TRASA:
Juszczyn/Przysiółek Kaczmarczyki  Przełęcz Kucałowa (1170 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Hali Krupowej (1152 m n.p.m.) Przełęcz Kucałowa (1170 m n.p.m.)   Polica (1369 m n.p.m.)  Cyl Hali Śmietanowej (Kiczorka) (1298 m n.p.m.)  Zawoja-Policzne.

OPIS:
Dzisiaj zdecydowaliśmy się na przejście odcinka Pasma Policy w warunkach zimowych, od Hali Krupowej do Hali Śmietanowej, a z niej do Mosornego Gronia. Odwiedzaliśmy już te strony wcześniej współuczestnicząc w 56 Zlocie Turystów Górskich na Hali Krupowej. Przebyliśmy wtedy całe Pasmo Policy, jednak dzień wtedy był dłuższy, a jesienne warunki  łatwiejsze od obecnych zimowych.

Startujemy w przysiółku Kaczmarczyki o godzinie 8.50, kierując się na południe żółtym szlakiem. Śnieg tutaj ledwo co widać w trawie. Gdzie ta zima? - myślimy. Jest lekki mrozik, ale nie jest bardzo zimno. Generalnie jest przyjemnie, prawie bezwietrznie, jedynie mgła ogranicza widoczność.

W Kaczmarczykach śnieg ledwo co widać w trawie.
Idziemy najpierw wąską asfaltową drogą, delikatnie pod górę. Po kilku minutach odbijamy z niej w lewo na drogę polną, a po dalszych paru minutach wchodzimy do lasu. Trzeba uważać na kamienie, które miejscami są oblodzone. Droga polana wiedzie nieco bardziej stromo pod górkę, ale czasem na krótko wypłaszacza się, a nawet w jednym miejscu chwilę opada. Po ostrym zakręcie w lewo zaczyna się znacznie większa stromizna, po zboczach Suchego Gronia.

Po ostrym zakręcie w lewo zaczyna się znacznie większa stromizna.

Kilka minut po godzinie 10.00 dochodzimy do połączenia ze szlakiem niebieskim, przychodzącym tu ze Skawicy. Niebieskie znaki towarzyszą nam do Hali Kucałowej. Wbrew wcześniejszym spostrzeżeniom, na wyższych wysokościach coraz bardziej uwydatnia się zimowa aura. Piękną, aczkolwiek nie w pełni zimową szatę przybrały tu drzewa. Ich gałązki bieleją oprószone śniegiem, pozbawione typowej dla zimy puchowej kołdry śnieżnej. Tu też na szlaku pojawiają się mini lodowce spływające w dół. Bez raków przejście tych zlodowaceń jest bardzo trudne.

Gałązki drzew bieleją oprószone śniegiem.
Mini lodowce spływające po szlaku.

Na wyższych wysokościach uwydatnia się zimowa aura.
O godzinie 10.40 ukazuje się przed nami w pięknych zimowych barwach Hala Kucałowa. Mgła tu gęsta i nieco większy ruch powietrza, bardziej mroźnego, szczypiącego w palce dłoni, gdy ściągniemy rękawiczki.  Krzaczasta roślinność wprost ujawnia występujące tu silne wiatry oraz ich kierunek. Sterczące wysokie trawy i gałązki na drzewach okryte są szerokim (2-3 centymetrowym) śnieżno-lodowym pióropuszem odchylonym w kierunku zawietrznym. Widoki wokół są bardzo urzekające, choć w żadnym przypadku nie mają nic wspólnego z tzw. rozległymi panoramami górskimi. Hala Kucałowa przez ograniczoną widoczność wygląda dziś jak pustkowie z kępami roślinności. Widok to niesamowity, który skrywa jakąś tajemnicę w oddali, poza zasięgiem naszego wzroku.


Hala Kucałowa - mgła tu gęsta.
Uroki Hali Kucałowej - roślinność ze śnieżno-lodowym pióropuszem.
Hala Kucałowa skrywa jakąś tajemnicę w oddali.
Schronisko PTTK na Hali Krupowej.

Uroki Hali Kucałowej spowalniają nasz marsz do pobliskiego Schroniska na Halu Krupowej. Wchodzimy do niego dopiero o godzinie 11.00. Nie czujemy się specjalnie zmęczeni, ale klimat tego schroniska inspiruje do turystycznej pogawędki. Spędzamy tu  aż półtorej godziny, ale nie ma pośpiechu, gdyż mamy  odpowiedni zapas czasu.
Na ławce przy Schronisku PTTK na Hali Krupowej.

O godzinie 12.30 wychodzimy ze Schroniska na Hali Krupowej i znowu zmierzamy na ujmującą Halę Kucałową, po czym skręcamy na zachód ku najwyższemu szczytowi Pasma Policy - Policy. Trzymając się czerwonych i zielonych znaków wspinamy się najpierw zboczem Złotej Grapy (1242 m n.p.m.). Mijamy jej wierzchołek i o godzinie 12.55 rozstajemy się ze znakami zielonymi, którymi można zejść do centrum Zawoi. Z kolei nasz szlak niebawem biegnie wzdłuż granicy rezerwatu przyrody im. prof. Zenona Klemensiewicza z wysokogórskim borem świerkowym zachowanym w stanie naturalnym. Jest to wspaniała gęstwina lasu, w której czujemy się, jakbyśmy byli pierwszymi przechodzącymi tędy ludźmi. Próchniejące konary leśne i panująca tu niesamowita cisza wywołują w nas poczucie zupełnej izolacji od naszego codziennego świata, w którym nowe zwykle nie pozostawia miejsca staremu, a zgiełk miejski wypełnia niemal każdą oazę ciszy.

Na zachód ku najwyższemu szczytowi Pasma Policy - Policy (fot. P.Sieja).
Przed zboczem Złotej Grapy.
Stromy odcinek przez las na zboczu Złotej Grapy.
Trochę otwartych przestrzeni na zboczach Złotej Grapy.
Wysokogórski bór świerkowy.
Po kilkunastu minutach na południowych zboczach pasma pojawiają się prześwity. Wnet zamieniają się one na niemal otwarta przestrzeń, której przecinają sterczące kikuty drzew. To oznaka, że dochodzimy do najwyższego punktu Pasma Polic.

O godzinie 13.30 mijamy miejsce, w którym do naszego czerwonego szlaku dochodzi szlak niebieski z Przełęczy Zubrzyckiej, a po dalszych paru krokach dochodzimy do rozległego wierzchołka Policy - 1369 m n.p.m. Kiedy przechodziliśmy tędy ostatni raz, w jesiennej aurze, na południu dominowała Królowa Beskidu - Babia Góra. Dziś nie widać nawet najsłabszego zarysu Babiej. Wygląda to tak jakby pasma górskie pogrążyły się w zimowym śnie, okryte śniegiem i spowite mgłą.

Na wierzchołku Policy nie widać dziś nawet najsłabszego zarysu Babiej.
Nieopodal mijamy krzyż upamiętniający katastrofę lotniczą samolotu PLL LOT, który rozbił się na zboczach Policy w kwietniu 1969 roku. Zginęły wówczas 53 osoby - wszyscy pasażerowi i członkowie załogi. Przyczyny  tej katastrofy, były owiane tajemnicą przez ówczesne władze. Przypuszczalnie była ona spowodowana błędami w nawigacji w związku z brakiem odpowiedniego wyposażenia krakowskiego lotniska w sprzęt nawigacyjny. Nieco dalej znajduje się pomnik poświęcony ofiarom tej katastrofy, wybudowany w 2009 roku.

Zaraz potem znowu wchodzimy w gąszcz leśny. Łagodnie obniżamy się w kierunku zachodnim. Znowu ogrania nas bezwietrzna cisza, relaksacyjna dla naszych uszu. Słychać tylko skrzypiący śnieg pod naszymi butami, co nieco peszy nas, a może nawet wzbudza poczucie winy, że zakłócamy tym panującą wokół ciszę. Czujemy się tu odrobinę jak intruzi. Jednak chwilami przystajemy, aby wsłuchać się w tą zupełną głuszę.

 Z wierzchołka Policy wchodzimy w gąszcz leśny...
...ogrania nas bezwietrzna cisza.
Około godziny 14.00 szlak zaczyna się wznosić i po 20 minutach marszu wchodzimy na kulminację Hali Śmietanowej, czyli tzw. Cyl Hali Śmietanowej sięgający wysokości 1298 m n.p.m. Urządzamy sobie krótką, 10-minutową przerwę.

Na Cylu Hali Śmietanowej zbiegają się szlaki turystyczne z różnych stron. Kres naszej wędrówki wyznaczają stąd znaki żółte, kierujące na stronę zachodnią, ku Mosornemu Groniowi. Podążamy za nimi. Po kilku minutach łagodnej wędrówki, szlak nasz zaczyna opadać bardzo stromą ścieżką, niemal na łeb i szyję, bez jakichkolwiek zakosów. Jest tak stromo, że właściwie zsuwamy się bokiem po zbitym śniegu w dół. Łatwo tu wpaść w niekontrolowany poślizg. Niektórzy wędrowcy  raki na buty tu zapinają i dzięki temu o swe cztery litery się nie obawiają. Zejście to ma jednakże swój specyficzny urok. Jest takie hermetyczne, tak wąskie, że drzewa po obu stronach ścieżki dostępne są niemal na wyciągnięcie rąk. Z kolei gałęzie tych drzew przykrywają naszą ścieżkę tak nisko, że nierzadko trzeba chylić pod nimi głowę.

Zejście z Cyla Hali Śmietanowej - zsuwamy się bokiem po zbitym śniegu w dół.
O godzinie 14.55 nasza ścieżka wpada wprost na drogę leśną; skręcamy na nią w prawo. Rosnący przy niej las staje się bardziej zróżnicowany - drzewa iglaste ustępują tu nieco miejsca drzewom liściastym. Las ten jest wyższy, ale drzewa rosną tu w znacznie większych odstępach. W prześwitach leśnych zauważamy wciąż utrzymującą się mgłę.

Drzewa iglaste ustępują miejsca drzewom liściastym.
Około godziny 15.10, tuż przed niewielkim wzniesieniem podszczytowym wyprowadzającym na Mosornego Gronia, żółty szlak skręca w prawo i sprowadza do Zawoi Podryzowane, gdzie wędrowcy z naszej grupy turystycznej kończą dzisiejszą piękną wędrówkę.

Z naszą grupą przybyli też w te strony pasjonaci narciarstwa. Spotkać ich można było pokonując wspomniane niewielkie wzniesienie podszczytowe. Z wierzchołka Mosornego Gronia, osiągającego wysokość 1047 m n.p.m., wytyczona jest na południowych zboczach znana w Małopolsce trasa narciarska, posiadającego licencję FIS na rozgrywanie krajowych i międzynarodowych zawodów narciarskich. Wzdłuż tej trasy funkcjonuje krzesełkowa kolej linowa, łącząca wierzchołek Mosornego i Zawoję-Policzne. I właśnie w tej części Zawoi, zwanej Policzne, narciarze oraz część piechurów zakończyła swoje spotkanie z tutejszymi górami.

Wierzchołek Mosornego Gronia - dziś warunki narciarskie utrudnia mgła.

Zawoja-Policzne. Karczma Zbójnicka.
Zawoja-Policzne. Droga wojewódzka nr 957 - widok w kierunku Zawoi-Podryzowane.

Przyznać trzeba, że Pasmo Polic sprawiło nam dziś niespodziankę. Czuliśmy się tu tak, jakbyśmy byli na nim po raz pierwszy, a przecież byliśmy tu niecałe 5 miesięcy temu. Nie planowaliśmy tak prędkiego powrotu. Nasze niedawne plany skierowane były ku zupełnie innym szlakom górskim, których nie dotknęły jeszcze nasze stopy (a właściwie buty), a takich szlaków w naszym przypadku jest jeszcze wiele, wiele, wiele i jeszcze trochę. Jest to jednocześnie nasz pierwszy powrót na przebyty wcześniej szlak i do tej pory nie sądziliśmy, że takie ponowne spotkanie może być tak bardzo interesujące oraz sprawiać tak wiele przyjemności i satysfakcji. Aura odmieniła nie do poznania plenery zapamiętane z jesieni i wszystko znów emanowało jakąś oryginalną nowością. Jednak nawet gdyby nie to, to i tak mieliśmy gwarancję znakomitej wyprawy górskiej dzięki ponadprzeciętnej atmosferze turystycznej, jaką zawsze zapewnia nasza sprawdzona  grupa wędrowców, z którymi mieliśmy przyjemność wspólnego wędrowania.

Dziś już wiemy, że warto wrócić na poznane już szlaki i chętnie to zrobimy jeszcze raz, pewnie jeszcze w tym roku podczas kolejnego 57 Zlotu Turystów Górskich na Hali Krupowej, ale to będzie już inna historia. Tymczasem już jutro mamy inny uroczysty dzień:
Jak to uczcić? Kto opisze?
Urodziny ma bard Zbyszek!
Choć z Nim mierzyć się nie mogę
i choć czuję w duszy trwogę
z serca życzę ile mogę,
żeby zdrówko Ci służyło,
żeby w życiu łatwiej było,
by Cię dzieci szanowały,
wnuki za wzór zawsze miały,
by Anusia Cię kochała,
na wycieczki zabierała-:)
by wódeczka nie szkodziła,
a pogoda zawsze dobra była.
Żyj nam Zbyszku długie lata
i chodź z nami na skraj świata.
Tyle i jeszcze wiele, wiele...
życzą Ci Twoi ze szlaku przyjaciele.
~Dorota Szala

LINKI DO INNYCH OPISÓW:
Klub Turystyki Górskiej

GALERIE FOTOGRAFICZNE:
Polica w zimowym śnie

TRASA:
Siwa Polana -  Polana Huciska  Dolina Starorobociańska Iwaniacka Przełęcz (1459 m n.p.m.) Schronisko PTTK na Hali Ornak Smreczyński Staw Schronisko PTTK na Hali Ornak  Polana Pisana Lodowe Źródło  Wyżnia Kira Miętusia  Kiry.

OPIS:
Mamy dziś sobotę, 5 lutego, czyli 36 dzień roku. Do końca roku pozostało jeszcze 329 dni. Prognozy pogody nie są na dziś zbyt dobre. W naszym rejonie spodziewane jest duże zachmurzenie, a także silne i porywiste wiatry, możliwy jest również deszcz lub deszcz ze śniegiem. Imieniny obchodzą Adelajda i... Agata. Oj, joj, joj, znamy przecież to imię, toż to nasza dzisiejsza, przesympatyczna, opiekuńcza i wspaniała przodowniczka oraz kierowniczka dzisiejszej wyprawy. I tak jedyny przystanek na trasie naszej podróży stał się okazją do złożenie serdecznych życzeń, ale też na skosztowanie przepysznego chrustu imieninowego. Dzisiejszy dzień już od świtu stał się natchnieniem dla bardów i poetów. Również znany nam Zbyszko stanął na wysokości zadania opowiadając w swoim liryku o naszej solenizantce:
Przodowniczka
Piękne nasze miasto, piękna ma uliczka,
ale najpiękniejsza nasza Przodowniczka.
Wszyscy dobrze wiecie, o kim teraz myślę,
jeśli Was cyganię niech utonę w Wiśle.
Niech Krzysiek posłucha, niech będzie zazdrosny;
chodzimy z Agatą, od lata do wiosny.
Niech siedzi w Krakowie i mecze sędziuje,
że nie chodzi z nami, potem pożałuje.
A okazja dzisiaj jest nie byle jaka,
imieniny dzisiaj, ma nasza Agata.
Więc śpiewajmy sto lat, niech żyje Agata,
będziemy z nią chodzić, aż do końca świata.

~Zbigniew Sieja
O godzinie 9.20 podjeżdżamy na parking przy Siwej Polanie. Startujemy na wysokości 910 m n.p.m., w miejscu, gdzie nasz zielony szlak wbiega na Siwą Polanę, za którą rozpoczyna się Dolina Chochołowska. W tym właśnie miejscu, chyba jak w żadnym innym przytłacza nas ogrom Doliny Chochołowskiej , która jest najdłuższą i największą w polskich Tatrach. Przy wejściu na Siwą Polaną część turystów zatrzymuje się przy stoiskach z oscypkami i innymi tradycyjnymi wyrobami góralskim, które ściśle wiążą się właśnie z miejscem w którym znajdujemy się. Dolina Chochołowska była kiedyś największym ośrodkiem pasterstwa w Tatrach. Teraz mimo, że ma ono charakter kulturowy, to w krajobrazie doliny nadal charakterystyczne są pasterskie szałasy, czy bacówki. Dawniej Dolina Chochołowska miała również inne znaczenie. Od XVI wieku w Dolinie Chochołowskiej prowadzone były prace górnicze i hutnicze. Wydobywano tu głównie rudy żelaza, które początkowo wytapiano na miejscu, a w późniejszych czas zwożono tzw. drogą pod reglami do huty w Kuźnicach.

Siwa Polana wznosi się w głąb Doliny Chochołowskiej do wysokości 935 m n.p.m. Po jej przejściu, o godzinie 9.50 wchodzimy na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wciskamy się w ładny świerkowy las, a po chwili z naszej prawej strony pojawia się Chochołowski Potok.

Za plecami zostawiamy Siwą Polanę.
Przed godziną 10.30 wchodzimy na Polanę Huciska, za którą mijamy skalne przewężenie zwane Niżnią Bramą Chochołowską (987 m n.p.m.). Na skałach tej bramy mamy tablicę poświęconą ks. Józefowi Kmietowiczowi przywódcy Powstania Chochołowskiego z 1864 roku w czasach zaboru austriackiego w obronie hal i łąk położonych w Tatrach. Obok znajduje się medalion upamiętniający pobyt w dolinie papieża Jana Pawła II w 1983 roku.

Polana Huciska.

Niżnia Brama Chochołowska.
Dolina, którą idziemy robi się teraz zdecydowanie węższa, gdyż wciska się pomiędzy dwie granie skalne Bobrowca od zachodu i Kominiarskiego Wierchu od wschodu. Zwężenie skalne pomiędzy tym graniami tworzą Wyżnią Bramę Chochołowska. Brama ta otwiera na wysokości 1030 m n.p.m. drogę do wyższego piętra i odgałęzień Doliny Chochołowskiej.
Wyżnia Brama Chochołowska.
Tuż za Wyżnią Bramą Chochołowską, nieopodal leśniczówki TPN, o godzinie 10.50 stajemy w miejscu, w którym do Doliny Chochołowskej wpada Dolina Starorobociańska. Tu zmieniamy kolor szlaku na żółty, który przez kilkanaście minut marszu wiedzie wspólnie z czarnym przez Dolinę Starorobociańską. Potem żegnamy się ze szlakiem czarnym prowadzącym na Siwą Przełęcz i odbijamy w lewo do Doliny Iwaniackiej za żółtymi znakami. Niebawem kończy się nam sielankowa wędrówka i rozpoczyna mozolna wspinaczka po stromych, ośnieżonych zboczach, wąską i miejscami wyślizganą ścieżką. To też powoduje, że grupa zaczyna się stopniowo coraz bardziej rozciągać.

Mozolna wspinaczka po stromych, ośnieżonych zboczach.
Na szczęście utrzymuje się dobra pogoda wbrew wcześniejszym prognozom. Jest ciepło jak na tę porę roku i wysokość na której jesteśmy. Rękawiczki praktycznie są nie potrzebne, a kilka osób rozpięło swoje kurtki. Przy ewentualnym deszczu, czy też deszczu ze śniegiem podejście na Przełęcz Iwaniacką mogłoby być naprawdę bardzo trudne. Gęste zachmurzenie wiszące ponad naszymi głowami nie wróży jednak niczego optymistycznego.

W miarę nabierania wysokości szlak łagodnieje, a bardziej puchaty śnieg tworzy piękną zimową scenerię leśną. Może nie do końca taką, jakiej należałoby się spodziewać, bo zima trochę się ostatnio oszczędza. Świerki zielenią się wokół, zamiast zimować w śnieżnobiałym okryciu, ale i tak jest pięknie. Jednak tę harmonię, czy też kontemplacyjny spokój zaburza widok ponad naszymi głowami. Ponad wierzchołkami drzew, gdzie potężne, majestatyczne granie skalne, chowają swoje wierzchołki w wiszącym nad nimi zachmurzeniu wzbudza w nas uczucie grozy.

Ponad drzewami piętrzą się potężne, majestatyczne granie skalne,
chowające swoje wierzchołki w mgielnej chmurze...
a wokół nas piękna zimowa sceneria leśna, choć zima ostatnio oszczędza się.


Na Iwaniacką Przełęcz (1459 m n.p.m.) wchodzimy o godz. 12.25, w grupie zamykającej naszą wyprawę górską, ok. 30 minut od czołówki. Zaraz po naszym wejściu przez chmury przedzierają się delikatne promienie słońca, które przez kilka minut oświetlają górujący tu od północy Kominiarski Wierch. Ładny to widok i nagroda za trud wspinaczki. Gratulacje należą się wszystkim zdobywcom Iwaniackiej Przełęczy w warunkach zimowych. Szczególne gratulacje należą się naszej Elżbiecie, najmłodszej turystce w naszej grupie, ale też z ogromnym uznaniem należy odnieść się do seniorek z naszej grupy pani Barbary i Cecylii. Taki hart ducha każdy chciałby mieć.
 
Na Iwaniackiej Przełęczy.
Na Przełęczy Iwaniackiej następuje krótka, ale intensywna wymiana ognia śnieżnego, w którym prym wiodą główne prowokatorki tego zajścia - Dorota i Agata. Wokół nich zaczyna się unosić tuman śniegu. Ależ te dziewczyny mają w sobie energii, ileż sił wkładają w ten bój zacięty. Nikt nie śmie powiedzieć: pax! pax! Dopiero po chwili słowa naszego Prezesa trafiają do uszu walecznych turystek. Po raz kolejny uroczyste życzenia imieninowe dla Agaty, ale też... Doroty, bo faktem jest (choć do tej pory tego nie zdradzaliśmy), że to lada moment, za niecało 12 godzin - kolejna solenizantka.

Widoki z Iwaniackiej Przełęczy - Kominiarski Wierch.
Widoki z Iwaniackiej Przełęczy - Kominiarski Wierch.
O godzinie 12.50 trzymając się w dalszym ciągu żółtego szlaku, rozpoczynamy zejście z Przełęczy Iwaniackiej do Doliny Kościeliskiej, a może raczej zjazd po ubitym śniegu na stromej ścieżce. Praktycznie cały czas poruszamy się w gęstym lesie.


O godzinie 13.35 wchodzimy na Małą Polankę Ornaczańską, na której przekraczamy Pyszniański Potok. Dziesięc minut później jesteśmy przy Schronisku Górskim PTTK na Hali Ornak na wysokości 1100 m n.p.m. Tu oczywiście odpoczywamy oraz posilamy się, a na dalszą drogę parzymy kolejny termos ciepłej herbaty (w schronisku tym wydawany jest bezpłatnie wrzątek, a Krysia częstuje nas "suchą" herbatą).

Mostek na Pyszniańskim Potoku (Mała Polanka Ornaczańska).
Schronisko Górskie PTTK na Hali Ornak.

Ent przy drodze nad Smreczyński Staw.
O 14.30 organizuje się tu grupa, która wyrusza nad Smreczyński Staw. Dołącza do niej Alicja. Szlak nad Smreczyński Staw wyznaczają czarne znaki rozpoczynające się kilkanaście metrów od schroniska. Wznosi się on nieznacznie ku południowemu wschodowi przez dorodny las. Spostrzegawcze oko Alicji znajduje w tym lesie ślady Entów:) - wywodzących się z pradawnego tolkienowskiego lasu Fangorn (co widać zresztą na dołączonej fotografii).

Krótka, półgodzinna wędrówka doprowadza nad ogrodzony barierkami brzeg Smreczyńskiego Stawu. Cały staw otoczony jest lasem, ponad którym widoczne są szczyty Smreczyńskiego Wierchu, Kamienistej, Błyszcza i zbocza Starorobociańskiego Wierchu.

Smreczyński Staw.
Górale uważali dawniej, że jezioro to nie ma dna. Dziś jednak w żaden sposób tego nie stwierdzimy, gdyż na powierzchni stawu nie widać kawałka tafli wody, tylko śnieg, a przecież według legendy, staw posiada tyle wody, że można nimi zatopić wszystkie miejscowości, aż do morza. Głos z wody stawu kiedyś już ostrzegł o tym pewnego gazdę, który chciał spuścić wodę ze stawu i zamienić go w łąkę.


Pozostała część naszej grupy, która pozostała nieco dłużej w schronisku wyrusza w drogę powrotną około godziny 15.00. Wracamy szlakiem zielonym przez Dolinę Kościeliską.

Wędrówka Doliną Kościeliską to jakby inna historia, jakże inna od tej z Doliny Chochołowskiej, o zupełnie innych walorach estetycznych. Było to dla nas niesamowite przeżycie wizualne - wspaniałe widoki na urwiste wapienne skały otaczające dolinę, tworzące niepowtarzalny krajobrazowo wąwóz skalny, a w nim Kościeliski Potok przez który co chwila przeprawiamy się poprzez malownicze mostki. Wokół mijamy znaki wskazujące drogę do licznych jaskiń, Wąwozu Kraków oraz innych atrakcji, na które niestety dzisiaj nie mamy czasu. Trudno to zresztą wszystko opisać. Cała Dolina Kościeliska to temat na zupełnie odrębną wycieczkę. „Ładniejsze miejsce, jeśli jest na kuli ziemskiej - to niech sobie będzie. Dla mnie Dolina Kościeliska jest majstersztykiem przyrody” - pisał o Dolinie Kościeliskiej Stefan Żeromski.
Dawniej Dolina Kościeliska była użytkowana gospodarczo. Często można tu było spotkać poszukiwaczy skarbów, a także górników wydobywających kruszce: srebro, miedź, antymon i rudy żelaza.

Gdzieś pomiędzy Polaną Smytnią a Wyżnią Polaną Pisaną.

Wejście do Jaskini Wodnej
pod Skałą Pisaną.

Po 25 minutach od Schroniska na Hali Ornak dochodzimy do wrót Wyżniej Kościeliskiej Bramy. Nieco wcześniej po naszej prawej spostrzegamy cudo przyrody - spod skał wypływa rwący strumień wodny. Początkowo myśleliśmy, że to może Lodowe Źródło, ale przecież leży ono 2 km niżej. Okazało się, że jest to ciąg wodny stanowiący odwodnienie Wąwozu Kraków, połączony podziemnymi szczelinami z Kościeliskim Potokiem. Miejsce wypływu wody to również wejście do Jaskini Wodnej po Skałą Pisaną.



Wyżnia Kościeliska Brama.
Wyżnia Polana Pisana, a ponad lasem
od lewej: Zdziary, Upłazkowa Przełączka, Upłazkowa Turnia (1640 m n.p.m.),
potem z bardziej z przodu Saturn (1391 m n.p.m.), Ratusz (1296 m n.p.m.).
Na szlaku pomiędzy Polaną Pisaną a Pośrednią Kościeliską Bramą.

Wspomniane Lodowe Źródło jest położone nieco dalej na trasie naszej wędrówki za Pośrednią Kościeliską Bramą. W skale tej bramy (po naszej prawej) wstawiona jest w niszy figurka św. Katarzyny, jako wotum dziękczynne za uratowanie życia leśniczemu, który spadł z wierzchołka tej skały podczas usuwania drzewa.

Lipy na polanie
Stare Kościeliska.
Pośrednia Kościeliska Brama wyprowadza nas na polanę Stare Kościeliska, gdzie stoi Kapliczka Zbójnicka., a także tabliczka upamiętniająca historię hutnictwa w Dolinie Kościeliskiej. W XVIII i XIX wieku funkcjonowała tu niewielka huta przerabiająca rudy srebra i miedzi, a później żelaza. Były tu też chaty, w których mieszkali robotnicy, karczma, tartak i leśniczówka, a przy niej lipy zasadzone przez ówczesnego leśniczego, z których dwie przetrwały do dzisiaj w surowych tatrzańskich warunkach.

Potem przechodzimy przez Cudakową Polanę, przeprawiamy się kolejnym mostkiem nad Kościeliskim Potokiem i wchodzimy na szeroką polanę - to Wyżnia Kira Miętusia. Od czasu do czasu słychać dzwoneczki nadciągających sań. Robi się szarówka, ale wciąż są chętni, którzy zmierzają w głąb przepięknej Doliny Kościeliskiej, choć już nie pieszo, ale na saniach góralskich ciągnionych przez konie.


Zbliżamy się powoli do końca naszej wędrówki - przed nami pojawia się Niżnia Kościeliska Brama, w której skałach umieszczono tablicę upamiętniającą polskiego patriotę i miłośnika Tatr Kazimierza Kantaka (1824-1886).

To już za nami - Niżnia Kościeliska Brama, za którą rozciąga się Wyżnią Kira Miętusia.
O godzinie 16.30 cała grupa turystyczna melduje się w autokarze. Wracamy z kolejnej bardzo udanej wycieczki zadowoleni, ale nie do końca nasyceni. W głębi nas pozostało pragnienie powrotu, bo z tej jednej wycieczki w naszych umysłach zrodził się zamysł na kolejne i to nie koniecznie związane z ambitnymi celami górskimi. Wycieczka ta uświadomiła nas, że obie odwiedzone przez nas doliny stanowią atrakcję na odrębne całodniowe lekkie wycieczki, o wysokich walorach rekreacyjnych i poznawczych. Gdzieś pomiędzy tymi typowo górskimi mogłyby stanowić ciekawą odmianę i alternatywę. Już myślimy o wiosennych krokusach w Dolinie Chochołowskiej i o tym, aby dojść do przeciwległego jej krańca, być może pod samego Grzesia. Z kolei Dolina Kościeliska, to jak już wspomnieliśmy wcześniej przesyt różnorodnych skalnych atrakcji z Wąwozem Kraków na czele. To wszystko jest oczywiście w zasięgu każdego człowieka, no ale potrzeba na to trochę więcej niż kilka godzin czasu.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas