Dolina Suchej Wody Gąsienicowej, zwana zazwyczaj krócej Doliną Suchej Wody (słow. dolina Suchej vody, niem. Suchawodatal, węg. Sucha-woda-völgy) jest jedną z tatrzańskich dolin walnych po północnej stronie grani głównej. Płynący przez nią potok Sucha Woda stanowi granicę pomiędzy Tatrami Wysokimi i Zachodnimi aż do Zielonego Stawu Gąsienicowego w Dolinie Gąsienicowej (1672 m n.p.m.) z którego wypływa. Dalej granica dochodzi zagłębieniem żlebu do przełęczy Liliowe (słow. Ľaliové sedlo, niem. Liliensattel, węg. Liliowe-hágó; 1952 m n.p.m.) położonej w głównej grani Tatr. Biegnie dalej po drugiej stronie grani, ale badacze i naukowcy nie są jednomyślni tego którędy. My wiążemy się jednak z granicą po stronie polskiej, bowiem to ona wyznaczać nam będzie drogę marszu.

TRASA:
Brzeziny (1007 m n.p.m.) [czarny szlak] Psia Trawka (1188 m n.p.m.) [czarny szlak] Schronisko PTTK Murowaniec (1500 m n.p.m.) Troiśniak [czarny szlak] Stacja IMGW Przełęcz między Kopami Dolina Jaworzynka Kuźnice

OPIS:
Wędrówkę zaczynamy nieopodal wylotu Doliny Suchej Wody, na niewielkiej polanie Brzeziny położonej przy Drodze Oswalda Balzera, na wysokości 1007 m n.p.m. Na polanie rozpoczyna się droga dojazdowa do Schroniska PTTK Murowaniec położonego w Dolinie Gąsienicowej. Droga ta stanowi też ścieżkę rowerową, a także ścieżkę turystycznego szlaku pieszego koloru czarnego. Stoi tu też budynek kasy TPN, jest miejsce na zaparkowanie samochodu. Ruszamy stąd o godzinie 8.40.

Brzeziny.
Brzeziny.

Zaczynamy maszerować drogą wyłożona kamieniami, na początku głównie otoczakami, po których stąpa się niezbyt wygodnie ze względu na wypukłości. Droga ta została w ten sposób utwardzona w latach 1921–1923. Po kilku minutach docieramy do potoku Suchej Wody i przechodzimy nad nim drewnianym mostem, na prawy brzeg. Można powiedzieć, że tym samym przechodzimy na obszar Tatr Wysokich. Dróżka prowadzi teraz przez zielony las świerkowy, ale niezbyt długo, bo po kilku następnych minutach mamy kolejny most, dłuższy i wzmocniony od dołu żelaznymi kształtownikami położonymi na betonowych cokołach. Wracamy na obszar Tatr Zachodnich.

Dno potoku usłane jest głazami różnej wielkości. Nierzadko są to głazy potężnych rozmiarów, o zaokrąglonych kształtach, bo toczy je siła wód potoku. Wiele z nich ma czerwony odcień od pokrywających je specyficznych glonów, takich samych jakie zobaczyć można w toni Czerwonego Stawu Pańszczyckiego, z którego wypływa Pańszczycki Potok będący dopływem Suchej Wody. Nieco wyżej wody Pańszczyckiego Potoku zasilają Suchą Wodę.

Droga utwardzona w latach 1921-23.
Droga utwardzona w latach 1921-23.

Pierwszy most nad Suchą Wodą.
Pierwszy most nad Suchą Wodą.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Drugi most.
Drugi most.

Most nad Suchą Wodą.
Most nad Suchą Wodą.

W okolicach tego drugiego mostu las nie jest już tak ładny, jak wcześniej. Na drzewach widać okaleczenia otrzymane od wichur, jak też będące dziełem wód potoku, które podmywają stoki, powalając rosnące na nich drzewa. Niedaleko za mostem przechodzimy pod spadzistym zboczem pozbawionym drzew, przed którym tabliczka przestrzega przed spadającymi skałami. Sucha Woda zmienia dość nagle w tym miejscu kierunek uderzając wodami w stromy, choć niewysoki stok. Powinno się przejść ten odcinek bez postojów.

Odcinek zagrożony spadającymi skałami.
Odcinek zagrożony spadającymi skałami.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Wkrótce wchodzimy w gęsty las świerkowy. Idziemy wciąż w sąsiedztwie potoku, którego koryto wygląda odtąd na spokojniejsze, bardziej przewidywalne. Potok płynie w nim nie wyrywając się na boki. Ściółkę lasu masowo porastają zielone mchy. Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie - glebę, stare konary, kamienie i głazy.

O godzinie 9.30 przechodzimy przez pozostałości po dawnej polanie Psia Trawka. Nasz czarny szlak krzyżuje się tutaj z czerwonym prowadzącym z Toporowej Cyrhli przez Rówień Waksmundzką, Polanę pod Wołoszynem i Wodogrzmoty Mickiewicza do Morskiego Oka. Polana ta położona jest na wysokości 1185 m n.p.m. Jej nazwa pochodzi od trawy bliźniczki psiej trawki (Nardus stricta), która niegdyś tutaj rosła.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie lasu.
Mchy pokrywają wszystko co leży na dnie lasu.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Droga sukcesywnie nabiera wysokości, ale bardzo spokojnie, bardzo łagodnie, tak, że nie odczuwamy tego podejścia. Przechodzimy przez kolejny mostek nad Suchą Wodą. Potok Suchej Wody znany jest z tego, że często niknie pod głazowiskiem i płynie podziemnymi drogami pozostawiając suche koryto. Stąd właśnie wzięła się jego nazwa. Koryto potoku wypełnia się na całej długości tylko po obfitych opadach.

Na szlaku.
Na szlaku.

Młaka.
Młaka.

Kolejna fotografia potoku.
Kolejna fotografia potoku.

Sucha Woda.
Sucha Woda.

Wkrótce wchodzimy w rejon drzew ogołoconych. Otaczają nas właściwie wysokie pnie pozbawione w znacznej części bocznych gałązek i igliwia. Poprzez nie widzimy po lewej stoki rozłożystej Żółtej Turni, a bardziej z przodu grzbiet Małego Kościelca. Niebawem oddalamy się nieco od potoku. Zostawiamy go po lewej. Droga nieco szybciej nabiera wysokości przechodząc przez zwarty świerkowy las. Zaczynają wśród nich pojawiać się coraz częściej niskie, młode świerki. Mijamy odejście szlaków na Krzyżne i Rówień Waksmundzką, zaraz dalej jest Schronisko PTTK „Murowaniec”, pod które docieramy o godzinie 10.30. Zatrzymujemy się w schronisku, delektując się kawą i szarlotką.

Czarny szlak dojściowy na Halę Gąsienicowy, który pokonaliśmy jest łatwy i nie wymagał dużego wysiłku. Prowadzi cały czas łagodnie w górę, bez forsownych podejść. Jest monotonny, bo prowadzi cały czas przez las, nie ma na jego przebiegu znaczących urozmaiceń. Jednak jest dogodny na spacer przez las.

Schronisko PTTK „Murowaniec”.
Schronisko PTTK „Murowaniec”.

O godzinie 11.10 wychodzimy na zewnątrz. Powietrze chyba oziębiło się. Wkoło jest jeszcze bezśnieżnie, ale zaczął prószyć niewielki śnieg. Hala Gąsienicowa z pewnością niebawem zabieli się. Podążamy w kierunku dolnej stacji kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch, czyli w jedną z dwóch odnóg Doliny Gąsienicowej zwaną Doliną Zieloną Gąsienicową. Chmury wciąż wiszą bardzo niską nad nami. Hala Gąsienicowa jest halą wybitnie wysokogórską, zawaloną olbrzymimi głazami, zarośniętą na znacznych połaciach wysoką kosówką. Otaczają ją wysokie masywy skalne, ale ich wierzchołki utonęły dzisiaj w ciężkich chmurach. Hala Gąsienicowa słynie z licznych stawów, stąd też kiedyś zwana była Halą przy Stawach lub Halą Stawy, zaś wypasających na niej nazywano „stawianami”. Pasterstwo na Hali Gąsienicowej odeszło jednak dawno w przeszłość. Zresztą mamy końcówkę listopada, a więc o tej porze roku owiec na pewno byśmy tutaj nie zobaczyli, nawet w tamtych starych czasach.

Stawów w Dolinie Zielonej Gąsienicowej jest bez liku w przeciwieństwie do drugiej odnogi zwanej Doliną Czarną Gąsienicową. Tam znamy tylko dwa stawy, a tutaj w Dolinie Zielonej Gąsienicowej jest ich około dwudziestu. Obok większości z nich prowadzą szlaki turystyczne. Rozrzucone są one na rozległej równi zwanej Roztoką Stawiańską, rozciągającej się pomiędzy zboczami Małego Kościelca, Uhrocia Kasprowego, Kasprowego Wierchu i Beskidu. Oprócz stawów na Roztoce Stawiańskiej zobaczyć można niewielkie strumyki, których wody znikają wpływając do podziemnych szczelin pod głazami, albo wypływają spod nich.

Pierwszy stawek znajduje się bardzo blisko Schroniska „Murowaniec”, w odległości około 320 metrów. Jest to Mokra Jama. Dziwne, że nie każde wydawnictwo zaznacza ten stawek na swoich mapach. Nie jest duży, ale też nie najmniejszy i w porównaniu z niektórymi całkiem spory. Jego wody wylewają się na kamienny chodnik szlaku. Zazwyczaj stawek ten jest bezodpływowy, bo tylko przy wysokim stanie wód staje się przepływowy, a zdarza się to rzadko. Czasem wysycha, choć zdarza się to bardzo rzadko. Zjawisko okresowego wysychania dotyczy wielu stawków w dolinie. Są też i takie, po których pozostało tylko wspomnienie, bo wyschły zupełnie.

Mokra Jama.
Mokra Jama.

Widok w kierunku Kościelca.
Widok w kierunku Kościelca.

Podążamy dalej z zamiarem dotarcia do innego stawku o nazwie Jedyniak. Położony jest na wysokości 1577 m n.p.m. i w odległości około 700 metrów od schroniska Jest to nieduże oczko wodne o powierzchni 0,007 ha i głębokości 1,2 m. Nie ma dopływu ani odpływu. Znajduje się bliziutko szlaku (po prawej idąc w kierunku Kasprowego Wierchu). Jednak łatwo go przeoczyć, bo to stawek tylko dla wtajemniczonych, gdyż skryty jest w bujnej kosodrzewinie. Kosodrzewina otacza szczelnie Jedyniaka dookoła. Trzeba się przez nią przecisnąć, aby dostać się nad brzeg stawku.

Jedyniak.
Jedyniak.

Podążamy dalej szlakiem po którym prowadzą wspólnie żółte i czarne znaki. W odległości około 950 metrów od schroniska, na wysokości około 1620 m n.p.m. był kiedyś stawek o nazwie Samotniak. Nie wiadomo dlaczego wysechł. Może został wysuszony podczas budowy nartostrady z Kasprowego Wierchu, podobnie jak jeden z Dwoiśniaków znajdujących się kilkadziesiąt metrów wyżej. Po Samotniaku pozostało zagłębienie, zarośnięte borówczyskiem i trawą.

Dwoiśniaki znajdują się po lewej, bezpośrednio przy naszym szlaku, a właściwie jeden Dwoiśniak Niżni (północny), bo ten drugi, Dwoiśniak Wyżni (południowy) jest już całkowicie wyschnięty i zarośnięty trawą. Wciąż istniejący Dwoiśniak Niżni położony na wysokości 1588 m n.p.m., ma powierzchnię 0,015 ha i głębokość 2,8 m. Z kolei pozostałością po Dwoiśniaku Wyżnim jest zagłębienie, które nawet po obfitym deszczu nie wypełnia się wodą. Profesor Marian Gieysztor napisał w czasopiśmie „Chrońmy Przyrodę Ojczystą” w 1952 roku, że w czasie budowy „największej nartostrady w Tatrach, prowadzącej z Kasprowego Wierchu przez Halę Goryczkową i Halę Kopieniec do Jaszczurówki (...) zniszczone zostało m.in. otoczenie dwu małych stawków zwanych Dwoiśniakami, szkody powstały również w obrębie samych stawków przez spuszczenie wody ze stawku górnego.”

Dwoiśniak Niżni.
Dwoiśniak Niżni. Powyżej (za nami) znajdował się Dwoiśniak Wyżni.

Idziemy dalej w kierunku dolnej stacji kolejki krzesełkowej. Przed stacją szlaki rozchodzą się: żółty na prawo do stacji kolejki linowej na Kasprowym Wierchu, zaś czarny w lewo w wyższe partie Doliny Zielonej Gąsienicowej. Odbijamy na lewo za czarnymi znakami. Za rozstajem szlaków mijamy stację kolejki krzesełkowej. Przecinamy niewielki ciek potoczku i po chwili docieramy pod Troiśniaki, położone około 100 merów od stacji kolejki krzesełkowej.

Rozstaj przed stacją kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch.
Rozstaj przed stacją kolejki krzesełkowej na Kasprowy Wierch.

Troiśniaki, jak wskazuje nazwa powinny być trzy, ale podobnie jak z Dwoisniaków ostał się jeden, tak z Troiśniaków ostały się dwa jeziorka. Troiśniak Wyżni (zachodni) o głębokości 60 cm i wymiarach 8,5 x 6 m (wg przewodnika Paryskiego) właściwie nie istnieje. Czasem tylko pojawia się w jego miejscu niewielka kałuża o średnicy co najwyżej jednego metra. W stanie raczej niezmienionym od czasów Paryskiego trwają wciąż pozostałe Troiśniaki. Troiśniak Pośredni (środkowy) leży zaraz przy szlaku na wysokości 1612,6 m n.p.m. Liczy 60 cm głębokości i 0,023 ha powierzchni. Troiśniak Niżni (wschodni) nie jest widoczny ze szlaku, gdyż znajduje w zagłębieniu terenu, na wysokości 1611,4 m n.p.m. Liczy sobie on 0,9 m głębokości i 0,004 ha powierzchni.

Troiśniak Niżni.
Troiśniak Niżni.

Troiśniak Pośredni.
Troiśniak Pośredni.

Podążając dalej dotarlibyśmy do większych stawów Doliny Zielonej Gąsienicowej. Robi się jednak coraz chłodniej. Im dalej zmierzamy, tym wyżej jesteśmy, tym bardziej wchodzimy w chmury zawisłe nad doliną. Turyści wracający z naprzeciwka mówią o występującym oblodzeniu. Chmury śnieżne niosą chłód. Zawracamy, bo też cel zamierzony został zrealizowany. Odwiedziliśmy Jedyniak, Dwoiśniaki, Troiśniaki - te stawki chcieliśmy zobaczyć zanim okryje je pokrywa śnieżna. Udało się chyba w przededniu. Bo sypie teraz drobniutko.

Przy węźle szlaków.
Przy węźle szlaków.

Schronisko PTTK „Murowaniec”.
Schronisko PTTK „Murowaniec”.

Krajobraz doliny zmienił się z godziny na godzinę. Przed południem nie było w niej grama śniegu, a jedynie wyżej wypełniał zagłębieniach w skalnych graniach. Teraz zieleń kosodrzewiny i świerków przenika z ziarnistą bielą, zupełnie tak samo jak na świątecznej choince obsypanej styropianowymi drobinkami, albo białym brokatem.

Nasza droga powrotna prowadzi ku Przełęczy między Kopami. Opuszczamy tatrzańskie pojezierze, stare pasterskie szałasy i drewniane domki wpisane na stałe w krajobrazie Hali Gąsienicowej. Tyleż razy już fotografowane, Hala Gąsienicowa nawet dzisiaj, kiedy nie widać wznoszących się ponad nią szczytów przyciąga swą malowniczą naturą, o każdej porze roku, nawet tej listopadowej. Miesiąc ten wielu uważa za najbardziej ponury w roku, lecz czy nie jest to tylko inny blask przyrody.

Przed nami budynki stacji meteo.
Przed nami budynki stacji meteo.

Szlak na Przełęcz między Kopami.
Szlak na Przełęcz między Kopami.

Nad Doliną Jaworzynka.
Nad Doliną Jaworzynka.

Na Przełęczy między Kopami wybieramy zejście przez Dolinę Jaworzynka. Barwy jesieni przeistaczają się w zimowe na naszych oczach. Jutro, a może jeszcze dzisiejszego wieczoru w Dolnie Gąsienicowej trzeba będzie ubierać śniegowce. Tatrzańskie doliny szybko pokryją się śniegiem. Będzie to pewnie krajobraz jak we śnie, bajecznie śnieżnobiały. Pojawią się narciarze, a piechurzy będą przecierać ścieżki w puchu śnieżnym.

Zejście do Doliny Jaworzynka.

Zejście do Doliny Jaworzynka.

Zejście do Doliny Jaworzynka.
Zejście do Doliny Jaworzynka.

Dolina Jaworzynka.

Wycieczkę kończymy w Kuźnicach o godzinie 14.15. Bus jak zwykle gotowy do odjazdu. Szybko zapełniają się wszystkie miejsca, bo następny też już czeka na turystów schodzących z gór, zadowolonych tak samo jak my z udanej wędrówki.


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Zejście do Jaworzynki

Głęboka dolina Kamienicy stroni od światła słonecznego, szczególnie teraz kiedy słońce nie wzbija się wysoko ponad horyzont. Dobrze ma się w niej chłód i wilgoć. Śnieg z pierwszego opadu utrzymuje się tutaj pomimo kilkudniowego ocieplenia. Jedziemy na wprost na oślepiające słońce, które niemrawo wstaje i powoli przesuwa się wyżej. Rzuca kosmyki promieni po zmrożonej ziemi. Przedzimie w dolinie Kamienicy zaczyna się wcześniej. Przed nami pierwszy dzień nowej wędrówki przez pasmo niepowtarzalne, bo wyróżniające się wyjątkową formą kształtu. Charakterystyczną jego cechą jest odosobnienie szczytów, wznoszących się 400-500 metrów ponad otaczającym je terenem. Większość z nich nie tworzy długich grzbietów, lecz pojedyncze wypiętrzenia otoczone szerokimi i rozległymi dolinami. Taka nieczęsta forma kształtów sprawiła, że góry te nazywane są potocznie Beskidzkimi Wyspami, bo kojarzą się one właśnie z wyspami, szczególnie wtedy, gdy doliny wypełniają mgły, tak jak dzisiejszego chłodnego poranka. Wówczas wierzchołki wyłaniające się z toni tego morza mgieł wyglądają jak wyspy. W okresie międzywojennym, ktoś, choć do końca nie wiadomo na pewno kto, wymyślił nazwę Beskid Wyspowy, która stała się nazwą powszechnie obowiązującą.


TRASA:
Szczawa, Bukówka Przełęcz pod Małym Krzystonowem Mały Krzystonów (984 m n.p.m.) Krzystonów (1012 m n.p.m.) Polana Wały Kutrzyca (1051 m n.p.m.) Jasień (1062 m n.p.m.) Polana Folwarczna Ostra (780 m n.p.m.) Mszana Dolna

OPIS:
Cienista dolina Kamienicy wypełnia się coraz bardziej jaskrawą czerwienią. Słońce zostało przebudzone. Wyruszamy na szlak ze wsi Szczawa leżącej wśród gór i lasów, na pograniczu Gorców i Beskidu Wyspowego. Jej nazwa pochodzi od licznie występujących w okolicy tzw. szczaw, czyli wód mineralnych o leczniczych właściwościach. Pisał o nich już Jan Długosz w XV wieku, ich istnienie potwierdził Baltazar Hacquet w opisie podróży odbytej w latach 1788-1795, a także Stanisław Staszic w swoim dziele „O ziemiorództwie Karpatów”. Walory tutejszego mikroklimatu zaczęto bardziej doceniać w okresie międzywojennym, kiedy podjęto próbę uczynienia ze Szczawy uzdrowiska. W 1938 roku wybudowano w Szczawie niewielką pijalnię wraz z rozlewnią wód. Po wojnie dokonano rekonstrukcji ujęć. Dzisiaj funkcjonują w Szczawie trzy ujęcia bardzo wartościowych i silnych wód mineralnych: „Krystyna”, „Hanna” i „Dziedzilla” oraz pijalnia wód mineralnych oddana do użytku w 2010 roku. Wieś jednak wciąż czeka w zaciszu doliny na odkrycie przez kuracjuszy.

Wieś Szczawa, osiedle Bukówka to nasz początek nowego wyzwania - ponad 250 kilometrów pieszej wędrówki i ponad 12,5 tysiąca metrów przewyższeń do pokonania na pętli Głównego Szlak Beskidu Wyspowego. Szlak ma przebieg pętli, a więc kiedyś powrócimy do miejsca startu. Znów staniemy w tym samym miejscy, gdzie zaczynamy dzisiejszą wędrówkę. Ile dni ona potrwa? Ile zmagań przed nami? Dowiemy się tylko wtedy, gdy zaczniemy. Godzina 7.50, dzień 19 listopada 2016 roku - przechodzimy przez most na lewy brzeg rzeki Kamienicy. Skręcamy w lewo za znakami niebieskiego szlaki i przechodzimy przez kolejny most nad potokiem Mogielicy, który nieopodal uchodzi do Kamienicy. Mijamy z prawej drewnianą szopkę, potem zielono malowaną kapliczkę, za którą zaczynamy dość ostre podejście na przełęcz oddzielającą masyw Mogielicy i masyw Jasienia. Niebawem szlak wprowadza nas na leśną dróżkę.

Szczawa, osiedle Bukówka.
Szczawa, osiedle Bukówka.

Rzeka Kamienica.
Rzeka Kamienica.

Kapliczka w Szczawie.
Kapliczka w Szczawie.

Szczawa Bukówka w dolinie Kamienicy.
Szczawa Bukówka w dolinie Kamienicy.

Po kilku minutach wchodzimy z lasu i wspinamy się przez łąki osiedla Świstak. Przysiółek liczy kilka domostw. Wchodzimy na gruntową drogę, która dochodzi do przysiółka z doliny Kamienicy i dalej ciągnie się stokiem Małego Krzystonowa. Droga ta prowadzi nas na przełęcz. Przechodzi przez niedużą polanę obwarowaną z prawej strony ścianą zielonych świerków i rudziejących modrzewi, zaś z lewej dającą widok na wypełnioną mgłą dolinę Kamienicy. Znów zagłębiamy się w lesie, gdzie chwilkę przeważają świerki, potem jednak dominować zaczynają wyniosłe, ale rzadko rosnące buki. Wśród nich teren stoku pokrywają nieduże choiny młodych świerków. To sprawia, że mamu przed sobą imponujący widok na najwyższy szczyt Beskidy Wyspowego - Mogielicę (1170 m n.p.m.). Przed szczytem Mogielicy zwieńczonym wieżą widokową widzimy najdłuższy grzbiet jaki od niego odchodzi z rozległą polanę - Halę Stumorgową, której nazwa pochodzi od dawnej jednostki miary powierzchni zwanej morgą. Na lewo od szczytu Mogielicy odchodzi krótszy grzbiet z polaną Wyśnikówka.

Łąki osiedla Świstak.
Łąki osiedla Świstak.

Osiedle Świstak.
Osiedle Świstak.

Opuszczamy osiedle Świstak.
Opuszczamy osiedle Świstak.

Przed ścianą zielonych świerków i rudziejących modrzewi.
Przed ścianą zielonych świerków i rudziejących modrzewi.

Przeważają świerki.

W dali widać Mogielicę.
Tutaj mamy rzadko rosnące buki i młode świerki. W dali widać Mogielicę.

Drogę pokrywa mokry śnieg. W dolinie był bardziej zmrożony. Powolutku jednak, bez większych trudności docieramy o godzinie 9.05 na przełęcz. Krzyżują się tutaj leśne drogi. Przy skrzyżowaniu tych dróg stoi murowana kapliczka. W przeszklonej wnęce kapliczki umieszczono figurę Matki Bożej. Po przeciwległej stronie znajduje się wiata i turystyczna tablica informacyjna. Po krótkim odpoczynku kontynuujemy podejście, przy czym na przełęczy zmieniamy kolor szlaku na żółty.

Bukowym lasem podążamy na szczyt Mały Krzystonów (984 m n.p.m.) przecinając kolejne poziomice. Wchodzimy na szczyt, przez który ścieżka skręca łukiem nieco na prawo. Na szczycie Małego Krzystonowa znajduje się nieduża polana otoczona szczelnie lasem. Idziemy dalej wąskim grzbietem przechodzimy przez płytką przełęcz i wspinamy się krótko na Krzystonów (1012 m n.p.m.). Krzystonów jest całkowicie zarośnięty lasem. Na jego stokach zaczynamy zbierać chrust. Będzie niebawem potrzebny. Pod szczytem Krzystonowa jest taka polana, co zwą ją Wały. Po przejściu przez wierzchołek góry mamy odejście na tą polanę - zielony szlak w lewo, kierunek do Białego.

Kapliczka na rozstaju pod Małym Krzystonowem.
Kapliczka na rozstaju pod Małym Krzystonowem.

Mały Krzystonów (984 m n.p.m.).
Mały Krzystonów (984 m n.p.m.).

Przed szczytem Krzystonów (1012 m n.p.m.).
Przed szczytem Krzystonów (1012 m n.p.m.).

W sezonie letnim na polanie gospodaruje Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich z Katowic. Dzisiejszego dnia my pogospodarzymy. Ognisko płonie już, o co zadbała drużyna z czoła grupy, dowodzona przez Janka i Ricardo. Z dymem niesie się po lesie smakowity zapach. Ostatni przybyli na Polanę Wały rozpoczynają biwak o godzinie 9.50.

Obszar polany jest stosunkowo płaski, choć leży na dość stromym stoku opadającym od szczytu góry. W miejscu usytuowania polany na stoku uformowane są dwa tarasy, dzięki którym pochyłość jest zniwelowana. Skrajem polany, zaraz za wiatą bazową płynie sobie strumyk. Spływa do doliny, gdzie uchodzi do Kamienicy Gorczańskiej, czyli po prostu Kamienicy jak powszechnie mówi się o tej rzece. W okresie sezonu stanowi rezerwuar wody dla działającej tu bazy namiotowej.

Na polanie płonie wciąż ognisko, watra, która przywołuje wspomnienie innych wędrówek z przeszłości. Jej ogień budzi poczucie wspólnoty, jak niegdyś w Karpatach, kiedy władali nimi pasterze. W płomieniach ognia drzemie niszczycielska siła, lecz gdy jest on zamknięty w kamiennym kręgu, tak jak tu na Polanie Wały zmienia się jego natura – staje się symbolem jedności grupy, która przy nim wspólnie biesiaduje i ogrzewa się w jego cieple. To pierwszy ogień nowego cyklu wędrówek Tropami Rysia po Beskidzkich Wyspach. Niech wytworzy wśród nas silną więź i bliskość, która pomoże nam razem dotrwać do końca w tej wędrówce. Ogień już w wiekach przed naszą erą był symbolem czystości, prawdy i porządku.

Polana Wały.
Polana Wały.

Silna, pięćdziesięcioosobowa ekipa podjęła wyzwanie - Główny Szlak Beskidu Wyspowego liczący sobie ponad 250 kilometrów długości i ponad 12 tysięcy metrów przewyższeń. Góry to wolność i przygoda – to dlatego tu jesteśmy, a poza tym jesteśmy z ludźmi, których obdarzamy szczególnym zaufaniem i szacunkiem (góry tego wymagają od nas, bo w przeciwnym wypadku mogą one stać się dla nas groźne). Dochodzi dwunasta, a według dawnych wierzeń o tej godzinie siły światła, czyli dobra są największe, a więc ogień naszej watry ma teraz moc najbardziej magiczną, najskuteczniejszą.

Grupa na Polanie Wały.
Grupa na Polanie Wały.

Na polanie zrobiło się pusto, dogasa ognisko.
Na polanie zrobiło się pusto, dogasa ognisko.

Przed nami najwyższa kulminacja dnia, trzeci szczyt pod względem wysokości w Beskidzie Wyspowym. Wygaszamy ogień i wracamy na szlak. Grzbietową dróżką podążamy ku kulminacji. Grzbiet porośnięty jest z rzadka wysokimi bukami, a większość miejsca zajmują młode świerki. Z lewej zaraz przy szlaku ciągnie się na pewnym odcinku rów rozpadlinowy oraz wychodnie piaskowca. Ponoć na północnych stokach masywu, w jaskiniach ukryte są skarby zbójnickie. Dróżkę pokrywa kilka stojących kałuż, czy może raczej młak, które utrzymuje nieprzepuszczalne podłoże.

Kałuże na szlaku.
Kałuże na szlaku.

Rów rozpadlinowy.
Rów rozpadlinowy.

Głazy i wychodnie na grzbiecie.
Głazy i wychodnie na grzbiecie.

Wąski grzbiet przed Kutrzycą.
Wąski grzbiet przed Kutrzycą.

Widok na północny zachód, w kierunku Lubogoszcza i Ćwilina.
Ćwilin (z prawej), Lubogoszcz (z lewej na dalszym planie).

W lesie przed Kutrzycą.
W lesie przed Kutrzycą.

O godzinie 11.30 olśniewa nas widok z polany, na którą szlak wyprowadza nas nagle, wychodząc z zadrzewienia. To Polana Skalne. Przy skraju polany, w najwyższym jej punkcie stoi murowana kapliczka. We wnęce znajduje się figura Matki Bożej. Po drugiej stronie ścieżki stoi tablica z mapą i słupek z tabliczką Kutrzyca (1051 m n.p.m.). Często szczyt Kutrzycy jest uznawany za drugi, niższy wierzchołek Jasienia, który znajduje się zaledwie 300 metrów stąd na południowy zachód.

Piękna panorama obejmuje najbliżej położone: Wysoki Wierch i Kiczorę Kamienicką, a dalej za nimi Gorce z Gorcem i Lubaniem. Gdzieś za nimi są Tatry zasłonięte w tej chwili chmurami. W dolnej części Polany Skalne widać duży szałas, który niegdyś służył pasterzom, a dzisiaj turystom, którzy korzystają z niego do biwaków i noclegów. Szałas adaptowany do celów turystycznych został wyposażony w drewniane prycze, stół ławki i grill. Polana Skalne jest równie znakomitym miejscem na biwak jak Polana Wały. Obie kiedyś były wypasane, okresowo koszone, a nawet uprawiane. Gdy gospodarka taka przestała być opłacalna polany te pozostawione zostały przyrodzie, która stopniowo pokrywa je borówczyskami, potem młodymi drzewkami, aż w końcu całkowicie zarosną lasem.

Wejście na szczyt Kutrzycy i Polanę Skalne.
Wejście na szczyt Kutrzycy i Polanę Skalne.

Kutrzyca (1051 m n.p.m.).
Kutrzyca (1051 m n.p.m.).

Panorama z Polany Skalne.
Panorama z Polany Skalne.

Szałas na Polanie Skalne.
Szałas na Polanie Skalne.

Widok na zalesiony Jasień z Kutrzycy.
Widok na zalesiony Jasień z Kutrzycy.

Kutrzyca (1051 m n.p.m.).
Kutrzyca (1051 m n.p.m.).

Szlak wiedzie dalej górnymi partiami polany. Zalesiony wierzchołek Jasienia mamy cały czas przed sobą. Oba wierzchołki, Jasienia i Kutrzycy oddziela niewielkie siodełko. Obszary polany pokryte śniegiem silnie kontrastują na tle ciemnych chmur, które napłynęły i zagarnęły już prawie cały błękit nieba. Jesień ma się ku końcowi. O godzinie 12.00 mijamy tabliczkę szczytową Jasienia (1062 m n.p.m.).

Zaraz za szczytem Jasienia drogi rozchodzą się. Żółty szlak skręca na lewą odnogę i prowadzi do wsi Rzeki. Na drogę odchodzącą w prawo wprowadza zielony szlak, który ma tutaj swój początek. Idziemy teraz za zielonymi znakami. Dukt łagodnie obniża się. Zza chmur wychodzi słońce oświetlając zielone świerki i konary buków, które zrzuciły już liście. Buki są już gotowe na nadejście zimy. Przechodzimy przez kolejną polanę porośniętą częściowo brzozami. Po prawej na północny widać z niej Ćwilin (1972 m n.p.m.), drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego. Nazwa tej góry pochodzi od niemieckiego słowa Zwilling, co oznacza bliźniaka, w tym przypadku do wznoszącej się w sąsiedztwie Śnieżnicy.

Polana Skalne.
Polana Skalne.

Polana Skalne na tle Mogielicy.
Polana Skalne na tle Mogielicy.

Jasień (1062 m n.p.m.).
Jasień (1062 m n.p.m.).

Dukt łagodnie obniża się.
Dukt łagodnie obniża się.

Polana między Jasieniem i Kobylicą.
Polana między Jasieniem i Kobylicą.

Ponad drzewami widoczny jest Ćwilin.
Ponad drzewami widoczny jest Ćwilin.

Za polaną mamy ostrzejsze zejście, prowadzące kamienistą ścieżką przeciskającą się ciasno wśród gąszczu świerków i innych drzew. W międzyczasie obchodzimy od północno-wschodniej strony szczyt Kobylicy (949 m n.p.m.), po czym o godzinie 12.35 wchodzimy na Polanę Folwarczną, pokrywającą przełęcz pod Kobylicą (874 m n.p.m.). Rozciąga się z niej bardzo ładny widok na Gorce od Kudłonia (1274 m n.p.m.) przez Turbacz (1310 m n.p.m.) po Maciejową (815 m n.p.m.), czy też szczyty Beskidu Wyspowego: Dziurczak (797 m n.p.m.), Luboń Wielki (1022 m n.p.m.), Szczebel (977 m n.p.m.).

Po krótkim postoju na skraju Polany Folwarcznej ruszamy dalej. Za przełęczą nieznacznie wznosi się zalesiony szczyt Kiczory (901 m n.p.m.). Mijamy początek czarnego szlaku sprowadzającego z przełęczy do Lubomierza, po czym zaczynamy obchodzić wierzchołek Kiczory i jednocześnie dość stromo schodzić z góry. O godzinie 13.35 przecinamy szosę przechodzącą przez wieś Łętowe, której początki należy łączyć z gospodarką pasterską. Osiedlający się tutaj ludzie wypierali las, który niegdyś pokrywał całą okolicę. Nazwę Łętowe pierwotnie odnoszono do płynącego tędy potoku, później przeniesiono ją również na nazwę osady.

Polana Folwarczna.
Polana Folwarczna. Przed nami zalesiony szczyt Kiczory.

Widok z Polany Folwarcznej.
Widok z Polany Folwarcznej. Na pierwszym planie masyw Ostrej i Ogorzałej.

Polana Folwarczna.

Zejście do wsi Łętowe.
Zejście do wsi Łętowe.

Szosa przez wieś Łętowe.
Szosa przez wieś Łętowe.

Po przecięciu szosy szlak prowadzi dróżką między pastwiskami. To mało uczęszczany szlak. Z prawej widzimy rozległy Ćwilin. Przed ścianą lasu skręcamy w lewo i idziemy pewien czas skrajem pastwiska. Wtem szlak skręca do lasu. Widzie jego błotnistymi drogami. Za niedługo jednak znowu wychodzimy na łąki i pastwiska, gdzie stoi stary, opuszczony szałas. Na kolejnej drewniana stodółka i jest stado pasących się owiec, choć trawa już nie jest tak soczysta, a tradycyjny redyk jesienny dawno już za nami. Owce pasą się na terenie ogrodzonym elektrycznym pastuchem. Jest pod napięciem, ale gospodarz wymyślił zmyślne furtki, których mechanizm działania udaje się nam przejrzeć i skorzystać z nich. Po drugiej stronie pastwiska ogrodzonego pastuchem ;stoi mała stodoła, za którą zielony szlak skręca w prawo, a chwile potem w lewo i prowadzi wprost na wierzchołek grzbietu Ostrej i Ogorzałej.

Wzdłuż ściany lasu.
Wzdłuż ściany lasu.

Stary, opuszczony szałas.
Stary, opuszczony szałas.

Rozległe łąki.
Rozległe łąki.

Szopka na pastwisku przed Ostrą.
Szopka na pastwisku przed Ostrą.

Podejście na Ostrą.
Podejście na Ostrą.

Z prawej mijamy młodnik i zatrzymujemy się przed polem wiatrołomów, trochę już uprzątniętych, ale w dalszym ciągu utrudniających przejście grzbietu. Jest tabliczka informująca o zmianie przebiegu szlaku, tymczasowej, jak wcześniej informowaliśmy się znakarza odpowiedzialnego za ten szlak. Zmieniony przebieg szlaku odchodzi na lewo i obchodzi wierzchołki góry od północnej strony, poniżej wiatrołomów. Przechodząc obejściem natrafiamy na strefę chaotycznie powyginanych i połamanych brzózek. Drzewa chylą się we wszystkie strony świata. Dziwna musiał być ta wichura, która to uczyniła. Od brzózek szlak intensywniej wspina się trawersem stoku i niebawem wracamy na pierwotny przebieg szlaku, tuż, tuż za wierzchołkiem Ostrej.

Wycofujemy się kilkadziesiąt metrów i wchodzimy na szczyt Ostrej (780 m n.p.m.). Od tej strony dróżka grzbietowa jest wolna od wiatrołomów. Opłacało się podjąć ten niewielki wysiłek zdobycia szczytu, bo ogołocony z drzew daje ładną, niemal dookólną panoramę.

Warstwa chmur nad nami rozrzedziła się nieco, widać niebieski prześwit. Na zachodzie jednak słońce chowa się za kłębowiskiem zbitych obłoków. Schodzimy. Szlak sprowadza nas poniżej wierzchołka Ogorzałej (806 m n.p.m.). Trochę lasem, ale później coraz częściej przez łąki z malowniczymi widokami, schodzimy do doliny Łostówki, w której leży wieś Łostówka. Łostówka to stara wieś, o której w Kodeksie Małopolski wspomina sie o nadaniu tej wioski klasztorowi w Szczyrzycu w 1254 roku. Łostówka sąsiaduje bezpośrednio z miastem Mszana Dolna.

Podejście na Ostrą.
Podejście na Ostrą.

Widok na Ćwilin z podejścia na Ostrą.
Widok na Ćwilin z podejścia na Ostrą.

Powyginane brzózki.
Powyginane brzózki.

Błotnisty trawers stoków Ostrej.
Błotnisty trawers stoków Ostrej.

Ostra (780 m n.p.m.).
Ostra (780 m n.p.m.).

Wierzchołek Ostrej.
Wierzchołek Ostrej.

Niebo nad Ostrą.
Niebo nad Ostrą.

Przepiękne wzniesienia, chmurzaste niebo, zanikająca łuna słońca, które schowało się już za chmury, a za chwile zajdzie zupełnie za horyzont. Postępuje szarówka. Na wprost nas po drugiej stronie doliny wznosi się pokryty polami Grunwald (624 m n.p.m.). Kiedyś będziemy go zdobywać, jeśli wytrwamy na Głównym Szlaku Beskidu Wyspowego. Tymczasem o godzinie 16.00 osiągamy dolinę Łostówki.

Wchodzimy na główną szosę, gdzie skręcamy w lewo. Idziemy prawie do Mostu nad rzeką Mszanką, przed którym skręcamy w prawo na boczną szosę, która po chwili rozwidla się - wybieramy lewą odnogę, która doprowadza nas do centrum Mszany Dolnej, w okolicy mostu nad rzeką Mszanką. Tu właściwie kończy się nasza wędrówka. Pozostaje przejście na drugą stronę rzeki, gdzie na placyku przy rzece stoi nasz autokar.

Chmurzaste niebo na zachodzie.
Chmurzaste niebo na zachodzie.

Łąkami schodzimy do wsi Łostówka.
Łąkami schodzimy do wsi Łostówka.

W głębi widoczne szczyty Lubonia Wielkiego i Szczebla. Przed nimi widać miasto Mszana Dolna.
W głębi widoczne szczyty Lubonia Wielkiego i Szczebla. Przed nimi widać miasto Mszana Dolna. 

Most nad Łostówką w Łostówce.
Most nad Łostówką w Łostówce.

Cztery pory roku z Beskidem Wyspowym.
Cztery pory roku z Beskidem Wyspowym - to nas czeka.

Autokar stoi na placyku i nie pojedzie, Wiesław (nasz kierowca) robi co może, ale usterka jest zbyt poważna. Wezwał już zastępczy wóz, który lada moment ma być w Mszanie Dolnej. Wspaniały dzień za nami. Szarówka przeszła już w mrok. Słychać rzekę płynącą obok. Miasteczko zasypia. Wkrótce przyjeżdża zastępczy autokar. Jesteśmy pełni wrażeń z trasy, radzi, że dopisała pogoda, a przede wszystkim z czasu spędzonego z interesującymi, cudownymi ludźmi. Żegnamy się ze wszystkim, którzy zechcieli wybrać się na tą jednodniową eskapadę, z tymi co mieszkają nieopodal nas, a przede wszystkim z tymi co przyjechali z daleka (wyjątkowo mocno ściskamy Marię, która przyjechała aż z Wałbrzycha). Z niecierpliwością czekamy na drugi etap wędrówki Tropami Rysia po Beskidzkich Wyspach.


GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Ogorzała - łąki nad Łostówką



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas