widoku pojawia się również charakterystyczny, smukły Zadni Mnich (2172 m n.p.m.).

Gerlach (słow. Gerlachovský štít, niem. Gerlsdorfer Spitze, węg. Gerlachfalvi-csúcs, 2655 m n.p.m.).

O godzinie 14.05 naszą ośnieżoną szosą docieramy do Polany Włosienica, gdzie znajduje się końcowy przystanek dla pojazdów konnych. Nazwa polany pochodzi od gatunku trawy zwanej przez górali „Włosienicą”. Rozciąga się z niej znakomita panorama na Mięguszowieckie Szczyty. Zaraz po drugiej stronie polany znajduje się duży pawilon gastronomiczny.

Mięguszowieckie Szczyty (słow. Mengusovské štíty). z Polany Włosienica.
Mięguszowieckie Szczyty (słow. Mengusovské štíty) z Polany Włosienica.

Mięguszowieckie Szczyty (po lewej),
a na środku smukły, spiczasty Mnich (słow. Mních, niem. Mönch, węg. Barát; 2068 m n.p.m.).

Do Morskiego Oka jest stąd już niedaleko. Po prawej stronie drogi wznosi się teraz Opalony Wierch (2115 m n.p.m.), zaś po lewej, ponad Rybim Potokiem sterczy Siedem Granatów porośniętych prastarymi świerkami i limbami. Grzbiet Siedemu Granatów przechodzi dalej w Żabią Grań, która wznosi się już ponad Morskim Okiem.

Wkrótce mijamy tzw. Stare Schronisko utworzone w budynku dawnej wozowni. Wozownia ta przejęła funkcję schroniska po pożarze 1898 roku, który strawił właściwe schronisko. Nowe schronisko nad Morskim Okiem wybudowało Towarzystwo Tatrzańskie w roku 1908, ale dawna wozownia nie przestała pełnić funkcji schroniska, wspierając w tym nowe.

Przy Starym Schronisku nad Morskim Okiem,
Przy Starym Schronisku.

Przy Schronisku nad Morskim Okiem,
Schronisko nad Morskim Okiem (1410 m n.p.m.).

Przed Schroniskiem PTTK nad Morskim Okiem (1410 m n.p.m.).
Przed Schroniskiem PTTK nad Morskim Okiem (1410 m n.p.m.).

Morskie Oko.

Zejście nad brzeg Morskiego Oka.
Zejście nad brzeg Morskiego Oka.

Zaraz za Starym Schroniskiem mamy już Morskie Oko (słow. Morské oko, niem. Fischsee, Meerauge, węg. Halas-tó), do którego docieramy o godzinie 14.30. Pierwsze co robimy, to oczywiście schodzimy nad jego brzeg. Jego tafla pokryta jest już cienką warstwą lodu, który skrzypi pod wpływem falującej powierzchni wodnej. Morskie Oko jest największym jeziorem w Tatrach, położonym na wysokości 1395 m n.p.m. Ma powierzchnię 34,93 ha, długość 862 m, szerokość 568 m, a w najgłębszym miejscu osiąga nieco ponad 50 m. Jest jednym z nielicznych jezior tatrzańskich, w którym występują w naturalny sposób pstrągi.

Nad brzegiem Morskiego Oka.

Nad brzegiem Morskiego Oka.
Nad brzegiem Morskiego Oka.

Powyżej Morskiego Oka, na południu znajduje się drugie duże jezioro - Czarny Staw pod Rysami. Stawy te otaczają strzeliste szczyty.

Od wschodu:
  • Siedem Granatów, Żabi Szczyt Niżni (2098 m n.p.m.), Żabi Mnich (2146 m n.p.m.), Żabia Lalka (2095 m n.p.m.), Niżnie Rysy (2430 m n.p.m.).
Od południa:
  • Rysy (2503 m n.p.m.), Żabi Koń (2291 m n.p.m.), Żabia Turnia (2336 m n.p.m.).
Od południowego zachodu:
  • Wołowy Grzbiet, Kazalnica Mięguszowiecka (2159 m n.p.m.), Mięguszowiecki Szczyt Czarny (2410 m n.p.m.), Mięguszowiecki Szczyt Pośredni (2393 m n.p.m.), Mięguszowiecki Szczyt Wielki (2438 m n.p.m.), Cubryna (2376 m n.p.m.), Mnich (2070 m n.p.m.).
Od zachodu:
  • Szpiglasowy Wierch (2172 m n.p.m.), Miedziane (2233 m n.p.m.), Opalony Wierch (2115 m n.p.m.).

Panorama nad Morskim Okiem.

Panorama nad Morskim Okiem.
Panorama nad Morskim Okiem.

Widok przed nami jest ogromnie fascynujący. U stóp mamy najpiękniejsze jezioro tatrzańskie, jedno z piękniejszych górskich jezior Europy. W przełomowym dla turystyki górskiej roku 1873, znany nam Walery Eljasz-Radzikowski, rzekł słowa, które właśnie w tym momencie przemówiły do naszej świadomości:
„Powiadają, że być w Tatrach i Morskiego Oka nie zwiedzić,
znaczy tyle, co będąc w Rzymie nie zobaczyć Papieża.”
Morskie Oko - widok w kierunku Rysów i Żabiej Przełęczy.
Morskie Oko - widok w kierunku Rysów i Żabiej Przełęczy.

Morskie Oko - widok w kierunku Mięguszowieckich Szczytów.
Morskie Oko - widok w kierunku Mięguszowieckich Szczytów.

Morskie Oko - widok w kierunku Mnicha.
Morskie Oko - widok w kierunku Mnicha.

Widok na Rysy z nad Morskiego Oka.
Widok na Rysy z nad Morskiego Oka.

Rysy (słow. Rysy, niem. Meeraugspitze, węg. Tengerszem-csúcs, 2503 m n.p.m.).
Rysy (słow. Rysy, niem. Meeraugspitze, węg. Tengerszem-csúcs, 2503 m n.p.m.).

Od kilkunastu minut od zachodu zaczęły napływać chmury. Znajdują się jednak na tyle wysoko, że nie schowały zupełnie wspaniałych tatrzańskich szczytów. Udało się nam zrobić trochę ładnych zdjęć, ale jesteśmy pewni, że nie są one w stanie wyzwolić tylu pozytywnych emocji, jakie pojawiły się u nas właśnie teraz. Gdyby nie mroźna aura z pewnością posiedzielibyśmy jeszcze długo nad jego brzegiem. Czas jednak zagrzać się, odpocząć i coś zjeść w stojącym obok Schronisku PTTK.

Przyjemna schroniskowa atmosfera, smaczny posiłek rozleniwia nas - nie chce nam się wracać do domu. Godzina jest wczesna, a wracając szosą na pewno nie zbłądzimy nawet po zmroku. – Ale ostatniego busa z Palenicy Białczańskiej do Zakopanego macie o godzinie 17.20 - dowiadujemy się przypadkiem. No to musimy lecieć. Właśnie mija 15.20, a znaki turystyczne i mapy podają, że do Palenicy Białczańskiej mamy blisko 2 godziny marszu. Nie pozostaje nam nić innego, jak pożegnać się i wyruszyć w drogę powrotną. Po wyjściu ze schroniska robimy jeszcze tylko kilka fotek i szybkim krokiem schodzimy.

Dolina Rybiego Potoku. W drodze do Palenicy Białczańskiej.
Dolina Rybiego Potoku. W drodze do Palenicy Białczańskiej.

Robi się ciemno, ale zmrok zapada tu troszkę później niż w Krakowie. W ciemnościach, ale bez konieczności wyciągania czołówek, docieramy do Palenicy Białczańskiej jeszcze przed godziną 17.00. Nieźle. Bus już czeka. Zrobiło się ciepło, czym zaskoczony jest nawet tutejszy góral, który powiada, że jeszcze godzinę temu było tu co najmniej -15°C. No cóż, nie po raz pierwszy tego dnia zostaliśmy przez naturę mile zaskoczeni.


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas