Jadąc tutaj przekimaliśmy w autobusie niemal całą drogę. Niedowierzaliśmy gdy otworzyliśmy oczy. W Korbielowie zagościła najprawdziwsza zima. Wszędzie pełno śniegu, na chodnikach zalegają jego hałdy zgarnięte z tranzytowej szosy biegnącej na Przełęcz Glinne.

TRASA:
Korbielów Kamienna [zielony szlak] Buczynka (1205 m n.p.m.) zielony szlak Schronisko PTTK na Hali Miziowej (1330 m n.p.m.) [czarny szlak] Góra Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.) [czarny szlak] Schronisko PTTK na Hali Miziowej (1330 m n.p.m.) [zielony szlak] Buczynka (1205 m n.p.m.) zielony szlak Korbielów Kamienna

OPIS:
Korbielów to wieś o wołoskim rodowodzie, która zimą zamienia się w kurort narciarski, uchodzący za największy i najbardziej urozmaicony w Polsce. Ośrodek stale się rozbudowuje. Budowany jest wyciąg i nartostrada dochodząca na szczyt Buczynki (1205 m n.p.m.). Przez grzbiet Buczynki wytyczony jest również zielony szlak turystyczny prowadzący na Halę Mizową ze znanym schroniskiem. Zamierzamy sprawdzić zimową zdatność tego szlaku w odniesieniu do funkcjonujących tras narciarskich.

O godzinie 10.00 rozpoczynamy tą wędrówkę kierując się na ulicę Szczyrbok, odchodzącą na zachód od tranzytowej drogi wojewódzkiej nr 945. Po 10 minutach marszu odbijamy w prawo na wąską uliczkę o nazwie Ślepa Dolina, po czym 20 metrów dalej skręcamy w lewo na kolejną uliczkę Pod Buczynką. Podążamy nią lekko w górę. Uliczka skręca najpierw w prawo, potem w lewo obchodząc domostwa, po czym szlak opuszcza jej wygodny trakt i wchodzi wprost na trasę narciarską. Przecina ją prowadząc do widocznej naprzeciwko grupki drzew. Potem biegnie w górę grzbietu pomiędzy ciągami tras narciarskich, aż ponownie przecina trasę narciarską (tą samą co wcześniej). Znaki szlaku prowadzą dalej wzdłuż prawego brzegu nartostrady. Jednak napotkana wcześniej kolizyjność zielonego szlaku z trasą narciarską naraża na niebezpieczeństwo. Sympatycy pieszych wędrówek, nart i desek snowboardowych muszą w okresie zimowym umieć dzielić się górą. Trasy narciarskiej nie przesuniemy, ale może przejść ten odcinek inaczej.

Przecięcie szlaku z trasą narciarską.
Przecięcie szlaku z trasą narciarską.

Wróćmy do miejsca w którym opuściliśmy uliczkę Pod Buczynką, gdzie zignorujemy zielone znaki i nie będziemy wkraczać na trasę narciarską. Skręcimy natomiast w prawo i cały czas pójdziemy trzymając się jej prawego brzegu (w grupie oczywiście jeden z drugim, czyli „gęsiego”). Idąc tak wkrótce napotkamy na powrót zielone znaki. W ten sposób dotrzemy do górnej stacji dwuosobowego wyciągu krzesełkowego, w którego sąsiedztwie maszerowaliśmy. W tym miejscu musimy przeciąć wąski zjazd z krzesełka tego wyciągu. Jest to dobre miejsce, aby to uczynić, bo narciarze i snowboardziści są tutaj jeszcze na wjeździe na właściwą trasę zjazdową i nie poruszają się szybko. Wyczekujemy dogodnego momentu i przy zmniejszonym przepływie narciarzy i snowboardzistów przemieszczamy się na drugą stronę.

Bezpieczniej trzymać się skraju tras narciarskich.
Bezpieczniej trzymać się skraju tras narciarskich.

Kontynuujemy marsz w górę poruszając się cały czas prawym brzegiem trasy narciarskiej. Po lewej widzimy wyciąg z czteroosobowymi krzesełkami. Powyżej górnej stacji tego wyciągu musimy znów przeciąć trasę narciarską. Dzisiaj nie ma z tym większego problemu, ponieważ ciągnąca się wyżej trasa nie jest jeszcze otwarta i tylko sporadycznie ktoś nią zjeżdża. Po uruchomieniu tej trasy będzie to już trudniejsze, chyba że przebieg szlaku zostanie zmodyfikowany. Trasa narciarska nieco powyżej nas jest stroma i wąska, a zielony szlak przechodzi zaraz pod tym fragmentem trasy. Dlatego bezpieczniej będzie przejść na drugą stronę trasy narciarskiej wcześniej, będąc jeszcze na wysokości stacji czteroosobowego krzesełka. Szlak wspinając się po stromym uskoku zbocza prowadzi równoległą ścieżką obok trasy.

Ponad uskokiem zbocza na przygotowywanej trasie narciarskiej.
Ponad uskokiem zbocza na przygotowywanej trasie narciarskiej.

Po pokonaniu uskoku zielony szlak prowadzi dalej lewym skrajem trasy narciarskiej wzdłuż ściany lasu. Trasa narciarska powyżej uskoku jest szeroka. Przechodzi wraz ze szlakiem przez rozległą i widokową Polanę Buczynka. Widać z niej znakomicie Korbielów i część wsi Krzyżówki, położonej zaraz za Korbielowem. Na wschodzie widzimy zalesione wzniesienie Beskidu Korbielowskiego (954 m n.p.m.), przez który przebiega granica polsko-słowacka. Gdyby nie niskie chmury, za Beskidem Korbielowskim, nieco po prawej widoczny byłby słowacki Ostrý vrch (990 m n.p.m.), a za nim masyw Babiej Góry. Na Polanie Buczynka stoi drewniany szałas wybudowany z myślą o powstającej infrastrukturze narciarskiej.

Polana Buczynka.
Polana Buczynka.
Polana Buczynka.

Korzystamy z utwardzonych śladów pozostawionych przez goprowski skuter śnieżny. Maszerujemy z grupką narciarsko-snowboardową z Katowic, która również podąża w górę stoku, chcąc przedostać się na Halę Szczawiny. Od czasu do czasu pojawia się zjeżdżający z góry narciarz, ale póki co ruchu na tej trasie praktycznie nie ma. Z lewej widzimy wyciąg, chyba prawie skończony, bo lina jest już położona na słupach, tylko pozostaje ją odpowiednio naciągnąć i zawiesić krzesełka.

Powyżej na szczycie Buczynki (1205 m n.p.m.), zwanej Górą Huńców widzimy stację nowego wyciągu. Zielony szlak nie wchodzi jednak na szczyt Buczynki, lecz odchodzi niedaleko przed nim na boczną dróżkę w lewo i podąża dalej jej wschodnim stokiem. Na tą boczną dróżkę wchodzimy o godzinie 11.25.

Dróżka biegnie bardzo łagodnie trawersując stok Buczynki. W pewnym momencie przechodzimy pochylając się pod zwisającymi linami budowanego wyciągu. To samo czynią nadjeżdżający z naprzeciwka narciarze. Dróżką biegnie nie tylko nasz szlak, ale również trasa narciarska, umożliwiająca zjazd z Hali Mizowej na Buczynkę. Mijanki są jednak spokojne. Łagodność dróżki i nieduża jej szerokość nie pozwala narciarzom na rozwinięcie nadmiernych prędkości. Na niektórych fragmentach zmuszeni są oni nawet do podejść tzw. „jodełką”. Istnieją przy tej trasie dwa krótkie orczyki, które eliminowały by narciarzom konieczność podejść, gdyby tylko działały.

Trawers stoku Buczynki. Przecinamy linię budowanego wyciągu narciarskiego.
Trawers stoku Buczynki. Przecinamy linię budowanego wyciągu narciarskiego.

Boczna dróżka trawersująca zbocze Buczynki.
Boczna dróżka trawersująca zbocze Buczynki.

Około godziny 11.45 wchodzimy na szerszą leśną drogę, ale też znacznie bardziej ruchliwą, bo przebiega tędy trasa narciarska łącząca Halę Mizową z Halą Szczawiny. Tutaj też przyłącza do nas żółty szlak z centrum Korbielowa. Schodzimy zupełnie na skraj dróżki, by nie wejść w kolizję ze zjeżdżającymi, którzy przemykają tędy często i nierzadko z dość dużą prędkością. Pokonujemy stromszy fragment, za którym droga skręca w lewo kierując się na południe. Mijamy tutaj siedmioletnią Kalinę, która ze swoją mamą podąża do Schroniska na Hali Mizowej. Obiecujemy jej nagrodę, jak tylko dotrze do schroniska.

Wkrótce pokonujemy krótki uskok terenu, gdzie przez moment czujemy się trochę niebezpiecznie, bo z tego miejsca nie widzimy nadjeżdżających z góry narciarzy. Za uskokiem wchodzimy na Polanę Kamieniecką. Pojawią się z niej widoki, ale bardzo ograniczone przez wiszące chmury, do których zdążyliśmy się już bardzo zbliżyć. Ich dolna granica jest już nisko nad naszymi głowami.

Polana Kamieniecka.
Polana Kamieniecka.

Chwilę po przecięciu Polany Kamienieckiej mamy kolejną, znacznie rozleglejszą Halę Miziową. O godzinie 12.25 mijamy słupek z rozstajem szlaków na Hali Miziowej. Patrzymy w kierunku szczytu Pilska, ale ten chowa się w chmurach. Nie widać też najwyżej położonych fragmentów tras narciarskich. Otacza nas jednak iście bajkowy krajobraz. Na wypłaszczeniu Hali Miziowej rosną nieduże świerki, samotnie i w grupkach. Ich gałązki podtrzymują biały puch. Pomiędzy nimi stoją obielone budyneczki „goprówki”, stacji meteo, karczmy i okazały budynek schroniska PTTK. Cudowna zimowa aura, której tak bardzo nam brakowało. Warto było tu przyjechać i podążyć w górę śnieżnymi duktami. Podążymy dzisiaj jeszcze wyżej, ale wpierw udajemy się do schroniska na krótki odpoczynek.

Słupek z rozstajem szlaków na Hali Miziowej.
Słupek z rozstajem szlaków na Hali Miziowej.

Hala Miziowa. W tle widoczne Schronisko PTTK.
Hala Miziowa. W tle widoczne Schronisko PTTK.

Goprówka na Hali Miziowej.
Goprówka na Hali Miziowej.

Hala Miziowa.

Schronisko PTTK na Hali Miziowej.
Schronisko PTTK na Hali Miziowej.

Hala Miziowa.
Hala Miziowa.

Niespełna 20 minut później do schroniska dociera Kalina z mamą. Już zbieraliśmy się w dalszą drogę, gdy zobaczyliśmy ich uśmiechnięte twarze. Wiele radości sprawiło nam wręczenie dzielnej dziewczynce „Złotych Butów”. To pierwsze „Złote Buty” w uznaniu za zimowe wejście. Gratulujemy sympatycznej zdobywczyni! Chętnie byśmy jeszcze pogawędzili z poznanymi turystami, ale czas nas nagli, bo zmrok co raz bliżej, a tam na górze nie wiadomo co nas czeka i ile nam jeszcze zejdzie.

Żegnamy się i o godzinie 13.00 wychodzimy ze schroniska. Widzimy jak szczyt Pilska ogarniają kłębiące się chmury. Musi tam nieźle wiać. Zaciągamy na plecaki peleryny, zamieniamy cienkie rękawice na cieplejsze zimowe, szczelnie zapinamy kurtki i zakładamy kaptury na głowę - rozpoczynamy atak szczytowy.

Na atak szczytowy.
Na atak szczytowy.

Spod Schroniska PTTK na Hali Mizowej na Pilsko prowadzą dwa szlaki: czarny i żółty. Żółty w okresie zimowym jest zwykle nie przetarty, odradzany, a nawet zamykany. Dlatego też wybieramy czarny. Na obielonych drzewach nie widać jego znaków, ale wielokrotnie przebytą drogę mamy w pamięci.

Pokonujemy zbocze idąc brzegiem czerwonej trasy narciarskiej nr 5. Za nami chmurny baldachim nakrywa korbielowską dolinę, ale za niedługo rozstajemy się z jej widokiem. Oddalając się powoli od schroniska zataczamy łuk na południowy zachód, gdzie wkrótce ukazuje się nam bardzo strome zbocze opadające z grzbietu. Z prawej mamy charakterystyczne wypiętrzenie grzbietowe o nazwie Kopiec (1402 m n.p.m.). Dochodzi do niego orczyk kotwicowy.

Pokonujemy zbocze idąc brzegiem czerwonej trasy narciarskiej nr 5.
Pokonujemy zbocze idąc brzegiem czerwonej trasy narciarskiej nr 5.

Wspinamy się w górę cały czas trzymając prawej strony trasy narciarskiej, niemal ocierając się o ośnieżone drzewa lasu. Im wyżej przychodzi im rosnąć, tym są niższe ze względu na bardziej surowe warunki. Powyżej górnej stacji orczyka śnieżna pokrywa jest miększa. Do tej pory szło się komfortowo po ubitej ratrakiem nawierzchni. Na grzebiecie skręcamy w lewo. Idziemy dalej na południowy wschód. Staramy się wymacać ubity śnieg ścieżki szlaku ukrytej pod nawianym puchem. Bardzo wieje. Prowadzą nas tyczki. Krok za krokiem powoli zbliżamy się do celu.

Trasa narciarska nr 5.
Trasa narciarska nr 5.

Przełączka pod Kopcem.
Przełączka pod Kopcem.

Grzbietowy szlak na Pilsko.
Grzbietowy szlak na Pilsko.

Z każdym krokiem maleje jednak widoczność. Dzielimy się przestrzenią z chmurami przeganianymi silnym wiatrem przez grzbiet. Wokół unoszą się tumany pyłu śnieżnego. Oszronione świerczki okryte pióropuszami zlodowaciałego śniegu dzielnie opierają się wichrowym podmuchom. Wyglądają jak zjawy nie z tego świata. My chyba też tak wyglądamy, ale nie jesteśmy sami na tym śnieżnym stepie. Mijamy się ze skiturowcem. Na nartach łatwiej jest poruszać się po nieprzetartym szlaku: – Jak tam dalej? – pytamy. – Powyżej Góry Pięciu Kopców brakuje tyczek, a widoczność jest bardzo słaba – odpowiada.

Za nami w dali blednie Kopiec.
Za nami w dali blednie Kopiec.
Za nami w dali blednie Kopiec.

Małymi kroczkami przemieszczamy się w górne partie góry. Co kilka kroków przystajemy łapiąc właściwy rytm oddechu. Ciągłe przeciwstawianie się silnym podmuchom wiatru kosztuje dużo sił. Szybko się męczymy. Żałujemy, że nie zabraliśmy gogli. Pod stopami widać tylko monotonną biel. Od tyczki do tyczki na darmo przecieramy szlak, bo tenże ginie zaraz za nami wymieciony wiatrem.

Pokonujemy spiętrzenie, na które od lewej wchodzi żółty szlak. Napieramy dalej w górę szukając stopami twardego podłoża. Dzięki temu nie zapadniemy się co chwilę po pas, a tylko czasem przytrafia się nam dać pół kroku za dużo w bok.

Grzbietowy szlak na Pilsko.
Grzbietowy szlak na Pilsko.

Tutaj łączą się szlaki żółty i czarny.
Tutaj łączą się szlaki żółty i czarny.

Otoczeni śnieżnobiałym bezkresem, na którym widać jedynie dziwacznie powyginane postacie – świerki uginające się pod śnieżnymi czapami. Stoją, milcząc przyglądają się samotnym wędrowcom. Świst wiatru jest coraz bardziej dokuczliwy. Dmie chcąc nas powalić na ziemię, albo raczej zdmuchnąć z grzbietu góry, lecz tylko wbija się uszczypliwymi szpileczkami w odsłonięte fragmenty naszych policzków.

Jest kilka minut przed godziną czternastą, gdy przed nami zaczyna być widoczne, wyczekiwane, kolejne spiętrzenie – to jest właśnie Góra Pięciu Kopców, najwyższy polski punkt na Pilsku. Jak na potwierdzenie tego wkrótce z toni wyłania się zarys stojącej na niej charakterystycznej tablicy z mapą. Jeszcze tylko małe podejście i o godzinie 14.00 jesteśmy na rozległej platformie szczytowej Góry Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.). Szybko robimy sobie kilka fotografii.

Góra Pięciu Kopców.
Góra Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.).

Słowackie znaki turystyczne na Górze Pięciu Kopców.
Słowackie znaki turystyczne na Górze Pięciu Kopców.

W międzyczasie jak zjawa pojawia się na górze wędrowiec na nartach. Szedł niewidoczny tuż za nami. Zapewne też nie spodziewał się, że miał nas cały czas przed sobą, bo wiatr skutecznie zamiatał nasze ślady. Spoglądamy na oszronioną tabliczkę kierunkową szlaku na szczyt Pilska – pisze na niej 15 minut. Jednak tam gdzie strzałka szlaku pokazuje nie widać ani jednej tyczki. Przy tak słabej widoczności na rozległym i wypłaszczonym obszarze podszczytowym Pilska łatwo zbłądzić bez takich wskazówek. Gdybyśmy choć mogli zostawić ślad za sobą, rozciągnąć jakąś nić na powrót poszlibyśmy dalej. Tym razem jednak skłaniamy się do powrotu.

Góra Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.).
Góra Pięciu Kopców (1542 m n.p.m.).

Wszechobecna biel otumania oczy. Surowy krajobraz niczym z bieguna ma w sobie jednak niezwykle intrygującą urodę. Opuszczamy ten zamarły świat. Na parę chwil przez chmury przedziera się słońce, wszystko wkoło jaśnieje skrząc się odbijanym blaskiem. Przez małą chwilkę chmury odsłaniają nam doliny, ale trwa to nie dłużej jak kilka sekund.

Wszechobecna biel otumania oczy.
Wszechobecna biel otumania oczy.

Opuszczamy ten zamarły świat.
Opuszczamy ten zamarły świat.
Opuszczamy ten zamarły świat.

Świerki uginające się pod śnieżnymi czapami.
Świerki uginające się pod śnieżnymi czapami.

Surowy krajobraz niczym z bieguna.
Surowy krajobraz niczym z bieguna.

Pojawia się iskierka jasności z nieba.
Pojawia się iskierka jasności z nieba.

Widać już Kopiec.
Widać już Kopiec.
Widać już Kopiec.

Na parę chwil jaśnieje.
Na parę chwil jaśnieje.

Przez małą chwilkę chmury odsłaniają nam doliny.
Przez małą chwilkę chmury odsłaniają nam doliny.
Przez małą chwilkę chmury odsłaniają nam doliny.

Przed Kopcem.
Przed Kopcem.

Ostatnie foto z grzbietu.
Ostatnie foto z grzbietu.
Ostatnie foto z grzbietu.
Ostatnie foto z grzbietu.

W dół idzie się o wiele lżej. O godzinie 14.30 jesteśmy z powrotem pod Kopcem. Dalej w dół mamy znaną, znacznie wygodniejsza drogę wzdłuż nartostrad. Aura wydaje się być piękniejsza niż była kilka godzin wcześniej, a może to tylko nasze subiektywne odczucie po opuszczeniu strefy lodowatego wiatru. W dole widać już budynek upragnionego schroniska, gdzie napijemy się ciepłej kawy, zjemy coś dobrego i skonsumujemy na gorąco pierwsze wrażenia z przebytego odcinka. Do schroniska docieramy o godzinie 14.45.

Przy trasie narciarskiej nr 5.
Przy trasie narciarskiej nr 5.

Schronisko PTTK na Hali Miziowej.
Schronisko PTTK na Hali Miziowej.

Trasa narciarska nr 5.
Trasa narciarska nr 5.

Otrzepujemy się ze śniegu i wchodzimy do środka. Nie ma już w schronisku naszych znajomych. Rodzina Kaliny zapewne szykuje się już w drogę powrotną do Warszawy, bo przecież dzisiaj mają oni przedostatni dzień ferii zimowych. Nie ma też już wędrowców, którzy zaplanowali na dzisiaj nocleg na Rysiance. Schronisko na Hali Mizowej świeci pustkami, ale jutro na pewno pojawią się tu nowi wielbiciele pilskich stoków i szlaków. Mury schroniska zapełnią się liczniej, bo ferie zimowe rozpoczyna Śląsk, dla których góry te są „domowymi”.

Hala Miziowa.
Hala Miziowa.

Czas w schronisku jak zwykle szybko upływa. Nie przejmowaliśmy się tym zbytnio dopóki nie spostrzegliśmy kartki z informacją, że wyciąg Korbielów - Hala Szczawiny jeździ tylko do godziny 15.30. Patrzymy na zegarki: przecież teraz mamy 15.30! Planowaliśmy sobie zjazd tym wyciągiem do Korbielowa. Jest już jednak za późno. Została tylko 1 godzina i 35 minut do odjazdu autobusu. W lecie zdążylibyśmy bez problemów zejść na godzinę 17.05 (wtedy właśnie odjeżdża ostatni autobus do Krakowa), ale w zimie nie wiemy czy to się uda. Szybko zbieramy się do drogi powrotnej i opuszczamy schronisko.

Opuszczamy Halę Miziową.
Opuszczamy Halę Miziową.

Pośpiesznym krokiem podążamy znaną nam trasą. Opuszczamy Halę Miziową, wkrótce mijamy rozstaj szlaków ponad Halą Szczawiny, skąd dalej dróżką podążamy na Buczynkę maszerując przez las dostojnych drzew okrytych śniegiem. Potem przemieszczamy się środkiem wycinki na stoku Buczynki przygotowanej pod powstającą trasę narciarską. Kontrolujemy czas. Z zdziwieniem stwierdzamy, że ledwie minęła godzina szesnasta, a Korbielów jest już tak blisko przed nami. Przecież tempo naszego marszu nie jest specjalnie szybkie (tak z rozsądku i obawy doznania kontuzji). Jeszcze przed chwilą rozmawialiśmy, że będzie trzeba poszukać noclegu w Korbielowie, bo nie spodziewaliśmy się zdążyć na autobus, byliśmy przekonani, że zejście zajmie nam znacznie więcej czasu.

Polana Kamieniecka.
Polana Kamieniecka.
Polana Kamieniecka.

W końcówce ignorujemy znaki zielonego szlaku, który przecina trasy narciarskie. Ruch na nich panuje do późnych godzin wieczornych, bo na tym odcinku stok jest oświetlony. Schodząc trzymamy się skraju nartostrad. Potem już korbielowskimi uliczkami docieramy o godzinie 16.30 do przystanku autobusowego. Mamy 35 minut do odjazdu. Mogliśmy spokojnie posiedzieć sobie jeszcze trochę w schronisku, ale skąd mogliśmy wiedzieć, że tak dobrze będzie nam się schodzić.

Polana Buczynka.
Polana Buczynka.

Korbielów Kamienna.
Korbielów Kamienna.

Była to wyjątkowa wędrówka. Dzisiejszego dnia zimowe warunki pozwoliły nam dotrzeć dość daleko, prawie na sam szczyt, mimo trudniejszych warunków atmosferycznych w partii podszczytowej. Przeszliśmy tyle ile daliśmy radę, i tam dokąd uznaliśmy to za bezpieczne, korzystając ze swojej znajomości szlaku. Powrót na Pilsko planujemy jeszcze tej zimy i oby pogoda dopisała, albo przynajmniej nie była gorsza niż dzisiaj.



Więcej informacji - kliknij na obrazek...
Łopiennik (1069) - Stryb (1011) - Hyrlata (1103)
24-26.11.2017
Bieszczady... ileż w nich odmienności w porównaniu do pozostałych polskich gór! Niezwykłe i magiczne o każdej porze roku. Majestatycznie wznoszą się ku błękicie nieba i obłokom. Najwyższe z nich tworzy grupa bezleśnych grzbietów pokrytych połoninami, bajecznymi łąkami, które w niższych partiach przechodzą wprost w naturalne lasy bukowo-jodłowe, z domieszką starych jaworów, czy świerków. Są też tajemnicze, lesiste masywy, rozdzielone głuszą dolin. Mówią, że przestają być dzikie, lecz tkwi w nich legenda. Urzekają pięknem i malowniczością krajobrazów o każdej porze roku. Nie tylko latem i jesienią, kiedy paleta kolorów pokrywająca lasy najbardziej wpływa na emocje, ale również wtedy, kiedy zmysły zatapiają się w cichości późnej jesieni, zimy, czy wiosną, kiedy wszystko znów zaczyna się na nowo. Czy znamy wszystkie oblicza Bieszczadów? Raczej nie, dlatego chcemy zagościć w nich o każdej porze roku, aby stać się godnym ich korony.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas