TRASA:
Zamek w Czorsztynie Czorsztyn Macelak Przełęcz Szopka (779 m n.p.m.) Trzy Korony/Okrąglica (982 m n.p.m) Przełęcz Szopka (779 m n.p.m.) Schronisko PTTK „Trzy Korony” Sromowce Niżne.

OPIS:
Przede mną leżą stare fotografie z dawnych zakładowych wycieczek w Pieniny, na które jeździliśmy w minionej epoce z naszymi rodzicami. Są też zdjęcia naszych rodziców. Na zdjęciach tych widać tratwy flisackie, a w nich znajome twarze, tylko trochę młodsze. Jak ten czas leci? Nie było wtedy jeszcze jeziora Czorsztyńskiego, a spływ tratwami przełomem Dunajca był dłuższy o kilka kilometrów. 
Spływ Dunajcem to typowe wspomnienie z Pienin dla większości z nas, przywołujące wspomnienie urwistych ścian skalnych, opadających często wprost do płynącego Dunajca, widok Trzech Koron, czy Sokolicy z reliktową sosną. Takie obrazki z Pienin zna każdy ze szkoły, telewizji, pocztówki. Tak Pieniny kojarzą się chyba większości ludzi, podobnie zresztą jak nam, a przynajmniej do dziś, bo dziś spotkaliśmy się ponownie z Pieninami, ale mamy zamiar popatrzeć z innej perspektywy... z perspektywy ich własnych wysokości. Jak było... postaram się to opisać.

Pieniny to niewielkie, aczkolwiek bardzo osobliwe pasmo górskie. Ludzie nieobyci z geografią gór zwykle łączą je z obszarem pomiędzy Czorsztynem i Niedzicą, z kulminacją Trzech Koron. Jest to jednak tylko część pasma Pienin, zwana Pieninami Właściwymi, albo Środkowymi. Mówi się o nich, że są najatrakcyjniejsze pod względem przyrodniczym i krajobrazowym. Do pasma Pienin wliczyć należy jeszcze dwie grupy górskie: zachodnią, czyli Pieniny Spiskie między Dursztynem a Niedzicą z najwyższą kulminacją Żaru (883 m n.p.m.) oraz wschodnią, czyli Małe Pieniny rozciągające się między Dunajcem na wysokości Szczawnicy a przełęczą Rozdziele. Małe Pieniny, wbrew swojej nazwie zawierają najwyższy szczyt całego pasma Pienin, którym jest Wysoka (1050 m n.p.m.).

Hasło przewodnie dzisiejszej wycieczki to „Pieniny jesienią”. Mamy październik, a więc hasło takie jest jak najbardziej adekwatne. Jednak po przyjeździe do Czorsztyna zauważyliśmy też pierwsze symptomy nadchodzącej zimy.

Nim tak na serio wejdziemy na pasmo górskie Pienin, mamy jeszcze zaplanowaną dodatkową atrakcję. Na lewym brzegu Dunajca na wysokiej, trudnodostępnej skalistej górze wznoszą się ruiny zamku w Czorsztynie. Dziś z górskiej fortecy pozostały jedynie malownicze postrzępione ruiny przeglądające się już ze znacznie mniejszej wysokości w toni powstałego na Dunajcu jeziora Czorsztyńskiego. Nadal jednak Zamek w Czorsztynie wraz ze znajdującym się po drugiej stronie jeziora Zamkiem w Niedzicy stanowią razem istotny, urokliwy element pienińskiego krajobrazu. Zamkowe wzgórze Czorsztyna jest też rezerwatem przyrody będącym enklawą Pienińskiego Parku Narodowego, pod nazwą Uroczysko Zamek Czorsztyn.

Zamek w Czorsztynie
(staloryt Leonarda Chodźko,
La Pologne historique...,
Paris 1855-1856)
Kiedyś Zamek w Czorsztynie, z racji swojego położenia przy ruchliwym trakcie handlowym był często odwiedzany przez przedstawicieli znakomitych rodów. Historyczne źródła podają, że bywali tu Kazimierz Wielki, Ludwik Węgierski, Władysław Jagiełło, królowa Jadwiga, Władysław Warneńczyk, Jan Kazimierz, sławni rycerze (np. Zawisza Czarny jako starosta zamku) i senatorowie Rzeczpospolitej. W średniowieczu zamek czorsztyński miał również ogromne znaczenie obronne dla kraju, gdyż pozwalał na kontrolę znacznej części doliny Dunajca, za którą rozciągało się już państwo węgierskie z Zamkiem w Niedzicy.

Pod koniec XVIII wieku Zamek w Czorsztynie spłonął od uderzenia pioruna i zaczął popadać w ruinę. Można by powiedzieć, że natura przyczyniła się do jego posadowienia przygotowując w tym celu wyborne miejsce, a potem go sama zniszczyła uderzeniem pioruna. Jednak natura nie unicestwiła jego pięknej kompozycji z samą sobą, i jego historii, która trwale odcisnęła się w pamięci narodowej. W 1860 roku, 70 lat po pożarze, miłośnik podróży i pięknych widoków, pisarz i poeta Bogusz Zygmunt Stęczyński  opiewał w pieśni popadający w ruinę zamek: 
Zamek w Czorsztynie
(drzeworyt według rysunku A.Schouppego,
Tygodnik Illustrowany 1867).
Na lewej stronie Czorsztyna stoi rozwalony,
Ostremi opokami groźnie otoczony;
(...)
Witaj stary Czorsztynie! Zabytku przeszłości!
Świadku męztwa i cnoty, sławy i wielkości!
(...)
O zamku malowniczy swojem położeniem,
Pozwól siebie oglądać z czcią i uwielbieniem!
Niech mamy tę przyjemność w tej szczęśliwej dobie,
Poznać ciebie dokładnie - i dumać o tobie.
(...)
Ruiny zamku w Czorsztynie,
w okresie międzywojennym.


Pod koniec XIX wieku zapoczątkowano prace restauratorskie zamku, które prowadzone są do dziś.

O godzinie 10.30 dojeżdżamy do pierwszego celu wycieczki. Okazuje się, że pogoda jest jakby lekko mroźna, ale bardzo rześka i słoneczna, co nastawia nas w bardzo optymistycznych nastrojach. Do zamku trzeba dojść pieszo z parkingu, co zajmuje około 5 minut. Wcześniej w kasie przy parkingu musimy kupić bilety wstępu do zamku. Dojście do zamku oznaczone jest zielonymi znakami szlaku turystycznego, który wiedzie szerokim traktem leśnym. Szlak jest raczej wilgotny, miejscami nawet mokry, z rzadka występują na nim fragmenty śniegu. Szlak praktycznie cały czas obniża się, ale pod koniec skręca w lewo i pnie się lekko do góry, wprost do bramy wprowadzającej nas na dziedziniec podzamkowy. Jest to dziedziniec nie istniejącego już zamku dolnego, otoczony resztkami murów. Widać, że trwają tu jeszcze prace konserwatorskie, bo część dziedzińca odgrodzona jest blaszanymi segmentami. 


Do ruin zamku wchodzi się po metalowych schodach i pomostach, które doprowadzają nas do sieni Baszty Baranowskiego, przez którą przechodzimy do dziedzińca zamku średniego. Stąd można wejść na piętro Baszty Baranowskiego, gdzie znajduje się ekspozycja fotograficzno-opisowa zamku czorsztyńskiego. Jednak na początek wybieramy inne kierunek zwiedzania i wchodzimy XVI-wieczną klatką schodową na zamek górny. Z tarasu zamku górnego zostajemy olśnieni fenomenalnym widokiem na Jezioro Czorsztyńskie, Nidzicę ze swoim zamkiem, a dalej Tatry i z prawej Pieniny Spiskie zamykające roztaczający się przed nami horyzont.

Widoki z tarasu zamku górnego.
Nad Jeziorem Czorsztyńskim z wolna przesuwa się mgła, jakby chciała coś ukryć przed naszym wzrokiem, co nadaje tejże panoramie niesamowity, wręcz diaboliczny charakter. Wychylając się nieco dostrzegamy pod murami zamczyska odległe zarysy łodzi z wędkarzami. Przechodzimy w różne punktu tarasu i z każdego równie zachwycające widoki. Trzeba tylko uważać, aby nie poślizgnąć się na trochę oblodzonej płycie tarasu.

Nad Jeziorem Czorsztyńskim z wolna przesuwa się mgła.
Widok z tarasu zamku górnego (fot. H.Małocha).
Z tarasu schodzimy do pomieszczeń zamku górnego, w których urządzono ekspozycję muzealną i wystawę prezentującą historię Czorsztyna i zapory. Znajduje się tu też niewielkie lapidarium, a także sklepik z pamiątkami. Trzeba przyznać, że prezentowana tutaj wystawa jest bardzo pasjonująca. 


Przechodzimy do okazałej, czworobocznej wieży, wybudowanej w pierwszej połowie XVII wieku przez ówczesnego starostę Jana Baranowskiego. Z okien baszty Baranowskiego podziwiać można piękne widoki na Podhale, Gorce i kawałek Pienin Czorsztyńskich. W dolnej kondygnacji umieszczono ekspozycję dotycząca zamku, Dunajca i w ogóle całych Pienin. Oglądane fotografie przywołują nam wiele wspomnień, które przypominają nam to co kiedyś tu wiedzieliśmy zanim powstało Jezioro Czorsztyńskie. Było to gdzieś na samym początku lat 80-tych, kiedy przejeżdżając nad doliną Dunajca podziwialiśmy jej plenery, a przewodnik wskazywał nam obszary, które za kilka lat znikną pod wodami przyszłego zbiornika czorsztyńskiego. Staraliśmy się wtedy utrwalić w pamięci jak najwięcej szczegółów, ale niestety pamięć ludzka jest ulotna, pozostawiając tylko jakieś rozmazane obrazy z przeszłości. Na szczęście pozostały stare fotografie, a sam zbiornik, mimo wielu wcześniejszych obaw, pięknie wpisał się w tutejszy krajobraz.

Widok Czorsztyna z wieży zamku w Niedzicy przed utworzeniem Jeziora Czorsztyńskiego.
(fot. W. Kaczmarczyk 1986 r.).
Po tej zadumie schodzimy już z powrotem na dziedziniec zamku średniego, a potem na niższy dziedziniec dawnego zamku dolnego. Robimy parę fotografii i wracamy do autokaru tą samą drogą, którą tutaj przyszliśmy.

Zamek w Niedzicy widoczny z dziedzińca zamku dolnego w Czorsztynie.
Wybierając się na dzisiejszą wyprawę górską po Beskidzie Makowskim z pobliskim kołem PTTK byłem przekonany, że jednym z jej celów jest Chełm znany mi z sezonu narciarskiego, wznoszący się w bezpośrednim sąsiedztwie Myślenic. Zwykle przed wyjazdem w góry przeglądam mapy, czytam opisy. Tym razem trasę potraktowałem luzacko, dla podtrzymania kondycji i zdając się zupełnie na przewodnictwo doświadczonego przodownika turystyki górskiej. Cóż... zdziwiłem się wraz z kilkoma innymi turystami, kiedy autokar niedługo po minięciu Myślenic skręca w prawo i wiezie nas jeszcze wiele kilometrów na zachód. Wiedziałem, że Chełmów w polskich górach jest nadto, ale nie spodziewałem się obecności dwóch osaczających jedną Babicę - drugi cel naszej wędrówki.
Marek

TRASA:
Stryszów Chełm (603 m n.p.m.) Chełm Wschodni (565 m n.p.m.) Palcza Babica (728 m n.p.m.) - Trzebunia.

OPIS:
O godzinie 8.00 nasz kierowca zatrzymuje autokar na jakimś tajemniczym zakątku Beskidu Makowskiego. Wita nas dżdżysty, mglisty poranek. Słońce jeszcze jest schowane za beskidzkimi wzniesieniami, ale mgła już jaśnieje ponad nami. Blask dochodzący przez mgłę sugeruje, że niebo powinno być bezchmurne, a przynajmniej po wschodniej stronie. We mgle widać zarysy tutejszych zabudowań, ale w ogóle nie widać nigdzie żywej duszy. Ciszę zakłóca jedynie nieodległe szczekanie psów. Czy jest tu ktoś oprócz nas? Gdzie sie podzieli wszyscy mieszkańcy tej wioski? Wygląda jakby życie tu zamarło.

Dwór w Stryszowie.
Dobrze, że obok jest tablica z kierunkiem do zabytkowego szesnastowiecznego Dworu w Stryszowie, bo inaczej byli byśmy zdezorientowani w otaczającej mgle. Gdzie pójść dalej? Znajdujemy w pobliżu niebieskie znaki naszego szlaku. Przechodzimy na drugą stronę drogi, zgodnie ze wskazaniem tablicy. To właśnie stąd dochodzi szczekanie psów, które bronią dostępu do Dworu. Niestety znajdujące się w nim muzeum jest jeszcze nieczynne (otwierają go za godzinę). Oglądamy jedynie z zewnątrz budynek Dworu, po czym kierujemy się do centrum Stryszowa.

Nasza droga przechodzi przez tory kolejowe, a następnie skręca na wschód. Wieś pomimo nie tak wczesnej pory - śpi chyba jeszcze. Wioski nie jest w stanie zbudzić blask tarczy słonecznej usiłujący przebić się przez gęstą mgłę.

Blask tarczy słonecznej usiłujący przebić się przez gęstą mgłę.

Dochodzimy do Kościoła św. Jana Kantego. Najstarsze źródła wzmiankują o istnieniu świątyni w tym miejscu już w latach 1325-1327. Był to kościół drewniany, który spłonął w wyniku pożaru w 1739 roku. Na miejscu tamtego kościoła zbudowano murowaną świątynię, przy której właśnie stoimy. Chcielibyśmy zaglądnąć do niej do środka, ale niestety o tej porze jest ona jeszcze zamknięta.

Kierujemy się asfaltową drogą znowu w kierunku południowym. Mijamy przykościelny cmentarz. Na tym przykościelnym cmentarzu znajduje się kapliczka z cenną późnogotycką rzeźbą z warsztatu Wita Stwosza „Modlitwa w Ogrójcu”. Droga na pewnych odcinakach wznosi się do góry.

Mijamy przykościelny cmentarz.

O godzinie 8.30 przechodzimy przez przysiółek Rzeczki i przechodzimy przez rzeczkę o nazwie Rzeczka. Na sklepieniu miejscami zaczyna prześwitywać błękit nieba, docierają do nas pierwsze promienie słoneczne. Mgła rozprasza się trochę, ale nie na tyle, by przepuścić trochę ciepła słonecznego do nas. W dalszym ciągu maszerujemy w lekko mroźnym powietrzu. Z naprzeciwka przejeżdża samochód osobowy z... żywą duszą. Niedługo potem dociera do nas odgłos piły tarczowej tnącej drwa, to znak, że wioska wstaje. Jednak kilka minut później zaczynamy opuszczać tą osadę ludzką, a szlak wprowadza nas na ścieżkę, wznoszącą się grzbiet Pasma Chełmu wśród łąk i nielicznych już zabudowań wiejskich.

Przysiółek Rzeczki.

Wśród łąk i nielicznych już zabudowań wiejskich.

Za jednym z ostatnich gospodarstw zatrzymujemy się na kilka minut. Za nami pozostał Stryszów, ale jest stąd niewidoczny za sprawą przykrywającej go mgły. Przed nami pojawia się las, a powyżej nastrajające do pełnego optymizmu - piękne, błękitne niebo. Choć w trakcie dalszej drogi las często przysłania ten błękit, ale promienisty blask słońca jest na tyle silny, że gdzieniegdzie potrafi się przebić do nas przez liściastą koronę drzew. W górnych partiach zbocza nasz szlak skręca zdecydowanie na wschód i prowadzi nas już wprost na szczyt Chełmu.

Promienisty blask słońca przebija się przez liściastą koronę drzew.



Zdobycie Chełmu poprzedzamy krótkim odpoczynkiem i posiłkiem na niewielkiej polance z drewnianą ławką i paleniskiem obtoczonym kamieniami. Przez wierzchołek góry Chełm sięgający wysokości 603 m n.p.m. przechodzimy około 9.30. O godzinie 9.50 mijamy kamienną figurę Św. Onufrego. Figura ta wygląda na bardzo starą. Data jej pochodzenia nie jest pewna - niektóre źródła podają 1564 rok, a inne 1681 rok. Podobne figury znajdują się w wielu miejscach Europy, na rozstajach polnych dróg, m.in. na stoku pobliskiej Strońskiej Góry - wzgórza wznoszącego kilka kilometrów od nas na południowy wschód, w pobliżu wsi Stronie.

Figura Św. Onufrego na górze Chełm (603 m n.p.m.).

Figury św. Onufrego były kiedyś nieodłącznym elementem pątniczych szlaków w Europie. Również i tędy, przez górę Chełm i dalej przez Strońską Górę wiódł niegdyś szlak pątniczy do sanktuarium Matki Bożej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Figury z postacią św. Onufrego były zazwyczaj mocowane na cokole przy pomocy bolca, który umożliwiał obracanie jej wokół osi. Pielgrzymi zgodnie z odwiecznym zwyczajem odwracali ją twarzą w kierunku swojej wędrówki w przekonaniu, że w ten sposób jeszcze lepiej zapewnią sobie opiekę świętego patrona. Figura znajdująca się na naszej trasie, po ostatnich zabiegach renowatorskich została pozbawiona takiej konstrukcji, gdyż groziła zniszczeniem tej nadszarpniętej przez czas figury. Jednak należy sądzić, że brak tej funkcjonalności nie umniejsza opatrzności patrona podróżnych i wędrowców, zarówno na naszą dzisiejszą wędrówkę, jak i na każdą inną czekającą nas w przyszłości.

Wędrujemy dalej, ale od wierzchołka Chełmu zmieniliśmy szlak na czerwony. Szlak wiedzie teraz raczej płasko po grzbiecie Pasma Chełmu, pośród licznych buków, co sprawia, że nasza wędrówka jest bardzo lekka i przyjemna. O godzinie 10.20 wychodzimy na otwartą przestrzeń rozciągającej się od południowo-wschodniej strony. Od południa dochodzi do nas zielony szlak, który towarzyszy nam krótko i nieco dalej odchodzi na północ.

Przed nami kulminacja Chełmu Wschodniego...
...znajdująca się na skarpie po lewej (niewidoczna na tym zdjęciu).

Nieoczekiwanie tabliczka na jednym z drzew po lewej stronie drogi informuje nas, że jesteśmy na Chełmie Wschodnim na wysokości 565 m n.p.m. Z kolei inne tabliczki informują o przebiegu w tym miejscu Międzynarodowej Trasy Pielgrzymkowej „Szlak Maryjny”, który łączy Sanktuarium w Częstochowie i Bazylikę w Mariazell (Austria) - słynne ośrodki kultu maryjnego w Europie Środkowej.

Idąc przez las czuliśmy, że zakrywa on przed nami dużo słońca, ale dopiero teraz zobaczyliśmy, że jest zupełnie bezchmurnie. Z naszego szlaku zaczynają się rozciągać malownicze jesienne panoramy na pobliskie pasma Beskidu Makowskiego, udekorowane kolorowym kobiercem pól i łąk, barwnych drzew. W pewnym momencie klimaty te ożywia zbliżająca się w naszym kierunku furmanka ciągniona przez konia, z którą wnet mijamy na szlaku.


O godzinie 11.10 wśród pól i łąk zatrzymujemy się przy kapliczce otoczonej kwiatami i kolorowymi szarfami ze wstążek. Wmurowana w niej tablica informuje o pobycie w 1968 roku Karola Wojtyły. W kierunku północnym mamy stąd piękną panoramę na Lanckorońską Górę (545 m n.p.m.) oraz położoną na jej zboczach Lanckoronę. Patrząc na tamtą stronę myśli przywołują 2007 rok, kiedy tam właśnie byliśmy z grupą szkolną Alicji. Wchodziliśmy wtedy na najwyższe wzniesienie Lanckorońskiej Góry, na którym znajdują się ruiny zamku lanckorońskiego, wzniesionego za czasów Kazimierza Wielkiego.

Kapliczka pośród pól i łąk.
Panorama na Lanckorońską Górę (545 m n.p.m.) oraz położoną na jej zboczach Lanckoronę.

Po około 20 minutach ruszamy dalej, spacerowym marszem. Na naszej trasie pojawia się jednak takie miejsce, gdzie musimy wykazać się zwinnością podczas pokonywania wodno-błotnych przeszkód.


Około godziny 11.40 zaczynamy schodzić z Pasma Chełmu zboczem na prawo, do miejscowości Palcza. Po 15 minutach dochodzimy do pierwszych zabudowań tej wioski i asfaltowej drogi, którą skręcamy w prawo i podchodzimy na wzniesienie, na którym stoi Kościół pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wybudowany w 1932 roku. Zwiedzamy jego wnętrze, po czym wracamy tą samą drogą. Idąc nią dalej dochodzimy do drogi wojewódzkiej nr 956, na którą skręcamy w prawo.


Kilkadziesiąt metrów dalej przechodzimy przez most nad rzeką Paleczką i tuż za nim skręcamy w lewo na drogę gruntową, która niemal od razu zaczyna nas wznosić na drugie pasmo na trasie dzisiejszej wędrówki - Pasmo Babicy. Nasza droga prowadzi obok potoku, pomiędzy zabudowaniami przysiółka Mytelówka. Mijamy murowaną kapliczkę z 1908 roku z figurką Matki Bożej; potem mijamy jeszcze kilka gospodarstw, po czym droga wcina się w las, miejscami bardziej stromo w górę.



Po kilkunastu minutach wspinaczki wychodzimy na otwarte tereny. Pojawiają się zabudowania przysiółka Końce, gdzie niespodziewanie, za ostatnimi posesjami gubimy szlak. Znak skrętu na lewo, którego nie zauważamy, gdzieś ginie wśród tutejszych zabudowań. Nasza droga prowadzi nas wprost do ładnego wąwozu leśnego, ze stromymi zboczami pokrytymi pokruszonymi kamykami. Zatrzymujemy się w nim, gdy okazuje się, że wąwóz ten jest ślepym zaułkiem. Wracamy trochę na skróty, wspinając się przez śliskie zbocze wąwozu do asfaltowej drogi. Przy niej odnajdujemy czerwone znaki naszego szlaku. Przez kilkanaście minut czerwony szlak prowadzi wspólnie ze szlakiem niebieskim biegnącym z Krowiej Góry, który odbija później na południe do Bieńkówki. Od tego miejsca pojawiają się przy naszym czerwonym szlaku znaki czarne, ale na krótko, bo niebawem odbijają na północ do przysiółka Ruskówka.

Ślepy wąwóz leśny - dalej drogi nie ma.

Południowa strona grzbietu po którym teraz wędrujemy jest przeważnie odsłonięta, dzięki czemu mamy świetny widok na Pasmo Koskowej Góry i znajdującą się w dolinie Bieńkówkę - wieś założoną przez króla Polski Kazimierza Wielkiego w 1366 roku.

Wchodzimy na grzbiet Pasma Babicy.

Na południu mamy widok na Pasmo Koskowej Góry i znajdującą się w dolinie Bieńkówkę...

...a na północy widok skracają grupy różnorodnych drzew.

Nasz szlak wiedzie nas wciąż pomiędzy grupami różnorodnych drzew pięknie prezentujących się w jesiennej krasie, ale na około kilometr przed wierzchołkiem Babicy pojawia się na krótko typowa gęstwina leśna. Z nią wchodzimy na polanę z ławkami, gdzie urządzamy sobie krótką przerwę na kanapkę i picie.

Stąd w niecałe 5 minut, o godzinie 14.30 wchodzimy na niepozorny, zalesiony wierzchołek Babicy (727 m n.p.m.) z dwoma dużymi kałużami pośrodku, które obchodzimy bokiem i od razu schodzimy. Po 30 minutach dalszej wędrówki dochodzimy do polany z kapliczką św. Huberta. Ustawione tu ławki oraz uderzające ciepłem promienie słońca zachęcają do kilkominutowego przystanku.

Wierzchołek Babicy (727 m n.p.m.).

Zejście w wierzchołka Babicy.



Polana z kapliczką św. Huberta.

Kilka minut drogi stąd uwagę zwraca polana z gąszczem bardzo wysokich paproci, jakby wyjętych wprost z parku jurajskiego, sprzed milionów lat temu. Jednak nieco dalej napotykamy ślad współczesnej cywilizacji - linię wysokiego napięcia. W jej pobliżu pojawia się droga prowadząca do Trzebuni. Schodzimy z naszego czerwonego szlaku na napotkaną drogę i schodzimy do Trzebuni, do oczekującego na nas autokaru. Prawie cały czas rozpościera się przed nami malowniczy krajobraz na osadę do której schodzimy. Jej progi osiągamy o godzinie 15.30, ale zanim je przekroczymy obmywamy ubłocone obuwie w strumyku, będącym jednym z dopływów rzeki Trzebunki. Do głównej ulicy przechodzącej przez wioskę dochodzimy w pobliżu Kościoła parafialnego św. Marii Magdaleny, wybudowanego tu w 1799 roku na miejscu starszego, zniszczonego przez powódź. Zaglądamy do niego tylko z głównego holu, aby nie zakłócać odbywającej się w nim nabożeństwa. Ponad głowami wiernych dobrze widać kopią cudownego obrazu Matki Boskiej Myślenickiej wbudowaną w ołtarz.

Polana paproci.
Trzebunia.

Widok tłumu ludzi w kościele uświadamia nam niechcący panujące bezludzie na szlaku naszej dzisiejszej wędrówki. Zdaje się, że w ten piękny słoneczny dzień nie spotkaliśmy na szlaku innych wędrowców. Niezwykła cisza i spokój to walory Beskidu Makowskiego. I choć nie powala on swoją wysokością i nie posiada w swojej historii spektakularnych epizodów, to właśnie cisza i spokój są tym czego w górach głównie szukamy, a którą Beskid Makowski zawsze nam gwarantuje, nawet w okresie sezonu turystycznego.

Translator

Info

Licencja Creative Commons Gdy nie jest to inaczej sprecyzowane pod konkretnym materiałem, to:
Publikowane na blogu materiały można wykorzystać na warunkach licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zezwala się na kopiowanie, dystrybucję, wyświetlanie i użytkowanie materiałów publikowanych na niniejszym blogu i jego pochodnych pod warunkiem umieszczenia informacji o twórcy i adresu internetowego bloga. Pozwala się na wykorzystanie tych materiałów w innych dziełach pod warunkiem udostępniania ich na tej samej licencji.

Kuferek

Hej wędrowcze, właśnie otworzyłeś malutki skarbczyk.
Nie jest on drogocenny, ale nie wykluczone, że znajdziesz w nim coś
co może Ci się przydać.

Kolekcje

Wędrowanie po znanych i nieznanych szlakach to ogrom niesamowitych wrażeń i emocji. Z każdą zakończoną wędrówką wiąże się tęsknota i czar wspomnień. Odczucia takie towarzyszą nam od samego początku przygody, wyzwalając potrzebę zachowania przeżyć, nie tylko w ulotnej pamięci ludzkiej, ale również w formie bardziej trwałej, w postaci fotografii, opisów, dzienniczków przebytych tras, odwiedzonych miejsc, czy zdobytych szczytów. Utrwalanie to jest również okazją do usystematyzowania turystycznych poczynań wg różnych kryteriów - zdobytych koron gór, przebytych szlaków, itp.

Napisz do nas