W tym roku udział w konkursie Blog Roku kończymy na etapie głosowania, na znacznie odleglejszym niż w ubiegłym roku 92 miejscu. Jest to i tak niespodziewanie wysoki wynik, bowiem tak jak zapowiadaliśmy do konkursu w tym roku podeszliśmy z ogromnym dystansem, bez szalonej gonitwy za sms-owymi głosami, pozostawiając sprawy własnemu biegowi. Nie robiliśmy szeroko zakrojonej kampanii na rzecz zabiegania o sms-y, dlatego szczególnie jesteśmy wdzięczni i dziękujemy za każdy z 28 oddanych na nas głosów. Każdy z nich wsparł szczytny cel, jakim jest pomoc niepełnosprawnym dzieciom w pokonywaniu barier i realizacji marzeń. Dochód z tych smsów zasili teraz projekt Fundacji Marka Kamińskiego pn. „Obóz Zdobywców Biegunów”. Jest to rehabilitacyjno-integracyjny obóz dla dzieci, na którym nauczą się one zdobywać własne Bieguny, pokonywać swoje słabości, bariery i ograniczenia. Dziękujemy Wam za to.


Dziękujemy za to, że wskoczyliśmy do pierwszej setki z 808 blogów startujących w kategorii „Pasje i zainteresowania”. Szkoda tylko, że blogi nam podobne zostały rozproszone w tym roku po różnych kategoriach konkursowych. Z satysfakcją jednak przyjmujemy wiadomość, iż jeden z bratnich nam bogów wszedł do następnego etapu konkursu. Nie znajdziecie go jednak w naszej kategorii, lecz w „Lifestyle” do której został przeniesiony przez organizatorów konkursu, choć intencje jego autora były inne: „Marcogor o górach” trzymamy za Ciebie kciuki, byś zaszedł w konkursie dalej niż my rok temu.

TRASA:
Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.) Soszów Wielki (czes. Velký Šošov; 886 m n.p.m.) Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.)

OPIS:
Nasilająca się czerwień na horyzoncie rozwiewa wolno mrok. Po drugiej stronie doliny Wisły, zza grzbietu gór wolno wypływa błękit nieba. Nasz przytulny pokoik na Soszowie wypełnia się pobudzającym brzaskiem, ale cieplutka podusia i kołderka wyhamowują jeszcze przez kilka minut chęć opuszczenia łóżeczka. Jeszcze chwilkę poleżmy.

Ulotność piękna o poranku dręczy jednak nasze sumienie. Wyjrzyjmy przez okno. Gdzie się podziały wczorajsze mgły? Widać świerki jaśniejące bielą z każdą chwilą coraz bardziej i niknące punkciki gwiazd. To zima ze snów, a może z dawnych wspomnień.

Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.)
Schronisko pod Soszowem Wielkim (792 m n.p.m.).

Na stokach jest jeszcze pustka, trasy pokryte idealnym sztruksem oczekują na narciarzy. Tam w dolinie być może już się zjawili wielbiciele białego szaleństwa, ale jeszcze muszą poczekać na godzinę ósmą, kiedy ruszą wyciągi narciarskie. Na razie grzbiet górski przepełniony jest spokojem, do jakiego ludzie z dolin nie przywykli.

Polana Soszów
Polana Soszów.

Widok z Polany Soszów w kierunku pasma Równicy
Widok z Polany Soszów w kierunku pasma Równicy.

Równica (885 m n.p.m.) z Polany Soszów
Równica (885 m n.p.m.) z Polany Soszów.

Widok z Polany Soszów w kierunku masywu Skrzycznego
Widok z Polany Soszów w kierunku masywu Skrzycznego.

Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z Polany Soszów
Skrzyczne (1257 m n.p.m.) z Polany Soszów.

Na Polanie Soszów
Na Polanie Soszów.

Śnieg skrzypi pod butami, mróz nie kłuje jedna dokuczliwie w policzki. Gospodarze naszego schroniska dawno wstali, a Stasiu i Wiciu są już gotowi do szkoły. Tej zimy jeszcze nie zasypało Soszowa tak bardzo jak ubiegłego roku, kiedy to misja odprowadzania Staśka i Witka do szkoły skończyła się niepowodzeniem. Śnieg wówczas sięgał okien schroniska, a wychodziło się z niego śnieżnymi okopami. Tego roku śniegu spadło dużo mniej… ale kto wie jak jeszcze będzie, bo do końca zimy zostało jeszcze wiele czasu. Dziś jednak Stasiek i Witek zjadą wygodnie z tatą na saneczkach do doliny, skąd drogą Cieślarów podążą do Jawornika, gdzie czeka na nich szkoła.

Żyjąc tu w górach trzeba być twardym człowiekiem. Tacy są właśnie zarówno mali Stasiek i Witek, jak i ich rodzice Iga i Maciek. Kiedyś Iga i Maciek mieszkali w Warszawie, tam też studiowali i pewnie tam też spotkali się po raz pierwszy. Jednak co i kiedy sprawiło, że przenieśli się na stałe w góry - tego nie wiemy, ale jak kiedyś będziecie u nich, możecie sami o to ich zapytać. Chętnie z wami pogawędzą. Jedno wiemy na pewno - Iga i Macieki góry mają we krwi i w sercu. Wcześniej prowadzili schronisko na Orłowej, obecnie są tu na Soszowie i choć znają wygody miejskiego życia, raczej nie myślą o powrocie.

Droga na szczyt Soszowa Wielkiego
Droga na szczyt Soszowa Wielkiego.

Na stokach Soszowa Wielkiego
Na stokach Soszowa Wielkiego.

Dolina Wisły przykryta morzem mgieł
Dolina Wisły przykryta morzem mgieł.

Jesteśmy tu tylko kilka dni, a matka natura otumaniła nasze umysły. Lubimy nasze miasto, ale tutejszy kojący spokój i orzeźwiające powietrze są uzdrawiające. Czujemy jak z każdym dniem pobytu wzrasta tutaj nasza witalność i energia. To dobrze, bo przydadzą się nam one po powrocie do powszedniego życia. Szkoda, że te kilka dni naszego pobytu w tym cudownym miejscu tak szybko przemija. Trochę to dziwne, bo ma się jednocześnie wrażenie, że czas biegnie tu nader spokojnie, wolno, a codzienność nie zmusza człowieka do gorączkowego pośpiechu.

W lecie też tu jest ładnie, ale zupełnie inaczej. Zimą wszystko wygląda jak w białym niebiańskim ogrodzie, szczególnie dzisiejszego poranka, kiedy śnieg srebrzy się w promykach wstającego słońca. Zdążyło ono już wstać podczas naszego leśnego spaceru ku szczytowi Soszowa Wielkiego. W jego blasku skrzą się drzewa okryte puchem, podobnie jak cała polana pod szczytem góry. Z polany tej mamy nieziemski widok. Doliny zapełniły się morzem mgieł, zasłaniając nam ziemski świat. Na drugim krańcu morza mgieł wynurzają się beskidzkie wzniesienia. Są wśród nich dobrze nam znane, już kilkakrotnie przez nas odwiedzane, ale widzimy jeszcze wiele takich, które wiąż czekają na nas. Jak byśmy mieli cudowną łódź, to pewnie byśmy przepłynęli do nich przez morze mgieł jeszcze dziś. Nie ma jednak ani łodzi, ani żadnego przewoźnika, który mógłby przenieść nas na drugą stronę.

Wschód słońca z Soszowa Wielkiego.
Słońce już wstało.

Wciąż zabawiamy na szczycie Soszowa Wielkiego, który wydaje się być dziewiczy, a my jego pierwszymi zdobywcami. Nieco poniżej widać kilka domów i zagród, ale wokół nich jeszcze nikt się nie krząta. Jedynie dym z komina unoszący się lekko w górę zdradza, że nie są one opuszczone. Nie mniej czujemy się jak pionierzy podążający nieznanymi drogami, pozostawiając na śniegu pierwsze ludzkie ślady. Panująca cisza wzbudza samotność, ale nie taką, która skłaniałaby do szukania towarzystwa. Jest to ujmująca samotność kojąca ducha, dająca zadowolenie i radość z chwil, które w tym momencie przeżywamy. Chciałoby się rozłożyć kocyk na górze, jak to robi się latem, przysiąść i pomarzyć, oddać naturze we władanie swój umysł.

Górna polana na Soszowie Wielkim.

Wschód słońca z górnej polany na Soszowie Wielkim
Wschód słońca z górnej polany na Soszowie Wielkim.

W tym fantastycznym spektaklu zimy i porannego słońca umysł chciałby ulecieć poza ciało. Z pobliskiej Zagrody „Lepiarzówka” przybiega do nas Max. Max to sympatyczny czworonóg, potężnie zbudowany berneński pies pasterski o bujnej, pofalowanej sierści i mądrych ciemnobrązowych oczach. Ledwo co się poznaliśmy, a obdarzamy się przyjacielską aurą, jak starzy, wierni przyjaciele. Wędrujemy teraz razem, schodząc w dół po stoku Soszowa Wielkiego. Opiekuńczy instynkt Maxa sprawia, że czujemy się bezpieczniej niż wcześniej. Gdy przystajemy, on przystaje również, gdy ruszamy, ona podąża obok, jak najlepszy druh.

Dolina Wisły pod morzem mgieł
Dolina Wisły pod morzem mgieł.

Max.

Spoglądamy z Maxem na masyw Skrzycznego.

Przy drodze na Cieślar schodzącej ze szczytu Soszowa Wielkiego
Przy drodze na Cieślar schodzącej ze szczytu Soszowa Wielkiego.

Droga na Cieślar.

Droga, którą podążamy jest wygodna, lekko ubita ratrakiem. Nie wszędzie tak jest, o czym przekonaliśmy się wczoraj, chcąc zejść turystycznym szlakiem na czeską stronę. Śnieg nie zasypał jeszcze ścieżek tak bardzo, a mimo wszystko zapadaliśmy się w nim po kolana. Bez rakiet trudno byłoby dotrzeć do celu.

Droga na Cieślar
Droga na Cieślar.

Widok na południe w kierunku Cieślara (920 m n.p.m.) i Stożka Wielkiego (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.)
Widok na południe w kierunku Cieślara (920 m n.p.m.) i Stożka Wielkiego (czes. Velký Stožek; 979 m n.p.m.).

Zima na szczycie Soszowa Wielkiego
Zima na szczycie Soszowa Wielkiego.

Zima na szczycie Soszowa Wielkiego
Zima na szczycie Soszowa Wielkiego.

Max, nieopodal szczytu Soszowa Wielkiego.

Polska kulminacja Soszowa Wielkiego przy czerwonym szlaku
Polska kulminacja Soszowa Wielkiego przy czerwonym szlaku.

Granica polsko-czeska na Soszowie Wielkim
Granica polsko-czeska na Soszowie Wielkim.

W głębi tej zimowej alejki znajduje się kulminacja Soszowa Wielkiego (886 m n.p.m.)
W głębi tej zimowej alejki znajduje się kulminacja Soszowa Wielkiego (886 m n.p.m.).

Wejście do alejki wiodącej na szczyt Soszowa Wielkiego
Wejście do alejki wiodącej na szczyt Soszowa Wielkiego.

Słupek graniczny na Soszowie Wielkim.

Słońce przesuwa się co raz wyżej na firmamencie skracając cienie na śniegu. Rzucane przez wierzchołki gór cienie tworzą przed nami niepowtarzalny spektakl światła i cienia. Schodzimy powoli do naszego schroniska. Przed nami w słonecznym blasku mieni się Wielka Czantoria, której las napełnia się pod jego wpływem rudawym kolorytem.

Masyw Wielkiej Czantorii (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.)
Masyw Wielkiej Czantorii (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.).

Szczyt Wielkiej Czantorii (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.)
Szczyt Wielkiej Czantorii (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.).

Szczyt Skrzycznego (1257 m n.p.m.)
Szczyt Skrzycznego (1257 m n.p.m.).

Szczyt Równicy (885 m n.p.m.)
Szczyt Równicy (885 m n.p.m.).

Zejście ze szczytu Soszowa Wielkiego. Z prawej widać Zagrodę „Lepiarzówkę”; dalej przed nami mamy Wielką Czantorię.
Zejście ze szczytu Soszowa Wielkiego. Z prawej widać Zagrodę „Lepiarzówkę”;
dalej przed nami mamy Wielką Czantorię.

Masyw Wielkiej Czantorii.

Gdy przystajemy, Max przystaje również
Gdy przystajemy, Max przystaje również.

Max
Max.

Schodzimy ze szczytu Soszowa Wielkiego
Schodzimy ze szczytu Soszowa Wielkiego.

Jeszcze jedno spojrzenie  w kierunku szczytu Soszowa Wielkiego
Jeszcze jedno spojrzenie w kierunku szczytu Soszowa Wielkiego.

Droga na Polanę Soszów ze szczytu Soszowa Wielkiego
Droga na Polanę Soszów.

Już jesteśmy pod schroniskiem na Soszowie Wielkim
Już jesteśmy pod schroniskiem.

Do zobaczenia Max! Pod Schroniskiem na Soszowie Wielkim
Do zobaczenia Max!

Dzień już wstał. Schodzimy z podszczytowej polany. W lesie pomiędzy konarami drzew słońce migoce do nas. Pojawiają się pierwsi narciarze; niedługo dołączymy do nich. Pod drzwiami naszego schroniskiem czeka już kotka Kasia, która jak zwykle przymila się pragnąc wejść z nami do środka. Żegnamy się z Maxem, który odprowadził nas pod samo schronisko. Teraz możemy zjeść pyszne śniadanko i napić się zielonej herbaty ze wspaniałym aromatem zatopionego w niej plasterka pomarańczy.


MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
czerwona trasa
900 m 
196 m 
2
niebieska trasaczerwona trasaniebieska trasa
1990 m 
276 m 
3
niebieska trasa
1900 m 
276 m 
4
czarna trasa
650 m 
5
niebieska trasa
120 m 

Uwaga: mapa tras z dawnymi oznakowaniami [źródło: http://www.soszow.pl].
OPIS:
Niedaleko centrum Wisły, ponad doliną Jawornika, wznosi się Soszów Wielki (czes. Velký Šošov) na wysokość blisko 886 m n.p.m. Jego północno-wschodnie zbocza pokrywa kompleks tras narciarskich stacji narciarskiej „Soszów”. Jest to jedna z popularniejszych stacji na Śląsku, mniej znana Małopolanom, jak twierdzą miejscowi, a częściej nawiedzana przez Warszawiaków, po Ślązakach rzecz jasna. Wokół stacji funkcjonuje dość dobra infrastruktura. Mamy tu serwis narciarski i wypożyczalnię sprzętu, działa tu także szkoła narciarska i przedszkole narciarskie. Zaś przy trasach istnieje bogate zaplecze gastronomiczne i noclegowe.

Większość miłośników narciarstwa przygodę z „Soszowem” zaczyna pod dolną stacją wyciągu krzesełkowego. Nie zawsze jednak tak jest. Czasami, tak jak w naszym przypadku spotkanie to rozpoczynamy przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego, na Polanie Soszów, gdzie zagościliśmy w schronisku turystycznym na Soszowie Wielkim, położonym na wysokości 792 m n.p.m. Stąd rozpoczniemy pierwszy zjazd, a wyższe partie góry pozostawimy na później.

Trasa nr 1, czerwona

Za górną stacją wyciągu krzesełkowego rozpoczyna się czerwona trasa oznaczona numerem 1. Krótko biegnie pod linią krzesełek i szybko robi skręt w prawo, odjeżdżając spod krzesełek. Wraz z wejściem w ten zakręt zwiększa się nachylenie stoku, na którym szybko nabrać można prędkości, szczególnie na zewnętrznej, gdzie stromizna jest znacznie większa. Zaraz po wejściu w ten zakręt już trzeba myśleć o kolejnym w przeciwnym kierunku. Jest jednak w tym miejscu jeszcze inna możliwość, przydatna gdybyśmy chcieli zrezygnować z dalszej jazdy czerwoną trasą. Przed wejściem w drugi zakręt na wprost przed nami, tuż poniżej siatki zabezpieczającej trasę widać wąski, krótki przesmyk. Można przedostać się nim na niebieską trasę o numerze 2, znajdującą się za ową siatką.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Początek czerwonej trasy nr 1.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ruszamy na czerwoną trasę nr 1.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Oddalamy się od wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Przesmyk prowadzący na trasę nr 2.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Miejsce za drugim zakrętem.
Za widoczną wyżej siatką zabezpieczającą biegnie trasa nr 2.
Jadąc wzdłuż tej siatki dotrzemy do przesmyku, którym można wjechać na trasę nr 2.

Na „dwójkę” przyjdzie jeszcze pora później. Kontynuujemy zjazd „jedynką”, która za drugim zakrętem sunie w dół zbliżając się do linii wyciągu krzesełkowego. W międzyczasie mijamy półmetek czerwonej trasy. Docieramy w sąsiedztwo wyciągu krzesełkowego, ale nie wjeżdżamy pod niego, a łagodnym łukiem ustawiamy się do niego równolegle. Wtedy też na prawo pojawia się niebieska odnoga odchodząca od naszej trasy oznaczona numerem 5. Zaraz na jej początku, po jej prawej stronie mamy punkt gastronomiczny Bar u Moni. Ta niebieska „piątka” uchronić nas może przed najbardziej stromym fragmentem „jedynki”, jaki rozciąga się teraz przed nami.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
My jedziemy dalej czerwoną „jedynką”, która zbliża się teraz do wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Odcinek czerwonej „jedynki” tuż przed Barem u Moni i odnogą początkującą trasę nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tutaj widać odnogę odchodzącą w prawo od czerwonej trasy nr 1, oznaczoną numerem 5.

Na końcowym, najbardziej stromym fragmencie „jedynka” robi się znacznie szersza, ale tuż przed końcem szybko zwęża i prostopadle łączy z inną trasą. Po jej osiągnięciu skręcamy w lewo, do rękawa dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Trzeba odpowiednio wcześniej wyhamować, by nie wpaść w kolizję z narciarzami nadjeżdżającymi z prawej. W ten sposób zaliczamy pierwszą trasę o długości 900 metrów i średnim nachyleniu 20%. Nie jest to zbyt długa trasa, ale jej profil zapewnia przednią jazdę.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Rozpoczynamy najbardziej stromy fragment „jedynki”.
W górze widać czubek dachu Baru u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Końcowy odcinek „jedynki” po minięciu odchodzącej od niej odnogi nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
To już za nami.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zbliżamy się do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Strefa hamowania na czerwonej trasie nr 1.

W rękawie wprowadzającym na krzesełka musimy trochę podreptać na nartach lub wspomóc się kijkami, gdyż jest w nim dość płasko. Dolna stacja wyciągu mieści się w dużym budynku, w którym mieści się również serwis i wypożyczalnia sprzętu narciarskiego, a także punkt gastronomiczny z tarasem. Tutaj też w razie potrzeby znajdziemy nocleg. W dolnej części przy rękawie zlokalizowane są kasy, w których możemy zaopatrzyć się w karnety. Natomiast przy przechodzącej pod budynkiem ulicy Cieślarów znajdują się parkingi dla przyjezdnych.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego musimy trochę podreptać.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Budynek dolnej stacji wyciągu krzesełkowego stacji narciarskiej „Soszów”.

Z tarasu dolnej stacji wyciągu krzesełkowego rozciąga się ładny widok na dolinę Jawornika - potoku i osiedla Wisły o tej samej nazwie. Niedaleko, z prawej strony doliny mamy trasy zjazdowe na Rowienkach, zaś na wprost za okazałym hotelem „Stok” wyciąg „Kiczera”. Wisła i jej okolice słyną z licznych stacji narciarskich, a nie tak daleko od „Soszowa” funkcjonują konkurencyjne stacje na Czantorii i Stożku. Bardzo chcielibyśmy je wszystkie przetestować, ale niestety narciarstwo nie jest tanie.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Widok z tarasu dolnej stacji na dolinę Jawornika.

Trasa nr 2, niebieska i czerwona

Wróćmy do naszego „Soszowa”. Wskakujemy na czteroosobową kanapę, która przenosi nas z wysokości 610 m n.p.m. na wysokość 806 m n.p.m. Przemieszczamy się na Polanę Soszów. Tu też mamy punkt gastronomiczny pod budynkiem górnej stacji wyciągu krzesełkowego, a obok jeszcze karczmę i schronisko turystyczne, w którym mieszkamy.

Schronisko turystyczne „Soszów”.
Schronisko turystyczne „Soszów”.

Na Polanie Soszów przesiadamy się na orczyk i wciągamy jeszcze wyżej pod sam szczyt Soszowa Wielkiego (886 m n.p.m.), który oddalony jest stąd o jakieś 800 metrów. Orczyk przeciąga nas najpierw przez mostek nad innymi trasami narciarskimi, potem obok budynku schroniska, za nim przecinamy wyratrakowaną ścieżkę niebieskiego szlaku turystycznego. Następnie przez dłuższą chwilę ciągnieni jesteśmy przez zaciszny las, aż końcu wyjeżdżamy na górną polanę pokrywającą północno-wschodnie partie podszczytowe Soszowa Wielkiego. Mijamy położony na skraju polany urokliwy budynek karczmy „Lepiarzówka” i nabieramy dalej wysokości przesuwając się równolegle wzdłuż wyciągu talerzykowego, wyciągający narciarzy na Soszów Wielki spod „Lepiarzówki”. Górna stacja tego wyciągu znajduje się kilkanaście metrów wyżej od naszej. Jest to jednak bardzo wolny wyciąg.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Orczyk wyciągający na szczyt Soszowa Wielkiego.

Z orczyka możemy skierować się na lewo na trasę nr 3, albo w prawo na trasę nr 2. Możemy też pozostać pod szczytem i korzystać z łagodnej części górnej polany, zjeżdżając wzdłuż wspomnianego wyciągu talerzykowego. To dobre miejsca dla początkujących narciarzy.


Tymczasem my kierujemy się na prawo na najdłuższą trasę stacji narciarskiej „Soszów” oznaczonej numerem 2. Liczy ona 1990 metrów długości. Na starszych mapach jej odcinek do dolnej stacji wyciągu orczykowego był wyodrębniony i oznaczany numerem 6, z kolei jej stopień trudności znakowany był kolorem zielonym. Jednak w myśl znowelizowanych przepisów stopień trudności tej trasy jest obecnie znakowany kolorem niebieskim.

Zaraz po wypięciu się z orczyka robimy nawrotkę na prawo w dół stoku, przecinając ostrożnie linię wyciągu talerzykowego. Tak rozpoczynamy zjazd „dwójką”. Kierujemy się na lewą stronę widocznego budynku karczmy „Lepiarzówka”. Biegnie tamtędy droga przez którą poprowadzony jest również szlak turystyczny. Trzeba o tym pamiętać, bo trasa narciarska biegnie tą samą drogą, choć zimą wędruje tędy mniej turystów. Zaraz za „Lepiarzówką” trasa wchodzi do lasu i biegnie dalej wąską drogą, aż pod drewniany budynek schroniska turystycznego „Szoszów”. Za budynkiem schroniska wpadamy na Polanę Soszów, gdzie znajduje się górna stacja wyciągu krzesełkowego i dolna stacja wyciągu orczykowego. Tu oczywiście wyłania się przed nami kilka wariantów zjazdu, ale będziemy się nimi bawić dopiero po zapoznaniu się z normalnymi wariantami tras.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Karczma "Lepiarzówka".
Początek trasy nr 2. Przed nami karczma „Lepiarzówka”;
za nią widać Wielką Czantorię (czes. Velká Čantoryje, niem. Großer Czantory-Berg, 995 m n.p.m.)

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Karczma "Lepiarzówka".
Mijamy „Lepiarzówkę”...

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
...i wjeżdżamy do lasu.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Leśny odcinek „dwójki”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle. Schronisko turystyczne "Soszów".
Przejeżdżamy obok schroniska.

Kontynuując jazdę „dwójką” musimy skręcić w prawo pod mostek przez który biegnie orczyk, albo objechać stację tego orczyka od lewej strony. Jednym i drugim sposobem wjedziemy na szeroki i gładki stok. Trasa zwiększa tu swoje nachylenie, a poziom trudności tego odcinka zwiększa się z niebieskiego do czerwonego. Zatacza tutaj szeroki, bardzo łagodny łuk na prawo. Na łuku tym pojawia się rozwidlenie. Trasa odchodząca na lewo tak mocno załamuje się w dół, że nie widać z góry jej nawierzchni - jest to czarna „czwórka”, którą również niebawem odwiedzimy.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Mostek przez który biegnie orczyk.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Trasa nr 2 za mostkiem, gdzie zwiększa się nachylenie stoku.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Jedziemy dalej „dwójką”.

Tymczasem trzymając się trasy nr 2 jedziemy po łuku w prawo. Po minięciu wjazdu na czarną trasę nasza „dwójka” łagodnieje. W tym miejscu jej poziom trudności zmniejsza się do niebieskiego, choć robi się ciaśniej niż wcześniej. Za niedługo robi ostry zakręt, niemal nawrót na lewo, zaskakując nas trochę większą stromością. Stromizna jest największa na wewnętrznej. W tym miejscu trzeba być uważnym, bowiem od prawej dołącza do nas inna trasa, a mianowicie „trójka” biegnąca ze szczytu Stożka Wielkiego.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Na lewo widać odnogę, gdzie rozpoczyna się czarna trasa nr 4.
Na razie mijamy ją kierując się na prawo.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
„Dwójka” po minięciu czarnej odnogi.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zjazd z „dwójki” do połączenia z trasą nr 3.

Po nawrocie i połączeniu się z trasą nr 3 jedziemy już dość płasko, niemal prosto przed siebie. Szerokość trasy nie jest teraz większa od szerokości zwykłej szosy. Jednocześnie gęstnieje ilość narciarzy, bowiem oprócz naszej „dwójki” oraz wspomnianej „trójki” dołączają do nas po chwili jeszcze dwie inne trasy - czarna „czwórka”, a zaraz za nią niebieska „piątka”. Natomiast zaraz przed dolną stacją wyciągu krzesełkowego dołączy do nas czerwona „jedynka”. Są to oczywiście potencjalne punkty kolizyjne, odpowiednio oznakowane, w których trzeba mieć się na baczności, tym bardziej, że łagodny profil tego odcinka może skłaniać do zbytniego wyluzowania.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tutaj trasa nr 2 rozpoczyna wspólny bieg z trasą nr 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Wypłaszczony odcinek wspólny dla tras nr 2 i 3.
Z lewej widać zejście czarnej trasy nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Zaraz za czarną trasą wpada niebieska trasa nr 5 (widoczna powyżej na zdjęciu).

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod dolną stacją .

Trasa nr 3, niebieska

Kolejną trasą stacji narciarskiej „Soszów” jest niebieska trasa oznaczona numerem 3, licząca 1900 metrów długości, o średnim nachyleniu 15%. Rozpoczyna się w tym samym miejscu co „dwójka”, którą przed momentem zjeżdżaliśmy. Wyjeżdżamy zatem w ten sam sposób co wcześniej, pod szczytem Soszowa Wielkiego wypinamy się z orczyka skręcając na lewo.

Przed nami rozciąga się dość szeroka nartostrada. Przy dobrej widoczności mamy w tym kierunku przepiękne widoki na Beskid Śląski, od Równicy po Skrzyczne z charakterystycznym masztem antenowym i kolejne wzniesienia wysunięte za nimi na wschód. Na północy, tam gdzie stoi karczma „Lepiarzówka” górować będzie Wielka Czantoria, łatwo rozpoznawalna dzięki zadaszonej wieży widokowej. Przepiękne plenery pokryte śnieżnym kobiercem potrafią zauroczyć, a szczególnie o poranku, kiedy mgły z dolin nie uniosły się jeszcze w górę. Każdy może to zobaczyć i dotrzeć tu na czas, bowiem wyciągi na Soszów Wielki uruchamiane są już od godziny 8.00.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Początek trasy nr 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod szczytem Soszowa Wielkiego na początku trasy nr 3.
W dali na północy widoczna jest Wielka Czantoria.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Tak zaczyna się „trójka”. Przed nami panorama Beskidu Śląskiego.

Przy początkowym, najszerszym odcinku trasy nr 3 znajduje się dodatkowy orczyk. Jednakże podczas naszego czterodniowego pobytu nie był czynny. Podobno uruchamiany jest tylko w weekendy. Nic to jednak nie przeszkadza, by puścić się w dół szeroką „trójką”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Pod nieczynnym orczykiem przy „trójce”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Suniemy „trójką”.

Do pierwszego łuku trasa nr 3 jest bardzo szeroka. Do naszej dyspozycji jest praktycznie cała wschodnia połać podszczytowej polany. Przy dolnym skraju polany po lewej stronie mijamy punkt gastronomiczny „Szałas pod Jaworem”. Zaraz za nim robimy szeroki łuk w lewo i jednocześnie opuszczamy polanę. Jedziemy teraz zwężającym się i stromszym odcinkiem. Tutaj nasza trasa krzyżuje się z niebieskim szlakiem turystycznym prowadzącym z Wisły Uzdrowiska przez Czupel do schroniska na Soszowie Wielkim. To ten sam szlak, którym przybyliśmy tu pierwszego dnia. Nieco dalej po prawej znajduje się „Szałas pod Lasem” - to kolejne miejsce, gdzie można coś zjeść i napić się.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Szeroki łuk „trójki”.

Natomiast przed sobą widzimy już dochodzącą z lewej „dwójkę”. Po jej dołączeniu wjeżdżamy na znany nam już płaski odcinek trasy, który prowadzi nas pod dolną stację wyciągu krzesełkowego. Oczywiście tak jak podczas zjazdu „dwójką”, tak i teraz musimy zwracać uwagę na dochodzące po lewej kolejne trasy. Trzeba poruszać się zgodnie z zasadą kodeksu FIS, która mówi, że pierwszeństwo przejazdu przysługuje temu kto znajduje się niżej. W razie wątpliwości, kto jest niżej, a kto wyżej, lepiej samemu zwolnić.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Od tego miejsca nasza „trójka” biegnie wspólnie z trasą nr 2.

Trasa nr 4, czarna

Nadszedł czas na przejazd najtrudniejszą trasą oznaczoną numerem 4, której stopień trudności sklasyfikowany został jako czarny. Jest to bardzo krótka trasa o długości 200 metrów. Stanowi ona właściwie skrót trasy nr 2, omijający miejsce, gdzie „dwójka” łączy się z „trójką”. Stromizna czarnej nie jest porywająca, ale błaha też nie jest, dlatego pewnie raczej świeci pustkami. Idąc ku dołowi czarna trasa zwęża się, dając coraz mniej swobody na szerokie zakosy. Prowadzi ona od samego początku prosto w dół zbocza, zataczając tylko delikatny łuk w lewo, aż do połączenia z wypłaszczonym odcinkiem wspólnie biegnących tras nr 2 i 3. Niemal w tym samym miejscu do tras 2 i 3 dołącza również trasa nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Czarna trasa nr 4 w pełnej okazałości.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Na czarnej trasie nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Przed nami połączenie z trasami 2 i 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ostatnie metry trasy nr 4.

Trasa nr 5, niebieska

Trasa nr 5 o niebieskim poziomie trudności stanowi zwornik czerwonej trasy nr 1 z końcowymi fragmentami tras nr 2 i 3 biegnącymi wspólnie ku dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Umożliwia ona ominięcie najstromszego odcinka trasy nr 1. Trasa ta liczy 650 m długości. Jeszcze rok temu wg starych przepisów znakowana była zielonym stopniem trudności, obecnie jest to kolor niebieski. Chcąc w nią wjechać musimy odbić ostro w prawo z czerwonej „jedynki” na wysokości Baru u Moni. Prawie cały czas „piątka” biegnie bardzo płasko, ale na końcu czeka nas niespodzianka, gdzie nieoczekiwanie znacznie zwiększa swoje nachylenie zakręcając jednocześnie w lewo, by połączyć się z wspólnie biegnącymi trasami nr 2 i 3. Po spokojnej jeździe, ten stromy zakręt jest tak zaskakujący, że wydawać się nam może, iż niebieski stopień trudności wydaje się być zbyt tolerancyjny. No i jak wiemy z wcześniejszych przejazdów, w miejscu tego połączenia mamy także dochodzącą czarną trasę nr 4.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Trasa nr 5. Zaraz na jej początku mamy Bar u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Miejsce, w którym od trasy nr 1 rozpoczyna się niebieska trasa nr 5.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Wjazd na „piątkę”.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
„Piątka” po minięciu Baru u Moni.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Połączenie „piątki” ze wspólnie biegnącymi trasami 2 i 3.




Ogólnie można powiedzieć, że stację narciarską „Soszów” charakteryzuje różnorodność tras narciarskich, sprzyjających możliwości komponowania zjazdów. Będąc po raz pierwszy na „Soszowie” można czuć się nieco zagubionym w sieci dostępnych tras, ale szybko się jej uczymy, gdyż nie jest ona aż tak skomplikowana jak to się wydaje. Większość z nich posiada sztuczne oświetlenie, a więc można jeździć na nich aż do godziny 21.00. Po zmroku wyłączana jest trasa nr 2 na odcinku od szczytu Soszowa Wielkiego do Polany Soszów. Zamykana jest również druga trasa biegnąca od szczytu Soszowa Wielkiego o numerze 3.

Stacja narciarska "Soszów" w Wiśle.
Ratrak na trasie nr 3.

„Soszów” zaimponował nam również rewelacyjnym przygotowaniem tras. Jeździło się cudnie nawet w trudniejszych warunkach pogodowych, jakie mieliśmy tutaj pierwszego dnia, kiedy cały czas mżył śnieg z deszczem obladzając wszystko co popadnie (łącznie z naszymi narciarskimi uniformami). Mimo takich warunków nie odczuwaliśmy oblodzenia na stoku, narty wspaniale trzymały krawędź nawet na najstromszych fragmentach tras, a na stokach nie tworzyły się muldy. Obsługa stacji nie próżnuje nawet po zamknięciu tras narciarskich. Zaraz po zjeździe ostatniego narciarza stoki przejmują ratraki, a wczesnym porankiem dokonywany jest ostatni szlif tras. Mieliśmy sposobność zobaczyć to na własne oczy, gdyż z „Soszowem” nie rozstawaliśmy się nawet w nocy, nocując w Schronisku na Soszowie Wielkim - dodajmy na marginesie, że prowadzonym przez niezwykle sympatyczne małżeństwo Igę i Macieja.

Schronisko na Soszowie Wielkim (792 m n.p.m.)
Schronisko na Soszowie Wielkim (792 m n.p.m.) - nasza baza noclegowa i punkt wypadowy.

Schronisko turystyczne „Soszów” było dla nas wspaniałym miejscem wypadowym na soszowskie stoki. Po za tym stosunkowo tanim jak na tutejsze obiekty, gdzie mogliśmy się wygodnie przespać i wypocząć. Stacja narciarska „Soszów” i schronisko na Soszowie Wielkim tak spodobało się nam, że przedłużyliśmy nasz pobyt o dodatkowy dzień. Nie odstraszył nas nawet fakt, że do sanitariatów trzeba tu zejść do części piwnicznej przez chłodną werandę, a tą drobną niewygodę rekompensowały nam wspaniała kuchnia Pani Igi i prawdziwie górski klimat, jakże fascynujący, a także ta codzienna radość z tego, że wystarczy po prostu wyjść za próg schroniska i od razu „pososzować” po stokach Soszowa.



Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas