2

Beskid Niski
ŚRODKOWA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 9        rozdział 21
Długa przerwa w bacówce szybko mija. Wędrując po okolicy napotykaliśmy mnóstwo kamiennych krzyży i kapliczek. Były w każdej łemkowskiej wiosce. Stoją w nich nadal, zwykle samotnie jak strażnicy opustoszałych ziem. Większość z nich powstała w tutejszej okolicy, w wiosce Bartne (łemk. Бортне, Bortne) leżącej u stóp Mareszki, na stokach której znajduje się bacówka.

Słońce jest już blisko końca swojego krótkiego, zimowego bytu. Schodzi do grzbietu Magurycza. Za niedługo dotknie go, odda ostatnie przebłyski i dolna Bartnianki zanurzy się w zmierzchu.

TRASA:
Bacówka PTTK w Bartnem (628 m n.p.m.) – Bartne (494 m n.p.m.)

OPIS:
Ostatnie godziny tej wyprawy poświęcamy na spacer w dół doliny potoku Bartnianka, wypływającego spod szczytu Mareszki, płynącego przez jedną z tych wsi łemkowskich, gdzie kultura i tradycja łemkowska jest wciąż żywa. To wieś zamieszkała prawie w całości przez ludność łemkowską. Po 1956 roku wiele rodzin łemkowskich wróciło do Bartnego. Powroty nie były łatwe, bo zaraz po wysiedleniach Łemków łemkowskie domostwa przejęli polscy osadnicy. Te, które ocalały mogły być odzyskane przez Łemków, ale musieli je odkupić za niemałe na owe czasy pieniądze. Wiele jednak musiało odbudowywać swe domostwa od początku, bo te zniknęły rozebrane. Polscy osadnicy w większości wyjechali ze wsi. Bartne z czasem zapełniło się na powrót łemkowską tradycją i kulturą. Tak jest do dziś.


Wieś była w pewnym sensie odcięta od świata zewnętrznego. Dojazd do niej przez wiele lat był trudny. Pierwszy autobus PKS do Bartnego dotarł dopiero w 1987 roku, kiedy położono asfalt na drodze, sięgający cerkwi prawosławnej. Wcześniej najbliższy przystanek autobusowy znajdował się w odległym o 7 kilometrów Dragaszowie. W 1997 roku pociągnięto asfalt wyżej, na drugi koniec wsi. Zapewne to opóźniło przebudowę Bartnego. Do dziś pozostało w nim wiele tradycyjnych łemkowskich chyży, wpisanych obecnie do rejestru zabytków.

Droga do wsi.
Droga do wsi.

Pierwsza chałupa.
Pierwsza chałupa.

Maszerując asfaltowaną drogą przez wieś Bartne poszukujemy ocalałych, autentycznych łemkowskich budynków. Pierwszy widzimy po lewej, około 200 metrów o szosy. Leży przy bocznej drodze prowadzącej do Banicy. To dom Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku. Nieco bliżej nas w obejściu stoi jeszcze jedna chyża z 1927 roku. Słabiej ją widać z drogi, bo przysłania ją budynek gospodarczy.

Dom nr 56 Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku (255/78 z 28.04.1978).
Dom nr 56 Worobla z 1910 roku, przebudowany w 1923 roku (255/78 z 28.04.1978).

Schodzimy niżej. Szosa delikatnym łukiem skręca trochę na lewo, mijając małą stodółkę. Po prawej na wysokości domu nr 51 stoi krzyż żeliwny z Chrystusem. U jego podstawy widać postać kobiety (tzw. Ecclesia) z uniesionym kielichem w lewej ręce i krzyżem u prawego boku. Na kamiennym cokole krzyża wyryta jest data 1888. Jego fundator Leszko Felenczak chciał nim uczcić 900-lecie Chrztu Rusi.

Krzyż żeliwny z datą 1888 (fundator Leszko Felenczak).
Krzyż żeliwny z datą 1888 (fundator Leszko Felenczak).

Droga idzie jeszcze chwilkę na lewo, po czym odchodzi w prawo koło krzyża z datą 1878 na cokole. Wykonany został przez W. Graconia, a przypuszczalnym fundatorem jest niejaki Kiłko ze Świątkowej. Za krzyżem rosną dwie stare lipy w wieku 80-100 lat. Pokonujemy niewielki garb, po czym dalej małym łukiem w prawo. Po prawej stoi drewniana zagroda z 1927 roku oznaczona nr 46. Po lewej od zagrody, bliżej drogi stoi wozownia drewniano-kamienna.

Droga skręca łagodnie na prawo.
Droga skręca łagodnie na prawo.

Krzyż z datą 1878 na cokole, wykonany został przez W. Graconia.
Krzyż z datą 1878 na cokole, wykonany został przez W. Graconia.

Dom nr 44 - zagroda drewniana z 1927 roku [253/78 z 28.04.1978] (fot. Zbigniew Sz).
Dom nr 44 - zagroda drewniana z 1927 roku [253/78 z 28.04.1978] (fot. Zbigniew Sz).

Przechodzimy mostkiem nad prawobrzeżnym dopływem Bartnianki, szosa chwilkę pnie się w górę skręcając na lewo. Po prawej stronie stoi kamienny krzyż pomalowany na niebiesko. Na cokole widać datę 1876 i dane fundatora: Kiprian Kwoczka. Ponoć Kwoczka postawił ten krzyż jako wyraz wdzięczności po powrocie z Ameryki, gdzie udało się mu zarobić dużo pieniędzy.

Krzyż z datą 1876 na cokole, ufundowany przez Kipriana Kwoczkę.
Krzyż z datą 1876 na cokole, ufundowany przez Kipriana Kwoczkę.

Z lewej naprzeciwko niebieskiego krzyża mamy domostwo nr 44. Za nowym domem mieszkalnym stoi zagroda drewniana z 1924 roku. Droga szerokim łukiem skręca na prawo. Widać już stojącą przy niej kolejną łemkowską chyżę. Wcześniej jednak po prawej w obejściu na wzniesieniu widoczny jest drewniany budynek gospodarczy w zagrodzie nr 42 z 2. połowy XIX wieku. Poniżej niego drewniany spichlerz z piwnicą kamienną.

Drewniany budynek gospodarczy przy zagrodzie z 2. połowy XIX wieku [251/78 z 28.04.1978].
Drewniany budynek gospodarczy w zagrodzie nr 42 z 2. połowy XIX wieku,
a poniżej drewniany spichlerz z kamienną piwnicą [251/78 z 28.04.1978].

Przed nami, po lewej stronie drogi stoi okazała chyża nr 40. Droga przebiega bardzo blisko tego domu. Po minięciu chyży z prawej przy dojeździe do posesji widoczny jest kolejny kamienny krzyż, rzadziej spotykany typ łaciński. Schodzimy dalej w dół doliny. Trochę dalej, również z prawej w otoczeniu drzew, zaraz za domem z czerwonym dachem zauważyć można jest drewniany dom nr 38 z 1905 r. Idziemy dalej.

Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].
Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].

Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].
Dom mieszkalno-gospodarczy nr 40 (oraz spichlerz) drewniany z 1927 r. [250/78 z 28.04.1978].

Rzadziej spotykany na Łemkowszczyźnie krzyż typu łacińskiego.
Rzadziej spotykany na Łemkowszczyźnie krzyż typu łacińskiego.

Słońce zaraz dotknie grzbietu Magurycza.
Słońce zaraz dotknie grzbietu Magurycza. Z lewej widoczna chyża nr 40.

Dolina Bartnianki.
Dolina Bartnianki.

Spojrzenie na stoki Mareszki.
Spojrzenie na stoki Mareszki.

Zaraz za wzgórkiem z prawej mijamy kamienny krzyż z 1912 roku. Jego fundatorem był Ignacy Horbal, który wyjechał za pracą do Ameryki. Stamtąd przysłał pieniądze do kraju na krzyż. Jego życie zakończyło się podobno tragicznie - zginął w wypadku samochodowym.

Wkrótce przechodzimy przez drewniany most na dopływem Bartnianki, za którym droga skręca w prawo, a następnie od razu w lewo. Po prawej mijamy odejście bocznej drogi gruntowej na Przełęcz Majdan, za którą schodzimy krótko trochę bardziej stromo. Przed nami pojawiają się wieżyczki cerkwi prawosławnej. Z prawej pod drzewkiem stoi krzyż wykonany w 1888 roku. Data sugeruje, iż podobnie jak w przypadku wcześniej spotkanego krzyża, twórca pragnął nim uczcić 900-lecie Chrztu Rusi.

Kamienny krzyż z 1912 roku, ufundowany przez Ignacego Horbala.
Kamienny krzyż z 1912 roku, ufundowany przez Ignacego Horbala.

Ruiny starej piwnicy.
Ruiny starej piwnicy.

A przy drodze pasą się krowy.
A przy drodze pasą się krowy.
A przy drodze pasą się krowy.

Przed cerkwią prawosławną po lewej stronie stoi zagroda nr 27 z 1906 roku. Mijamy ją i jesteśmy pod prawosławną cerkwią pw. Świętych Kosmy i Damiana. Spotykamy przy niej  księdza Mirosława Cidyłę, proboszcza Parafii Prawosławnej w Bartnem oraz kustosza w muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów. Od razu ujmuje nas swą ciepłą osobowością, uśmiechem i życzliwością. Wprowadza nas do cerkwi, najpierw do przedsionka, gdzie kontynuuje rozpoczętą jeszcze na zewnątrz opowieść o Łemkach, ich życiu, zwyczajach i tradycjach. Jest też to czas poznania historii cerkiewnych, a w Bartnem wciąż stoją dwie cerkwie.

Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978],
dalej z lewej cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana.

Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978].
Zagroda nr 27 z 1906 roku [246/78 z 28.04.1978].

Krzyż wykonany w 1888 roku.
Krzyż wykonany w 1888 roku.

Cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew prawosławna pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.

Cerkiew, w której się znajdujemy wzniesiono w 1928 roku w stylu wschodniołemkowskim, gdy blisko siedemdziesiąt procent mieszkańców wsi wróciło na prawosławie. Dziewiętnastowieczny ikonostas pochodzi z Wołynia, podarowany do cerkwi w Bartnem w 1934 roku. W czasie wojny, a właściwie podczas Akcji „Wisła” zaginęły dwie namiestne ikony, które odtworzono ze zdjęć. W obecnym ikonostasie znajdują są współczesne ikony. W środkowej części ikonostasu odnaleźć można kopię cudownej ikony przedstawiającej Matką Bożą Poczajowską, której oryginał znajduje się w soborze Zaśnięcia Matki Bożej w Ławrze Poczajowskiej. Lśni swym balaskiem nad carskimi wrotami. Nie jest to pierwsza kopia tej ikony w bartniańskiej świątyni prawosławnej, bowiem wcześniejszą zabrali wysiedlani mieszkańcy Bartnego w 1947 roku.

Ikonostas w cerkwi prawosławnej.
Ikonostas w cerkwi prawosławnej.

Carskie wrota.
Carskie wrota.

Poczajowska Ikona Matki Bożej (kopia).
Poczajowska Ikona Matki Bożej (kopia).

Po stronie chóru znajduje się inna ocalała pamiątka po dawnej Łemkowszczyźnie: 12 owalnych ikon z prorokami. Skąd pochodzą? Nie ma pewności. Wnętrze świątyni zdobi również żyrandol cerkiewny pochodzący z dawnej świątyni greckokatolickiej (obecnie muzeum), do której zabiera nas ksiądz proboszcz.

Ikony z prorokami pochodzące z cerkwi w Świerzowej Ruskiej, rozebranej w 1947 roku.
Chór z ikonami z proroków.
Z prawej widać żyrandol pochodzący z dawnej cerkwi greckokatolickiej.

Krzyż przy cerkwi prawosławnej.
Krzyż przy cerkwi prawosławnej.

Dzisiejsze Bartne jest znacznie mniejsze niż przed wojną. Pod koniec XIX wieku wieś liczyła blisko 132 gospodarstwa i ponad 800 mieszkańców. W tamtym czasie (w drugiej połowie XIX stulecia) proboszczem greckokatolickim w Bartnem był Wołodymir Chylak, znany łemkowski pisarz. Z jego osobą zetknęliśmy się podczas październikowego pobytu w Wierchomli Wielkiej. Tam właśnie urodził się i tam odwiedziliśmy grób jego rodziców.

Wróćmy jednak do Bartnego. Mówiliśmy już, że przed wojną Bartne było dużą wsią. Poza wypasem bydła jej mieszkańcy trudnili się różnorodnym rzemiosłem, zaspokajając potrzeby własne, jak również okolicznych wsi. Bartne zasłynęło na całej Łemkowszczyźnie z rzemiosła kamieniarskiego. Bartniańscy Łemkowie byli największymi fachowcami w wyrobie krzyży i innych wyrobów kamieniarskich codziennego użytku. Kamień pozyskiwali z dwóch miejsc. Na Magurze Watkowskiej, a dokładnie na Kornutach i Mochatym wydobywano kamień miękki, drobnoziarnisty, podatny na dłuto artystów rzeźbiarstwa ludowego. Do tego nadawał się najbardziej, choć czasem wyrabiano z niego np. żarna, lecz marnej jakości. Twardy, gruboziarnisty kamień eksploatowano po drugiej stronie doliny na stokach Magurycza Wielkiego. Tam występował tzw. „siwyj kamiń”, niezbędny do wyrobu żaren młyńskich.

Oddaliliśmy się około 200 metrów od świątyni prawosławnej. Jesteśmy pod drugą cerkwią, równie pięknym wytworem łemkowskiej architektury. Cerkwie zazwyczaj wznoszono na miejscu wyniosłym, otaczano je kręgiem drzew, a często także ogrodzeniem z kamienia, czy drewnianych bali z gontowym daszkiem. Na teren takiej cerkwi wchodziło się przez drewnianą lub kamienną bramę. Tak właśnie prezentuje się cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem. Jej architektura reprezentuje typ dla cerkwi zachodniołemkowskich. Wybudowano ją w 1842 roku na miejscu starszej. Jej okazała sylwetka, obita i pokryta gontem doskonale komponuje się w krajobraz. Znajdujący się w niej ikonostas jest typowym przykładem ikony karpackiej z XIX wieku. Są tutaj XVII-wieczne ikony: Matka Boża z Dzieciątkiem i Chrystus. Z boku stoi ołtarz boczny z 1797 roku.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem
(obecnie stanowi muzeum sztuki cerkiewnej).

Ikonostas z XVIII wieku.
Ikonostas z XVIII wieku.

Odrzwia z nieistniejącej cerkwi w Nieznajowej (1780).
Odrzwia z nieistniejącej cerkwi w Nieznajowej (1780).


Ołtarz boczny z 1797 roku.
Ołtarz boczny z 1797 roku.

Cerkiew greckokatolicka służyła mieszkańcom Bartnego aż do wysiedleń w 1947 roku. W dniu 19 maja 1947 roku mieszkańców Bartnego poinformowano, że zapadła decyzja o ich wysiedleniu. Przed zachodem słońca dnia następnego Łemkowie musieli opuścić swoją wieś. Od tamtej chwili cerkwie w Bartnem opustoszały, tak jak cała dolina. W dolinie pozostało tylko 5 rodzin.

W cerkwi greckokatolickiej w Bartnem nie odprawia się już nabożeństw. W latach 1968-70 przeprowadzono prace konserwatorskie, zrekonstruowano ogrodzenie, uporządkowano otoczenie. Dzisiaj cerkiew stanowi filię Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów w Gorlicach. Składowane są w nim różne elementy wyposażenia pochodzące z innych nieistniejących cerkwi. Wśród eksponatów znajdziemy w nim modrzewiową belkę wotywną oraz odrzwia z nieistniejącej cerkwi z Nieznajowej, na których namalowano postacie świętych Piotra i Pawła.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem od strony wieży babińca.

Spichlerz plebański [fot. Zbigniew Sz].
Przedłuża nam się pogawędka z księdzem Mirosławem i jego żoną Marią, wydłuża się pobyt w Bartnem. Trzydzieści lat temu, a potem jeszcze przez trzy kolejne lata odbywała się tutaj jakże kameralna wówczas „Łemkowska Watra”, która obecnie organizowana jest w niedaleko stąd, w Zdyni. Tam podczas tegorocznej „Łemkowskiej Watry” nastąpi finał naszej wędrówki po Łemkowszczyźnie. Spotkamy się z Łemkami, ich kulturą, tańcem i muzyką w niewielkiej Zdyni, która podczas trzech lipcowych dni stanie się swoistym centrum świata dla łemkowskiej kultury.

Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.
Cerkiew greckokatolicka pw. Świętych Kosmy i Damiana w Bartnem.

Krzyż poświęcony ofiarom obozu w Thalerhofie.
Krzyż poświęcony ofiarom obozu w Thalerhofie.
Wracamy do centrum wsi, gdzie stoi autokar. Po raz drugi przechodzimy obok krzyża poświęconego ofiarom obozu w Thalerhofie. Ufundowali go najprawdopodobniej wszyscy mieszkańcy, jak można sądzić po inskrypcji na cokole, która w tłumaczeniu brzmi „Ofiarom Thalerhofu i walczącym za ideę ruską wdzięczni Bartnianie. 1933”.


Żegnamy się już z Bartnem, z jej zaciszem i przenikliwym spokojem. Słońce schowało się już za Maguryczem. Wędrówka po Łemkowszczyźnie mogła by trwać jeszcze dłużej. Moglibyśmy wędrować po tych dróżkach i drogach nie wiadomo dokąd - donikąd i bez celu. Niektóre urywają się w lesie lub na łące, niektóre ukazują nieme znaki i świadectwa Łemków, często pokazują jak wygląda ziemia z której nagle zniknął człowiek.



Nasza grupa dzisiaj rano, przed wyjściem w trasę.

Minął nam szybko ten czas - chwile radosne i piękne, spędzone z Wami;
czas poznawania, wędrowania i zabawy (naszego miasnyci)
- mógłby się nie kończyć.
Za ten czas wspólnie spędzony Wam dziękujemy.
Z takim zespołem ludzkim moglibyśmy iść na koniec świata,
nie straszne nam zimowe wiatry, czy dzikie, lodowate potoki.
Wkrótce kolejne spotkanie na szlaku,
tym razem będziemy przemierzać wschodnie krańce Łemkowszczyzny.

Do zobaczenia na końcu świata,
na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego.

Niech wiatr gra pieśń o Łemkowyni!




Dziękujemy za pomoc przyjaciołom, którzy podobnie jak my dzielą się pasją
na blogach o górach i Łemkowszczyźnie.
Zaglądamy do nich często i Was do tego zachęcamy:



2

Beskid Niski
ŚRODKOWA ŁEMKOWSZCZYZNA
dzień 9        rozdział 20
Powojenne wydarzenia opustoszyły Beskid Niski. W jednej chwili zniknęli ludzie, zostały puste domy. Była to ostatnia fala przesiedleń, najbardziej dramatyczna, bo przecież kto chciały opuścić swoją ojcowiznę. Tamtego dnia o poranku wstali jak zwykle, by oddać się codziennym obowiązkom. Nie spodziewali się, że ich świat legnie w gruzach. Jeszcze tego samego dnia, pod przymusem, bezwzględnie musieli opuścić swe domostwa. Ileż mogli zabrać ze sobą ze swego dobytku, skoro na spakowanie się dostali może godzinę, może dwie. Już wcześniej obiecywano im „złote góry”, lecz nie chcieli w nich pozostać gdy je zobaczyli. Próbowali wracać w rodzinne strony. Niektórym to się udało, nielicznym. Nie zawsze było do czego wracać, bo przez lata nieobecności wiele się zmieniło na ich rodzinnej ziemi.

Niektóre wioski jednak odrodziły się, ale właściwie tylko nieliczne. Niektóre zaś pochłaniać zaczęła przyroda. Dziś zobaczymy przykłady obu takich wsi łemkowskich. Jedna z nich jeszcze nie tak dawno była niedostępna, leżąca poza szlakami turystycznymi w obszarze Magurskiego Parku Narodowego. Do tej drugiej Łemkowie powrócili po 1956 roku. Dziś jest ona na powrót łemkowską wsią. Udajemy się najpierw do wioski, która nie odrodziła się już nigdy.

TRASA:
Świątkowa Wielka [żółty szlak] Świerzowa Ruska [żółty szlak] Przełęcz Majdan [czerwony szlak] Magura, ołtarz [zielony szlak] Wątkowa (846 m n.p.m.) [zielony szlak] Magura, ołtarz [czerwony szlak] Przełęcz Majdan [czerwony szlak] Bacówka PTTK w Bartnem

OPIS:
Świerzowa Ruska na mapie WIG z okresu międzywojennego.
[źródło: http://polski.mapywig.org/]
Przejeżdżamy przez Świątkową Małą, a potem przez Świątkową Wielką na drugi koniec wsi, z utrudnieniami bo szosa jest oblodzona. Dojeżdżamy na miejsce o godzinie 9.20. Później niż planowaliśmy (przynajmniej o jedną godzinę) rozpoczynamy wędrówkę pod wyciągiem narciarskim „Mareszka”. Dzisiaj sięgają tutaj zabudowania Świątkowej Wielkiej. Przypuszczalnie wcześniej sięgała do tego miejsca wieś Świerzowa Ruska (łem. Свipжoвa pycькa), ciągnąca się w górę potoku Świerzówka, pomiędzy grzbietami Mareszki (801 m n.p.m.) i Majdanu (781 m n.p.m.). Cztery miesiące temu górna część doliny Świerzówki nie była dostępna dla ruchu turystycznego. Znajduje się ona w obszarze z Magurskiego Parku Narodowego. Dopiero od dnia 2 października 2015 roku udrożniono przez nią szlak turystyczny wraz ze ścieżką przyrodniczo-kulturową „Świerzowa Ruska”.

Ruszamy w górę doliny potoku Świerzówka. Jakby się tu kiedyś rozejrzeć dokoła to ujrzelibyśmy najniżej położone zabudowania wsi Świerzowa Ruska, jednej z większych wsi w tej części Beskidu Niskiego. Nie wiadomo kiedy dokładnie powstała. Pierwsi osadnicy doliny Świerzówki mieli przybyć z Zakarpacia wypchnięci stamtąd przez Madziarów, czyli Węgrów. Wedle innych podań mieli to być Rusini z Naddnieprza, którzy w tutejszych górach znaleźli schronienie przed napierającymi Tatarami. W 1680 roku stały tu 4 gospodarstwa, w 1765 roku gospodarstw było tutaj 27, a poza nimi funkcjonowały również tartak i karczma. W drugiej połowie XIX wieku na drugim końcu wsi, a właściwie powyżej niej na Przełęczy Majdan istniał folwark i działała znana w okolicy potażarnia, w której wytwarzano potaż, czyli węglan potasu. Było to idealne miejsce na lokalizację takiego wytwórstwa, ze względu na dostępność surowca - drzew liściastych, których popiół jest składnikiem niezbędnym do produkcji szkła, mydła, farb. Jej właścicielem był Władysław Marek - Polak, który tak zżył się z mieszkańcami Świerzowej Ruskiej, iż kazał pochować się we wsi na grekokatolickim cmentarzu. Jego nagrobek stoi tam do dziś.

Pośród nieistniejących domostw znajdujących się na początku wsi Świerzowa Ruska.
Pośród nieistniejących domostw znajdujących się na początku wsi Świerzowa Ruska.

Mapka ścieżki przyrodniczo-kulturowej Świerzowa Ruska.
Mapka ścieżki przyrodniczo-kulturowej Świerzowa Ruska.

W 1945 roku, kiedy wysiedlono większość mieszkańców wsi do Ukraińskiej SRR, liczyła on 73 gospodarstwa i około 450 mieszkańców. Wyjechali wtedy prawie wszyscy, zostało jedynie 9 osób, które dwa lata później zostały przesiedlone na Ziemie Odzyskane w ramach akcji „Wisła”. To był początek końca wsi. Próbowano sprowadzić do doliny polskich osadników, przez jakiś czas działał PGR, ale w końcu obszar ten pozostawiony został odłogiem przyrodzie. Dolina zarosła. Leży obecnie w obrębie Magurskiego Parku Narodowego.

W dolnej części wsi Świerzowa Ruska.
W dolnej części wsi Świerzowa Ruska.

Dolina zwęża się.
Dolina zwęża się.

Cerkiew greckokatolicka pw. św. Jana Chrzciciela.
Cerkiew greckokatolicka pw. św. Jana Chrzciciela.
Mijamy tablicę informacyjną o nieistniejącej wsi, dalej za nią dolina Świerzówki ścieśnia się. Wchodzimy do Magurskiego Parku Narodowego. Tu po lewej stała kiedyś szkoła, a niedaleko niej budynek karczmy i sklepu. Trochę dalej na wzniesieniu górowała drewniana cerkiew. O godzinie 9.34 schodzimy z głównej drogi na lewo, ku potokowi. Mostkiem przechodzimy na drugi brzeg potoku. Podchodzimy chwilkę na wzniesienie - miejsce cerkwi greckokatolickiej. Cerkiew już tam nie stoi. Łemkowie starali się, aby „Dom Boga” znajdował się wyżej od ludzkich domów. Tak też w 1894 roku wznieśli swą świątynię mieszkańcy Świerzowej Ruskiej. Stoimy na wzniesieniu ponad potokiem, gdzie ponad łemkowskimi domostwami stała cerkiew greckokatolicka pw. św. Jana Chrzciciela. Pozostała po niej tylko mała, cebulasta kopułka (tzw. makowniczka) zwieńczająca niegdyś jedną z wież. Pod śniegiem zapewne znaleźlibyśmy jeszcze resztki podmurówki. Świątynię otaczały dęby i lipy. Dzisiaj gdyby tylko stała, tonęła by w leśnym gąszczu. Zniknęła jednak rozebrana zaraz po wojnie, podobnie jak druga cerkiew prawosławna wybudowaną niżej przy drodze w 1927 roku. Przesiedlani w czerwcu 1945 roku mieszkańcy wioski zabrali ze sobą całe wyposażenie cerkwi. Nie zostawili go na pastwę hien.

Świerzówka i mostek na skarpę gdzie stała cerkiew greckokatolicka.
Świerzówka i mostek na skarpę gdzie stała cerkiew greckokatolicka.

Kopułka po greckokatolickiej cerkwi pw. św. Jana Chrzciciela.
Kopułka po greckokatolickiej cerkwi pw. św. Jana Chrzciciela.

Cmentarz parafialny.
Cmentarz parafialny.

Cmentarz parafialny.
Cmentarz parafialny.

Cmentarz parafialny.
Przy cerkwisku stoją ocalałe krzyże nagrobków. Jest ich chyba dwadzieścia. W głębi jest też nagrobek wspomnianego wcześniej Polaka - Władysława Marek. Opierają się upływowi czasu. Dzielą się miejscem z drzewami, ale tych drugich jest znacznie więcej. Takie cmentarze, obok przydrożnych krzyży powszechnie występujące w Beskidzie Niskim świadectwo łemkowskiej bytności. Te ostatnie groby Świerzowej Ruskiej nadal są odwiedzane. Przychodzą do nich jeszcze rodziny i znajomi pochowanych tu zmarłych, ci którzy jeszcze pamiętają gdzie szukać ich grobów.
Cmentarz parafialny.
Cmentarz  (w głębi widać nagrobek Polaka - Władysława Marek).

Nagrobek Władysława Marek.
Nagrobek Władysława Marek.

Figura Świętej Rodziny z 1938 roku.
Figura Świętej Rodziny z 1938 roku.
Słońce chyba zaczyna rozganiać chmury. Jego promienie wpadają do lasu między drzewa i krzyże, odbijają się od śnieżnobiałego pokrycia. Próbuje zbudzić łemkowską wioskę, jak kiedyś każdego poranka, lecz na nic dziś jego wysiłek. Wioska od jakiegoś czasu wciąż jest całkowicie wyciszona. Słychać tylko chrupanie śniegu pod naszymi butami. O godzinie 9.50 przechodzimy przez Świerzówkę i wracamy na dróżkę wsi. Stoi przy niej dzieło łemkowskiej sztuki kamieniarskiej - przedstawiające Świętą Rodzinę. Fundatorem tej kapliczki jest Wasyl Zikracz. Wykonana została w 1938 roku przez Iwana Szatyńskiego. Jest uszkodzona (figura Matki Bożej jest bez głowy).

Dalej, po tej samej stronie drogi kolejna rzeźba na wysokim, kamiennym cokole. Stoi na nim Święty Mikołaj, wyrzeźbiony w 1904 roku przez Wasyla Graconia. Święty Mikołaj spogląda na drogę, ale raczej przyzwyczaił się do tego, że rzadko ktoś tędy przechodzi. Niepotrzebna droga obrosła lasem. Kłaniają się jeszcze nad nią stare owocowe drzewa - kolejne świadectwo bytności ludzkiej. Sady są dziś źródłem pożywienia dla wielu zwierząt, ulubionym miejscem żerowania niedźwiedzia brunatnego. Czy wiadomo jak długo te stare sady będą mogły toczyć nierówną walkę z sukcesją dzikiego lasu? W dolina tkwi ukryta tajemnica przetrwania. Gatunek ludzki został unicestwiony. Pozostały po nim już tylko nieliczne pamiątki, ale wydaje się, że i one będą musiały ustąpić i rozsypać się w proch. Wtedy i ta drogą która podążamy w górę doliny pewnie wyblaknie i ostatecznie zniknie pod pokryciem roślinności.

Rosły tu jabłonie, grusze, śliwy, czereśnie, wiśnie - rożne odmiany tych drzew, zwane ogólnie „łemkowskimi”, nie mniej zróżnicowanymi gatunkowo. Wiele z nich zatraciło dawne walory smakowe dziczejąc z upływem czasu. Choć zdziczałe to wciąż trwają, przeciwstawiając się chorobom, warunkom pogodowym, bo te stare odmiany cechuje wyjątkowa odporność. Próżno szukać takiej współcześnie.

Zdziczałe drzewa owocowe.
Zdziczałe drzewa owocowe.

Wiosną wśród starych drzew owocowych oraz tam, gdzie kiedyś stały chyże i cerkiew zakwitnie jeszcze inna roślinność - ruderalna jak o niej mówią botanicy, dla odróżnienia jej od roślinności dzikiej, naturalniej, której sukcesja rozpoczęła się po wysiedleniu Łemków. Kiedyś zapewne ta ruderalna roślinność zaniknie zupełnie, zastąpiona naturalną przyrodą. Zostaną tylko przydrożne krzyże i stare nagrobki... dopóki i ich nie strawi czas. Jednak nie stanie się to jeszcze tej wiosny i nie powinno się to stać jeszcze przez wiele następnych wiosen. Gdy tylko zejdzie śnieg dolina znów wypełni się roślinnością taką, która rosła przy łemkowskich domostwach, dzieląc połacie przestrzeni z tą niesioną przez postępujący las. Czy tak właśnie będzie wyglądał świat, gdy człowiek będzie musiał z niego ustąpić?

W górę doliny.

W górę doliny.

W górę doliny.

W górę doliny.

W górę doliny.

W górę doliny.
W górę doliny Świerzówki.

Przecinamy potok przechodząc po zbudowanym współcześnie mostku. Niedaleko za nim mamy kolejny mostek. Potok nieco lawiruje po dolinie, ale znów go mamy po lewej. Za potokiem w oddaleniu od drogi stoi krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem, wykonany przez Wasyla Graconia. Po prawej przy drodze mamy dobrze widoczne, mimo pokrywy śniegu, pozostałości po zabudowaniach łemkowskich - kamienne piwnice (zwane po łemkowsku lochem lub pełnycyją). Wkopane były w ziemię na głębokość 1,2-1,5 metra. Stały na nich spichlerze, czyli sypance. Tych tu jednak już nie znajdziemy wcale, podobnie jak nie zobaczymy łemkowskich chyży.

Krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem wykonany przez Wasyla Graconia.
Krzyż z ukrzyżowanym Chrystusem wykonany przez Wasyla Graconia.

Łemkowska piwnica.
Łemkowska piwnica.

Świerzówka.
Świerzówka.

W górnych partiach doliny.
W górnych partiach doliny.

Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1894 roku.
Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1894 roku.
Jesteśmy już w górnych partiach doliny. Chmury rozproszyły się odsłaniając błękitne niebo. Mijamy stojącą po prawej figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1894 roku, kolejne dzieło łemkowskich kamieniarzy. Nieco dalej znów widzimy piwnicę. Dalej po prawej stronie drogi mamy krzyż z 1883 roku, pierwszy z tych bardzo wysokich krzyży znajdujących się w Świerzowej Ruskiej, których wysokość przekracza 4 metry. Ten ma 460 metrów wysokości i waży 2 tony. Ufundował go Iwan Kańczuga. Wykonany został przez Mateja Cyrkota i jego spółkę z Bartnego.


Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1894 roku.
Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem z 1894 roku.

Wszędzie widać drzewa owocowe.
Wszędzie widać drzewa owocowe.

Krzyż przydrożny z 1883 roku.
Krzyż przydrożny z 1883 roku (4,6 m wysokości, 2 tony wagi).
Krzyż przydrożny z 1883 roku.
Krzyż przydrożny z 1883 roku (4,6 m wysokości, 2 tony wagi).

Przydroże krzyże i kapliczki na Łemkowszczyźnie były wyrazem wiary i religijności mieszkańców. Stawiano je dla upamiętnienia ważnych wydarzeń w życiu wioski lub rodziny, czy jako wyraz dziękczynienia za spełnione prośby i łaski. Miały chronić od nieszczęść i od złego. Utrzymywano przy nich porządek, sadzono wokół nich kwiaty, bzy, lilaki, i drzewa. Większość krzyży postawionych (przydrożnych i cmentarnych) w Świerzowej wykonanych zostało przez kamieniarzy z Bartnego, ważnego i znanego na całej Łemkowszczyźnie ośrodka kamieniarskiego.

Podążamy dalej w górę doliny. Po kilku minutach marszu przechodzimy mostkiem na drugą stronę potoku. Dochodzimy do piwnicy. Nieco głębiej wśród drzew stoi kolejny krzyż bardzo dużych rozmiarów, znajdujący się kilka metrów od drogi. W jego cokole znajduje się wnęka. Pod wnęką widać wyryty rok: 1902. Krzyż został wykonany przez Iwana Babiaka.

Kolejny mostek nad Świerzówką.
Kolejny mostek nad Świerzówką.

Piwnica. Z prawej widać krzyż z 1902 roku.
Piwnica. Z prawej widać krzyż z 1902 roku.

Krzyż przydrożny z 1902 roku.
Krzyż przydrożny z 1902 roku.

Przed nami mostek nad potokiem, a za mostkiem kilka stopni. Przechodzimy przez Świerzówkę, a następnie pokonujemy niedużą skarpę. Potok mamy teraz po lewej. Wkrótce docieramy do następnego ogromnego krzyża z 1883 roku. To najwyższy kamienny krzyż przydrożny w Świerzowej, mający 4,65 m wysokości. Wykonany został przez Iwana i Jurka Babiaków. Znajduje się na podwórzu ich obejścia.

Krzyż przydrożny z 1883 roku (465 m wysokości).
Krzyż przydrożny z 1883 roku (najwyższy: 4,65 m wysokości).

Najwyżej położone tereny Świerzowej Ruskiej.
Najwyżej położone tereny Świerzowej Ruskiej.

Zaraz dalej znów mamy kładę nad Świerzówką, a potem kolejną. Tak droga zamienia się miejscami z nurtem potoku, który rzeźbi i nawadnia dolinę. Wzdłuż niego budowano domy. Od domów po stokach wzniesień aż do granicy lasu ciągły się pasy łemkowskich pól uprawnych. Każdy z gospodarzy miał pas ziemi od potoku, do granicy lasu. Było to sprawiedliwe, bo każdy z nich miał dostęp do żyźniejszego skrawka ziemi przy potoku.

Tutaj potok można przejść po lodzie.

Tutaj potok można przejść po lodzie.
Tutaj potok można przejść po lodzie.

Niedaleko przed Przełęczą Majdan wychodzimy na otwarte obszary z roślinnością nieleśną.
Niedaleko przed Przełęczą Majdan wychodzimy na otwarte obszary z roślinnością nieleśną.

Zbliżamy się do źródeł Świerzówki znajdujących się pod Przełęczą Majdan. Jeszcze jeden mostek i lej doliny rozszerza się i zanika. Wchodzimy na otwarte tereny, pokryte zachowaną roślinnością nieleśną, taką jaka niegdyś występowała na całej długości doliny zamieszkałej przez Łemków. Gdybyśmy się przenieśli się w tamten czas i obrócili za siebie, skąd przyszliśmy, zapewne zobaczyliśmy odkryte stoki pokryte polami opadające do doliny Świerzówki. Tereny te są obecnie koszone, wcześniej po wojnie były wypasane, w ten sposób ten skrawek łąki zachował się i w dalszym ciągu jest chroniony przed sukcesją lasu przez Magurski Park Narodowy.

Tymczasem przed nami po prawej widać najwyższy szczyt w paśmie Magury Wątkowskiej - Wątkową (846 m n.p.m.). To najwyżej położony punkt dzisiejszej wędrówki. Jest godzina 10.40. Odpoczywamy chwilkę pod wiatą. O godzinie 11.00 ruszamy dalej w kierunku przełęczy.

Polana z zachowaną roślinnością nieleśną.
Polana z zachowaną roślinnością nieleśną.

Polana z zachowaną roślinnością nieleśną.
Polana z zachowaną roślinnością nieleśną.

Dróżka biegnie dalej dość płasko. Po kilku minutach wprowadza w młodnik. Niedługo potem wychodzimy z granic Magurskiego Parku Narodowego, a jednocześnie przecinamy granicę województwa (przechodzimy z Podkarpackiego do Małopolskiego). O godzinie 11.15 wchodzimy na Przełęcz Majdan (właściwie znajdujemy się nieco powyżej przełęczy, która znajduje się troszkę dalej na południe). Krótki postój, po czym opuszczamy żółty szlak, który kończy tutaj swój bieg. Kierujemy się na północ, gdzie prowadzą nas czerwone znaki Głównego Szlaku Beskidzkiego.

O godzinie 11.00 rozpoczynamy podejście na Wątkową. Droga miarowo pnie się po leśnym stoku. Najpierw w towarzystwie wysokich buków, szczególnie dorodnych po lewej. Z prawej, gdzie niedaleko zaczyna się park narodowy las wygląda na bardziej dziki, bardziej zmiksowany przez inne gatunki drzew. Słońce rozpanoszyło się na całego. Mieni się oświetlone dno lasu, śnieg skrzy się na gałązkach drzew. To chyba najpiękniejszy zimowy dzień tej zimy, a raczej nie chyba tylko na pewno, jesteśmy o tym przekonani. Jakże może być piękniej, skoro jest tak pięknie?

Buki przy szlaku podejściowym.
Buki przy szlaku podejściowym.

Podejście.
Podejście.

Droga miarowo pnie się po leśnym stoku.
Droga miarowo pnie się po leśnym stoku.

Buki na szlaku podejściowym.

Idziemy przez las ze snów, a może ze wspomnień dzieciństwa. O takiej właśnie zimie marzyliśmy na czas wędrówki przez zimowy Beskid Niski... i spełniło się. Cudowna aura panuje w Beskidzie Niskim.

O takiej zimie marzyliśmy.
O takiej zimie marzyliśmy.

Idziemy przez las ze snów.
Idziemy przez las ze snów.

Cudowna aura panuje w Beskidzie Niskim.
Cudowna aura panuje w Beskidzie Niskim.

Przed grzbietem pasma.
Przed grzbietem pasma.

O godzinie 11.50 osiągamy grzbiet pasma, gdzie stoi krzyż papieski i obelisk ufundowany przez jasielskich turystów w 2003 roku na pamiątkę mszy świętej odprawionej tutaj przez ks. Karola Wojtyłę 14 sierpnia 1953 roku. Stoją też wiata, ławeczki - zatrzymujemy się chwilkę. W stronę południową ponad wierzchołkami drzew mamy ładny, choć ograniczony widok.

Widok z grzbietu.
Widok z grzbietu.

Szczyt Wątkowej leży niedaleko stąd, na północny zachód. Prowadzi tam zielony szlak, na który wyruszamy o godzinie 12.05. Maszerujemy grzbietem, przez który biegnie granica Magurskiego Parku Narodowego. Ochroną parku narodowego objęte są północne stoki znajdujące po naszej prawej. Dróżka jest trochę wydeptana, ktoś niedawno tędy przechodził. Turyści lubią tędy wędrować, ale dzisiaj jest tutaj zupełnie pusto, gdy nie te ślady butów na śniegu, to można by powiedzieć, że dziewiczo.

Przy papieskim obelisku.
Przy papieskim obelisku.

Po dziesięciu minutach marszu docieramy na szczyt Wątkowej (846 m n.p.m.). Krótki postój na pamiątkowe zdjęcie. Razem i osobno. Kombinacji jest wiele, bo na szczyt o tej samej porze dotarł Zbyszek, Jurek i Patryk. Patryk ma ze sobą statyw, a więc na koniec możemy sobie zrobić zdjęcie wszyscy razem i o godzinie 12.20 opuszczamy wierzchołek. Wracamy tą samą drogą na Przełęcz Majdan.

Wątkowa (846 m n.p.m.).
Wątkowa (846 m n.p.m.).

Opuszczamy szczyt.
Opuszczamy szczyt.


Zima panująca na Magurze Wątkowskiej olśniewa.
Zima panująca na Magurze Wątkowskiej olśniewa. Grzbiet porastają niezbyt duże buczyny. Niektóre nieco powyginane, ale wyglądające na bardzo zdrowe. Nie da się iść bez zachwytu. Wewnętrzna satysfakcja z doskonale wykorzystanego czasu. Siedzenie w domu byłby dzisiaj czasem straconym. Zawsze rozpiera nas żal, gdy przez okno mieszkania widzimy piękną aurę na zewnątrz, a my siedzimy zamknięci w czterech ścianach. Dziś Magura Wątkowska przerosła nasze oczekiwania. Jakże nie wyrazić więc swojego zachwytu. Trudno pogodzić się z myślą, że ten dzień będzie musiał się skończyć. Może powinniśmy w Beskidzie Niskim pozostać jeszcze jeden dzień.

Zima panująca na Magurze Wątkowskiej olśniewa.
Zima panująca na Magurze Wątkowskiej olśniewa.

Las tajemnic, las z dzieciństwa.
Las tajemnic, las z dzieciństwa.

Grzbiet porastają niezbyt duże buczyny.
Grzbiet porastają niezbyt duże buczyny.

Grzbiet między szczytami Wątkowej i Magury.
Grzbiet między szczytami Wątkowej i Magury.

Dochodzimy do czerwonego szlaku pod obelisk o godzinie 12.30. Schodzić? Jeszcze nie. W rozciągającej się stąd skromnej, ale jakże wspaniałej panoramce wyszukujemy Lackową po lewej, Magurę Małastowską po prawej, Jaworzynę Krynicką, za która powinny być widoczne nawet Tatry, lecz blask słoneczny z tamtej strony jest zbyt oślepiający.

Punkt widokowy.
Punkt widokowy.

Przed zejściem z grzbietu Magury Wątkowskiej.
Przed zejściem z grzbietu Magury Wątkowskiej.

Czujemy głód, zaczynamy coraz częściej myśleć o schronisku i o jakimś ciepłym daniu. Zjedliśmy wcześniej tylko po małym batoniku. O godzinie 12.40 rozpoczynamy zejście na przełęcz i wtedy ogarnia nas uczcie, że kończy się coś wspaniałego. Trwa jeszcze, ale już za parę godzin stanie się wspomnieniem. Schodzimy na Przełęcz Majdan, potem dalej czerwonym szlakiem do Bacówki PTTK w Bartnem. Przed nami pokazuje się porośnięta lasem Mareszka. Na stokach tej góry stoi bacówka.

Być tu to coś wspaniałego.
Być tu to coś wspaniałego.

Żal opuszczać to miejsce.
Żal opuszczać to miejsce.

Na Przełęczy Majdan są znane nam bagna. Są przymarznięte i po raz pierwszy w naszej historii udaje się przejść przez nie suchą nogą. Schodzimy łagodnie dróżką do dolinki, gdzie przecinamy jeden ze źródliskowych potoków Bartnianki. Dalej krótko w górę. Idziemy chwilkę skrajem lasu. Z prawej pokazują się nam zabudowania wsi Bartne. Po krótce widać ciąg całej doliny, w której leży ta łemkowska wieś. Do niej jeszcze dzisiejszego dnia podążymy, by zobaczyć ocalałe chyże i cerkwie.

Widok w kierunku doliny potoku Bartnianka. Ulokowała się w niej wieś Bartne.
Widok w kierunku doliny potoku Bartnianka. Ulokowała się w niej wieś Bartne.

Jeden ze źródliskowych potoków Bartnianki.
Jeden ze źródliskowych potoków Bartnianki.

Spojrzenie w kierunku doliny ze wsią Bartne.
Jeszcze jedno spojrzenie w kierunku doliny ze wsią Bartne.

Bacówka PTTK w Bartnem.
Bacówka PTTK w Bartnem.

W końcu docieramy do bacówki. Do jej wnętrza wchodzimy o godzinie 13.20. Jest tłoczno, bo nasza grupa całkiem spora jest. Gospodarz Andrzej ledwie nie nadąża z przygotowywaniem posiłków. Niebawem kończy się specjalność jego kuchni: pierogi po łemkowsku. Wszyscy chcieliby to zamówić, bo jakże nie smakować Łemkowszczyzny w ten dosłowny sposób.

GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Magura Wątkowska zimą olśniona


Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas