MAPA TRAS:

Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
FIS
700 m
168 m
2
1000 m
168 m
3
300 m
60 m


OPIS:
Wierzyć się nie chce jak szybko Ala i Ela załapały narciarskie podstawy. Dało to nam wiele satysfakcji i pozwoliło myśleć o ambitniejszych stokach, które ułatwią młodym adeptom narciarstwa wejść na kolejne stopnie wtajemniczenia, a mnie (chciałoby się powiedzieć) pozwolą poczuć wiatr we włosach. W zamyśle tym musiała to być stacja narciarska, która dysponuje dwoma stokami: dla początkujących i takim w sam raz dla mnie. Choć zestawem takich stoków dysponuje praktycznie każdy ośrodek narciarski, to ten właściwy musiał spełniać jeszcze jedno kryterium. W końcu Alicja niespełna kilkanaście dni temu zaczęła samodzielnie zjeżdżać na nartach i obydwoje pewniej byśmy się czuli mając na siebie oko. Chcieliśmy więc, aby obie nartostrady znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie. Wybór padł na położoną w pięknej kotlinie górskiej Beskidu Wyspowego stację narciarską, z nartostradami zlokalizowanymi na północnych zboczach Łysej Góry. Tam właśnie wyruszyliśmy, ja i Alicja.

Stacja Limanowa-Ski znajduje się około 5 km od centrum Limanowej. MAX-BUS, którym podjeżdżamy z dworca autobusowego w Limanowej „wyrzuca” nas w dzielnicy Sarczyn. Do stacji narciarskiej jest stąd kilka kroków. Do otwarcia stoku pozostało jeszcze 30 minut. Mamy dużo czasu, aby spokojnie przygotować się. Trochę jestem zaniepokojony, bo część szerokości stoku wykorzystywana jest przez juniorów trenujących zjazd slalomowy. W Internecie nic nie pisali o tym, że część stoku nie będzie ogólnie dostępna. Dowiadujemy się jednak, że trening nie potrwa już długo i zakończy się przed otwarciem stoku dla wszystkich.

Dochodzi godzina 9.00. Ruszają orczyki przy zielonej trasie. Tam kierujemy się najpierw. Zaczynamy z Alicją od wspólnych zjazdów. Pierwsze wrażenia mamy znakomite. Nawierzchnia stoku jest bardzo zadbana przez organizatorów, śnieg znakomity, a i warunki pogodowe nie do pogardzenia. Zielona trasa dla początkujących to 300 metrowy pas szerokiej i wygładzonej nawierzchni. To sprzyja w koncentracji nad doskonaleniem techniki jazdy, jak też lekkiej jeździe ze skrętami o różnym promieniu. Trasa ta od razu przypadła do gustu Alicji szlifującej nabyte dopiero co podstawowe umiejętności zjazdu na nartach. Atutem są tu też dwa równoległe orczyki poprowadzone wzdłuż trasy, które minimalizują czas oczekiwania przed wyciągiem. Trasa zielona to również świetne miejsce na rozgrzewkę przed udaniem się na trudniejsze odcinki wiodące niemal z samego wierzchołka Łysej Góry, a dokładnie z wysokości 780 m n.p.m. (1 metr niżej od najwyższego wzniesienia tej góry).

Przy górnej stacji orczyka - widok w dół na zieloną trasę dla początkujacych.
Z lewej biegną równolegle końcowe odcinki pozostałych tras.

Poprowadzona jest stąd najtrudniejsza trasa, choć licząca w całości zaledwie 700 m. Długość taka nie jest powalająca, ale przyznać trzeba, że występująca w jej początkowym fragmencie stromość wzbudza duży respekt. Ten pierwszy odcinek oznaczony jest kolorem czerwonym, choć na samym jego początku być może bardziej adekwatna byłaby kwalifikacja czarna. Posiada on certyfikat FIS do organizowania międzynarodowych zawodów w kategorii slalom. Drugi końcowy odcinek tej trasy o długości około 300 m oznaczony jest już kolorem niebieskim. Jest to kawałek bardzo szerokiej nartostrady, na której równolegle poprowadzona jest również zielona trasa, z której korzysta Alicja.

Punkt gastronomiczny przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego.
Z prawej strony początek niebieskiej trasy widokowej.

Druga trasa zbiegająca z Łysej Góry to tzw. trasa widokowa licząca 1000 m długości. Oznaczona jest na całej długości kolorem niebieskim. W przeciwieństwie do czerwonej trasy FIS, niebieska widokowa łagodnie zawija się wokół Łysej Góry. Jest ona na tym odcinku dość wąska i raczej nie jest możliwe zataczanie na niej szerokich łuków. Jednak jej główną atrakcją są piękne widoki. Urzekają one prawie każdego zjeżdżającego tędy narciarza. Wielu z nich zjeżdża na bok tej nartostrady by je podziwiać, czy też uwiecznić na fotografii. Niebo jest prawie całe zachmurzone, ale nie zabiera to uroku rozciągającej się stąd panoramy. Urzeczony nią spędzam tu trochę czasu.

Na szczycie czerwonej trasy FIS.

Nartostrada widokowa łagodnie trawersuje wokół zbocza Łysej Góry, które w niektórych miejscach jest dość spadziste. Na tych odcinkach przed wypadnięciem z trasy zabezpiecza nas system z siatek. Po dojechaniu na północną stronę przychodzi nam zmierzyć z dużo trudniejszym odcinkiem naszej niebieskiej trasy, która właściwie przyjmuje stromość końcowego odcinka czerwonej FIS. Początkujący narciarze mogą tutaj mieć trudności z płynnym jego pokonaniem. Natomiast niżej trasa wchodzi już na szeroką i lekko opadającą płaszczyznę, na którą zbiega również poznana wcześniej czerwona trasa FIS.

Tu niebieska widokowa trasa skręca w prawo i stromo opada obok czerwonej FIS.

Widok z góry na najtrudniejszy odcinek niebieskiej trasy.

Obie trasy poprowadzone po zboczach Łysej Góry dają bardzo zróżnicowanie wrażenia. Jednak raczej nie usatysfakcjonuje to w pełni wielbicieli wielowariantowości tras, tym bardziej, że końcowe ich odcinki biegną po tym samym terenie. Strome odcinki wymagają oczywiście odpowiedniego poziomu wtajemniczenia narciarskiego, by w pełni odczuwać przyjemność z ich pokonywania. Początkujący narciarze mogą tu mieć pewne problemy.



Przed południem z nad  Tatr zaczynają odpływać chmury odsłaniając błękitne niebo. Po serii zjazdów czerwoną trasą skłania mnie to do ponownej wizyty na trasie widokowej. Zarys Tatr na horyzoncie stał się wyrazistszy i nabrał teraz bardziej żywej kolorystyki. Ku uciesze dla ducha i oka  nie mogę sobie odmówić krótkich postojów przy trasie zjazdu.

Panorama z trasy widokowej.
Zbliżenie na Tatry.

Widok z dołu na trasy narciarskie.

I niestety o godzinie 13.00 kończą nam się karnety. Kończymy dzisiejszą narciarską przygodę. Żal stąd wyjeżdżać, tym bardziej, że chmury zniknęły niemal zupełnie, a zza Łysej Góry słoneczko pięknie promienieje. Ale cóż, bus nie będzie czekał, a kursuje tu bardzo rzadko. Gdybyśmy dysponowali własnym środkiem transportu z pewnością byśmy jeszcze tu pozostali.

Zza Łysej Góry słoneczko pięknie promienieje.
MAPA TRAS:

Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
A
550 m
65 m
400 m
65 m
B
220 m
30 m
80 m
25 m


OPIS:
Od sezonu 2009/2010 we wschodniej części Pogórza Wielickiego, w podkrakowskiej wiosce Podstolice funkcjonuje stacja narciarska Podstolice SKI. Jest to niewielki ośrodek narciarski, godny polecenia początkującym sympatykom narciarstwa. Mieszkańcom Krakowa miejsce to daje szansę szybkiej ucieczki od miejskiego gwaru i zgiełku, a rozciągająca się wokół okolica jest w stanie wręcz oszołomić spokojem.

Zaawansowani narciarze raczej nie znajdą tu atrakcyjnych dla siebie tras, ale ich początkujące pociechy już tak. Podobnie zresztą jak inne osoby zaczynające przygodę z narciarstwem.

W naszej pamięci Podstolice pozostawiły szczególne wspomnienia, zwłaszcza u Eli i Alicji, bowiem nie gdzie indziej, a tu dane im było zaliczyć pierwsze samodzielne zjazdy na nartach. To tu załapały to co coś, co pozwala czerpać z narciarstwa radość i satysfakcję.

Dla najmłodszych przygotowano tu specjalne przedszkole narciarskie z wyciągiem dziecięcym typu Baby-Lift oraz zieloną trasą o długości 80 m i różnicy wzniesień 25 m. Obiektem naszych zainteresowań była jednak trudniejsza trasa niebieska o długości 220 m i różnicy wzniesień 30 m. Wkrótce okazało się, iż był to doskonały wybór. Mimo niebieskiej klasyfikacji tej trasy, daje ona poczucie bezpieczeństwa dla osoby uczącej się jazdy na nartach, bo w połowie długości robi się dość płaska, a chyba nawet wchodzi w niewielkie zagłębienie. Jak wcześniej nie rozwinie się odpowiedniej prędkości, to w tym miejscu po prostu mimowolnie zatrzymamy się w miejscu. Najbardziej stromy odcinek jest dalej, ale jest to bardzo krótki fragment, po którym następuje już faza hamowania. Bardziej doświadczeni narciarze mogą od razu kierować się do rękawa dolnej stacji wyciągu. Przed innymi jest jeszcze sporo miejsca do hamowania, ale trzeba mieć na uwadze to, że niebieska trasa zbiega się w tym miejscu z czerwoną.

Czerwona trasa ma 400 m długości i 65 m różnicy wzniesień. Obsługiwana jest przez wyciąg orczykowy. Początkowo jego nachylenie nie jest duże, ale w drugiej części schodzącej wprost na płaską strefę hamowania, spadek zbocza przez krótką chwilę wzbudza pewien respekt.

Widok w dół czerwonej trasy.

Najdłuższą trasą jest druga niebieska o długości 550 m i 65 m różnicy wzniesień. Zaczyna się ona w tym samym miejscu co czerwona, ale kieruje się w stronę górnej stacji wyciągu orczykowego przy krótszej niebieskiej trasie. Przed tą stacją skręca ona w prawo i wspólnie z krótką trasą niebieską wiodą tym samym zboczem.

Widok w dół najdłuższej niebieskiej trasy,
która przed widocznymi lampami skręca w prawo i dalej biegnie wspólnie z drugą niebieską trasą.

Miejsce hamowania. Widok w górę czerwonej trasy.

Zbocze wzniesienia, na którym wytyczono trasy posiada w centralnej części charakterystyczne zagłębienie, przypominające lej po bombie. Jest ono niewielkie, ale dość głębokie. Podobno powstało w wyniku miejscowego zapadnięcia się terenu. Jest to kusząca przeszkoda, ale po jej wybadaniu okazało się, że zalegający w niej śnieg nie jest ratrakowany i zapadamy się w nim powyżej kostek. Lepiej chyba tędy nie jeździć, bo narty wpadają w grząski śnieg. Zresztą wytyczone trasy narciarskie (zgodnie z mapą tras) omijają to miejsce i chyba słusznie.

Dzięki oświetleniu tras pojeździliśmy do późnych godzin wieczornych. Tutejsza restauracja, wchodząca w skład infrastruktury ośrodka, nie pozwoliła myśleć o głodzie, dając jednocześnie chwilę odpoczynku. Gdy przyszło już zbierać się do domu, w duszach naszych odzywać się zaczął głos niedosytu: to już koniec? I tak kończymy rozżaleni, ale też usatysfakcjonowani efektami, jakie przyniósł nam spędzony tu czas.

TRASA:
Kasina Wielka (PKP) Śnieżnica (1006 m n.p.m.)/Na Budaszowie (1007 m n.p.m.) Schronisko na Śnieżnicy (MORek) Przełęcz Gruszowiec

OPIS:
Zima w tym roku zawitała dość wcześnie, sprawiając ogromną radość pasjonatom białego szaleństwa - wszak ubiegłoroczne oczekiwanie na śnieg przeciągnęło się właściwie przez cały grudzień. A w tym roku niespodzianka... Już tydzień temu ruszyły pierwsze wyciągi narciarskie, także i ten znajdujący się na północno-zachodnich stokach Śnieżnicy. Oczywiście nie mogłem się oprzeć tym faktom i wybrałem się tu 4 grudnia, by rozpocząć swój sezon narciarski 2010/2011. Stok narciarski na Śnieżnicy, choć uznawany jest za średniotrudny, umożliwia wyśmienitą jazdę zarówno dla początkujących jak i wytrawnych narciarzy. Trasa zjazdowa o długości prawie 1400 metrów, prowadzona jest w całości w lesie, co polepsza jej parametry zjazdowe, a funkcjonująca tu krzesełkowa czteroosobowa kolejka linowa o długości 1100 m, zapewnia dość szybki wyjazd na stację górną, bo w niespełna 7 minut.

Inauguracja sezonu narciarskiego na Śnieżnicy (4.12.2010 r.).
Dopisująca zimowa aura była malowniczym tłem nie tylko dla narciarstwa, ale również dla wycieczki trekkingowej, na którą wybraliśmy się w sobotę 11.12.2010 r. Rozpoczęliśmy ją u stóp Śnieżnicy, właśnie nieopodal dolnej stacji wyciągu narciarskiego w Kasinie Wielkiej, na wysokości 570 m n.p.m. przy przystanku PKP. Przystanek ten wraz z budynkiem był stacją dla najwyżej położonej w Polsce linii kolejowej Chabówka-Nowy Sącz. Od czasu zamknięcia tej linii w 2005 roku stracił on swą dotychczasową funkcjonalność. Znajdujący się tu XIX-wieczny budynek stacyjny wielokrotnie stanowił scenerię dla filmów m.in. „Karol - człowiek, który został papieżem”, „Lista Schindlera”, „Boże Skrawki”, „Szatan z siódmej klasy” (wersja z 2006 r.), czy „Katyń”.

Przystanek PKP Kasina Wielka - początek wędrówki.
Stąd właśnie rozpoczynamy naszą wędrówkę, kierując się szlakiem niebieskim, biegnącym początkowo w bliskiej odległości od stoku, a później wchodzącym bezpośrednio na jego skraj. Idziemy właściwie po samym stoku, „pod prąd” szusujących narciarzy, a brak jakichkolwiek barier ochronnych oddzielających korytarz stoku narciarskiego od szlaku turystycznego wyzwala w świadomości poczucie zagrożenia. Przez chwilę wydawało mi nawet, że zeszliśmy ze szlaku, ale po chwili zorientowałem się po znakach na drzewach, że jednak nie. Niemniej jednak docieramy szczęśliwie do górnej stacji narciarskiej, gdzie chwilę zatrzymujemy się w „filii” karczmy wybudowanej przy dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Można tu odpocząć i posilić się specjałem ze stanowiska grillowego, czy też ugasić pragnienie.

Pierwsze metry podejścia.

Przez kilkaset metrów szlak turystyczny biegnie w bezpośrednim sąsiedztwie stoku narciarskiego.
Od tego miejsca szlak staje się już bardzo łagodny, a wędrówka przeobraża się w turystyczną przechadzkę, w śnieżnobiałej, leśnej scenerii. Czar, jakim ogarnia nas teraz Śnieżnica, wynika chyba z rozłożystości jej szczytu, a właściwie trzech niemal równej wysokości wierzchołków, za przyczyną których zdobywana przez nas góra nazywana jest czasem Widlatą Górą lub Widlakiem, zwłaszcza przez miejscową ludność. Jednakże jej oficjalna nazwa - Śnieżnica - również ma swoje uzasadnienie, gdyż na jej stromym, północnym stoku, pod najwyższym wierzchołkiem, aż do później wiosny utrzymuje się bielejący z daleka w leśnym, podszczytowym zagłębieniu spory płat śniegu. Urokliwość tej góry dobitnie ujął w 1813 roku podróżnik Jan Nepomucen Rostworowski w słowach:
„Jako róża jest najpiękniejszą i najwonniejszą z kwiatów, tak i tę górę można uznać za najpiękniejszą ze swego układu, jako i z widoków i pięknego spaceru. Dzieli się na trzy cyple podobne do wyniosłych piramid. Wszedłszy na górę bawi oko kontrast zabawny. Stanąwszy na jednym cyplu, z drżeniem spogląda się na przepaść straszną pod nogami zarosłą lasem; stamtąd najwyższe drzewo jodłowe zdaje się być nie wyższym nad wzrost człowieka. Spojrzawszy na drugą stronę spostrzega się trzy żyzne doliny i trawą wysoką porosłe i podchodzące pod spód góry Ćwilina, przy którym leżą wsie Pożyczki i Jurków w pięknym położeniu oblane rzeką.... Środkowy cypel jest najciekawszy ze wszystkich dla obszernych skał, którymi jest otoczony z strony góry najspadzistrzej. Te skały podobne są wałom murowanym i bastionom...”.
Gdzieś na szlaku - Śnieżnica czaruje.
Idziemy, idziemy, idziemy i dochodzimy do umieszczonej na drzewie tabliczki z napisem „Śnieżnica 1006 m n.p.m.”, od której szlak skręca w prawo i biegnie już w dół zbocza. My jednak wiemy, że nie jest to jeszcze właściwy wierzchołek Śnieżnicy. Trzeba przejść jeszcze niewielki kawałek, nie zmieniając kierunku dotychczasowego marszu, do miejsca, gdzie stoi wysoki drewniany krzyż i kamień graniczny z 1789 r. Tam właśnie znajduje się najwyżej położony punkt na Śnieżnicy - główny wierzchołek o nazwie Na Budaszowie sięgający wysokości 1007 m n.p.m. (dwóm pozostałym położonym nieco dalej na wschód przypisane zostały nazwy: Wierchy i Nad Stambrukiem).

To jeszcze nie wierzchołek szczytu, lecz najwyższy punkt przebiegu szlaku na Śnieżnicy.
Przed wierzchołkiem szczytu Na Budaszowie (1007 m n.p.m.).
Szczyt Na Budaszowie jest wokół całkowicie zarośnięty i z tego powodu nie ma na nim żadnego punktu widokowego. Na znajdującej się tu niewielkiej polance daje się we znaki dość porywisty wiatr, zwiewający kaptury z głów i zamiatający śnieg z gruntu. Postanawiam przejść jeszcze kilkanaście metrów na północ do legendarnej wychodni skalnej, poniżej której znajduje się częściowo zasypana jaskinia zwana Piwnicą. Wejście do niej trudno znaleźć, gdyż ukryte jest w gęstych buczynach. Związana z nią legenda mówi, że znajduje się w niej tunel prowadzący aż do góry Grodzisko. Podobno jeden z dawnych właścicieli ziemskich tych terenów, niejaki Pieniążek, miał zamiar zbudować most łączący Śnieżnicę z Ciecieniem udał się do wróżki Siwulki pod Babią Górą, która poleciła mu najpierw rozciągnąć jedwabny sznur między tymi górami. Zamiar się nie udał, gdyż pasterze przecięli sznur.

Wychodnia skalna znajdująca się kilkanaście metrów na północ od wierzchołka Na Budaszowie.
Wracamy z powrotem na szlak i schodzimy w kierunku przełęczy Gruszowiec. Po jakimś czasie odbijamy nieco w bok od niebieskiego szlaku do założonego w 1928 roku Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjnego. Na terenie tego ośrodka funkcjonuje Stacja Turystyczna Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, będąca rodzajem schroniska turystycznego. Tutaj odpoczywamy, posilamy się, podbijamy pieczątki pamiątkowe, itd.

Schronisko na Śnieżnicy.
Na terenie Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjnego (w skrócie MORek) zwiedzamy jeszcze drewniany kościółek z kaplicą o typowo góralskim wystroju. Ze znajdujących się tu najcenniejszych pamiątek i darów wyróżniają się podarowane przez Ojca Świętego: kamień węgielny cegiełka z otwarcia Drzwi Świętych Bazyliki św. Piotra na Watykanie i Obraz Matki Bożej Śnieżnej (Santa Maria Maggiore) z Rzymu. Wielką pamiątką z przedwojennej kaplicy jest rzeźbione drewniane tabernaculum oraz drewniany krzyż z wieży tejże kaplicy. Pięknym dziełem i cennym darem jest też Droga Krzyżowa, malowana na szkle a ofiarowana przez zakopiańską artystkę Ewelinę Pęksową.

Młodzieżowy Ośrodek Rekolekcyjny.
Z ośrodka wychodzimy główną bramą na zielony szlak, który niebawem łączy się z niebieskim i schodzimy do przełęczy Gruszowiec. Po drodze mijamy piękne, rzeźbione w drewnie stacje drogi krzyżowej i kapliczkę. W miarę schodzenia ze Śnieżnicy las rzednieje, dzięki czemu po drugiej stronie przełęczy Gruszowiec ukazuję się przed nami równie okazała góra Ćwilin. Tam już dziś niestety nie pójdziemy. Daje się zauważyć nadchodzący zmierzch. No cóż, w Gruszowcu, na parkingu przy przystanku autobusowym, obok baru o zagadkowej nazwie - „Pod Cyckiem”, czeka na nas autokar. Wracamy do Krakowa.

Przełęcz Gruszowiec - „Bar Pod Cyckiem”.
MAPA TRAS:
Trasa
Stopień trudności
Długość
trasy
Różnica
poziomów
1
1100 m 
275 m 
2-1
1400 m 
275 m 
3
120 m 
15 m 


OPIS:
Zima w tym roku zawitała wcześnie. W zeszłym roku na pierwszy konkretny śnieg trzeba było czekać aż do stycznia - wtedy dopiero ruszyły nasze krajowe stoki narciarskie. W tym roku aura jednak spłatała miłego figla i pierwsze wyciągi narciarskie ruszają właśnie dziś. Decyzja była szybka, choć istniało niebezpieczeństwo, że na otwieranych stokach będą tłumy spragnionych białego i szaleństwa, tym bardziej, że to przecież weekend. Po kilkumiesięcznym rozstaniu znów przywitałem się ze swoimi nartami, spakowałem je i wyruszyłem do nieodległej Kasiny Wielkiej.

Pogoda zapowiada się wyśmienita. Wyjeżdżam pod gwiaździstym niebem. W czasie podróży powolutku jaśnieje od blasku wstającego słońca, które niebawem rozświetla horyzont na wschodzie, ponad wzniesieniami Beskidu Wyspowego. Niebo stopniowo przybiera na błękicie. Pomyślałem, że to wymarzona aura na narciarską eskapadę.

W Mszanie Dolne przesiadka na busa i niebawem wysiadka w Kasinie Wielkiej. Pozostało jakieś 500 metrów podejścia pod stok. Trzeba przyznać, że mimo soboty istnieje bardzo dobre połączenie do Kasiny Wielkiej komunikacją publiczną i prywatnymi busami. Posiadacze pojazdów bez problemu mogą podjechać na znajdujący się pod stokiem duży parking, rozlokowany wzdłuż nieczynnej stacji kolejowej, uchodzącej za najwyżej położoną w Polsce (570 m n.p.m.). Jest ona pozostałością dawnej linii kolejowej Chabówka - Lwów.

XIX-wieczny budynek stacji kolejowej w Kasinie Wielkiej (widok spod dolnej stacji wyciągu).
Z prawej widać zieloną trasę oślej łączki.

Za torami kolejowymi, u stóp góry Śnieżnica, umiejscowiono oślą łączkę wraz z 120-metrowym wyciągiem talerzykowym. To miejsce gdzie stawia się pierwsze kroki na nartach. Natomiast kilkadziesiąt metrów od stacji kolejowej, na północno-zachodnim zboczu Śnieżnicy usytuowana jest dolna stacja wyciągu krzesełkowego, kasy i zaplecze gastronomiczne stacji narciarskiej „Śnieżnica”. Do otwarcia pozostało jeszcze kilkanaście minut - w sam raz tyle czasu ile trzeba na kupno karnetu, wypicie kubka herbaty i przygotowanie sprzętu.

Krzesełko wyciągu bardzo szybko przenosi mnie na sam początek trasy narciarskiej. W niecałe 7 minut zmieniam swoją bezwzględną wysokość z 570 m n.p.m. na 845 m n.p.m. pokonując 275 m różnicy wzniesień. Zalesiony szczyt Śnieżnicy sięga wyżej do 1006 m n.p.m. Wyciąg poprowadzony jest w pewnej odległości od trasy narciarskiej przez gęsty las, który osłania w przypadku ewentualnych powiewów wiatru. Na końcówce swojego biegu przechodzi ponad niebieską trasą narciarską.

Z góry istnieją dwa warianty zjazdu. Jeden o poziomie trudności oznaczonym kolorem czerwonym, na trasie o długości 1100 m. W wariancie drugim początkowo jedziemy trasą o niebieskim stopniu trudności, która później łączy się z czerwoną trasę, omijając jej początkowy fragment. Druga trasa liczy sobie 1400 m i zaliczyć ją można do jednych z dłuższych w Polsce.

Widok z krzesełka na końcowy odcinek trasy narciarskiej.

Trasa niebieska (widok z krzesełka wyciągu).

Sezon narciarski otwieram na czerwonej trasie. Z początku oczywiście zapoznawczo, bo stok jest jeszcze mi nieznany, ale też po to by nabrać pewności po kilkumiesięcznej przerwie. Trasa jest dość szeroka. Na środkowym fragmencie zakręca łagodnym łukiem w lewo.

Stok jest bardzo dobrze przygotowany, co zachęca do odważniejszej jazdy. Różne źródła podają, że cechą charakterystyczną tego stoku jest jednolite pochylenie (21%) na całej długości trasy. Nie jest tak dokładnie, gdyż nachylenie to w pewnym zakresie zmienia się, aczkolwiek bardzo łagodnie. W miejscach łagodniejących pozwalam sobie na odrobinę większą prędkość, ale chwilę potem nawet nie zauważam, jak bardzo przyspieszyłem na odcinku o nieco większym nachyleniu.

Trasa osłonięta jest lasem, co oczywiście tylko poprawia parametry zjazdowe oraz uprzyjemnia jazdę nawet przy silnych, porywistych wiatrach. Ogólnie powiedziawszy charakterystyka stoku i panujące warunki zapewniają wyśmienitą zabawę. Widać tutaj narciarzy o zróżnicowanych umiejętnościach, ale stok nie sprawia większych trudności nawet słabiej jeżdżącym, a jednocześnie przynosi frajdę wytrawnym narciarzom. Atrakcyjność stoku podnosi jego malownicze położenie. Zjeżdżając mamy przed sobą panoramę Kasiny Wielkiej i otaczających ją gór. Okazale prezentują się: Ciecień na północy, Wierzbanowska Góra i Lubomir na północnym zachodzie oraz Lubogoszcz na zachodzie.

Początek czerwonej trasy.

Po kilku pasjonujących zjazdach czerwoną trasą przyszedł w końcu czas na sprawdzenie dodatkowej trasy oznaczonej kolorem niebieskim. Początek jej wiedzie na zachód i po zeskoczeniu z krzesełka należy skierować się na prawo. Trasa ta mocno wcina się w las i ma niewielką szerokość. Jest łagodniejsza jak przystało na niebieski stopień trudności, ale wymaga od nas umiejętnej jazdy po wąskim terenie, szerokości często nieprzekraczającej 2 metrów.

Niebieska trasa jest alternatywą tylko początkowego fragmentu czerwonej trasy, na którą wjeżdżamy rękawem wytyczonym przez siatkę ochronną. Niestety trasa niebieska posiada dziś mankament, w postaci cienkiej warstwy śniegu. Łatwo wjechać na wystające korzenie drzew lub kamienie. Nie jest ona naśnieżna. Dlatego dziś mało kto z niej korzysta.

Pozostaje pyszna jazda po trasie czerwonej, bo pogoda cały czas jest znakomita i warunki narciarskie też. Cóż możne chcieć więcej... chyba tylko tyle, żeby czas nie leciał tak szybko.

Koniec niebieskiej trasy - wyjazd na czerwoną.

Końcowy odcinek czerwonej trasy - w dole widać infrastrukturę dolnej stacji wyciągu.
Z prawej panoramę zamyka Wierzbanowska Góra, a na lewo za nią Lubomir.

Ostatnie metry czerwonej trasy na Śnieżnicy.

Czas wyjątkowo szybko leci, zdecydowanie za szybko. Niebawem dzień będzie chylił się ku końcowi. Słońce zniża się już ku horyzontowi. Pogoda dziś imponuje, że nie chce się stąd wyjeżdżać. Cztery godzinki na stoku nie pozwoliły w pełni nasycić się nartami. Zima jednak dopiero zaczyna się, a Śnieżnica na pewno znajdzie się jeszcze wiele razy w narciarskim repertuarze.

W drodze na przystanek busa zachwyca rozległa panorama Kasiny Wielkiej, piękny pejzaż popołudniowego słońca. Na skrzyżowaniu dróg pozostaje krótkie wyczekiwanie na busa do Mszany Dolnej. Do zobaczenia Śnieżnico. Już wkrótce zobaczymy się ponownie.

Jeśli chcesz o tym poczytać, kilknij: Śnieżnica, 1006 m n.p.m. - trekking

Kościół parafialny pod wezwaniem Marii Magdaleny w Kasinie Wielkiej.


Lubogoszcz.

Pożegnalny widok na Śnieżnicę z przystanku busa w Kasinie Wielkiej.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas